Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Kiedy Toń został zmuszony do opuszczenia Klanu Rzeki dzieci Ciemniejącego były jeszcze dość małe. Pamiętał burzliwą wymianę zdań z jedną z jego córek, chociaż teraz jej imię wyleciało już z jego głowy, nie miał jednak okazji poznać pozostałych kociąt. Istniał cień prawdopodobieństwa, że widział je gdzieś z daleka, że ich ojciec coś o nich wspominał i opowiadał, ale mimo wszystko Toń nie był w stanie połączyć stojącej przed nim Ostrężyny z jakąś konkretną sylwetką, toteż po prostu słuchał tego, co młoda miała mu do powiedzenia. Nie zachowywał się w stosunku do niej agresywnie, nie zamierzał jej również gonić, czy się z nią szarpać, ale w zdziwieniu uniósł brwi na to, jak się wyrażała. W pierwszej chwili pomyślał zatem, że ma do czynienia z kotem, który urodził się jako pieszczoch, wkrótce później jednak kocica się przedstawiła, a były wojownik poczuł, że nie do końca chyba rozumie, co się tutaj właśnie wydarzyło. Poruszył nieznacznie uchem.
- Byłaś kiedyś w siedliskach Dwunożnych? - zapytał, bo to chyba było jedyne wyjaśnienie dotyczące jej sposobu wyrażania się, innego wytłumaczenia nie umiał teraz odnaleźć. Przekrzywił również nieznacznie łeb słuchając o Perle, o kociętach - jakimś cudem mu to umknęło? - i zastanawiając się, jak dokładnie daleko stąd znajduje się jej legowisko. Czuł, że powinien tam pójść i przekonać się, jak się sprawy mają, może kocica potrzebowała w końcu jakiejś pomocy?
- Nie wiedziałem, że Perła mieszka z kimś jeszcze... Jak ona... oni się czują? I skąd właściwie pochodzisz, Ostrężyno, z którego Klanu? - odezwał się po chwili rozglądając po okolicy, jakby starał się zlokalizować miejsce, w którym ukrywała się jego przyjaciółka. Chyba nie był najlepszym obserwatorem, skoro nie zorientował się, że ta spodziewa się kociąt. Nie był pod tym względem może najbystrzejszy i chociaż miał mniej więcej świadomość tego, jak wszystko się odbywa, dzięki Jeżynie przynajmniej, to nie do końca umiał sobie uzmysłowić, że Perła faktycznie mogła urodzić potomstwo.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
Były, nie znaczyło to jednak, że w ogóle mogły nie kojarzyć nikogo z tamtego okresu. A co do sposobu wyrażania się... chyba sposób ten wpojony jej został przez... a z resztą, zaraz Tonące Słońce otrzymasz odpowiedź. Niestety nawet pojedyncza rozmowa może ją zmienić na dłużej. Tak jak trening i decyzja odejścia, przynajmniej chwilowo, z Klanu Rzeki.
- Nie. I nigdy bym nie ch-chciała. - odpowiedziała więc. Jednak nie poczuła tego, że musi opowiedzieć kocurowi, dlaczego mówi pan czy pani. Bo po co?
- Właściwie, to mieszkam tylko w norze obok, nie razem z nią i kociętami. Żurawina zaginęła. W nocy... Ale Żądełko i Żywica mają się w porządku. Perła... chyba się boi o Żurawinę... - tu przerwała. Żurawina pewnie nie czuła się super-świetnie mogąc być tylko w dwóch norach, a że czasem któraś z kotek wspomniała o Klanach... może poszła je szukać? Czy spotka Żurawinę na terenach któregoś z Klanów, patrolującą po granicy? - Z Klanu Rzeki. Trochę zabawne, że kiedyś rozmawiałam z Perłą w obozie Kla-klanu Rzeki, a teraz mieszkam obok niej na terenach Niczyich. - odpowiedziała więc. I nie miała w zamiarze niczego więcej podawać, bo gdy skończyła, z góry zaczęło coś na nią spadać. Okazało się to być deszczem. Wypuściła powietrze z ust i spojrzała w górę. Oh-oh.
- Chy-chyba muszę wracać, panie Toniu. Przekażę Pe-perłowej Muszli, że cię spotkałam... Do widzenia... - po czym spojrzała jeszcze raz na kocura i wyskoczyła w stronę swojej norki. Biegła przez chwilę, deszcz nie ustawał. Finalnie dotarła do nory będąc cała mokra.
//zt
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
Mistrz: Jesionowa Kora [*] Płeć: kocur Matka: Nie ma jej [Łasicze Futerko] Ojciec: Gorsza kopia [Jastrzębi Krzyk] Partner: Stracił chyba ich obu
Jeden z najwyższych w klanie Cienia, umięśniony, aczkolwiek szczupły czarny point o niebieskich oczkach. Nos, koloru smoły, wtapia się w czerń, która pokrywa jego mordkę. Krótkie futerko, barwy białej, przechodzi na lekką szarość. Tylko ogon, łapki, uszy i pyszczek są czarne.
Piętnastolatek, który siedem razy nie przeszedł do kolejnej klasy, generalnie to same mięśnie na mięśniach, prawie całkiem wygolone włosy itp., siedzi z ośmiolatkami w ostatnim rzędzie i pali skręta
~Grzyb
//Więcej w KP//
Nie miał zamiaru zapuszczać się aż tak daleko. Nie sądził, że myśli mogą go tutaj zaprowadzić. Potrzebował ciszy. Gwar w obozie go irytował, denerwował coraz bardziej. Miał ochotę spędzać tam jak najmniej czasu, uciec gdzieś daleko. Przecież i tak nikt by nie tęsknił, nie zauważyliby mojego odejścia.
Od zawsze tak twierdził. No bo kto by się nim przejął? Struga? Kieł? Ku$wa. Miał o nich nie myśleć. Ale z drugiej strony tak bardzo go do nich ciągnie. Być może to dlatego znalazł się na Borsuczych Pagórkach. Tak, to było powodem wycieczki. Wyszedł wieczorem, tak, aby nikt go nie widział. Z resztą czym się martwił. I tak nikt nie zwróciłby na niego uwagi. Może... Może chciał się poczuć ważnym? Na co mu to.
Od niedawna stał się spokojniejszy. Nie. Starał się być spokojniejszy. Jego myśli pochłaniały go, tak jakby chciały pożreć go całego, nie zostawiając nic. Być może klan Cienia si go pozbędzie. Ale powiedzmy sobie szczerze- nie miał powodów do samobójstwa. No i pewne było, że go nie popełni. Będą się z nim męczyć jeszcze długo i długo. Gdy będzie musiał, będzie się bronić, nie pozwoli dać się zamordować.
Przekroczenie Grzmiącej Ścieżki nie było dla niego trudne. Już raz próbował, gdy wziął tu Strugę. Ah tak, Struga. Terminator, a może ktoś więcej? Nie. Patrzył w stronę Grzmiącej Ścieżki siedząc na Kamiennych Pazurach. Wtedy przyszła do niego Kieł. Ah tak, Kieł. Koleżanka, a może jednak ktoś więcej? Nie. Nie jest pewny. Tak samo jak przy swoim terminatorze. Nic nie wie. O tych myślach mówiłam. Musiał w końcu to poukładać, dlatego potrzebował spokoju. Przysiadł na Borsuczych Pagórkach, tak jak kiedyś ze Strugą przy Żabiej Sadzawce... Przestań! Nie chciał o nich myśleć, o żadnym z nich. Chwila spokoju. Wdech. Wydech. I spokój. Przymknął lekko oczy, wytężając inne zmysły. Trzeba być uważnym, bo zawsze znajdzie się kot, chcący się go pozbyć. To obłęd, czy w niego popadł?
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
No cóż... Zachód po prostu w pewnym momencie musiała się wyrwać. Urwać z obozu. Słońce powoli zachodziło, kiedy to czekoladowa córka Śliwkowej Gałązki, wyszła ze swojej dziupli. Wymknęła się niezauważona, niczym cień przechodząc przez Błyszczące Skałki. Idąc następnie przy Grzmiącej Rzece, a dokładniej tuż przy Wilgotnych Skałkach. Od śmierci Mlecznego Kła oraz po rozmowie z Ćmim Zmierzchem, była mniej chętna do robienia burd. Z resztą aktualnie miała już trzydzieści księżyców i nadal ślęczała z imieniem terminatorki. Z tym durnym członem "Łapa". Tymczasem młodsze od niej, nic nie warte szczyle, były mianowane od tak! I tak straciła już kompletne zaufanie do tego klanu. Najpierw wszyscy są za nią, aby coś zmienić, a jak przyjdzie co do czego, to już nie! Tchórze. Imitacje wojowników. Marne podróby.
Westchnęła, dochodząc do Torfowego Rojstu. Przekraczając granice... w sumie nic nie czuła. I tak zamierzała tam wrócić rano. Nie mogła dać Czerwi satysfakcji z jej zniknięcia. Z resztą jeśli Ćma mówiła prawdę, to po swoim przykładaniu się do pracy, powinna zostać mianowana. Przykładała się? No tak. Chodziła częściej na granice i oczywiście jeszcze częściej na tą z Wichrem, aby skorzystać z rady córki liderki. Po rozmowie z nią, wcale nie wydawała się taka głupia, za jaką ją brała. Nie przyznałaby się jednakże do pomyłki publicznie. W życiu.
Położyła po sobie uszy, kiedy miała przekroczyć Grzmiącą Ścieżkę. Przed nią przejechało kilka potworów, ale ona nie drgnęła. W końcu może i wyglądały strasznie, lecz gdyby mogła to zapewne załatwiłaby je jednym pazurem. Kiedy żadne z tych okrągłołapych stworzeń, nie pojawiło się w zasięgu jej zielonych oczu, kilkoma susami przeskoczyła twardą nawierzchnię. Nieprzyjemnie szarpała ona jej poduszki łap. Kiedy więc ponownie dotknęła trawy, polizała każdą z nich kilkukrotnie. Skierowała się na... Borsucze Pagórki o dziwo. Po prostu chciała tam iść. Może dostanie jakiegoś olśnienia, co robić dalej?
Ta i tyle zostało z tej spokojnej dotychczas Zachód, kiedy to na horyzoncie pojawiła się sylwetka kota, a do jej nozdrzy dotarł zapach Klanu Cienia. Zjeżyła się, rozchylając lekko wargi, aby pokazać swoje kły. Wydawało jej się, że skądś znała tego kota, ale to nie ważne. Syknęła w stronę wojownika. Biczowaty ogon walił na boki, a ona spoglądała z lodem w zielonych oczach, na pointa.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Mistrz: Jesionowa Kora [*] Płeć: kocur Matka: Nie ma jej [Łasicze Futerko] Ojciec: Gorsza kopia [Jastrzębi Krzyk] Partner: Stracił chyba ich obu
Jeden z najwyższych w klanie Cienia, umięśniony, aczkolwiek szczupły czarny point o niebieskich oczkach. Nos, koloru smoły, wtapia się w czerń, która pokrywa jego mordkę. Krótkie futerko, barwy białej, przechodzi na lekką szarość. Tylko ogon, łapki, uszy i pyszczek są czarne.
Piętnastolatek, który siedem razy nie przeszedł do kolejnej klasy, generalnie to same mięśnie na mięśniach, prawie całkiem wygolone włosy itp., siedzi z ośmiolatkami w ostatnim rzędzie i pali skręta
~Grzyb
//Więcej w KP//
Spotkanie tu kota o tej porze graniczyło z cudem. To znaczy on tak myślał. Mało kiedy klanowe kotki wypuszczają się tak daleko. Jeśli już wyjdą, to przeważnie nie przechodzą przez Grzmiącą Ścieżkę. Ten strach i w ogóle. On natomiast od dawna się nie bał, nawet gdyby go przejechali to i tak niczego oprócz życia by nie stracił. Można powiedzieć, że klanowi Cienia byłoby łatwiej. Nikt nie musiałby na nikogo uważać, to znaczy kocięta. Żadne nie kręci się przy Przewalonym Drzewie, mimo że to intrygujące miejsce.
Wyczuł zapach klanu Rzeki, co sprawiło, że niemalże od razu otworzył oczy. Był natomiast spokojny, obserwował tylko teren. Pazury miał w gotowości, gdyby delikwent postanowił zaatakować z zaskoczenia. Wstał. Gdy usłyszał syknecie, zauważył tą, no... Jak ona miała? Liliowa czy tam Zachodząca Łapa. Nie, raczej Zachodząca, bo Liliowa miała liliowe futro. Jakimś cudem jeszcze to pamiętał. Tylko, że wtedy był gówniakiem, zwykłym rozwydrzonym terminatorem. Teraz jest już wojownikiem, lepszym kotem niż wcześniej, przynajmniej odrobinę. I to nie że względu na range.
-Oh Zachodząca Łapa, witaj- powiedział z nadmierną, sztuczną aż życzliwością i szarmanckim uśmiechem na ustach. Nie rozumiał wrogiej postawy kocicy, może go nie poznała? Czy w lesie jest ktoś taki jak on? Głupek Jastrzębi Pazur, czy tam Szpon (albo Krzyk?) się nie liczy... Być może ktoś nosi takie same futro, ale na pewno nie jest tak rozpoznawalny jak on. Bo go zna wiele kotów. No i dobrze, mają znać go wszyscy. -Po co ta wroga postawa? Co cię tu sprowadza?- zapytał, mrużąc oczy. Tym razem z jego głosu zniknęła ta udawana życzliwość. Mówił... Tak jak zawsze. Szorstko.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Nie zmieniała postawy, nawet po rozpoznaniu kocura. Szczurza Łapa chyba tak się nazywał. No pewnie tak, to ta larwa, po którą musiała przyjść aż wojowniczka z jego klanu. Głupek. Machnęła poirytowana ogonem na jego życzliwość. Kocury. Niby tacy życzliwi a potem co? A potem o zdradę oskarżać tylko potrafią. Głupie istoty. Durne. Co ten też myślał, że z nią na słodkie uśmieszki złapie? Fuknęła tylko zła, pokazując swoje kły.
- Co cię to interesuje, co ja tu robię - warknęła zła. Nie miała zamiaru się nawet bawić w to, że najpierw mogą spokojnie porozmawiać - Jesteś z innego klanu, to ci chyba powinno wystarczyć - mruknęła następnie, po czym nadal gapiła się na niego zimnym wzrokiem. Brakowało jeszcze, aby miała tylko niebieskie oczy. No cóż, została obdarzona zielonymi, ale przynajmniej pasowały do futra, odziedziczonego po matce.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Mistrz: Jesionowa Kora [*] Płeć: kocur Matka: Nie ma jej [Łasicze Futerko] Ojciec: Gorsza kopia [Jastrzębi Krzyk] Partner: Stracił chyba ich obu
Jeden z najwyższych w klanie Cienia, umięśniony, aczkolwiek szczupły czarny point o niebieskich oczkach. Nos, koloru smoły, wtapia się w czerń, która pokrywa jego mordkę. Krótkie futerko, barwy białej, przechodzi na lekką szarość. Tylko ogon, łapki, uszy i pyszczek są czarne.
Piętnastolatek, który siedem razy nie przeszedł do kolejnej klasy, generalnie to same mięśnie na mięśniach, prawie całkiem wygolone włosy itp., siedzi z ośmiolatkami w ostatnim rzędzie i pali skręta
~Grzyb
//Więcej w KP//
Najwidoczniej postawa Szczura nie sprawiła, że Zachód jakkolwiek zmieniła sposób mowy, czy postawę ciała. Być może go nawet nie poznała albo dalej postrzega go jako młodego, głupiego Szczurzą Łapę, którego już dawno nie ma. Zamknął ten rozdział za sobą i nie chce do niego wracać. Był wtedy naprawdę głupi. Teraz po prostu dorósł do pewnych rzeczy, a z niektórych wyrósł. U każdego tak jest.
-Dobra, dobra. Najwidoczniej nie jesteś w humorze. A więc nawet nie będę pytał o co ci chodzi, bo zgaduje, że i tak nie odpowiesz?- powiedział po chwili, unosząc jedną brew do góry. Nie przeszkadzało mu kompletnie, że Zachód jest zła, w sumie to trochę go to kręciło. Uwielbia grać na nerwach złym kotom, szczególnie jeśli nie mogą mu nic zrobić. No... W tym przypadku akurat może zostać zaatakowany, ale się nie obawia.
-Wiesz w ogóle kim jestem?- spytał po chwili, bo naprawdę był tego ciekawy.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
- Oczywiście, że nie - prychnęła po chwili, po czym trzepnęła powoli ogonem. Jak wąż, on delikatnie się wił, to w jedną, to w drugą stronę. Machał na boki, kiedy ona zatopiła w kocurze spojrzenie zielonych oczu. Wypuściła powietrze z nozdrzy, spoglądając na niego cały czas. Nie miała zamiaru spuścić go z oczu. Pochodzili z dwóch klanów i on nie miał zamiaru pozwolić na to, aby ten mógł poczuć nad nią dominacje.
- Czy wiem kim jesteś? Durne pytanie - prychnęła po dłuższej chwili, po czym machnęła ogonem nieco mocniej. Nie zapomnij takiego głupiego zachowania, jakim wykazywał się ten kocur. Serio jak już chciał się ośmieszać, to przed kimś innym, a nie przed nią.
- Byłeś wtedy nad Szuwarem Turzycy. Kiedy byłam tam z siostrą. Ah i przyszła po ciebie ta wojowniczka... Szczurza Łapo. Jakaś kara była? - zapytała po chwili kpiąco, w stronę Cienistego kocura. Tamta akacja była naprawdę żałosna. Po prostu żałosna.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Mistrz: Jesionowa Kora [*] Płeć: kocur Matka: Nie ma jej [Łasicze Futerko] Ojciec: Gorsza kopia [Jastrzębi Krzyk] Partner: Stracił chyba ich obu
Jeden z najwyższych w klanie Cienia, umięśniony, aczkolwiek szczupły czarny point o niebieskich oczkach. Nos, koloru smoły, wtapia się w czerń, która pokrywa jego mordkę. Krótkie futerko, barwy białej, przechodzi na lekką szarość. Tylko ogon, łapki, uszy i pyszczek są czarne.
Piętnastolatek, który siedem razy nie przeszedł do kolejnej klasy, generalnie to same mięśnie na mięśniach, prawie całkiem wygolone włosy itp., siedzi z ośmiolatkami w ostatnim rzędzie i pali skręta
~Grzyb
//Więcej w KP//
Ah. Czyli tak jak myślał. Gdyby jednak Zachód postanowiła mu powiedzieć, to naprawdę by się zdziwił. Zdziwił by się do tego stopnia, że pewnie by zaniemówił. Spojrzał na nią i dopiero wtedy zauważył, że cały czas się na niego patrzyła. A więc tak chcesz się bawić? Zobaczymy kto pierwszy odpuści.
-Nie patrz się tak na mnie, bo się zawstydze. Nie wiedziałem, że jestem aż tak piękny.- powiedział i uśmiechnął się złośliwie, patrząc na kocicę. Na pewno ją to zirytuje. Miał tylko nadzieję, że nagle nie rzuci się na niego w celu rozdrapania mu pyska. Nie chciałby walczyć teraz. Jest ciemno, poza tym jest daleko swoich terenów, za Grzmiącą Ścieżką, więc nie miałby gdzieś uciec w razie czego. Ale czy uciekałby, gdyby była taka potrzeba? Chyba honor kazałby mu zostać.
-No ja nie wiem czy takie durne. - powiedział najpierw, oczekując aż w końcu wypowie jego imię. Jego imię terminatorskie, bo gdy się spotkali był jeszcze Terminatorem. Ah to będzie cudne uczucie, gdy powie jej że jest już wojownikiem i ma nawet swojego terminatora, a ona? Dalej tkwi w randze terminatora. No chyba, że została już wojowniczką, ale po prostu nie odpowiedziała na jego przywitanie, aby dalej był w bledzie. -Teraz Szczurzy Pazurze, kochana- odpowiedział, patrząc na nią zadowolony. Było warto.
-Kara? Nie dostałem żadnej kary. Wazkowa Sadzawka chyba nawet nie poszła do przywódcy.- dodał, ale bardziej obojętnym głosem. Wojwoniczką nic chyba nie mówiła Wężowi, a on sam nie miał zamiaru się do niego zgłaszać, wiec... Tym razem się mu upiekło. -A gdzie twoja siostra? Nie wzięłaś jej że sobą na spacer? Wydawało się, że mnie polubiła. Chętnie bym sobie z nią jeszcze porozmawiał- dodał, przeciągając się. Po chwili wstał, ale nie zamierzał nic więcej robić. Po prostu stal i tyle.
Modrzew jest kotem bengalskim o umaszczeniu srebrnym charcoal. Jest wysoki i ma bardzo dobrze zbudowaną klatkę piersiową. Wiadomo już teraz, że nie będzie żadnym chuderlawym i wątłym kotem. Jednak jego ciało nie jest pozbawione bengalskiej gracji, która podkreśla jego wspaniałą budowę.
Umaszczenie jest u niego srebrne niczym rtęć. Kiedy kocur wygrzewa się na słońcu, widać jak srebrne futerko delikatnie się błyszczy. Tak samo jak matka ma on czarne rozety na sobie, które są charakterystyczne dla jego wyjątkowej rodziny. Posiada też czarną pręgę, która rozciąga się wzdłuż kręgosłupa do samego czubka pręgowanego ogona.
Najbardziej przyciąga uwagę innych kotów jego pyszczek. Jest on smukły i ma dość ostre rysy. Jego nosek jest calutki czarny jednak same policzki są srebrne, tak jak cała reszta ciała. Ma też jasne obwódki dookoła swoich pięknych błękitnych oczu. Reszta pyska jest smagana czarnymi płomieniami na rtęciowym tle, które dają efekt maski na jego pyszczku.
Modrzew jest już od urodzenia bardzo ambitnym kociakiem. Chce udowodnić wszystkim, że jest godnym przyjacielem, ale też przeciwnikiem. Ma też zamiar pokazać, że jego rodzina jest idealna w każdej swojej wadzie. Swoje rodzeństwo i matkę ochroni za wszelką cenę. Uważa, że ma taki obowiązek. Modrzew nie jest ideałem, ma swoje wady a największą z nich jest łatwość wytrącenia z równowagi. Najłatwiej to zrobić poprzez powiedzenie chodź jednego złego słowa o członku jego rodziny. Taka sytuacja skutkuje najczęściej bójką, oczywiście bez pazurów. Modrzew, jak każde iglaste drzewo potrafi być dość kłujący i uszczypliwy. Kocurek nie uważa siebie za ideał, ale za to jego rodzinę za taki uważa i zrobi wszystko, aby ją ochronić.
Szepcząca Łapa {KW} Pstrąg {KR}
Niedługo słońce się zbliży ku zachodowi. Topiołki w takiej scenerii wyglądają dość smutno,a na pewno nie wyglądają wesoło. Są prawie puste, tylko vo jakiś czas słychać dźwięki dochodzące z szosy.
Może uda mi się znaleźć swoją pierwszą ofiarę? Przyniosę ją na koniec dnia dla nas przed snem. Jestem ciekaw jaką minę będzie miała Mam i reszta rodzeństwa, jak im to pokaże.
Dużo nie myśląc kieruję się na wrzosowiska. Lubię zapach trawy. Plus wiem, że jest tam wiele zwierzątek np. Myszy czy innych rzeczy. Delikatnie się zakradając wchodzę w wielkie trawy.
Stompam lekko, nie chcę aby coś mnie usłyszało zanim ja wykryje swoją przyszłą ofiarę. Wciągam głęboko powietrze przez nos. Smakuje wszystkie zapachy, które mnie otaczają. Nastawiam uszy, wysłuchuję najdrobniejszy dźwięków. Albo jakiegoś dźwięku, którego nie potrafiłby wydać wiatr. Szukam wszystkiego co wskazuje na obecność mojej przyszłej ofiary.
RUNboyr u n!ThisworldISnotmadef o rYOU RUNboyrun!They’ret r y i n gTOcatchYOU RUNb o yrun!RUNNINGisAVICTORY RUNb o yrun!BeautyLAYSbehindtheHILLS RUNboyrun!THEsunwillbeg u i d i n gYOU RUNb o yrun!they’redyingtoSTOPYOU RUNboyrun!ThisraceISaprophecy RUNboyrun!Breako u tFROMsociety TOMORROWisanotherday ANDyouwon’thavetohideaway You’llBEaman,boy! BUTforNOWit’stime TOr u n,it’sTIME TORUN!
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Modrzew postanowił zapolować. Zaczął szukać zwierzyny w okolicy, rozglądając się dookoła, jednak nic poza szumem liści i podmuchami wiatru do niego nie docierało, jakby okolica była pusta. Cóż, będzie musiał szukać dalej, bo na razie szczęście mu nie dopisywało. Może w innych częściach Topiołków znajdzie więcej szczęścia.
Modrzew jest kotem bengalskim o umaszczeniu srebrnym charcoal. Jest wysoki i ma bardzo dobrze zbudowaną klatkę piersiową. Wiadomo już teraz, że nie będzie żadnym chuderlawym i wątłym kotem. Jednak jego ciało nie jest pozbawione bengalskiej gracji, która podkreśla jego wspaniałą budowę.
Umaszczenie jest u niego srebrne niczym rtęć. Kiedy kocur wygrzewa się na słońcu, widać jak srebrne futerko delikatnie się błyszczy. Tak samo jak matka ma on czarne rozety na sobie, które są charakterystyczne dla jego wyjątkowej rodziny. Posiada też czarną pręgę, która rozciąga się wzdłuż kręgosłupa do samego czubka pręgowanego ogona.
Najbardziej przyciąga uwagę innych kotów jego pyszczek. Jest on smukły i ma dość ostre rysy. Jego nosek jest calutki czarny jednak same policzki są srebrne, tak jak cała reszta ciała. Ma też jasne obwódki dookoła swoich pięknych błękitnych oczu. Reszta pyska jest smagana czarnymi płomieniami na rtęciowym tle, które dają efekt maski na jego pyszczku.
Modrzew jest już od urodzenia bardzo ambitnym kociakiem. Chce udowodnić wszystkim, że jest godnym przyjacielem, ale też przeciwnikiem. Ma też zamiar pokazać, że jego rodzina jest idealna w każdej swojej wadzie. Swoje rodzeństwo i matkę ochroni za wszelką cenę. Uważa, że ma taki obowiązek. Modrzew nie jest ideałem, ma swoje wady a największą z nich jest łatwość wytrącenia z równowagi. Najłatwiej to zrobić poprzez powiedzenie chodź jednego złego słowa o członku jego rodziny. Taka sytuacja skutkuje najczęściej bójką, oczywiście bez pazurów. Modrzew, jak każde iglaste drzewo potrafi być dość kłujący i uszczypliwy. Kocurek nie uważa siebie za ideał, ale za to jego rodzinę za taki uważa i zrobi wszystko, aby ją ochronić.
Szepcząca Łapa {KW} Pstrąg {KR}
Czuję podmuch wiatru i już teraz wiem, że nic tutaj nie znajdę. Otacza mnie cisza, ewentualny szelest liści.
Nikt nie mówił, że szukanie ofiary jest takie trudne, no ale nic to kieruję się na południe do płaczącej wierzby. Może w jej korzeniach będą jakieś małe myszki? Albo ptaki co postanowiły usiąść i posłuchać jej szumu? Warto sprawdzić.
Biegnę nie chcę tracić czasu. No i mama może się martwić, jeśli bardzo się spóźnię.
Po chwili dobiegam do Płaczącej Wierzby i tam szukam swojej przyszłej ofiary. Od razu jestem nisko na łapach, uszy do przodu. Pyszczek delikatnie otwieram, żeby lepiej posmakować powietrze. Staram się Też cały czas być za czymś, jak się rozglądam. Nie chcę być pierwszy zauważony. No i najważniejsze staram się iść cały czas pod wiatr. Wolę być odrazu przygotowany do ataku.
RUNboyr u n!ThisworldISnotmadef o rYOU RUNboyrun!They’ret r y i n gTOcatchYOU RUNb o yrun!RUNNINGisAVICTORY RUNb o yrun!BeautyLAYSbehindtheHILLS RUNboyrun!THEsunwillbeg u i d i n gYOU RUNb o yrun!they’redyingtoSTOPYOU RUNboyrun!ThisraceISaprophecy RUNboyrun!Breako u tFROMsociety TOMORROWisanotherday ANDyouwon’thavetohideaway You’llBEaman,boy! BUTforNOWit’stime TOr u n,it’sTIME TORUN!
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Srebrzysty młodzik skierował się w stronę Płaczącej Wierzby i tam próbował zapolować. Sęk w tym, że przypadkiem... wkroczył na ziemie, które niedawno przywłaszczył sobie niejaki Burbon. Bury, barczysty kocur o sierści pozbawionej bieli i pręgach przypominających pioruny. Starszy kocur chwilę mu się przyglądał, po czym wyskoczył jak filip z konopi i z zaskoczenia trzepnął łapą w szyję Modrzewia, wysuwając pazury, jednak nie przykładając do uderzenia zbyt wiele siły, czym wyrwał trochę sierści z szyi Modrzewia, ale nie rozciął skóry, a było blisko!
- Wynoś się stąd, psia krew! Jeszcze chwila i przeoram ci rzyć tak, że cię własna matka nie pozna, brzydalu! - syknął na niego donośnie, wyginając się w pałąk, czym dodał sobie jeszcze więcej objętości. Ogon miał najeżony jak szczota do kurzu, więc naprawdę to nie były żarty. Pytanie tylko, czy Burbon tak po prostu odpuści?
- To moja ziemia! Ja ci dam polować na moim rewirze, szczylu! - ryknął raz jeszcze, przygotowując się do kolejnego ataku, na który Modrzew był już jakoś... zareagować.
Modrzew jest kotem bengalskim o umaszczeniu srebrnym charcoal. Jest wysoki i ma bardzo dobrze zbudowaną klatkę piersiową. Wiadomo już teraz, że nie będzie żadnym chuderlawym i wątłym kotem. Jednak jego ciało nie jest pozbawione bengalskiej gracji, która podkreśla jego wspaniałą budowę.
Umaszczenie jest u niego srebrne niczym rtęć. Kiedy kocur wygrzewa się na słońcu, widać jak srebrne futerko delikatnie się błyszczy. Tak samo jak matka ma on czarne rozety na sobie, które są charakterystyczne dla jego wyjątkowej rodziny. Posiada też czarną pręgę, która rozciąga się wzdłuż kręgosłupa do samego czubka pręgowanego ogona.
Najbardziej przyciąga uwagę innych kotów jego pyszczek. Jest on smukły i ma dość ostre rysy. Jego nosek jest calutki czarny jednak same policzki są srebrne, tak jak cała reszta ciała. Ma też jasne obwódki dookoła swoich pięknych błękitnych oczu. Reszta pyska jest smagana czarnymi płomieniami na rtęciowym tle, które dają efekt maski na jego pyszczku.
Modrzew jest już od urodzenia bardzo ambitnym kociakiem. Chce udowodnić wszystkim, że jest godnym przyjacielem, ale też przeciwnikiem. Ma też zamiar pokazać, że jego rodzina jest idealna w każdej swojej wadzie. Swoje rodzeństwo i matkę ochroni za wszelką cenę. Uważa, że ma taki obowiązek. Modrzew nie jest ideałem, ma swoje wady a największą z nich jest łatwość wytrącenia z równowagi. Najłatwiej to zrobić poprzez powiedzenie chodź jednego złego słowa o członku jego rodziny. Taka sytuacja skutkuje najczęściej bójką, oczywiście bez pazurów. Modrzew, jak każde iglaste drzewo potrafi być dość kłujący i uszczypliwy. Kocurek nie uważa siebie za ideał, ale za to jego rodzinę za taki uważa i zrobi wszystko, aby ją ochronić.
Szepcząca Łapa {KW} Pstrąg {KR}
W powietrzu nie czuć żadnego zapchu, świat jakby zamiera. Nagle coś mnie wali w kark. Czuję, jak moja piękna sierść jest podle wyrywana! Skandal!
Potrząsam głową i nagle widzę przed sobą ogromnego, szarego kocura. Serce mi staje. Przecież to są bezpieczne tereny. Mamo...?
Jak słyszę słowo brzydalu chcę się rzucić na oprycha, jednak za chwilę skończę z złamanym karkiem a nie z wyrwanymi kłakami.
-Bardzo przepraszm- wycedzam te słowa, są niczym jad jakim poluje na starucha. Jednak to oznacza, że muszę brać nogi za pas. Taka odzywka mogła go sprowokować, więc już wolę zacząć uciekać w stronę łan rzepaku. Spróbuję jeszcze raz tam zapolować.
Jak biegnę przede wszystkim nie odwracam się za siebie to, tylko mnie spowolni. Patrzę pod łapy, żeby się nie potknąłć o głupi kamień i wyciągam je przed siebie.
RUNboyr u n!ThisworldISnotmadef o rYOU RUNboyrun!They’ret r y i n gTOcatchYOU RUNb o yrun!RUNNINGisAVICTORY RUNb o yrun!BeautyLAYSbehindtheHILLS RUNboyrun!THEsunwillbeg u i d i n gYOU RUNb o yrun!they’redyingtoSTOPYOU RUNboyrun!ThisraceISaprophecy RUNboyrun!Breako u tFROMsociety TOMORROWisanotherday ANDyouwon’thavetohideaway You’llBEaman,boy! BUTforNOWit’stime TOr u n,it’sTIME TORUN!
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Atak Burbona: krytyczny! (150%) -> (14+15)-(7+8)=14 -> 14*1,5=21
Jadowite przeprosiny nie były czymś, czego Burbon oczekiwał. Oj, na pewno nie. Rozsierdzony samotnik nie zamierzał odpuścić młodzikowi szczególnie po czymś takim, dlatego od razu fuknął głośno i rzucił się za uciekającym Modrzewiem. Srebrzysty nie dał rady uciec daleko, bo już po dwóch susach Burbon złapał go silnymi łapami za boki i zaczepił pazurami o skórę, głęboko ją rozcinając.
- A ty gdzie, mały bękarcie!? - syknął mu do ucha, kiedy już go dopadł. Może wcześniej Modrzew miał jeszcze jakieś szanse na ugłaskanie burego samotnika, na którego przypadkiem się natknął, ale teraz? Trudno stwierdzić. Na dodatek ten poważnie go poranił. Jeśli Modrzew wyjdzie z opresji, to zostaną mu blizny.
Modrzew S: 6 | Zr: 7 | Sz: 4 | Zm: 3 | HP: 54-21=33/60 | W: 40-5=35/40
rana 0. stopnia: ślady pazurów na szyi
rana 2. stopnia: głębokie rany po czterech pazurach na obu bokach; krwawienie -> w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram