Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Na jego słowa fuknął oburzony. - Gruby?! Nie widzę tu grubych! Wpadłem do rzeki, kocięciem będąc... Nie, tak naprawdę to nie. To wszystko, co tu widzisz - pogłaskał się po jedwabistym futrze - to mięśnie i fantastyczne futro. Dużo ćwiczę i już nie jem tyle, ile kiedyś! - powiedział z dumą, pusząc się jeszcze bardziej.
Na jego pytanie usiadł obok niego, po czym odpowiedział spokojnie: - Cóż, poszedłem pospacerować... Myślę, że jednak mimowolnie wypatruję poza granicami mojego przyjaciela. Który pewnego dnia odszedł. I nie wrócił. Po kłótni ze mną. - ostatnie zdanie wypowiedział bardzo cichutko, wręcz ze wstydem, czując, jakby to on był za to wszystko odpowiedzialny - bo prawdopodobnie był. Ale cóż mógł zrobić? Był prawie pewny, że Wieczór sabotował jego plany z Przepiórką. Czy tak postępują przyjaciele? - A ty? Szukasz samotności? - postanowił zapytać nowo poznanego kolegę. Może łączy ich więcej, niż im się wydaje?
Świerk ma długie, bure futro, które przez czarne tygrysie pręgi w pewnych miejscach wydawało się nieco ciemniejsze. Od czoła aż po czubek ogona szedł szeroki czarny pas, który zwężał się znacznie tylko na karku. Odchodziły od niego pręgi, niczym żebra od kręgosłupa. Ich zagęszczenie zwiększało się przy łokciach przednich łap, tworząc tam czarne plamy. Kolor czarny pojawiał się także na czubkach uszu, obramowaniu nosa oraz oczu. Od czoła przez kryzę na szyi, pierś i brzuch mieściła się biel, która pokrywała także większą część przednich łap (prawie po same łokcie) oraz stopy tylnych. Mostek nosa pokrywała brązowo-szarawa plama. Nos był ciemnobrązowy, a obok niego po lewej stronie na pyszczku znajdowała się mała ciemna plamka, przypominająca ludzki pieprzyk. Długie wąsy są w pełni białe. Oczy kocura są nieco skośne, przeszywająco zielone z przebłyskami żółci.
Świerk do wszystkiego podchodził dość sceptycznie i raczej przyjmował czarniejszy scenariusz nauczony swoim przykładem, gdy mówiono mu, że wkrótce wyzdrowieje. Dodatkowo przez ciągłe różnorakie dolegliwości stał się zrzędliwym i sarkastycznym kocurem. Ładna pogoda? Ehh, słońce świeci za mocno, a ćwierkanie ptaków jest uciążliwe. Pada deszcz? Brudno, zimno i mokro. W narzekaniu mógłby dorównać starszyźnie, a nie pomagało to, iż kocurek cierpiał stale na światłowstręt. Po matce odziedziczył lenistwo oraz skłonność do kombinowania. Wszystko, co wymagało od niego jakiegoś wysiłku, uznawał za uciążliwe i niepotrzebne, a gdyby nie nuda i smętna atmosfera, może i by polubił przesiadywanie w lecznicy. Po urwaniu kontaktów Lekkiego Kroku z rodziną jednak nabawił się panicznego strachu przed samotnością i zawsze musiał przebywać niedaleko innego kota. Nie należał też do bardzo gadatliwych kotów, a jak już się odzywał, to przeważnie zrzędził, krytykował albo stękał, że coś go boli lub się nudzi. I chociaż nie zbudował silnych relacji z rodzicami, to jednak przebywanie przez tak długi okres czasu w Wydrążonym Pniu uwrażliwił go na cierpienie innych, nawet jeśli nie zawsze to pokazywał. Miał miękkie serce i zawsze chciał jakoś pomóc, szczególnie młodszym od niego samego.
Wieczór[S], Pietruszkowa Łapa[C],
Kocur pokiwał głową, słuchając słów rozmówcy. Rozumiał troskę rudzielca wobec przyjaciela i sam pewnie również wyruszyłby na poszukiwania, gdyby Pszczółka a.k.a Rysia Łapa lub jego siostra Świetlista Łapa nagle zniknęły. Zamartwiałby się potwornie. Ciekawe, czy one też mnie szukały... Zastanowił się, ale po chwili odgonił tę myśl. Nie chciałby, aby ryzykowały dla niego swoim bezpieczeństwem na nieznanych terenach. Co innego, gdyby wypatrywały go na granicy.
- Nie poddawaj się! Na pewno go odnajdziesz! - Spróbował pocieszyć wojownika i położył mu pokrzepiająco ogon na barku. - A jak wygląda? Może go widziałem po drodze. - Zrobiło mu się żal obcego, toteż zaproponował mu choć drobną pomoc. W końcu takie informacje są lepsze niż nic.
- Ja? Wracam do klanu. Przez lisa oddaliłem się za bardzo od domu i teraz staram się wrócić. - Odparł szczerze. Nie musi mówić, do jakiego klanu idzie, ale o samej wędrówce mógł opowiedzieć. Nie powinno to wywołać między nimi żadnej waśni.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
I nareszcie, dotarli do... No, gdzieś! Naturalnie, ani ona, ani on nigdy nie byli chyba na tak odległych terenach, przez co miejsca tego nie można było nazwać inaczej niż "jakiś teren". Nie było tu jakoś nie wiadomo jak - teren był jak każdy inny. Delikatnie pokryty śniegiem, z krzewami i uschniętą trawą. Różnił się jedynie znacznie swoim zapachem, jakiego do tej pory oriental nigdy nie czuł. Nie był to ani smród, ani nic przyjemnego, ot zwykły, obcy zapach. Cudownie.
Głośny wyszedł na prowadzenie, by przez moment rozejrzeć się po okolicy. Nie było tu ani nikogo, ani niczego co specjalnie zwracało jego uwagę. Bez samotników, dzikich zwierząt, ani niczego co mogło ich dwójce zaszkodzić. Uradowany tym faktem Terminator, zatrzymał się i podskoczył w stronę przyjaciółki, by zawęzić przestrzeń między nimi. - I co? Mówiłem, nic tu nie ma! Jesteśmy bezpieczni - przyznał dumnie, uśmiechając się zaczepnie. W końcu to ona się bała, że padną tu jak muchy, więc musiał wytknąć jej, że racja była po jego stronie. Przynajmniej jak na ten moment, bo wszystko mogło się nagle zmienić. - Pospacerujemy tu trochę i możemy wrócić. No, i poszukamy czy nie ma tu tego twojego rodzeństwa, jeśli chcesz!
Zaznaczył jej, od razu ponownie się rozglądając na boki. Wątpił, że na kogoś tu trafią, ale jeśli Tygrzyk miałoby dać ulgę czy sprawić przyjemność, że w ogóle podejmą się razem prób poszukiwań kogokolwiek, nic nie stało im na drodze, by tego nie robić.
Niemniej, Głośny jak to Głośny, przy okazji zajmował się wszystkim wokół. Wpierw przyłożył nos do ziemi, chcąc złapać trop jakiegokolwiek kota, ale... złapał trop innego zwierzęcia! - Mmmhm, nie jesteśmy tu sami... - rzucił ciszej, krzywiąc się. Tuż po tym jednak podniósł łeb do góry, znów uśmiechając się szeroko. - Obawiam się, że na drodze może nam stanąć jakiś królik!
Rzucił krótko. Chociaż zapach wspomnianego stworzenia był delikatny i odrobinę się różnił od tego, który zwykle był w Klanie na stosie zwierzyny, zielonooki był pewien, że czuł właśnie królika! Nie mieli polować, ale dobrze było jej o tym wspomnieć, bo gdyby słyszeli jakieś kroki czy szelesty, można było się spodziewać że to te nikomu groźne zwierzątko.
I rzeczywiście... wyrosła na bardzo urodziwą kocicę, co prawda jedno się nie zmieniło. Nadal jest dość mała w porównaniu do reszty kotów, ale gęste długie futro optycznie ją do nich przybliża. Złote pasma zawsze wyczyszczone i zadbane układają się w piękne morze stworzone z fal jej sierści. Nie nabyła również żadnych blizn, które odjęłyby jej urodzie. Mimo to ostatnie księżyce kiepsko się odżywiała, dlatego pod szatą kryje się chudziutkie ciałko i zarysowane żebra.
Zapytasz na pewno kim stała się ta młoda pannica? Otóż nie wiele się minęło z założeniami. Nadal dumnie nosi głowę i stara się być najlepszą wersją siebie, głównie z uwagi na wymagających za młodu rodziców. Jej długa nieobecność w klanie pozwoliła jej jednak doszlifować kruchą psychikę kotki, rzadko spotykała innego osobnika, więc wielu przyzwyczajeń zdołała się wyzbyć. Nadal zdaje się być impulsywna i nawet do dziś zdarza jej się więcej mówić niż myśleć.
Osa [S] Kruczek [KRz]
Naprawdę było... nijako. Rozglądała się nie tracąc czujności, ale szczerze nie trafiła spojrzeniem na nic godnego uwagi, nie było tu jej rodzeństwa. Może w zły sposób myślała o terenach nienależących do nikogo? W każdym razie czuła się rozczarowana, bo poza obcą wonią, która nic nie znaczyła nie było tutaj nic ciekawego ani niebezpiecznego. Tak samo poschnięta trawa i krzewy i ta sama puchowa kołderka pod łapkami co w obozie. Mruknęła z niezadowoleniem, gdy w tym samym czasie podszedł Głośna Łapa. - Nie wydaje mi się żeby tu byli, wszędzie gdzie się pojawiają robią hałas i chaos. Czasami zastanawiam się, czy nie powinnam zniknąć z nimi... pewnie by tak było, ale byłam zbyt skupiona na treningu i odstawiłam rodzeństwo na drugi plan, bardzo tego żałuję. Chciałabym być teraz z Czaik, Czyhak i Gryzielem... Ziąb też był spoko chociaż... - urwała temat, nie warto to ciągnąć, oriental ich nie znał, więc nie mógł jej w niczym pomóc, a paplanie o rodzeństwie mogłoby go tylko znudzić.
Nie rozumiała więc zachowania liliowego kota, który obwąchiwał ziemię i poczuł jakąś woń, pokręciła głową z zażenowaniem i przymrużyła ślepia. Sama podeszła do obwąchanego miejsca, by sprawdzić, czy kot się nie myli. Zdziwienie ogarnęło ją spore, bo zapach należał do innego zwierzęcia, ale jednocześnie był dla niej obcy i nieznany. Może to pies? - Pewnie masz raaaaaaaaaa...! - nie zdążyła dokończyć swojego zdania, bo w jednym momencie coś zaszeleściło pod jej łapkami i zaraz potem złote futerko wraz z właścicielką wpadły w dziurę w ziemi, przerażona i zaskoczona Tygrzykowa Łapa wydobyła z siebie wysokie piśnięcie niezadowolenia. Uderzyła się w lewy bark i nie miała możliwości wygramolić się z wgłębienia po ukrytym tunelu zajęcy. Pociągnęła nosem kilka razy i jeszcze kilka spróbowała się wydostać. Nie dała rady.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Gdy zaczęła opowiadać o rodzeństwie, on zaciekawiony nadstawił uszu. Niby to taki nijaki temat i pewnie bardzo, bardzo osobisty, ale skoro mówiła - lepszym było słuchać niż mieć ją gdzieś, co nie? Jej rodzina brzmiała całkiem... wesoło. Hałas i chaos to coś, co pasowało w zupełności do Głośnego, więc może dlatego kotka go polubiła? To miałoby sens! W końcu jeśli ma się pod łapami coś, za czym się tęskni, to chce się tego bardziej niż kiedykolwiek indziej. Zupełnie mu nie przeszkadzało, jeśli to byłby jedyny powód dla którego lubiłaby kocura. Uśmiechnął się nawet pod nosem, gdy wymyślił sobie tę teorię. - Chociaż co? Skopał ci tyłek? Uciekł? Oszukał Klan? Co z nim się stało? - zaczął zaciekawiony dopytywać, idąc krok w krok za nią. Dla niego problemem nie było słuchać o kimś. W końcu kto jak kto, ale Głośny zdecydowanie przepadał za dowiadywaniem się o rzeczach ważnych i tych mniej-ważnych. Ta zdawała się być istotna, bo w końcu dotyczyło to rodziny jego przyjaciółki! - Wiesz, u mnie też sporo rodziny zniknęło, ale chyba niektórzy po prostu umarli. Nie wiem, mama za dużo nie opowiadała, a to co mówiła Cierpka jakoś mi umknęło. I tak, czasem mam wrażenie że nie było innych miotów i innych kotów prócz Nawałnicy, Karaczana i mnie. Słyszałaś kiedyś coś o Ostowym Krzewie? Ryczącej Łapa? Czy o wielu, wielu innych? Ja niezbyt wiele.
Wzruszył lekko ramionami. Naturalna kolej rzeczy, o jednych się pamięta o drugich już... niekoniecznie. Może czasem, rzadko jakieś koty wspominały o jego braciach czy siostrach, ale na co dzień nikt nie mówił niczego o żadnym z nich.
Kawałek szedł w ciszy, nadal rozglądając się po okolicy. Głośna Łapa był uważny, o dziwo! Kroki stawiał delikatne, pazury miał na wierzchu by sprawdzać na jakim gruncie staje - jeśli chodziłby po ziemi mokrej, łatwiej by przez nią przechodziły, niż jak przez suchą. Jego znajoma w każdym razie prawdopodobnie nie była aż tak uważna, bo gdy odpowiadała mu na temat jego spostrzeżenia nagle poleciała gdzieś w ziemię. Wpierw, przez dosłownie ułamek sekundy Głośny się przeraził i nie wiedział co robić, ale tuż po tym buchnął po prostu śmiechem. - I oto przed nami! Jedna, jedyna w swoim rodzaju, Tygrzykowa Łapa! Kot, który potrafi zapaść się pod ziemią. Teraz chyba ze wstydu, bo nie potrafi wyjść! - powiedział donośnie, obchodząc ją na około. Widział w końcu jak próbuje się wydostać, ale jej nie wychodzi. Bawiło go to i nie miał ochoty tego ukrywać. Poza tym, przynajmniej mógł sobie coś skomentować co nie było jakimś widokiem czy zapachem. - Cóż teraz się stanie? Czy Tygrzykowa Łapa pozostanie jednością z ziemią? A może padnie ofiarą królików?
Dodał, by tuż po tym podejść już bliżej. Żarty żartami, ale jakby znikąd wyskoczył na nich pies czy lis, to Tygrzyk zakończyłaby swoją karierę przez jakąś dziurę w ziemi. Nie wiedząc jak właściwie należy jej wpierw pomóc, po prostu zaczął energicznie kopać przy jej ciele. Jeśli poszerzy dziurę, może łatwiej będzie jej wyjść. - Zluzuj się tam. Trochę powiększę wejście i cię wyciągnę. Jak będziesz się napinać to będzie cię wszystko bolało. Wiem, bo raz się tak napiąłem, że nie umiałem potem nawet siedzieć! - mruknął w jej kierunku, skupiając się na swojej pracy. W najgorszym wypadku, olbrzym wyciągnie ją stamtąd siłą... Bo nic innego mu nie pozostanie. Bał się jedynie, że kotka wpadła tak że nawet przy użyciu najmniejszej siły, sprawiłby jej zbyt wiele niepotrzebnego bólu.
I rzeczywiście... wyrosła na bardzo urodziwą kocicę, co prawda jedno się nie zmieniło. Nadal jest dość mała w porównaniu do reszty kotów, ale gęste długie futro optycznie ją do nich przybliża. Złote pasma zawsze wyczyszczone i zadbane układają się w piękne morze stworzone z fal jej sierści. Nie nabyła również żadnych blizn, które odjęłyby jej urodzie. Mimo to ostatnie księżyce kiepsko się odżywiała, dlatego pod szatą kryje się chudziutkie ciałko i zarysowane żebra.
Zapytasz na pewno kim stała się ta młoda pannica? Otóż nie wiele się minęło z założeniami. Nadal dumnie nosi głowę i stara się być najlepszą wersją siebie, głównie z uwagi na wymagających za młodu rodziców. Jej długa nieobecność w klanie pozwoliła jej jednak doszlifować kruchą psychikę kotki, rzadko spotykała innego osobnika, więc wielu przyzwyczajeń zdołała się wyzbyć. Nadal zdaje się być impulsywna i nawet do dziś zdarza jej się więcej mówić niż myśleć.
Osa [S] Kruczek [KRz]
Cóż okazała się być straszną niezdarą i to sprawiło, że poczuła się jak skończona idiotka. Wiedziała, że Głośny nie zapomni jej dosłownej wpadki i będzie jej to wypominać. Była jednak gotowa to znieść, ale chciała wyjść i nic więcej. Kręcenie i wiercenie się w ciasnej przestrzeni nie było dla niej szczytem przyjemności, a pulsujący bark utrudniał jej przekręcenie się w wygodniejszą do wydostania się pozycję. Jęknęła kilka razy wyraźnie sfrustrowana i zażenowana. Liliowy zaczął rozkop i w sumie dzięki temu w pewnym momencie po prostu wyczołgała się z dziury w ziemi. Zmęczona, obolała i zasapana. Legła bokiem na suchej trawie by odpocząć. - Dzięki, sama siedziałabym tam pewnie tak długo aż króliki nie polubiłyby kociego mięsa. - parsknęła śmiechem, bo poniekąd sytuacja była też zabawna.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Po momencie kopania w ziemi, wreszcie udało się poszerzyć dziurę na tyle, że kotka się uwolniła. Westchnął z ulgą, widząc jak ta wychodzi z króliczej nory i pada na bok bo jeszcze moment i musiałby się poddać, zmuszając ją tym samym do siedzenia w niewygodnej pozycji dłużej niż powinna. Może i Głośny był silny i wiedział jak sobie radzić w takich sytuacjach, ale nadal był tylko kotem! Męczył się jak każdy inny. - Trzeba będzie patrzeć pod nogi... Co jeśli wpadłabyś cała? Tak, że zostałby na wierzchu tylko twój ogon? - skrzywił się lekko, łapami starając się uklepać ponownie ziemię, którą przed momentem rozkopał. Może i nie będzie to perfekcyjne, ale to bez znaczenia. Chciał po prostu by królikom nie było przykro, że ktoś zniszczył im norkę. Może to infantylne, ale... no, też pewnie czuły i myślały, zupełnie jak koty. - Nic ci nie ma?
Dodał po chwili, przesuwając wzrok na nią. Nie narzekała, ale jej stęki i jęki wcześniej mogły być znakiem bólu... lub zwykłego dyskomfortu, który jak najbardziej mógł ją w tamtej sytuacji dopaść. Usiadł przy niej, nachylając się nad nią tak, by osłonić ją przed światłem. - Jak odpoczniesz, możemy iść dalej. Tylko tym razem ostrożniej, bo wrócimy w kawałkach... - mruknął poważniej, z wyczuwalną troską w głosie. Nie chciał w końcu by ktokolwiek cierpiał! Cały wypad miał być jedynie zabawą, niczym więcej.
I rzeczywiście... wyrosła na bardzo urodziwą kocicę, co prawda jedno się nie zmieniło. Nadal jest dość mała w porównaniu do reszty kotów, ale gęste długie futro optycznie ją do nich przybliża. Złote pasma zawsze wyczyszczone i zadbane układają się w piękne morze stworzone z fal jej sierści. Nie nabyła również żadnych blizn, które odjęłyby jej urodzie. Mimo to ostatnie księżyce kiepsko się odżywiała, dlatego pod szatą kryje się chudziutkie ciałko i zarysowane żebra.
Zapytasz na pewno kim stała się ta młoda pannica? Otóż nie wiele się minęło z założeniami. Nadal dumnie nosi głowę i stara się być najlepszą wersją siebie, głównie z uwagi na wymagających za młodu rodziców. Jej długa nieobecność w klanie pozwoliła jej jednak doszlifować kruchą psychikę kotki, rzadko spotykała innego osobnika, więc wielu przyzwyczajeń zdołała się wyzbyć. Nadal zdaje się być impulsywna i nawet do dziś zdarza jej się więcej mówić niż myśleć.
Osa [S] Kruczek [KRz]
- Zdecydowanie. - westchnęła, było jej przykro iż tak się stało.
Straszna nieuwaga okazała się być jej wpadką dosłowną. Przykro było, że to akurat ona wpadła do tego dołka, ale widocznie tak miało być i koty ze Srebrnej Skórki zaplanowały to dla niej. Pociągnęła kilka razy nosem widocznie zawiedziona sama sobą i bólem jaki odczuwała w stłuczonej części swojego ciałka. - Boli mnie bark, musiałam nieźle walnąć i to w dość nieprzyjemny sposób, przeklęte zające. - miauknęła, masując sobie obolałe miejsce.
W sumie miło, że Głośna Łapa tak fajnie o nią zadbał, ale przecież nie było jej nic co uniemożliwiłoby jej dalszą drogę, a zmęczenie przechodziło. Z takim sińcem też powinna sobie dawać doskonale radę, nie była przecież soplem lodu, da radę! - Możemy ruszać. - westchnęła do kumpla, podnosząc swoje ciało z ziemi.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- Przynajmniej mamy pewność, że faktycznie są tu króliki. Widzisz! Mój nos nie kłamał - odparł wesoło. Już od początku jej mówił, że wielkouchy może stanąć im na drodze. I co prawda, tak nie było, ale dziury w ziemi potwierdzały jego teorie. Niemniej, nieco martwiącym był jej ból. Ostrożnie przyłożył nos do tego obolałego barku na parę sekund, wierząc że to jakkolwiek może jej pomóc. Medykiem w końcu nie był i nie wiedział jak może pomóc biednej Tygrzyk.
Gdy już stwierdziła, że jest gotowa do drogi, Głośna Łapa machnął jej porozumiewawczo głową. Oczywiście, szedł dalej w obcy teren, tym razem jednak stawiając o wiele ostrożniejsze kroki. Wyprzedził ją, licząc na to że teraz - gdy on prowadzi - nikt nie wpadnie już do żadnej dziury. - Powinniśmy się cieszyć, że nie wpadłaś na jakąś ostrą gałąź - mruknął nagle, nie odwracając w jej stronę. - Gdyby ci się taka wbiła, nie ważne jak bym próbował, mógłbym sobie nie dać rady z ratowaniem ci tyłka.
Mruknął po chwili. Tuż po tym skupił się już na drodze, aż do momentu gdy zobaczył stare, przewalone uschnięte drzewo. Oczywiście, je obrał sobie jako główny cel, bo tuż po tym jak wpadło mu w oczy - skręcił w stronę tego znaleziska. Będąc blisko, wdrapał się na nie, rozglądając się po okolicy. - Chcesz tu wejść? - spytał Tygrzyk, patrząc na nią. Mogłaby nie dać sama rady, skoro ją bolał bark... ale on by jej mógł ewentualnie spróbować jakoś pomóc wdrapać się do góry! Z tym nie byłoby najmniejszego problemu.
I rzeczywiście... wyrosła na bardzo urodziwą kocicę, co prawda jedno się nie zmieniło. Nadal jest dość mała w porównaniu do reszty kotów, ale gęste długie futro optycznie ją do nich przybliża. Złote pasma zawsze wyczyszczone i zadbane układają się w piękne morze stworzone z fal jej sierści. Nie nabyła również żadnych blizn, które odjęłyby jej urodzie. Mimo to ostatnie księżyce kiepsko się odżywiała, dlatego pod szatą kryje się chudziutkie ciałko i zarysowane żebra.
Zapytasz na pewno kim stała się ta młoda pannica? Otóż nie wiele się minęło z założeniami. Nadal dumnie nosi głowę i stara się być najlepszą wersją siebie, głównie z uwagi na wymagających za młodu rodziców. Jej długa nieobecność w klanie pozwoliła jej jednak doszlifować kruchą psychikę kotki, rzadko spotykała innego osobnika, więc wielu przyzwyczajeń zdołała się wyzbyć. Nadal zdaje się być impulsywna i nawet do dziś zdarza jej się więcej mówić niż myśleć.
Osa [S] Kruczek [KRz]
- Tak, miałeś rację, a ja byłam nieostrożna i mam za swoje. - miauknęła do Głośnego uśmiechając się nieśmiało.
Ruszyli dalej przed siebie, jej kroki były już wyraźniej ostrożne i bardziej myślała nad tym, gdzie kładzie swoje łapki. Podążała za Głośną Łapą krok w krok, nie chcąc zostać zbyt daleko w tyle, czuła się bezpieczniej gdy trzymali się blisko siebie tak jak założyli przed wejściem na tereny niczyje. Oddech kotki dostosowywał się do tempa podróży, a gdy trafili do drzewa spoglądała z ziemi na kota. - Jasne. - udawana ekscytacja nie wyszła zbyt skutecznie, kotka była jakaś znudzona i zmęczona swoim życiem, bardzo dziwne uczucie, może to pora roku tak na nią działała.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Moment się jej przyglądał, by wreszcie tylko pokręcić oczami. Zeskoczył z miejsca w którym był na dół, trzepnął ogonem i wyminął ją. - W takim razie możemy wrócić. Bo skoro masz zamiar pokazywać jak chętna jesteś, mogę cię odprowadzić i wrócić tu sam - mruknął w jej stronę, marszcząc brwi. Skoro nie chciała i była niechętna, mogła mu powiedzieć... A nie lecieć w głupiego i kłamać. Przecież umówili się, że będą sobie dawali znać jak już będą mieli dość.
Wypuścił na raz powietrze nosem, i ponownie ruszył - tym razem w miejsce z którego wcześniej tu przyszli. Nie chciał zmuszać jej do bycia tutaj, a fakt że ona była niezadowolona po prostu drażnił jego. - Chodź, bo znowu ktoś gdzieś wpadnie - rzucił jeszcze, chcąc się upewnić że ta nadąża. Trudno, wrócą i Głośny przyjdzie sobie tutaj innego dnia. A teraz może znajdzie innego kolegę do podróży gdzieś bliżej, póki jeszcze było w miarę widno na dworze.
I rzeczywiście... wyrosła na bardzo urodziwą kocicę, co prawda jedno się nie zmieniło. Nadal jest dość mała w porównaniu do reszty kotów, ale gęste długie futro optycznie ją do nich przybliża. Złote pasma zawsze wyczyszczone i zadbane układają się w piękne morze stworzone z fal jej sierści. Nie nabyła również żadnych blizn, które odjęłyby jej urodzie. Mimo to ostatnie księżyce kiepsko się odżywiała, dlatego pod szatą kryje się chudziutkie ciałko i zarysowane żebra.
Zapytasz na pewno kim stała się ta młoda pannica? Otóż nie wiele się minęło z założeniami. Nadal dumnie nosi głowę i stara się być najlepszą wersją siebie, głównie z uwagi na wymagających za młodu rodziców. Jej długa nieobecność w klanie pozwoliła jej jednak doszlifować kruchą psychikę kotki, rzadko spotykała innego osobnika, więc wielu przyzwyczajeń zdołała się wyzbyć. Nadal zdaje się być impulsywna i nawet do dziś zdarza jej się więcej mówić niż myśleć.
Osa [S] Kruczek [KRz]
- Pewnie obraź się o to, że mam gorszy dzień! Idź sobie sam, ja tu poczekam na jakiegoś psa, a i wcale nie potrzebuję twojej pomocy żeby wejść na to drzewo. - kipiała oburzeniem, bo fakt iż się jej nic nie chciało i miała dość nie oznaczał, że chciała wracać tak szybko. Mruknęła coś pod nosem i wspięła się na punkt obserwacyjny, jeśli Głośny lubi się obrażać na nią ze względu na jej gorszy nastrój niech sobie idzie, ona świetnie poradzi sobie sama.
Siadła na zadku i zaczęła podziwiać okolicę, męczyło ją to, że musi prowadzić to nauki to sama uczestniczyć w nudnym, monotonnym treningu na wojowniczkę. Wszystkiego miała po dziurki w nosie i teraz gdy przed chwilą zbłaźniła się przed orientalem humor nie wydawał się jej poprawiać.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Słysząc ponownie jej głos niemal od razu się zatrzymał. Czy ona miała do niego pretensje? Odwrócił gwałtownie łeb w jej stronę, uderzając ogonem o ziemię. - Czy siedzę w twojej głowie? - prychnął, marszcząc do tego grzbiet nosa. - Jak ostatnio sprawdzałem, to nie. Skąd mam wiedzieć jaki masz ten dzień? Zresztą, naaagle ci się pogorszyło? Nie rób ze mnie idioty.
Fuknął, mierząc ją wzrokiem. Spoko, że udało jej się wejść na kłodę, ale szczerze powiedziawszy - teraz miał to gdzieś. Mogłaby i nawet wisieć na niej z wbitymi pazurami, a on by się patrzył na nią tak długo, aż uznałby że jej dość. Może i chciał być bohaterem, może i chciał być dobry, ale nikt nie będzie brał go pod włos. Na litość. - Niech cię połknie, smacznego - splunął na bok. - Jesteśmy chyba już prawie dorośli, jeśli coś ci nie pasuje, miałaś mówić. Masz gorszy dzień? Mogłaś otworzyć ten pysk, pomielić językiem i bym wiedział. Ale naturalnie, znów po prostu wylej na mnie swoje żale. Bo lepiej jest udawać coś, niż być szczerym. Goń się, Tygrzyk.
Odwrócił się w tej chwili tyłem do niej, kopnął łapą w ziemię, jakoby zakopywał coś co mu śmierdzi i po prostu poszedł. Szanował się, nie był kociakiem i na pewno nie miał zamiaru tolerować znowu jakichś akcji. Jak wcześniej jakoś mu umknęło, że zrobiła się zła o odmienne zdanie, tak nie będzie siedział bezczynnie i udawał że nie widzi, że ktoś jest bez humoru. Ani nie będzie się pytać o to, skoro ktoś go okłamywał - a potem jeszcze miał pretensje. Inna sprawa, jakby posmutniała, czy coś takiego. A tak? Phi.
I rzeczywiście... wyrosła na bardzo urodziwą kocicę, co prawda jedno się nie zmieniło. Nadal jest dość mała w porównaniu do reszty kotów, ale gęste długie futro optycznie ją do nich przybliża. Złote pasma zawsze wyczyszczone i zadbane układają się w piękne morze stworzone z fal jej sierści. Nie nabyła również żadnych blizn, które odjęłyby jej urodzie. Mimo to ostatnie księżyce kiepsko się odżywiała, dlatego pod szatą kryje się chudziutkie ciałko i zarysowane żebra.
Zapytasz na pewno kim stała się ta młoda pannica? Otóż nie wiele się minęło z założeniami. Nadal dumnie nosi głowę i stara się być najlepszą wersją siebie, głównie z uwagi na wymagających za młodu rodziców. Jej długa nieobecność w klanie pozwoliła jej jednak doszlifować kruchą psychikę kotki, rzadko spotykała innego osobnika, więc wielu przyzwyczajeń zdołała się wyzbyć. Nadal zdaje się być impulsywna i nawet do dziś zdarza jej się więcej mówić niż myśleć.
Osa [S] Kruczek [KRz]
Tego się jednak nie spodziewała. Głośny zostawił ją samą sobie, nie był miły w stosunku do niej, a przecież nic przykrego w jego stronę nie powiedziała. Zabolało to ją naprawdę dotkliwie, ubodło w jej wrażliwe i delikatne serduszko. Przecież nie okłamywała go i nie próbowała nim szantażować. Gdy już znikła po prostu się popłakała i głośno szlochając spędziła kilka minut na kłodzie. Dopiero po godzinie zdecydowała się wracać na tereny klanu, przybita i załamana tym co zaszło. Nie spodziewała się, że jej pierwsza wyprawa poza tereny jej znane okaże się być taką totalną klapą i zakończy w dość... przykry dla niej sposób, który na pewno odbije się na ich relacjach.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
I takim oto cudem, Fala przeżyła. Cieszyło ją ogromnie, że była już zdrowa i mogła robić co chce. Była wolna. A to stwierdzenie, w końcu, po wielu, jak nie dziesięciu księżycach przepełnionych obawą o własne życie, mogła krzyczeć to na całe gardło i czuć się tak samo. Nie miała żadnych zmartwień. Nie musiała nikogo trenować, nie musiała chodzić na patrole, polowała kiedy chciała i spała. Ostatnie dni spędziła na odpoczynku i to porządnym. Polowała tylko wtedy, kiedy głód ją do tego zmuszał. Na całe szczęście o wodę nie musiała się martwić, gdyż śnieg na całe szczęście utrzymywał się do tej pory. Która to była Pora Nagich Drzew? Trzecia? Tak czy siak to z cała pewnością była pierwsza tak ładnie biała. Podobała jej się okolica. Więc dziś, w końcu dziś, poczuła się na tyle dobrze, że bez problemów i z radością wstała, przeciągnęła się parokrotnie i wyszła na spacer. Taki luźny, gdzie dreptała spokojnie i rozglądała się na około. W końcu, skoro została samotniczką, to powinna znaleźć sobie legowisko, może i nawet gdzieś zamieszkać. Znaleźć przyjaciół, z którymi mogłaby żyć, wyrobić sobie jakąś rutynę.... Na razie jednak nie chciała się tym martwić, gdyż wszystko było takie piękne i świetne!