Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Na poszukiwanie ziół wyruszyli niecałą godzinę po zebraniu, kiedy zorganizowali już przygotowania do opuszczenia obozu. Dynia miał pozostać z uczniakami i kociętami, mającymi zbierać wszystkie rzeczy, które zamierzali zabrać ze sobą, czego mu szczerze współczuł, ale nie mógł mu teraz pomóc. Zapasy medykamentów praktycznie nie istniały, natomiast członkowie wyprawy zwiadowczej w nieznane niemal na pewno powrócą wyczerpani, chorzy lub ranni. Musieli działać szybko, precyzyjnie i musiało im się poświęcić, jeżeli wszystko miało skończyć się dobrze. Albo przynajmniej nie koszmarnie źle.
- Szukamy pokrzywy. Ma spore, jajowate liście o ząbkowanych brzegach, wyraźnym żyłkowaniu i długich ogonkach. Z wierzchu zielone i błyszczące, od spodu jaśniejsze i matowe. Na całej powierzchni pokryte białymi, kłującymi włoskami. Łatwo rozróżnić je po tym, że pieką, gdy się ich dotknie - tłumaczył czekoladowej kocicy, maszerując kilka metrów od brzegu drogi i wypatrując opisywanego zioła. - Najlepiej zbieraj też wszystko inne, co wpadnie ci w oko. Właściwie wszystko może okazać się w jakiś sposób przydatne.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Miało ich nie być tylko chwilę, ale ona i tak się obawiała. Zostawiła w obozie swoje córki i kocięta Zroszonego Listka pod niewielką opieką. Nie mogła jednak odmówić Fairy’emu, rozumiała jak wielkim zagrożeniem może być dla nich pusty składzik na zioła. Dlatego też na prośbę wyruszenia na krótką wyprawę po zioła krótko skinęła mu głową. Zanim wyszła wydała kilka poleceń dotyczących chronienia obozu w kierunku Pierwiosnka i Kajaka i ruszyła kłusem za liliowym kocurem. Na jego wyjaśnienia dotyczące tego, jakiego zioła szukają, tylko skinęła głową. Wysłuchała go uważnie i czuła, że będzie w stanie rozpoznać omawianą roślinę. Miała również brać ze sobą wszystko, co uzna za zioło. Cóż, miała nadzieję, że się sprawdzi w tej roli, choć częściowo.
Znalezienie ziół w szybkim czasie mogło być niesamowicie problematyczne. Kotom zależało na czasie, a nigdy nie mieli pewności, że znajdą cokolwiek podczas swojej wyprawy - czy to pokrzywę, której teraz najbardziej potrzebują, czy czegokolwiek, co mogło im się przydać. Z pewnością Grzmiąca Ścieżka, obok której postanowili przeszukiwać wszelkie chaszcze i trawy nie pomagała. Śmierdziała okropnie potworami dwunożnych, choć te nie zjawiały się za często i jak na razie nic nie zapowiadało tego, by coś miało obok nich śmignąć. Od razu zajęli się poszukiwaniami, ale najwyraźniej szczęście im nie dopisywało. Nie dostali na zachętę zupełnie niczego, jedynie nic nie warte źdźbła trawy, albo stare wysuszone liście jeszcze z poprzedniej pory opadających liści. Najwyraźniej los testował ich cierpliwość!
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Dotąd nie zauważyła niczego, co zwróciłoby jej uwagę. Szła dalej w niedużym oddaleniu od Medyka. Niewiele myślała w tej chwili, starała się nie roztrząsać w myślach ostatnich wydarzeń uznając, że jeszcze przyjdzie na to czas. Szła dalej przed siebie, patrząc pod nogi i na ziemię dookoła siebie. Pokrzywa. Dokładnie, jak nasza nowa Zielarka.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Dotąd nie znaleźli niczego poza pospolitą trawą. Zaskoczyło go to, bo po tej przedługiej powodzi spodziewał się, że ziołami wiosną obrodzi. Tyle mieli szczęście, że żaden cholerny lis nie wychynął zza rosnącej przy drodze brzozy. Cmoknął rozczarowany, ale nie przerywał poszukiwania pokrzywy.
Rzeczywiście, po niedawnych powodziach ziół powinno być tutaj, jak i w innych miejscach dosłownie MASĘ. Musieli się znaleźć akurat na jakimś nieszczęsnym skrawku, gdzie stara, zniszczona trawa spokojnie powiewała na wietrze, wykorzystując swoją emeryturę. W końcu te brzydkie, stare i suche źdźbła zamienią się w nową, świeżą trawę, może przez chwilę będzie tutaj... przyjemniej. O dziwo, Fairy nie musiał długo czekać - dosłownie przed sobą wyrosła mu roślina o sporych, płaskich liściach. Rósła bujnie, gęsto, a oriental nie mógł mieć wątpliwości, że właśnie znalazł szczaw. Nie była tu upragniona pokrzywa, ale zawsze znajdzie się w składziku miejsce na dodatkowe zioła, prawda?
U starszej kocicy nie było wcale gorzej! Najwyraźniej szczęście pojawiło się i u niej, bo przed sobą również zobaczyła coś, co nie wyglądała jak zwykła, pospolita trawa, albo losowy krzaczek obok zawsze przechodzi obojętnie. Gdzieś na boku, trochę dalej od znaleziska syna Cichego Strumyka mogła dojrzeć spore skupisko białych, charakterystycznych kwiatów. Miały wąskie płatki, a także duży, żółty środek. Łodyga wydawała jej się niezwykle gruba i mocna, mogła także wyczuć intensywny, przyjemny zapach który wydzielały. W prawdzie nie wiedziała jakie zioło znalazła, ale zawsze mogła brać w ciemno, albo podpytać pomarańczowookiego, korzystając z tego że był obok.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
W milczeniu począł zbierać liście szczawiu. Nie znał zastosowania tego zioła, ale, cóż, będzie przynajmniej miał co robić ze swoją uczennicą zielarką. Znał prawdopodobnie wszystkie tutejsze trucizny, więc nie obawiał się, że zrobi komuś szczególną krzywdę, ale nie lubił też leczyć nieskutecznie. Po zakończeniu zbiorów wyprostował się znowu, przesuwając po okolicznej zieleni w poszukiwaniu pokrzywy.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Przyglądała się kwiatom tylko przez kilka uderzeń serca i przyszło jej do głowy, że może to być rumianek. Nie była pewna ale nie miało to w tej chwili znaczenia. Powoli zebrała wszystkie rośliny, na wszelki wypadek zbierając je w całości. W końcu nie miała pewności, która ich część ma właściwości lecznicze. Bo co najmniej tego mogła być pewna, że nie jest to trucizna. Następnie ruszyła dalej by kontynuować zbieranie pokrzywy.
Jego zapasy więc powiększyły się o cztery nowe liście szczawiu. Kto wie, czy w najbliższej przyszłości nie będzie mu pilnie potrzebny, no nie? Mógł więc wracać do poszukiwania pokrzywy, co też uczynił, wyraźnie wskazując, że im się spieszy i nie zamierzają tracić czasu. Fairy zbliżył się do bardziej zagęszczonej części tego miejsca, jednak w tym buszu nie znalazł zupełnie nic, co mogło mu się przydać. Ale kto wie, może gdzieś głębiej znajdzie to, czego szuka?
Tundra dobrze odgadła, jeśli zakładała, że znalazła rumianek. Miał naprawdę charakterystyczny kwiat, więc z rozpoznaniem nie mogła mieć większych trudności. Nie wiedziała jednak, która część jest wykorzystywana do leczenia, dobrze zrobiła więc, biorąc aż trzy całe części tej rośliny. Medyczne koty z Nowego Świtu będą mieli z czego wybierać! Poszła więc dalej, w miejsce, gdzie nawet trawa była krótka, nie za gęsta. Nie znalazła jednak tutaj nic, jedynie brudną, suchą trawę, która dusiła się przez nadmiar dymu jaki wytwarzał potwór dwunożnych.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Ruszyła dalej, będąc całkiem z siebie zadowolona. Wiedziała, że to co znalazła może się przydać Nowemu Świtowi. Nie po to jednak przyszła w to miejsce, potrzebowali pokrzywy. Była kluczowa w procesie opatrywania ran. Kroczyła dalej śmiało, patrząc jednocześnie pod swoje łapy. Nigdy jeszcze nie poświęcała tak dużo uwagi roślinom, leżącym pod jej łapami.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Cztery liście szczeawiu brzmiały jak coś dobrego, nemniej jednak nie ukoiły jego nerwów. Zaciskał zęby, błądząc między kępami trawy. Może ta droga była zbyt mało ruchliwa, żeby pokrzywy rosły przy niej? Zazwyczaj widział tę roślinę przy ludzkich gospodarstwach, gdzie czasem rosły nawet setkami.
Oriental szedł wolno do przodu, uważnie zwracając uwagę na każdą najmniejszą roślinkę jaką tylko zauważył. Nic jednak nie zapowiadało na to, by los się zlitował. Pokrzywy bowiem nie było, ani nie widział jej z daleka, ani też nie wyrosła mu przed oczami, choć pewnie takie rozwiązanie było dla nich teraz najlepsze. Lada moment mieli wyruszać z tutejszych terenów, czasu więc nie było, a zapotrzebowanie na zioła... no, duże. Zamiast tego Fairy jednak mógł wyczuć intensywny zapach... czegoś. Nie mógł być do końca pewny zapachu, który właśnie go napotkał, ale najwyraźniej długo nie musiał się zastanawiać. W krzakach, blisko kępy jeżyn mógł zauważyć drobnego, puszystego kocura. Był doprawdy piękny; jego futro było idealnie wyczyszczone, wyczesane, a na szyi miał czerwoną, długą chustę w białe wzorki. Był niemalże całe biały, choć w niebieskim kolorze miał pyszczek, ogon i wszystkie cztery łapy, co mogło nasunąć go do konkluzji, że był pointem. Był w podobnym wieku co on sam, nieznajomy też chyba nie zwracał uwagi na to, co dzieje się w otoczeniu - był odwrócony tyłem do Fairego i rozpaczliwie powtarzał coś pod nosem. Oriental mógł też zauważył, że jedna z jego tylnych łap była zaplątana w jeżynach, przez co najmniejszy ruch pieszczocha był nagradzany mocnym ukłuciem przez kolce.
Podczas gdy syn Cichego Strumyka napotkał pewną niespodziankę, ona nadal przeszukiwała teren przy Grzmiącej Ścieżce. Dalej jednak trzymał się jej pech, bo absolutnie nic, co mogła podpisać pod zioło lecznice nie rzucało jej się w oczy. Minęła parę kwiatów, ale były to jedynie zwykłe stokrotki, które nic prócz ładnego wyglądu nie miały do zaoferowania. Mogła jednak usłyszeć dziwny szelest od strony Fairego; co prawda mógł być to on sam, ale mogło to być coś innego. Nigdy nie wiadomo!
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Odwrócenie się w stronę Fairego było zdecydowanie kwestią odruchu. Po prostu nie zastanawiała się nad tym, co robi. Nie zdołała pomyśleć, a już szła w jego stronę. Bardzo szybko zobaczyła Medyka w towarzystwie kocura, którego pochodzenie błyskawicznie zdradziła zawieszona na szyi ozdoba. Zastrzygła uszami, nie wiedząc do końca, jak zareagować. Po kolejnych kilku krokach widziała już, że pieszczoch ma kłopoty. Jedna z jego łap ugrzęzła w jeżynach. Machnęła cienkim ogonem.
- Hej, kolego - zwróciła jego uwagę na siebie. Kiedy na nią spojrzał, wyglądała tak, jak Tundra zwykła prezentować się przed obcymi kotami. Twarda, o niezachwianej pewności siebie i żółtych oczach wbitych bezpośrednio w tego, z kim rozmawiała. Zrobiła krok w jego stronę. - Potrzebujesz pomocy? - spytała młodego pieszczocha, nie bez ostrożności w głosie.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Gdy tylko spostrzegł, że obcy kot nie stoi w tej niezręcznej pozycji ze swojej własnej woli, podszedł doń i obejrzał jego podrapaną wiosenną jeżyną łapę.
- Nie wygląda na rannego - poinformował Tundrę, po raz pierwszy przenosząc spojrzenie na pysk pieszczocha.
Chwilę o kilka sekund za długą spędził na przyglądaniu się błękitnym ślepiom nieznajomego. Wzrok medyka był zaskakująco tłusty... jakby maślany. Uśmiechnął się blado i skupił uwagę na szylkretce.
- Zajmiesz się nim? Będę w pobliżu - rzucił i powrócił do poszukiwania cholernej pokrzywy. Nie miał czasu na pierdoły.
Puchaty absolutnie nie miał pojęcia o tym, że za nim są już aż dwa koty nieznajome koty. Był całkowicie skupiony na okropnej jeżynie w którą się zaplątał. Zmienił teraz strategię - zamiast szarpać i sprawiać sobie więcej bólu, wykończony próbował delikatnie rozwiązać zawiłą gałązkę wokół jego nogi. Sprawa jednak nie progresowała w najmniejszym stopniu, a on miał ochotę się rozpłakać, nie wiedząc już co robić. Nagle usłyszał głos. Zdecydowanie nie jego głos, ale skierowany do niego, co jedynie utwierdziło go w fakcie, że jest w dupie. Zjeżył się na całym ciele, po czym gwałtownie odwrócił w stronę dwójki kotów, zakrywając własnym ciałem fakt, że jest uwięziony. Nie chciał, by ktoś widział jak żałośnie wpadł w ten nieszczęsny gąszcz, chyba spaliłby się z wstydu! - Nie nie nie nie nie nie nienienienienienienienienie - zaczął powtarzać, a w jego głosie przebijało się okropne przerażenie, którego już ukryć nie potrafił. Bał się. Był bezbronny. Nie mógł zareagować, jeśli teraz chcieliby go zaatakować. A on wcale nie chciał umierać! Tak bardzo nie chciał! Miał jeszcze tyle przed sobą! Tak dużo! - Odejdź, nie zbliżaj się do mnie. Zostaw mnie - wyciągnął w jednej chwili pazury, patrząc uważnie na Tundrę. Jeden z nich, ten bardziej dziwaczny z wielgaśnymi uszami odszedł, ale czekoladowa najwyraźniej absolutnie nie zamierzała iść w jego ślady. I chyba zauważyła jego kłopot. Cholera. - Rozumiesz? Masz iść. Iść. Iść. Iść. Iść. Iść. Iść. Iść. - oddychał ciężko, a jednak nie rezygnował z swojej agresywnej postawy. Jego mięśnie były napięte, gotowy na każdy ruch kocicy. Miał wysunięte pazury, niektóre dłuższe i ostrzejsze, a niektóre krótsze i tępe, co wynikało z nieregularnych przycięć od strony właścicieli.
Pomarańczowooki najwyraźniej nie zamierzał cackać się z pieszczochem - nie miał na to czasu. Poszedł więcej kawałek dalej, odchodząc od buszu w którym znalazł nieznajomego, po czym zaczął się rozglądać. I, cóż, długo czekać nie musiał, po dosłownie pod łapami zobaczył nieduże, pojedyncze, białe kwiaty. Na pierwszy rzut oka można było uznać, że Fairy znalazł rumianek; kolejny, licząc znalezisko Tundry. Jednak, jeśli się szczegółowo przyjrzał, mógł zobaczyć parę różnić między rumiankiem a złocieniem, bo to właśnie to zioło napatoczyło mu się pod łapami. Nie pachniał zdecydowanie tak intensywnie, jak to w przypadku rumianku, oraz nie był tak wysoki i bujny.