chodzący szkielet, o bardzo wypłowiałej sierści, pozbawionej blasku i objętości, zapadnięte oczy, wystające kości biodrowe, widoczne żebra. Niebieska srebrna pręgowana pointka z dużą ilością bieli o jasnoniebieskich oczach. Porusza się powoli, oszczędnie, brak jej dawnej gracji i energii.
cicha, uparta, ponura, pozbawiona skrupułów, bezczelna, spokojna, zgorzkniała, pamiętliwa. Słowem: trudna, inna, wypłowiała, parodia dawnej siebie
Paziowa Łapa (Rzeka)
- Rozumiem - odpowiedziała, uśmiechając się szeroko i ciepło do swojego rozmówcy. Przyjemnie było tak leżeć pod Grzybową Łapą, w swoim polu widzenia mieć właściwie tylko jego i kawałeczek nieba. Rozmarzyła się na chwilę, z błogim uśmieszkiem wlepiona w oblicze terminatora. Musiała przyznać przed sobą, że nie do końca słuchała tego, co mówił w tamtej chwili. Ups, miejmy nadzieję, że o nic nie pytał. - Jesteś kochany - dodała terminatorka i przesunęła delikatnie białą łapką po jego policzku. Oby ta chwila została w jej pamięci już na zawsze.
Udało jej się na jakiś czas skupić uwagę na tym, co mówił. Trudne, bardzo trudne było to zadanie. Pokręciła lekko głową, z łagodnym uśmiechem na pysku.
- Topik żyje pod wodą, ma taki śmieszny bąbelek powietrza na dupce żeby się nie utopić - poinformowała go, czujnie obserwując reakcję przyjaciela. - To, o czym mówisz, nazywa się nartnik i jest owadem, nie pająkiem. - dodała, uświadamiając sobie, że wiedza na temat życia w wodzie i wokół wody wcale nie jest tak pospolita, jak jej się wydawało. Znaczy raczej mniej pospolita niż to na początku uznała za oczywiste.
- Słuchaj, Hubuś, mam do ciebie taką sprawę. Ale zanim powiem, musisz obiecać, że się nie rozgniewasz, jak… ci się nie spodoba. - udało jej się w końcu przełamać i wypowiedzieć te słowa. Teraz już nie było odwrotu. Wspaniale. Poczuła się nawet nieco lepiej, kiedy jej słowa zawisły już między nimi. Teraz będzie już dużo łatwiej.
- Nie, to ty jesteś bardziej kochana - odbił piłeczkę, sam nieszczególnie skupiając uwagę na słowach Topik, zapatrzony w jej oczy jak w najpiękniejszy cud świata. W momencie, gdy jasna, kosmata łapa kotki dotknęła jego pyska, Huba postanowił delikatnie skubnąć zębami jeden z białych paluszków, z uśmiechem który stopniowo coraz bardziej się poszerzał.
Był tak zapatrzony w oczy Topik, że nie do końca zarejestrował to, co do niego mówiła. Wyłapał tylko tyle, że to, o czym mówił to nartnik i że... owady i pająki to dwie różne rzeczy? Gdyby się dało, nad głową Grzybowej Łapy latałyby teraz znaki zapytania. - ... to owady i pająki... to nie jest... jakby, no, to samo? Ha- poddaje się! Nic jednak nie wiem o owadach! I nie wymyślę nic lepszego do Topik, musimy się zdać na kreatywność Łabędziej Gwiazdy - Topikowa Tafla brzmiała ładnie, ale skoro nie robiło to imię sensu, to może lepiej sobie odpuścić.
Uszy Huby poruszyły się. Niemal się rozpuścił, gdy Topik nazwała go "Hubuś", tak uroczego przezwiska jeszcze nigdy nie otrzymał. A mimo to poczuł, jak atmosfera zrobiła się odrobinę gęstsza od tego pytania. Odsunął się od Topikowej Łapy tylko trochę, aby móc się na niej w pełni skupić, patrzeć jej w pysk uważnie. O co chciała spytać? Przeszedł go dreszcz ekscytacji. Co mogła powiedzieć, co miałoby go potencjalnie rozgniewać? Nie było takiej rzeczy. - Z łapą na sercu, Topik, obiecuję. Zrobię wszystko, co zechcesz, mów śmiało!
chodzący szkielet, o bardzo wypłowiałej sierści, pozbawionej blasku i objętości, zapadnięte oczy, wystające kości biodrowe, widoczne żebra. Niebieska srebrna pręgowana pointka z dużą ilością bieli o jasnoniebieskich oczach. Porusza się powoli, oszczędnie, brak jej dawnej gracji i energii.
cicha, uparta, ponura, pozbawiona skrupułów, bezczelna, spokojna, zgorzkniała, pamiętliwa. Słowem: trudna, inna, wypłowiała, parodia dawnej siebie
Paziowa Łapa (Rzeka)
Nie chciała dłużej myśleć o swoim wojowniczym imieniu. Nieco niepokoiła ją wizja zmiany i wolała odstawić te rozważania na bok. Jakie imię będzie, takie będzie, w końcu je zaakceptuje. Porzuciła również temat owadów i pająków, zupełnie jej w tej chwili nie interesował. Mogłaby powiedzieć kocurowi, że zasadnicza różnica jest taka, że owady mają sześć nóg, a pająki osiem ale zdecydowała, że przełoży to na inny moment.
Machnęła krótko ogonem, stała w miejscu, z którego już nie mogła się cofnąć. Już zapytała go i wymyślanie teraz czegoś innego byłoby na pewno niewiarygodne. Zmarszczyła brwi i uniosła je lekko. Wypuściła powietrze z płuc. No dalej, nic ci to zwlekanie nie da. Nie będzie łatwiej. Powiedz to i tyle.
- Od jakiegoś czasu myślę o tym, że chciałabym spróbować (...). I teraz kiedy spotkałam idealnego kota, wiem że jestem gotowa. Chciałbyś… spróbować? - zapytała w końcu, na zakończenie wypowiedzi ponownie bardzo delikatnie przesuwając łapą po jego policzku. Bardzo jej się ten gest spodobał, miała ochotę powtórzyć go jeszcze kilka razy. Zamiast tego dodała - Grzybku?
Prawdę powiedziawszy Huba też najchętniej odrzuciłby rozmowę o pająkach i owadach na dalszy plan. Wpatrywał się jeszcze chwilę w niebieskie ślepia Topik i zupełnie zapomniał, o czym chwilę temu rozmawiali. Kogo obchodzą owady i pająki. Jedyny pajączek, jaki interesował w tej chwili syna Płonącego Liścia, był tutaj, przed nim, tak blisko. Nie bez powodu spotkali się z dala od granicy. Gdy na chwilę zapadła cisza i Huba mógł po prostu przytulać do siebie Topik i na nią patrzeć, przypomniał sobie, dlaczego się tutaj spotkali.
Chciał móc się z nią przytulać, pieścić ją i komplementować jej piękno cały czas, bez obawy, że ktoś z Gromu lub z Rzeki ich na tym przyłapie.
Jednak nawet jego, napompowanego testosteronem, zauroczonego po uszy w Topik idioty nic nie mogło przygotować na pytanie, które mu zadała. Zamarł w bezruchu, uśmiech zniknął mu z pyska. Szok, niedowierzanie. Pytajniki były niemal namacalne, gołym okiem widoczne w jego ślepiach. Przez chwilę nie wiedział, o co jej chodzi, przeszukiwał w swoim umyśle wszystkie zakurzone szufladki i przypomniał sobie rozmowę z ojcem właśnie na ten temat.
Gdyby Huba był człowiekiem, to by się zaczerwienił po same koniuszki uszu. Wąsy mu drgnęły. Żar, który czuł w trzewiach tamtego dnia na granicy, te dwa księżyce temu, powrócił ze zdwojoną siłą. Grzybowa Łapa odchrząknął, dalej w szoku... ale tak, teraz przypomniał sobie, dlaczego przyszli tutaj, sami, z dala od Klanów. No dobra, weź się w garść, Huba, tak dobrze wam to szło ostatnim razem, obiecałeś jej, że się nie rozgniewasz. Nie, nie gniewał się, ale był w szoku - ale chyba pozytywnym.
Wstał. Stanął tak, aby górować już w pełni nad Topikową Łapą, aby patrzeć na nią z góry. Przednie kończyny miał postawione po bokach jej głowy. Ogon mu niemal wibrował, wibrysy tak samo, uśmiech powrócił na ciemny pysk. - Ale ty tak- naprawdę, Topik? Ze mną? Jesteś- jesteś pewna?
chodzący szkielet, o bardzo wypłowiałej sierści, pozbawionej blasku i objętości, zapadnięte oczy, wystające kości biodrowe, widoczne żebra. Niebieska srebrna pręgowana pointka z dużą ilością bieli o jasnoniebieskich oczach. Porusza się powoli, oszczędnie, brak jej dawnej gracji i energii.
cicha, uparta, ponura, pozbawiona skrupułów, bezczelna, spokojna, zgorzkniała, pamiętliwa. Słowem: trudna, inna, wypłowiała, parodia dawnej siebie
Paziowa Łapa (Rzeka)
Uczucie ulgi, które poczuła wraz z wypowiedzeniem na głos swojej propozycji znikło. Kiedy Grzybowa Łapa wstawał, przez chwilę była przekonana, że bez słowa po prostu sobie pójdzie. Że tak go uraziła tą propozycją, że nie może na nią patrzeć ani przez chwilę dłużej. Leżała dalej, licząc że za chwilę się odwróci i coś powie. Już miała zacząć go zatrzymywać, kiedy rzeczywiście tak się stało. Naprawdę się odezwał i… co za ulga. Nie rozgniewał się. Przynajmniej nie na pierwszy rzut oka. Odetchnęła z ulgą. Cichutko, ale jednak.
Uśmiechnęła się w odpowiedzi, kiedy zobaczyła jego uśmiech. Powoli podniosła się, by na jego odpowiedzieć mu, patrząc mu prosto w oczy, nie z tego dziwnego położenia. Był od niej wyższy, więc głowa terminatorki musiała być lekko zadarta do góry. - Tak - padła krótka odpowiedź, która miała być reprezentacją jej absolutnej pewności. - Tylko, jeżeli ty też chcesz - dodała, pragnąc by obie strony wyraziły wyraźną zgodę na to, czego tak chciała. Celowo nie zbliżała się teraz do niego, nie dotykała, by mógł myśleć trzeźwo, by nic go nie rozpraszało.
Chciała, by tego chciał. Żeby jej pragnął. Jej puszysty ogon również wibrował w powietrzu w oczekiwaniu na odpowiedź Grzybowej Łapy.
Ogon, wąsy, teraz też łapy mu drżały. Wzrokiem skakał z pyska Topikowej Łapy na resztę jej ciała, kątem oka zobaczył, jak jej ogon również się trzęsie i pierwszym, na co wpadł, to próba złączenia swojej kity z jej własną. Nie dotykał jej, na ten moment, w żaden inny sposób, chociaż teraz bardzo chciał. Była pewna, ona wiedziała, czego chciała, ale czy on też był pewien?
Coś na rodzaj wyrzutów sumienia pojawiło się w głowie Huby ponownie, ale tylko na chwilę. Kodeks... nie zabraniał. Lojalność wobec Klanu Gromu przede wszystkim. Był lojalny swojemu Klanowi, ale, och, w tej chwili chciał być lojalny tylko i wyłącznie swojej Topik. Czuł się wspaniale. Żołądek wywinął mu fikołka, gardło na chwilę zacisnęło się w supeł bo nie wiedział, co miał powiedzieć. Nie miał słów. Wyrwała mu je z pyska.
Po chwili patrzenia Topik w oczy, Huba roześmiał się cicho, mrukliwie. Pomyślał o tym, jak zareagowałby na to Klan Rzeki, jej ojciec zastępca, jak na to zareagowałby Klan Gromu, gdyby wiedzieli. Nie powinni tego robić ale zakazany owoc smakował najlepiej i w tej chwili, Huba, który jak dotąd przestrzegał zasad i był przykładnym gromiakiem, przekonał się o tym na własną łapę. - Jestem... zaszczycony. Że chcesz ze mną. Jestem takim szczęściarzem, Topik, na Gwiezdny Klan, co ja takiego zrobiłem, że wybrałaś akurat mnie - odetchnął głęboko, zniżając łeb, aby dać Topikowej Łapie kilka buziaków.
Żar który czuł w podbrzuszu nie dawał mu spokoju. Czuł, że zaraz wybuchnie. Kierował się emocjami i instynktem, instynktem, który nakazał mu nagle łapami przekręcić Topik z grzbietu na brzuch, instynktem, który nakazał mu posadzić łapska na jej kłębie. - Oby tylko teraz twój tatuś nie postanowił wyskoczyć nagle zza krzaków żeby skopać mi dupę - charknął śmiechem pomiędzy liźnięciami które składał na białym karku. - Kocham cię, Topik - Huba szepnął jej na uszko, pchnięty emocjami. Serce mu zatrzepotało, gorąco rozlało się po jego ciele. Nie myślał teraz o tym, czy naprawdę to czuł. Czuł tylko, że chciał jej to powiedzieć.
Chwycił ją za ten kark zębami nagle, tknięty impulsem i zaskoczony własną brutalnością - z czymś pomiędzy warkotem a pomrukiem uciekającym z jego gardła. Pazury wysunęły się z pochewek jego łap zupełnie nieświadomie. Po chwili manewrowania miednicą Grzybowa Łapa nie myślał już o Klanie Gromu, Klanie Rzeki, myślał tylko o bliskości Topik, jej cieple i upajającej woni, której nigdy nie chciał spierać ze swojego futra.
chodzący szkielet, o bardzo wypłowiałej sierści, pozbawionej blasku i objętości, zapadnięte oczy, wystające kości biodrowe, widoczne żebra. Niebieska srebrna pręgowana pointka z dużą ilością bieli o jasnoniebieskich oczach. Porusza się powoli, oszczędnie, brak jej dawnej gracji i energii.
cicha, uparta, ponura, pozbawiona skrupułów, bezczelna, spokojna, zgorzkniała, pamiętliwa. Słowem: trudna, inna, wypłowiała, parodia dawnej siebie
Paziowa Łapa (Rzeka)
Nie to, żeby na jego miejsce ustawiała się kolejka. Co nie oznacza, że gdyby był wybór, nie padłby on właśnie na Grzybową Łapę, bo Topikowa Łapa w tamtym momencie była zakochana w przystojnym gromiaku po same pędzelki na uszach.
Miała ochotę go pogonić. Powiedzieć, że jeżeli będzie dalej gadał, to ktoś się tu jednak zjawi albo ona się rozmyśli. Była jednak zbyt podekscytowana, zbyt skupiona na nim, żeby rzucać niewybredne żarty. Stała z ogonem drżącym w powietrzu i sercem bijącym szaleńczo.
Ugięła się łatwo pod jego dotykiem, w jedynym geście uległości, jaki w swoim życiu chciała kiedykolwiek wyrażać. Zamknęła oczy i napawała się nim, jego ciepłem, dotykiem, tą męską, trochę nawet brutalną siłą. Wspaniale.
Nie zawiodła się. Było tak idealnie, jak się spodziewała, może nawet trochę lepiej, przecież nie była w stanie wyobrazić sobie wszystkich szczegółów.
Na wszystkie Gwiazdy na nocnym niebie. Topik była idealna.
Po całym fakcie jedyne, co Huba był w stanie zrobić, to runąć na ziemię obok Topikowej Łapy. Żar w podbrzuszu malał, zwiększał się z powrotem, i tak w kółko. Tak, jakby Huba chciał więcej, ale bał się to zaproponować. Spędził kilka wspaniałych chwil z kotką z Klanu Rzeki i chciał więcej, nie powinien, ale chciał, chciał z nią tak zostać już do końca świata.
Uśmiechał się. Był zmęczony, trochę w szoku, ale był szczęśliwy.
- Na Gwiezdny Klan. Topik, jesteś wspaniała - wydyszał po chwili Grzybek, przytulając się ostrożnie do kotki obok i wylizując jej zmierzwione futerko, chcąc chociaż ją doprowadzić do porządku po stosunku. Sam wyglądał jak nastroszona szyszka, z kawałkami trawy w sierści, ale jego wygląd nigdy specjalnie nie interesował. Ale Topik miała wyglądać idealnie, tak, jak zawsze. - Dziękuję. Jesteś idealna. Nie odchodź, nigdy, zostań tu ze mną do końca świata, proszę.
Huba ziewnął i oparł łeb na czubku głowy Topik, obejmując ją łapami mocniej.
chodzący szkielet, o bardzo wypłowiałej sierści, pozbawionej blasku i objętości, zapadnięte oczy, wystające kości biodrowe, widoczne żebra. Niebieska srebrna pręgowana pointka z dużą ilością bieli o jasnoniebieskich oczach. Porusza się powoli, oszczędnie, brak jej dawnej gracji i energii.
cicha, uparta, ponura, pozbawiona skrupułów, bezczelna, spokojna, zgorzkniała, pamiętliwa. Słowem: trudna, inna, wypłowiała, parodia dawnej siebie
Paziowa Łapa (Rzeka)
Nie była pewna, jak Grzybowa Łapa przyjmie jej przejęcie inicjatywy, jednak nie zawiodła się na nim. Wydawał się zadowolony, a ona była dumna z siebie. Czuła sobie siłę, jakiej jeszcze nigdy nie miała okazji doświadczyć. Wiedziała, że nigdy nie będzie już taka sama. Odkryła część siebie, o której istnieniu nie miała pojęcia.
- Dziękuję - powiedziała cicho i wtuliła swoją głowę w jego szyję, mrucząc cichutko. Była tak przyjemnie zmęczona, miała ochotę zasnąć obok niego. I powtarzać to codziennie. - Też cię kocham, Grzybku - padło wyznanie, na które w trakcie Topikowa Łapa nie znalazła uwagi, za bardzo skupiona na tym, co działo się między ich ciałami.
- Czy… czy dla ciebie to też był pierwszy raz? - chciała wiedzieć, odchylając lekko głowę do tyłu, by spojrzeć mu w oczy.
Odpowiedź na wyznanie, którego Huba nie był w pełni świadom gdy je wypowiadał, uderzyła go jak grom z jasnego nieba. Och, on to powiedział, prawda? Powiedział, że ją kocha, wtedy, wisząc nad nią, z zębami na jej karku. Żołądek kocura zrobił fikołka, zamyślił się, słysząc, że Topik powiedziała mu teraz to samo. Nie kłamał, mówiąc, że ją kocha. Była mu bliska, była idealna i wspaniała i chciał z nią spędzać każdą wolną chwilę swojego życia.
Pytanie, czy powinien. Czy powinni to kontynuować, i czy on kochał ją tak, jak Topikowa Łapa chciała, aby ją kochał, tak jak ona mogła kochać jego. Poczuł się niepewnie. Nie odpowiedział.
- Ha... tak, tak się składa, że tak. Wiesz, ja wcześniej nawet o tym nigdy zbytnio nie myślałem, ale... wtedy na tamtej granicy, jak prawie nas nakrył patrol... rany, czułem się wtedy tak dziwnie, a teraz jak sama to zaproponowałaś, to... - Huba odetchnął uśmiechnięty, dotykając swoim ciemnym kinolem różowego noska Topik. - To było dużo lepsze niż sądziłem, że będzie.
Grzybek nagle zmienił pozycję, ponownie kładąc łapy na kłębie jasnej kotki, liżąc i kąsając jej kark, jakby się z nią droczył, kusił. Z gardła wyrwał mu się głęboki pomruk. - Chciałbym to kiedyś powtórzyć.
chodzący szkielet, o bardzo wypłowiałej sierści, pozbawionej blasku i objętości, zapadnięte oczy, wystające kości biodrowe, widoczne żebra. Niebieska srebrna pręgowana pointka z dużą ilością bieli o jasnoniebieskich oczach. Porusza się powoli, oszczędnie, brak jej dawnej gracji i energii.
cicha, uparta, ponura, pozbawiona skrupułów, bezczelna, spokojna, zgorzkniała, pamiętliwa. Słowem: trudna, inna, wypłowiała, parodia dawnej siebie
Paziowa Łapa (Rzeka)
Ona trochę myślała. No, prawdę mówiąc, myśli te miały swój początek bezpośrednio w trakcie ich poprzedniego spotkania. Wywołało ono w Topikowej Łapie pragnienia i myśli, których się po sobie nie spodziewała. Wybudziło ją ze snu, choć nie miała pojęcia, że spała. Od tamtego czasu, przez te dwa księżyce, córka Przepiórczej Pieśni rozważała różne opcje i jak widać, ta z poproszeniem Grzybowej Łapy wygrała.
- Wiesz, chciałabym. Może tu zamieszkamy? Wykopiemy sobie norę jak borsuki, będziemy w niej mieszkać i powtarzać… to codziennie. - zaproponowała, póki co nie dając smutkowi związanemu z nadchodzącym rozstaniem nad sobą zapanować. Jeszcze przez choćby krótką chwilę pragnęła cieszyć się tym, co między nimi było i w ogóle nie pamiętać, że za chwilę odejdą w swoje strony i będą żyli, jak gdyby nigdy nic w innych klanach. No, pozornie rzecz jasna. Pozornie, bo wewnętrznie (przynajmniej Topikowa Łapa) już nic nie mogło być takie samo.
Huba, chociaż kusiło go znowu wspiąć się na Topik, powstrzymał się. Nie chciał tego powtarzać bez jej jasnej zgody, skończyło się na tym, że oparł łeb na jej karku i mruczał, okazjonalnie przesuwając językiem po gęstej, białej sierści. Po chwili leżenia w takiej pozycji zrobił się nieco senny, ciepło emanujące od Topikowej Łapy rozlało się po jego ciele. Jej obecność była kojąca i wręcz uzależniająca, nieważne, czy tylko się przytulali, czy leżeli obok, czy... cokolwiek innego.
Poruszył uszami na słowa Topik i na chwilę się zamyślił. Wizja życia w norze przy Łanie Rzepaku, z Topikową Łapą, polując tylko dla samych ciebie wcale nie brzmiała tak źle. Nie, nie mogli, tata i rodzeństwo by za nim tęsknili... przysięgał lojalność Klanowi Gromu, kochał Klan Gromu, kochał swoją rodzinę. Ale kochał też Topik, w jakiś sposób, i chciał z nią spędzić resztę życia.
- Moglibyśmy. To nie brzmi wcale źle, chciałbym tego - tak myślał, że by chciał. Brzmiał nieco niepewnie, ale się nie zająknął. Roześmiał się nagle. - Mogę zacząć kopać norę już teraz.
najzwyklejszej wielkości kocur (nie za duży, nie za mały) / biały krótkowłosy z plamami czarnego na uszach i końcówce ogona / prawe oko niebieskie, lewe oko złote / wredne spojrzenie
Zmora jest kocurem, który wszystko bierze sobie do serca - no chyba, że dana narracja mu w ogóle nie pasuje - dlatego też, gdy tylko pojął znaczenie swojego imienia, nie mógł odpuścić okazji, by dać najlepszy pokaz jakie jest jego prawdziwe znaczenie.
Samotność. Nie narzekał na przesiadywanie we własnym towarzystwie, ale gryzło go, że przez jedną sytuację nagle tracił w oczach innych i nawet nie specjalnie, przez co ich myślenie musiało pewnie być zachwiane. On był tu najważniejszy. Najlepszy. Teraz nagle będą mieć o nim gorsze zdanie, niż powinni? Nie mogą. Musiał to naprawić. Pojedyncze jednostki nie były tak istotne, poza tym był wtedy kociakiem, teraz… teraz nie zmienił się nijak, ale chciał prezentować się dobrze, o wiele inaczej, niż przez Kasztana wyglądał. Ugh. Jak się polowało? Czemu nie mógł nic złapać w tym beznadziejnie bezużytecznym miejscu? Strzepnął uchem, ale coś zwróciło jego uwagę, skupił się mocniej i usłyszał kroki, a kiedy odwrócił łeb zobaczył coś. A to kto?
Kocur wędrował bez wiekszego celu po okolicach klanów, nie wiedząc zbytnio co począć z własnym życiem. Coraz częściej do burego łebka przybywały myśli, czyby może nie zakręcić swojej puchatej dupy gdzieś na granicy Wichru. W zasadzie o to chodziło mu od samego początku, kiedy to z Racuchem opuszczali osiedla dwunożnych, po śmierci orienta Wibrys odłożył ten plan gdzieś na bok, pogrążając się w rozpaczy i smutku. Musiał poukładać swoje myśli, chociaż przyznam, że w obecnym stanie to burasowi Klan mógłby się przydać. Kocur wyglądał… marnie. Białe łapy pokryte były wyraźna warstwa błota, ogólnie całe futro było potargane. Podczas przemierzania łanu rzepaku Wibrys natknął się na nieznajomego. Zbliżył się do postaci, utrzymujac jednak bezpieczny dystans i chrząkał na białego próbując zyskać jego uwagę. Pachniał on… interesująco. – Miejscowy? – Burknął bez przywitania uważnie, obserwując każdy ruch młodszego kocura. Wibrys liczył na to, że może dowie się czegoś o Klanach, i to był jedyny powód, przez który buras zaczepił obcego. No chyba że białas okaże się samotnikiem, wtedy nie będzie już Wibrysowi potrzebny.
And whenI'm backin Chicago,[I feel it] •Another version ofm e• 》》I was in it《《 I wavegoodbyeto the endof beginning •• ━━━━━━━━━━━ ••●•• ━━━━━━━━━━━ •• Youtakethemanoutofthecity,notthecityouttheman •• ━━━━━━━━━━━ ••●•• ━━━━━━━━━━━ ••
najzwyklejszej wielkości kocur (nie za duży, nie za mały) / biały krótkowłosy z plamami czarnego na uszach i końcówce ogona / prawe oko niebieskie, lewe oko złote / wredne spojrzenie
Zmora jest kocurem, który wszystko bierze sobie do serca - no chyba, że dana narracja mu w ogóle nie pasuje - dlatego też, gdy tylko pojął znaczenie swojego imienia, nie mógł odpuścić okazji, by dać najlepszy pokaz jakie jest jego prawdziwe znaczenie.
Ani be, ani me, ani pocałuj się w dupę, samotnik będący niżej, niż ściółka leśna po prostu sobie do niego burknął. Śnieżny Płatek miała tak wyborne zdanie o tej konkretnej grupie, że czasami rozumiał skąd Sól znała tyle obrzydliwych przekleństw - zabawne. Najgorszy w oczach wszystkich, bo się nie umiał ukrywać? Wrzało w nim na samą myśl. Problem miał teraz jednak inny, bo zarazem nie miał szczególnie ochoty się bić z byle kim, skoro i tak gościu pewnie nie rozumiał najprostszych rzeczy związanych z klanami, ale… czuł się strasznie opluty takim podejściem do niego. Wyprostował się.
– Kto pyta? – odburknął. – Poza tym nosa nie masz? Ten zapach to raczej trudno z czymkolwiek pomylić.