Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Wszystko było strasznie dynamiczne i straszne dla burej wojowniczki. Na szczęście nie miała zbyt strasznych obrażeń i udało jej się uniknąć kolejnego ataku wygnańca. Łapy jej się trzęsły i czuła się niedobrze. Powoli zaczynało jej się kręcić w głowie a cała ta sytuacja nie pomagała by bura kotka poczuła się lepiej. Najbardziej bolała ją głowa od słów Iskry, który starał się jeszcze bardziej ją zniszczyć psychicznie. Ale czy mógł bardziej? Czuła się jak gówno i wyglądała jak gówno. Jej futro już nie błyszczało tak jak kiedyś. Było szorstkie i zniszczone. Jej sylwetka była w złym stanie bo można było zauważyć jaka była chuda. Mało co jadła i przez to jej żebra było widać pod skórą. Próbowała zawsze maskować swój stan przed bliskimi. Nawet starała się coś więcej zjeść ale gdy tylko to robiła to samoistnie wypluwała jedzenie. Nie mogła jeść z myślą, że jej dzieci gdzieś tam głodują i szukają drogi powrotnej do domu. Więc następne słowa Iskra jeszcze bardziej ją dobiły... Nie zdziwiła by się jakby Wschód znalazłby sobie jakąś inną, ładniejszą kotkę z którą nie mógłby się męczyć tak jak z nią. Kolejne łzy spłynęły jej po policzkach. Tak bardzo nie potrafiła o siebie zadbać... Była ciężarem dla rodziny i swojego partnera. Nie potrafiła się zebrać do kupy i być wsparciem dla innych. Była słaba...
Czuła jak nogi się trzęsły wraz z jej pyszczkiem. Ogon miała skulony a uszy klapnięte. Wyglądała w skrócie jak siedem nieszczęść. Oczy miała zmęczone od niewyspanych nocy i płaczu i gdyby była dwunogiem to pewnie miałaby worki pod oczami.
Nie mogła się ruszyć... Stała jak wryta i czuła narastający strach który się stymulował przez Iskrę. Co jeżeli naprawdę nie znajdzie swojej córeczki Kaczuszki bo naprawdę zabili ją dzikie koty? Tak samo się stało z pozostałymi dziećmi? Gdzie są jej dzieci? Dlaczego ich nie ma? Czemu nie słyszy ich głosów przy sobie? Gdzie jest Kaczuszka? Tak bardzo chce swoje dzieci spowrotem...
Nagle do całego zgromadzenia dołączyła ulubieńca dwunógów, która oznajmiła, że zaraz zawoła dwunógów. O nie... Nie... Nie... Nie... Tylko nie oni...
Popatrzyła się na czarno - białą kotkę ze strachem i zmęczeniem w oczach. - Błagam... N-nie wołaj dwunógów. - powiedziała szybko zanim jej oprawca zdążył cokolwiek powiedzieć. - P-proszę cię nie słuchaj go! Jest poszukiwany przez Klan, który go wykarmił i opiekował przez wiele księżycy. Wyrządził w nim jak i poza wiele strasznych rzeczy. Jest niebezpieczny! W-wyrządził wiele zła i nadal w jego sercu panuje mrok. - powiedziała głośno z drżącym głosem.
Im bardziej się zagłębiała w to wszystko to tym bardziej zaczęła płakać. - W-wykorzysta każdą kotkę, którą napotka... - jej głos stawał się coraz bardziej łamliwy i cichy. Tak bardzo ją to wszystko bolało... Chciała żeby Iskra nigdy się nie urodził i żeby go zjadły wrony za to co zrobił jej a co najważniejsze jej córeczce Kaczuszce. Jej biedne dziecko... Przez tą całą sytuację Kukułka już poddała się niszczycielskim słowom Iskry. Nie miała już siły walczyć... Uwierzyła tym słowom. Była słaba...
Zabrała głęboki wdech i ze łzami w oczach popatrzyła się na oczy kotki by skupiła tylko wyłącznie na niej. - Wykorzystał MNIE! Zostawił gdy tylko dostał czego chciał! A teraz ZABIŁ MOJE DZIECKO! PATRZYŁ SIĘ JAK UMIERA I KRZYCZY O POMOC! ZABIŁ JĄ! - podniosła głos i widać było jak różne emocje ją kierują. Nie była sobą. - BEZSZCZELNIE SIĘ UŚMIECHAŁ I CIESZYŁ SIĘ Z TEGO! ZABIŁ BEZBRONNE DZIECKO, KTÓRE MU NIC NIE ZROBIŁO! - była cała mokra od łez. Tak bardzo chciała cofnąć czas by móc znów uratować swoją małą Kaczuszke...
Zakryła oczy łapami. To było dla niej za dużo. - Jak mogłeś... Jak mogłeś ją zabić... Czemu odebrałeś życie temu co sam stworzyłeś... CZEMU! ODPOWIEDŹ MI! - ostatnie słowa skierowała do Iskry a czuć było w tych wszystkich słowach ból, tęsknotę, żal, smutek, złość i załamanie.
Miała chociaż nadzieję, że kotka uwierzyła bardziej jej słowom niż słowom Iskry. Nieznajoma mogła zobaczyć jak okropnie wyglądała, jak płakała, ile emocji dała w tę słowa, z jaką okropną tęsknotą mówiła i z bólem cierpiącej matki ale... Czy to wystarczy by kotka by jej uwierzyła? - Kaczuszka... Kaczuszka... Kaczuszka... - zaczęła cicho powtarzać do siebie słowa rzekomo zmarłej córki.
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Przeniosła wzrok na samotnika, słuchając jego oskarżeń i napinając przy okazji mięśnie. Szaleni. Najwyraźniej rzeczniaki mają do tego jakieś przedziwne skłonności, bo nie pierwszy raz ma do czynienia z kotami, które mogłaby posądzić o wściekliznę. Uchyliła lekko pysk, chcąc coś powiedzieć, a wtem wtrąciła się rzeczniaczka, na którą przeniosła niechętnie spojrzenie. Zalana łzami, łkająca...błagająca. Wszystko czego Bajka nienawidziła w jednej postaci, stojącej tak blisko i nawet się nie kryjącej ze swoją słabością. Jej oskarżenia były poważne, jednak nie dla pieszczoszki. Gwałt – bo o tym tu mowa – był dla niej czymś niedorzecznym, obrzydliwym. W końcu co może być przyjemnego w tej czynności? A na dodatek z kotką, która jest niezwykle słaba i sama sobie winna, że taka naiwna i pozwoliła, by zaistniała sytuacja, w ogóle miała miejsce. Dlatego na oskarżenia Kukułki, Bajka nie odczuła jakiejś wielkiej niechęci do winowajcy, a jedynie w jej głowie narodziło się pytanie, które by mu zadała... no gdyby nie okoliczności. Co jest w tym takiego przyjemnego.
Samotnik był nie tylko gwałcicielem, ale i mordercą! Miał iście ciekawe życie, które pomimo bycia strasznym, było równie fascynujące... Bajka zacisnęła jednak szczękę, w dalszym ciągu patrząc tylko i wyłącznie na kotkę. Cierpiała, to trzeba przyznać. Jednak czy cierpienie ustanie, gdy ten kocur umrze? Nie. Przybierze na sile i pogorszy jej – i tak słabą – sytuację. - Nie sądzisz, że zabicie kogoś jest równie złe co... hm... no nie wiem... GWAŁT?! - Oboje chcą się zniżyć do poziomu samotnika i zrobić to samo o co się rozchodzi – zabić. Przybliżyła się jeszcze o dwa kroki, wbijając ostre spojrzenie w szlochającą wojowniczkę. Chciała jakoś na niej wymusić by sprowadziła swego pachołka do porządku i by ten przestał chwalić się wścieklizną i ogarnął. Starała się nie zerkać na akcję, która rozgrywała się między kocurami... choć może i samotnik padł już martwy, a może ledwo dycha? Cóż, nie znała go, więc nie będzie rozpaczać po jego śmierci, a to co teraz robiła kocur powinien wziąć jako przysługę, a jak uda mu się przeżyć, to dług będzie miał OLBRZYMI. Jednak gdy padnie trupem, niejaka Kukułka przyczyni się do jego śmierci i... hm, ciekawe ile jeszcze pociągnie ze świadomością, że zrobiła coś równie złego co jej niedoszły gwałciciel. Minie zaledwie kilka księżyców nim rzuci się pod potwora dwunogów, lub zrobi coś równie głupiego, by umrzeć. Rudy wścieknięty będzie patrzył na jej truchło i... pewnie znajdzie inną właścicielkę. Rzeczniaczka była słaba, co bez wstydu okazywała, wątpić więc można, iż wytrzyma z taką świadomością dość długo - Ogarnij przydupasa - rzuciła na sam koniec, chłodnym głosem, uderzając końcówką ogona o podłoże. Gdy jeszcze należała do klanu, zapewne rzuciłaby się w wir tej walki bez konkretnego powodu i nie pomagając nikomu, tylko raniąc każdego kogo tylko by mogła... ot, dla zwykłej przyjemności, a teraz stała wyprostowana, nawet nie zerkając na przepychanki, choć tak bardzo chciała nacieszyć tym oczy... wbijała jednak spojrzenie wciąż w załamaną kotkę.
Wysoka (jedna z najwyższych w Cieniu, jak nie w całym lesie), dobrze zbudowana, długowłosa ruda pointka o głębokich, niebieskich oczach. | KP
Co kryje się pod powłoką powagi i lodowatym spojrzeniem? Równie zimny i twardy charakter, można by rzec, choć wcale nie do końca. Płomykówka nie jest dobrym towarzystwem, jeśli szuka się kogoś do dobrej zabawy i pogaduszek. Chociaż potrafi mówić całkiem dużo i tłumaczyć całkiem dobrze, kiedy jest taka potrzeba, na ogół woli się za wiele nie odzywać. Ogranicza się do zwięzłych komunikatów i prostych przekazów, a przy rozmowach zwykle ma jakiś konkretny cel. Jaki? Najczęściej dowiedzenie się czegoś. Uwielbia badać i testować koty, zbierając informacje i tworząc sobie w głowie ich obraz. Nigdy nie wiadomo w końcu, kiedy i jaka wiedza mogłaby jej się przydać. Zadanie to ułatwia z pewnością fakt, że Płomykówkowy Lot jest kocicą inteligentną, która szybko się uczy i z łatwością zapamiętuje rzeczy. O sobie stara się mówić jak najmniej, często w niejasny sposób, pozostawiając wiadomości do odczytania między wersami. Nie czuje się komfortowo z rozmawianiem o sobie otwarcie. Uważa, żeby nie okazać niczego, co można by naznaczyć jako jej słabość i wykorzystać. Bardzo dba o swoją opinię, stąd też zwraca uwagę na każdy detal. Szczególnie ukrywa swoje uczucia. Traktuje je jak największą słabość, więc zazwyczaj nie da się wyczuć ich w jej głosie czy zobaczyć na jej pysku, chyba że celowo daje innym coś odczytać. | KP
Ta tura walki nie była ani w połowie tak spektakularna jak poprzednia. Podczas gdy Kukułczy Puch była zajęta błaganiem Bajki i obie pozostawały bez żadnego wkładu w walkę, Bursztynowy Wschód rzucił się prosto na gardło swojego przeciwnika... jednak machnął mu jedynie łapą gdzieś koło szyi, bowiem Iskra gwałtownie odskoczył w bok. W ten sposób stali dość blisko siebie, ustawieni na ukos, podczas gdy obie kocice znajdowały się gdzieś w pobliżu. Przed Bursztynem czekało teraz trudniejsze zadanie, bo walczył sam, a w dodatku odczuwał coraz większe zmęczenie, jednak jego przeciwnik z kolei coraz bardziej słabł, tracąc coraz więcej krwi.
Iskra: S: 8 (11) | Zr: 9 (13) | Sz: 6 (8) | Zm: 5 (7) | HP: 22-2-1-1=18/75 | W: 42-3=39/55
» przerzuty: 2/3
» rana 2. stopnia: rany po pazurach na boku, krwawią (w pierwszej turze -3 HP, następnie po -2 HP na turę)
» rana 0. stopnia: wyrwana kępka futerka z ogona
» rana 0. stopnia: wyrwana kępka futerka z szyi
» rana 1. stopnia: zadrapanie na policzku, krwawi (po -1 HP na turę)
» rana 1. stopnia: dość płytkie zadrapanie pod okiem, krwawi (po -1 HP na turę)
» celność obniżona przez dwie tury z powodu oślepienia
» statystyki obniżone ze względu na utratę 1/2 HP
» od następnej tury statystyki obniżone ze względu na spadek HP do 1/4
Bursztyn: S: 15 | Zr: 11 | Sz: 11 | Zm: 8 | HP: 78/80 | W: 42-3=39/60
» przerzuty: 1/4
» rana 0. stopnia: wyrwany kłaczek na klatce piersiowej
» od następnej tury celność obniżona ze względu na spadek W o 1/3
Kukułka: S: 10 | Zr: 10 | Sz: 11 | Zm: 7 | HP: 64-1=63/75 | W: 44/55
» przerzuty: 0/3
» rana 1. stopnia: ugryzienie na szyi, krwawi (po -1 HP na turę)
<table><td><br>if everynightI goto sleepknowing<br>that.I.gave.everything.that.I<br><br>.............「HADTOGIVE」<br><br>≡then it's allI could'veasked for≡<br>I've.been.standing.u p.beside <br>e v e r y t h i n gI'veeversaid, but<br><br>OH,IT'SSATURDAYNIGHT,YEAH </td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
Drobinki piasku zaległy w moich złotych ślepiach, przez co gwałtownie je zacisnąłem, zmuszając się do pozostawienia łap na ziemi, by nie uniosły się w chęci wykonania odruchu przecierania oczu. Wykonałem aż za gwałtowny unik, czego gorzko pożałowałem, gdy rana na boku odezwała się palącym bólem, rozchodząc się po większej części mojego ciała. Otwarte, krwawiące zadrapania na pysku po nasypaniu do nich piasku również szczypały niemiłosiernie, dlatego wykrzywiłem pysk, unosząc przy tym wargi w wyrazie bólu, hamując się od syku. Okropnie ciężko było mi panować nad odruchami w takiej sytuacji, jednak na coś ciężko pracowałem przez całe swoje życie - nad zapanowaniem nad swoim ciałem.
- To wariatka jakaś jest! Razem ze swoim kundlem mnie zaatakowali, a ja zupełnie nie wiem, o co im chodzi. Nikogo nie wykorzystałem ani tym bardziej nie zabiłem! - zawołałem, jak przez mgłę odbierając słowa Kukułki, która krzyczała i praktycznie szlochała w futro nowoprzybyłej. Żałosne. Nie mogłem jednak pokazać wzgardy burej, bo miałem dużo większy problem na głowie. Gdyby rudy przydupas ponownie zechciał zaatakować, próbowałbym uniknąć jego ciosu poprzez odskoczenie do tyłu, nie chcąc mieć kolejnych ran coraz bardziej mnie osłabiających. Czułem, że długo nie pociągnę w tej walce, dlatego chciałem grać na czas najdłużej, jak się dało, bo być może udany unik pomoże mi uratować swoje życie. Pojawienie się czarno-białej kocicy sprawiało, że miałem złudną nadzieję na to, iż uwolnię się spod nacisków oprawców. Tylko kocica musiała się pośpieszyć z decyzją.
a toasttothenight_______ atoastto romance_______ to.those.unafraid_______ of takinga chance_______ ________ ______why shouldyou settlefor less,dear ___________________when there'smore?
Wschód mógł tylko sapnąć zirytowany pod nosem. O ile ziemia trafiła tam, gdzie miała, o tyle jego atak skończył się porażką. Na szczęście dla rudego Kukułka zajęła się pieszczoszką która chyba nie zdawała sobie sprawy, w co wdepnęła, a przy okazji powiedziała samą prawdę. Synowi Zroszonego Listka krew zaczęła szybciej krążyć, kiedy słyszał jej zawodzenie. Kij ze zmęczeniem, może jego ciało je odczuwało, ale umysł uparcie od siebie odsuwał. Wściekłość w jego oczach na moment przygasła, kiedy pieszczoszka stwierdziła że zabicie kogoś może być równie złe, co gwałt, jednak kolejne słowa długowłosego samotnika na nowo rozpaliły we Wschodzie żądzę walki.
- Ty zawszony kłamco! - warknął, a jego ogon gwałtownie przeciął powietrze. Nie czuł potrzeby tłumaczenia zabawce Dwunożnych że on kłamie, słowa Kukułki obalające jego wersję powinny jej wystarczyć. On miał lepsze zajęcie.
Ponownie zdecydował się na atak; ta sprawa już i tak zaszła zbyt daleko, by po prostu ją zakończyć, a on był zbyt zdeterminowany do tego, by pomścić krzywdę Kukułki. Zdecydował się zbliżyć jak najbardziej do samotnika, byle nie dać mu uciec, i ponownie zamachnął się łapą z wyciągniętymi pazurami na pysk samotnika, a konkretniej to w oczy.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Szlochała i czuła się jakby wszystko się zawaliło. Czuła ogromny psychiczny ból spowodowany tym wszystkim. Z jednej strony Iskier, z drugiej Pieszczoszka a z trzeciej Wschód który zacięcie bił wygnańca klanu Wichru. Nie wiedziała co robić... Nie wiedziała już co jest dobre a co złe. Wiedziała jedynie to, że musiała jakoś wytłumaczyć to kotce tak by była po ich stronie. Czuła jak była słaba i czuła się słabo ale musiała... Musiała wreszcie pokazać, że mimo swojej słabości potrafi dalej funkcjonować. Ile to smutku jej życie przyniosło, żalu, rozpaczy, załamania a jednak Kukułka nie rzuciła się pod jakiegoś potwora by zakończyć swój żywot. Póki miała swoich najdroższych jej sercu będzie starała się walczyć i być razem z nimi. Nie mogłaby się zabić i zostawić samej Przepiórki, Mewy i Wschoda których jeszcze miała żywych w klanie. Byli oni jej najbliżsi jej sercu i tylko dzięki nim żyła. Bez nich... Na pewno by jej tutaj nie było.
Słysząc słowa Iskry wojowniczka popatrzyła się na niego z wściekłością. Nawet w chwili swoich ostatnich minut potrafi kłamać jak z nut. Nie potrafi przyjąć swojej kary, która nad nim wisiała i wiedział o tym, że kiedyś klan Wichru go dopadnie. Na pewno chcieli go zabić. Bo poco mieliby go niby poszukiwać. Sam klan Wichru uważa go za niebezpiecznego kocura. Ale czy zabicie go nie spowoduje gniewu Gwiezdnych? Czy Gwiezdni wybaczą im to co robią? Przecież to jest konieczne prawda? Przecież on się nie zmieni! Wygnany z klanu i do tego poszukiwany. Jest zagrożeniem dla innych kotek i jeżeli się go nie powstrzyma to będzę sobie żył tak beztrosko do końca swoich dni mając w nosie to, że spodził tyle niewinnych kotek, które pewnie jak i ona płaczą i nie mogą spać po nocach. - W-wiem, że zabicie kogoś jest również złe ale tylko tak można go powstrzymać przed kolejnymi złymi rzeczami których dokona. Jest zagrożeniem dla wszystkich kotów. Uwierz mi, on nie ma ani cienia dobroci w swoim sercu. Jedynie czego chce to płacz i ból innych. Wykorzysta każdą sytuację by jedynie znów sprawić ból. Jego klan dał mu bardzo dużo szans na poprawę a on popełniał coraz to gorsze czyny. - powiedziała łamiącym się głosem spowodowanym przez płacz. Przetarła łzy łapą i spojrzała się smutno i błagalnie na czarno-białą kotkę. Niech zrozumie, niech chociaż zrozumie jej ból, który teraz czuła. Ból zgwałconej kotki która mogła mieć dobre życie a zamiast tego została zniszczona psychicznie przez oto pedofila. Niech poczuje ten ból stęsknionej matki, która jedynie chce znów zobaczyć swoje dziecko i która płacze żałośnie słysząc od naprawcy o jej śmierci. - On nie może bezkarnie żyć... On zniszczy wszystko... Pozabija...Wykorzysta... - powiedziała ciszej i pociągnęła nosem. - Nawet nie chciał mi powiedzieć gdzie jest ciało mojego dziecka... Uśmiechał się z satysfakcją gdy mi o tym mówił... Nie mogę nawet godnie pożegnać swojego kochanego dziecka r-rozumiesz?! Nie mogę zobaczyć jej drobnego, zimnego ciała. NIE MOGĘ JĄ OSTATNI RAZ DO SIEBIE PRZYTULIĆ I POŻEGNAĆ! - zawyła z bólu, który opanował jej całe ciało. Tak bardzo ją to bolało. Tak bardzo chciała zobaczyć chociaż ciało swojego dziecka. Chociaż przez chwilę zobaczyć niebieskie futerko córeczki i godnie ją pożegnać. Gdzie jest jej dziecko... Gdzie się podziała mała Kaczuszka? - Proszę... Zrozum mnie.... Błagam... - powiedziała szlochając.
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Spodziewała się, że samotnik podejmie próbę ucieczki, o a może ewentualnie się za nią schowa? Zdecydowanie uwielbiała momenty, w których czuła się silniejsza, pewniejsza. A Kukułka łkając w swoje łapy, wręcz schlebiała Bajce.
Mimo starań zerknęła ku kocurom, a jej ogon drgnął, gdy nie dostrzegła nowych ran u samotnika. Jest szansa, że przeżyje, jednak z każdą chwilą się zmniejszała. Bajka wciąż nie była odpowiedzieć – nawet sama sobie – czemu zdecydowała się zainterweniować w tę bitkę i to jeszcze tak... nie w jej stylu. Prędzej dołączyła się do okładania po pyskach, a jednak wciąż stała nad rzeczną wojowniczką, widocznie pławiąc się w jej szlochu i starała się prowadzić konwersację, choć obok wciąż walka trwała. Na słowa samotnika odpowiedziała zerknięciem w jego stronę. Jeszcze spróbuje dotrzeć do Kukułki... acz rzeczywiście, coraz bardzie była przychylna temu, iż miała przed sobą wariatkę i jej pieska obronnego, a ten samotnik miał wielkiego pecha, że na nich wpadł. - Może pomyliłaś koty - rzuciła, przeskakując spojrzeniem na wciąż szlochającą rzeczniaczkę. Obie wersje się ze sobą kłócą, a pieszczoszka mogła wybrać jedną, której by wierzyła. - Nie, śmierć nie jest jedyną metodą - przewróciła oczami, przechylając głowę lekko na lewą stronę. Płytkie myślenie klanowych kotków. Najwyraźniej jeszcze nie poznali innych metod, które są równie okropne... a przynajmniej dla tego, którego dotyczą. Rozpacz Kukułki, która odnosiła się tak bardzo do śmierci jej dziecka, była... niejasna. W końcu gwałt to wielka krzywda – jej słowa – więc czemu rozpacza tak bardzo za czymś, co było skutkiem tego czynu? Bajka nie wiedziała co czuła rzeczniaczka, mogła się jedynie domyślać... choć nawet tego nie robiła, po prostu stała nad nią, czując się dość komfortowo na swojej pozycji. - Chcesz kary? - prychnęła, a jeden z kącików ust powędrował ku górze - zamiast zabijać pójdzie ze mną, a dwunożni się nim zajmą - nie brzmiało to tak groźnie jak śmierć, a wręcz jak jakieś ułaskawienie... bo teoretycznie tym miało być - zamiast go zabić, obetną mu jedynie to co ma między łapami i po problemie - a ze słów Kukułki wynika, iż to bardzo ważna część jego ciała...
Wyprostowała się, nabierając więcej powietrza do płuc. Powiedziała już co miała powiedzieć, więc... jak nic się nie zmieni, jakoś inaczej spróbuje zainterweniować, no chyba, że nie będzie już co zbierać.
Wysoka (jedna z najwyższych w Cieniu, jak nie w całym lesie), dobrze zbudowana, długowłosa ruda pointka o głębokich, niebieskich oczach. | KP
Co kryje się pod powłoką powagi i lodowatym spojrzeniem? Równie zimny i twardy charakter, można by rzec, choć wcale nie do końca. Płomykówka nie jest dobrym towarzystwem, jeśli szuka się kogoś do dobrej zabawy i pogaduszek. Chociaż potrafi mówić całkiem dużo i tłumaczyć całkiem dobrze, kiedy jest taka potrzeba, na ogół woli się za wiele nie odzywać. Ogranicza się do zwięzłych komunikatów i prostych przekazów, a przy rozmowach zwykle ma jakiś konkretny cel. Jaki? Najczęściej dowiedzenie się czegoś. Uwielbia badać i testować koty, zbierając informacje i tworząc sobie w głowie ich obraz. Nigdy nie wiadomo w końcu, kiedy i jaka wiedza mogłaby jej się przydać. Zadanie to ułatwia z pewnością fakt, że Płomykówkowy Lot jest kocicą inteligentną, która szybko się uczy i z łatwością zapamiętuje rzeczy. O sobie stara się mówić jak najmniej, często w niejasny sposób, pozostawiając wiadomości do odczytania między wersami. Nie czuje się komfortowo z rozmawianiem o sobie otwarcie. Uważa, żeby nie okazać niczego, co można by naznaczyć jako jej słabość i wykorzystać. Bardzo dba o swoją opinię, stąd też zwraca uwagę na każdy detal. Szczególnie ukrywa swoje uczucia. Traktuje je jak największą słabość, więc zazwyczaj nie da się wyczuć ich w jej głosie czy zobaczyć na jej pysku, chyba że celowo daje innym coś odczytać. | KP
Bajka i Kukułka zajmowały się sobą, obie próbowały negocjować... a Bursztynowy Wschód dalej napierał. Choć Iskra próbował się bronić, oślepiony jeszcze piaskiem nie zdążył odskoczyć tak szybko, jak powinien. Nie udało mu się w pełni uniknąć łapy partnera Kukułczego Puchu, ale to, że się ruszył, sprawiło, że Bursztyn gorzej wycelował i zamiast trafić w jego oczy, przeciął mu pazurami skórę gdzieś na ukos od niego, kawałek pod uchem. Wygnaniec klanu Wichru słabł coraz bardziej, rzeczny wojownik zapewne ciężej dyszał, a groźby Bajki stawały się coraz bardziej realne. Co teraz?
Iskra: S: 5 (11) | Zr: 6 (13) | Sz: 4 (8) | Zm: 3 (7) | HP: 18-7-2-1-1=7/75 | W: 39-3=36/55
» przerzuty: 2/3
» rana 2. stopnia: rany po pazurach na boku, krwawią (w pierwszej turze -3 HP, następnie po -2 HP na turę)
» rana 0. stopnia: wyrwana kępka futerka z ogona
» rana 0. stopnia: wyrwana kępka futerka z szyi
» rana 1. stopnia: zadrapanie na policzku, krwawi (po -1 HP na turę)
» rana 1. stopnia: dość płytkie zadrapanie pod okiem, krwawi (po -1 HP na turę)
» rana 1. stopnia: zadrapanie pod uchem, krwawi (od następnej tury po -1 HP na turę)
» do końca tej tury celność obniżona przez dwie tury z powodu oślepienia
» statystyki obniżone ze względu na spadek HP do 1/4
» od następnej tury celność obniżona ze względu na spadek W o 1/3
Bursztyn: S: 15 | Zr: 11 | Sz: 11 | Zm: 8 | HP: 78/80 | W: 39-3=36/60
» przerzuty: 1/4
» rana 0. stopnia: wyrwany kłaczek na klatce piersiowej
» celność obniżona ze względu na spadek W o 1/3
Kukułka: S: 10 | Zr: 10 | Sz: 11 | Zm: 7 | HP: 63-1=62/75 | W: 44/55
» przerzuty: 0/3
» rana 1. stopnia: ugryzienie na szyi, krwawi (po -1 HP na turę)
<table><td><br>if everynightI goto sleepknowing<br>that.I.gave.everything.that.I<br><br>.............「HADTOGIVE」<br><br>≡then it's allI could'veasked for≡<br>I've.been.standing.u p.beside <br>e v e r y t h i n gI'veeversaid, but<br><br>OH,IT'SSATURDAYNIGHT,YEAH </td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
Co teraz? Rudy wojownik nie był kocurem, który wycofywałby się tak o, bo jakiś byle pieszczoszek tego żądał. Choć jego ciało słabło, to jego emocje nadal go napędzały, adrenalina nadal buzowała w żyłach, a on po raz pierwszy w życiu miał ochotę komuś zrobić krzywdę i hej, przystąpił do tego zamiaru. Lekko szumiało mu w uszach, kiedy celował a ten wredny przeciwnik, choć wyraźnie coraz słabszy, nadal uciekał przed tym, co go nieuchronnie czekało. Tym razem jednak trafił, choć nie tam, gdzie planował. Ważniejsze było jednak, że to kolejna pamiątka po jego pazurach na ciele samotnika, kolejna mała zemsta za krzywdę zrobioną Kukułce.
To jeszcze nie był koniec, bo kocur nadal uparcie trzymał się życia i przytomności. Jednak Bursztyn nie zamierzał odpuszczać, jeszcze nie. Nawet jeśli nad jego łbem wisiała groźba wezwania Dwunożnych. W końcu póki tego kocica nie zrealizowała, to były puste słowa, czyż nie? A Dwunożni byli ponoć tak hałasującymi istotami, że pewnie zanim przyjdą na miejsce, to im uda się stąd zwiać, jeśli będzie taka potrzeba. Jednak nie w tym momencie.
Wschód sapnął pod nosem; jego łapy już lekko drżały z wysiłku, ale czym był wysiłek dla wojownika? Wręcz codziennością. Nie silił się nawet na wypowiedzenie do nikogo jakichkolwiek słów, bo zagadywanie pieszczoszki najwyraźniej przypadło Kukułce, a jego mózg średnio mógł przetwarzać parę sytuacji na raz. Walka była ważniejsza. Teraz więc ponownie chciał użyć swojego pyska, szczęki i zębów, skoczył więc w przód ku kocurowi. Był zdecydowany chwycić go za gardło i zacisnąć szczęki; chciał zębami przebić skórę szyi i ścisnąć jak najmocniej, nawet poczuć w pysku jego krew.
Moje łapy drżały, gdy w rozkroku próbowałem utrzymać równowagę. Spuściłem głowę, czując, jak ciemność powoli zasnuwa moje pole widzenia. Czyżby taki był mój koniec? Zamordowany przez kota, którego nawet nie znałem? W pewnym momencie w mojej ciężkiej od ostatnich wyrzutów adrenaliny przeszła myśl, że to mogła być pułapka, w którą tak łatwo dałem się wrobić. Przechytrzyli mnie. Kota, który tytułował sam siebie jako króla oszustów. Pysk mój rozciągnął lekki, zębaty uśmiech, a z gardzieli niemal ulotnił się cichy chichot, który jednak zdołałem zdławić w zarodku. Uniosłem powieki w sam raz na moment, w którym rudy kocur ponownie się na mnie rzucal, zmobilizowałem więc wszystkie swoje pozostałe siły, by rzucić się do tyłu, chcąc uniknąć ataku skierowanego w moje gardło, który mógłby skończyć się dla mnie wybitną klęską. Nie byłbym w stanie dłużej walczyć, za szybko opadałem z sił, dlatego też pozwoliłem sobie odrobinę pomóc. Po wylądowaniu na łapach osunąłem się z nich, opadając na ziemię brzuchem, pochylając głowę przed rzecznym wojownikiem, ledwo co utrzymując swoje ślepia półprzymknięte. Ciężko dyszałem, łapiąc gwałtownie w płuca powietrze, nie mogąc złapać oddechu.
- Będziesz mordował kota, który jest niewinny? - zadałem pytanie charkliwym szeptem, jednak starałem się wypowiedzieć to tak, by rozmawiające obok kocice mnie usłyszały. Chciałem uratować swoje życie, nieznajoma pieszczoszka była moją jedyną nadzieją. O ile w ogóle udało mi się uniknąć ciosu przeciwnika i wypowiedzieć te słowa, zanim dobrał mi się do gardła.
a toasttothenight_______ atoastto romance_______ to.those.unafraid_______ of takinga chance_______ ________ ______why shouldyou settlefor less,dear ___________________when there'smore?
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
- Nigdy bym nie pomyliła kota, który odebrał mi czystość.- tym razem jej głos był stanowczy. Nigdy by nie pomyliła kota, który zniszczył jej życie. Zabrał jej czystość, zniszczył psychikę, straszył a teraz jeszcze śmiał się prosto w jej ślepia z tego że dopuścił się do śmierci córki. Może była roztrzęsiona ale zanim to wszystko się zaczęło to była ona tutaj tylko z Iskrem, którego od razu rozpoznała przez jego obrzydliwy pysk i jego chamski uśmiech. Prędzej by pomyliła sowę z wężem niż Iskra z innym kotem.
Czuła jak zbierało się jej na wymioty jednak starała się to jakoś powstrzymać i jeszcze chwile ustać na łapach. Nie wiedziała ile jeszcze tak wytrzyma. Widziała jedynie że jej stan z każdą chwilą się pogarsza a ta cała sytuacja jej nie pomagała wcale. Chciała zniknąć bo wtedy życie jej bliskich byłoby zapewne lepsze. Jej siostra nie musiałaby się przejmować schorowaną siostrą, jej partner nigdy by jej nie poznał i zakochałby się w o wiele ładniejszej kotce jak jej siostrzenica Brudna Stopa z która się dobrze dogadywał i na pewno byliby wspaniałą parą, jej dzieci... również by ich nie było i może tez by się z tego cieszyły? No bo kto chciałby taką matkę? Słabą, marną, zniszczoną psychicznie? Nic dziwnego, ze Kaczorek jej nie akceptował i się jej wyparł. Może dlatego też uciekł z obozu bo nie chciał się ośmieszyć mając w klanie taką okropną matkę? Kolejne łzy rozpaczy spłynęły jej po policzkach i czuła jak jej oczy zaczęły ją szczypać od nadmiaru płaczu a jej rana toczyła delikatnie krew i piekła. Była jak pętla która zaciskała jej lekko gardło i nie pozwalała się uwolnić i zabrać głębokiego, czystego, świeżego wdechu. Chciała teraz wyrwać sobie futro z głowy i schować się gdzieś z dala od tego wszystkiego.
Słysząc słowa czarnej kocicy popatrzyła się na nią zdziwionym wzrokiem. Inny sposób? Czyżby dwunożni posiadali coś...gorszego od śmierci? Inny rodzaj kary? Kukułka aż sama się w duszy przestraszyła. Jak niektóre koty mogły z nimi żyć z takim zagrożeniem, który krążył im koło ucha? Przełknęła ślinę i postanowiła się jakoś uspokoić by wydusić cokolwiek ze swojej gardzieli. - Jest inna...?- zapytała cicho ale nie musiała długo czekać na odpowiedź. Słysząc to wszystko jej oczy nieco się poszerzyły ale postanowiła chwilę się nad tym zastanowić. Miała do tego kilka zastrzeżeń bo wiedziała jaki jest Iskier i wolała poinformować pieszczoszkę o niektórych rzeczach. - Nie wiem jak to robią dwunożni a-ale jeżeli go zabierzesz t-to przy byle okazji będzie próbował u-uciec od dwunożnych i co gorsza będzie chciał znów komuś zrobić krzywdę tak jak to zrobił mojej córce...- jej głos się pod koniec załamał. Nie mogła znów płakać... Musiała mówić dalej...-N-nie chcę by ktokolwiek inny przeszedł to s-samo co ja. Nie chcę by znów zabił komuś ważną osobę... tak jak on zabił mi kochaną córkę... Moją nic n-niewinną córkę...- jej łapy się zachwiały a jej oczy zamrugały kilkakrotnie by odgonić kolejne łzy. - W-wiem do czego jest zdolny i b-boje się, że u-uniknie t-tej kary o której mówisz...-nie znała dobrze dwunożnych i co oni tam robią dlatego była niepewna i nie wiedziała co robić. Sporo kotów dawało radę uciekać od dwunogów i wracało do klanów więc, Iskier również mógłby uciec od nich i dalej cieszyć się z wolności i bezkarnie dopuszczać się do kolejnych zbrodni. -On n-nie może uciec od dwunożnych...- powiedziała ciszej i popatrzyła się w oczy czarnej kotki czekając na jakieś słowa potwierdzenia, że dostanie swoją karę i już nigdy nie zrobi nikomu krzywdy. Nie zwracała uwagi na Iskra czy Wschoda. Nie słyszała ich. Jedynie się skupiła na rozmowie z pieszczoszką gdyż tylko na to jej stan jedynie pozwała. Nie mogła obrócić na chwilę głowy w stronę kocurów przez jej mieszanine emocji, która nią sterowała.
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Cała ta rozpacz Kukułki była dla pieszczoszki... obrzydliwa, z trudem zmuszała się do patrzenia jak kocica zalewa się coraz to większą ilością łez. Miała ranę na szyi, a łkała jakby własnie obdzierano ją ze skóry! Powstrzymywała się od skrzywienia i żeby tylko nie odwrócić wzroku... w końcu mogła grać! Oj tak... a kiedy Bajka nie będzie się spodziewać zaatakować! Myśl ta jednak nie pozostała za długo w głowie pieszczoszki, a ta ją wyparła prędzej niż się pojawiła. Ta szlochająca beksa ledwo się na łapach trzyma, a co dopiero miałaby wykonać jakikolwiek inny ruch niż płacz.
W takich sytuacjach wolała działać, więc cała ta gadka była jak najbardziej wbrew Bajce, a łapy aż się rwały do całej tej bitki... nawet nie brała pod uwagę, że mogłaby ponieść jakiekolwiek rany, czy też stracić życie... jest to w końcu nie ważne gdy masz możliwość poczuć w pysku smak krwi i... no masz też ludzi, którzy w trymigach zajmą się ewentualnymi ranami.
Starała się wiec bardzo by nie patrzeć na walkę tuż obok, a skupić się na kocicy, a dokładniej na jej słowach. - Oczywiście, że nie ucieknie - odparła, przeskakując żółtymi ślepiami na rudzielca... który wciąż atakował. Bajka mówiła by się opanował, a ten wciąż atakował... wątpliwe jest wiec, że posłucha swojej... partnerki? Kotka wyprostowała się - cóż, sprawdźmy czy zechcą w ogóle przyjść... są tuż za drzewem -...kilkoma drzewami. Pozwoliła by w końcu neutralność na jej pysku zastąpił pół uśmiech i unosząc jeden z kącików ust, posłała ostatnie spojrzenie rzeczniaczce nim wystartowała. Oczywiście nie szła spacerkiem, a raczej biegła. By w momencie gdy dobiegła do drzew zacząć miałczeć. Głośno i donośnie, zupełnie tak jak informuje ludzi o swej chęci wyjścia z legowiska - głośno i słyszalnie, by na pewno nie została zignorowana. Teraz jednak może zostać... Oj, a żeby tylko spróbowali! Jej się nie ignoruje, a już szczególnie oni nie mogą jej ignorować, bo w końcu z nią mieszkają, Bajka pozwala im spać w jednym legowisku więc mogliby się odwdzięczyć. Rzecz jasna gdyby zdecydowali się na reakcję Bajka spróbowałaby ich podprowadzić do całej akcji. Może uda się uratować tego samotnika? A jak nie to cóż... ludzie se popatrzą na zwłoki kota, a Bajka poobserwuje sobie ich reakcję, może będzie ciekawie.
Wysoka (jedna z najwyższych w Cieniu, jak nie w całym lesie), dobrze zbudowana, długowłosa ruda pointka o głębokich, niebieskich oczach. | KP
Co kryje się pod powłoką powagi i lodowatym spojrzeniem? Równie zimny i twardy charakter, można by rzec, choć wcale nie do końca. Płomykówka nie jest dobrym towarzystwem, jeśli szuka się kogoś do dobrej zabawy i pogaduszek. Chociaż potrafi mówić całkiem dużo i tłumaczyć całkiem dobrze, kiedy jest taka potrzeba, na ogół woli się za wiele nie odzywać. Ogranicza się do zwięzłych komunikatów i prostych przekazów, a przy rozmowach zwykle ma jakiś konkretny cel. Jaki? Najczęściej dowiedzenie się czegoś. Uwielbia badać i testować koty, zbierając informacje i tworząc sobie w głowie ich obraz. Nigdy nie wiadomo w końcu, kiedy i jaka wiedza mogłaby jej się przydać. Zadanie to ułatwia z pewnością fakt, że Płomykówkowy Lot jest kocicą inteligentną, która szybko się uczy i z łatwością zapamiętuje rzeczy. O sobie stara się mówić jak najmniej, często w niejasny sposób, pozostawiając wiadomości do odczytania między wersami. Nie czuje się komfortowo z rozmawianiem o sobie otwarcie. Uważa, żeby nie okazać niczego, co można by naznaczyć jako jej słabość i wykorzystać. Bardzo dba o swoją opinię, stąd też zwraca uwagę na każdy detal. Szczególnie ukrywa swoje uczucia. Traktuje je jak największą słabość, więc zazwyczaj nie da się wyczuć ich w jej głosie czy zobaczyć na jej pysku, chyba że celowo daje innym coś odczytać. | KP
Bursztynowy Wschód po raz kolejny zaatakował... i był to już ostatni atak w tej walce. Iskra spróbował uniknąć, jednak nie dał rady. Ledwo się ruszył, nim partner Kukułczego Puchu doskoczył do niego i zacisnął zęby na jego gardle. Siła ugryzienia była duża. Na tyle duża, że kocur wręcz z łatwością zabił samotnika. Iskra padł na ziemię, a jego boki niemal natychmiast przestały się unosić. Umarł, nim jeszcze Bajka zdążyła zacząć wołać dwunogów, jednak mimo to zaczęła głośno miauczeć.
Rzut na to, czy dwunodzy zainteresują się miauczeniem Bajki: parzyste – tak nieparzyste – nie
» wypada: 2 – do dwunogów dociera miauczenie Bajki; rzut na to, ile dwunogów przyjdzie
Rzut na to, ile przyjdzie dwunogów:
» wypada: 1
I ktoś się nią zainteresował – jeden z dwunogów wkrótce przyszedł. Z początku wyglądał na zadowolonego, że znalazł swojego kota, jednak kiedy dokładniej rozejrzał się po okolicy i zobaczył, że w pewnej odległości od Bajki są dwa (2) żywe dzikie koty oraz jeden (1) trup, cóż, już taki szczęśliwy nie był. A ponieważ dwunóg przyszedł sam, ani mu się myślało podchodzić do dzikich kotów, które przed chwilą były zaangażowane w walkę. Ważniejsze było dla niego to, aby dbać o bezpieczeństwo Bajki. Być może się wystraszyła i dlatego miauczała? Tego nie mógł potwierdzić, ale w każdym razie nie chciał, żeby była w to zaangażowana i bał się o jej bezpieczeństwo, dlatego chwycił ją na ręce i zaczął pospiesznie kierować się w stronę, z której przyszedł.
Iskra: S: 5 (11) | Zr: 6 (13) | Sz: 4 (8) | Zm: 3 (7) | HP: 7-26-2-1-1-1=-24/75 » ŚMIERĆ | W: 36-2=34/55
» przerzuty: 3/3
» rana 2. stopnia: rany po pazurach na boku, krwawią (w pierwszej turze -3 HP, następnie po -2 HP na turę)
» rana 0. stopnia: wyrwana kępka futerka z ogona
» rana 0. stopnia: wyrwana kępka futerka z szyi
» rana 1. stopnia: zadrapanie na policzku, krwawi (po -1 HP na turę)
» rana 1. stopnia: dość płytkie zadrapanie pod okiem, krwawi (po -1 HP na turę)
» rana 1. stopnia: zadrapanie pod uchem, krwawi (od następnej tury po -1 HP na turę)
» rana 2. stopnia: głębokie ugryzienie na gardle, krwawi (w pierwszej turze -3 HP, następnie po -2 na turę)
» statystyki obniżone ze względu na spadek HP do 1/4
» celność obniżona ze względu na spadek W o 1/3
» ŚMIERĆ
Bursztyn: S: 15 | Zr: 11 | Sz: 11 | Zm: 8 | HP: 78/80 | W: 36-3=33/60
» przerzuty: 1/4
» rana 0. stopnia: wyrwany kłaczek na klatce piersiowej
» celność obniżona ze względu na spadek W o 1/3
Kukułka: S: 10 | Zr: 10 | Sz: 11 | Zm: 7 | HP: 62/75 | W: 44/55
» przerzuty: 0/3
» rana 1. stopnia: ugryzienie na szyi, krwawi (po -1 HP na turę)
/Bajka jest z trzema dwunogami. Rzut wynika z uwagi na realizm – są sami na niestrzeżonym terenie, a więc ktoś musiałby zostać, żeby pilnować dobytku. W razie jakichś zastrzeżeń zapraszam na pw.
<table><td><br>if everynightI goto sleepknowing<br>that.I.gave.everything.that.I<br><br>.............「HADTOGIVE」<br><br>≡then it's allI could'veasked for≡<br>I've.been.standing.u p.beside <br>e v e r y t h i n gI'veeversaid, but<br><br>OH,IT'SSATURDAYNIGHT,YEAH </td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Słysząc słowa pieszczoszki wojowniczka nie wiedziała czy czuć ulgę czy się bać. Nie ufała dwunogom i bała się, że mogli również coś złego zrobić jej a co gorsza Wschodowi. Nigdy by sobie tego by nie wybaczyła. Już wystarczająco się dla niej poświęcił. Odprowadziła czarną kotkę wzrokiem i gdy znikła za krzakami usłyszała gruchot. Niepewnie odwróciła wzrok i to co zauważyła... Sprawiło że po jej ciele przeszły nieprzyjemne ciarki. Zobaczyła jak jej partner swoim atakiem ściska mocno gardło Iskry i natychmiastowo jego klatka piersiowa przestała się unosić. Nie wiedziała co powiedzieć. To wszystko było dla niej zbyt wielkim przeżyciem. Dopiero teraz do niej dotarło, że przyczyniła się do morderstwa. Może Iskier nie był bez winy ale nadal...Czuła się źle z tym. W myślach prosiła Ulewną Łapę by dała jej jeszcze siłę by zakończyć to wszystko co zaczęła. Przełknęła głośno ślinę i podeszła do Wschoda. Czuła, że on również był tym wszystkim przestraszony i zapewne dopiero teraz zrozumie do czego przyłożyli łapę. Popatrzyła się na niego z przestraszonymi, płaczliwymi oczami. - U-uciekajmy Wschód. Iskier już nie ż-żyje. Puść go, błagam... Uciekajmy jak najprędzej, dwunożni mogą tu być lada chwila!- powiedziała załamanym głosem. Tak bardzo chciała już stąd iść... Nie było teraz czasu na rozmowy. Trzeba było się ratować. Usłyszała szelest w krzakach i zobaczyła delikatny zarys postury dwunoga. Jej oczy od razu się zwiększyły ze strachu i natychmiastowo popchnęła Wschoda w bok by się ruszył i uciekał z nią. - BIEGNIJ!-krzyknęła do niego i z całych swoich sił zaczęła biec w stronę obozu, co jakiś czas patrząc na Wschoda sprawdzając czy za nią biegnie.
/z.t ?
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
I, po całej akcji... To był koniec. Wschód czuł już, jak mięśnie zaczynają go boleć, jak jego oddech staje się cięższy, gniew powoli wygasa, a wraz z nim maleje adrenalina płynąca w jego żyłach. Nie zamierzał jednak się poddać, skoczył więc na samotnika... Tym samym kończąc jego życie. Poczuł w pysku krew samotnika, poczuł, jak jego zęby z łatwością przegryzają się przez gardło, aż jego ciałem szarpnęły dreszcze. Rozwarł jednak szczęki po paru uderzeniach serca i odsunął się o krok, a ciało kocura, który jeszcze przed chwilą tak zaciekle walczył o przeżycie, upadło bezwładnie na ziemię. Jego boki się nie ruszały, a Wschoda uderzyła ta myśl - po raz pierwszy w życiu zabił drugiego kota.
Dopiero teraz dotarły do niego słowa Kukułki. Iskier nie żyje. Dwunożni mogą tu być lada chwila. Dwunożni...? Co, po kiego licha, skąd? Dopiero teraz oderwał oczy od ciała kota leżącego przed nim i rozejrzał się dookola. Ta głupia pieszczoszka poleciała poskarżyć się do swoich dwunożnych? Żałosne. Kociaki domowe jednak nigdy rozumem nie grzeszyły, w końcu żyły w niewoli z tymi dziwnymi istotami.
Wschód też usłyszał szelest i spojrzał w tamtym kierunku, niezdolny do jakiejkolwiek akcji; dopiero popchnięcie Kukułki i jej pełen paniki głos sprawił, że niemal odruchowo jego łapy zaczęły nieść go w przód, za burą kotką, ignorując pieczenie w mięśniach. Zostawił kocura tak, jak leżał, teraz pomyślał, że mógł jeszcze na niego napluć. Było jednak już za późno, musieli bowiem stamtąd wiać.