Logo Artemidy
Królicze Nory
Gwiezdni kochani, najświętsze badylarki, na mysie bobki i osty i ciernie... Pewnie w tym kierunku poszłyby myśli Nurtu, gdyby pozwoliła zaskoczeniu ubrać się w słowa. Ono jednak nie oczekiwało wyeksponowania poprzez werbalizację, wręcz przeciwnie. Kotka ze świstem nabrała powietrza do pyska, o włos nie dławiąc się trzymanym w gębie kamykiem, który uderzenie serca później upadł pod szare łapy, i tyle. Grobowa cisza. Całe zdziwienie poszło w czyn - terminatorka podskoczyła w miejscu na wzór mieszkających w tych okolicach królików i obróciła się w stronę, z której nadszedł dźwięk. Koci dźwięk, co nie miało kłaka sensu, widziała przecież, że teren był czysty. Jakim cudem ktoś zakradł się niespostrzeżenie?!
Nim w pełni zrozumiała, w jakiej znalazła się sytuacji i co się tu, do stu bażantów, wyrabiało, jej futro wystrzeliło we wszystkie strony tak, że optycznie nabrała rozmiarów. Nadal nie wyglądała na imponująco groźnego przeciwnika, ale zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy odblokowała w życiu kolejne osiągnięcie; nigdy wcześniej nie napuszyła się tak intensywnie. Ale też nigdy nie została napadnięta na Ziemiach Niczyich!
Napadnięta, co odnotowała z rosnącym oszołomieniem, przez pozbawioną reszty ciała głowę. I jedno musimy sobie wyjaśnić na wstępie - Nurt się króliko-kota nie bała. Ani trochę. Zjeżenie grzbietu i przemiana w kulkę to wynik wzburzenia, ostrzeżenie, że nie zawaha się przed zadaniem ciosu. To bury powinien się bać! Czy może raczej bury łeb. No właśnie, kto boi się takiej anomalii?
- Sam jesteś kręcidupka! - ni to pisnęła, ni to warknęła, ciężko określić. Co pewne, w głosie kotki pobrzmiewało oburzenie, czyli jej standardowa emocja w kryzysowych momentach. Co za typ, będzie se wystawał z wnęki w ziemi i ją obrażał. Co on sobie wyobraża?!
Wciąż nie do końca uspokojona, z sercem walącym jej młotem w piersi, usiłując uporządkować sobie w umyśle przytłaczający nadmiar nowości, popielata wzdrygnęła się silnie na nagły dźwięk kichnięcia. Dla niepoznaki, a zarazem zaznaczenia dominacji, zaczęła ostentacyjnie uderzać czterema łapkami w ziemię, uprzednio odsunąwszy Płatka na bezpieczną odległość od dzikusa.
- A właśnie, że będę tuptać! - miauknęła z satysfakcją. I co teraz zrobisz, co?! Tchórzu zapchlony, w dziurę wsadzony! Zaraz zreflektowała się jednak, kiedy powoli, powolutku zaczęły do niej docierać inne sygnały. Pełnoprawne kichnięcie zamiast zwykłego psiknięcia, jak wtedy, gdy do nosa wpadnie pyłek; oczy jakieś podejrzane; zamarznięte palce... Chyba, trochę już zapomniała, co on tam gadał. Wspominał o grobie, tego była pewna. Zaprzestała stąpania jak słoń i zachowawczo cofnęła się o długość ogona. - Eee, dobrze się czujesz?
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
l jeszcze jeden odpisik :D

Teren zdecydowanie nie był czysty, bo i nic, co znajdowało się w pobliżu Wyjca nie miało dłużej takich nadnaturalnych właściwości, ale nie ma co łapać się za słówka, gdy dzieją się tu takie dramaty...
Nawet głodny i osłabiony poczuł, jak jego ego momentalnie puchnie, ponieważ udało mu się zrobić piorunujące wrażenie na koteczce. Jak ona tam to sobie tłumaczyła, że na oko przybrała cztery kilo samej sierści, a ze dwa popuściła ze strachu, to już nie jego sprawa. Obiektywnie rzecz ujmując, wyglądała jak porządnie popieszczona prądem, a poza tym... Coś jej spadło? Wystający łeb nie widział zbyt dobrze - obiekt, który łupnął o piach był szary, płaskawy, niewielki... Może to jej szczęka? Może ją będzie musiała zbierać z ziemi po tym spotkaniu?
Nie, jednak nie. Kiedy się do niego odwróciła, zobaczył młody, zbulwersowany, a co ważniejsze kompletny pyszczek i poczuł z tego powodu ulgę, którą musiał, w przeciwieństwie do doznań anonimki, zwerbalizować, w dodatku z raczej dyskusyjnym taktem. - O, niczego ci z przodu nie brakuje - miauknął wesoło, podczas gdy jego brew, podniesiona jakiś czas temu, opadła na stare miejsce. Mógł być dla niej tylko gadającą głową, ale przynajmniej mu nie zarzuci, że brak mu ekspresji! Co do tego właśnie, dzielnie przyjął jej piskliwy sprzeciw, że była kręcidupką, z tylko trochę skrzywioną mordą, przetrwał, tak jak trzeba przetrwać nawałnicę, a potem jak gdyby nigdy nic spojrzał za nią, w kierunku tajemniczego obiektu. - Co tam masz? JEDZENIE? - zapytał, a jego uszy i wąsy jednogłośnie wyrwały do przodu, do Niej, zdradzając gigantyczne ożywienie. Jedzenie było najważniejsze w życiu.

Wtem samotniczka, żmija zygzakowata jedna, wrzód na wypukłych częściach Króliczych Nor, walnęła na złość łapskami w ziemię, która niestety nie chciała jej pochłonąć, a potem kolejny raz i jeszcze jeden, aż od tych wstrząsów obsypało mu grzbiet drobnymi kamyczkami. Oczy Wyjca zamieniły się w szparki, natomiast mięśnie na ciele pospinały w gotowości do skoku na koteczkę, który miałby ją unieruchomić, ale nie zabić. Zabije innym razem.
Trzy...
Tylne łapy kocura zaczęły lekko się poruszać, jak na polowaniu, chwilę przed atakiem.
Dwa...
Przerwał odliczać, skołowany. Obdarzona niesamowitą intuicją dewastatorka wycofała się trochę, jakby dokładnie wiedziała, co planował zaraz z nią zrobić. Bulgotanie krwi ustało, brwi znowu zrobiły sobie integrację na środku pręgowanego czoła. Gibnął się na boki, dołączył przednie łapy do głowy, odepchnął się tylnymi i wreszcie, w towarzystwie stęków i furknięć, wylazł w całej okazałości z nory, niczym kupa z odbytu. W kupie zresztą był trochę ufajdany pod ogonem.
- No niedobrze, a co? Chcesz mi jakoś pomóc, czy ty się tylko specjalizujesz w grzebaniu kotów żywcem? - zakpił troszkę, ale zaraz westchnął, odpuszczając sobie wojenki. Nie miał siły. - Wyjec jestem, a Ty?
[Obrazek: 11cf54d3d6f7f2877df3a7c1b18826d5.gif]
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
6
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Słucham?! - Tym razem brak miejsca na wątpliwości, Nurt warknęła. Co to miało oznaczać niby, że niczego jej z przodu nie brakuje?! A czego się spodziewał? Że ona, tak dla hecy, ma całe ciało prócz znacznego ubytku na głowie i tak na dobrą sprawę mogą wspólnie stworzyć jednego pełnego kota? Naprawdę trudno nadążyć za logiką wystającego z ziemi jak dynia łba! A że nie rozumiała, co stało za błyskotliwym stwierdzeniem kocura, to w minimalnym nawet stopniu nie ufała przyjaznemu głosowi. W myślach wydała werdykt: naigrywał się z niej bezczelnie.
Później nie było lepiej.
- Co ty, z myszą się na mózgi pozamieniałeś?! - miauknęła nie tyle podminowana pytaniem jako takim, co nadal odreagowując przeżyty szok. Mimo to, patrząc obiektywnie i na chłodno, nie doceniała głodnego spojrzenia samotnika w połączeniu z nadmiernym zainteresowaniem Płatkiem. Nikt normalny kamieni nie je, wystarczy go uświadomić, w każdym razie tak to sobie tłumaczyła, ale ziarno niepewności zostało zasiane w jej serduszku. Miała do czynienia ze zasmarkanym kotem z dziury, na Ziemiach Niczyich. Podążanie według schematów czy spodziewanie się przewidywalnych reakcji to żart. - Nie jedzenie! Nic takiego.
Uszy i wibrysy kocura niczym naturalne wykrywacze żarcia wycelowały prosto w nią. Brakowało tylko, by zaczęły poruszać się na boki w próbach zlokalizowania jej niejadalnego przyjaciela. Dla zapewnienia mu bezpieczeństwa, Nurt zakryła kamień stopą. Prowizoryczny schron musiał wystarczyć, nie żeby samotny łeb był w stanie wiele zdziałać, no nie?
Jako rozumny kot powinna spodziewać się, że pod głową czaiły się pozostałe elementy ciała i bynajmniej ta jedna cząstka kocura nie była skazana na dożywotnią odsiadkę w norze. A jednak, kiedy bury wygrzebał się z kryjówki, pojedyncze włosy na jej grzbiecie znów uniosły się w zaalarmowaniu. Naraz wyprostowała postawę i pewnie uniosła ogon, w razie gdyby została zmuszona do bronienia honoru swojego i Płatka. No, honoru jak honoru, może życia bardziej. Tak czy siak, nie lękała się dziwnie wysokiego (zdążyła przyzwyczaić się do jego kompaktowej wersji), dziwnie długiego samotnika. W porównaniu z nią każdy był duży, ale on naprawdę do niewielkich nie należał. Chyba nawet nie do średniaków. Co nie miało znaczenia, bo Nurtowa Łapa to wojownik jakich mało!
Chociaż wolała, jak nie pokazywał się w pełnej krasie.
Wyjec, kto by pomyślał, nie chciał jej zjeść za to kręcenie się przy jego skrytce i walenie w ziemię (a nie zdziwiłaby się, gdyby spróbował), tylko grzecznie się przedstawił. I jak emocje opadły, większą rolę zaczęło odgrywać samopoczucie dziwaka. W niebieskiej pręgusce budził się uśpiony samarytanin, zbawca narodów i kotków uciemiężonych, ale to ten rodzaj osobnika, który zamiast poderwać się na cztery równe łapy, marudził i błagał o pięć minutek więcej, dlatego wróćmy do niego po przerwie.
- Nurtowa Łapa. Ale Nurt wystarczy - przedstawiła się na wstępie. Uprzejmości wolała mieć już za sobą, miała pytania. - No skąd mogłam wiedzieć, że tu ktoś mieszka? Co za miejsce, nie do życia! - fuknęła, po czym dodała z uprzejmym zainteresowaniem: - A co ci jest?
Na co dzień była ukontentowana ilekroć mogła oznajmić komuś, że szczęśliwiec ma do czynienia z terminatorem medyka, aczkolwiek teraz czuła niską potrzebę chwalenia się. Daleko od obozu, w towarzystwie podejrzanego osobnika lepiej nie wychylać się aż tak. Nie od razu.
Wyjec wyglądał nieszczególnie, a śmierdział nieziemsko. Za żadnym chorym kotem, z jakim miała do czynienia, nie unosił się taki fetor! Może już nie żył po prostu, ale że był samotnikiem, to nikt go do Gwiezdnego Klanu nie zabrał, więc sobie tu koczuje w nieświadomości swojego położenia? Po plecach kotki przebiegł zimny dreszcz. Nie mogło tak być, prawda?
Dopiero w tym momencie w pełni poczuła, że opuściła domowe, gromowe ziemie.
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie jedzenie? Całe zainteresowanie kocura niejakim Płatkiem spełzło do króliczej nory, gdzie jeszcze wówczas wygrzewał swoje gnaty. Jeżeli tego, z czym podróżowała pręguska nie dało się pogryźć i połknąć, to rzeczywiście zasługiwało na określenie 'nic takiego'. Tylko kto normalny robił taki szum wokół 'niczego takiego', a idąc dalej, kto nazywał kamyka tak, jak reprezentacyjną część kwiatka? Może lepiej nie wnikać. Wyjec, chociaż z deczka rozczarowany, nie żywił urazy, że znerwicowana samotniczka coś tam go zwyzywała od podmienionych mózgów. - No dobra, dobra, jak nie jedzenie to mam to gdzieś, już się tak nie peniaj - przedstawił jej jakże króciutką listę swoich priorytetów w rozdrażnieniu, które było tym większe, im więcej tupnięć chwiało fasadami jego piaskowego domku.

Mimo że czuł się jak rozwalcowana na jezdni ropucha, nie krył rozbawienia, że jego wyszczekana towarzyszka dziwnie zmiękła, gdy tylko wylazł spod ziemi. I co? Łyso? Teraz to Gadający Łeb ma argument gabarytowy. Błyszczące odzyskanym rezonem oczy ciemnego burasa, mające w sobie coś z gadzich, przebiegły po kotce, zawieszając się na dłużej na bojowo sterczącym ogonie. Widać było po nim, że ma ogromną ochotę coś skomentować w tym zakresie, ale naprawdę wystarczy mu już tych ryczących "słucham?!" w jej wykonaniu, a poza tym były to żarty 18+, więc trzymał gębę zamkniętą, uśmiechając się jedynie nieobyczajnie pod wąsiskami. Stanął w nonszalanckim rozkroku z postanowieniem, że od tej pory będzie poważnie, ale gdy tylko Kręcidupka się przedstawiła, pod szczęki znowu podszedł mu rechot.
- Nurtowa... Łapa? Dlaczego akurat Łapa, a nie na przykład... - jego wzrok momentalnie sfrunął z pyszczka rozmówczyni na jej... - Ogon? - i nie wytrzymał. Zawył chrapliwie, imitując śmiech. Mentalnie nie był tak dojrzały jak fizycznie, bez dwóch zdań, ale na swoje usprawiedliwienie mógł dodać, że odbiło mu tak albo przez gorączkę, albo właśnie przez obecność Nurt, która była niemal jego rówieśniczką i o ile nie mógł jej pociągnąć za warkoczyki, to...
- Ej, nie, dobra, nie... Nurt, dobra, już jestem spokojniutki - zaczął się zaklinać w chwilę po tym, jak się zreflektował, że mógł ją znowu urazić, doprowadzić do kolejnego zelektryzowania się futerka, a wreszcie skłonić do ucieczki. Wolałby, żeby z nim została, chciał, żeby została. Uniósł łeb uroczyście, spoglądając obśmianej wzdłuż i wszerz prosto w oczy. - Słowo Wyjca - czyli żadne, no. - I przecież wiem, że to miejsce jest nie do życia, ale tak się składa, że nie mam lepszego - burknął, krzywiąc się niemiłosiernie. Oczywiście miała rację, że królicza nora na dłuższą metę nadawała się na lokum tak jak jego matka na sterylizację, tylko co w związku z tym? Właściwie nie widział dla siebie innej opcji, nie był tak ustawiony jak Nurt. Nie wiedział co robi w swoim życiu poza gnębieniem zamarzających i konających z głodu kotów, ale widać robiła to dobrze, bo nie brakowało jej (źle ukierunkowanego) wigoru, a ta jej srebrna sierść zdrowo lśniła.
- A bo ja wiem... - mruknął, by po chwili wzruszyć zabiedzonymi barkami. - Jest mi zimno, jestem zmęczony, gardło mnie boli, chyba mam pchły i coś jeszcze bo jak robię kupę to czasem widzę w niej takie białe makaroniki. No wiesz, jak do rosołu u ludzi, takie cienkie. I jestem głodny. Strasznie głodny. Tak bardzo, że mógłbym Cię teraz zjeść - posłał jej nieco drapieżny uśmiech.
Jak na kogoś, kto nie wiedział, Wyjec nieźle się rozkręcił, jak już zaczął wyliczać, co go trapi. Miało to raczej znikomy sens, wszak Nurt nie wyciągnie go z tego bagna potocznie zwanego życiem, ale możliwość wygadania się komuś po takim czasie była w gruncie rzeczy bardzo, bardzo przyjemna, więc sobie chłopak korzystał. A co.
[Obrazek: 11cf54d3d6f7f2877df3a7c1b18826d5.gif]
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
6
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wyjec odpuścił Płatkowi, co podniosło nurtowe morale, aczkolwiek nie obniżyło nieufności względem dzikusa, dlatego nie ruszyła łapy z kamyka (niewygodnie tak, ale Gwiezdnym dzięki, ten egzemplarz nie należał do ostro zakończonych). Wydała z siebie lekceważące burknięcie, którego wybrzmienie wzmocniła ostentacyjnym wywróceniem oczami. Ona! Bać się! Kogokolwiek! A zwłaszcza jego... dobre sobie. O czym mowa, obroniłaby stado Płatków z palcem w nosie. Gdyby miała do czynienia z rzeczywistym przeciwnikiem, rzecz jasna, bo tego tutaj nie można określić równie znaczącym mianem!
Z tym że buras nie wyglądał na kota będącego na bieżąco z rzeczywistością, na co dowód otrzymała w formie impertynenckiego uśmiechu. Jakby tego było mało, gapił się na nią (jej ogon?) z intencją, jakiej nie potrafiła rozczytać, a to tylko dodatkowo ją rozsierdzało. Nurt niemal uniosła się na koniuszkach palców, byle zyskać kilka centymetrów więcej. Szary ogon ostrzegawczo latał na boki, nabierając na zaciekłości z każdym uderzeniem serca.
Mimo tych niekoniecznie sprzyjających okoliczności, w mroku zajaśniała szansa na cywilizowaną rozmowę, gdy samotnik się przedstawił. Zajaśniała i znikła jak błyskawica na niebie, ponieważ wystarczyło, by przedstawiła się ona, a bezczelny typ ryknął śmiechem. Nie, tego nie dało się nazwać śmiechem, to było dzikie wycie konającego zwierza. Coś balansującego na granicy bycia rozdeptywanym na Grzmiącej Ścieżce, a byciu świadkiem eksperymentu bazującego na wyjmowaniu i wkładaniu z powrotem wnętrzności. A co było przyczyną tak tubalnego wycia? Człon "Łapa" w jej imieniu, no rzeczywiście! Zupełnie jakby on sam nie miał na imię Wyjec!
Ugięła się nisko na łapach i wężowatym ślizgiem przysunęła się do śmierdziela, by wyprostować się z głową tuż pod jego głową. Może i była niższa i chudsza, ale za to jaki miała dostęp do szyi! Więc lepiej niech nie fika, kurde ten!
- Słuchaj no! - zaczęła i nie dokończyła groźby, bo kocur miał w sobie na tyle rozwagi, że zaczął ją przepraszać. No, po swojemu przepraszać, ale dobrze wiemy, że o to mu chodziło.
Odchyliła się (bez cofania, to on miał się cofnąć! ...I fajnie, gdyby to zrobił. Cuchnął niemożebnie.) i spojrzała na niego z chłodną rezerwą. Spokojniutki, jeszcze czego. Tylko głupi uwierzyłby w takie zapewnienia! Wyjec po prostu czekał na kolejny pasujący moment, by wsadzić jej szpilkę. Trafiła na najgorszy typ kota. Nonszalancki, z zawyżonym ego (spokojnie przerastającym fizjonomię swojego właściciela!), uważa się za nie wiadomo kogo. I żeby to pierwszy raz, nie; przyciągała takie osobniki jak magnes, Gwiezdni wiedzą dlaczego. Potencjalnie nagrabiła sobie łażąc z dala od gromiaków. Oni tacy nie byli, to samotnicy wiecznie leczyli kompleksy! Kosztem porządnych kotów, nie zapomnijmy.
Przeszkadzało jej to z jednego prostego powodu - sama była zuchwała i źle znosiła uparte zadeptywanie dumy. Poza tym... skoro nawet taki zabiedzony, brudny kocur czuł się lepszy i patrzył na nią z góry, to co to o niej świadczyło?!
- No ja myślę! Chyba że chcesz się bić, to proszę, ja mogę! - A on nie, i na tym polegała znacząca różnica między nimi. Mógł sobie gabarytowo przypominać drzewo, ile chciał, ale jej nie oszuka. Nie z takimi gagatkami miała do czynienia w lecznicy! No dobra, tak precyzując, to z podobnym przypadkiem się nie spotkała, głównie przychodziły koty ranne i to nie śmiertelnie, ale na chłopski rozum - jak wyglądasz w ten sposób, to błagasz o litość, a nie rzucasz się z pazurami na silniejszego, zdrowszego osobnika. Prawa natury. Spokojniej, dodała: - Skąd ty się urwałeś, że nie wiesz, że "Łapa" oznacza terminatora???
To oczywiste oczywistości, nawet Orion się nie dziwił, mimo że do bycia klanowym mu daleko!
Z brewkami wojowniczo zmarszczonymi, ale już bez dodatkowych atrakcji ze strony ogona czy - aktualnie - płasko leżącego na grzbiecie futra, Nurt wysłuchała, co nowy znajomy miał do powiedzenia na temat swoich warunków życiowych. Makaroniki, rosół i ludzie zmętnili ogólny przekaz, jako że żaden z wymienionych wyrazów nie zawitał jak dotąd w życiu gromiaczki, ale dzięki temu zabiegowi zostało jej oszczędzone nadmierne obrzydzenie. Terminatorka medyka czy nie, o niektórych rzeczach po prostu niemiło się słucha! Na koniec wydała z siebie ni to skonfundowane, ni to strapione "eee", nim nieco konkretniej zabrała głos.
- To gdzie twoje mamy albo ktoś? - spytała nagle uderzona świadomością, że Wyjec był sam. Żadnego łba więcej nie widziała, brakowało tylko pewności co do kompletnych egzemplarzy. Były bardziej mobilne. Niemniej powątpiewała w ich obecność tutaj, w okolicy. Buras wyglądał jak siedem nieszczęść. Żubrza Gwiazda by jej nie pozwoliła panoszyć się jak cień kota! - Chyba się tu nie urodziłeś, co? To czemu nie wrócisz do swojego obozu? I czemu nie zapolujesz, skoro jesteś głodny???
Historia życia Wyjca swoją drogą, popielata odrębną cząstką umysłu zastanowiła się, co mogło mu dolegać. Nie blefował, to na pewno, ale o co chodzi z tymi makaronikami? I co oznacza ból gardła? Uczyła się łatania ran, ale to tutaj to inna para łapek.

/jezu, wybacz ten chaotyczny post xD
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
l no co ty!! jest super. tak super, że łap jeszcze odpis przed moją nieobką, hihi

Źrenice jego oczu roztyły się jak człowiek po wigilii, gdy prawie nie odrywając łap od ziemi, wręcz pełznąc, odważnie się do niego przysunęła. Musiała mieć naprawdę poważnie uszkodzony węch, że tak śmiało sobie poczynała, nieomal wtykając nosek w zbitą z brudu sierść na jego szyi. I nie mdlała, ani nic. Niespotykany hart ducha! Wyjcowi bardzo schlebiała taka bliskość, zwłaszcza że już od jakiegoś miesiąca nie miał kontaktu z żadnym innym kotem, więc to ciepło bijące z innego ciała, nagle osiągalne, było tak strasznie, ale strasznie kuszące, że chciał się zaraz w Nurt wtulić. Niby wysyłała jakieś sygnały ostrzegawcze w międzyczasie, ale czy nie powinien ich zignorować, skoro zaraz po wściekłym majtaniu ogonem sama podeszła mu pod brodę? Na pewno był to ciekawy przypadek. Z jednej strony wyimaginowani przyjaciele, a z drugiej to rozdwojenie jaźni, że raz się do niego i prawie na niego rzuca, a raz zagaduje, dopytuje, taka normalna, do porozmawiania.
W każdym razie, wbrew dosłownie na niego napierającym oczekiwaniom nie usunął się Samotniczce z drogi, tylko dał się prawie wbić temu małemu łebkowi na jego klatę. Przez chwilę wyglądali jak jeden grzybek - on robił za kapelusz, natomiast ona za nóżkę i wszystko grało. Poruszył nosem, żeby ją powąchać, skoro już nadarzyła się okazja i chwilowo widziała tylko zrolowane jak dredy kłaki na jego piersi. Po dokonaniu inspekcji wąsiska Wyjca aż podskoczyły, szczęki lekko się rozsunęły. Pachniała bardzo, bardzo ładnie. Trochę lasem, takim dzikim, dalekim lasem, bez naleciałości spalin, bez aromatu prosto ze śmietnika, bez... Ludzi. I kto tu był dzikusem, hmm?
Bezceremonialne obwąchiwanie zakończyło się z momentem, gdy odgięła szyję do tyłu i objęła jego pysk przeszywającym spojrzeniem, od którego pewnie dostałby ciarek, gdyby nie to, że już je miał z zimna i teraz było mu wszystko jedno.
- Bić? Ehehe, może innym razem, cwaniaku. Teraz miałabyś szansę wygrać... Ale weź miej jakieś ambicje, jakiś honor, w głębi serca wcale nie chcesz bić takiej miękkiej dżdżownicy, o, patrz jak się do Ciebie wije - uniósł ogon i pozginał go trochę w powietrzu, naśladując ruchy różowego robaczka. Zdecydowanie nie było to błaganie o litość, które chciała usłyszeć Nurt, ale może doceni dżdżownicę i zapomną o sprawie. A poza tym, tak już zakańczając temat dominacji, nic nie mógł poradzić na to, że patrzył na nią z góry. Był po prostu kurczę wyższy. Zamiast winić go za rzeczy kompletnie od niego niezależne, mogłaby na przykład wściec się na swoją matkę, bo ta to już na starcie mocno skomplikowała życie towarzyskie córki, dając jej imię, za którym stało jakieś zero sensu. On, dla porównania, był Wyjcem, bo podobno dużo się darł, tudzież wył za gówniaka. A Pchlarz, jego brat, miał pchły. Smoła nie przebierała w półśrodkach.
- Że jak? - jęknął następnie z głową cięższą niż zazwyczaj. Terminator? To się je? Nurt wydawała się zaskoczona, że nie wie o co chodzi, ale on też w tamtej chwili (i paru kolejnych) nie wyglądał na zbyt zorientowanego. Rozmawiali, lecz średnio się rozumieli. Za srebrną kotką stało więcej tajemnic niż miał palców, a kolejne słowa odrywające się od jej języka niewiele rozjaśniały. - Mamy to to samo co mama, czy to znowu coś w stylu tego Twojego terminatora? - upewnił się z sarkazmem, gdy jego podejrzliwość sięgnęła zenitu. - Słuchaj, nie wiem o jaki obóz Ci chodzi, ja nie mam żadnego obozu... A z tym polowaniem to śmieszna sprawa jest. Nie wychodzi mi jakoś rewelacyjnie, no, właściwie to w ogóle... - przyznał bez żadnej krępacji, że nadal nie przyswoił podstaw przetrwania. Nagle w szarozielonych oczach mignęła groteskowa nadzieja. W głowie Wyjca urodziła się właśnie obiecująca koncepcja. - Ej, a może tu ze mną zamieszkasz? Ty chyba polujesz, bo nie wyglądasz na głodną, więc mogłabyś mi polować, tak jak moja mama jak jeszcze się nie zgubiła! No i w nocy w kupie raźniej i cieplej, CZAISZ, W KUPIE - ni to prychnął, ni parsknął z rozbawienia słowem "kupa" i jednocześnie zarzucił podejrzanie łbem. No ładnie. Pchły urządziły sobie jakieś balety na czubku jego głowy, kiedy on tu składał poważne propozycje, walczył o lepsze jutro. - Mam skarb, póki co jeden, ale jak zostaniesz to Ci znajdę taki sam albo nawet lepszy!
Zapewnił ją z zacięciem rasowego telemarketera.
[Obrazek: 11cf54d3d6f7f2877df3a7c1b18826d5.gif]
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
6
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No i wpadła w pułapkę, którą sama sobie uszykowała. Kocur nie posłuchał instynktu, w normalnych okolicznościach nakazującego odsunięcie się od niebezpieczeństwa, tylko twardo stał w miejscu, jakby nie obchodziło go, że lada moment może zostać zagryziony jak piszczka. Niedobrze, Nurt nie doszła w swoim krótkowzrocznym planowaniu do opcji, gdzie zostaje sam na sam z otumaniającym smrodem, toteż nie miała pomysłu, jak się ze swojego mało komfortowego położenia wymiksować. Owszem, wyjście było relatywnie proste, wystarczyło się odsunąć, natomiast to by się równało porażce, przyznaniu do słabości. Czyli musiała zdzierżyć, dopóki nie nadarzy się okazja na wytłumaczalną zmianę pozycji. I zwiększenie dystansu, rzecz oczywista. To przede wszystkim.
- Teraz bym miała szansę wygrać? - żachnęła się. - Dla twojej wiadomości, ja świetnie walczę i nie robi mi różnicy, czy jesteś zdrowy, czy nie!
A że Wyjec się do walki nie garnął i nawet starał się ją udobruchać, to pewność siebie Nurtu poszybowała wysoko w górę i popielata mogła szczekać dalej. Na szczęście jak na razie nie było potrzeby, a koteczka w całej swojej dobroduszności zrezygnowała z siłowego udowadniania racji i przyjęła ten dziwny znak pokoju, jakim był dżdżownicowaty ogon burego.
- Ale słusznie mówisz. Walka w twoim stanie to nie byłby dobry pomysł - zakończyła tonem znawcy, rozluźniając barki. Rzuciła mu zwycięskie spojrzenie. No jasne, że nie będzie się pastwić nad kimś tak wymarniałym, przecież nie o to chodziło! Wyjec po prostu musiał zrozumieć, w jak niekorzystnej sytuacji mogło postawić go dalsze lekceważenie Nurtowej Łapy, tylko i aż tyle. A skoro ta kwestia została wyjaśniona, to mogli zawrzeć sojusz.
Przyszłość sojuszu nie malowała się w ciepłych barwach, bo jak się okazało, jak temat nie dotyczył przemocy, to rozmawiali ze sobą jak gęś z prosięciem. Może to przypadek, może gra aktorska samotnika, gdy tak naprawdę się z niej naigrywał, a może istotnie klany nie były centrum świata i samotnicy nie orbitowali dookoła nich. Gorzej; prócz tego, że nie rozumieli oczywistości, to mieli własne sekrety, niedostępne dla młodej gromiaczki. Ale umówmy się, jak bardzo to prawdopodobne?
- Terminator, no - powtórzyła (nie)cierpliwie. - Kot, który trenuje na wojownika. Lub medyka! I no raczej, że mama, a co innego? - Ze zdziwienia aż zapomniała buńczucznego tonu. Wyjec doprawdy przejawiał niepokojący brak połączenia z rzeczywistością. Niby jego stan to usprawiedliwiał, chory nie jesteś sobą i tak dalej, z tym że jak dotąd kontaktował jak każdy zdrowy kot, dopiero teraz wyszły zakłócenia na fali. To zły omen, w takim tempie szybko straci siły, padnie na ziemię i co ona niby zrobi? Zatarga go do obozu? Jeszcze czego, pomijając te wszystkie pchły, co na nią przeskoczą w tym czasie, to czy ona wyglądała na tragarza? - W liczbie mnogiej, jakbyś chciał wiedzieć.
Pomyślałby kto, że każdy kot porozumiewa się tak samo, a tu proszę. Najwyraźniej istniały różne dialekty; w ten sposób ona nie rozumiała ludzi i makaroników, a on terminatorów i... mam. Bez sensu, bo o jednej mamie to już rozmawiał bez przeszkód. Nie zauważyła wcześniej, by kocur nie ogarniał matematyki na poziomie absolutnie podstawowym - ona również mistrzem nie była, ale że mało co jest pojedyncze, to zdawała sobie sprawę doskonale - jednak nie widziała innego rozwiązania zagadki ich kulawej komunikacji. Dziwny jest ten świat.
Groźby ucichły, gawędzili jak cywilizowane koty, zatem to był dobry moment na uczynienie kilku kroków w tył. Oczywiście po to, żeby usiąść na tyłku i móc utrzymywać swobodny kontakt wzrokowy bez ryzyka permanentnego wykręcenia szyi, żadnego innego powodu nie miała. Nie zamierzali konspiracyjnie szeptać sobie do uszek, nie? Nurt usadowiła się wygodnie i owinęła przednie łapki ogonem, przez uderzenie serca patrząc na Wyjca z wyzwaniem wymalowanym w zielonych oczach. A niech spróbuje skomentować jej naturalne zachowanie i przypisać je do kategorii tchórzliwych!
Przy okazji uświadomiła sobie swój karygodny błąd; rzucając się na kocura zapomniała o Płatku! Teraz po omacku sięgnęła po niego ogonem, przeżyła minizawał, gdy nie mogła go zlokalizować, i wreszcie przysunęła kamyk bliżej siebie. Masakra, nie można na moment stracić czujności.
- No to skąd bierzesz jedzenie? - spytała podejrzliwie, bo coś jej się tu nie dodawało. Wyjec był chudy, owszem, ale są limity, jak długo jeden kot może być chudy, głodny i żywy zarazem! Wybałuszyła gały na propozycję wspólnego zamieszkania, szczerze zaskoczona. Tak zaskoczona, że aż umknęło jej, jak sprytnie to sobie buras wymyślił. - Co ty, muszę wracać do siebie. Mój klan sobie beze mnie nie poradzi!
Wyprostowała się dumnie unosząc podbródek. Dokładnie tak było. Nurt była ważna, niezastąpiona wręcz. Nie to co niektórzy.
- I tak się składa, że nie muszę polować - dodała, bo jak już się chwalić, to na całego. - Wojownicy są od polowania. Polują i wrzucają piszczki na stos. Co nie znaczy, że ja nie potrafię! - zastrzegła od razu. Jak dotąd niczego nie złapała, acz w życiu nie przyznałaby się, że starania Wężowego Błysku spełzły na niczym i te głupie regułki nadal jej się myliły. Jakie to miało znaczenie, tak naprawdę? Była medykiem.
- Jaki skarb??? - spytała prędko, licząc na to, że nim kocur zarejestruje jej odmowę i postanowi w zamian zamknąć pysk na zawsze, powie jej, co ma. Niby nie spodziewała się po nim posiadania drogocenności, ale skarb to skarb, nie? Nie nazywa się tak byle czego!

/sesja wygasła
wybacz, że wygaszam, ale potrzebuję slota, a i tak miałyśmy kończyć, bo czaso D:
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Podjęła już decyzje, jednak czym dalej szła, tym większe brały ją wątpliwości. Może to co robiła rzeczywiście było głupie? Albo, co gorsza, niebezpieczne? Co prawda, miewała momenty, w których wydawało jej się, że jej śmierć nie zrobi nikomu różnicy, jednak jakby zginęła w tak beznadziejnie bezsensownych okolicznościach jak spotkanie z podejrzanym szarlatanem... Chyba umarłaby zaraz potem kolejny raz, ze wstydu i złości.
W każdym razie, Ziółko szła na spotkanie Szkiełka.
Nie miała wiele do stracenia. Ostatnie księżyce były dla niej pasmem niepowodzeń - albo była olewana przez mistrzów, albo chorowała. Klanowi też nie powodziło się najlepiej, patrząc po tym, że stracił Gwiazdę. Chwytała się ostatniego kamyka na brzegu. Mogła usłyszeć coś, co odmieni jej marną egzystencje i zatli iskierkę nadziei, albo po prostu kolejne bzdury. Od tych ostatnich się nie umierało.
[Obrazek: aUztzIp.png]
LVL 1 15 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nic nie wskazywało na to, że ktokolwiek oprócz Zielnej Łapy znajdował się w okolicy. Królicze Nory otulała cisza i spokój, na spółkę z zimową mgłą. Do nosa terminatorki dochodził jedynie wątły zapach królików, zmieszany z charakterystyczną wonią zmarzniętej ziemi. Pora Nowych Liści zbliżała się wielkimi krokami, ale mróz nie zamierzał poddawać się tak łatwo.
Cierpliwość kotki została zdecydowanie wystawiona na próbę, bo nie ważne, ile by się rozglądała czy szukała, proroka nie było nigdzie widać. Dopiero, gdy była już całkowicie zrezygnowana, a może i nawet przemarznięta, gdzieś za nią zaszeleściła sucha trawa. Potem poruszył się krzak bezpośrednio przed nią i wydobył się z niego przenikliwy jęk, jakby właściciel głosu cierpiał okropne bóle. Z trawy za plecami Ziółka wypełzł tak poszukiwany przez nią Szkiełko.
- Chore, chore! - wyjęczał, wijąc się na ziemi, jakby jego grzbiet oblazły mrówki i okrążając w ten sposób Zielną Łapę. Po chwili, gdy już był pewien, że Rzeczniaczka zwróciła na niego uwagę, przetoczył się łapami do góry. - Chore ryby, brzuch pełen gazów, patrzy w niebo... - zachrypiał coraz cichszym głosem i Rzeczniaczka mogłaby całkiem łatwo założyć, że nic z tego nie było skierowane w jej kierunku, gdyby nie fakt, że zielone oko kocura wpatrywało się w nią intensywnie, wręcz przerażająco, nie mrugając ani razu.
zgromadziły się złowrogie chmury
smutne ptaki ryczą gniewne pieśni

.
a jeśli uda się wydostać .s.t.ą.d
do tego słońca, w które wierzę
jeżeli można, zapominając o wszystkim,

ZACZĄĆ .JESZCZE .JEDEN .RAZ .OD .NOWA
LVL 6 235 / 500
MedLVL 1 33 / 200
20
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
To był jednak zły pomysł.
Najpierw przez dłuższy czas nic nie mogła zlokalizować. Otulała ją cisza i może byłoby lepiej gdyby tak pozostało. Po prostu odeszłaby rozczarowana. Natomiast z pojawieniem się Szkiełka, okazało się, że spotkanie może być gorsze niż jego brak.
Ziółko cofnęła uszy, przyklejając je do czaszki, przerażona jękami, które wydobywał z siebie kocur. Ledwo wyłonił się z krzaków, a zaczął wić się na ziemi, stawiając kotkę w bardzo niezręcznej sytuacji, w której nie miała pojęcia co robić. Czy rzeczywiście coś go bolało? Zatruł się nieświeżą rybą? Potrzebował medyka? Co prawda koty plotkowały, że Prorok był ekscentryczny i zachowywał się bardzo dziwacznie, niemniej odgrywał rolę tak przekonująco, że serce Ziółko przyspieszyło w niepokoju.
- Hej, ty! Potrzebujesz pomocy? - Zawołała hardo, marszcząc czoło. Zielone oko wpatrywało się w nią intensywnie, więc terminatorka zakładała, że szybko wyjaśnią sobie sprawę, czy rudzielec potrzebuje jej interwencji, czy jego zawołania odnoszą się do zupełnie czegoś innego.
[Obrazek: aUztzIp.png]
LVL 1 15 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Rude ciało najpierw zadrżało w odpowiedzi, a dopiero potem pysk dziwacznego kota otworzył się, ukazując najpierw zęby, a potem różowy język.
- Pomoooocyyyyyy... - wyjęczał kocur głosem przywodzącym na myśl coś bardzo niepokojącego. Zielone oko wywróciło się przy tym, a Zielna Łapa mogła dostrzec białko jedynego oka Proroka. Jednocześnie kręgosłup Szkiełka wygiął się, odrywając od ziemi, jak gdyby jakaś siła próbowała go złożyć na pół. Wydał z siebie kolejny, bardziej niezrozumiały jęk. W końcu, jakby wyczerpany, opadł na bok, wciąż patrząc na Zielną Łapę. Oddychał ciężko, jak ktoś, kogo dopiero co wyłowiono spod powierzchni wody, kto spędził tam zbyt dużo czasu. Z jego uchylonego pyska wydobywało się ciche charczenie.
- Widzisz rzekę? - spytał terminatorkę, podnosząc się powoli na łapy. - Ciemna rzeka. Ryby w rzece. Chora rzeka i chore ryby, chore to, co nad rzeką, wszystko chore! - Mówił coraz głośniej, aby z ostatnim słowem wręcz doskoczyć do terminatorki. - Co mówią ryby? Mówią do mnie. Co mówią? - spytał, tym razem szeptem, a zielone oko cały czas świdrowało pysk pointki.
zgromadziły się złowrogie chmury
smutne ptaki ryczą gniewne pieśni

.
a jeśli uda się wydostać .s.t.ą.d
do tego słońca, w które wierzę
jeżeli można, zapominając o wszystkim,

ZACZĄĆ .JESZCZE .JEDEN .RAZ .OD .NOWA
LVL 6 235 / 500
MedLVL 1 33 / 200
20
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ziółko strasznie żałowała, że nie ma z nią Barwnej Wody, albo któregoś z jego terminatorów, albo chociaż ona sama nie zna się na podstawowej pierwszej pomocy. Od zachowania Proroka ściskały jej się wnętrzności, jakby sama przeżywała równie straszny ból co kocur, ale nie miała pojęcia jak właściwie zareagować. Powinna go przytrzymać, by się tak nie wił? Nacisnąć na brzuch, by wywołać wymioty? A może od razu biec do obozu i mieć nadzieję, że nie umrze w konwulsjach w międzyczasie, albo coś go nie zeżre?
Zanim terminatorka podjęła jakąś decyzję, Szkiełko zamarł, a potem zaczął podnosić się na łapy. Nie przestał przy tym roztaczać bardzo mrocznych wizji, przez które kotkę całkiem sparaliżowało w miejscu. Możliwe, że miałaby bardziej jasny umysł do realizowania jakiejś akcji ratunkowej, gdyby nie niepokojące słowa, które wypowiadał Prorok, nieustannie świdrując ją wzrokiem. Odsunęła się gwałtownie, gdy doskoczył do niej i zdławiła chęć by od razu mu strzelić w pysk, za tak gwałtowne naruszanie jej przestrzeni.
- Nie rozumiem mowy ryb. - Odpowiedziała za to opryskliwie. - Skoro mówią do Ciebie, to ty powinieneś wiedzieć. - Wytknęła mu i hardo uniosła brodę. - Wytłumacz mi, o co chodzi z tą chorą rzeką i tym co nad nią. - Spróbowała, bo ten fragment najbardziej ją zaniepokoił. Pytanie tylko, czy Szkiełko zamierzał cokolwiek wyjaśniać.
[Obrazek: aUztzIp.png]
LVL 1 15 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Rudy kocur pokręcił łbem bez wyraźnej emocji.
- Ryb tu nie ma. Żadnych, zdrowych czy chorych, tu, przy mnie, pod moją łapą. Są daleko, dalej, przy kamieniach błyszczących od wody i przed skałą skutą mrozem. - Prorok odwrócił głowę, po raz pierwszy od początku tego spotkania. Zielone oko wpatrywało się w las, gdzieś tam, gdzie rozciągały się tereny Klanu Rzeki. - Nie słyszę ich stąd. Nie powiem ci, co mówią. Ale ty je widzisz, słyszysz, jesz na co dzień. - Ponownie spojrzał na Zielną Łapę. - W twoim żołądku przelewa się kwas, a w twoich żyłach krew, która spływa ci z pazurów. - Kocur poruszył łbem, a jego szklane oko błysnęło w słońcu, jakby coś rozświetliło je od środka. Zbliżył swój pysk do Zielnej Łapy, zdecydowanie już naruszając jej przestrzeń osobistą, będąc o włos od zetknięcia się nosem z jej policzkiem.
- Nad chorą rzeką rosną cztery guzy, wszystkie równie potężne. Trują ziemię krwią z twoich pazurów i nie mają szacunku. Dla nikogo. Dla swoich czy dla obcych. Ryby wiedzą. - Mówił głosem tak równomiernym, że gdyby Zielna Łapa chciała, mogłaby usnąć do tego krótkiego przemówienia. Źrenica otoczona zieloną tęczówką obejmowała cały jej pysk, jak gdyby Szkiełko szukał w nim czegoś, jakiegoś znaku.
- Jeśli miałbym ryby, też bym wiedział. I ty też byś wiedziała. Wydałoby się. - Wyprostował się nagle, jakby szarpnął nim jakiś skurcz, a przez zaciśnięte zęby Proroka syknęło wciągane szybko powietrze.
zgromadziły się złowrogie chmury
smutne ptaki ryczą gniewne pieśni

.
a jeśli uda się wydostać .s.t.ą.d
do tego słońca, w które wierzę
jeżeli można, zapominając o wszystkim,

ZACZĄĆ .JESZCZE .JEDEN .RAZ .OD .NOWA
LVL 6 235 / 500
MedLVL 1 33 / 200
20
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Długo szlajała się w okolicach swojego osiedla, nie wyściubiając noska za daleko. Kiedy jednak doszły ją słuchy o jakimś klano-podobnym przedsięwzięciu, zdecydowała się wszcząć śledztwo. Chciała wiedzieć jak oni powstali, skąd się wzięli, gdzie mieszkali, wszystko! A przede wszystkim ciekawiła ją reakcja tych leśnych dzikusów na to wszystko. Jak oni sobie poradzili z tym, że powstał nowy klan, kiedy od zawsze były cztery, bla bla bla?
Z bólem serca i słodko-gorzkimi wspomnieniami skierowała swoje kroki w stronę łanu rzepaku, niespecjalnie analizując, gdzie konkretnie jest. Po prostu wiedziała, że czasem ktoś się tutaj pałęta i może uda jej się zdobyć jakieś cenne informacje. Nudziło jej się. Chciała namieszać w cudzym życiu.
[Obrazek: vvIi8YC.png]
LVL 4 25 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
9
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxxByły dni, gdy myślała, że to może czas się poddać, może Orion po prostu unikał jej lepiej, niż sądziła? Albo życie i los zdecydowały za nią, że nigdy go nie odnajdzie, bo zawsze szli w przeciwnym kierunku? Może powinna zniknąć? Odejść tak jak wtedy i nie odwracać się, zostać sama... Trzymała ją jeszcze jedynie myśl, że znajdzie Rosę... wspaniałe oczy, które były dla niej Ósmym Cudem Świata... a może tylko zafascynowała się kotką, bo była pierwsza podczas poznawania terenu? Nie umiała ocenić, ale tęskniła za słodkim śmiechem, który wzbudzał w niej lekkie drżenie. Chciała ją przy sobie zatrzymać, jak osobisty skarb. Problemem było to, że nie mogła jej znaleźć, tak samo jak Oriona i z braku większych pomysłów wylegiwała się odpoczywając przy króliczych norach. Jeśli były zamieszkiwane to robiła lekki chaos w życiu żyjątek w środku, a poza tym jeśli ktoś chciałby polować tutaj musiałby wtedy przepędzić ją... a ona zamierzała wtedy się bawić.
Air in my LUNGS
════════════════════════════════ 'Til the road begins ════════════════════════════════
As the LAST of the BUGS leave > their < h o m e s again
And I'm | splitting | the road down = the middle
....For a《minute》the world __seemed__ so simple
It's | just | me ⠁⠂⠄⠄⠂⠁and ⠁⠂⠄⠄⠂⠁ the curve of the valley ⠁⠂⠄⠄⠂⠁and ⠁⠂⠄⠄⠂⠁there is meaning on Earth
FEEL the RUSH of MY BLOOD
I'M seventeen again........I AM not scared of ;; death ;;
I've got dreams again I am happy
═══════ A minute from h o m e, but I feel so far from it
The death of ;; my dog ;; the stretch of my skin
════════════════════
The things that I < lost here > the people [ I knew ] ═══════
They got me surrounded for a mile or two
It's all washin' over me, I'm
| angry again |
      
If you miss the < train >
I'm on
you will know that I am g o n e.

∘₊✧───────────────────✧₊∘
You can hear the whistle blow a hundred miles.
      
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
18
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości