Logo Artemidy
Wrzosowisko
#61
Uciekała. Nie miała pojęcia co ma zrobić, a w jej głowie powstały już najgorsze scenariusze. Głos Sasanki odbił się w jej głowie echem, a widok nieznajomej rzucającej się na lisa sprawił, że Jaskółka była w jeszcze większym szoku niż wcześniej. Stała nieruchomo, nie wiedząc co ma zrobić, sparaliżowana strachem. Z transu wybudziło ją pojawienie się Wróbelek, która zjawiła się znikąd i stanęła w obronie matki, gotowa przyjąć na siebie ewentualny atak drapieżnika. Dopiero w tym momencie rasowa kotka poczuła prawdziwy strach. Spojrzała na córkę z przerażeniem w oczach, lękając się, że lada moment może ją stracić. Że lis ją dorwie. To nie krzyk nieznajomej bohaterki zachęcił samotniczkę do walki, tylko chęć ochrony córki. Nieważne co by się teraz nie stało, Wróbelek nie mogła się nic stać i Jaskółka była gotowa ją chronić za każdą cenę.
- Wiej! - krzyknęła do burej latorośli, po czym rzuciła się na bok lisa, chcąc go podrapać. Nie miała pojęcia jak należy walczyć, gdzie powinno się atakować, ale nie mogła pozwolić na to, by córeczce cokolwiek się stało. Miała tylko nadzieję, że się posłucha i ucieknie, a nie będzie próbowała walczyć dalej, narażając się bez potrzeby. Była zbyt ważna, by cokolwiek jej się stało.
b i r d s .flying .high . you know how I feel
sun . in . the . s k y . you know how I feel
breeze driftin' on by . you know how I feel

it's a new dawn
it's a new d a y
it's a n e w life
- ̗̀ FOR ME ̖́-
LVL 3 60 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#62
Atak Sasanki - krytyczny(150%) [(19+11)-(4+6)*1,5=30]

Kogo zaatakuje lis? [rzut 1d6]
Jaskółka - 1,4
Sasanka - 2,5
Wróbelek - 3,6

Wypada 1 - lis atakuje Jaskółkę

Atak lisa - nieudany(0%)

Atak Wróbelek - słaby(50%) [(13+8)-(9+4)*0,5=4]

Atak Jaskółki - udany(100%) [(14+5)-(13+4)*1=2]

Sasanka ponownie zaatakowała lisa, korzystając z tego, iż ten ponownie zainteresował się Jaskółką. Tak jak planowała, udało jej się rozszerzyć ranę, którą zadała wcześniej, tym samym uszkadzając jeden z mięśni drapieżnika. Rana zaczęła prawie natychmiast obficie krwawić. Lis zawarczał wściekle, jednakże nie zdołał zaatakować Jaskółki, ze względu na problemy z poruszaniem łapą. Zaraz potem doskoczyła córka bengalskiej kotki - Wróbelek, która lekko ugryzła łapę drapieżnika. Nie zrobiła mu jednak poważnej krzywdy, a jedynie zostawiła ślady swoich kiełków. Podobnie z resztą Jaskółka, która nie wyrządziła lisowi krzywdy, pozostawiając na jego boku jedynie nieznaczne ślady pazurów. Rude stworzenie jednak było wykończone walką i ranami, jakie zadała mu Sasanka. Padło na ziemię, aby chwilę nierówno oddychać. Odszedł po niedługim czasie.

Jaskółka
lvl: 2 | S: 5 | Zr: 8 | Sz: 8 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 26-3=23(45)
•przerzuty [0/1]
•celność o 2 z powodu spadku W

Sasanka
lvl: 4 | S: 11 | Zr: 14 | Sz: 8 | Zm: 6 | HP: 70 | W: 56-5=51(60)
•przerzuty [1/3]

Wróbelek
lvl: 1 | S: 8 | Zr: 5 | Sz: 6 | Zm: 1 | HP: 70 | W: 26-3=23(30)

Lis
S: 14 | Zr: 4(9) | Sz: 5(8) | HP: 39-30-4-2-3=ŚMIERĆ| W: 28-1=27(40)
•rana 2. stopnia -> rana 3.stopnia - uszkodzony mięsień najszerszy grzbietu (w pierwszej kolejce -5HP, w kolejnych -3HP aż do końca walki i po -1HP do zatamowania przez Medyka)
•rana 0.stopnia - nieznaczne zadrapanie na boku
•rana 0.stopnia - lekkie ślady kłów na przedniej łapie
•-2 Zr przez uszkodzony mięsień, problem z poruszaniem łapą
•od następnej kolejki statystyki obniżone o połowę ze względu na spadek HP
•Zr i Sz obniżone o 3 z powodu walki 1v3
•omdlenie
•śmierć

Sasanka - 40 exp
Jaskółka - 10 exp
Wróbelek - 10 exp
[Obrazek: d8erxnh-76fb48b5-d432-40e1-86cf-f833963a...TkVTm4o0f4]
How do we rewrite the stars?
Say you were meant to be mine?
Nothing can keep us apart
Cause you are the one I was meant to find
It's up to you, and it's up to me
No one can say what we get to be
Why don't we rewrite the stars?
Changing the world to be ours
LVL 4 210 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#63
Reakcja dwóch sparaliżowanych strachem kup futra mignęła jej gdzieś kątem oka, ale nie miała czasu rozwodzić się nad kolejnym absurdem, zajęta ostatecznym uśmierceniem cuchnącego lisa. Rozpruwając pazurami jego cielsko, z namacalną satysfakcją broczyła łapami w tryskającej krwi, czując puls przerywanych żywcem tkanek, poza sierścią i skórą chyba trafiając coś... istotniejszego. Dzięki nagłej kontuzji drapieżnik nie miał szans dłużej manewrować ani podjąć jakichkolwiek prób ucieczki - uszkodzenie największego powierzchniowo mięśnia w ciele skutkowało nie tylko stopniowym paraliżem kończyn, lecz również poważnymi problemami oddechowymi, dzięki czemu Sasanka była w stanie go pokonać. Gdy upadł pod jej ciężarem, wypluła na bok kępę umorusanych zasychającą czerwienią kłaków, czując, jak posoka w całości przykrywa biel na jej mordce. Jedną łapą przydeptując szyję, a drugą przyciskając łeb lisa do ziemi, unieruchomiła go w dominującej pozycji, podduszając dopóki ostatni spazm nie opuścił konającego ciała. Zabiła go. Wygrała. Zgładziła! Praktycznie dokonała tego sama - obie cherlawe kocice odegrały rolę przynęty, dzięki czemu wyszła ze starcia bez draśnięcia. Mieszanina wstrząsających nią emocji była na tyle silna, że czuła również żadnego zmęczenia. Gdyby musiała, śmiało skoczyłaby do gardła jeszcze pięciu takim lisom. Naprawdę kiedyś czuła przed nimi respekt? Naprawdę zdołały uśmiercić kilka gromowych kotków? Kpina.
A skoro o kpinie mowa...
- Czy ty całkiem zgłupiałaś?! - wrzasnęła niespodziewanie, dalej przygniatając łapami sztywniejące trofeum, aby przeszyć Jaskółkę zwężonymi w bitewnym ferworze źrenicami. Kim ona w ogóle była, żeby wykazywać się taką nieodpowiedzialnością i tchórzostwem? Tutaj, na wolności! W DZICZY! Kto wie, czy na skraju wrzosowiska nie czyha teraz wygłodniały borsuk, który przez jej GŁUPOTĘ zeżarłby je obie i sobie beknął!
- Zamieniłaś się na rozum z myszą!? Próbowałaś prześcignąć LISA na otwartej przestrzeni? Biegnąc prosto przed siebie!? - zganiła Jaskółkę, bo mimo podobnego wieku, zachowywała się teraz jak jakieś bojaźliwe kocię. Lub niczym karygodnie niedouczona Terminatorka, której Sasance nigdy nie było dane dostać. Następnie przeniosła wzrok na młodziutką Wróbelek, która przynajmniej zaatakowała pierwsza. W, o zgrozo, równie idiotyczny sposób. - A ty atakujesz go frontalnie, na oślep? Żeby wpaść prosto pod jego paszczę? - warknęła, kręcąc z niedowierzaniem głową. Zdecydowanie przerastała dwójkę samotników ogromem doświadczenia, chociaż w praktyce nie miała okazji stoczenia prawdziwej walki - od tego posiadali przecież liczne patrole.
- Miałyście szczęście, że to młode, prawie szczeniak. Dorosły lis dopadłyby cię po dwóch długościach ogona i zabił jednym kłapnięciem szczęk. - fuknęła wreszcie, wypuszczając trochę metaforycznej pary z nozdrzy. Możliwe, że należały do grupy pieszczoszków, które jakaś podejrzana samotniczka poprowadziła ongiś samotnie w dzicz na pastwę losu. Innego logicznego wytłumaczenia nie potrafiła znaleźć. Powoli, uspokajając szum w uszach oraz rytm roztańczonego serca, zeszła ze zwłok, stając obok.
- Trzeba go zakopać, bo zaraz zlecą się inne. Wabi je zapach krwi i strawy wron. - miauknęła, tonem głosu jasno oświadczając, że to wcale nie jest sugestia, tylko polecenie. Nie zamierzała sama kopać mu grobu w tym stwardniałym gruncie. Po raz pierwszy popatrzyła też na samotniczki nieco racjonalniejszym wzrokiem, pozbawionym strzelających wściekle błyskawic. Przelało się tutaj wiele krwi, ale do kogo należała? - Jesteście całe?
<table><td>[Obrazek: HOz3QDY.png]</td>
<td>so much i have lost
and so much i resent
my spite became the steps
upon the stairway of descent
</td>
</table>
LVL 5 30 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#64
Nie zrobiła praktycznie nic lisowi, podobnie zresztą jak jej córka, a mimo to drapieżnik padł martwy na ziemię. Nie potrafiła walczyć, a jednak wyszła bez szwanku. Pierwsze co zrobiła, to spojrzała na Wróbelek i, jeśli były od siebie kawałek, podbiegła lub doskoczyła do niej, by natychmiast mocno ją do siebie przytulić.
- Nic ci nie jest? - zapytała najpierw, rzucając pobieżnie okiem na stan kotki. - Co ci w ogóle przyszło do głowy? Mogło ci się coś stać! Nigdy więcej tak nie rób - dodała od razu, a w jej głosie słychać było troskę i zmartwienie. Specjalnie odciągała lisa od ich legowiska, by wszyscy byli bezpieczni, by żadnemu z nich nic się nie stało. Gdyby Wróbelek została ranna, Jaskółka nigdy by sobie tego nie wybaczyła.
Dopiero gdy Sasanka się odezwała, samotniczka przypomniała sobie, że przecież nie walczyła sama. Ba, że padłaby trupem, gdyby nie pomoc nieznajomej. Przytuliła uszy do czaszki na słowa buro-białej. Było jej wstyd, że została zganiona, w dodatku w taki sposób, przed własną córką. Po raz kolejny pokazała jak żałosną jest osobą, jak bardzo nie zasługiwała na te wszystkie dobre rzeczy, które ją spotkały w życiu.
Rasowa kotka postawiła krok do przodu, zasłaniając Wróbelek całym swoim ciałem, gdy nieznajoma zganiła i ją. Najmniej sobie na to zasłużyła. Chciała po prostu pomóc swojej żałosnej, beznadziejnej matce. To nie jej wina, że nie wie jak walczyć. Nie miał jej kto tego nauczyć, niestety.
Chciała się jakoś odezwać, usprawiedliwić brak sensu w działaniach burej koteczki, ale usłyszawszy określenie, jakie padło z pyska Sasanki, Jaskółkę zamurowało. Lew opowiadał jej o tym dziwnym slangu klanowych kotków. To było właśnie jedno z tych ich dziwnych określeń. Jej błękitne oczy momentalnie otworzyły się szerzej, a źrenice zwęziły się do tego stopnia, że wyglądały jak igiełki. Zjeżyła sierść na karku, czując jak serce zaczyna bić jak oszalałe.
Strawy wron. Kolejne to ich dziwne określenie.
- D-dlaczego? - wydusiła z siebie po cichu łamiącym się głosem, cały czas zasłaniając Wróbelek całą sobą. Cała ta ulga, którą przed chwilą odczuła, cała wdzięczność... wszystko wyparowało i zostało zastąpione przez strach. Co tutaj robił ktoś z klanu? Była z klanu gromu? Szukali jej? Planowali ją zabić? Nie potrafiła zrozumieć tego, co się właśnie stało. Od tak dawna starała się uciec od tego, co miało miejsce jakieś osiem miesięcy temu, chciała zapomnieć o tym, jak została upokorzona, chciała uciec klanów, a to wszystko cały czas ją prześladowało. Chciała zapytać się dlaczego jej pomogła? Co tutaj robi? Ale nie potrafiła. Była zbyt przerażona tym, że miała do czynienia z kotem z klanu. Nie wiedziała czego się spodziewać, ale jednego była pewna - jeśli zajdzie taka potrzeba, to ochroni Wróbelek za wszelką cenę.

wyszło trochę chaotycznie i nieskładnie, ale mam nadzieję że nie jest tak źle. W razie jakichś niejasności/błędów proszę o pw
b i r d s .flying .high . you know how I feel
sun . in . the . s k y . you know how I feel
breeze driftin' on by . you know how I feel

it's a new dawn
it's a new d a y
it's a n e w life
- ̗̀ FOR ME ̖́-
LVL 3 60 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#65
Rzuciła się w kierunku lisa, w myślach już wyobrażając sobie jak mocno wbija szczęki w jego łapę, tym samym ratując matkę od wszelkich niebezpieczeństw. I choć wynik nie był zadowalający, bowiem nie zrobiła mu wielkiej krzywdy, dzięki starszej samotniczce drapieżnik po niedługim czasie padł martwy na ziemię. Spojrzała się na niego blado, nie ruszając się, zastanawiając się, czy to właśnie tak wygląda śmierć. Zwierzę już nie oddychało, wszędzie lała się krew, za sprawą niewyżytej wygnanej kotki, a młoda, rasowa koteczka pusto się temu przyglądała. Dopiero po chwili podbiegła do niej matka, wtulając się w nią z całej siły, co oczywiście Wróbelek odwzajemniła. Cieszyła się niemiłosiernie, że Jaskółce nic się nie stało, bo przecież o to chodziło. Ryzykowała wszystko, żeby tylko uratować rodzicielkę, która była dla niej najważniejsza. Nic nie powiedziała, jedynie wcisnęła mocno główkę w jej klatkę piersiową, mrucząc przy tym cichutko i przyjemnie. Tak bardzo cieszyła się z finału...
Wtedy też Sasanka zaczęła je krytykować. Bura skuliła uszka, wyglądając na samotniczkę zza matki, która się za nią wstawiła. Mimo wszystkiego, co powiedziała dawna terminatorka, niebieskooka była w dalszym ciągu jej wdzięczna za okazaną pomoc. Gdyby nie ona, wszystko nabrałoby innej drogi, a możliwe nawet, że dwie rasowe kocice nie wyszłyby z tego cało. Wróbelek posłała Sasance leciutki, acz szczery uśmiech.
— Przepraszam, nie umiem walczyć — wytłumaczyła się cicho. — Dziękuję w imieniu moim i mamy za to, co dla nas zrobiłaś. — Postanowiła wyrazić wdzięczność osobiście, bo Jaskółkę sparaliżował strach, choć jej córka nie do końca wiedziała dlaczego. Nie wiedziała o klanowych kotach tak dużo, jak jej mama, zatem takie określenia jak strawa wron nic jej nie mówiło. Potem postanowiła sama zająć się wykopaniem dziury, bo srebrzysta chyba za bardzo przejęła się tą sprawą, że nawet się nie ruszyła. Niebieskooka miała zamiar zrobić ten dołek, wsadzić tego lisa w jego głąb, a potem razem z matką wrócić do legowiska. Nie spodziewała się jednak, że może być to takie ciężkie.
LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#66
Sasanka przewróciła dyskretnie oczami, widząc ckliwą scenę rodzajową, gdy zmartwiona mama przytuliła swoje ocalone przed niebezpieczeństwem dziecko. Mogła już wcześniej domyślić się, że były spokrewnione - choć teraz liczne, charakterystyczne podobieństwa oraz różnicę wieku było widać jak na dłoni, a absurd sytuacji kwitł w najlepsze. Żeby byle szczyl musiał bronić matki swoim własnym, jeszcze słabszym ciałem? Ale... z drugiej strony... czy Sasanka nie postąpiłaby dokładnie tak samo dla Łaniego Kroku? Nawet księżyce temu, gdy była tylko małą, chuderlawą, zaniedbaną przez Mistrzów Terminatorką, a nie dziką pogromczynią lisów? Nie. Już nie. To przeszłość. Teraz niech ktoś inny ją osłoni. O ile, rzecz jasna, komukolwiek w egoistycznym grajdołku Klanu Gromu się zachce.
Usiadła nieopodal zwłok, energicznie zlizując językiem lepką juchę, nim całkiem zaschnie i poskleja jej futerko w strączki. W przeciwieństwie do krwi zwierzyny, ta smakowała inaczej, a w nadmiarze przyprawiała ją o mdłości. Spodziewała się, że w międzyczasie kotki usłuchają polecenia, wykopując odpowiednio głęboki dół, ale najwyraźniej nawet to zadanie je przerosło.
- Co "dlaczego"? - burknęła głośno z wyczuwalną w głosie irytacją, podczas gdy kilka płatków zakrzepłej krwi ukruszyło się na jej zmarszczonym nosie. - Miałam pozwolić mu posmakować kociej krwi, żeby zagryzł mnie potem we śnie?
Ze wszystkich opcji najmniej spodziewała się, że panikę u Jaskółki wywoła przypadkowe podłapanie kilku charakterystycznych, klanowych zwrotów. W końcu musiała być teraz w niezłym szoku - nie codziennie lis gania cię wściekłe po całym wrzosowisku, a potem ginie niemal na miejscu, gdy obca postać w nienawistnym szale obezwładnia go i tnie pazurami. Zawsze mogło to być coś więcej niż zwykła przysługa albo bohaterski akt altruizmu. Z całą pewnością. Lecz doprawdy, w oczach Sasanki, Jaskółka i Wróbelek nie miały teraz nic ciekawego do zaoferowania, może poza paroma informacjami o okolicznych ziemiach. Chociaż same, zważywszy na zerowe umiejętności walki, prawdopodobnie nie należały do tutejszych, tylko urwały się prosto z bezpiecznego Gniazda. Może zgubiły obroże i Dwunogi przestały rozpoznawać je jako swoje, zostawiając na pastwę dziczy? Ojej.
Kiedy natomiast Jaskółka, ledwo opanowując drżenie strachu, zaczęła kryć córeczkę swoimi wątłymi ramionami, reakcja wygnanej kotki wahała się pomiędzy parsknięciem śmiechu a trzepnięciem jej w pysk. Ostatecznie przystała na kompromis, komentując takie zachowanie pytającym uniesieniem łuku brwiowego. W milczeniu popatrzyła jeszcze na młodą Wróbel, znacznie spokojniejszą, która nie telepała się, tylko z czystej przyzwoitości podziękowała. Aha, czyli według matki to nie lis, tylko Sasanka jest tutaj niebezpieczeństwem? Czyżby wreszcie, księżyc po wygnaniu, umorusana po uszy krwią, finalne siała postrach, o którym marzyła od czasów dzieciństwa?
- Nie gap się tak na mnie. I przestań się stroszyć. Zawsze mogłam poczekać, aż cię dopadnie, a dopiero potem go wykończyć. Ale tego nie zrobiłam. - po co w ogóle miałaby brudzić sobie nimi łapy? Naprawdę tutejsi samotnicy byli na tyle honorowi, że ratowali komuś skórę tylko po to, by zamordować go osobiście? Jaskółka ewidentnie musiała uderzyć się po drodze w czambo.
- Stary nawyk. - dodała po chwili, nieco ciszej dedykując te słowa dla Wróbelka, natychmiast splunąwszy na bok zlizaną krwią. Tfu.
Wciąż nie kłopotała się wstaniem z miejsca ani nie prężyła groźnie muskułów, zatem nic nie wskazywało, że biednej Jaskółeczce cokolwiek grozi. No, może poza coraz bardziej zniecierpliwionym tonem, kiedy młodociana banitka znowu przeszyła ją naglącym ostro wzrokiem. Pomogła bo tak, wcale nie walczyła z lisem o obiad, gdyż nie gustowała w tchórzach, więc w czym jeszcze problem? Wyraziła się niejasno? Przeliterować? Już Wróbelek lepiej zrozumiała polecenie.
- Powtórzę: zacznijcie kopać, o ile nie połamałyście sobie jeszcze pazurków. I lepiej dla was, jeśli wrócicie tam, skąd przyszłyście. W tym miejscu walka jest podstawą życia, a wy chyba do tej pory nawet nie stałyście obok dzikiego kota, co? - żachnęła, snując wścibskie wnioski. Jak to mawiali niektórzy wielce czcigodni Gromiacy? Raz pieszczoszek to na zawsze pieszczoszek?
<table><td>[Obrazek: HOz3QDY.png]</td>
<td>so much i have lost
and so much i resent
my spite became the steps
upon the stairway of descent
</td>
</table>
LVL 5 30 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#67
Patrząc na Sasankę, odczuwała wiele sprzecznych emocji. Z jednej strony była to wdzięczność i ulga - gdyby nie ona, Wróbelek mogłoby się coś stać, bo żadna z nich nie potrafiła walczyć. Zapewne zamiast tylko niej samej, zginęłaby także jej ukochana córeczka. Jedyna, która jej została, bo Bogatka odeszła. Zniknęła. Przepadła. Jaskółka nie mogła jej za to winić. Mając taką beznadziejną matkę, to nic dziwnego, że wolała odejść. Szkoda tylko, że nie powiedziała o tym nikomu z rodzeństwa. Oni na pewno też się martwią!
Z drugiej strony, patrząc na buro-białą odczuwała złość, strach, wstyd. Panicznie bała się klanowych kotów. Nie chciała mieć z nimi nic więcej do czynienia, uciekła od nich jak najdalej tylko mogła, a oni i tak ją dorwali! I tak ją znaleźli i uratowali. Tylko po co? Po to, żeby zaraz zabić ją własnymi łapami?
— N-nie prosiłam o pomoc — mruknęła drżącym głosem. — A już na pewno nie kogoś z klanu! - dodała nieco śmielej z wyrzutem. Wolałaby umrzeć niż znowu rozmawiać z klanowym kotem. Nie miała pojęcia z którego konkretnie pochodzi buro-biała. Nie znała ich zapachów, zresztą ogólnie miała raczej słaby węch, ale to nie miało znaczenia, bo wszyscy byli tacy sami. Tak samo beznadziejni.
Początkowo stawiała opór. Nie zamierzała słuchać się jakiegoś klanowego wypłosza, ale była zbyt słaba by trwać w tym długo, toteż zaczęła dzielnie kopać, gdy Sasanka użyła mocniejszych słów. Robiąc to, zaczęła się zastanawiać czy dobrze zrobiła, zachowując się tak nieprzyjemnie. W końcu... nieznajoma faktycznie mogła pozwolić lisowi ją rozszarpać, a dopiero potem go zabić. Po chwili jednak doszła do wniosku, że postąpiła słusznie. Nie może się dać zmanipulować po raz kolejny.
LVL 3 60 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#68
Temat Bogatki był dla Wróbelek niepojęty. Kochała siostrę – jak zresztą całą rodzinę – całym swoim dziecięcym sercem, a mimo to nie zdołała tą miłością zatrzymać przy sobie rówieśniczki. Nie mogła tego zrozumieć; były sobie przecież bardzo bliskie, więc w dalszym ciągu to wszystko było takie absurdalne, pozbawione sensu. Dałaby bardzo wiele, aby móc jeszcze raz z nią porozmawiać, czy choćby w ciszy pobiegać z nią między jodłami. Teraz zdawało się to być takie odległe, a przecież jeszcze niedawno rodzina przysięgła sobie być zawsze razem. Wróbelek cicho wierzyła, że pierworodna jeszcze kiedyś wróci i wszystko się wyjaśni, wróci do normy. To było jej skryte marzenie.
Słysząc ton matki skierowany w stronę samotniczki, bura skuliła się lekko. Nie wiedziała co ma w tym momencie powiedzieć. Trzymać stronę matki? Wstawić się za byłą terminatorką, która bezinteresownie im pomogła? A może po prostu pozwolić dwóm dorosłym kocicom wyjaśnić sobie to twarzą w twarz? Była w tym momencie bardzo przerażona, bo bała się, że rozjuszonym akcentem jedynie wprawi Sasankę w złość, co może być marne w skutkach. Skakała spojrzeniem to z wygnanej gromiaczki, to na rodzicielkę, kompletnie w tej chwili zagubiona. Buro-biała wyglądała na łatwo tracącą cierpliwość, co jedynie utwierdzało młodszą bengalkę w przekonaniu, że wyrzuty w jej stronę nie były za dobrym pomysłem. Wróbelek posłała córce Łani błagalne spojrzenie, aby nie zwracała uwagi na słowa Jaskółki. Nie chciała, żeby wyniknęła z tego awantura. Nie wspominając o tym, że ich wybawicielka wyglądała na dość silną, co udowodniła również podczas walki z lisem. Młoda, rasowa koteczka była za to bezsilna. Dlaczego mama je narażała?
LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#69
Słysząc wydukaną, chamską odzywkę, stuliła uszy po bokach czaszki. Nie spodziewała się niczego, a i tak została zniesmaczona. Cały obraz pseudo-samotniczki przypominał jej teraz o wszystkim, co porzuciła w Klanie Gromu - tchórzliwie strawy wron pilnujące tylko własnych ogonów, słabeuszy oraz niewdzięczne żuki gnojaki. Z wyglądu Jaskółka przypominała tak samo apodyktyczną Lamparcią Cętkę, ale swoim zachowaniem bardziej sprawiała wrażenie słabej na umyśle Śnieżnej Zamieci, która też lubiła otaczać się towarzystwem kociąt z racji braku innych umiejętności.
- Oh, doprawdy? - sapnęła, przywdziewając na wargi jadowicie nieprzychylny uśmiech. - I dopiero teraz mi to mówisz? Kiedy przestał już na ciebie szarżować?
Taka była mądra, kiedy ktoś uratował jej życie? Gdy lis padł martwy, a ona mogła uściskać uratowaną córeczkę? Sasanka nie czuła złości choćby w połowie porównywalnej do tego, jaką czuła wobec Gromiaków srających na księżyce jej ciężkiej pracy oraz niezaprzeczalny potencjał, bowiem nie działała ani charytatywnie, ani bezinteresownie, ani się nie narażała, bo w walce nie spadł jej nawet włosek z głowy. Tyle, że drapieżniki dorastają - zwłaszcza te żywione kocim mięsem, które nie pogardzą ogołoceniem najbliższych ziem ze wszelkiej zdobyczy. To bardziej ona wykorzystała Jaskółkę jako żywą przynętę, by osłabić, oraz odciągnąć uwagę psowatego... ale liczyła się fatyga.
Nadal nie podobał jej się ten sztucznie odważny ton. A jeszcze bardziej nie podobało jej się nieumiejętne nazywanie rzeczy po imieniu.
- Myślisz, że taka jesteś sprytna? Że mnie przejrzałaś? Gówno prawda. - wycedziła, zbliżając się na krok do posłusznie kopiącej samotniczki, by przydeptać zesztywniały pysk lisa spiętą łapą. - Nie przejrzałabyś nawet lisa, który zabiłby ciebie, a potem twoją córkę. Nie wiem kogo próbujesz oszukać. Siebie?
Przechyliła głowę, mimo kąśliwych słów nie porzucając ani uśmiechu, ani drgającej prowokacyjnie końcówki ogona. Jeśli samotniczka faktycznie uważała ją za klanowe zagrożenie, powinna brać nogi za pas, zamiast pyskować. Niestety, mimo szczerych chęci, nie potrafiła zaprzeczyć słuszności ów awersji. Nie miała pojęcia, kto ją skrzywił, ale miała rację. Tyle, że z takimi tekstami, to nie do niej. Już nie.
- Najwidoczniej tak, jeśli myślisz, że klanowy kot zapuściłby się tak daleko od domu i przejął jakimś głupim lisem poza swoimi kochanymi granicami. Lub tobą? - aż parsknęła, łypiąc pobłażliwie z góry. - A może uważasz, że pozwoliłby swojemu zapachowi zwietrzeć i zmieszać się z fetorem samotnika? Albo że w ogóle zwlekałby ze skręceniem ci KARKU, bo nawet stanie obok takich jak WY podchodzi pod zniewagę!?
Kąciki warg zawirowały, diametralnie zaostrzając swe krawędzie niczym dwie ciągnące do dołu brzytwy. Wysuwając pazury, wbiła je z impetem w ziemię, wyrywając niewielki krzewik wrzosu razem z korzeniami, by odrzucić go na bok wraz z grudkami ziemi. Was? Powinna powiedzieć "nas". Przecież były teraz sobie równe, a może nawet Sasanka uchodziła za niższy sort, dźwigając na barkach piętno potępienia. Zamiast jednak rzucić się bezmyślnie na uprzedzoną do klanowych kotków Jaskółkę, wolała agresywnie kopać dół. Nie jest jedną z nich. Nigdy tak naprawdę nie była.
- Nie mam z Klanami nic wspólnego. Już nie. - dodała po chwili napiętej ciszy, pozornie poświęcając całą swoją uwagę oraniu twardej ziemi, jak gdyby nigdy nic. Wcale nie była ROZSIERDZONA w środeczku. Skąd. - A swoją wdzięcznością i tak możesz się udławić.
<table><td>[Obrazek: HOz3QDY.png]</td>
<td>so much i have lost
and so much i resent
my spite became the steps
upon the stairway of descent
</td>
</table>
LVL 5 30 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#70
Skuliła uszy natychmiast, gdy Sasanka przemówiła. Od razu pożałowała, że w ogóle się odezwała i cała pewność siebie, którą miała w chwili, gdy zdecydowała się zapyskować, ulotniła się. Kopała, nie patrząc nawet na buro-białą kocicę, chcąc uciec tak szybko, jak tylko wykopie dół. Nie patrzyła także na Wróbelek, która w tym momencie była pewnie zażenowana zachowaniem matki.
Milczała więc i gdy tylko skończyła kopać, pisnęła coś niezrozumiałego i spróbowała uciec, najszybciej jak tylko była w stanie. Nie chciała już dłużej tym być, tym bardziej po tym co powiedziała i jak została zmieszana z błotem.

zt??? przepraszam za gniota ale kompletnie nie mam weny XDDDDDD
b i r d s .flying .high . you know how I feel
sun . in . the . s k y . you know how I feel
breeze driftin' on by . you know how I feel

it's a new dawn
it's a new d a y
it's a n e w life
- ̗̀ FOR ME ̖́-
LVL 3 60 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#71
Słuchała słów obcej samotniczki z przerażeniem w oczach, kuląc przy tym uszy i chowając ogon pod brzuchem, choć najwidoczniej nie była przy tym sama: gdy tylko zerknęła na matkę, poczuła okropny ból przechodzący przez ciało. Choć nie powinna, czuła się winna; mogła przecież dopytać wcześniej Jaskółkę o Amora, to w ogóle ta sytuacja nie miałaby miejsca. Srebrna mogła sobie myśleć, że jej córka jest nią zażenowana, ale nic bardziej mylnego. Była zażenowana sobą, bo jako darmozjad przyczyniła się do pójścia przez rodzicielkę na polowanie i spotkanie lisa, następnie Sasanki, a w międzyczasie najedzenia się wstydu. Błagalnie spojrzała na byłą terminatorkę klanu Gromu, aby już się nie gniewała, ale z każdą chwilą coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że to nic nie da. Buro-biała była widocznie zdenerwowana i nie trzeba było się domyślać, że słodkie, maślane oczy niczego tutaj nie zdziałają. Otarła się głową o łapę mamy, ale w tym samym momencie ta zaczęła uciekać, co najpierw wprawiło Wróbelek w osłupienie, a po chwili w próbę reakcji. Postanowiła więc pobiegnąć za nią; nie trzeba też dodawać, że bała się obecności wygnanej kocicy.

zt i guess?
LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#72
Doskonale zdawała sobie sprawę, że przesadziła, ale od momentu wygnania przypominała odbicie siebie majaczące na roztrzaskanym zwierciadle. Nie miała skrupułów, litości ani współczucia już wtedy, w Klanie Gromu... a teraz postradała również wszelkie ograniczenia. Wyraźnie rozgniewana, chwyciła cuchnące truchło lisa i cisnęła nim we wspólnie wykopany dół, po raz ostatni przeszywając obydwie samotniczki ostrym wzrokiem. Teraz, naturalnie, Jaskółeczka nie miała już nic do powiedzenia. Teraz, zdemaskowana we własnej głupocie, mogącej równie dobrze kosztować ją życie, nagle przestała być taka najmądrzejsza. Nieciężko domyślić się, że jakiś klanowy kotek musiał ją skrzywdzić, a nienawiść była słuszna... ale na miłość Gwiezdnego Klanu, nie kąsa się łapy, która właśnie uratowała twoje cętkowane dupsko.
Niedbałym ruchem zagrzebując ciało świeżą ziemią, patrzyła spode łba, jak obie kocice natychmiast wykonują w tył zwrot, wybierają ucieczkę. I słusznie, mając na uwadze, że Sasanka skwitowała ten widok rozwścieczonym obnażeniem kłów. Już raz widziała taką scenę - kochaną córeczkę wybiegającą z Obozu w ślad za roztrzęsioną matką. Tak właśnie ją zostawiły. Obydwie. W ten sam sposób. Bez słowa, bez wsparcia, bez pożegnania, bez żadnej wdzięczności. Dwie najbliższe kocice, które miała w swoim całym życiu, zachowały się identycznie niczym dwa przypadkowe pieszczochy na głupim Wrzosowisku. Porzuciły ją.
Oddychając ciężko, chaotycznie i drżąco od nerwów, strzeliła ogonem, oddelegowując się w stronę Topiołków. Myślała, że walka nieco ją ostudzi, ale myliła się. Nic do tej pory nie ofiarowało jej wystarczająco wytchnienia. Czy poczuje jeszcze kiedyś ulgę? Czy kiedykolwiek odpuści?

zt
<table><td>[Obrazek: HOz3QDY.png]</td>
<td>so much i have lost
and so much i resent
my spite became the steps
upon the stairway of descent
</td>
</table>
LVL 5 30 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#73
******

Mech pomimo tego, co działo się w jego głowie musiał się zmusić to wyjścia z nory. Czuł się tam zamknięty, a wyjście było tylko jedno. Ktoś mógł wejść, ale już wtedy nikt nie wyjdzie. Pomimo, że na otwartym terenie był bardziej odsłonięty, to było tu lepiej. Miał drogę ucieczki. Oddychał cicho i szedł przez wrzosowisko. Nadal nie nauczył się w pełni polować. Musiał zacząć też uczyć się walki. Ale po prostu nie miał do tego glowy. A bardziej jego głową była zapelniona koszmarami i strachem. Kocurek się bał, ale musiał brnąć dalej.

//złotko
[Obrazek: Meh.png]
<center>maybe.. I'ma... get... a.. little.. anxious
maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
LVL 1 65 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#74
I gdy tak brnął przez Wrzosowisko wybraną przez niego trasę przecięła Złocisty Kłos - ex Cienista mająca już swoje księżyce na karku, a mimo tych kilku srebrnych włosów zaplątanych w złote, jak zwykle szykownie wyglądająca. Co się u niej działo? Bardzo niewiele. Jej życie stanowiło odbicie jej samej - było stateczne, spokojne, nieangażujące. Co kilkadziesiąt wschodów słońca spotykała inne koty, których imion nawet nie poznawała, bo i po co, skoro każdy po tym przypadkowym spotkaniu i kilku uprzejmościach (albo nieuprzejmościach jak w przypadku Sasanki) i tak pójdzie w swoją stronę. Bycie Samotnikiem paradoksalnie przypominało bycie Cienistym, tyle że w pierwszym przypadku nie istniało aż tyle ograniczeń - terytorialnych, czy ustrojowych. Odpowiadało jej to.
Teraz bez strachu, ani zaskoczenia obecnością innego wąsacza omiotła miodowym spojrzeniem zmierzającego z naprzeciwka kocurka i pozdrowiła go pełnym dobrej maniery skinięciem pyska. Nie była jeszcze do końca przekonana, czy miała dzisiaj ochotę na pogawędkę z przypadkowym wędrowcem, więc wszystko rozstrzygnęło się w ostatnich sekundach, gdy się mijali, a Złotko dostrzegła strapienie. - Dzień dobry, czy wszystko dobrze, młody wędrowcze? - głos miała uprzejmy, acz formalny i chłodny. Pierwsze co, to brak spoufalania się.
<center><table><td><img src="https://i.imgur.com/mPqw7Sl.png" height="230" align="center">

</td>
<td>
xxx- ̗̀ Wielka dama znów tańczy sama
xxxGubi czerwony szal
xxxCztery gamy dla wielkiej damy
xxxA dalej tańczy czas
xxxWielka dama smutkiem pijana
xxxPołyka złote łzy <br>
[Obrazek: d8otlhm-2450ca6f-3ba7-4dd2-8221-08b281a7...pJqnmrdDpc]
xxxWielka dama dumna i sama
xxxW sukni z wilgotnej mgły ̖́-

</td></table></center>
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#75
Już sam widok kota w oddali spowodował u kociaka lęk. Musiał się bardzo przemóc, aby nie uciec. Z drugiej strony nadchodzący kot mógłby mu pomóc. Za bardzo jednak bał się, aby sam podejść, czekał więc w bezruchu. Gdzieś pod spodem miał wrażenie, że może nie został zauważony, albo że nadchodząca, starsza kotka jednak do niego nie podejdzie. Zrobiła to jednak, przez co kocurek aż cofnął się o krok i przywarł mocniej do ziemi, patrząc od dołu na kotkę.
- Ja-jaa....... n-ne-taak....... e em........ pepszaszam j-ja.... prze-eszkacam ci?? t-to so-obie póójtę... - wydukał, patrząc wielkimi oczami na kremową. Oby go nie zaatakowała, tak zrobił to tamten samotnik z Modrzew- nie. Nie mógł o tym myśleć. Ta nie ryknęła na niego, może mu nic nie zrobi. Może go...... nie zabije.
[Obrazek: Meh.png]
<center>maybe.. I'ma... get... a.. little.. anxious
maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
LVL 1 65 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości