Logo Artemidy
Grzmiąca Ścieżka
Starała się oddychać głęboko i powoli powstrzymywać łzy przed wypłynięciem z kanalików, jednak szło jej to dość opornie. Kiedy jednak poczuła na sobie język córki, poczuła, że naprawdę nie powinna się tak zachowywać i musi wziąć się w garść. Nawet jeśli Wróbelek jest wyrozumiała i twierdzi, że jej to nie przeszkadza. Jaskółka była jej matką. Nie mogła się przy niej mazać za każdym razem, kiedy temat chociażby zahacza o młodość srebrzystej.
— On na pewno na nas patrzy z góry. I mam nadzieję, że mnie nie znienawidzi, kiedy dowie się prawdy — wyszeptała, będąc pewna, że mówiąc "on" Wróbelek miała na myśli Modrzewia. Bo o kogo innego mogłoby jej chodzić?
Mocno się do niej przytuliła i odczekała chwilę, by się uspokoić. Łzy powoli przestawały jej się zbierać w oczach, a oddech stawał się regularny. Odetchnęła z ulgą i doprowadziła się do porządku, po czym pociągnęła w dziękującym geście językiem po czółku burej i utkwiła spojrzenie niebieskich oczu w tych cyjanowych córki. Już nie ma odwrotu.
— Dam radę, kochanie. Najwyższa pora, żebyś się dowiedziała. Ukrywałam to przed wami za długo — mruknęła pewnie, po czym wzięła głęboki oddech. — Mówiłam ci, że mieszkałam z ludźmi. I nie podobało mi się tam. Kiedy więc pewnego dnia poznałam kogoś, kto mógł mi pomóc stamtąd uciec, skorzystałam z okazji. Mówił, że też kiedyś żył z tymi potworami i nie jest to życie godne jakiegokolwiek kota. Miałam wtedy dwanaście miesięcy. Nauczył mnie polować, dbał o mnie, często komplementował. To wystarczyło, żebym się zakochała. Nie wiedziałam, że robił to wszystko celowo i wszystko to było nieszczere. Wyznał mi miłość i... zbliżyliśmy się. Nie wiedziałam z czym to się wiąże, chciałam po prostu udowodnić mu, że moje uczucia są szczere. Kiedy zorientowałam się, że jestem w ciąży, przeraziłam się. Miałam czternaście miesięcy. Ale byłam pewna, że razem sobie damy radę i wszystko będzie dobrze. Tylko kiedy wasz ojciec dowiedział się, że noszę pod sercem jego potomstwo, przestał udawać, że jakkolwiek mu na mnie zależy. Kazał mi się wynosić i bałam się, że skrzywdzi mnie, albo któreś z was jeśli kiedykolwiek go spotkam. Uciekłam od niego i tak trafiłam na Wilka i Rydza. Resztę historii już znasz — zmusiła się do tego, by wszystko córce opowiedzieć. Nie płakała, ale była temu bardzo bliska. Nawet nie zauważyła kiedy uciekła wzrokiem, bo nie mogła znieść myśli, że Wróbelek mogłaby na nią spojrzeć z zażenowaniem, czy pogardą. W międzyczasie wytłumaczyła także w jaki sposób do zbliżenia dochodzi, ale że nie wiedziałam gdzie i jak upchnąć to w narracji, to pozwoliłam sobie uznać, że po prostu miało to miejsce gdzieś pomiędzy.
Poczuła swego rodzaju ulgę. W końcu powiedziała przynajmniej jednemu ze swoich kociąt prawdę, ale nie potrafiła czuć się z tego tytułu tak dobrze, jakby chciała. Zdecydowanie przeważał teraz wstyd.
b i r d s .flying .high . you know how I feel
sun . in . the . s k y . you know how I feel
breeze driftin' on by . you know how I feel

it's a new dawn
it's a new d a y
it's a n e w life
- ̗̀ FOR ME ̖́-
LVL 3 60 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Niezależnie od tego, co miałaby do powiedzenia srebrzysta, córka by się od niej nie odwróciła.
— Na pewno patrzy na nas z góry? Ach... no tak, przecież go zabiłyśmy. Dlaczego miałby cię znienawidzić? — zapytała, przegryzając delikatnie z niepewności wargę. A to, że mówiły aktualnie o dwóch innych kotach... to sprawa drugorzędna. Bura otworzyła oczy i przyjrzała się gwałtownie matce, mimowolnie zastanawiając się, nad czym może w tym momencie myśleć. Wyglądała, jakby miała zaraz rzucić jakimś długim wywodem, co nie odbiegało znacznie od rzeczywistości. Wobec tego, w momencie gdy Jaskółka polizała ją po czole, a następnie zaczęła swój wywód, córka wsłuchała się całą sobą. Gdy srebrzysta mówiła o tym wszystkim, ptaszyna reagowała na różne sposoby, ale nie chce mi się o tym pisać, bo konie i ruski wzywają. W każdym razie była zdziwiona, ale na jej pyszczek wdarło się także i współczucie, i zmartwienie. Nie mogła uwierzyć, jak wiele zła spotkało jej niewinną matkę. A mimo to była silna i z miłością podchodziła do wychowywania swoich kociąt. Wróbelek rozwarła pyszczek, z niedowierzania oddychając głęboko. Wyobraziła sobie również to w jaki sposób powstają kocięta... i nie było to wyobrażenie zbyt przyjemne.
— Mamo... — szepnęła, przyciskając pyszczek do kryzy starszej kocicy. Trwała w takim ułożeniu dłuższą chwilę, myśląc o tym wszystkim, co zaraz srebrnej powie. Nie była zbyt dobra w wyrażaniu swoich myśli, również trochę ciężko było dobrać jej odpowiednie słowa, ale nie mogła zostawić tego bez żadnego słowa. Musiała podziękować jej za wszystko. — Byłaś taka silna... nie wiem, jak to wszystko ułożyć w słowa, ech, ale jestem pod wrażeniem, mimo tylu nieszczęśliwych zdarzeń ty nadal pozostawałaś żelazna, nie dałaś się złamać, a ten... nasz "ojciec"... którego cieszę się, że się pozbyliśmy, był potworem, i powinien wstydzić się wszystkiego, do czego się dopuścił. Mimo tego, co cię spotkało, wiedz, że zawsze przy tobie będę, proszę już się tym nie zamartwiaj. Jesteś naszą bohaterką, wiesz? Dziękuję, że jesteś — rozgadała się, ocierając się policzkiem o pyszczek matki i mrucząc przy tym cicho. Jaskółka nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo Wróbelek cieszyła się z tego, że matka jej zaufała i się wygadała. Teraz będzie lepiej, na pewno. Razem dadzą sobie radę.
LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czuła jak łzy ponownie zaczynają spływać po srebrzystych policzkach, gdy do jej uszu dotarły słowa Wróbelek. Córka nie żywiła do niej urazy, nie brzydziła się nią, nie uważała jej za żałosną. Wręcz przeciwnie - widziała w niej swego rodzaju bohaterkę, co Jaskółce nie nawet nie śniło. Przez cały czas ukrywała przed swoimi kociętami prawdę, obawiając się reakcji, podczas gdy tak naprawdę nie było czego. Kochały ją prawie tak mocno, jak ona kochała je. Bezwarunkowo. Bez względu na wszystko.
Przytuliła do siebie mocno burą koteczkę i pozwoliła sobie trwać w tym uścisku przez bardzo długo. Nie odzywała się przez spory kawał czasu, po prostu nie będąc w stanie. Jedynie dławiła się łzami i co jakiś pociągała nosem. Musiała się uspokoić i dojść do siebie. Pomimo tego, że wydarzenia te miały miejsce dawno temu, nadal było jej z tym wszystkim ciężko. Była jednak z siebie dumna, że w końcu to z siebie wyrzuciła i komuś się przyznała.
— Kocham cię, skarbie — wyszeptała, opierając głowę na ramieniu córki. Potrzebowała tego teraz bardziej, niż kiedykolwiek.
b i r d s .flying .high . you know how I feel
sun . in . the . s k y . you know how I feel
breeze driftin' on by . you know how I feel

it's a new dawn
it's a new d a y
it's a n e w life
- ̗̀ FOR ME ̖́-
LVL 3 60 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie minęła dłuższa chwila, nim i z ocząt młodszej kotki zaczęły ciec pojedyncze łzy. Z bezsilności, współczucia, może ze wzruszenia? Nie wiedziała; była świadoma natomiast tego, że siedząc tak wtulone, pogrążone w trosce i smutku, są łatwym celem dla drapieżnika. Czy jej to przeszkadzało? Nieszczególnie. Nie skupiała się na tym, w całości oddając się wiecznej chwili z matką − musiała teraz tutaj dla niej być, mniejsza o to, co mogłoby się stać. Pozwoliła oprzeć srebrzystej głowę na swoim ramieniu, a długim, biczowatym ogonem lekko dotykała palców swojej rodzicielki.
— Ja Ciebie też — zamruczała do ucha bojaźliwej kotki, uśmiechając się przy tym delikatnie, ale i... zmarnowanie?, wiedziała bowiem, że nie zasłużyła sobie na takie szczęście, jakie niosła w jej stronę Jaskółka, a mimo to otrzymała je, a żeby powiedzieć więcej: była pierwszą, której zwierzyła się matka. Mimochodem zastanawiała się, czy Jaskółka ma zamiar powiedzieć o tym również Mchu i Bogatce, jeżeli ten pierwszy zapyta, natomiast druga: wróci. W każdym razie nie pytała teraz o tę kwestię, z uwagi na fakt, iż zepsułaby w ten sposób utworzoną atmosferę, a poza tym... chciała, aby srebrna chwilę ochłonęła. Wróbelek mogła czekać nawet parę godzin, byle tylko jej rodzicielka poczuła się lepiej.
LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Wracajmy już — wyszeptała, po długim i ckliwym przytulasie z córką. Przetarła oczy łapką i jeszcze raz uśmiechnęła się do Wróbelek. Była z niej taka dumna. Pomimo tego, że doskonale wiedziała, iż do dobrej matki było jej daleko, udało jej się urodzić i wychować kota, który zasługiwał na wszystko co najlepsza. Wypuściła spod swoich skrzydeł kogoś wyrozumiałego, znającego współczucie, nieoceniającego pochopnie. Miała nadzieję, że z Mchem będzie podobnie. — Chciałabym, żebyś przy mnie była, kiedy w końcu będę gotowa powiedzieć twojemu bratu. Nie będzie to problem? — zapytała cicho, starając się ukryć łamiący się głos, po czym powoli ruszyła do legowiska. Nie spodziewała się, że ten spacer zakończy się w taki sposób. Oj, zdecydowanie.

zt
b i r d s .flying .high . you know how I feel
sun . in . the . s k y . you know how I feel
breeze driftin' on by . you know how I feel

it's a new dawn
it's a new d a y
it's a n e w life
- ̗̀ FOR ME ̖́-
LVL 3 60 / 200
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wróbelek również była dumna ze swojej rodzicielki. Mimo tylu nieszczęśliwych zdarzeń nadal pozostawała silną, kochającą swoje kocięta matką, gotową do kolejnych wyzwań, którymi między innymi było podjęcie się wychowania samotnie małych szkrabów. Bura nawet nie wiedziała, jak wyrazić swoją wdzięczność, więc pozostawała długo w uścisku, chłonąc z tej chwili bardzo dużo. Jaskółka była dla niej najważniejszym kotem na świecie, więc nic w tym dziwnego, że chwila spędzona ze srebrzystą kocicą była jedną z najlepszych w jej życiu.
— Dobrze — zgodziła się po tymże długim przytulasie, uśmiechając się szeroko do swojej matki, można nawet powiedzieć, że od ucha do ucha. Była jakże szczęśliwa, że kocica opowiedziała jej o tym wszystkim, dając jej w ten sposób do zrozumienia, że jej ufa, poza tym... takie wygadanie się na pewno dobrze jej zrobiło, Wróbelek była pewna. Wstała zatem, i zaczęła iść blisko rodzicielki, w wyrównanym tempie. — Oczywiście, że nie — zapewniła, muskając końcówką ogona matkę. Nie widziała problemów w towarzyszeniu srebrzystej w tej ciężkiej chwili, jaką była rozmowa z Mchem. Brat również powinien znać prawdę, a bura była pewna, że i on będzie wyrozumiały w tej kwestii.

zt
LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przechodził ją dreszcz przy każdym następnym kroku, jaki stawiała na Topiołkach. Serce biło jej szybko i głośno - doskonale je słyszała na tle szumu wiatru i skrzypienia resztki śniegu, widniejącego na ziemi. W uszach huczało jej od przeróżnych dźwięków, od tych przyjemnych jak trzepot skrzydeł małych wróbli, po tych mało przyjemnych, okropnych zgrzytach i piskach, które dochodziły od Grzmiącej Ścieżki - szkoda tylko że Dzika Łapa nie miała pojęcia, że znajduję się obok niej.
Ale zacznijmy od początku, co skłoniło małą i durną terminatorkę na samotną wyprawę w tereny dla niej nieznane, kompletnie obce i nieznajome? Otóż Wiśnia od kilku dni przychodziła na różne granice z klanami tylko po to, by choć poczuć dawny zapach swojej zaginionej siostry. Zdawała sobie sprawę że uciekła świadomie i był to w pełni jej wybór. Czarna kotka mimo że nigdy nie miała dobrych relacji z bliźniaczką i ostatnia ich rozmowa odbyła się jakieś osiemnaście księżyców temu, skończona na szarpaninie i wyrywania sobie futra - to i tak terminatorka Orlego Skrzydła martwiła się o Traszkę. Martwiła się i chciała wiedzieć, co z nią się dzieję, czy jest bezpieczna. Nie chciała przekonywać ją do powrotu do Gromu - skoro uciekła, miała powód i urazę do klanu, była pewna że nawet nie myślała o tym, by wrócić. Z tego powodu Wiśni było okropnie przykro i gdy poruszyła jej temat na ceremonii, przy rodzeństwie, oni zwyczajnie to zignorowali, co tylko uświadomiło ja że jedynie ona interesuje się losami czarnej samotniczki.
Dnia dzisiejszego, na granicy z Grzmiącą Ścieżką postanowiła iść dalej, głębiej z nadzieją, że Traszkowa Łapa będzie kręcić się gdzieś w pobliżu i dadzą radę porozmawiać. Raz usłyszała od mentorki o Grzmiącej Ścieżce i jej opis nie był ani trochę piękny i potulny, jednak gdy była obecnie przy niej, zdała sobie sprawę że nie powinna tutaj znajdować się w ogóle. Nad nią wisiały wielkie, ciemne i ciężkie chmury, które jedyne zwiastowały ogromny deszcz, a to wcale nie pocieszało małej kotki. W dodatku okropny smród wisiał w powietrzu a co jakiś czas jakiś potwór, monstrum przejeżdżało z prędkością światła z świstem po jakimś ciemnym, długim pasie. Aktualnie nie była blisko dziwnego pasa i nawet nie śmiała pomyśleć, że mogła się do niego zbliżyć. Przyszła tu by się rozejrzeć, poszukać siostry, nie narażać się na pewną śmierć.
I choć Dzika Łapa była przerażona, bała się tak bardzo najpewniej pierwszy raz w życiu. Ciężkim krokami dalej brnęła w tą komedię, kabaret i zwyczajnie chodziła w kółko, czasem dalej, czasem bliżej, starając się choć wypatrzeć czarne futro siostry. O wywęszeniu mowy nie było, bo głośne monstrum wystarczająco cuchniało i przykrywało każdy możliwy zapach. A nawet jeśli ich nie było, to Wiśnia pojęcia nie miała, jak pachnie aktualnie druga, czarna córka Mokrego Kwiatu.

[ Noc ♡
[Obrazek: db9rzkm-815fca66-79c3-4295-9d73-bb85ee07...bXxsedQJx0]
Myślę leżąc pośród kwiatów
> > Czy w jęczmienia żółtym łanie < <
Czy p r z y p a d k i e m za pół wieku
Coś się z tym światem nie s t a n i e
LVL 2 115 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się zbyt dobrze - szare, wielkie kłęby chmur gromadziły się na niebie zapowiadając deszcz lub być może nawet burzę. Noc postanowiła się jednak nie leniwić i ruszyć swój tyłek aby wybrać się do Grzmiącej Ścieżki, koło której powinien mieszkać Tonące Słońce. Wprawdzie nie miała powodów, żeby szukać kocura, jednak była to jedyna osoba z jaką czarnofutrej udało się normalnie porozmawiać i zdobyć informację o prawdopodobnym miejscu jej częstego pobytu. Polubiła go, więc nie chciała zmarnować kolejnego dnia na ponownym wypatrywaniu rodzeństwa na granicach. Jej wiara w spotkanie z kimkolwiek z rodziny malała wraz z każdym uderzeniem serca. Minęło tyle księżyców i nic. Córka Mokrego Kwiatu przestała już nawet od dłuższego czasu wyczuwać zapachy kogoś z krewnych. Eh, bądźmy szczerzy, pewnie zapomnieli o siostrze - uciekinierce i zajęli się własnymi sprawami.
Kotka wyruszyła o świcie spod Siedliska Koni i zaczęła kierować się w stronę Łanu Rzepaku gdzie niedawno spotkała Orlikowe Pióro. Ciekawe czy kocur dotarł do klanu i co najważniejsze - czy przyjęli go spowrotem? Było to pytanie, na które Noc najprawdopodobniej nigdy nie znajdzie odpowiedzi. Zresztą...Nie była to bardzo potrzebna informacja. Jeśli żyje w klanie, to fajnie. Jeśli nie, to też fajnie.
Po dość żmudnej wędrówce, żółtooka dostrzegła na horyzoncie Drogę Grzmotu. Jej odór skutecznie odstraszał inne koty, jednak kotka nie miała zamiaru się poddawać. Już chciała przygotowywać się do przebiegnięcia na drugą stronę, gdy nagle po prawej stronie dostrzegła pewną ciemną plamę zbliżającą się w jej kierunku. Szybko zrezygnowała z ryzykownego biegu i zaczęła ostrożnym krokiem podchodzić w kierunku nieznajomego. Niewiele czasu minęło, a córka Mokrego Kwiatu zaczęła się zastanawiać kim jest kręcąca się tu piękność. Wygląda niemal tak samo jak Noc, jednak...Czy to przypadkiem nie jest Wiśnia? Tylko co ona by tu robiła?! Gdy kotki znalazły się na kilka długości lisa od siebie, serce czarnofutrej chciało wyskoczyć z piersi. To naprawdę jej siostra! W końcu kogoś znalazła!
- Wiśnia, to ty?! - zadała pytanie retoryczne biegnąc w kierunku kotki - Jak ja się cieszę, że cię w końcu znalazłam! - krzyknęła, rzucając się w kierunku żółtookiej i zaczynając mierzwić łapą jej futro na łbie. W końcu...Po tylu księżycach, w końcu będzie mogła odezwać pysk do kogoś z rodziny. Nareszcie.
[Obrazek: eRHGF6x.png]
If I d.i.e, don't cry,
look AT the sky
and say goodbye
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
jestem okropnie zmęczona i nie mam siły na nic dłuższego i szczególniejszego, wybacz:((


Po parunastu minutach kręcenia się w kółko, zawiedziona zdała sobie sprawę że jej wyprawa nie odniesie wymarzonego skutku. I choć z całego serca pragnęła zobaczyć czarne futro koteczki, to nie mogła rozpoznać nawet czegoś podobnego do niej. W dodatku aż mdliło ją od smrodu i hałasu który wydobywał się z Grzmiącej Ścieżki - postanowiła się poddać i nigdy tu nie wracać, nie w takiej sprawie, która odniosła by fatalny skutek.
Zgodnie z postanowieniem odwróciła się tyłem do czarnego pasa, stawiając wolno kroki w stronę, skąd niedawno przyszła. Miała tylko nadzieję że się nie zgubi i nie zrobi po drodze nic głupiego, bo bardzo chciała wrócić w nienaruszonym stanie do obozu, tak, by nikt niczego nie podejrzewał. Obawiała się też że niektóre gromiaki mogą ją spotkać po drodze, tak jak było to w przypadku spotkania z Promienną Łapą. Po tym, jak patrol Cyprysowej Łuski przyłapał ją na szwędaniu się po granicy z klanem cienia, nie wychodziła nigdzie dalej niż tereny klanu gromu przez dobre kilka księżyców.
Po dłuższej chwili, które wydawały się wiekiem dla spanikowanej i przerażonej Dzikiej Łapy, zatrzymał ją w pół kroku dobrze znany jej głos, choć z początku go nie rozpoznała. Odwróciła się sparaliżowana na pięcie by zobaczyć przez kogo zostanie zabita. Szybko wszelkie obawy odeszły, wraz z silnym podmuchem wiatru. Czarna terminatorka bowiem rozpoznała swoją siostrę - sobowtóra z miotu którego aktualnie szukała.
- Traszka! - zawołała uradowana z błyskiem ekscytacji i szczerego szczęścia w oczach. Zamruczała na dotyk siostry, a następnie sama zaczęła się o nią ocierać, przy okazji ogonem łaskocząc ją po pysku. Nigdy w życiu nie spodziewała się, że będzie się aż tak cieszyć z rozmowy z czarną siostrą - najbardziej przez nią nielubianą w miocie. Z czasem jednak wszelkie jej negatywne emocje co do samotniczki odeszły.
- Szukałam cię całe wieki! - zaczęła od razu z wielkim uśmiechem na pysku, siadając na przeciwko większej siostry. - Chciałam wiedzieć czy z tobą wszystko w porządku, bardzo chciałam z tobą porozmawia, ja naprawdę się martwiłam - wytłumaczyła powód, by broń klanie gwiazdy towarzyszka nie pomyślała że chce ją z powrotem ściągną do klanu, bo nie w tym rzecz.
[Obrazek: db9rzkm-815fca66-79c3-4295-9d73-bb85ee07...bXxsedQJx0]
Myślę leżąc pośród kwiatów
> > Czy w jęczmienia żółtym łanie < <
Czy p r z y p a d k i e m za pół wieku
Coś się z tym światem nie s t a n i e
LVL 2 115 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gdy czarnofutra usłyszała z ust swojej siostry imię "Traszka", lekko zgrymasiła swój ciemny nosek i przymrużyła oczy. Traszka już dawno umarła - słaba, uległa i żyjąca w tej idiotycznej społeczności zwanej klanami, kotka. Teraz w tym ciele żyje Noc - samotniczka, która ma gdzieś zasady i jakiekolwiek opinie o jej osobie, udzielone przez inne koty. Czy była gromiaczka jest zadowolona z tej wymiany? Oczywiście. Życie samotnika nie jest tak okropne, jak go opisują. Co prawda, trzeba zdobywać samemu pożywienie i uważać żeby cię nikt nie zabił jednak dla zaradnego kota to bułka z masłem. Przecież w klanie także trzeba polować i walczyć, więc czy życie na Ziemiach Niczyich jest aż tak trudne w porównaniu do Klanów? Nie. Jest lepsze, chociażby z tego powodu, że na terenach Gromu, Wichru, Rzeki i Cienia trzeba słuchać rozkazów przywódcy, więc tak naprawdę nie masz tam prawa głosu. Może to dlatego koty coraz częściej znikały? - Ja też was szukałam! Gdzie się podziewaliście? - spytała z radością w głosie, poruszając jednocześnie wibrysami. Gdzie byliście gdy wypatrywałam was całymi dniami na granicach - Spokojnie, nic mi nie jest. Wręcz przeciwnie - życie tu wygląda całkiem inaczej i jest o wiele lepsze od klanowego - miauknęła, po czym trzepnęła nerwowo uchem. Czarnofutra była bardzo ciekawa, czy jej siostra także podziela jej zdanie, czy może zaraz zacznie wygłaszać monolog o tym, jakie życie w klanie jest cudowne? - A tak w ogóle jeszcze jedna sprawa. Mam na imię Noc, nie Traszka. Zmieniłam je sobie gdy uciekłam - wiesz...Niektórzy samotnicy mają uraz do klanowych kotów i raczej nie przyjęli by ciepło jednego z nich - mruknęła z uśmiechem na pysku, mając nadzieję, że Dzika Łapa zrozumie o co chodzi i w czym tkwi problem. Co prawda spotykała samotników o wojowniczym imieniu, na przykład Tonące Słońce, jednak uważała to za głupotę. Przecież każdy samotnik częściowo zna już wtedy twoją przyszłość, a takiej sytuacji Noc chciałaby uniknąć.

//nie mam siły na nic więcej
[Obrazek: eRHGF6x.png]
If I d.i.e, don't cry,
look AT the sky
and say goodbye
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nigdy nie sądziła, że życie samotnika jest okropne, broń klanie gwiazdy. Była jedynie zdania, że jest trudne, ciężkie i samotne. Bo przyznajmy, rzadko kiedy kot który nie trzyma się grupy, klanu, nagle będzie chciał dzielić legowisko i zwierzynę z drugim kotem o tym samym stanowisku. Samotnicy - jak sama nazwa wskazuje, są sami. I Dzika Łapa wiedziała, że istnieją koty które nie lubią być w grupie, lub się jej boją. Ona była okropnym przeciwieństwem przedstawionego przykładu, była pewna że zwariowała by w samotności. Ani się do nikogo odezwać, ani też z nikim się bawić czy polować na zwierzęta, co uważała za punkt rozrywki w życiu.
Klan za to traktowała w pewnym sensie jak rodzinę. Oczywiście - nie ufała nikomu tak bardzo jak Mokremu Kwiatowi czy takiej Korzennej Łapie, ale traktowała ich w równym stopniu i nigdy nie gnała do kłótni, a mówiła z szacunkiem i dobrym nastawieniem. Jednak wiadomo że terminatorka uczucia miała, nie za każdym przepadała, jednak to nie znaczyło że nagle może wyzywać i pluć jadem, bo każdy jest inny i nie każdy charakter musi obdarowywać sympatią. Całe szczęście że wychowana jest na dobrych zasadach i powstrzymuje się od niemiłych rzeczy, gdy na przykład z danym kotem idą na patrol.
- Lepsze pytanie, gdzie ty się podziewałaś? Nie raz siedziałam na granicach i wypatrywałam twojej czarnej kupy sierści, ale nawet kątem oka cię nie zdołałam zauważyć - wytłumaczyła, mówiąc czystą prawdę. Ciekawe jak to możliwe, że obie siebie wypatrywały i zawsze się mijały?
- Skoro jest ci tutaj lepiej, to dobrze że wybrałaś inną drogę niż my wszyscy. Choć brakuję mi cię na ceremoniach u boku, czy w legowisku - zaśmiała się smutno, spoglądając na kotkę. Nie miała pretensji że uciekła, że wybrała inną ścieżkę. Liczył się komfort i bezpieczeństwo kotki, skoro czuła się na wolności dobrze, to czemu ma nagle przekonywać ją do powrotu? Chodziło bardziej o tęsknotę - głupio jest spać obok pustego legowiska, gdzie od zawsze leżała w tym miejscu jej siostra - od samego początku, od Złocistego Wgłębienia. Wiedziała też, że nie tylko ona tęskniła za Traszką, bo Korzenna Łapa także pokazywał że pusto tutaj bez drugiej czarnej kotki u boku.
- Oh, jasne. Wybacz że mówiłam ci nie po imieniu, Noc do ciebie pasuje - uśmiechnęła się miło. A skoro już przy zmianie imion jesteśmy, to może warto się pochwalić sukcesem szylkretowej siostry? - Wiesz że Klonik jest od niedawna Klonową Gałązką? Skończyła trening jako pierwsza! - wymruczała zadowolona i jakże dumna z siostry. Czekała tylko na moment, aż znów będą sypiać razem w legowisku - w końcu żółtooka też musi dostać swoje imię wojownika.
[Obrazek: db9rzkm-815fca66-79c3-4295-9d73-bb85ee07...bXxsedQJx0]
Myślę leżąc pośród kwiatów
> > Czy w jęczmienia żółtym łanie < <
Czy p r z y p a d k i e m za pół wieku
Coś się z tym światem nie s t a n i e
LVL 2 115 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Medyczka ostatnimi czasy rzadziej uczęszczała na wyprawy po zioła, biorąc pod uwagę ilość pacjentów, którą aktualnie posiadała. Jednak wszystkie rany goiły się jak należy, nic niepokojącego nie wypływało z oka Sztormowego Pazura(sprawdzała, upewniała się, była tak ostrożna jak tylko się dało i się opłaciło), wszyscy byli nakarmieni, Królikarnia posprzątana... więc postanowiła wybrać się na poszukiwania medykamentów. W tym celu przekroczyła Grzmiącą Ścieżkę w momencie, gdy żadnego potwora nie było w zasięgu wzroku i słuchu. Wiedziała, że lepiej było wychodzić z eskortą, szczególnie poza klanowe ziemie, ale nie miała nikogo odpowiedniego pod łapą, a nie chciała narażać mniej doświadczonego kota. Być może kiedyś przyjdzie jej za to zapłacić, ale proszę, Gwiezdny Klanie, nie dzisiaj. Miała puste miejsca w składziku do zapełnienia. Ruszyła powoli wzdłuż rowu, rozglądając się uważnie w poszukiwaniu znajomych roślin. Była też czujna na wszelkie potencjalne niebezpieczeństwa.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Piaskowa kocica wybrała się na poszukiwanie ziół, co nie było za pewnie niczym nadzwyczajnym dla medyka. Cóż... Miała dzisiaj szczęście. Dzisiejszy dzień był wyjątkowo... ciepły. Słońce nie było zakrywane przez białe obłoki, których również było wyjątkowo mało.
Za to do nosa medyczki praktycznie zaraz po wyruszeniu dotarł zapach... dosyć charakterystyczny, bo niezbyt ładny. I chociaż roślina nie miała jeszcze kwiatów, gdyż dopiero co zaczęła się Pora Nowych Liści, to niektóre listki były już trochę wykształcone. Były one jednak trochę małe... A pod spodem szarawe. Sercowate. Poza tym, to nie był jeden okaz a kilka obok siebie! Tak więc dawna terminatorka Łososiowej Łuski mogła zdecydować, czy potrzebuje medykamentu czy też nie.

lvl: 5 | S: 8 | Zr: 14 | Sz: 12 | Zm: 18 | HP: 80 | W: 60
>medyczne przerzuty 0/4
[Obrazek: d8erxnh-76fb48b5-d432-40e1-86cf-f833963a...TkVTm4o0f4]
How do we rewrite the stars?
Say you were meant to be mine?
Nothing can keep us apart
Cause you are the one I was meant to find
It's up to you, and it's up to me
No one can say what we get to be
Why don't we rewrite the stars?
Changing the world to be ours
LVL 4 210 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Łopian, czyli najpraktyczniejszy medykament do ran. Choć z reguły nie brakowało go w składziku, ostatnio musiała łatać dość dużo ran, dlatego nieco jej go ubyło. Bez zbędnych rozmyślań stanęła nad rośliną, przyglądając się uważnie liściom i wyszukała te, które były najbardziej zdatne do użytku, po czym zabrała się za ich ostrożne i delikatne zrywanie. Słońce przyjemnie grzało jej grzbiet; liczyła, że rozpoczynająca się właśnie pora młodych liści przyniesie jej dobre zbiory... i być może upragniony wrotycz. Póki co jednak skupiła się na pracy. Gdy skończyła, zawahała się na moment, ale ostatecznie zdecydowała się także wykopać korzenie. Tak na wszelki wypadek. Z reguły ich nie używała, bo liście było łatwiej zmielić, ale nie miała też ich nigdy tak przesadnie dużo jak ogórecznika, który rósł praktycznie wszędzie. Warto więc było odrobinę pobrudzić sobie łapy, nawet jeśli sprawiało jej to duży dyskomfort.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Tak więc kotka zdecydowała się jednak na zebranie medykamentu. I to nie tylko liści, a nawet korzeni! Piaskowa robiła to naprawdę dobrze, dzięki czemu zebrała aż dziewięć liści łopianu, które nadawały się do użytku. Potem wzięła się za korzeń, którego udało jej się znaleźć nieco więcej, bo aż trzynaście. Reszta była niezbyt rozwinięta, więc lepiej było tego nie zbierać. A tak? Księżycowy Pył mogła iść dalej i szukać czegoś innego.

+9 liści łopianu
+13 korzeni łopianu

+88 MED.exp

lvl: 5 | S: 8 | Zr: 14 | Sz: 12 | Zm: 18 | HP: 80 | W: 60-2=58(60)

>medyczne przerzuty 0/4
[Obrazek: d8erxnh-76fb48b5-d432-40e1-86cf-f833963a...TkVTm4o0f4]
How do we rewrite the stars?
Say you were meant to be mine?
Nothing can keep us apart
Cause you are the one I was meant to find
It's up to you, and it's up to me
No one can say what we get to be
Why don't we rewrite the stars?
Changing the world to be ours
LVL 4 210 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości