Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Eh może to i dobrze rzeczywiście. W końcu po co mieliby być w Klanie z kimś takim okropnym jak Trzmiela Gwiazda. Bogatka mu nie wybaczy tego jak okropnie postąpił. Jaskółka tak się starała, żeby wiele umieć, a on i tak wymagał więcej. Najwidoczniej Klan Gromu nie jest zbyt entuzjastyczny względem samotników. No i dobrze. Nie obchodzą ją. Nie będzie chodzić w ich okolicy i nie chce mieć z nimi nic wspólnego.
Bogatka mimo iż od urodzenia jest samotnikiem to nie do końca. Zawsze była w rodzinnej grupie razem z mamą i rodzeństwem. Kiedy się zgubiła była sama. Tak wiele przeżyła, że jest teraz strachliwa. I tak nie do tego stopnia co zanim odnalazła dom z powrotem. Wszystkich widziała jako zagrożenie. Teraz tylko próbowała to z siebie wyrzucić. Musi nauczyć się poznawać innych bez obawy, że ktoś ją zabije. W szczególności jeśli ten ktoś ma żółte oczy... Strach Bogatki nie wynikał z tego, że Igła wyglądała strasznie. Po prostu jej nie znała no i ten kolor oczu... przeklęty. Kocur, który zrobił jej blizne na grzbiecie nadal będzie za nią łaził w myślach. - W... W sensie... może kogoś szukasz..?- poprawiła się kotka, ale chwilę później było to już zbędne- S...Spacerujesz rozumiem.
Jej pierwsze pytanie nie było zbyt szczegółowe. To fakt. Zabrzmiało wręcz bezsensownie. Musiała je potem naprostować, ale średnio zdążyła, bo niebieska sama powiedziała co robi. - Bogatka... A ty?
Jej imię było ładne. Lubiła je, w końcu mama ją tak nazwała prawda? Już różne opinie słyszała. Jeden kocur nawet powiedział, że tak głupio i lepiej jakby była po prostu Sikorką. No kto jak chce. Ona jest Bogatką, tak jak nazwała ją Jaskółka.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
O Trzmielej Gwieździe akurat opinii jako tako nie miała. Wywalił ją z klanu, fakt, ale jako samotnik było jej lepiej i ani trochę nie tęskniła za klanem, więc na lepsze jej to tylko wychodziło. Bo wątpiła też, że sama z siebie by tak po prostu odeszła z klanu, także nie zrobił jej nic złego. Wcześniej nawet wydrapał przerośniętemu terminatorowi Klanu Wichru oko, przez co z jakiegoś powodu czuła satysfakcję, nawet jeśli to nie ona to zrobiła. Cóż. Wichrzak po prostu dostał za swoje.
A Igła twardo twierdziła, że się niczego nie bała, bo nigdy w życiu nie poznała strachu, zagrożenia. Nigdy, dosłownie nigdy. W Gromie nigdy nie polowała, bo nie umiała nawet, więc na drapieżnika się nie natknęła, tak samo podczas spacerów w Gromie czy nawet tutaj, na ziemiach niczyich. Za to poznawanie kotów... cóż, wcześniej poznała bardzo mało kotów, więc znajomych czy przyjaciół miała tyle, co kot napłakał. Inaczej mówiąc, wcale ich nie miała. Na ziemiach niczyich również nie miała. Nie zastanawiała się, czy nie warto byłoby to zmienić. Ale skoro teraz się natknęła na kogoś, to pogadać może, nic się jej nie stanie. Poza tym, dawno z nikim nie gadała, więc może nawet się jej jakaś rozmowa przyda.
— Lubię spacerować, dobrze się orientuję w terenie, więc to wykorzystuję. Przydaje się to. — miauknęła, już nie sarkastycznie. To była prawda. Orientację w terenie miała naprawdę dobrą, co w sobie bardzo lubiła. Tak samo lubiła spacerować, więc ta orientacja się jej przydawała wielokrotnie. — Igła. Mieszkasz tutaj? Nie widziałam cię wcześniej. — zapytała, siadając przy okazji na ziemię. Nie kręciła się zbytnio po topiołkach, preferowała leśne ostępy, więc pewnie dlatego wcześniej nie zauważyła Bogatki, czy innego kota podobnego do niej.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Bogatka nie wie jak wyglądałoby życie w Klanie. Nawet nie jest pewna, czy chciałaby wiedzieć. Pewnie jakby reszta rodziny by się na to zdecydowała to by za nimi poszła, ale sama z siebie nic nie będzie sugerować. Przecież i tak mniej więcej było dobrze, więc na razie po co myśleć o zmianie tak drastycznie życia.
Bogatka od incydentu na Siedlisku Koni spotka się ze strachem bardzo często. Zbyt wręcz można stwierdzić. Wszędzie widzi zagrożenie. W dodatku po spotkaniu tego strasznego kocura na Osiedlu było jeszcze gorzej. Boi się tego, że powie coś źle. Może mieć swoje zdanie, ale nie często się nim dzieli. Czasem wśród rodziny. Jeszcze to, że zmarł jej brat uwierdzało ją w przekonaniu, że nigdzie nie są bezpieczni. Kremowa bengalka też nie miała jeszcze znajomych. Głównie przez to, że każdą nową osobę traktuje ostrożnie i ze strachem. - Ro...Rozumiem. Ja jestem dosyć kiepska jeśli o to chodzi.- przyznała.
Raz się zgubiła i potem błądziła jak głupia w każdym zakamarku terenów. Dopiero co się przyzwyczaja do Topiołków i może kiedyś się nauczy gdzie co jest. Na razie pamięta tylko Wrzosowisko i ich Norę. No i pojawiło się pytanie z którym się wahała. Czy może powiedzieć nieznajomej, że tutaj mieszka? Zawsze bała się powieżać takie informacje innym. Może przez to wydawało się, że źle się zachowuje? Myśli... że może spróbować. Niebieska może i miała żółte oczy, ale nie była chyba aż taka straszna. - T...Tak... No ja dopiero niedawno zaczęłam tu mieszkać.- powiedziała niepewnie.
Nie dzieliła się informacją o rodzinie póki co. Oni muszą być bezpieczni, więc lepiej nie mówić o nich Igle. Jakby się okazało, że kocica ma źle zamiary.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Gdy jeszcze była w klanie, to jakoś nie myślała o tym życiu klanowym. Chociaż.... czasami może się jej to zdarzyło robić. Pamiętała, jak twierdziła, że dziękowanie Gwiezdnym za zwierzynę było po prostu, cóż, głupie i niepoważne. Wciąż tak twierdziła w sumie. I ogółem twierdziła, że wiele zasad z kodeksu jest śmiesznych i głupich. Dobrze, że już jej kodeks nie obowiązywał i mogła robić, co tylko chce.
Córka Mysiowąsej nie rozumiała do końca, jak można się bać innych kotów, jednocześnie czerpiąc satysfakcję z tego, że inni jej się bali. Jej logika była dziwna, fakt, ale... trudno, czy coś. Ona się nie bała innych i tyle. Co najwyżej nie lubiła i nienawidziła innych kotów, oczywiście tych z dawnego klanu. I najbardziej nienawidziła swojego dawnego mistrza, Wilczego Śladu. Gdyby mogła, usunęłaby go z życia. Zabiła. Cokolwiek.
Nie odpowiedziała na słowa Bogatki, nie miała jak nawet. Niespecjalnie ją obchodził fakt, że się nie potrafił orientować w terenie, w porównaniu do Igły. No cóż, bywa, nie każdy posiada, e, tę umiejętność, czy coś. Nie jej problem. Na kolejne słowa zmarszczyła nieco brwi. A cóż to za niepewność? Igła była tak przerażająca? Jej wibrysy lekko drgnęły na myśl o tym, w rozbawieniu.
— Zastanawia mnie jedno. Czy ty się mnie boisz? — zapytała nagle, urywając temat. Czuła z tego satysfakcję i jednocześnie ją to nieco dziwiło, ale... była ciekawa, dlaczego. I czy kotka teraz zaprzeczy i powie, że nie. Tak jak Płatek wtedy.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Bogatka nie wierzy w Gwiezdny Klan. Owszem może coś tam pamięta z tego co uczyła się matka, ale czy jakoś ją to interesowało? No nie koniecznie. Była to sprawa Klanowa. Ich przodkowie. Bengalka nie wie nic o kodeksie, bo i po co. Samotnicy są wyjęci z niego. Skąd zresztą miała o czymś takim wiedzieć, to był kodeks wojownika, nie samotnika.
Po prostu Bogatka miała dość trudny okres w życiu. Najpierw o mało konie jej nie zadeptały na śmierć, potem porwali ją dwonodzy i u nich miała konfrontacje z psem, a na końcu zaatakował ją kocur na Osiedlu. A to wszystko przez to, że w młodości poszła zwiedzać na własną łapę. W dodatku wtedy zabito jej brata. Te długie księżyce błąkania się samemu oo terenach... nocą w ciemności. Nie ufała innym i każdego brała jako potencjalne zagrożenie. To, że nie orientuje się nawet teraz w terenie z tego wynika. Była tu nadal nowa. Kiedyś się nauczy, gdzie co jest. - N.. Nie. Po prostu jesteś dla mnie nowa i... ci nie ufam tak mam.- stwierdziła.
Nie była przerażona niebieską. Po prostu zawsze ma lekką obawę. W dodatku te żółte oczy. Teraz jednak największym jej strachem było to jak kocica zareaguje. Będzie zła? Czy nie... Zresztą jak może nie obawiać się kogoś kompletnie ci nie znanego. Kto wie z jakimi intencjami. To nie był Klan, gdzie wszyscy się znali i byli przyjaźnie nastawieni.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Gdy była małym kociakiem i miała może z księżyc lub dwa, to bardzo interesował ją Gwiezdny Klan. Nieironicznie podobała jej się wizja życia po śmierci, świecących kotów... ale się to zmieniło. Być może dlatego, że jej ojcem był wojownik z rodziny, która niezbyt wierzyła w ten klan, a może po prostu dorosła i przestała wierzyć od tak w różne rzeczy. Nigdy się nad tym tak szczerze nie zastanawiała. Po prostu nie wierzyła już w Gwiezdny Klan, cała bajka o nim była dla niej zmyślona. Życie po śmierci? Przepowiednie? Jakieś sny od martwych kotów? Dar dziewięciu żywotów? Co? To wszystko było pozbawione jakiegokolwiek sensu i nie rozumiała, jak ktokolwiek mógł w takie coś wierzyć. Dlatego od początku nie lubiła się z Gorejącym Krzewem który był jak typowy katolik, ech.
Wysłuchała odpowiedzi młodszej i zmarszczyła brwi. Ufać nie musiała, to doskonale była w stanie zrozumieć, ale... ta kotka wciąż wyglądała, jakby się bała Igły. Więc najpewniej... kłamała? Ciężko było to stwierdzić.
— No ufać nie musisz, wątpię by ktokolwiek ufał nieznajomym. — przyznała szczerze — Ale ty ewidentnie wyglądasz, jakbyś się mnie bała i tego nie rozumiem. Przecież cię nie zjem i nie zabiję. — chociaż co do tego ostatniego to wcale nie można mieć takiej pewności. Nigdy nie zabiła kota, ale wszystko się mogło zmienić, zwłaszcza, że teraz mogła robić co chce. Pytanie tylko, kiedy się to zmieni i kto zostanie jej ofiarą?
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
U samotnik wo nie ma odpowiednikami Gwiezdnego Klanu. Nie wie co się dzieje z kotami po śmierci. Czy gdzieś trafiają, czy po prostu ich dusze leżą pod ziemią razem z ciałem. Nigdy o tym nie myślała. Przecież i tak jak ktoś nie żyje to nie żyje i tyle. Nie wstanie z martwych bo już jest po fakcie. Jak bardzo by się chciało to nadal już ich nie będzie.
Zmarszczone brwi nie wyglądały miło. Lekko pochyliła uszy do tyłu, ale potem wróciły one do normalności. Na prawdę aż tak się jej nie bała. Po prostu jest strachliwą kocicą. Spotkanie kogoś nowego zawsze ją stresuje i po prostu się obawia. - Skąd mam to wiedzieć. Wszystko jest możliwe. Już raz mnie ktoś zaatakował.- stwierdziła.
Jej nieufność była na dużą skalę. Zanim Bogatka zacznie się oswajać zawsze może minąć chwila. Teraz jednak była lekko spokojniejsza. Mimo iż właśnie patrzyła się w żółte oczy.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Igła twardo twierdziła, że po śmieci nie ma nic. Pustka. Życie po śmierci nie miałoby przecież sensu, no bo życie jest przecież tylko jedno, więc powinno się z niego korzystać. A jak ktoś umierał w wieku zaledwie kilku księżyców, to... trudno. Jego strata. I tak samo też twardo twierdziła, że przywódcy mają tylko jedno życie, i to tylko marna bajka o tym, że mają dziewięć. Tak się przecież nie dało. A sny to sny, nieprawdziwe zdarzenia, rzeczy, przygody, no cokolwiek. Jej samej parę razy przyśniły się jakieś koty, te które kojarzyła z widoku lub takie których wcale nie znała. I co, to był niby znak od zmyślonego Klanu? No chyba nie.
Ktoś zaatakował jej towarzyszkę? No proszę. Nie spodziewała się tego, jednak nie ruszyło jej to ani trochę. No trudno, życie choć było tylko jedno, nie było proste czy idealne. Niejednokrotnie potrafiło skopać innych, ale... taki urok życia. Poza tym, będąc samotnikiem trzeba było liczyć się z tym, że można natrafić na kogoś niemiłego, a właśnie agresywnego, czy po prostu na kogoś, kto się nie waha podnieść na innych łapy. Igła do takich kotów należała, tylko że ona potrzebowała powodu, by zaatakować. A dla niej wystarczającym powodem była irytacja.
— To nie zmienia faktu, że nie ja cię nie zaatakuję. Nie mam po co. — powiedziała, a przy okazji bardzo ją kusiło by dodać "ale wszystko się może zmienić", ale sobie odpuściła.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
No zaatakował już raz ktoś Bogatkę. Kocur na Osiedlu dokładniej. Nic o nim nie wiedziała oprócz tego, że wie jak wygląda i że znał się na tamtym miejscu. Czarno-białe długie futro, plama na brodzie... i żółte oczy. Nie było proste. Nikt nie jest dla niej zbyt przekonujący by tak od razu nie mieć obawy, że coś jej zrobią. Jest przewrażliwiona, ale nic na to nie poradzi. Nie chciała denerwować niebieskiej swoim zachowaniem. Taka jest co na to poradzi. Położyła na chwilę po sobie uszy i zamilkła. Nie zamierzała już się wykłucać, bo wie, że źle by się to skoczyło. Nie to nie i jak ktoś jej tak powie to przestaje. - Więc... A ty gdzie mieszkasz? Też w tych okolicach? - spytała zmieniając temat zerkając delikatnie na niebieską.
Nie chciała drążyć tamtej sprawy, bo zdania nie zmieni.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Aha, więc... mniejsza kotka postanowiła po prostu zmienić temat, ucinając poprzedni? Uniosła na to brew. No spoko, można i tak, jeśli nie wie co się powiedzieć lub braknie argumentów, czy coś. Albo jest głupia i uwierzyła Igle, co również brała pod uwagę. No nic, nie dowie się, a nie będzie przecież na siłę kazać gadać o tym Bogatce. Ani na siłę kontynuować tematu atakowania. Nie miała po co.
Ale generalnie to pytanie bengalki było... trafione? No, powiedzmy. Igła tak właściwie nie mieszkała w jakimś konkretnym, określonym miejscu. Głównie sypiała na leśnych ostępach, w różnych miejscach, czasami w tych samych co wcześniej. Różnie bywało. Ale czy dało się to nazwać konkretnym miejscem zamieszkania?
— Powiedzmy, że na leśnych ostępach. — odpowiedziała, nie widząc powodu, dla którego miałaby nie podawać tej informacji towarzyszce. Była mała, więc pewnie i słaba, a Igła była duża i silna. I nie chciało jej się nawet wierzyć, że ktoś taki jak niebieskooka córka Jaskółki by przyszedł na leśne ostępy by coś zrobić Igle. Tym bardziej, że bengalka się jej bała. Nie wiedziała co jeszcze powiedzieć, dlatego pozostawiła to Bogatce. Może młodsza kotka ma jakiś temat o jakim chce pogadać, czy coś. Bo Igła nie miała kompletnie.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Nie zamierzała podważać słów niebieskiej. Po prostu bała się, że kocica się zezłości. Zmiana tematu była najlepszą obcją. Bezpieczną miała wrażenie. Nie uwierzyła w to co mówiła Igła. To, że tak jej powiedziała nie znaczyło, że była to prawda. Zawsze możliwe jest to, że wszystko było kłamstwem. Nie popadajmy jednak w przesadę. Akurat wierzyła w to, że ma na imię Igła. Po co miałaby kłamać akurat w tej sprawie.
Leśne Ostępy... Hm. Chyba widziała gdzie to jest? Nie zamierzała jednak się tam udawać. Już raz się zgubiła i teraz siedzi na tyłku. Obawia się, że znowu się gdzieś zaplącze i coś ja prawie zabije. Nie odchodzi za daleko i pilnuje którędy chodzi. Hm. Niebieska najwyraźniej dała szansę na kolejne pytanie Bogatce. Chciałaby się zapytać od kiedy mieszka na Leśnych Ostępach, ale zdawało jej się to zbyt ryzykowne. - Znasz kogoś z Klanów?
Ona kilku wojowników i terminatorów poznała. Także może i Igła? Nie myślała teraz o tym, że kocica mogła do jednego z nich kiedyś należeć.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Gdy została wywalona z klanu, to postanowiła, że nie będzie się przedstawiać jako Kłująca Łapa, bo fuj, nawiązanie do klanu. Niby lubiła swoje dawne terminatorskie imię, bo dobrze do niej pasowało, ale jako samotnik by jej tylko przypominało o klanie. I to bardzo. Zaś Igła... fakt, tę imię również dostała w klanie, jednak nie od żadnej Grubej Gwiazdy tylko od matki, więc tragedii z tym takiej nie było. Swoją drogą, bardzo długo nie widziała swojej matki, ani swojego ojca. Zastanawiała się czasami, co się z nimi stało. Nie wymyślała żadnych teorii, w porównaniu do jej sztywnego brata, który lizał dupę całej Gromowej władzy. Cóż, sama o tym oczywiście nie wiedziała, ale gdyby tak było, to by go pewnie mocno wyśmiała. Albo gdyby się jeszcze innych rzeczy o nim dowiedziała. A tak to zdania o nim nie miała, poza tym, że wydawał się jej sztywny.
Nad kolejnym pytaniem się chwilę zastanawiała. Owszem, znała koty z klanów, całą masę, nawet jednego wichrzaka i, heh, cieniasa. Ten z Wichru był debilem bez oka, a z Cienia wydawał się rozsądny. A Grom... szkoda marnować było słów na ten beznadziejny klan.
— Niestety tak. Większość z nich wierzyła w trupy na niebie — powiedziała, parskając przy okazji. Skoro Wilczy Ślad i Gorejący Krzew wierzyli, to pewnie i reszta Gromu wierzyła, z wyjątkiem może części jej rodziny. Czapla, jej babka, nie wierzyła i się nieźle dogadywała z nią w tej sprawie. — A ty znasz? — zapytała, chociaż się domyślała odpowiedzi kotki. Ciekawe, czy kogoś z Gromu poznała.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
To było raczej zrozumiałe. W końcu po co być Łapą będąc samotnikiem, a nie terminatorem. Bogatka nie znała się zbyt dobrze na Klanach, więc nie pamiętała o tym elemencie. Gdyby zostawiła sobie dwuczłonowe imię każdy poza Klanowy mógłby pomyśleć, że jeszcze należy do któregoś Klanu. Dobrze więc raczej iż zmieniła je na to kocięce. Bengalka też lubiła o od matki. Nie chciałaby, żeby ktoś je zmieniał. Mimo iż raz jakiś Okruch stwierdził, że powinna być po prostu Sikorką.
Bogatka znała zaledwie garstkę osób z Klanów. W większości też nie miała o tym pojęcia lub nie znała ich imion. Byli dla niej jednak dosyć ciekawi. Zupełnie inaczej żyli. Była to dla niej interesująca kwestia jak dają sobie sobię radę w sporej grupie. Wierzyli w trupy na niebie.... Tak nie było wątpliwości do tego co to znaczyło. Matka im kiedyś o tym mówiła, ale Bogatka nie zbyt w to wierzyła. To była sprawa Klanów. Nie samotników. Ich przodkowie. - A... A ty wierzysz w ten... Gwiezdny Klan? Ja nie...- spytała.
Po woli się uspokajała. Igła nie wyglądała na zdenerwowaną, więc nie musiała się raczej obawiać.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Domyślała się odpowiedzi kotki, ale jej nie otrzymała. Zamiast tego usłyszała pytanie na temat Gwiezdnego Klanu, na co dostała chwilowego laga mózgu, żeby zaraz po tym wybuchnąć niepohamowanym śmiechem. Igła poczucie humoru miała naprawdę... dziwne i specyficzne. Śmieszyły ją naprawdę różne i jednocześnie dziwne rzeczy, może i nawet... niewłaściwe? Albo takie, z których śmiać się totalnie nie powinna. Tym razem się zaczęła śmiać, bo dosłownie przed chwilą nazwała koty ze Srebrnej Skórki trupami na niebie, co jej zdaniem było wystarczającym znakiem, że ten cały piąty klan ją śmieszył i w niego nie wierzyła. Czyli wychodziło na to, że Bogatka była po prostu głupia. No cóż, nie każdemu było dane mieć i język, i rozum.
— Dosłownie przed chwilą wyśmiałam ten klanik — powiedziała, gdy się już uspokoiła, choć wąsy wciąż jej nieco drgały. — Słuchałaś mnie w ogóle? Nie odpowiedziałaś mi też na pytanie — dodała, a każde jej słowo było, cóż, niemiłe. Czy się wkurzyła? Może trochę, choć bardziej ją ta cała sytuacja bawiła. Więc można powiedzieć, że córka Jaskółki została wyśmiana przez starszą, o zaledwie dwa księżyce kotkę. Ale obawiać się ataku z jej strony raczej nie powinna. Jeszcze.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Bogatka, trochę się zamyśliła. Bywało tak czasem. Każdemu się może zdarzyć czyż nie? Głupio wyszło i gdy usłyszała śmiech Igły położyła po sobie uszy. Nie chciała wyjść na głupią. Spojrzała że wstydem na samotniczkę. Było jej głupio i jednocześnie nie było przyjemnie jak ktoś się z ciebie śmiał. Zrobiło jej się trochę przykro, że znowu wyszła na idiotkę. Nie chciała tego. Jej pytanie wynikało z tego, że nie widziała nic o tym kim była Igła. Nie widziała nawet czy zna Gwiazdy Klan. Przez jej dosyć niepasujące pytanie chciała dowiedzieć się czy wie jak mówią na te trupy z nieba. Po prostu wyszło beznadziejnie. Tak jak zawsze.
Co do pytania... zaczęła nad nim rozmyślać. Musiała w końcu sobie wszytko przypomnieć. Była już kawałek na tym świecie. - Prze... Przepraszam ju...już odpowiadam... Spotkałam kilka kotów z Klanów... Z.. Gromu... Wichru...i Cienia...- wydusiła z siebie zawstydzona.
Lepiej by było jakby się nie zdenerwowała. Bogatka nie chciała, żebyś ktoś był na nią zły. Nie chce by znowu ktoś ją obrażał i atakował. Rozumie swoje błędy. Nie trzeba ich jej wycinać na grzbiecie.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside