Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
- To jest możliwe. Tylko co dokładnie mogło to być? Nigdy wcześniej nie spotkałem się z czymś podobnym. – Była to opcja o której myślał już wtedy, ale jakie stworzenie byłoby zdolne do czegoś takiego? Dlaczego miałoby to robić? Wciąż wiele pytań pozostawało bez odpowiedzi - Kiedyś trafiłem w inne dziwne miejsce, po zupełnie drugiej stronie lasu niż jesteśmy teraz. Stały tam takie wysokie, płaskie kamienie, wyglądały na coś, co mogło zostać postawione przez dwunogi. Był tam też kot, który mówi, że widzi jakieś… cienie. Duchy. Coś takiego. Ja osobiście żadnych tam nie widziałem, zresztą mówił on, że te zjawy trzymają się z daleka ode mnie. – Tego też nie do końca rozumiał, jednak widział w tym jakiś sens. Gdy rzeczywiście miał być przez nie zabrany, a więc umrzeć, to miałyby do tego idealną okazję całkiem niedługo po tamtym spotkaniu. A jednak wciąż żył. - Lepiej powiedzieć im prawdę. – Czy było coś zabawnego w opowiadaniu strasznych historii swojemu rodzeństwu? Sam nigdy tego nie robił, zdecydowanie wolał te opowieści, które nawet jeśli niewyjaśnione i tajemnicze, były całkowicie prawdziwe. Z tego na pewno było więcej pożytku. - Zastępy w waszym klanie zmieniają się wyjątkowo często, za mojego życia było ich już chyba z czterech. - Aż można by pomyśleć, że z tym również wiązała się jakaś zagadka do rozwiązania. Prawdopodobnie jednak mieli po prostu pecha i akurat na nich natrafiały wszystkie nieprzyjemne zdarzenia, które mogły spotkać klanowe koty. Można było jedynie mieć nadzieję, że i jej ojciec nie skończy tak za kolejne kilka księżyców – Z Gromu. Nazywam się Muchomorowy Bór.
Na razie jest to mała kotka, która pewnego dnia wyrośnie na średniego rozmiaru kocicę o żółtych oczach i długim futrze. Jest dumną posiadaczką biało-niebieskiego umaszczenie z tygrysim pręgowaniem. Białe znaczenia oplatają ją niemal całą z wyspami mniej lub bardziej ciemniejszego koloru futra w okolicach oczu i uszu. Boki i grzbiet kotki również zdobi ciemniejsze umaszczenie chociaż jest ono umieszczone raczej bliżej, równie ciemnego, ogona. Można powiedzieć, że przednia i tylna część grzbietu Mżawki "wymieniają się." Ta pierwsza jest białą z dwiema ciemniejszymi plamami, a ta druga ciemniejszą z większymi lub mniejszymi kępkami bieli.
Kotka-marzycielka, która często daje się ponieść wyobraźni, a bujanie w obłokach sprawia jej niemal taką samą frajdę, jak zabawa w gronie rówieśników. Mżawka oczywiście nie zostawia swoich pomysłów jedynie dla siebie samej, a zamiast tego od razu dzieli się nimi ze światem - czy to w postaci głupiego wierszyka, wymyślonej bajki, czy też strasznej historyjki, takiej do opowiedzenia rodzeństwu przed snem, rodzeństwo oczywiście bardzo kocha, by je odrobinę przestraszyć. Ktoś nie znający Mżawki, widząc ją zamyśloną, mógłby nieopatrznie założyć, że to naprawdę grzeczne i spokojne kocie, jednak nic bardziej mylnego! W momentach, gdy nie jest skupiona na świecie swoich wewnętrznych fantazji, kotka potrafi być prawdziwym wulkanem energii, chcącym zobaczyć jak najwięcej i to jak najszybciej, jako że cierpliwość nie jest jedną z jej najmocniejszych cechą. Zachowywanie spokoju zresztą też nie. Zazwyczaj jest miła i życzliwa dla każdego, nawet jeśli czasem bywa nieco złośliwa dla kotów, które darzy szczególną sympatią. To się jednak szybko zmienia, gdy ktoś ją zirytuje, a o to nie aż tak trudno, wtedy pokazuje, że potrafi być uparta i łatwo nie daje za wygraną, a jej wkurzony słowotok da się usłyszeć z daleka.
Już otworzyła pyszczek, by podać mu milion sugesti, co to mogłoby być, ale w ostatniej chwili uznała, że chyba za wcześnie było na opowiadanie o swoich teoriach, które właśnie i tak nabierały tempa, po tym jak kotka niejako została utwierdzona w przekonaniu, że miały one rację bytu.
Oh... Kolejna informacja zdawała się być jeszcze bardziej ciekawa.
– Duchy? – przekrzywiła głowę. – Zjawy? Ale takie... kocie czy tych całych dwunogów? Czemu trzymały się z daleka? Pamiętasz w ogóle gdzie to jest? Mógłbyś mniej więcej wytłumaczyć, bo to brzmi jak całkiem fajne miejsce do zbadania. – A na pewno zdecydowanie fajniejsze, niż pola rzepaku.
– Pomyślę – odpowiedziała tylko na stwierdzenie, że lepiej byłoby powiedzieć prawdę, chociaż była niemal pewna, że ostatecznie i tak zdecyduje się chociaż trochę podkoloryzować tę całą historię.
Czy on przypadkiem nie był złośliwy dla jej klanu? Tak? Nie? Może? No cóż, nawet jeśli nie był, to pewności nie miała, a przecież musiała zawsze bronić swojego klanu, prawda? Wypięła dumnie pierś i powiedziała.
– W takim razie przez resztę twojego życia już pewnie tych zmian nie uświadczysz. A na pewno nie tak często.
Klan Gromu... Ciekawe.
– A ja jestem Mżawkowa Łapa.
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
- Kocie, nie słyszałem o innych. Czemu miałby widzieć tam akurat dwunogi? – Nie pamiętał właściwie, czy tamten kocur wspominał o tym, by widział też tam inne gatunki, ale czy takie w ogóle istniały? Nigdy nie słyszał, by w Gwiezdnym Klanie istniały jakieś inne stworzenia poza kotami, co sugerowało, że wszystkie po prostu znikały całkowicie po śmierci, nie zostawiając żadnych pozostałości po sobie. Dlatego również i w tym przypadku wydawało się to być najbardziej logiczną opcją. - Mówił, że nie są mną zainteresowane. Nie chcą mnie jeszcze zabierać. Chyba dlatego, że nie miałem jeszcze umrzeć. I dalej żyję, więc to na pewno się zgadza. – Mógł to być równie dobrze przypadek, nie miał pojęcia czy tego samego tamten tajemniczy osobnik nie mówił każdemu, kogo spotkał. Trzeba by było przeprowadzić na ten temat większe badania. - Gdzieś w Leśnych Ostępach, za Czarnym Ogonem. Niedaleko terenów Cienia. – wyjaśnił, chociaż nie był pewny czy to jakkolwiek rozjaśni sytuację kotce. Wciąż podstawową informacją pozostawało, że znajdowało się to bardzo daleko od miejsca w którym znajdowali się w tym momencie. Czy rzeczywiście byłaby gotowa tam pójść? Osobiście uważał, że z takimi wycieczkami najlepiej było poczekać przynajmniej do zostania wojownikiem, jednak nie był jej mistrzem, by to jej tłumaczyć.
Co do tego, czy jej ojciec rzeczywiście pozostanie zastępcą przez długi czas, nie miał nic do dodania. To w rzeczywistości mogły stwierdzić już teraz chyba jedynie tamte zjawy, jeśli naprawdę coś wiedziały.
Na razie jest to mała kotka, która pewnego dnia wyrośnie na średniego rozmiaru kocicę o żółtych oczach i długim futrze. Jest dumną posiadaczką biało-niebieskiego umaszczenie z tygrysim pręgowaniem. Białe znaczenia oplatają ją niemal całą z wyspami mniej lub bardziej ciemniejszego koloru futra w okolicach oczu i uszu. Boki i grzbiet kotki również zdobi ciemniejsze umaszczenie chociaż jest ono umieszczone raczej bliżej, równie ciemnego, ogona. Można powiedzieć, że przednia i tylna część grzbietu Mżawki "wymieniają się." Ta pierwsza jest białą z dwiema ciemniejszymi plamami, a ta druga ciemniejszą z większymi lub mniejszymi kępkami bieli.
Kotka-marzycielka, która często daje się ponieść wyobraźni, a bujanie w obłokach sprawia jej niemal taką samą frajdę, jak zabawa w gronie rówieśników. Mżawka oczywiście nie zostawia swoich pomysłów jedynie dla siebie samej, a zamiast tego od razu dzieli się nimi ze światem - czy to w postaci głupiego wierszyka, wymyślonej bajki, czy też strasznej historyjki, takiej do opowiedzenia rodzeństwu przed snem, rodzeństwo oczywiście bardzo kocha, by je odrobinę przestraszyć. Ktoś nie znający Mżawki, widząc ją zamyśloną, mógłby nieopatrznie założyć, że to naprawdę grzeczne i spokojne kocie, jednak nic bardziej mylnego! W momentach, gdy nie jest skupiona na świecie swoich wewnętrznych fantazji, kotka potrafi być prawdziwym wulkanem energii, chcącym zobaczyć jak najwięcej i to jak najszybciej, jako że cierpliwość nie jest jedną z jej najmocniejszych cechą. Zachowywanie spokoju zresztą też nie. Zazwyczaj jest miła i życzliwa dla każdego, nawet jeśli czasem bywa nieco złośliwa dla kotów, które darzy szczególną sympatią. To się jednak szybko zmienia, gdy ktoś ją zirytuje, a o to nie aż tak trudno, wtedy pokazuje, że potrafi być uparta i łatwo nie daje za wygraną, a jej wkurzony słowotok da się usłyszeć z daleka.
– A czemu miałbyś tam nie widzieć dwunoga? – odpowiedziała pytaniem na pytanie, chociaż jego pytanie rzeczywiście brzmiało sensownie, a na pewno sensowniej niż jej odpowiedź na jego pytanie. W sumie to za wiele o dwunogach nie wiedziała, ale perspektywa porozmawiania z kimś, kto widział taki okaz na żywe oczy była naprawdę fascynująca. Ale nie wiedziała, jak działało to całe zjawowanie, chociaż skoro Gwiezdni nie mieli w opiece dwunogów, to pewnie dwunogi zjawować nie mogły.
– To w sumie dobrze. Chociaż głupio by było gdybyś zaraz po tym spotkaniu wpadł do głębokiego dołu i umarł, prawda? Pewnie te zjawy byłyby nieco rozczarowane. – Chyba, że zjawy od razu wiedziały, że kot nie wpadnie do dołu. Ciekawe. W sumie to chciałaby spotkać jakąś zjawę. Pogadać z nią. I powiedzieć jej by przeprosiła od niej tamtą kotkę, na której pogrzebie krzyczała.
– Hmm... – Zastanowiła się, Wydawało się to być strasznie, ale to strasznie daleko, co trochę jej się nie podobało. Z drugiej strony miała swój spryt, miała swoje łapy i inne zdolności... Na pewno by sobie poradziła. Zwłaszcza, gdyby zaciągnęła na tę wycieczkę jeszcze kogoś, na przykład kogoś z rodzeństwa. – Mógłbyś dać mi jeszcze jakieś wskazówki jak tam trafić? Jakieś charakterystyczne punkty?
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
- Nie słyszałem nigdy o duchach dwunogów. Nie ma też żadnych w Gwiezdnym Klanie, pewnie żadne nie istnieją. Albo trafiają gdzieś zupełnie indziej. – Żadnych zdecydowanych dowodów na to, że takie zjawy nie istniały nie miał (przecież zawsze zostawało coś jeszcze na świecie, czego nie znał, zawsze istniały jakieś szanse i na to), ale jednak to wydawało mu się dość mało prawdopodobną opcją. Ze wszystkich stworzeń akurat dwunogi? Szybciej uwierzyłby w duchy jakiegokolwiek zwierzęcia żyjącego w lesie. - Jakiś czas po tym spotkaniu wydarzyło się coś… co prawdopodobnie powinno mnie zabić. W większości przypadków, o których słyszałem, koty tego nie przeżywają. Możliwe, że o tym wiedziały już wtedy. – Czy same zjawy miały na to jakikolwiek wpływ? Czy uchroniły go przed śmiercią czy jedynie miały świadomość tego, że jeszcze go to nie spotka? Nie miał pojęcia, zdecydowanie za mało o nich wiedział. I czy na pewno chciał się dowiadywać akurat o tym? Co jeśli tym razem postanowiłby go zabrać? Czy to było coś, co na pewno chciał już wiedzieć? - Szedłem najpierw wzdłuż granicy Gromu, a później Cienia, a później po prostu wszedłem głębiej w las. Gdy zauważy się te dziwne kamienie już wiadomo, że to to miejsce, ale poza tym nie pamiętam nic szczególnego. – Próbował sobie przypomnieć coś jeszcze, ale nic konkretnego nie przychodziło mu na myśl.
Na razie jest to mała kotka, która pewnego dnia wyrośnie na średniego rozmiaru kocicę o żółtych oczach i długim futrze. Jest dumną posiadaczką biało-niebieskiego umaszczenie z tygrysim pręgowaniem. Białe znaczenia oplatają ją niemal całą z wyspami mniej lub bardziej ciemniejszego koloru futra w okolicach oczu i uszu. Boki i grzbiet kotki również zdobi ciemniejsze umaszczenie chociaż jest ono umieszczone raczej bliżej, równie ciemnego, ogona. Można powiedzieć, że przednia i tylna część grzbietu Mżawki "wymieniają się." Ta pierwsza jest białą z dwiema ciemniejszymi plamami, a ta druga ciemniejszą z większymi lub mniejszymi kępkami bieli.
Kotka-marzycielka, która często daje się ponieść wyobraźni, a bujanie w obłokach sprawia jej niemal taką samą frajdę, jak zabawa w gronie rówieśników. Mżawka oczywiście nie zostawia swoich pomysłów jedynie dla siebie samej, a zamiast tego od razu dzieli się nimi ze światem - czy to w postaci głupiego wierszyka, wymyślonej bajki, czy też strasznej historyjki, takiej do opowiedzenia rodzeństwu przed snem, rodzeństwo oczywiście bardzo kocha, by je odrobinę przestraszyć. Ktoś nie znający Mżawki, widząc ją zamyśloną, mógłby nieopatrznie założyć, że to naprawdę grzeczne i spokojne kocie, jednak nic bardziej mylnego! W momentach, gdy nie jest skupiona na świecie swoich wewnętrznych fantazji, kotka potrafi być prawdziwym wulkanem energii, chcącym zobaczyć jak najwięcej i to jak najszybciej, jako że cierpliwość nie jest jedną z jej najmocniejszych cechą. Zachowywanie spokoju zresztą też nie. Zazwyczaj jest miła i życzliwa dla każdego, nawet jeśli czasem bywa nieco złośliwa dla kotów, które darzy szczególną sympatią. To się jednak szybko zmienia, gdy ktoś ją zirytuje, a o to nie aż tak trudno, wtedy pokazuje, że potrafi być uparta i łatwo nie daje za wygraną, a jej wkurzony słowotok da się usłyszeć z daleka.
– Ah no tak. To ma sens – pokiwała łebkiem, znajdując dość duży sens w tej logice. Ciekawe gdzie mogłyby trafiać dwunogi, jeśli naprawdę gdzieś trafiały? Nie, że jakoś szczególnie ją to interesowało. W końcu nigdy nie miała trafić do tego potencjalnego miejsca, a nawet gdyby dostała taką okazję, to z przyjemnością by z niej nie skorzystała.
– Prawie umarłeś? W jaki sposób? – spytała podekscytowana, dopiero później uświadamiając sobie, że jej pytanie pewnie nie było szczególnie taktowne. Ugh... Rozmowy z innymi były takie łatwe do momentu, kiedy nie okazywało się, że trzeba było uważać na to co się mówiło. – Przepraszam. Jeśli nie chcesz nie musisz opowiadać, ale jeśli chcesz to bardzo chętnie posłucham o twojej prawie-śmierci. – dodała, próbując nieco naprawić sytuację, po czym uznała, że wymagało to jeszcze jednego komentarza. – I oczywiście będę słuchać o wszystkim z dużym taktem i szacunkiem. – zapewniła, uznając że to brzmiało jak coś, co powiedzieliby dorośli, gdyby chcieli się upewnić, że nikt na pewno się na nic nie obrazi.
Podziękowała za wskazówki. Może nie były znowu jakoś bardzo jasne, ale była wręcz przekonana, że i tak dałaby radę odnaleźć drogę. Trzeba tylko było przekonać kogoś by poszedł wraz z nią. Miała w głowie na tyle rozsądku, by wiedzieć, że nie powinna tam iść sama.
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
Może i nie był to jego ulubiony temat opowieści, ale nie było też tak, że nie mógł o tym mówić. Nie była to żadna tajemnica, lepiej też było, by inne koty wiedziały, na co powinny uważać (chociaż w tym konkretnym przypadku, chodziło o coś całkiem oczywistego).
Sam zresztą nie był kimś, kto niezbyt przejmował się taktem w rozmowach. Gdy zależało mu na tym, by czegoś się dowiedzieć, nie myślał zwykle o tym, czy ktoś inny chciał o tym mówić. Dlatego i jej ciekawość wydała mu się całkowicie naturalna, nie miał powodu by nie zaspokoić jej chociaż trochę. - Zostałem zaatakowany przez potwora na Grzmiącej Ścieżce. – Dość prosty sposób, by prawie umrzeć, nie wymagający raczej dalszego tłumaczenia. Można by się zagłębić w to, czemu w ogóle tamtędy przechodzić, bo towarzyszenie przywódcy w jego wyprawie również należało do niecodziennych zajęć, ale może już wystarczyło jej informacji jak na tę chwilę. - Więc lepiej uważaj, gdybyś kiedykolwiek przez nią przechodziła. Robicie to często? Macie granicę niedaleko, może to dla was normalne. – zastanowił się. Klan Rzeki był znany z pływania, a nie przebiegania przez ścieżki potworów, ale może i na tym znali się lepiej od innych.
Na razie jest to mała kotka, która pewnego dnia wyrośnie na średniego rozmiaru kocicę o żółtych oczach i długim futrze. Jest dumną posiadaczką biało-niebieskiego umaszczenie z tygrysim pręgowaniem. Białe znaczenia oplatają ją niemal całą z wyspami mniej lub bardziej ciemniejszego koloru futra w okolicach oczu i uszu. Boki i grzbiet kotki również zdobi ciemniejsze umaszczenie chociaż jest ono umieszczone raczej bliżej, równie ciemnego, ogona. Można powiedzieć, że przednia i tylna część grzbietu Mżawki "wymieniają się." Ta pierwsza jest białą z dwiema ciemniejszymi plamami, a ta druga ciemniejszą z większymi lub mniejszymi kępkami bieli.
Kotka-marzycielka, która często daje się ponieść wyobraźni, a bujanie w obłokach sprawia jej niemal taką samą frajdę, jak zabawa w gronie rówieśników. Mżawka oczywiście nie zostawia swoich pomysłów jedynie dla siebie samej, a zamiast tego od razu dzieli się nimi ze światem - czy to w postaci głupiego wierszyka, wymyślonej bajki, czy też strasznej historyjki, takiej do opowiedzenia rodzeństwu przed snem, rodzeństwo oczywiście bardzo kocha, by je odrobinę przestraszyć. Ktoś nie znający Mżawki, widząc ją zamyśloną, mógłby nieopatrznie założyć, że to naprawdę grzeczne i spokojne kocie, jednak nic bardziej mylnego! W momentach, gdy nie jest skupiona na świecie swoich wewnętrznych fantazji, kotka potrafi być prawdziwym wulkanem energii, chcącym zobaczyć jak najwięcej i to jak najszybciej, jako że cierpliwość nie jest jedną z jej najmocniejszych cechą. Zachowywanie spokoju zresztą też nie. Zazwyczaj jest miła i życzliwa dla każdego, nawet jeśli czasem bywa nieco złośliwa dla kotów, które darzy szczególną sympatią. To się jednak szybko zmienia, gdy ktoś ją zirytuje, a o to nie aż tak trudno, wtedy pokazuje, że potrafi być uparta i łatwo nie daje za wygraną, a jej wkurzony słowotok da się usłyszeć z daleka.
– Jakiego potwora?– Jej ciekawość nie zamierzała odpuścić, a Mżawka po prostu musiała zadawać coraz więcej pytań. Zwłaszcza gdy chodziło o coś tak ważnego jak potwory.
Przez chwilę rozważała, by powiedzieć, że oczywiście, klan Rzeki codziennie dla zabawy przekracza Grzmiącą Ścieżkę, są w tym w ogóle najlepsi, a tak poza tym to teraz gdy jej tata jest zastępcą przywódcy, to planują poskromić te całe potwory, ale coś w jej głowie, prawdopodobnie szczątkowy zdrowy rozsądek, podpowiadało jej, że może lepiej odpuścić i nie udowadniać za wszelką cenę, że Rzeka była lepsza od Gromu. To znaczy, oczywiście że była, ale mniejsza o to.
– Hm... Ja tam nigdy nie byłam, ale bym chciała.
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
- Takiego, jak są na grzmiącej ścieżce. Ogromny, ze świecącymi oczami, biega bardzo szybko, warczy głośno gdy się zbliża i atakuje wszystko na swojej drodze, dwunogi wchodzą do jego brzucha. – Trudno było pomylić je z czymkolwiek innym, zdecydowanie były to jedne z bardziej charakterystycznych stworzeń, jakie można było spotkać w okolicy. Na tyle, by nie spodziewał się, że kotka mogła rzeczywiście nie wiedzieć, o jakiego potwora mu chodziło, żyjąc w lesie tyle księżyców musiała już kiedyś o nich chociaż usłyszeć. - Zobaczenie ich nie powinno być trudne, wystarczy chwilę poczekać przy Grzmiącej Ścieżce i jakiś się pewnie pojawi. Jeśli się nie wejdzie na jej powierzchnię, nie powinno to być zbyt niebezpieczne, z tego co wiem bardzo rzadko zdarza się, by potwór z niej zszedł. – Osobiście już tam później nie przychodził, ale słyszał chyba tylko o jednym przypadku, w którym któryś z nich zatrzymał się na dłużej poza swoim zwykłym terytorium. A później spłonął? Chyba tak, więc ogólnie to musiał być jeszcze jakiś szczególny przypadek.
Na razie jest to mała kotka, która pewnego dnia wyrośnie na średniego rozmiaru kocicę o żółtych oczach i długim futrze. Jest dumną posiadaczką biało-niebieskiego umaszczenie z tygrysim pręgowaniem. Białe znaczenia oplatają ją niemal całą z wyspami mniej lub bardziej ciemniejszego koloru futra w okolicach oczu i uszu. Boki i grzbiet kotki również zdobi ciemniejsze umaszczenie chociaż jest ono umieszczone raczej bliżej, równie ciemnego, ogona. Można powiedzieć, że przednia i tylna część grzbietu Mżawki "wymieniają się." Ta pierwsza jest białą z dwiema ciemniejszymi plamami, a ta druga ciemniejszą z większymi lub mniejszymi kępkami bieli.
Kotka-marzycielka, która często daje się ponieść wyobraźni, a bujanie w obłokach sprawia jej niemal taką samą frajdę, jak zabawa w gronie rówieśników. Mżawka oczywiście nie zostawia swoich pomysłów jedynie dla siebie samej, a zamiast tego od razu dzieli się nimi ze światem - czy to w postaci głupiego wierszyka, wymyślonej bajki, czy też strasznej historyjki, takiej do opowiedzenia rodzeństwu przed snem, rodzeństwo oczywiście bardzo kocha, by je odrobinę przestraszyć. Ktoś nie znający Mżawki, widząc ją zamyśloną, mógłby nieopatrznie założyć, że to naprawdę grzeczne i spokojne kocie, jednak nic bardziej mylnego! W momentach, gdy nie jest skupiona na świecie swoich wewnętrznych fantazji, kotka potrafi być prawdziwym wulkanem energii, chcącym zobaczyć jak najwięcej i to jak najszybciej, jako że cierpliwość nie jest jedną z jej najmocniejszych cechą. Zachowywanie spokoju zresztą też nie. Zazwyczaj jest miła i życzliwa dla każdego, nawet jeśli czasem bywa nieco złośliwa dla kotów, które darzy szczególną sympatią. To się jednak szybko zmienia, gdy ktoś ją zirytuje, a o to nie aż tak trudno, wtedy pokazuje, że potrafi być uparta i łatwo nie daje za wygraną, a jej wkurzony słowotok da się usłyszeć z daleka.
– Fajnie – skomentował krótko na wzmiankę o potworach, chociaż tak naprawdę gdzieś wewnątrz siebie kotka tłumiła w sobie jednoczesną fascynację i przerażenie. Niesamowite. Świecące oczy i jeszcze dwunogi wychodza z jego brzucha? Co to w ogóle było za dziwne zwierzę? – To znaczy potwory brzmią fajnie. Nie twój wypadek oczywiście. W sumie to już coś o nich słyszałam, ale z każdym razem wydają się być coraz bardziej fascynujące. Tak samo jak te zjawy.
Świat zdecydowanie z każdym dniem był coraz ciekawszy.
– Czyli w sumie nie są takie groźne o ile będzie się uważać, tak?– upewniła się. – A tamte zjawy? Też jakoś na nie uważać?
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
Czy zgadzał się z tym, że potwory były fajne? Nie było to słowo, którego by użył, z pewnością były interesujące, jednak sam wolał zajmować się badaniem innych żyjących wokół stworzeń, takimi, które nigdy go nie zaatakowały. - Powinny takie być. - potwierdził, ale nie zamierzał nic obiecywać. Jakieś szanse na to, że któryś znowu skręci ze swojej ścieżki, czy po prostu zatrzyma się, wypuszczając ze swojego wnętrza dwunogów, zawsze istniały - Chyba wiem o nich za mało, żeby to stwierdzić. Ale nigdy nie słyszałem o tym, żeby kogoś skrzywdziły. – Gdyby było to coś, co się działo, raczej inne koty ostrzegałaby przed chodzeniem w tamte tereny, tak samo jak właśnie przez Grzmiącą Ścieżką czy gangami żyjącymi na Osiedlu. Nie wykluczało to jednak szans na to, że Mżawka okaże się pierwszym kotem, którego spotka coś takiego, jednak w tym momencie było to nie do przewidzenia.
Na razie jest to mała kotka, która pewnego dnia wyrośnie na średniego rozmiaru kocicę o żółtych oczach i długim futrze. Jest dumną posiadaczką biało-niebieskiego umaszczenie z tygrysim pręgowaniem. Białe znaczenia oplatają ją niemal całą z wyspami mniej lub bardziej ciemniejszego koloru futra w okolicach oczu i uszu. Boki i grzbiet kotki również zdobi ciemniejsze umaszczenie chociaż jest ono umieszczone raczej bliżej, równie ciemnego, ogona. Można powiedzieć, że przednia i tylna część grzbietu Mżawki "wymieniają się." Ta pierwsza jest białą z dwiema ciemniejszymi plamami, a ta druga ciemniejszą z większymi lub mniejszymi kępkami bieli.
Kotka-marzycielka, która często daje się ponieść wyobraźni, a bujanie w obłokach sprawia jej niemal taką samą frajdę, jak zabawa w gronie rówieśników. Mżawka oczywiście nie zostawia swoich pomysłów jedynie dla siebie samej, a zamiast tego od razu dzieli się nimi ze światem - czy to w postaci głupiego wierszyka, wymyślonej bajki, czy też strasznej historyjki, takiej do opowiedzenia rodzeństwu przed snem, rodzeństwo oczywiście bardzo kocha, by je odrobinę przestraszyć. Ktoś nie znający Mżawki, widząc ją zamyśloną, mógłby nieopatrznie założyć, że to naprawdę grzeczne i spokojne kocie, jednak nic bardziej mylnego! W momentach, gdy nie jest skupiona na świecie swoich wewnętrznych fantazji, kotka potrafi być prawdziwym wulkanem energii, chcącym zobaczyć jak najwięcej i to jak najszybciej, jako że cierpliwość nie jest jedną z jej najmocniejszych cechą. Zachowywanie spokoju zresztą też nie. Zazwyczaj jest miła i życzliwa dla każdego, nawet jeśli czasem bywa nieco złośliwa dla kotów, które darzy szczególną sympatią. To się jednak szybko zmienia, gdy ktoś ją zirytuje, a o to nie aż tak trudno, wtedy pokazuje, że potrafi być uparta i łatwo nie daje za wygraną, a jej wkurzony słowotok da się usłyszeć z daleka.
Powinny takie być to był przecież synonim na pewno tak jest, prawda? Więc na dobrą sprawę wszystko już wiedziała, a decyzję, że zobaczy potwory podjęła. Przecież tylko głupi usłyszałby o potworach, trzymających w sobie dwunogów i nie poszedłby tego zobaczyć. Byle tylko nie wchodzić im pod łapy, a buła przekonana, że będzie dobrze. Zresztą miała przed sobą żywy przykład tego, że nawet atak potwora da się przeżyć, więc była dobrej myśli.
– Jeśli czegoś więcej się dowiem I się kiedyś zobaczymy to mogę Ci opowiedzieć o nich więcej – zasugerowała, przekonana, że skoro ona chciała się dowiedzieć I nich więcej, to on z pewnością też. – Zarówno o potworach, jak i o zjawach.
Nagle zmarszczyła brwi. Oj czyżby w oddali słyszała... Głos dziadka? Chyba wreszcie powoli natknął się na jej trop.
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
- Jeśli się jeszcze spotkamy, chętnie o tym posłucham. – Czy na pewno się to wydarzy? Nie było to takie pewne, spotykanie kotów z innych klanów, szczególnie gdy zamierzało się to robić w sposób zupełnie nieprzewidywalny, tym bardziej bez specjalnego umawiania się na spotkania. To, czy jeszcze kiedykolwiek się zobaczą było kwestią całkowicie losową. - Chyba ktoś cię woła. – Zauważył, słysząc głos z oddali. Sam równie dobrze także mógł wyruszyć dalej, w tych norach chyba rzeczywiście nie znajdowało się nic, co mogłoby go w tym momencie zainteresować. Być może ogólnie powinien wyruszyć gdzieś dalej, w ostatnim czasie nie oddalał się zbytnio od terenów swojego klanu, a przecież dalej od nich mogło znajdować się wiele fascynujących miejsc, o których nigdy nawet nie słyszał – Do widzenia. – Dodał, uznając, że nie ma po co przeszkadzać kotce i jej dziadkowi, jeśli ten za chwilę już się tu pojawi.
Póki co jednak nie przyszedł czas na jego kolejną, dalszą podróż, więc odszedł po prostu w stronę terenów własnego klanu.
Pierwszy wielki krok do tego faktycznego wyjścia???? Może, bo nie wychodził tak daleko od..... powrotu do Klanu. No, ale nie miał zamiaru wyjść jeszcze tak, no, całkiem. Wiadomo, dobrze by było iść znaleźć Skałę i z nim ogólnie pogadać, ale to powoli, drobnymi kroczkami, wpierw byłoby całkiem spoko po prostu się rozruszać. Stąd też wziął i wpadł tak o, tutaj. Nijakie miejsce, blisko niczego, bo ani przy Rzece, ani przy Gromie, ani przy niczym.
Ale na pewno nie był tu sam!!! Towarzyszyły mu uszaki, które też wiedziały o istnieniu Szpona, bo wszystkie się skryły i ani śladu po nich. Niespecjalnie mu to przeszkadzało w sumie??? Nie był głodny. A mimo to, siedział przyczajony i czekał, czy jakiś królik wyjdzie mu na powitanie, czy może raczej nie.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
A króliki nie chciały wyjść, ale zamiast nich przyszedł na Królicze ktoś inny i ktoś o wiele lepszy niż jakiś tam marny królik, bo Księżna we własnej osobie! No dobra, może lekko przesadziła z tą zapowiedzią, ale rzeczywiście tu zawitała. Czemu? Bo czemu nie, miło od czasu do czasu rozprostować łapy gdzieś poza granicami klanu. Nie tęskno jej było do powrotu bycia samotnikiem, ale taki spacer wydawał się przyjemny.
Nie spodziewała się jednak spotkać na swojej drodze... Jakąś białą sylwetkę. Pierwsza myśl - Pająk. Z tym typem to za nic w świecie by nie chciała gadać tak daleko od obozu. Już miała zawracać gdy do jej nosa nie dotarł rzeczny smród. Hm. Wyglądał na skupionego, więc do głowy kotki wpadł głupi pomysł. Była już pod wiatr, więc przybrała pozycję łowiecką i powoli, uważając szczególnie by nie zrobić żadnego szelestu zbliżyła się do kocura i... - Bu - rzuciła mu cicho tuż przy uchu, uśmiechając się przy tym zadziornie na przywitanie.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡