Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Zastrzygł uchem rozdrażniony, kątem oka dostrzegając postawioną na sztorc sierść nieznajomego kocura. Był świadomy, że Tundra mogła powalić pieszczocha jedną łapą, więc nie niepokoił się, ale wolałby nie przedłużać wycieczki dla bezsensownej bójki. Zebrał ostrożnie liście i kwiaty złocienia, po czym powrócił do szukania pokrzywy. Pamiętał, żeby nie oddalać się zbyt mocno od towarzyszki.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
- Nie zwykłam słuchać poleceń podobnych tobie typów - stwierdziła ona, nie zdejmując twardego spojrzenia żółtych oczu. Z jednej strony wyczuwała strach pieszczoch, widziała jak bardzo stresująca jest dla niej ta sytuacja. Z drugiej strony poczuła ogromną i jednocześnie obrzydliwą chęć zabawienia się jego kosztem. Poprzez zwyczajne zostanie w tym miejscu. - Poza tym, nie mam ochoty oglądać twojego truchła rozszarpanego przez lisa albo zrównanego z Grzmiącą Ścieżką przez potwora dwunogów, który wyjątkowo z niej zboczy, kiedy zobaczy takiego biedaczka, jak ty. - dodała, a prążkowany ogon nie przestawał poruszać się powoli w obie strony. Kocur był ładny i nie mogła tego nie dostrzec. Był jednak prawie połowę od niej młodszy co nieco mu odejmowało. - Więc pozwól sobie pomóc i zmykaj stąd, w bezpieczniejsze miejsce. - rzekła i schyliła się do jego nogi by ostrożnie wyplątać ją z jeżyn, używając do tego pazurów. Starała się nie zrobić kocurkowi krzywdy.
Kocurek skrzywił się widocznie. Za kogo ona się niby uważa? Kim ona w ogóle była i dlaczego tak beztrosko chodziła sobie po lesie? To niedorzeczne! Gdzie są jej właściciele? Jej, i tego wielce mościa, który nawet nie chciał poświęcić mu chwili uwagi, zamiast tego wolał gapić się w trawę i intensywnie przyglądać się kwiatkom. To było dopiero niedorzeczne. Oboje byli okropnie dziwaczni, zupełnie nie wiedział co tutaj się dzieje; dosłownie parę dni temu został zabrany z swojego domu, w którym żył... żył od zawsze. Nagle jego życie się zmieniło, nagle miał nowych ludzi u boku, nagle miał nowe legowisko i zupełnie inne warunki niż wcześniej. Całe dnie chodził zdezorientowany, a teraz jeszcze to, ugrzązł w jakiś chaszczach i rozmawiał z wariatką. Gorzej być nie mogło. - Słuchaj mnie ty! - zabrzmiał groźniej, słysząc, że starsza w ogóle się go nie boi. On się bał. Bardzo. Wręcz sikał pod siebie gdy na nią patrzył, a jednak nie spuścił wzroku nawet na chwilę. Był odważny. I zdecydowanie bezczelny, ale teraz na to nie patrzył. Musiał przeżyć to spotkanie, a walka mogła być nie fair z względu na jego uwięzioną łapę. - Tylko podejdziesz, to cię zabije, rozumiesz????? Zabije - powiedział szybko, nerwowo, gdy zobaczył że czekoladowa się do niego zbliża. Co ona, głucha jest? On jej groził! To było niebezpieczne! ON jest niebezpieczny! Zignorował też fakt, jakim określeniem (naprawdę zabawnym) nazwała samochód i ulicę, teraz miał ważniejsze rzeczy na głowie, niż wytykanie jej błędów. Końcowo, gdy Tundra podeszła zaczął syczeć głośno, ale nic prócz tego nie zrobił. Miał wyciągnięte pazury, ale biło od niego paniką na kilka kilometrów. Gdy zauważył, że nieznajoma zamiast atakować go zaczyna mu pomagać, tak, jak powiedziała wcześniej, wydał zszokowane westchnięcie. Nic więcej. Poczuł po chwili, że jego łapa jest wolna. W końcu! Uwolnił się! Całkiem sam! Popatrzył na Tundrę ostatni raz, po czym nawet bez głupiego dziękuję zaczął uciekać w wzdłuż Grzmiącej Ścieżki, najpewniej to jego właściciele zatrzymali się gdzieś na chwilę i teraz na niego czekają. Adios, frajerzy.
Fairy zebrał liście znalezionego medykamentu bez większych problemów, w towarzystwie groźnych gróźb i syków przerażonego pieszczocha. Prócz tego chyba wszystko było okej, zebrał o jeden więcej listek niż było to w przypadku szczawiu i mógł ruszać dalej. Po szczęśliwym znalezisku jednak zawsze musiała być przerwa, dlatego też liliowy nie znalazł nic i tym razem. Pocieszające było to, że ślicznego kocurka już nie było i Tundra mogła dołączyć do poszukiwania upragnionej pokrzywy.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Postawa kocura była wysoce irytująca i to Tundrze niewiele brakowało do uderzenia go. Zacisnęła jednak zęby i więcej się do niego nie odezwała. Zdecydowanie nie polubili się z panem pieszczochem. Patrzyła za nim jeszcze chwilę, kiedy odchodził i ruszyła na dalsze poszukiwanie ziół. Była ciekawa, czy Fairy’emu udało się już znaleźć pokrzywę, której tak potrzebowali. Nie zamierzała jednak w tej chwili mu przeszkadzać i po prostu ruszyła dalej, rozglądając się po ziemi w poszukiwaniu zioło-podobnych roślin.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Zwrócił uszy w kierunku Tundry, gdy ta zbliżyła się. Chwilę wybierał resztki źdźbeł trawy spomiędzy zebranych liści złocienia.
- Niektóre spotkania budzą wątpliwości, czy naprawdę jesteśmy czymś ponad zwierzęta - mruknął, uśmiechając się z przekąsem.
Szukał dalej. Pokrzywy. Szukał dalej pokrzywy, bo przecież po to tu przyszedł. Dziwaczne, że w łapy wpadały mu inne zioła, skoro szukał tego jednego.
Tundra więc wróciła do gry, pozbywając się bezczelnego gościa. Przeczesywała trawę, tak, by dostrzec cokolwiek pożytecznego, jednak nigdy nie mogło być za łatwo - nie widziała nic, co wyglądałoby inaczej niż trawiaste źdźbło, piękna stokrotka albo wysuszone liście sprzed roku. Musiała więc uzbroić się w cierpliwość i liczyć na to, że znajdzie coś dla dawnych pożogowców.
Dzisiejszego dnia liliowy oriental miał definitywnie ogromnego pecha. Znalazł parę listków ziół, które absolutnie go nie interesowały, później napotkał agresywnego pieszczocha, który okazał się mniej groźny niż kocię w klanowym obozie, a później... a później nie mógł znaleźć nic. Znowu. Znowu nie zobaczył charakterystycznych kwiatów jakiegokolwiek zioła. Wyczuł jednak... coś innego. Zamiast woni nawet głupiego rumianku, wyczuł specyficzny zapach, a idąc jego tropem mógł dostrzec rudobrązowe zwierzę z odznaczającym się, białym brzuchem. Łasica prychała już głośno, dając znać, że dobrze widzi wielkousznego i zaraz zamierza zaatakować, jeśli ten nie zainterweniuje. No to się wkopał.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Patrzył w łasicze oko, które również spoglądało na niego. To był pierwszy raz kiedy widział takie zwierzę, jednak skojarzył je jako znacznie mniejszego kuzyna kuny. Gdy jeszcze wędrował z Ważką jako podrostek, kocur tłumaczył mu, żeby przed kunami czmychał, ale przed tym? To byłoby trochę żałosne. Nie zamierzał dać się przegonić z zielnej okolicy takiemu mikrusowi.
- Tundra?! - rzucił w przestrzeń, nie będąc pewnym jak mocno oddaliła się jego towarzyszka.
Dłużej nie słuchał gniewnych prychnięć wydłużonego szczura - prawą łapą zagarnął zakurzoną, przydrożną ziemię i postarał się cisnąć ją w ślepia przeciwnika. Później lewą łapą atakował, chcąc pazurami smagnąć łasicę po pysku.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Szukała ziół, przeczesywała wzrokiem trawę, kiedy usłyszała podniesiony głos Medyka. Szarpnęła głową i odwróciła się w jego stronę. Zobaczyła go w środku walki z łasicą. Poczuła jak włosy na karku stają jej dęba. Nie był to przyjemny widok, budził obawy o zagrożenie zdrowia kocura. Napięła mięśnie i skoczyła w jego stronę by pomóc mu w pokonaniu przeciwnika. Widziała, że Fairy atakuje jej głowę więc Opoka zaatakowała jej zad. Wbiła zęby w podstawę ogona by spowodować duży ból i być może głębokie rany.
Atak łasicy na Tundrę: 1d10 = 2, 0% atak nieudany. Atak łasicy 'na ślepo': 1d8 = 1, 0% atak nieudany.
Już po chwili przy liliowym pojawiła się kocica, która była naprawdę blisko i bez problemu usłyszała jego wołanie. Tym razem zamiast pieszczocha zobaczyła agresywną łasicę, którą Fairy właśnie atakował. Zgrabnym ruchem ruszył piasek, na którym akurat stali, a ten idealnie zawirował w oczach przeciwnika, oślepiając go na moment. To była chwila, którą trzeba było wykorzystać na atak; oriental się nie cackał i celnie przejechał pazurami po pyszczku mniejszej kuny, tworząc rozległe, krwawiące zadrapanie sięgające od jej nosa do brody. Następnie wkroczyła Tundra, którą zwierz jednak zdążył zauważyć i prędko rzucił się na bok, przez co ta jedynie lekko go obiła, nie robiąc nic poważniejszego. Łasica syknęła głośno, po czym odwróciła się w stronę starszej kocicy i rzuciła się ku jej piersi, chcąc porządnie ją ugryźć. Los jednak postanowił inaczej - piach, który miała w oczach skutecznie uniemożliwił jej celny ruch, przez co zupełnie nie trafiła w czekoladową. Brązoworuda desperacko próbowała też drapnąć orientala, którego zobaczyła pierwszego. Ten atak jednak również zakończył się niepowodzeniem.
Łasica: S: 5 | Zr: 9 (7) | Sz: 5 (3) | HP: 40 - 11 - 5 = 24/40 | W: 35 - 3 = 32/35
• od następnej tury -2 celności ze względu na oślepienie.
• -2 do szybkości i zręczności ze względu na walkę 2:1
• Rana 0. stopnia: lekkie obicie zadu.
• Rana 1. stopnia: rozcięcie na pysku (krwawi, od następnej tury -1hp do końca walki). Tundra: S: 12 | Zr: 14 | Sz: 3 | Zm: 3 | HP: 80 | W: 40 - 2 = 38/40
• przerzuty 0/2 Fairy: S: 7 | Zr: 9 | Sz: 1 | Zm: 5 | HP: 45 | W: 55 - 5 = 50/55
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Dało się dostrzec błysk zaskoczenia w jego ślepiach, kiedy jego pazury rozcięły skórę przeciwnika z taką łatwością, jakby był to cienki, klonowy liść. Łasica musiała uświadomić sobie, znalazła się właśnie między młotem a sierpem, bo jej kolejne ruchy były bardzo chaotyczne i widać było, że ma problem z utrzymaniem stabilnego balansu ciała. Przydało to pewności siebie liliowemu kocurowi, który prędko skoczył w kierunku jej grzbietu, by zwalić ją z nóg i zacisnąć szczęki na jej karku.
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Zwierzak podjął próbę zaatakowania jej i nie uszło to uwadze Opoki. Owa próba zakończyła się jednak niepowodzeniem, co czekoladowa przywitała z ulgą. Nie chciała mimo wszystko otrzymać ran. Jeżeli tylko dało się ich uniknąć, kocica powita to z zadowoleniem.
Fairy podjął próbę zbicia łasicy z nóg, co nieco utrudniło kotce atak ze względu na nieduże rozmiary zwierzęcia. Spróbowała wobec tego dokonać prostego ataku polegającego na przeoraniu boku zwierzęcia pazurami. Tego, który akurat był odsłonięty.
Przewalenie przeciwnika: 1d10+2 = 8, 100% atak udany Atak Tundry: 1d10+3 = 9, 100% atak udany ⟶ [(20+12) - (10+4)]x1 = 18. Atak Fairego: 1d10+2 = 5, 50% atak słaby ⟶ [(19+7) - (10+4)]x0.5 = 6.
Próba wstania się przez łasice: 1d10+2 = 11, 150% unik KRYTYCZNY. Ostateczny wynik wyrwania: 150% - 100% = 50%, udane
Fairy drugi już raz wykonał naprawdę dobrze przemyślany ruch - tym razem rzucił się na drapieżnika w ten sposób, by zwalić go z nóg i załatwić sobie jeszcze większa przewagę niż wcześniej. Rudofutra nawet nie zauważyła co się dzieje, przez co prędko wylądowała na ziemi. Tundra zareagowała natychmiastowo, bezlitośnie przejeżdżając pazurami po boku łasicy. Stworzyła naprawdę poważną, głęboką ranę, z której w szybkim tempie zaczęła sączyć się krew. Zaraz po tym Fairy postanowił wgryźć się w kark drapieżnika, pewnie z zamiarem zrobienia jej poważnej krzywdy. Pomimo, że oriental nie wykonał tak profesjonalnego ataku jak wcześniej, wystarczyło by dobić żałosnego przeciwnika, żegnając się z nim raz na zawsze. Łasica wydawała ciężkie swoje ostatnie dwa wdechy, zdychając na zawsze.
Łasica: S: 5 | Zr: 9 (4) | Sz: 5 (3) | HP: 24 - 18 - 6 - 1 = -1/40 | W: 32 - 3 = 21/35
• -2 celności ze względu na oślepienie.
• od następnej tury -2 celności ze względu na utratę 1/3 wytrzymałości.
• -2 do szybkości i zręczności ze względu na walkę 2:1
• zręczność spada o 1/2 ze względu na powalenie.
• Rana 2. stopnia: głęboka rana cięta na boku (krwawi, przy następnej turze -3hp, w następnych -2hp aż do końca walki).
• Rana 1. stopnia: rozcięcie na pysku (krwawi, co turę -1hp do końca walki).
• Rana 0. stopnia: lekkie obicie zadu.
• Rana 0. stopnia: zadrapanie na karku.
• śmierć. Tundra: S: 12 | Zr: 14 | Sz: 3 | Zm: 3 | HP: 80 | W: 38 - 3 = 35/40
• przerzuty 0/2 Fairy: S: 7 | Zr: 9 | Sz: 1 | Zm: 5 | HP: 45 | W: 50 - 4 = 46/55
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150 Mistrz: Dynia, Kos Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [*] Ojciec: Wężowy Język [*] Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Łapczywie łykał krew płynącą z wyszarpanej przez niego rany, jakby dopiero jej smak przypomniał mu o jego własnym głodzie. To była prawda - nie jadł od dobrych dwóch dni i nie wyglądało na to, żeby następne wschody słońca miały przynieść mu chociaż chwilę spokoju, podczas której udałoby mu się nadgonić niezdrowe luki w diecie. Oderwał się od karku łasicy i zarzęził, starając się wykaszleć z pyska resztki brązowej sierści.
- Obawiam się, że nie znajdziemy już dzisiaj niczego. Ściemnia się i to nie jest dobry czas na szukanie ziół, które często rozpoznaje się po subtelnej wariacji koloru spośród trujących sobowtórów - mówił, nie mogąc powstrzymać się od lekko teatralnego przeciągania słów. W tym samym czasie jucha leniwie kapała mu po piersi.
Po krótkiej wymianie zdań z Tundrą zdecydowali się wspólnie zanieść upolowane zwierzę do obozu, bo lepiej było zjeść łykowate mięso małego drapieżnika, niż nie zjeść niczego. Odeszli w kierunku Ostoi Milczących.
[z/t]x2 [Fairy, Tundra]
Księżyce: 151 Mistrz: Hela i los Płeć: Kocur Matka: Głoska Ojciec: Impuls
Jest kocurem średniego wzrostu, o niezbyt okazałej budowie, wyglądający raczej niepozornie i przeciętnie. Sprawia wrażenie okrągłego, lecz w rzeczywistości jest całkiem smukły. Mięśnie nie są widocznie zarysowane, jako że wszystkie schowane są pod futrem, podobnie jak pomniejsze blizny. Sierść czarna i krótka, okalająca jego całe ciało w tym samym kolorze, bez żadnych wyjątków, jedynie z tendencją do popadania w rudości w lato. Raróg osadzony jest na względnie krótkich łapach o czarnych poduszkach. Jego głowa jest okrągła, nos delikatnie garbaty. Posiada krótki pysk zakończony czarnym nosem, który tonie w ciemnej sierści. W przeciwieństwie do ślepi - są okrągłe, duże i pomarańczowe. W całym jego obrazie najbardziej wyróżniają się jednak uszy, nietypowe dla dzikich kotów. Są oklapnięte, jakby złamane.
Smród, jaki unosił się w okolicy Grzmiącej Ścieżki, tym razem zawierał w sobie akcent zgoła inny od tego, jaki można było uświadczyć na co dzień. Choć może, przeszło przez myśl smolistego kocura, nie był to wcale tak niecodzienny zapach. Odór zgnilizny wkręcał się w nozdrza kłapouchego, kiedy ten przemierzał teren wzdłuż ulicy. Kierował się w stronę zapachu, chociaż obrzydzenie na jego pysku powoli stawało się coraz bardziej widoczne. Może to było zwykłe przyzwyczajenie wyniesione z miasta, kiedy sprawdzali truchła potrąconych kotów, doszukując się w nich znajomych pysków; nie zastanawiał się nad tym zbyt długo. Poruszył uchem, kiedy dopadł do niego ryk nadchodzącego auta, jednak nawet nie drgnął, kiedy to przejechało obok, w końcu znał zasady. Wiedział, że samochody nie wyjeżdżają poza ulicę, szczególnie nie tutaj, w dziczy. Był bezpieczny tak długo, jak trzymał się ubocza.
Zatrzymał się, kiedy smród stał się już na tyle silny, że mógł zacząć wypatrywać ciała. Tak też uczynił, a jego pomarańczowe ślepia wkrótce spoczęły na ciemnym futrze, niby kopii tego, które odziewało samego Raroga. Zmarszczył nos, nie próbując już nawet kontrolować mimiki na własnym pysku; podszedł bliżej ciała, które leżało w rowie - zapach sugerował, że już od całkiem długiego czasu. Łapą sięgnął w stronę głowy nieboszczyka, obrócił ją tak, by mógł przyjrzeć się licu nieszczęśnika. Nie dojrzał w nim nic charakterystycznego. Nie spodziewał się niczego innego, wszakże nie znał tutaj nikogo.
Wycofał łapę z obrzydzeniem, wdrapując się z powrotem, wychodząc z rowu. Zmarszczył brwi, w zastanowieniu, pozwalając samemu sobie utonąć na kilka uderzeń serca we własnych myślach.
Najlepiej oddaje go jeden przymiotnik: długi. Ma długie łapy, palce, grzbiet, ogon i nawet pysk, który przez swoje proporcje ociupinę przypomina psią kufę. To jednak nie koniec. Z górnej szczęki Wyjca spuszczają się w dół przydługie kły; białe wierzchołki wystają nieco na zewnątrz nawet gdy ma zamkniętą mordę, więc jest z niego mały wampirek. Oczy kocura są naturalnie wąskie, swoim kształtem trochę zbliżone do ostrokątnych trójkątów. Ich kolor można uznać za sporny, bo ostatecznie wszystko jest grą świateł, ale bezpiecznie będzie go określać szarozielonym. Na krańcu pyska znajduje się brązowy nos pociągnięty czarnym konturem. Otaczają go, a jakże, długie wąsiska. Jego futro jest bardzo ciemne, szarobure, pozlepiane lepiej-nie-wiedzieć-czym i krótkie. Obecnie stacjonują tam co najmniej pchły. Przez grzbiet i ogon biegnie gruby pas czerni, od którego odchodzą kolejne, nieco węższe, znacząc jego boki równym układem tygrysich pręg. Na łapach pręgi sięgają jednak jedynie łokci - im niżej, tym stają się drobniejsze i mniej wyraźnie, i tak aż do nadgarstków, gdzie rośnie już tylko jednolicie czarna sierść. Pod brodą, na szyi, pachwinach i brzuchu włos jest jaśniejszy, o chłodnym odcieniu beżu. Ten sam kolor w małych ilościach występuje też na pysku, pod oczami oraz w okolicach nosa. Jeszcze rośnie, ale już teraz można powiedzieć, że za kilka księżyców będzie z niego kawał kocura. Poza tym jak na łazęgę i życiowego niedorajdę przystało, jest również z lekka wychudzony i brudny, żeby nie powiedzieć bardziej wprost, że... Cuchnie.
Młody wiek naprawdę wiele wybacza i o nic nie pyta. Wyjec nosi się jako impertynencki roszczeniowiec, ale to, co zdaje się ratować mu skórę w opałach, to brak wyniosłej maski na pysku, jakaś ckliwa autentyczność bytu oraz kategoryczny brak własnej godności. Nie ma w nim za grosz pretensji, można za to powiedzieć, że jest coś... organicznego. Ciężko go zniechęcić i do siebie zrazić, odstraszyć lub go obrzydzić - to ostatnie prowokuje raczej on sam, gdy na przykład zbierze mu się na dowcip o kupie. Chociaż niczego mu nie brakowało za kociaka, nie przyswoił zbyt wiele z kociej kultury i zdarza mu się zachować jak szajbnięty dzikus. Jak na swoje księżyce, które w realiach klanów zobowiązują do przyjęcia tytułu rozsądnego terminatora, Wyjec jest niedorzecznie infantylny. Nie wszyscy dojrzewają w tym samym czasie, nieprawdaż?
Pigwa
Zapaszek rozkładu ściągnął w okolice same indywidua. Nic dziwnego, swój ciągnął do swego.
Wyjec dosyć często pałętał się w pobliżu Drogi Ludzi, traktując ją trochę tak, jak poczciwy barek szybkiej obsługi. Nie było tajemnicą, że ryczące auta nieraz buchnęły tu zająca, albo jakiegoś płaza. Wtedy wkraczał on, cały w błocie - pędził na asfalt, zlizywał to, co nie zdążyło zamarznąć, zeskrobywał co się dało, potem łapał to w pysk i pożerał na poboczu, wydając z głębi trzewi podekscytowane pomruki, jakie to dobre. Ktoś powiedziałby, że to sport ekstremalny, ale dla burasa był to po prostu jeden z nielicznych sposobów przetrwania. Ułomny? Tak. Poniżej godności i zainteresowań jakiegokolwiek kota? Jak najbardziej. Skuteczny? W punkt.
Tym razem na drive zrobiła się aż kolejka. Nieufnie, przez oczy zwężone do szparek, obserwował z oddali, jak Kłapouch ostrożnie schodzi do rowu, a następnie triumfalnie w nim znika. Wyjec omal nie wylazł z własnej skóry i nie stanął obok, gdy przez łeb przemknęła mu podła myśl, że czarny kocur w tym właśnie momencie pałaszował świeżutką, ciepłą padlinkę, napychał brzuch darmowymi specjałami ulicy, podczas gdy on cierpiał głód. To się nie godzi, tak być nie może. Bura szczecina z jego pleców podniosła się groźnie, a po wystających kłach spłynęła błyszcząca ślina. To, co JESZCZE go powstrzymywało przed ekspresowym przebiegnięciem przez drogę i skoczeniem w ślad za Samotnikiem do rowu, to strach, że dojdzie między nimi do rozróby, a tamten okaże się silniejszy...
Ostatecznie jednak nic nie było tak silne co potrzeba zaspokojenia głodu, więc synalek Szpagata obejrzał ulicę z obu stron, czy aby na pewno można przejść, i puścił się biegiem w kierunku nieznajomego. W kleszczach adrenaliny nawet nie zdał sobie sprawy, że jego nos zatyka coraz cięższy i obrzydliwszy smród. Biegł i... Nagle na górę wrócił Kłapouch. O nie. Czyżby już wszystko zeżarł. Wyjec, ledwo dotknął łapami bezpiecznej miękkiej ziemi z domieszką brązowej trawy, a zwolnił kroku. Tamten i tak już go widział, a co jak co, ale nie chciał, żeby pomyślał, że to do niego tak leci. W linii prostej miał do czarnego jakieś dwa metry. Był to wystarczający dystans, żeby perfekcyjny koci słuch mógł sobie z niego zakpić.
- Co tam jest? Jedzenie? Zostało coś? - zaskrzeczał bez żadnego "cześć", czy "pocałuj mnie w dupę" na wstępie. Szedł wyprostowany i czujny, a jego długi ogon bujał się na boki. W końcu zatrzymał się z metr od obcego, ale nie pokusił się nawet o szybki rzut okiem w kierunku, z którego bił fetor, chociaż go korciło. Wolał obserwować Kłapouchego.