Już na etapie kociaka po Maślaku widać było, że wyrośnie z niego dobrze zbudowany kocur. Jest postawny i dobrze umięśniony, choć niezbyt wysoki - raczej przeciętnego wzrostu. Po matce odziedziczył charakterystyczny, krótki pysk, przez który jego jasnożółte oczy rzucają się na pierwszy plan - są duże i okrągłe. Ma krótką sierść w bladym odcieniu - malują się na niej delikatne liliowe pręgi tygrysie. Ma zwykle ciekawski wyraz pyska.
Maślak jest bardzo energiczny i żywo zainteresowany otaczającym go światem. Jest pewny siebie i odważny - lubi nowe wyzwania i przygody. Chętnie poznaje nowe koty i jest towarzyski, ale ma słabe poczucie humoru, brakuje mu też czasami dystansu do siebie - przez co nie do końca dogaduje się z ojcem i zdecydowanie woli towarzystwo Cichej Nocy. Lubi rywalizację, dla niego wszystko może być wyścigiem i konkursem, jest ambitny - ale problemy zaczynają się kiedy ktos jest od niego lepszy, bo Maślak nie do końca potrafi przegrywać.
- Bo to były takie głośne kociaki, skore do robienia awantur - odpowiedział, nie bardzo wiedząc jak dokładnie opisać całą tą sytuację. - Teraz na szczęście część z nich wydoroślała, te najgłośniejsze gdzieś wcięło, chociaż z kolei pojawiły się Wschód i Zachód, ale... teraz już nie próbuję ich uciszać tylko czekam, aż ktoś inny to zrobi, i jest łatwiej. Na szczęście to nie moje terminatorki, więc trochę nie mój problem - zaśmiał się lekko nerwowo. - Ale mam nadzieję, że niedługo się ogarną - dodał jeszcze szybko, bo w sumie nie chciał zakończyć tej wypowiedzi jakoś bardzo negatywnie, zwłaszcza, że przecież próbował przekonać Liściastą Łapę do Klanu Gromu. Nawet jeśli nie do końca liczył na powodzenie to cóż - warto chyba nie sabotować samego siebie.
- Chyba tak. W końcu Wyjąca Wilczyca poszła do was przez to, że ma tam partnera. Wtedy jakoś się udało - po chwili przypomniał sobie jeszcze jedną rzecz. - A na jednym z zebrań, wyobraź sobie, jedna Wojowniczka nagle zaczęła śpiewać. Śpiewała o tym, że powinniśmy być dla siebie mili - zaśmiał się, tym razem szczerze, bo absurdalny obraz tej sytuacji dalej pozostawał żywy w jego wspomnieniach. - To może nie byłoby takiego problemu, z przyjęciem nowego kota - zakończył optymistycznie, uśmiechając się do kotki.
Jego ciało lekko drgnęło, gdy Liściasta Łapa nagle przytuliła się do niego. Trochę się nie spodziewał, ale też mocno się ucieszył i oczywiście też się przytulił - lekko, niepewnie, jakby bojąc się, że jeden zły ruch odstraszy kotkę i zaprzepaści wszystko.
Skinął głową w odpowiedzi na jej podziękowanie i przez chwilę zastanawiał się, co jeszcze powiedzieć. Widział, że kotka się zastanawia nad opcją zmiany klanu, chociaż oczywiście to jeszcze o niczym nie znaczyło. Wydawała się też być pogubiona w tym wszystkim a on nie za bardzo wiedział jak jej pomóc. Gdyby żyła w Gromie... mógłby być większym wsparciem. Ale czy miał prawo prosić, żeby przez to zmieniła klan? A z drugiej strony - powiedziała, że w Rzece nikogo nie ma, że nic jej tam nie trzyma, no i też sprawiała wrażenie dużo smutniejszej, niż przy ich poprzednich spotkaniach...
Wziął głęboki wdech. - Może spotkamy się tu też jutro? I jeszcze pogadamy o tym wszystkim? - zaproponował w końcu. Może jak da kotce czas na pomyślenie o tym wszystkim, to ta zjawi się kolejnego dnia bardziej zdecydowana? W jedną lub w drugą stronę? Chociaż oczywiście Maślak bardzo, bardzo by chciał, by naprawdę chciała przejść do jego klanu. Ale czy będzie chciała to zrobić tylko dla niego?
Nie to, żeby Liściasta Łapa, gdyby w ogóle miała takie myśli, chciała przejść do drugiego klanu, to odtrąciłyby jej słowa o problematycznych terminatorach. Czyż sama taka nie była? Czyż nie unikała swojej mistrzyni, wszystkich dookoła, bo nie chciała trenować, czy potencjalnie zostać wojowniczką, bo obawiała się obowiązków? Tego, że teraz teoretycznie miała wolną łapę, bo jak widać Mroźna Mżawka nie reagowała na to, że jej terminatorka po przerobieniu całego materiału treningowego gdzieś wcięła? Że nie miała żadnej ceremonii gdzie mogłaby być mianowana wojowniczką? Tak żyło jej się dobrze.
Właściwie to chciała już odpowiedzieć na słowa Maślaka, że w sumie to tam wyglądało to inaczej, ale ten nagle zaczął mówić o wojowniczce, która zaczęła śpiewać, co... rozbawiło złocistą kotkę. Do tego stopnia, że najpierw zdołała z siebie wykrztusić tylko: "Co zrobiła?", po czym sama zaczęła się śmiać.
- Wkręcasz mnie - wydusiła tylko z siebie. Nawet jeśli, to mimo wszystko była wdzięczna za to, że mimo wszystko zdołał nieco ją rozbawić, bo szczerze - przydało jej się to, teraz siedziała już w nieco weselszym humorze, ba, zapomniała już, że początkowo podczas tej rozmowy miała jakiekolwiek wątpliwości dotyczące czegokolwiek.
- Pewnie. Jutro będzie mi lepiej, obiecuję, już nie będę wyglądać, jak kociak, którego przyłapano na czymś niefajnym i krzyczy na niego zgraja wojowników - przysięgła. Zamierzała się jeszcze przejść w okolicy, ale szczerze? I tak traciła nadzieję, być może czas zapomnieć o niektórych kotach w jej życiu?
***
Co prawda następnego dnia średnio wyszło ów... spotkanie, bo Liściasta Łapa, a raczej jej organizm, chyba w końcu przestał działać na adrenalinie, na akcji i po uspokojeniu się i nabraniu na wszystko spojrzenia od boku... rozchorował się. I to dość poważnie, bo złapał ją aż biały kaszel. I choć w lecznicy bardzo panikowała, że umiera i potrzebuje szybkiego leczenia, to ów leczenie nie do końca poszło po jej myśli. I choć już nie charczała jak umierająca, no i nie miała aż tak poważnego kataru, właściwie to już praktycznie w ogóle nie pociągała nosem, to nadal odczuwała lekkie skutki przebytej choroby, co... normalnie nie powinna zignorować, ale ona właśnie tak zdecydowała, bo przecież! Umówiła się parę dni temu z Maślakiem i co? I nie przyszła! I miała nadzieję, że kocur nie obraził się w żaden sposób, nie był zły, a może zupełnym przypadkiem domyślił się że coś się stało i, skoro ostatnio ją przyzwał swoimi myślami, to jej uda się przyzwać jego?
Dlatego ruszyła ku Śliskim Skałkom mając nadzieję, że tak właśnie będzie!
Już na etapie kociaka po Maślaku widać było, że wyrośnie z niego dobrze zbudowany kocur. Jest postawny i dobrze umięśniony, choć niezbyt wysoki - raczej przeciętnego wzrostu. Po matce odziedziczył charakterystyczny, krótki pysk, przez który jego jasnożółte oczy rzucają się na pierwszy plan - są duże i okrągłe. Ma krótką sierść w bladym odcieniu - malują się na niej delikatne liliowe pręgi tygrysie. Ma zwykle ciekawski wyraz pyska.
Maślak jest bardzo energiczny i żywo zainteresowany otaczającym go światem. Jest pewny siebie i odważny - lubi nowe wyzwania i przygody. Chętnie poznaje nowe koty i jest towarzyski, ale ma słabe poczucie humoru, brakuje mu też czasami dystansu do siebie - przez co nie do końca dogaduje się z ojcem i zdecydowanie woli towarzystwo Cichej Nocy. Lubi rywalizację, dla niego wszystko może być wyścigiem i konkursem, jest ambitny - ale problemy zaczynają się kiedy ktos jest od niego lepszy, bo Maślak nie do końca potrafi przegrywać.
- Tak było, nie wkręcam! Jak poznasz kiedyś Skaczącą Wiewiórkę, to na pewno mi uwierzysz - uśmiechnął się szeroko. Przez chwilę poczuł się tak, jakby właśnie to miało się wydarzyć. Jakby prosto ze Śliskich Skałek mieli ruszyć do Obozu Klanu Gromu, żeby mógł jej wszystko pokazać, przedstawić współklanowiczów... dopiero pożegnanie kotki wyciągnęło go ze świata wyobraźni.
***
Gdy następnego dnia Liściasta nie zjawiła się, Maślak był mocno rozczarowany. Czekał na nią długo, ale nikt się nie pojawił. Przygnębiony wrócił do Obozu, przekonany, że kotka po prostu odrzuciła jego propozycję. I nawet nie chciała przyjść mu o tym powiedzieć! Wydawało mu się to dziwne po tym, jak dopiero co mówiła, że ma tylko jego, prosiła żeby obiecał, że jej nie zostawi... a teraz to ona go zostawiła. Czy dopuszczał do siebie myśl, że może coś się stało? Tak, chociaż jakoś za bardziej prawdopodobne uznał, że Liściasta po prostu się rozmyśliła i nie chciała już z nim kontaktu...
Mimo to - naiwnie przychodził w miejsce ich spotkań przez kilka kolejnych dni, jeśli tylko miał na to czas. Bezskutecznie... aż do dnia, gdy zobaczył ją po drugiej stronie rzeki.
- Hej - zawołał głośno do kotki, choć jego głos brzmiał dosyć ponuro. - Chcesz... pogadać?
Poruszyła uszami, gdy usłyszała niedaleko siebie znajomy głos, a następnie poderwała z ziemi, jednym prostym ruchem okręcając się ku dźwiękowi, który usłyszała.
- O, Maślak! Tym razem mi udało ci się wywołać! - zapiszczała wesoło, uśmiechając się od ucha do ucha. - Wybacz, że mnie nie było, ale! Nie zgadniesz! Zachorowałam! I, tego, to było straszne, poszłam do medyka, żeby wiesz, wyleczył mnie, ale! Nie wiem co mi dał, ale mam wrażenie, że zrobiło mi się GORZEJ, czaisz?! I że ciągle tylko spałam i spałam i jakby mi gorączka nie mijała, czaisz?! Ale jak tylko poczułam się lepiej, to wiesz, przyszłam! No, nie wiem, czy zarażam jeszcze, oby nie, ale no, jeszcze trochę chora jestem, ale uznałam, że już NIC mnie nie powstrzyma, bo... no głupio mi było - wyrzuciła z siebie omal na jednym tchu na koniec nieco cofając uszy, gdy doszło do niej, że w sumie to nie przywitał się z nią z takim entuzjazmem, z jakim to zawsze robił. - Ja... przepraszam - dodała jeszcze, nieco ciszej, opuszczając przy okazji główkę z pokorą. Miała nadzieję, że kocur się na nią nie obraził, że nie uznał tego za jakieś zerwanie kontaktu, albo coś, szczególnie po tym, że ostatnio wyznali sobie że nigdy się nie zostawią - znaczy on wyznał to jej, ale ona uznała, że to logiczne że w drugą stronę działało to tak samo - po czym nie przyszła... no ale nie chciała, to tak samo!
Już na etapie kociaka po Maślaku widać było, że wyrośnie z niego dobrze zbudowany kocur. Jest postawny i dobrze umięśniony, choć niezbyt wysoki - raczej przeciętnego wzrostu. Po matce odziedziczył charakterystyczny, krótki pysk, przez który jego jasnożółte oczy rzucają się na pierwszy plan - są duże i okrągłe. Ma krótką sierść w bladym odcieniu - malują się na niej delikatne liliowe pręgi tygrysie. Ma zwykle ciekawski wyraz pyska.
Maślak jest bardzo energiczny i żywo zainteresowany otaczającym go światem. Jest pewny siebie i odważny - lubi nowe wyzwania i przygody. Chętnie poznaje nowe koty i jest towarzyski, ale ma słabe poczucie humoru, brakuje mu też czasami dystansu do siebie - przez co nie do końca dogaduje się z ojcem i zdecydowanie woli towarzystwo Cichej Nocy. Lubi rywalizację, dla niego wszystko może być wyścigiem i konkursem, jest ambitny - ale problemy zaczynają się kiedy ktos jest od niego lepszy, bo Maślak nie do końca potrafi przegrywać.
Sytuacja zmieniła się w sekundę. Gdy tylko Liściasta Łapa powiedziała o chorobie, pyszczek Maślaka od razu się zmienił. Pojawił się lekki uśmiech. Oczywiście, mogła być to tylko wymówka, zwykłe kłamstwo - ale nie w jego odczuciu. Z jakiegoś powodu wierzył w słowa kotki bez kropli zwątpienia.
- Ja... rozumiem. Chociaż martwiłem się, że się rozmyśliłaś... - że wszystko co się zdarzyło było tylko jakąś iluzją, może wytworem mojej wyobraźni. Kilka podobnych myśli przemknęło mu przez głowę, ale żadnej nie wypowiedział na głos. Po chwili ciszy spytał za to:
- Czy teraz jesteś już zdrowa? Dobrze się czujesz?
Nieomal na cały las nie odetchnęła z ulgą, gdy mimika przyjaciela zmieniła się niemal od razu po jej wyznaniu. Uwierzył jej. Albo chciał wierzyć, nie było to istotne, bowiem cały ciężar spadł z kotki. Obawiała się, że ten się na nią obrazi, a ona naprawdę tego nie chciała. Naprawdę został jej on jeden i nie zamierzała po prostu go stracić; szczególnie z własnej głupoty!
- Mhm! Chyba nie musisz stać tak daleko, nie powinnam zarażać, choć... nie wiem, mam jeszcze trochę katar? - rzuciła niemrawo. Nie chciała krzyczeć do niego przez taką odległość, przez rzekę, chciała go mieć bliżej, ale jeśli faktycznie jeszcze zarażała? I przypadkiem pogorszy kocurowi stan zdrowia? Nie chciała, by przez nią on sam musiał siedzieć w lecznicy przez księżyc albo dwa!
- No i co ty, nie rozmyśliłam się, obiecałam ci, że przyjdę, to przyszłam! Możesz mi zaufać, zawsze - dodała z naciskiem. On jest dla niej, ona dla niego.
Już na etapie kociaka po Maślaku widać było, że wyrośnie z niego dobrze zbudowany kocur. Jest postawny i dobrze umięśniony, choć niezbyt wysoki - raczej przeciętnego wzrostu. Po matce odziedziczył charakterystyczny, krótki pysk, przez który jego jasnożółte oczy rzucają się na pierwszy plan - są duże i okrągłe. Ma krótką sierść w bladym odcieniu - malują się na niej delikatne liliowe pręgi tygrysie. Ma zwykle ciekawski wyraz pyska.
Maślak jest bardzo energiczny i żywo zainteresowany otaczającym go światem. Jest pewny siebie i odważny - lubi nowe wyzwania i przygody. Chętnie poznaje nowe koty i jest towarzyski, ale ma słabe poczucie humoru, brakuje mu też czasami dystansu do siebie - przez co nie do końca dogaduje się z ojcem i zdecydowanie woli towarzystwo Cichej Nocy. Lubi rywalizację, dla niego wszystko może być wyścigiem i konkursem, jest ambitny - ale problemy zaczynają się kiedy ktos jest od niego lepszy, bo Maślak nie do końca potrafi przegrywać.
Uśmiechnął się, słysząc jej zapewnienia o zaufaniu. - To dobrze - dodał łagodnym tonem. - Ale na wszelki wypadek, może nie będę podchodzić zbyt blisko. Chciałbym, ale nie chcę wylądować znowu w Lecznicy. Nadrobimy następnym razem - wyjaśnił, po czym przeszedł do konkretów. Czekał na nie i tak dłużej niż miał.
- Powiedz mi... myślałaś o tym, o czym ostatnio rozmawialiśmy? - głos mu lekko zadrżał, choć starał się trzymać emocje na wodzy.
Kiwnęła głową. Zrozumiałe, że nie chciał ryzykować, ale mimo to podeszła trochę bliżej. Nadal oddzielała ich rzeka, a ona praktycznie mogłaby zamoczyć łapy, gdyby zrobiła krok do przodu, a raczej całą siebie, biorąc pod uwagę, że nie było tu najbardziej płytko w całej długości rzeki, acz posłusznie nie zamierzała skakać na drugą stronę, ani przekonywać do tego Maślaka.
Na pytanie nie odpowiedziała od razu. Czy miała czas poważnie się nad tym zastanowić? Nie. Czy była tego całkowicie pewna, tak jak tego, że słońce zawsze wschodzi i zachodzi w tych samych miejscach? Albo tego, że porą nagich drzew w końcu spadnie śnieg? Na pewno zdecydowanie nie. Ale czy brzmiało to ekscytująco? Jak najbardziej. Czy chciała móc częściej spotykać się z Maślakiem? Tak. A ponieważ nie lubiła długo myśleć, oraz przejmować się ewentualnymi konsekwencjami, to odpowiedź nasuwała się sama.
- Myślałam. Trochę. I szczerze, nie chcę dłużej nad tym myśleć - rzuciła nagle. Nie chciała dłużej myśleć, bo mogły się pojawić wątpliwości, mogło jej przez łeb przemknąć, że to zły pomysł, że nie powinna tego robić. Że powinna siedzieć na dupie w swoim klanie, którego starała się tak unikać przez te wszystkie księżyce. A póki co miała w myślach tylko przygodę i to, jak utrze nosa własnej matce. Czy to nie było wystarczające, by podjąć tę decyzję? No i, hej, po drugiej stronie granicy był Nadgryziony Maślak, czyli chyba warto? - Myślę, że chciałabym to zrobić - dodała poważnie. Tylko oby nie pytał, czy na pewno dobrze to przemyślała!
Już na etapie kociaka po Maślaku widać było, że wyrośnie z niego dobrze zbudowany kocur. Jest postawny i dobrze umięśniony, choć niezbyt wysoki - raczej przeciętnego wzrostu. Po matce odziedziczył charakterystyczny, krótki pysk, przez który jego jasnożółte oczy rzucają się na pierwszy plan - są duże i okrągłe. Ma krótką sierść w bladym odcieniu - malują się na niej delikatne liliowe pręgi tygrysie. Ma zwykle ciekawski wyraz pyska.
Maślak jest bardzo energiczny i żywo zainteresowany otaczającym go światem. Jest pewny siebie i odważny - lubi nowe wyzwania i przygody. Chętnie poznaje nowe koty i jest towarzyski, ale ma słabe poczucie humoru, brakuje mu też czasami dystansu do siebie - przez co nie do końca dogaduje się z ojcem i zdecydowanie woli towarzystwo Cichej Nocy. Lubi rywalizację, dla niego wszystko może być wyścigiem i konkursem, jest ambitny - ale problemy zaczynają się kiedy ktos jest od niego lepszy, bo Maślak nie do końca potrafi przegrywać.
Serce zabiło mu mocniej. Poczuł, jak ciężko mu się utrzymać na łapach, które lekko drżały. Najchętniej by to ukrył przed kotką, ale nie miał pojęcia jak.
- Ja... - zaczął, ale na chwilę zabrakło mu słów. Przeżywał teraz chyba najbardziej intesywne emocje w swoim życiu, których nawet nie był w stanie określić. To było nawet bardziej emocjonujące od walki z lisem, podczas której prawie umarł... - Bardzo się cieszę. Bardzo! - niemalże wykrzyczał, uśmiechając się szeroko do kotki. W tym momencie miał gdzieś czy ktoś go usłyszy, czy ktoś przybiegnie, czy ktoś coś powie albo sobie pomyśli. Liść chciała zmienić klan i to dzięki niemu. To, co pozostawało tylko w sferze fantazji właśnie powoli stawało się nową rzeczywistością. - Ale wiesz... będę musiał jeszcze porozmawiać ze Zmierzchającą Gwiazdą. I jeśli nie przyjdę szybko z odpowiedzią to nie martw się! Przywódczyni na pewno ma dużo spraw na głowie i nie wiem, czy znajdzie dla mnie czas dzisiaj, będzie też pewnie musiała przemyśleć swoją decyzję, ale myślę, że to się uda, skoro innym kotom pozwalano na zmianę klanu! - już nie krzyczał, ale dalej mówił podniesionym z podekscytowania głosem. - No i pewnie będziesz musiała wyzdrowieć do końca, ale to pewnie zajmie niewiele czasu! Nie mogę się doczekac, jak pokażę ci nasz Obóz i przedstawię Gromiaków, ja... chyba pójdę od razu pogadać ze Zmierzchającą Gwiazdą, co? - zapytał jeszcze kotki, dla pewności. Uśmiech nie schodził z jego okrągłej mordki. Czuł, że to najlepszy dzień w jego życiu.
Sama lekko uśmiechnęła się do Maślaka, bo też ją to ekscytowało, jakby nie patrzeć. Było to coś, czego nie przeżywał każdy kot, to było pewne, a przy okazji mogła w końcu bezkarnie uciec od matki. I miała nadzieję, że ta będzie się zamartwiać księżycami co się z nią stało. Jasne, zaliczyła małe podupadnięcie na duchu, ale złożyło się na siebie tyle spraw w jednym momencie, że nawet wiecznie optymistyczna osóbka nie potrafiła sobie z nimi do końca poradzić, nic więc dziwnego, że prawie uległa rodzicielce i prawie jej wybaczyła, ale nie potrafiła.
Uśmiech się jej nawet powiększył, gdy zauważyła radość kocura. Cieszył się, naprawdę się cieszył, nawet nie próbował ukryć swojego podekscytowania na samą myśl, że mogliby dzielić klan. I udzieliło się to również jej, więc zaczęła delikatnie przebierać łapkami. W zasadzie nie pogardziłaby od razu ruszeniem w stronę gromowego obozu i sprawienia Zmierzchającej Gwieździe wesołej niespodzianki, gdy to nagle wejdzie przez wejście obozu, ale rozumiała, że nie powinno to tak wyglądać, że musiała poczekać. Ciekawe, swoją drogą, jak długo?
- Pewnie. Mam nadzieję, że się zgodzi - miauknęła, kiwając głową. Ona chyba powinna swoją drogą porozmawiać z Nocną Gwiazdą? Czy coś? Bo przecież chciała opuścić jego klan i dołączyć do innego. Chociaż, teoretycznie, niczego im nie przyrzekała, czyż nie? Nie składała wojowniczej przysięgi, by bronić klanu i być mu wierną, ona tylko się tu urodziła. Nie wybrała sobie klanu, czy matki, prawda? Nie musiała być wierna klanowi, któremu była wierna jej matka. Choć czy ona komukolwiek była wierna?
Z drugiej strony; trochę chciała po prostu zniknąć któregoś dnia. Jak wiele innych kotów przed nią. Po prostu wyjść, bez słowa, bez niczego, i ewentualnie kiedyś wpaść na rzeczny patrol po drugiej stronie granicy, by zastanawiali się co właśnie się stało, tak, zdecydowanie.
Ale póki co? Mogła tylko czekać, najpewniej.
- Daj znać, jak tylko z nią porozmawiać, będę tu często bywać. Tu, na granicach, gdzieś, gdzie będziemy mogli porozmawiać. Możesz też zawołać patrol, może akurat będę w obozie, żeby mnie tam znaleźli - dodała, bo nie była pewna, jak powinni się szybko skontaktować. Na pewno nie wróci tu dziś, a ona teoretycznie powinna siedzieć w obozie i doleczać katar, który nadal trochę jej doskwierał.
Już na etapie kociaka po Maślaku widać było, że wyrośnie z niego dobrze zbudowany kocur. Jest postawny i dobrze umięśniony, choć niezbyt wysoki - raczej przeciętnego wzrostu. Po matce odziedziczył charakterystyczny, krótki pysk, przez który jego jasnożółte oczy rzucają się na pierwszy plan - są duże i okrągłe. Ma krótką sierść w bladym odcieniu - malują się na niej delikatne liliowe pręgi tygrysie. Ma zwykle ciekawski wyraz pyska.
Maślak jest bardzo energiczny i żywo zainteresowany otaczającym go światem. Jest pewny siebie i odważny - lubi nowe wyzwania i przygody. Chętnie poznaje nowe koty i jest towarzyski, ale ma słabe poczucie humoru, brakuje mu też czasami dystansu do siebie - przez co nie do końca dogaduje się z ojcem i zdecydowanie woli towarzystwo Cichej Nocy. Lubi rywalizację, dla niego wszystko może być wyścigiem i konkursem, jest ambitny - ale problemy zaczynają się kiedy ktos jest od niego lepszy, bo Maślak nie do końca potrafi przegrywać.
- Dobra, to lecę, przybiegnę tutaj jak tylko dostanę odpowiedź! - zawołał i uśmiechnął się do kotki. Wziął głęboki wdech. - Postaram się... załatwić to. Zgodzi się. Musi się zgodzić! - zawołał i w stronę Obozu Gromu. Zestresowany, ale też pełny nadziei i zdetereminowania. Już było tak blisko!
Uśmiechnęła się nieco, trochę zachęcająco, trochę pocieszająco. Nie sądziła, by mogła się nie zgodzić; tyle kotów przeszło z Gromu do Rzeki, że teraz chyba przywódczyni tego pierwszego klanu wręcz przybiegłaby tu na skrzydłach wiedząc, że jej los w końcu mógłby się odmienić. W ogóle tyle kotów z tych dwóch klanów nagle znajdowało w drugich bratnią duszę, że te granice, to powinny być cały czas otwarte, o!
- Na pewno - odpowiedziała jednak tylko, bo gardło zaczynało ją już boleć, znów, zapewne od tego ciągłego gadania, więc odprowadziła jedynie przyjaciela wzrokiem i zaczęła drogę powrotną do obozu, bo przypał, jak Poeta ogarnie że wyszła, a jeszcze większy, jak jej się pogorszy, mimo że była już praktycznie zdrowa!!
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Długowłosy bury ticked, z bielą stanowiącą około 60% ciała. Bura barwa pokrywa ogon i grzbiet aż po łopatki, pysk do podbródka oraz materializuje się jako łata na lewym nadgarstku. Wątła i drobnej budowy, niższa niż przeciętny kot, o zmatowiałej, opadającej w dół długiej sierści, z charakterystycznymi wywiniętymi uszami typu curl. Posiada duże brązowe oczy, często podkrążone ze zmęczenia.
Wycofana i zamknięta w sobie. Nieporadna w kontaktach z innymi kotami, posiada trudność w podtrzymaniu rozmowy ze względu na spędzenie życia w hermetycznej grupie. Smutna, targana przez sprzeczne emocje, jednak zawsze chowająca wszystko w sobie. Bywa, że może brzmieć nieco przemądrzale głosząc jedyne prawdy, które zna, ale zarazem zieje od niej melancholią i zagubieniem. Wypowiada się w dziwny sposób.
Wymizerowane oblicze odbijało się w tafli ciemnej wody, nachalnie wpijając się w umysł patrzącego nań oblicza. Kikimora rzadko to robiła. Nie lubiła na siebie patrzeć. Nie chciała się widzieć, już i tak widziało ją Słońce omiatające świat swoim wszechwiedzącym okiem. I oby tylko ono.
Dochodziło południe. Słońce przygrzewało, świecąc odbitymi od powierzchni rzeki promieniami prosto w orzechowo-brązowe ślepia. Kocica zmrużyła oczy i spojrzała na drugi brzeg, a także na kamienie, które wyznaczały ścieżkę przez zdradliwy nurt. Toń wokół nich wyglądała na głęboką i nieprzyjazną. Wahała się, czy podjąć próbę przeprawy, czy może zawrócić i udać się w innym, losowym kierunku.
Z zamyślenia wyrwał ją srebrzysty grzbiet jakiegoś wodnego stwora, który niespodziewanie plusnął przed jej nosem obryzgując buro- biały pysk. Cofnęła łeb, mrugając. Po chwili, niepewnie postawiła łapę na pierwszym kamieniu. Co miała do stracenia?
Mustang//
You best be ✴ bashed around the bush ✴ once or twice Before you getto tastethe finer life My mothertaught me,gotta just survive Put on asmile,just find a vice
♕Don'thatethegirl,justhatethecrime♕
Oh, forgive me♁ Lord ♁oh, I'm a good girl I'd never hurt a fly,but I've gotwalls to climb Oh, forgive me,☼ Lord ☼oh,a minor chord You ✴ put me in this house, I had to claw right ✴ out
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Od walki z Bazyliszkiem minęło już trochę. Mustang w ogóle nie ucierpiał, więc jedyne co odczuł po upływie czasu to to, że mięśnie go mniej bolą. Co za tym szło, pozwalał sobie na dłuższe spacerki, wiedząc że w razie ewentualności będzie gotów znów walczyć. Tym razem, być może, mniej łaskawie. Naprawdę nie wiedział co mu do głowy strzeliło, żeby tamtą obsmarkaną pchłę puścić wolno. Przysługę by mu zrobił, gdyby go zabił...
Spacer przerwał mu widok jakiejś kotki. Jakiejś, bo była niespecjalna - jedynie co, to miała uszy wywinięte jak kocur, co mu siedział chwilę temu we łbie. Być może przez to point skrzywił się pod nosem z lekką niechęcią. Jak okaże się, że to kolejna taka...frajerka, to chyba sam zrobi fikołka. Póki co, w każdym razie, niewiele robiła. Jedynie co to chyba chciała gdzieś iść, a Mustang nie miał powodu w to ingerować.
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Księżyce: 32 Płeć: kotka Matka: Maska Ojciec: Swarzyc Trwałe urazy: blizna w kształcie litery' x z zakrzywionym do środka ogonkiem na lewym udzie; płytki ślad psich zębów na prawym udzie
Długowłosy bury ticked, z bielą stanowiącą około 60% ciała. Bura barwa pokrywa ogon i grzbiet aż po łopatki, pysk do podbródka oraz materializuje się jako łata na lewym nadgarstku. Wątła i drobnej budowy, niższa niż przeciętny kot, o zmatowiałej, opadającej w dół długiej sierści, z charakterystycznymi wywiniętymi uszami typu curl. Posiada duże brązowe oczy, często podkrążone ze zmęczenia.
Wycofana i zamknięta w sobie. Nieporadna w kontaktach z innymi kotami, posiada trudność w podtrzymaniu rozmowy ze względu na spędzenie życia w hermetycznej grupie. Smutna, targana przez sprzeczne emocje, jednak zawsze chowająca wszystko w sobie. Bywa, że może brzmieć nieco przemądrzale głosząc jedyne prawdy, które zna, ale zarazem zieje od niej melancholią i zagubieniem. Wypowiada się w dziwny sposób.
Udało jej się postawić wszystkie łapy na pierwszym kamieniu, potem na drugim, a na trzecim.. spojrzała przed siebie, gdyż wyczuła nieznajomy koci zapach. Zupełnie jakby jakikolwiek koci zapach w tej okolicy był jej znajomy. Dzięki Słońcu, tak nie jest.
Dostrzegła jasnego kocura o ciekawym umaszczeniu, który wyglądał na wysokiego i silnego. Spięła się delikatnie, a w tym samym momencie jedna jej łapa lekko osunęła się z kamienia, co sprawiło, że straciła równowagę i prawie wpadła by do wody. Nastroszyła się zbijając w ciasną kulę na szczycie skały. Ślepia wbiła w kocura, pełne niepewności i lekkiego zażenowania. Osty i ciernie. Wymamrotała coś do siebie pod nosem, po czym zrobiła szybki sus na drugą stronę, gdzie wreszcie stanęła na stabilnym gruncie. Ogon miała lekko zmoczony, wisiał teraz z jej zadu jeszcze żałośniej niż zazwyczaj. Westchnęła ciężko, po czym nie spuszczając wzroku z kocura zrobiła krok przed siebie. Nie wyglądał na razie na agresywnego, ale ....ale cóż? Może psi los był jej pisany.
You best be ✴ bashed around the bush ✴ once or twice Before you getto tastethe finer life My mothertaught me,gotta just survive Put on asmile,just find a vice
♕Don'thatethegirl,justhatethecrime♕
Oh, forgive me♁ Lord ♁oh, I'm a good girl I'd never hurt a fly,but I've gotwalls to climb Oh, forgive me,☼ Lord ☼oh,a minor chord You ✴ put me in this house, I had to claw right ✴ out