Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Moment w którym uderzył w Tonące Słońce i ten zachwiał się widocznie, próbując utrzymać się w miejscu z początku nie zmienił niczego w Łososiowej Łusce. Dopiero gdy ten się odezwał poczuł się tak, jakby wylano na niego kubeł zimnej wody, a nieprzyjemny dreszcz prześlizgnął się wzdłuż jego kręgosłupa aż po sam czubek ogona, jakim strzepnął nerwowo. Ściągnął łopatki i ugiął nieznacznie łapy w dość trudnym do jednoznacznego określenia geście - jego pozycja mogła jednocześnie wskazywać na chęć ponowienia ataku, tym razem o wiele dotkliwiej, ale jednocześnie widać było też lęk, jaki na kilka uderzeń serca odebrał Łososiowej Łusce rozum, przejmując dowodzenie nad jego ciałem. Potrząsnął głową.
- Ale... dlaczego. Ja nie... rozumiem - wydukał w końcu marszcząc brwi. Przeniósł spojrzenie pod własne łapy, po czym znów uniósł głowę tak, jakby chciał spojrzeć na Tonące Słońce, jednak jego wzrok pozostał w miejscu, nie chciał na niego patrzeć. - Nie rozumiem. Co ty zrobiłeś. Co zrobiłeś. Chcę wiedzieć i nie rozumiem - powtarzał uparcie, raz jeszcze potrząsając głową w nerwowy sposób, tym razem już kładąc po sobie uszy. Szeroko rozwarte oczy miał zupełnie nieobecne, nie patrzył na Tonące Słońce, a nawet gdyby chciał to zrobić to prawdopodobnie i tak by go nie dostrzegł, zbyt skupiony na pustce i lęku, jakie swoimi lepkimi, czarnymi palcami przysłaniały mu wzrok i mieszały w głowie. Usiadł ciężko po tym, jak gwałtownie złożyły się pod nim jego tylne łapy i raz jeszcze potrząsnął głową. - Toń, ja nie rozumiem, nie rozumiem, co zrobiłeś...
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
- Ja też nie rozumiem – odparł prosto i wzruszył lekko barkami. – Powiedziałem Zachód, że w Klanie była taka sytuacja, że Chaber została nazwana bezużyteczną. Uważam, że kocięta powinny wiedzieć o tym, że świat nie jest idealny. Kiedy pytała mnie o ogon, opowiedziałem jej historię o bobrze. Też niezbyt przyjemną, prawda? – stwierdził łagodnie, a jednocześnie starając się zachować swoje zwyczajowe ciepło i po prostu paplać, bo wydawało mu się, że jeśli tylko spoważnieje, albo stanie się smutny, czy cokolwiek takiego, to Łosoś wpadnie w jeszcze większy gniew albo poczuje jeszcze większy ból. Nie chciał, żeby jego przyjaciel musiał cierpieć ponad miarę, a widział doskonale, jak się z tym wszystkim męczy i w tym momencie Toń doświadczył bardzo, ale to bardzo mocnego ukłucia w okolicach serca. To właśnie było dla niego najgorsze, a nie to, że musiał opuścić Klan. Bez Rzeki radził sobie naprawdę całkiem dobrze, ale tęsknił za przyjaciółmi, których musiał pozostawić tam – chciał z nimi żyć zawsze, chciał być blisko nich i cieszyć się z nimi każdym kolejnym dniem, ale widać nie to było mu pisane. Gdyby to dotyczyły tylko i wyłącznie jego losu, pewnie wzruszyłby barkami. Przejmował się jednak tym, że to wszystko dość mocno wpłynie na koty, które naprawdę lubił, a niektóre bez dwóch zdań po prostu kochał, patrząc zaś na Łososia miał idealny przykład tego, co musi dziać się w ich sercach i umysłach. Nie chciał tego, ale tutaj nie decydował on, ale inni.
- Wiem, że jesteś zły i jest ci przykro, i jeśli nie chcesz mnie już oglądać to sobie pójdę, ale gdybyś chciał to jednak… No, mieszkam tutaj. I zawsze pewnie będę mieszkał, bo jakoś nigdzie daleko się nie wybieram. Przynajmniej nie dalej niż na kilka wschodów słońca. Żałuję, że nie mam was już obok i na co dzień, ale myślę, że Gwiezdni o mnie nie zapomnieli – dodał jeszcze uśmiechając się, bo był ostatnim kotem, który w pełni poddałby się cierpieniu, bólowi i temu wszystkiemu. Był chodzącym optymistą i nawet jeśli bał się, że Łosoś postanowi odejść, zrezygnować z rozmowy z nim, to byłby w stanie to uszanować i szukałby jakiś lepszych stron swego życia. Nie zamierzał się również narzucać, ani robić nic, co wpłynęłoby na medyka albo jakiegokolwiek innego kota. Nie życzył im wszakże źle!
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Potrząsnął bezradnie głową.
- To bez sensu. Bez sensu - wymruczał marszcząc garbaty nos w konsternacji. Nie wiedział, dlaczego wuj zareagował w ten, a nie inny sposób, nie rozumiał tego w żaden sposób. Nie było to dla niego logiczne. Tonące Słońce nie skłamał, mówił to, co widziały koty i co sam rozumiał; sam przecież nie był ślepy, widział niesprawiedliwość w traktowaniu niektórych kotów, samemu czasem czując się tak, jakby był jednym z nich. Czasy te minęły już dawno, od kiedy otrzymał miano i rangę medyka Klanu Rzeki czuł, że wywalczył sobie należną mu pozycję i szacunek, jednak gdzieś z tyłu głowy nadal pamiętał to, jak czuł się jakby stał w jednym szeregu z takimi światłymi personami jak Perłowa Muszla czy Dzwonkowa Łąka. Dlaczego więc, zamiast pozbyć się kotów, które nie są idealne i obniżają średnią standardu w Klanie Rzeki wyrzucony został ten, który mówił o tej różnicy? Dla Łososia było to niezrozumiałe, zwłaszcza że widział swojego towarzysza za o wiele bardziej wartościowego kota oraz wojownika od takich łamag życiowych jak wspomniane wcześniej córki Liliowej Sadzawki, które rangę wojownika otrzymały jedynie z litości i by nie były pasożytniczymi terminatorami bez obowiązków. A może chodziło o coś innego? On sam jednak nie był pewien, co mogło być powodem dla którego Tonące Słońce musiał opuścić klan. Nie dopuszczał do siebie myśli, że wuj mógł traktować go jako niewygodnego przeciwnika politycznego. Świetlikowa Gwiazda nie zadziałałby w ten sposób, nie pozbywałby się kogoś tylko dlatego, że miał inne zdanie. To wszystko było bez sensu i nie potrafił tego zrozumieć. Nabrał powietrza do płuc i z głośnym świstem wypuścił je przez nos.
- Złożyłeś przysięgę. Nie złamałeś Kodeksu. Toń, Gwiezdni patrzą na ciebie. Będę się modlił, żeby... nie odwrócili wzroku - powiedział kiwając przy tym głową z bliżej nieokreślonego powodu, prawdopodobnie w tym momencie kalkując przyuważony kiedyś gest, który podświadomie skojarzył mu się z sytuacją.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
- Może. Ja nie zamierzam cofać swoich słów, czy się tłumaczyć, uważam, że trzeba wiedzieć o rzeczach dobrych i niedobrych, ale widać nie podobałem się Świetlikowi i tyle – stwierdził poruszając lekko barkami na znak, że nie mąci mu to w głowie i nie czuje się z tego powodu jakoś szczególnie przytłoczony. Na całe szczęście należał do tych kotów, które umiały żyć chociaż wiele w życiu straciły. Wszystko za sprawą bobra, który otworzył mu oczy na wiele spraw, który popchnął go na przód, chociaż nie zdawał sobie z tego sprawy. Toń zresztą właściwie nigdy nie okazywał smutku, chociaż czasami leżał nocą wśród wrzosów i spoglądając w niebo zastanawiał się, czy tak musiało być, czy postąpił słusznie i jak bardzo musiał zranić tych, którym na nim zależało. Żałował, że nie jest z nimi, był jednak zbyt dumny i silny, by uważać, że powinien korzyć się jak jakaś larwa, miał poczucie własnej wartości, ale przede wszystkim, co najważniejsze – uważał, że za innych należy walczyć aż do ostatniej kropli krwi, aż do ostatniego drżenia, niezależnie od tego, jak to się dla niego może skończyć. Pewnie niektórzy uznaliby, że jest zwyczajnie głupi, ale on naprawdę nie potrafił postępować inaczej i uważał, że jest to jedyna właściwa droga. Być może faktycznie był kimś w stylu przeciwnika politycznego dla Świetlika i był to powód, dla którego został wygnany, ale nie zaprzątał sobie tym głowy. Zastanawiał się jedynie, czy inni z tego powodu nie cierpią i czy nie zostali wzięci na cenzurowane, bo się z nim zadawali.
- Dziękuję – odparł poważniej, ale bardzo szczerze. – Wierzę, że dalej mają mnie w opiece, a ja staram się być dobrym kotem i pamiętać o tym wszystkim, czego się nauczyłem – zapewnił jeszcze ciepło patrząc jednocześnie wprost w oczy Łososia, posłał mu uśmiech świadczący o tym, że się nie martwi, że wierzy w Gwiezdny Klan, że wierzy w ich łaskę i dobroć, w końcu przyjęli do siebie całkiem obcą jednostkę, wierzył również w to, że nie porzucą go tylko dlatego, że musiał odejść z Klanu.
- Łosoś…? Zbierałem zioła dla Krzywuchy, wiesz? Znalazłem mak i napiłem się soku z łodygi. Ale… znalazłem też inne zioła. Zabrała je, więc były na pewno dobre. Mogę ci je opisać, a ty powiesz mi, co to było i jak tego używać? Wiem, że kiedyś może mi się coś stać i… sam rozumiesz – zapytał po chwili podekscytowany, jednocześnie pełen nadziei, że jego przyjaciel, choć wciąż pewnie oszołomiony i zły, mimo wszystko pozwoli mu zdobyć nieco więcej wiedzy medycznej, która była dla kocura niczym swoiste zbawienie. Liczył na to, że będzie wiedział, jak walczyć z ranami i chorobami, bo Gwiezdni tylko wiedzieli, kiedy może spotkać go coś złego.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Wciąż jego wzrok był nieco nieobecny, trochę rozbiegany, a rozchylone szczęki wskazywały na bezradność, która go przytłaczała i mieszała mu w głowie. To wszystko działo się zbyt szybko i nie miał pojęcia, co powinien w związku z tym zrobić, jak powinien się czuć i reagować, przez co jedynym rozwiązaniem, jakie proponował mu jego zepsuty, zmęczony mózg było "krzycz!". Nie chciał wierzyć w to, że jego wuj wygnałby kota za to, że mówił o nim coś niepochlebnego. Z drugiej strony też nie chciał uwierzyć w to, że Toń mógłby zrobić coś złego. Był dobrym kotem, a dobre koty nie popełniają błędów, nie podejmują złych decyzji, nie robią złych rzeczy. Łososiowa Łuska widział koty, które były dla niego bliskie w białych barwach, nie pozwalając sobie na dostrzeżenie w nich jakiejkolwiek skali szarości - tak samo koty, które mu nie odpowiadały były bezwzględnie czarne, złe, popełniające błąd za błędem. Skala była binarna, zero lub jeden i nic pomiędzy; świat medyka Klanu Rzeki był prosty i funkcjonował na bardzo konkretnych zasadach. Fakt, że ta sytuacja kompletnie nie mieściła się w ramach bycia czarną lub białą prowadził do zwarcia obwodów i w efekcie do awarii całego systemu, jaki napędzał Łososiową Łuskę.
- Hm - mruknął unosząc głowę, gdy Tonące Słońce zwrócił się do niego po imieniu. Dopiero teraz uniósł spojrzenie ze swoich łap i wbił je między oczy kocura. Zamknął pysk z cichym kłapnięciem, po czym znów go otworzył, gdy w końcu jego umysł przemielił informację, jaką usłyszał. - ...tk - bąknął szybko, po czym powtórzył raz jeszcze, tym razem dokładniej, choć wciąż mrukliwie: - Tak.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń doskonale widział, że jego przyjaciel nie do końca umie pojąć to, co się stało, więc uznał, że nie ma sensu dalej się tłumaczyć i wyjaśniać tego, co zaszło. Nie dało się tego zresztą wytłumaczyć w żaden logiczny sposób, a pytanie Świetlika nie miałoby najmniejszego sensu. Dla Kłapouchego nie było już nawet potrzebne. Ani trochę. Zaczął żyć innym życiem i wcale nie uważał, by było ono tak szczególnie gorsze od tego, jakie prowadził do tej pory. Było po prostu inne, a przyzwyczajenie się do niego nie było najgorsze na świecie. Większość kotów, jakie spotykał, zakładała chyba, że jest przerażony, obolały i rozgoryczony, ale on po prostu dostosowywał się do nowej rzeczywistości. Był niczym jakaś ciecz, która wypełniała sobą po brzegi daną przestrzeń. A przede wszystkim nie bał się niczego, był zdecydowany brać się z życiem za bary i siłować, ile wlezie.
- Dziękuję! – powiedział od razu bardzo podekscytowany poruszając śmiesznymi uszami, a następnie uśmiechnął się do Łososia namyślając się, jak dokładnie opisać mu te rośliny, które znalazł. – Znalazłem taką właściwie wysoką roślinę, która miała zielone łodygi i zielone liście, a kwiatki były żółte, w takich jakby skupiskach. A druga była taka bardzo delikatna, drobniutka, była właściwie całym, no, taką łąką pod drzewem jakby i miała na łodyżkach białe kwiatki. A, no i znalazłem mak, ale rozgryzłem łodygę i Krzywucha pytała mnie, czy się napiłem tego, co z tego ciekło. Nie powinienem tego pić? W sumie nic mi się nie stało, ale wolę zapytać – zakomunikował wpatrując się z zaciekawieniem w przyjaciela.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
To było dla niego za dużo i potrzebował teraz po prostu czasu na to, by przetrawić informacje. Dodawanie kolejnych jedynie zirytowałoby go, bo dalej nie potrafiłby zrozumieć dlaczego jego przyjaciel był po tej stronie granicy Klanu Rzeki, a nie przeciwnej. To było coś, co nie mieściło mu się w głowie i było zmianą bezsensowną, bezcelową i na tyle gwałtowną, że czuł się jakby ktoś wyszarpał jakąś część jestestwa Łososia, pozostawiając w tym miejscu jedynie ziejącą chłodem, poszarpaną dziurę. Nie wątpił w to, że Tonące Słońce dobrze się zaadaptuje; wiedział, że był przystosowany do zmian o wiele lepiej niż on sam. Aklimatyzował się w ciągu zaledwie kilku wschodów słońca. W tym wypadku nie było mowy o jakimkolwiek zmartwieniu Łososiowej Łuski, bo nie przyszłoby mu nawet na myśl, że bury kocur mógł mieć jakiekolwiek problemy z nową sytuacją życiową. Największym motorem jego złości było jego własne zagubienie i właśnie ta nowa sytuacja, która teoretycznie powinna dotknąć go o wiele słabiej niż Tonące Słońce.
Zmarszczył czoło na opis ze strony kocura. Nie był pewien, czym była pierwsza roślina, bo tak naprawdę wiele ziół i bezużytecznych chwastów było wysokich i miało żółte kwiaty.
- Ta druga to gwiazdnica. Liście leczą zielony kaszel - powiedział mrukliwie. - Łan. Nie łąka - poprawił go jeszcze. Z jakiegoś powodu niewiedza Tonącego Słońca na temat profesjonalnego nazewnictwa wywołała nieprzyjemną reakcję swędzenia gdzieś z tyłu mózgu. - Miała zapach... jaki. Czy były włoski na łodydze. U tej pierwszej. Jest dużo wysokich, żółtych kwiatów - dodał jeszcze, gdy przypomniał sobie o sprawie z pierwszą rośliną. Opis przywiódł mu na myśl wrotycz, jednak wolał nie strzelać na ślepo. Ostatnie o czym marzył to mieć na sumieniu życie Tonącego Słońca. Została tylko kwestia maku. - Nie powinieneś.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Nie chciał i nie zamierzał dorzucać kolejnych faktów, tym bardziej, że mógł mówić tylko o sobie, a zupełnie nie wiedział, co siedziało w głowie Świetlika. Czuł jednak, że Łosoś tak łatwo nie przejdzie nad tym wszystkim do porządku dziennego, a wydawało mu się, że grzebanie w tym, babranie się w ranie, jaka powstała, nie jest wcale najlepszym rozwiązaniem. Jemu nie pomoże, a jego przyjaciela może jeszcze bardziej rozsierdzić, postanowił więc skupić się faktycznie na ziołach, bo wydawało mu się to o wiele sensowniejsze. Poruszył lekko uszami, gdy medyk zaczął udzielać mu odpowiedzi i powtórzył pod nosem nazwę gwiazdnicy i zapamiętał, że występuje w łanach.
- A te liście trzeba zjeść, tak? – zapytał jeszcze, by mieć pewność, że będzie wiedział, jak postąpić, gdyby wystąpił u niego kaszel. – I brać je zawsze, jak będę kaszlał? A jak mi leci z nosa to też? Hm… – mruknął starając się przypomnieć sobie więcej szczegółów. – Niestety nie wiem, wiem tylko, że była od nas zdecydowanie wyższa, trudno było ją wykopać, ale na pewno była medykamentem, bo Krzywucha ją zabrała – zakomunikował ze skruszoną miną widząc, że musi się jeszcze naprawdę sporo nauczyć i poczuł, że serce mocno mu bije, postanowił zatem zapytać Łososia o tym, o czym pomyślał.
- A dlaczego nie powinienem? – zapytał więc dość szybko, bo język już plątał mu się z ekscytacji. – Łosoś? A gdybyś miał czasami trochę czasu, mógłbyś nauczyć mnie tego, co wiesz? Krzywucha nie będzie wiecznie żyła, a ja też chciałbym wiedzieć, co robić, jeśli się pochoruję – powiedział w końcu nastawiając nieznacznie uszy i patrząc z nadzieją prosto w oczy przyjaciela, głęboko wierząc, że ten go nie odrzuci i obieca, że znajdzie dla niego kiedyś chociaż trochę czasu.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
- Tak - odparł prosto przymrużając powieki. - Jak cieknie z nosa... to liść ślazu. Wygląda jak liście klonu - powiedział jeszcze marszcząc czoło. Trudno mu było opisać roślinę, którą widział w stanie dzikim zaledwie raz. - Ślaz jest wysoki. I ma... fioletowe kwiaty. Małe. Rośnie przy wodzie - wyjaśnił po chwili milczenia, by Tonące Słońce miał pełniejszy obraz tego, jak ślaz może wyglądać wiedząc doskonale, że istnieje wiele roślin, które mają liście zbliżone kształtem do liści klonu. Pozostawało też pytanie czy Toń wiedział, jak wyglądają liście klonu... ale ufał, że koty potrafiły rozpoznawać liście popularniejszych roślin, jak właśnie klon, olcha czy wierzba. Na uzupełniony opis tajemniczej rośliny Łososiowa Łuska zmarszczył nos i pokręcił głową.
- Nie wiem. Mógł być wrotycz - mruknął, jednak nic więcej na ten temat nie powiedział. Nie chciał zgadywać, bo nie chciał też przypadkiem otruć Tonącego Słońca. Lepiej żeby nie używał ziół, których nie znał by nie wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Poruszył uchem na pytanie o maku. - Bo jest trujący.
- Gdy skończę trening Księżyc. Tak - bąknął w odpowiedzi na pytanie, czy mógłby uczyć go ziół. Mógłby. Teraz jednak chciał skupić się na doszlifowaniu umiejętności Księżycowej Łapy, nim weźmie na siebie kolejnego, hm, ucznia. Zwłaszcza że do tego celu musiałby wyjść daleko poza granice Klanu Rzeki; ryzykowanie życiem i zdrowiem członków Klanu nie było czymś, na co chciał się decydować. - Właśnie. Chcę zbierać zioła przy... gniazdach dwunogów. Mają rośliny, które nie rosną... tutaj - powiedział, przedstawiając Tonącemu Słońcu swój plan. Nie było to nic naglącego, nie spieszył się z tym. - Chcę, żebyś poszedł z nami. Zrobisz to dla mnie, Toń - spytał, choć jego płaski ton głosu wcale mógł na to nie wskazywać. Tonące Słońce jednak z pewnością wiedział, co chciał mu przekazać.
To była jedyna rzecz, której potrzebował od Tonącego Słońca, dlatego też spędził tu jeszcze jakiś czas, nim powrócił na tereny Klanu Rzeki. Czy czuł się spokojniejszy? Czy dostał odpowiedzi na pytania, które sobie zadawał? Nie wiedział. Ale z całą pewnością miał... coś. Choć jeszcze nie do końca wiedział co i w jakim celu to wykorzysta.
zt
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Kocur słuchał bardzo uważnie tego, co jego przyjaciel ma mu do powiedzenia. Pokiwał lekko łbem, gdy ten opisywał mu ślaz i spojrzał mimowolnie w stronę, gdzie znajdowała się woda dochodząc do wniosku, że poszuka jak najszybciej tajemniczej rośliny, by przekonać się, czy ją rozpozna. Liście klonu... To nie mogło być aż tak trudne, prawda? W jego mniemaniu Łosoś dość dobrze opisał tajemniczą roślinę, która mogła mu się przydać w tym jego dzikim, samotniczym życiu. Zastrzygł nieznacznie swymi śmiesznymi uszami, gdy medyk Klanu Rzeki rzucił kolejną nazwą, ale ponieważ nie wiedział o jakiej dokładnie Toń mówi roślinie, Kłapouchy nie drążył dalej, zdziwił się jednak, gdy Łosoś powiedział mu, że sok z maku jest trujący. Wziął sobie to zaraz do serca i postanowił już nigdy tak lekkomyślnie nie zrywać tej rośliny, bo tylko Gwiezdny Klan wie, co by się mogło stać, gdyby wypił zbyt wiele soku!
- Dobrze, oczywiście - powiedział, bo było dla niego jasne, że nie może na jego rzecz porzucić Klanu, a już na pewno, że nie może zostawić swojego terminatora na rzecz samotnie żyjącego przyjaciela. Jednak Klan Rzeki miał pierwszeństwo i to jemu Łosoś musiał w pierwszej kolejności zapewniać bezpieczeństwo czy tego chciał, czy nie.
- Tak, pójdę z wami, z wielką przyjemnością! - zapewnił zaraz bardzo podekscytowany, bo nie tylko miał możliwość zapoznania się z nowymi roślinami, ale mógł również przebywać z Łososiem i porozmawiać całkiem niezobowiązująco o jakiś prostych tematach, czy nawet zapytać jego albo Księżyc o to, co działo się w Klanie i czy na pewno nie potrzebują jakiejś pomocy. Teraz jakaś najwyraźniej czaiła się na horyzoncie, skoro medyk chciał zabrać go ze sobą aż pod siedliska Dwunożnych i chociażby miało to być wystawienie go jako celu do łapania, to Toń się na to godził, bo dlaczego nie? Poza tym cieszył się na razie z wizyty Łososia i jego propozycji!
//zt
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
Spacer po terenach w pobliżu nowego domu. Dobry pomysł. Pozna trochę nowy dom, może dzięki temu kogoś pozna? Warto spróbować. Wstała dopiero po południu i od razu wyszła z legowiska. Nie szła w jakąś konkretną stronę. Po prostu... gdzieś. Prosto, lewo, prawo, gdziekolwiek. Próbowała tylko zapamiętać trasę. Gdy natrafiła na falisty teren, przystanęła. Ładnie tu nawet. Odgarnęła śnieg wokoło i spojrzała przez chwilę pod siebie. Pora Nagich Drzew powinna się powoli kończyć, zaraz śnieg stopnieje i trawa na nowo będzie gościć na ziemi, która teraz jest goła i odpoczywa. Bez tego czasu by nie mogła odpocząć. Położyła się pod krzakiem i przymknęła oczy. Otuliła łapy ogonem i tak leżała, odpoczywała. Czekała, czy może kogoś lub czegoś nie napotka.
//Toń i przepraszam że krótkie takie :x
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń wracał akurat do swego legowiska niosąc w pysku całkiem sporego gołębia, co było dla niego niejako spełnieniem marzeń. Miał w końcu wielki posiłek! Nie będzie musiał zastanawiać się, czy powinien jeszcze raz zapolować, bo na pewno wystarczy mu mięsa do następnego dnia, nie potrzebował aż tak wiele pożywienia, jakby można było się spodziewać. Większość jego ciała stanowiło w końcu długie i gęste futro, a jak sam lubił sobie żartować - od kiedy stracił ogon, nie musiał przyjmować aż tak wiele pokarmu - w końcu było go zdecydowanie mniej! Tak czy inaczej był bardzo zadowolony i pewnie gdyby tylko umiał i gdyby mógł, śpiewałby sobie nawet albo jeszcze lepiej podskakiwał jak jakaś rusałka, czy coś podobnego. Ponieważ jednak nie należał do żadnego z gatunków magicznych zwierząt, czy tam innych duszków leśnych, szedł jedynie raźnie nieco chybotliwym krokiem w stronę Dzikiej Plaży, nad którą w jednym z pagórków znajdowały się zajęte przez niego królicze nory. Było mu w nich wielce wygodnie, ciepło i bezpiecznie, uważał również, ze wybrał sobie najwspanialsze miejsce na siedzibę, to zaś wprawiało go za każdym razem, gdy o tym pomyślał, w jeszcze lepszy nastrój.
Tak był pochłonięty własnymi myślami, radościom i tym, co mu w duszy grało, że niewiele brakowało, a po prostu wdepnąłby w Ostrężynę, która leżała na jego drodze. W pierwszej chwili nie dotarło do niego, że jest kotem, jego węch również nie podziałał najlepiej, ale widać po prostu nos wyłapywał smakowite zapachy gołębia, a nie wonie okolicy, więc jego łapa zawisła niemalże nad kocicą, w porę jednak się zatrzymał, zastrzygł uszami i spojrzał na młodszą od siebie Ostrężynę.
- Fobry - przywitał się całkiem uprzejmie, ale ponieważ nadal miał w pysku ptaka, niezbyt wyraźnie.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
Rozglądała się po najbliższym terenie. Przez chwilę nic nie widziała, Więc przyglądała się swoim łapom. Jednak gdy usłyszała jakiś szelest, spojrzała w górę i parę lisich ogonów od niej zauważyła burawego kocura. Był dużo starszy i chyba go kojarzyła. Ale nie była pewna. I miał gołębia w pysku. Tu chyba był jego teren. Albo akurat tu polował.
Kocur chyba jej nie zauważył, bo chwilę potem był przed nią i... nawet na nią nie spojrzał. Zaraz by ją zmiażdżył chyba haha. A potem się przywitał. Odsunęła się kawałek i usiadła.
- Dzień dobry, proszę pana. - przywitała się ze starszym kocurem. Nie umiała sobie przypomnieć skąd go kojarzyła, jeśli go kojarzyła.
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Owszem, na początku jej nie dostrzegł, ale gdy w końcu zorientował się, że nie jest tutaj sam, spojrzał uważnie na młodą kotkę, jakby zastanawiał się, czy skądś ją zna. Nie był jednak co do tego przekonany i doszedł ostatecznie do wniosku, że pewnie jest po prostu podobna do jakiegoś kota znanego mu z wcześniejszych czasów, może przypominała mu jakiegoś członka Klanu Rzeki, a może jednego z samotników, którzy czasem przemykali gdzieś w okolicy - pozdrawiając go lub całkiem ignorując. Tak czy inaczej odłożył w końcu trzymaną zdobycz, by móc nieco porozmawiać z tą nową jednostką na swej drodze, tym bardziej, że znajdowała się dość blisko jego legowiska, o czym chyba powinien ją uświadomić, jeśli jeszcze nie zdawała sobie z tego sprawy. Uśmiechnął się jednak lekko, dość przyjaźnie, bo przecież nie chciał jej przestraszyć, ani nic podobnego.
- Co tutaj robisz? - zapytał zatem spokojnie i przyjaźnie, niemniej jednak rozejrzał się uważnie po okolicy, jakby chciał się upewnić, że nie ma tutaj więcej kotów. W końcu, gdyby doszło do walki, wolałby wiedzieć przeciwko ilu przeciwnikom musi stawać. Młoda wyglądała co prawda na raczej łagodną jednostkę, ale nigdy nic nie wiadomo, tego nauczyło go już życie. Usiadł wygodnie czekając na to, co może mu jeszcze powiedzieć. - Jestem Tonące Słońce, a ty? - dodał jeszcze.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
Może ją zna. Kiedyś przecież, przez chwilę bili w jednym Klanie. Ale tego jeszcze nie wiedzą. Czas zobaczy czy w ogóle się o tym dowiedzą.
Zakręcone uszy burego kocura przypominały jej jednego z kotów z Klanu Rzeki. Spotkała już Mrówczą Łapę i Perłową Muszlę, poznała je. Dlaczego więc nie umie sobie przypomnieć, czy kojarzy tego starszego od siebie kocura.
- Widzi pan, nie mieszkam długo w tej okolicy, ostatnio postanowiłam tu zamieszkać na dłuższy czas, a to że względu na Perłową Muszlę i jej kocięta, zdecydowałam więc rozejrzeć się po okolicy. Może znaleść coś do jedzenia, albo kogoś z kim mogłabym się zapoznać. - Ostrezyna jest bardzo pokojową jednostką, a to nie tylko ze względu na to, że nawet zbytnio nie umie walczyć, ale z tego, że po prostu nie lubi patrzeć na ból i rozlew krwii. Już w trakcie jej krótkiego samotniczego życia zdarzyło jej się zobaczyc parę takich sytuacji.
Kocur nazywał się Tonące Słońce. Teraz była pewna, że bury kot, który prawie na nią wpadł był dawnym członkiem Klanu Rzeki. Kojarzyła to imię i pamiętała, że kot, który nosi to imię ma dziwne uszy. I o to finalnie go widzi. - Ostrężyna. Dawniej Ostrężynowa Łapa. Miło poznać.
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>