Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Atak Burbona: słaby (50%) → (18+14)-(9+5)=18 → 18x0.5=9 Atak Wróbelek: krytyczny! (150%) → (16+8)-(15+9)=0
Samotnik gotowy był odpuścić, ale jedno z kociąt Jaskółki znowu rzuciło się w jego stronę. Kocur nawet nie czekał i przystąpił do kontrataku w tym samym momencie, co ujrzał, że Wróbelek napina mięśnie. Wyraźnie nie był zainteresowany ani omdlałym szczylem, ani zrozpaczoną matką, nawet jeżeli wciąż znajdowali się blisko, tylko tym, kto akurat go atakował. Tamci byli żałośni, nie próbowali nawet się stąd wynosić, jak im kazał, a ta… być może chciała podzielić los swojego brata, skoro dalej go atakowała? Burbon z cichym sykiem zamachnął się łapą, by przejechać pazurami po boku skaczącej jak pchła kotki. Chociaż to jej zamiarem było sprawienie, by samotnik poczuł ból, sama go poczuła, sama zaś nie wymierzyła dobrze odległości i uderzyła łapami w ziemię obok kocura.
– Ostrzegałem! – warknął Burbon.
przybywa Czosnek → Zr i Sz Burbona ponownie obniżone o 2 Atak Czosnek: słaby (50%) → (9+18)-(11+7)=9 → 9x0.5=4
Córka mafiozy przybyła dość późno i wzięła Burbona z zaskoczenia, mimo to… nie trafiła najlepiej, jedynie klapnęła zębami przy szyi kocura, wyrywając mu kępkę kłaków.
Burbon: S: 14 | Zr: 7 (9) | Sz: 7 (9) | HP: 56-4=52/70 | W: 51-3=48/70
» rana 1. stopnia: mocne obicie boku
» rana 0. stopnia: wyrwana sierść z szyi
» Zręczność i Szybkość obniżone o 2 od ataku Czosnek z racji walki 2:1
Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
Niezależna, pewna siebie, arogancka egoistka, którą nietrudno zirytować.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
Walki były nieprzewidywalne i nie wszystko wychodziło tak jak się to zaplanowało. Czosnek zdążyła się do tego przyzwyczaić; poza tym, lubiła bawić się dłużej ze swoimi przeciwnikami. Dlatego bez chwili zwłoki przystąpiła do następnego ataku. Uniosła prawą łapę i wyciągnęła pazury z zamiarem przejechania Burbonowi nimi po pysku, by pozostawić krwawe ślady. Nie celowała w oczy, a bardziej w okolice nosa.
<table><tr><td></td><td><br>we've gonewaytoofastforwaytoolong<br> andwewereneversupposedto makeithalfthisfar<br> andIlivedsomuchlife,livedso muchlife<br> I thinkthatGodis gonnahavetokillmetwice
</td></tr></table>
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Chciała wyrządzić jak najwięcej krzywdy temu obrzydliwemu zabójcy, ale ku jej nieszczęściu, spudłowała, sama narażając się na niezbyt przyjemne spotkanie z pazurami kocura. Pierwszy raz poczuła tak przeraźliwy ból, aż syknęła i pisnęła w jednym momencie; sama nie wiedziała, co to był za dźwięk. Wiedziała jednak, że to, co zrobił samotnik, było dla niej drogą przez mękę i w pierwszej chwili nie wiedziała, co powinna zrobić. Wtedy też zauważyła Czosnek. Ta postanowiła jej pomóc, więc sama również zadecydowała znowu atakować, żeby wspomóc kocicę, która wsparła ją, jej mamę i jej rodzeństwo. Teraz jednak korzystając z okazji, że jej sojuszniczka celowała w pysk mordercy, bura bengalka postanowiła wgryźć się mocno w jego tylną łapę, mimo przeraźliwego bólu, jaki czuła.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Atak Wróbelek: krytyczny! (150%) → (13+8)-(7+7)=7 → 5x1.5=11 Atak Czosnek: krytyczny! (150%) → (13+18)-(10+7)=14 → 14x0.5=21
Burbon usiłował kłapnąć zębami w stronę kocicy, która sprawiała o wiele większe zagrożenie – Czosnek, ale nie trafił – dostał za to mocno w pysk. Kocica zostawiła krwawiące, głębokie zadrapanie, idące przez środek pyska, od wysokości oczu w dół, aż do brody. Kocur syknął na przeraźliwy ból, który przeszył głównie jego nos, a krew zalała jego pysk. Być może zresztą nie docenił Wróbelek, która wręcz w furii ukąsiła go w tylną łapę; poczuła smak krwi na języku, a rana, choć nie była poważna, to jednak dość dotkliwa.
Burbon: S: 14 | Zr: 7 (9) | Sz: 7 (9) | HP: 52-11-21=20/70 | W: 48-3=45/70
» rana 1. stopnia: mocne obicie boku
» rana 0. stopnia: wyrwana sierść z szyi
» rana 1. stopnia: lekkie ugryzienie na tylnej łapie, krwawi (od następnej tury po -1 HP/tura)
» rana 2: stopnia: głębokie, długie zadrapanie na pysku, idące przez nos, krwawi (w następnej turze -3 HP, w kolejnych po -2 HP)
» Zręczność i Szybkość obniżone o 2 z racji walki 2:1
» od następnej tury statystyki obniżone o 1/4 (spadek HP o połowę)
» od następnej tury celność obniżona o 2
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Ach, czyli to jednak działało. Zarówno teraz, jak i w walce z lisem, atakowanie tylnych łap się sprawdziło. Już po chwili do jej pyska naleciał obrzydliwy posmak krwi, co choć nie było dla niej najlepszym doświadczeniem, usatysfakcjonowało ją, bo to dowód na to, że zadanie dla Burbona będzie z każdą chwilą trudniejsze. Gdzieś z tyłu głowy przeklinała się za to, że robi krzywdę drugiemu kotu, ale poczucie winy było znacznie mniejsze, gdy wiedziała, że ów osobnik zamordował jej brata. Postanowiła wbić ponownie zęby w tę samą łapę, aby pogłębić tę ranę, samej Czosnek dając też okazję do tego, aby miała cały pysk zabójcy dla siebie.
Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
Niezależna, pewna siebie, arogancka egoistka, którą nietrudno zirytować.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
Miała wrażenie, że nie wyciągnie więcej z tej walki, co przyprawiło ją o lekki zawód. Nie była jednak szczególnie zaskoczona. Jej atak tym razem się powiódł, pozostawiając na pysku kocura głębokie rany. Postanowiła wrócić do poprzedniej strategii i rzucić się ku szyi samotnika, z zamiarem wgryzienia się w nią.
<table><tr><td></td><td><br>we've gonewaytoofastforwaytoolong<br> andwewereneversupposedto makeithalfthisfar<br> andIlivedsomuchlife,livedso muchlife<br> I thinkthatGodis gonnahavetokillmetwice
</td></tr></table>
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Atak Wróbelek: nieudany (0%) Atak Czosnek: udany (100%) → (17+18)-(10+4)=21
Agresywny samotnik, który miał już tego dnia na sumieniu jedno życie, dalej nie odpuszczał. Odpuścił sobie jednak wykrzykiwanie w złości i nakłanianie kocic do poddania się; jego siły słabły, a szanse na wyjście z tego cało malały z każdą kolejną chwilą. Mimo to walczył, usiłował się obrócić w stronę młodej kotki, żeby podjąć próbę draśnięcia jej pazurami po pysku. Oba koty jednak źle oceniły odległość i nie trafiły. Całą robotę dokończyła jednak Czosnek, która dopadła do szyi Burbona… i już nie puściła. Dzięki ugryzieniu w odpowiednie miejsce i wywołaniu poważnego krwawienia pozbawiła kocura życia.
Burbon: S: 10 (14) | Zr: 4 (9) | Sz: 4 (9) | HP: 20-21-3-1=ŚMIERĆ/70 | W: 45-2=43/70
» rana 1. stopnia: mocne obicie boku
» rana 0. stopnia: wyrwana sierść z szyi
» rana 1. stopnia: lekkie ugryzienie na tylnej łapie, krwawi (po -1 HP/tura)
» rana 2: stopnia: głębokie, długie zadrapanie na pysku, idące przez nos, krwawi (w tej turze -3 HP, w kolejnych po -2 HP)
» rana 2. stopnia: mocne ugryzienie w szyję, krwawi
» statystyki obniżone o 1/4 (spadek HP o połowę)
» Zręczność i Szybkość obniżone o 2 z racji walki 2:1
» celność obniżona o 2
Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
Niezależna, pewna siebie, arogancka egoistka, którą nietrudno zirytować.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
Tym razem wyszło jej wyśmienicie, i zatopiła zęby w miękkiej szyi kocura. Poczuła jak życie z niego uchodzi, gdy krew trysnęła z powstałej rany. Puściła dopiero, gdy samotnik przestał się ruszać i oblizała pysk z krwi, po czym spojrzała na otaczające ją koty. Wykrzywiła pysk w kierunku Jaskółki, zwłok jej kocięcia oraz Mchu, który omdlał. Żałosne. Jednak gdy jej wzrok opadł burą koteczkę, pojawiła się w nim odrobina aprobaty. Była nierozsądna w swoim zachowaniu, ale udało jej się zadać chociaż jeden sensowny cios, patrząc na ranę na łapie kocura.
Czosnek zwróciła się ku Jaskółce, która wciąż opłakiwała nieżyjącego kocurka. Cóż za szopka. Gdyby tu nie dotarła, najwyraźniej prawie cała rodzinka padłaby trupem. Nawet ta brązowa koteczka, która próbowała stawić czoła zagrożeniu. Wielka kocica podeszła do srebrzystej samotniki, marszcząc gniewnie pysk.
- Ogarnij się. Masz jeszcze trójkę kociąt. Chyba nie wzięłaś ich tylko po to, by pozwolić im zdechnąć? - warknęła niskim głosem, wbijając intensywne spojrzenie w kotkę. - Świat poza ludzkimi domami i podwórkami nikogo nie oszczędza; im szybciej się tego nauczysz, tym lepiej. A teraz daję ci wybór: albo bierzesz swojego omdlałego gnojka i idziemy stąd zanim zejdą się tu drapieżniki, albo zostajesz i czekasz aż coś ci ukręci kark. Uprzedzam z góry, że nie mam najmniejszego zamiaru przejmować odpowiedzialności za twoje kocięta. - To powiedziawszy, bez zbędnych ceregieli odsunęła kotkę od coraz zimniejszych zwłok i chwyciła je w zęby, by następnie skierować się ku norze przy Wrzosowisku.
Nie patrzyła za siebie, by sprawdzić czy ktokolwiek za nią podążył. Z dobroci serca postanowiła własnymi łapami zakopać ciało gdzieś w pobliżu nory, bo nie sądziła, by Jaskółka była w stanie się do tego zebrać kiedykolwiek. Jeśli chciała sobie popłakać, to niech to zrobi jak już będzie po wszystkim, keh. Nie po to córka Iwana postanowiła z nimi zostać, by teraz mieli sobie masowo zdechnąć. Za ratunek srebrna kotka wisiała jej kolejną przysługę, choć wątpliwe, by w najbliższym czasie była w stanie zrobić cokolwiek, jak na słabeusza przystało.
zt. ??
<table><tr><td></td><td><br>we've gonewaytoofastforwaytoolong<br> andwewereneversupposedto makeithalfthisfar<br> andIlivedsomuchlife,livedso muchlife<br> I thinkthatGodis gonnahavetokillmetwice
</td></tr></table>
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Atak się nie udał, co jednak nie zmieniło nic w finale – kocur po chwili wydał ostatnie tchnienie. Wróbelek stanęła jak wryta, spoglądając na opadające bezwiednie na ziemię martwe ciało. Przeraźliwy dreszcz przeszedł po jej grzbiecie, gdy zdała sobie sprawę, że miała współudział w morderstwie kota. Spoglądała pusto w Burbona, kuląc przy tym uszy. Tłumaczyła się tym, że był zabójcą, ale nawet jeśli zamordował on jej brata, czuła poczucie winy, bo zniżyła się do jego poziomu. Zerknęła na Czosnek przerażonym wzrokiem, a łzy cisnęły jej się do powiek; sama już nawet nie wiedziała, czy było to spowodowane tym, że zlikwidowała samotnika, czy tym, że jej brat również nie wyszedł z tego żywy. Podbiegła do mamy, a w międzyczasie przebiegła też obok burej sojuszniczki, otarła się o nią i podziękowała cicho. Schyliła się obok rodzicielki nad ciałem brata, wtuliła mocno pyskiem w jego szyję i zaczęła cicho szlochać. Gdy podniosła na chwilę głowę, żeby spojrzeć na Jaskółkę, dojrzała... nieżywego młodszego brata!? Niemal natychmiast podniosła się na równe łapy i podbiegła do Mchu, schylając się w jego stronę, ale po dłuższej obserwacji, dostrzegła, że na szczęście oddychał.
– Mamo! – zawołała, wskazując na jasnego kocura, tak łudząco podobnego do Bogatki, o którą koteczka się martwiła. W międzyczasie Czosnek zaczęła mówić o niebezpieczeństwa, przez co Wróbelek przeraziła się jeszcze mocniej. – Chodźmy! Nie możemy tu zostać. – Powiedziawszy to, postarała się wziąć młodszego brata na plecy, żeby zanieść go w bezpieczne miejsce. Wnioskując po słowach dużej samotniczki, nie mogli tutaj zostać, a Mech w tym stanie nie dałby nawet rady się obronić. Trzeba było coś zrobić, i choć koteczka nie należała do najsilniejszych pod tym względem, musiała dać radę.
Jeżeli zebrani liczyli na to, że bez żadnych utrudnień będą mogli się oddalić zaraz po dokonaniu żywota przez Burbona, to niestety, ale niemiło się zaskoczą. Jaskółka była w tym momencie w innym świecie. Była pochłonięta przez rozpacz, tonęła we własnych, negatywnych myślach i każde słowo, które zostało do niej w tej chwili wypowiedziane, odbiło się echem. W ogóle do niej nie dotarło. Nie słuchała, nie chciała w tej chwili nikogo słuchać. Zawiodła, a jej synek odszedł na jej oczach, właściwie w jej objęciach. Ten sam, którego wydawała na świat trzynaście księżyców temu, ten sam, którego niedawno uczyła polować. Gdyby tego nie zrobiła, cała ta tragedia nie miałaby miejsca. Gdyby tylko potrafiła mu wtedy odmówić...
Spojrzała zapłakana na Wróbelek i na Czosnek, gdy bura koteczka ją zawołała. Widziała, że coś mówi. Widziała, że pysk córeczki się porusza, ale nie potrafiła zrozumieć słów. Po prostu się skuliła i zaczęła łkać jeszcze bardziej, mocno przytulając się do ciała syna. Nie potrafiła wstać, nie potrafiła iść, nie potrafiła zrobić nic, poza leżeniem, zwinięta w kłębek i płakaniem. Czuła się okropnie. Czuła, że miała krew własnego syna na łapach, a na leżącego obok Mech nawet nie zwróciła uwagi.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
Niezależna, pewna siebie, arogancka egoistka, którą nietrudno zirytować.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
Niestety, jej plan odnośnie zgarnięcia zwłok się nie powiódł, bo - jak się okazało - srebrna kotka wczepiła się w ciało swojego kociaka jakby zależało od tego jej życie. Czosnek w pierwszej chwili obrzuciła ją niedowierzającym spojrzeniem, bo była przekonana, że jej argument o reszcie larw podziała. Dopiero po chwili zorientowała się, że najpewniej żadne z jej słów nie dotarły do Jaskółki. Zgrzytnęła zębami, mając ochotę rzucić to wszystko w kąt i po prostu sobie pójść, ale ostatecznie postanowiła kilkukrotnie odetchnąć głęboko, by się uspokoić. Bądź co bądź, mogła się tego spodziewać. Zmarszczyła pysk z wyraźną dezaprobatą i irytacją. Miała ochotę trzasnąć byłą pieszczoszkę w łeb, by ją ocucić, ale postanowiła zmienić strategię po tym jak jak bura kotka - Wróbel? - zdecydowała się zgarnąć nieprzytomnego kocurka. Jeden problem mniej. Czosnek bezceremonialnie chwyciła Jaskółkę za luźną skórę na karku i uniosła głowę do góry, tak że tylko tył kotki ciągnął się po ziemi. Dodatkowy ciężar w postaci kociaka nie ułatwiał jej sytuacji, ale nie było innego wyjścia. Przeklęte resztki litości, które wciąż się gdzieś tam w jej środku gnieździły. Była córką miejskiego gangstera, psiakrew! Miała ochotę samą siebie grzmotnąć w ryj. Z drugiej strony nie po to wkroczyła do akcji, by po wszystkich dać tej ch**ernej kotce skończyć w paszczy jakiegoś drapieżnika, bo jej synalek umarł. Jeszcze się okaże, że przez swoją dobroć skończy w jakimś głupim Gwiezdnym Klanie, ugh.
zt. ???
<table><tr><td></td><td><br>we've gonewaytoofastforwaytoolong<br> andwewereneversupposedto makeithalfthisfar<br> andIlivedsomuchlife,livedso muchlife<br> I thinkthatGodis gonnahavetokillmetwice
</td></tr></table>
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Udało jej się podnieść brata z trudem, aż ugięły jej się na moment łapy. Mimo że były masywne, to jednak zasadzanie mocnych ciosów, a podnoszenie innego kota nieco się różniło. Rzuciła okiem, żeby upewnić się, że Jaskółka na pewno wstała, ale to, co zobaczyła, rozerwało jej serce. Znowu była świadkiem, gdy jej matka płacze, ale tym razem miała do tego bardzo dobry powód, przez co bura zaczęła się obwiniać, że w ogóle pomyślała o tym, że należałoby się stąd ruszyć. Potrafiła wczuć się w sytuację rodzicielki i zdawała sobie sprawę, jak ogromna musiała to być dla niej strata; nie wspominając już o tym, że ona sama była świadkiem zamordowania jej brata, więc siłą rzeczy również powinna go teraz opłakiwać, niemniej słowa jej sojuszniczki budziły w niej siłę do działania. Chociaż z jednej strony wolałaby umrzeć zamiast Modrzewia, ogromnie bała się wizji śmierci, a poza tym nie mogłaby zostawić matki. Miała zamiar podejść do matki, ale Czosnek ją wyprzedziła. Wróbelek zmarszczyła brwi, zauważywszy, co też ogromna kocica wyprawia, a potem rozwarła mocno pysk.
– Proszę, nie rób jej krzywdy! – wrzasnęła wręcz błagalnie, gdy była członkini Klanu Cienia złapała srebrzystą bengalkę za cienką skórę na karku. Poniekąd to rozumiała i cieszyła się, że długowłosa podejmuje jakieś kroki, nie pozwalając trójce kotów zostać tutaj na pastwę losu, ale coś z tyłu głowy podpowiadało jej, że to nie jest w porządku. Niemniej nie czuła się na siłach, żeby protestować, więc przełknęła tylko ślinę i uwierzyła w dobre chęci córki mafiozy. Musiały przecież dojść w bezpieczne miejsce.
Była w swoim świecie, w swojej rzeczywistości i nie docierało do niej absolutnie nic. W pewnym momencie, nie orientując się nawet kiedy, najzwyczajniej w świecie straciła przytomność. Od zbyt dużej ilości emocji, zapewne. Czosnek nie miała więc najmniejszego problemu z chwyceniem jej za skórę na karku i odciągnięcie w bezpieczne miejsce, Jaskółka nie miała jak zaprotestować. Nic więc nie stanęło dwóm przytomnym na przeszkodzie, by wrócić do nory.
zt
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Tego dnia nie wróciła z polowania. Nie miała na to siły.
Tym razem nie spędziła swojego czasu, leżąc pod jakimś krzewem i marznąc; zamiast tego szła przed siebie. Nie upolowała ani jednej zdobyczy, podjęła z resztą tylko jedną próbę... nieudaną dlatego, że nadepnęła na kawałek dziwnego, niemalże przezroczystego materiału, który zaskrzypiał pod jej łapą, płosząc kawkę, która miała stać się jej ofiarą. Nie próbowała nawet biec za ptakiem - ten wzbił się w powietrze i odleciał bez żadnych przeszkód. Nie podniosła nawet głowy; nie miała na to siły.
Nie mogła dłużej obciążać innych swoją osobą; wiedziała to. Imbirek jedynie cierpiał przez to, że kiedyś chciała go do siebie przywiązać, teraz z pewnością czując się zobowiązany do marnowania czasu na jej osobę. Ponadto, gdyby wtedy nie zabrała go ze sobą na patrol... gdyby wtedy nie byli na nim razem, nigdy nie zostałby przeklęty przez Gwiezdnego. Nie mówiąc już o tym, że gdyby była lepszą córką... jej rodzice doczekaliby się kolejnego wojownika w rodzinie. Może nawet mieliby kolejne kocięta? Może to ona, fakt, że była wiecznym terminatorem, problemem i obciążeniem dla innych sprawiał, że nie chcieli mieć więcej potomstwa...? Wszystko to nie miało sensu. Jej życie, to, jak niszczyła te należące do innych, fakt, że pozostawała jedynie zawodem, że wszystko, czego się dotknęła, niszczyło wszystko wokół...
Jasny postąpił mądrze, że znalazł sobie kogoś innego.
Nie pamiętała, jak długo szła. Obraz wokół niej był zamglony. Wiedziała, że przekraczała Grzmiącą Ścieżkę, robiła to jednak nieświadomie, zupełnie zapominając o fakcie, że jest to miejsce niebezpieczne. Z resztą, nawet, jeśli zaatakowałby ją Potwór Dwunogów - co z tego? Umarłaby, wszystkim żyłoby się łatwiej...
Nie miała jednak odwagi, by rzucić się w paszczę potwora. Sami Gwiezdni wiedzieli - i śmiali się z tego zapewne - jak często w ostatnich księżycach stawała przy ciemnej masie Grzmiącej Ścieżki, jak próbowała zdobyć się na odwagę... była słaba. Nie była nawet wystarczająco odważna, by uwolnić innych od swojego ciężaru.
Teraz zaś brnęła przed siebie, jak przez mgłę widząc również otaczające ją pagórki. W pewnym momencie, zorientowała się, że wokół niej pada zmieszany z deszczem śnieg, kiedy jednak zaczął padać...? Nie była w stanie tego powiedzieć. Szła przed siebie, czując, że nie może się zatrzymać, pomimo drętwiejących powoli palców, nie wiedziała jednak nawet, dlaczego właściwie się przemieszcza, dlaczego musi iść dalej. Nie czuła nawet, kiedy mróz zaczął przenikać przez jej zmoczone futro, sprawiając, że idąc, cała się trzęsła. Wiedziała, że powinna znaleźć schronienie, że jeśli tego nie zrobi, ten dzień może skończyć się dla niej na zawsze, jednakże... ten fakt był dla niej dziwnie obojętny. Z resztą, nigdzie po drodze nie widziała żadnej nory, w której mogłaby się schować, nie miała z resztą siły, żeby się rozglądać, zwłaszcza, że wszystko wokół było jak we mgle i bez wirujących wokół płatków śniegu i deszczowych kropli. Szła więc, czując, jak robi się jej coraz zimniej, jak chłód, przeraźliwy chłód gryzie jej ciało i próbuje przeniknąć chyba do samych kości. Co z tego, że powinna znaleźć schronienie? Nie zasługiwała na nie. Zasługiwała na ból. Niszczyła życie wszystkich wokół siebie... ten chłód, ten mróz, to wszystko było tym, na co zasługiwała. Nie, zasługiwała na więcej, nie była jednak w stanie...
Chłód stawał się coraz dotkliwszy, wnikając w jej kości, zaś zawieja stawała się coraz bardziej dotkliwsza - do zmieszanego z deszczem śniegu dołączył przenikliwy wiatr, który sprawił, że miała wrażenie, że mróz zaczął gryźć swoimi szczękami jej kości, drapiąc je i robiąc wszystko, żeby bolało bardziej. To jednak nic. Zasługiwała na ból psychiczny, zasługiwała na to wszystko, musiała iść przed siebie, pomimo, że łapy drętwiały jej coraz bardziej...
W pewnym momencie przestała je czuć. Zamiast tego zorientowała się, że po jej ciele rozpływa się ciepło, a podłoże wydaje się być miękkie, jakby samo zachęcało ją do tego, żeby się na nim położyła. Ale... nie mogła się położyć, musiała iść przed siebie, pomimo tego, że czuła, jak niewidzialna siła niemalże zaczyna przyciągać ją do ziemi. Poczuła, że jej serce nagle zaczyna bić o wiele szybciej. Nie puszcze cię, dopóki nie powiesz mi, na czym polega twój plan.
Podobnie do ziemi przycisnąć próbował ją kiedyś Iskrząca Łapa. Nie, nie, nie mogła na to pozwolić, nie mogła pozwolić na to, żeby stało się to ponownie, musiała, musiała, musiała iść dalej... Wszystko, co mi możesz dać... mogę sobie wziąć.
Nie, nie mogła się zatrzymać, musiała iść dalej, prosto przed siebie, musiała...
W pewnym momencie łapy same się pod nią ugięły. Nie mogła iść dalej, nie była w stanie. Podłoże samo przyciągało ją do siebie, niemniej jednak teraz nie była w stanie się mu oprzeć. Ciepło... ciepło przyciągało jej odrętwiałe ciało, sprawiając, że nie chciała się już przeciwstawiać. Jej poprzednie porównanie było nieadekwatne, a panika...? Po co właściwie panikowała? Jaki właściwie był tego powód...?
Nie miała pojęcia. Nie była sobie tego w stanie przypomnieć.
Położyła głowę na ziemi, uznając, że zamknie oczy tylko na jedno, może na dwa uderzenia serca, kiedy już to jednak zrobiła, poczuła, że nie była już w stanie ich otworzyć. Nie chciała tego robić. Było jej tak przyjemnie ciepło, ogarniał ją błogi spokój, którego nie czuła od tak wielu, wielu księżyców...
Oddechy kotki stawały się coraz rzadsze, acz głębokie; nie czuła chłodu, który wdzierał się do jej płuc w każdym wdechem. Odczuwała jedynie ciepło; zdradliwy organizm i zdradliwy mróz oszukały ją, nie zdawała sobie jednak z tego sprawy, czując, jak po odrętwiałym ciele rozchodzi się przyjemne uczucie. Z czasem częstotliwość jej oddechów uległa jeszcze większemu zmniejszeniu; serce, wreszcie uspokojone, wreszcie pozbawione stresu zaczęło bić coraz wolniej; umysł, pozbawiony poczucia winy, zdawał się być opatulony miękką, ciepłą mgłą. Czuła się, jakby otaczała ją przytulna, ciepła barwa samego słońca, zupełnie, jakby to pojawiło się zupełnie znikąd, przepędzając niepogodę i nadciągającą Porę Nagich Drzew. Po raz pierwszy od tak dawna nie czuła tego... tego wszystkiego, nie myślała już nawet o tym. Czuła, jak jej przytomność zaciera się powoli, tak, jak działo się to każdego wieczoru, kiedy próbowała zasnąć. Było jej ciepło, wreszcie została zupełnie pozbawiona tych strasznych uczuć, które targały nią, odkąd była niedawno mianowaną terminatorką, czuła spokój, którego nie była w stanie odczuwać od tak dawna. Miała zamknięte oczy, odnosiła jednak wrażenie, że widzi to, co dzieje się wokół niej - miekkie, ciepłe światło oświetlało pozbawione liści drzewa, z każdym uderzeniem jej serca blednąc i sprawiając, że obraz stawał się coraz ciemniejszy i bardziej niewyraźny.
Uznała, że nie musi podnosić się już teraz. Mogła pozwolić sobie jeszcze na kilka uderzeń serca tego błogiego spokoju, którego tak potrzebowała.
Ostatecznie ciemniejący obraz stał się czarny, a Gęsia Łapa... zasnęła.
Wkrótce później słońce całkowicie wyłoniło się ponad horyzont, przepędzając niepogodę i odsłaniając coraz chłodniejsze ciało złotej kotki, na które opadały, zdaje się zupełnie bezwiednie, krople deszczu zmieszane z płatkami śniegu. Wkrótce potem opadły na nie również kruki. Tym razem im się poszczęściło. Znalazły łatwą zdobycz, która zdawała się być wręcz wynagrodzeniem panującej niedawno niepogody. Jedna z pierwszych ofiar nadchodzącej Pory Nagich Drzew poddała się jej całkowicie, sprawiając, że tego dnia czarne ptaszyska mogły napełnić swoje żołądki parującym jeszcze na mrozie ciałem.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Ten dzień nie należał do najpiękniejszych, aczkolwiek trudno byłoby go również nazwać tragicznym. Siąpiło nieco, było raczej chłodno, a wilgoć, która pozostała po niedawnych opadach, nie napawała na pewno optymizmem, ale Toń starał się tym zbyt mocno nie przejmować. Nie próbował również wychodzić nigdzie daleko z własnego legowiska, jedynie kawałek w górę i w dół, by napić się i zapolować na coś, co można byłoby uznać za smakowite. W czasie Pory Nagich Drzew było to niestety utrudnione, ale mimo wszystko taka pogoda akurat całkiem sprzyjała łowcy, w końcu, chociażby wróble, które nie odleciały nigdzie na zimę, kuliły się pod nielicznymi, okolicznymi krzewami, więc Toń dość prędko zapełnił sobie brzuch, a teraz nastroszony kierował się ku własnemu legowisku, by tam zapaść zapewne w krótką drzemkę. W końcu cóż innego miałby robić? Nie było najmniejszego nawet sensu, by przeprawiał się gdzieś za Grzmiącą Ścieżkę, nie znalazłby tam zapewne nic innego, niż miał tutaj, a zatrzymywanie Klanowych patroli w taką pogodę, mijało się całkowicie z celem. Nie sądził również, by Lawenda zdecydowała się odwiedzić go w czasie chłodu i słoty, która bardziej przypominała chwilowo jesień niż zimę, byłaby niewątpliwie zziębnięta i zmęczona ponad miarę, a czekałby ją jeszcze powrót.
Tak czy inaczej, Toń nie spodziewał się raczej spotkać kogokolwiek na trasie, która wiodła do jego legowiska u podnóży Borsuczych Pagórków, gdzie mógł przyjemnie spędzić czas, w swoim kilkukomorowym lokum. O ile oczywiście za przyjemne można było uznawać spanie na mchu i pierzu albo rozważanie na milion niezliczonych tematów, jakie właściwie wiecznie kręciły się po jego głowie. Uśmiechnął się nieco smutno pod nosem, bo to było chyba najgorsze w samotniczym życiu, starał się jednak tym zbytnio nie przejmować. Przystanął pod krzewem, który znajdował się już dość blisko jego domu i zaczął myć przednią łapę, którą przed momentem umoczył w błotnistej ziemi, a później nieznacznie poruszył nosem, gdy doleciała do niego jakaś nowa woń. Zdaje się, że nie był tutaj taki całkiem sam? Rozejrzał się po okolicy, starając się już teraz dostrzec osobnika, którego zapach właśnie starał się dostać do jego nosa i zaalarmować o swojej obecności.
//Złocisty Kłos
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight