Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Zagłębienie w ziemi o głębokości około lisiej długości znajduje się po obu stronach Grzmiącej Ścieżki. Cały porośnięty jest trawą, a na dnie często stoi brudna, poszarzała woda, w której od czasu do czasu można znaleźć zbłąkaną żabę. Nieprzyjemne miejsce.
Mistrz: top ten anime betrayals Płeć: kotka Matka: Chabrowy Pąk Ojciec: Szemrzący Potok Partner: chaotic gay
A cóż to za niemiłosiernie chude, kanciaste stworzenie? Prawda jest taka, że Bławatek - wbrew temu, co mogłoby sugerować jej imię - zupełnie nie przypomina pięknego i delikatnego kwiatuszka. Już widać, że łapy koteczki będą raczej szczudłowate i nieproporcjonalnie długie w porównaniu do reszty ciała. Ogon ma za to dość krótki, biczowaty, poruszający się bez ustanku, jakby koteczka zamierzała go użyć jako śmigiełka i odlecieć hen, w nieznane. Bławatek to dokładne odbicie Szemrzącego Potoka, tylko że w Chaberkowych kolorach. Dlatego Bławatek jest w znacznej części biała, pokryta intensywnie rudymi plamami tylko na głowie, mordce, łapach, gdzieś w dolnej części grzbietu i na ogonie. Oczy natomiast wkrótce utracą swoją idealnie ciemnoniebieską barwę, żeby nabrać zielonkawego połysku - turkus, śladem matki.
Co to, co robi i czy mogę to zjeść to trzy główne frazy które ulatują z jej pyska od momentu, w którym nauczyła się je wymawiać. Nieskażona angstem optymistka, patrząca na życie przez metaforyczne różowe okulary. Tryska wręcz pozytywną energią wszędzie dookoła, brudu i skazy świata albo nie zauważając, albo zwyczajnie ignorując, żeby nie psuć sobie humoru. Swoją obecność manifestuje otoczeniu głośno i wyraźnie, przeważnie z łobuzerskim błyskiem w oku. Hej ho przygodo, jak to mówią, bo Bławatek nie usiedzi w miejscu dłużej niż na parę sekund, wierci się nawet jak śpi i je, tak jakby miała nieustannie włączony tryb wibracji. A skoro już jesteśmy przy jedzeniu - im więcej tym lepiej. Co prawda córka Chabrowego Pąka wiecznie wygląda, jakby przymierała głodem, ale to wina szybkiego metabolizmu niż faktycznie skromnej diety. Prawdę mówiąc - jest w stanie pochłonąć żarełka za czterech rosłych chłopa, oblizać się i jeszcze poprosić o dokładkę. W końcu bycie żywym sreberkiem jest męczące, a skądś trzeba brać te nieprzerwane pokłady energii, prawda?
Batek jeszcze nigdy nie widziała Grzmiącej Ścieżki.
No dobrze, to kłamstwo - widywała już je, zwłaszcza podczas tego przełażenia przez Osiedle, tam było ich nawet więcej, niż to sobie wyobrażała. Rosły jedna na drugiej, krzyżując się dziwnie, bez ładu i składu. Ale żadnej z zaobserwowanych po drodze ścieżek nie była w stanie zbadać jakoś dogłębniej, bo... no bo nie i tyle. Bo nie było czasu, bo trzeba już było iść, bo uważaj, zaraz nadjedzie potwór! Zero poszanowania dla jej ciekawości. Dlatego kiedy już opadł kurz gruntownego remontu i obóz był w miarę ogarnięty Batek wystrzeliła stamtąd jak pocisk i tyle ją widzieli na resztę dnia. Taka zajęta była oglądaniem sobie tych wszystkich cudów z bliska, że zanim się zorientowała słońce powoli już zachodziło za horyzontem i trzeba było wracać. Zanim jednak wróci do obozu i zakopie się w legowisku - ostatni przystanek! Przemknęła przez Szare... Topole, Brzozy, Świerki czy jak to się tam nazywa tak szybko, że aż się za nią zakurzyło, by zatrzymać się nieopodal Grzmiącej Ścieżki, wlepiając w nią spojrzenie pełne umiarkowanego szacunku i niepohamowanej ciekawości. Podpełzła bliżej, jakby miała na nią zamiar zapolować - i wyciągnęła ostrożnie chudą łapę, by ją pogłaskać koniuszkami palców po szorstkim grzbiecie, badając dokładnie jej fakturę. Dobra Grzmiąca Ścieżka, grzeczna Grzmiąca Ścieżka, nie gryź, ładnie proszę. Zakolegujmy się.
//kotkolwiek >:D
we don'tneednoe d u c a t i o n! we don'tn e e dno thoughtcontrol !!!HEY!:'//TEACHERS! ⌊LEAVETHEKIDSALONE⌋
>:Pall in all it's justanotherbrickin the wall :'// >:P all in all you're just anotherbrickin the wall
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
- Potwór!
To nie było zbyt wybredne powitanie się i pewnie gdyby to nie był Bartek, Toń nigdy nie pozwoliłby sobie na podobne zachowanie. W końcu tego typu żarty klasyfikowaly się do gatunku najgorszych na świecie, ale on jakoś nie mógł się powstrzymać. Robienie takich głupot po prostu leżało w jego naturze. Ani on, ani jego przyjaciółka nie było zbyt poważni. To, że przeżył taką, a nie inna tragedię, nie wpłynęło na niego w żaden sposób. Albo wręcz przeciwnie. Dodało mu jeszcze animuszu i werwy, a także dozy szaleństwa. Był do tej pory naprawdę optymistyczny, ale po tym, jak zaczął się normalnie poruszać stał się jeszcze bardziej, hm, charakterny? Tak czy inaczej Bławatek z całą pewnością nie była zachwycona tym, co właśnie zrobił jej przyjaciel.
Śledził ją z wielką przyjemnością jednocześnie zastanawiając się, kiedy kocica zorientuje się w końcu, że za nią idzie. Bo był cicho! Może i chodził nadal nieco jak kaczka, był z tego powodu cięższy, ale umiał być naprawdę dobrym łowcą. A Bartek była obecnie doskonałą zwierzyną! Ciekaw był, czy się wystarczy, czy nie da się tak głupio podejść.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Mistrz: top ten anime betrayals Płeć: kotka Matka: Chabrowy Pąk Ojciec: Szemrzący Potok Partner: chaotic gay
A cóż to za niemiłosiernie chude, kanciaste stworzenie? Prawda jest taka, że Bławatek - wbrew temu, co mogłoby sugerować jej imię - zupełnie nie przypomina pięknego i delikatnego kwiatuszka. Już widać, że łapy koteczki będą raczej szczudłowate i nieproporcjonalnie długie w porównaniu do reszty ciała. Ogon ma za to dość krótki, biczowaty, poruszający się bez ustanku, jakby koteczka zamierzała go użyć jako śmigiełka i odlecieć hen, w nieznane. Bławatek to dokładne odbicie Szemrzącego Potoka, tylko że w Chaberkowych kolorach. Dlatego Bławatek jest w znacznej części biała, pokryta intensywnie rudymi plamami tylko na głowie, mordce, łapach, gdzieś w dolnej części grzbietu i na ogonie. Oczy natomiast wkrótce utracą swoją idealnie ciemnoniebieską barwę, żeby nabrać zielonkawego połysku - turkus, śladem matki.
Co to, co robi i czy mogę to zjeść to trzy główne frazy które ulatują z jej pyska od momentu, w którym nauczyła się je wymawiać. Nieskażona angstem optymistka, patrząca na życie przez metaforyczne różowe okulary. Tryska wręcz pozytywną energią wszędzie dookoła, brudu i skazy świata albo nie zauważając, albo zwyczajnie ignorując, żeby nie psuć sobie humoru. Swoją obecność manifestuje otoczeniu głośno i wyraźnie, przeważnie z łobuzerskim błyskiem w oku. Hej ho przygodo, jak to mówią, bo Bławatek nie usiedzi w miejscu dłużej niż na parę sekund, wierci się nawet jak śpi i je, tak jakby miała nieustannie włączony tryb wibracji. A skoro już jesteśmy przy jedzeniu - im więcej tym lepiej. Co prawda córka Chabrowego Pąka wiecznie wygląda, jakby przymierała głodem, ale to wina szybkiego metabolizmu niż faktycznie skromnej diety. Prawdę mówiąc - jest w stanie pochłonąć żarełka za czterech rosłych chłopa, oblizać się i jeszcze poprosić o dokładkę. W końcu bycie żywym sreberkiem jest męczące, a skądś trzeba brać te nieprzerwane pokłady energii, prawda?
Podskoczyła na wszystkich czterech łapach, obracając się w locie by z rozszerzonymi nagle źrenicami stanąć oko w oko z... Kłapouchym? Batek nie bała się, skądże! Batek się niczego nie bała. Ale to było tak niespodziewane, że aż musiała stłumić zaskoczony wrzask cisnący się na mordkę. Widząc że to nie żaden potwór tylko jej kolega zamiast tego wypuściła z siebie powietrze w głośnym parsknięciu. I szturchnęła go łapą w pierś, prawdopodobnie z wystarczającą siłą, by mu zrobić tam siniaka. Zasłużył sobie, było nie straszyć swojej psiapsióły przy Grzmiącej Ścieżce jak jakiś... bandyta!
- Weź się, Kłapouchy. - obruszyła się, obracając na pięcie z powrotem w kierunku swojego obiektu badań. Tak, bo ona prowadziła badania! Nie jakieś śmieszki czy inne dowcipasy, ta sprawa była poważna, badała... strukturę powierzchni. Warstwę wierzchnią. Może zaraz pobierze próbkę, chociaż nie miała pojęcia jak miałaby to zrobić. Czy Grzmiącą Ścieżkę da się ugryźć? Odgryźć kawałek czarnego grzbietu? Schowałaby razem z innymi pamiątkami, zdobyczami i tak dalej. Razem z kawałkiem kolorowego szykła który znalazła podczas wyprawy na osiedle i kitrała teraz w swoim legowisku, zamierzając przy pierwszej okazji pokazać temu powsinodze Księżycowi. Jakiekolwiek złość za bycie obiektem takiego niewybrednego żartu, o ile się jakaś w ogóle pojawiła - nie oszukujmy się, w końcu mówimy o Bartku, po przemyśleniu sprawy pewnie uznała to sekretnie za wybornie zabawne - wyparowała zanim jeszcze Toń zdążył się zorientować co ona tutaj w ogóle wyczynia. Przywołała kolegę bliżej niecierpliwym gestem ogona, który zaraz owinęła luźno wokół jego kostki, ciągnąc go niecierpliwie. - Chodź, chodź zobacz. Dotykałeś już kiedyś Grzmiącej Ścieżki? Tak dłużej? Dotknij! - poleciła mu, wodząc od niego do ścieżki podekscytowanym, błyszczącym spojrzeniem. Jeśli nie dotykał - to super, mogą pobadać razem. Jeśli dotykał - to jeszcze LEPIEJ. bo może jej powiedzieć czy ta tutaj Grzmiąca Ścieżka to jakaś inna czy dokładnie taka sama. O, proszę bardzo. Grunt to widzieć pozytyw w każdej sytuacji!
we don'tneednoe d u c a t i o n! we don'tn e e dno thoughtcontrol !!!HEY!:'//TEACHERS! ⌊LEAVETHEKIDSALONE⌋
>:Pall in all it's justanotherbrickin the wall :'// >:P all in all you're just anotherbrickin the wall
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Pewnie gdyby poważniej zastanowił się nad tym, co robi, nigdy by się tak nie zachował. Tylko jakoś wcale się tym nie przejmował. Nie robił nic złego, upewnił się, że w okolicy faktycznie nie ma żadnego potwora, czy czegokolwiek takiego, a później przystąpił do swojego niecnego planu. Który, jak się okazało chwilę później, udał się całkowicie, w pełni i był na tyle zabawny, że Toń aż sobie przysiadł na ziemi śmiejąc się głośno z tego, co zrobiła jego przyjaciółka. Zastrzygł uszami słysząc, jak do niego mówią, a później lekko przymknął powieki.
- Dokąd? – zapytał od razu poruszając lekko nosem, ale później po prostu pozwolił się podprowadzić do Grzmiącej Ścieżki i z przyjemnością przyjął możliwość badania tego niesamowitego zjawiska, jakie na ich drodze postawili Dwunożni. Zerknął przelotnie na Bartka, kiedy jej ogon owinął się wokół jego łapy, a potem nachylił się mocno nad drogą i głęboko wciągnął powietrze mając wrażenie, że zapach asfaltu wyżera mu coś w głowie. – Nie, nigdy jej nie dotykałem, ale podobnie pachniała ziemia u moich Dwunogów. Ale była inna – stwierdził, po czym odważnie położył łapę na ścieżce, mocno przyciskając poduszeczkę do podłoża, po czym nachylił się jeszcze mocniej i przycisnął do niej język, bo dlaczego by nie? Zaraz jednak skrzywił się i zaczął pluć wywieszając język z pyszczka, podrzucał głową i zachowywał się, jakby właśnie spożył jakąś truciznę, co mogło by być prawdą, bo Grzmiąca Ścieżka na pewno była pełna benzyny i innych świństw, z którymi nie miał do tej pory styczności. – Fuuu! Obrzydliwe! – stwierdził dalej machając uparcie językiem i rozejrzał się w poszukiwaniu jakiejś trawy, żeby ją zjeść i pozbyć się paskudnej zawartości żołądka, bo na pewno już tam dotarł ten smród z Grzmiącej Ścieżki.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Mistrz: top ten anime betrayals Płeć: kotka Matka: Chabrowy Pąk Ojciec: Szemrzący Potok Partner: chaotic gay
A cóż to za niemiłosiernie chude, kanciaste stworzenie? Prawda jest taka, że Bławatek - wbrew temu, co mogłoby sugerować jej imię - zupełnie nie przypomina pięknego i delikatnego kwiatuszka. Już widać, że łapy koteczki będą raczej szczudłowate i nieproporcjonalnie długie w porównaniu do reszty ciała. Ogon ma za to dość krótki, biczowaty, poruszający się bez ustanku, jakby koteczka zamierzała go użyć jako śmigiełka i odlecieć hen, w nieznane. Bławatek to dokładne odbicie Szemrzącego Potoka, tylko że w Chaberkowych kolorach. Dlatego Bławatek jest w znacznej części biała, pokryta intensywnie rudymi plamami tylko na głowie, mordce, łapach, gdzieś w dolnej części grzbietu i na ogonie. Oczy natomiast wkrótce utracą swoją idealnie ciemnoniebieską barwę, żeby nabrać zielonkawego połysku - turkus, śladem matki.
Co to, co robi i czy mogę to zjeść to trzy główne frazy które ulatują z jej pyska od momentu, w którym nauczyła się je wymawiać. Nieskażona angstem optymistka, patrząca na życie przez metaforyczne różowe okulary. Tryska wręcz pozytywną energią wszędzie dookoła, brudu i skazy świata albo nie zauważając, albo zwyczajnie ignorując, żeby nie psuć sobie humoru. Swoją obecność manifestuje otoczeniu głośno i wyraźnie, przeważnie z łobuzerskim błyskiem w oku. Hej ho przygodo, jak to mówią, bo Bławatek nie usiedzi w miejscu dłużej niż na parę sekund, wierci się nawet jak śpi i je, tak jakby miała nieustannie włączony tryb wibracji. A skoro już jesteśmy przy jedzeniu - im więcej tym lepiej. Co prawda córka Chabrowego Pąka wiecznie wygląda, jakby przymierała głodem, ale to wina szybkiego metabolizmu niż faktycznie skromnej diety. Prawdę mówiąc - jest w stanie pochłonąć żarełka za czterech rosłych chłopa, oblizać się i jeszcze poprosić o dokładkę. W końcu bycie żywym sreberkiem jest męczące, a skądś trzeba brać te nieprzerwane pokłady energii, prawda?
Zastrzygła uszami i parsknęła głośnym, dźwięcznym śmiechem, o mało co nie zataczając się z tego wszystkiego do tyłu kiedy Kłapouchy polizał Grzmiącą Ścieżkę. Co za szaleniec! Ty absolutny świrusie! Rechotała w najlepsze, aż się zakrztusiła i musiała stanąć szerzej na patykowatych łapach żeby złapać oddech. Poświszczała sobie przez moment, zwieszając nisko głowę i próbując odzyskać kontrolę nad płucami, które ścisnęły się od tej nagłej wesołości, aż w końcu uniosła głowę, a turkusowe oczy błyszczały radośnie... od łez, które napłynęły jej w trakcie tego rechotania.
- Kłap-puchy... - wykrztusiła z trudem, kręcąc głową, ale na widok jego wywieszonego panicznie ozora zaczęła znowu się śmiać. Ugięła łapy i zwinęła się w kłębek, czoło opierając na chłodnej ziemi, a chudy grzbiet drżał wyraźnie. I śmiała by się tak dalej, gdyby nie to, że nagle drgnęła cała, a biało-rudej mordki wyleciało głośne... czknięcie. A potem kolejne. - M-miałeś ją ty-ylko - hic! - pomac-cać. - wypluła z siebie z rozbawieniem, czując jak wstrząsa nią gwałtowna czkawka. Myślała o pogryzieni Grzmiącej Ścieżki, fakt, ale nie spodziewała się, że on ją faktycznie poliże! I teraz będzie biegał z wywieszonym językiem w poszukiwaniu trawy o którą mógłby się wytrzeć. Może jako dobra koleżanka powinna podsunąć mu jakiś kępek chwastów dla zabicia smaku, ale... nie była w stanie, tak naprawdę. To było zbyt zabawne!
we don'tneednoe d u c a t i o n! we don'tn e e dno thoughtcontrol !!!HEY!:'//TEACHERS! ⌊LEAVETHEKIDSALONE⌋
>:Pall in all it's justanotherbrickin the wall :'// >:P all in all you're just anotherbrickin the wall
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Mogła się z niego śmiać, bo czemu nie? Toni sprawiało to wielką przyjemność, lubił, kiedy Bartek była radosna i nie unosiła się akurat gniewem czy dumą, czy czymś takim. Siebie w takim stanie również nie lubił. O wiele bardziej podobało mu się błaznowanie, jakiemu właśnie się oddawali, zupełnie nie zwracając uwagi na to, co ich otacza i co się dookoła nich dzieje, to nie miało w ogóle znaczenia. Poza tak istotną kwestią, jak ta, czy aby na pewno żaden Potwór nie ma ochoty ich zjeść. Dookoła panowała jednak wspaniała cisza przerywana jedynie wybuchami śmiechu córki Chaber i jej niepohamowaną czkawką, która spowodowała, że oczy młodego wojownika aż błyszczały z rozbawienia. Zaraz zresztą doskoczył do przyjaciółki niby jakiś ciężki głaz i wpakował język w jej futro, żeby w ten sposób zetrzeć z niego smak asfaltu, czy co to tam było. Ona była o wiele bardziej smakowita! Chociaż niezbyt czyste miała futro. Ale i tak lepsze, niż Grzmiąca Ścieżka. Tak czy siak Toń zaczął się o nią wycierać nie tyle w akcie desperacji, co po to, żeby się z nią podrażnić. Poirytować ją trochę. Ona mogła? Mogła. On też.
- Pomacałem przecież! – wyrzucił z siebie ubawiony, kiedy popchnął Bartka tak, żeby wywróciła się w tę trawę, bo miał wielką ochotę sprawdzić, czy ma łaskotki. – Językiem też się liczy! Poza tym trzeba wiedzieć, jak to smakuje, bo kto wie, może by się okazało, że jest równie dobre, co płotki – dodał jeszcze napierając na nią z większą siłą i co chwila wyrzucając wciąż przed siebie język, na którym nadal utrzymywał się obrzydliwy smak Grzmiącej Ścieżki. I trochę futra przyjaciółki. Potrzebował zdecydowanie jakiejś mięty, czy czegoś podobnego. Już!
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
***
Po spotkaniu z wojownikiem klanu Cienia (I Poziomką, bo ta sesja będzie się odbywać po tej z Poziomką, tak... Ringo się wróci X''D) postanowiła wrócić do domu, tylko... Jak? Nie dość, że nie zapytała się o drogę, to jeszcze przeceniła samą siebie, sądząc, że ma świetną pamięć i z łatwością trafi do siedlisk dwunożnych.
Łapy piekły ją od ciągłego chodzenia, a susza w gardle doskwierała jej coraz bardziej. W końcu natrafiła na jakieś dziwne zagłębienie w ziemi, a w nim woda... Brudna, szarawa woda.
Dawna członkini klanu Gromu nie była zbytnio zachwycona owym znaleziskiem, szczególnie, że chciało jej się pić, a poszarzała woda nie jest przeznaczona do picia.
Z niechęcią zmierzyła kałużę wzrokiem, nie była zadowolona, że akurat znalazła ją, a nie jakąś czystą kałużę, albo chociaż mech nasiąknięty odrobiną wody.
Położyła się obok rowu, kładąc swoją głowę na łapach, ociężale patrząc na rów.
Teraz zaczęła szczerze żałować, że odłączyła od klanu Gromu, by iść do dwunogów.
Parę kropelek łez spłynęło po jej policzku, a wyraz pyska zmienił się w smutny grymas. Tęskniła za mamą i tatą z całego serca, jednakże po chwili lekko się uśmiechnęła - może gwiezdni chcieli aby opuściła klan Gromu i rozpoczęła lepsze życie?... Powątpiewała, że życie w niewoli u dwunogów jest nagrodą, ale może ucieczka do dwunogów miała ją przed czymś uchronić?... W końcu zamknęła klejące się powieki i spróbowała zasnąć.
Każda jej próba zaśnięcia kończyła się porażką, gdyż kotka nie potrafiła zasnąć. Zwaliła winę na kotłujące się myśli w jej głowie i to, że za bardzo się wszystkim przejmuje.
W końcu otworzyła oczy, mając je półotwarte, by bacznie obserwować to, co dzieje się dookoła niej, a przynajmniej naprzeciwko.
Gdy już jej oczy się przymykały, coś niespodziewanie przemknęło jej przed oczami, pozostawiając za sobą szczypiący w oczy zapach.
Zakaszlała cicho, nie przejmując się zwichrzoną sierścią. Ostatecznie postanowiła obserwować Grzmiącą Ścieżkę i potwory, które przez nią przejeżdżały, niektóre były takie same, niektóre mniejsze, niektóre większe... Inne miały jakieś dziwne, nienaturalne kolory.
Ringo okiem wyobraźni porównywała pędzące potwory do umaszczenia kotów, które spotkała.
Co prawda niektóre porównania nie były zbyt trafne, bo wśród kotów nigdy nie istniałby kot o czerwonym, jak cisowe jagody kolorze futra, ale dla Ringo kolor czerwony przypomniał kolor futra jej mamy.
Duża wszerz, wzdłuż i wzwyż. Pokryta warstwą grubego, zazwyczaj potarganego futra, którego większość jest czarna. Rude jedynie nieliczne fragmenty, w tym miejsce od prawego oka, przez przestrzeń nad nasadą nosa, po lewy policzek. Żółte oczy. Ostre kły i pazury. Brak lewego ucha, blizna nad okiem i na lewym poliku.
Grzmiąca Łapa nie zamierzała oczywiście przełazić przez Grzmiącą Ścieżkę. Ha, Grzmiąca Łapa i Grzmiąca Ścieżka, zabawne, nie? Jedna i druga była głośna, jedna i druga miała swoje potwory... chociaż Ryk to nikogo póki co nie zabiła. JESZCZE. Oczywiście, jeśli jakiś frajer wlezie na tereny Klanu Cienia, to kotka zamorduje go bez wahania, wiadomo! A potem wydłubie mu oczy i przyniesie je swojemu mistrzowi, pokazując, że MIAŁA RACJĘ.
Uśmiechnęła się pod nosem, patrząc na szlak dwunogów. Szlak dwunogów, szlak potworów... ależ miała dziś talent do wymyślania nazw! Swoją drogą była ciekawa, co by było, gdyby nazwała kociaka DWÓNÓG. Albo POTWÓR. Bo przecież wszyscy najwyraźniej nazywali je od jakiegoś otoczenia, jej ciotka powymyślała jakieś nazwy groźnych zwierząt... ale o dwunogu to ona akurat nigdy nie słyszała! W sensie o kociaku, którego tak nazwali. Może powinna być pierwsza? I pewnie będzie, a co! Dwunóg, Potwór, Ścieżka, Osiedle, mamy nowy theme miotu! Szkoda tylko, że kociąt brak. A może i lepiej? Wyobrażacie sobie Ryk jako M A T K Ę?
Iks de de de.
Całkiem niedawno była tu ze swoim mistrzem, wtedy, gdy powiedział jej, że tak właściwie to ukończyli już trening, a teraz będą tylko polować i ćwiczyć walkę, z którymi wcale nie radziła sobie tak źle. Zwłaszcza jeśli chodziło o to drugie - była świetna w praniu innych po mordach! Idealna! I zamierzała prać ich jak najwięcej, kiedy się tylko dało! Swoją drogą, to tutaj w sumie ZNOWU zaczęła się wgapiać w futerko Markiza i myśleć, jakie to ono nie jest ładne, a on MRUCZAŁ! Ona sama jeszcze nigdy nie mruczała, ale może kiedyś... może kiedyś jej się to zdarzy!
Pogrążona w myślach, zaczęła rozglądać się wokół siebie, zwłaszcza, gdy usłyszała, że ktoś najwyraźniej się mazgai. Po co niby? Da się mu w łeb i przejdzie, wiadomo! Tylko niech podlezie bliżej, bo Ryk póki co przez Grzmiącą Ścieżkę przechodzić nie zamierzała! - TE! - rozległ się krzyk kotki, który bez problemu mógł przedrzeć się na drugą stronę Grzmiącej Ścieżki nawet w momencie, w którym przebiegał po niej potwór. - CO SIĘ TAK MAŻESZ?
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
W końcu z transu wyrwał ją niemiłosierny wrzask.
Odskoczyła od Grzmiącej ścieżki, jeżąc się i prężąc grzbiet z lekkim chrupaniem zależałych kości.
Zmrużyła oczy, by zobaczyć kto się tak przeraźliwie wydziera. Jednakże w końcu dostrzegła szylkretową kluskę, która darła się do niej z drugiego pobocza Grzmiącej ścieżki.
Zastrzygła uszami, leciutko marszcząc nasadę nosa, z powodu spalin, które ją drażniły.
- Poczekaj, podejdę do ciebie i pogadamy - mruknęła, nie zwracając uwagi na to, że potwór zagłuszył połowę jej krótkiej wypowiedzi.
Bacznie obserwowała Grzmiącą ścieżkę, wyczekując, aż nic nie będzie po niej jeździć.
W końcu gdy upatrzyła idealny moment, najszybciej jak mogła przebiegła przez nią, zwinnie przebierając łapami.
W końcu wyhamowała, usadawiając się obok Ryk z lekkim uśmiechem
- Dzień dobry - przywitała się, poszerzając uśmiech - Przypomniało mi się coś smutnego... Nic ciekawego, nie ma się co przejmować
Nie chciała się wydzierać, mimo tego, że ryk potworów często ją zagłuszał i przy okazji piekł ją w oczy i drażnił nos.
Otuliła swoją posturę ogonem, patrząc na Ryk, która ze względu na swój wiek, była niższa od niej.
Być może takie patrzenie z góry może być dla kogoś aktem arogancji, ale Kolendra nie zmierzała w tym kierunku. Bacznie przypatrywała się oczom Grzmiącej łapy, co prawda nie było w jej oczach nic nadzwyczajnego, ale widziała potwora w kolorze jej oczu i zdecydowała się tym jej pochwalić
- Masz taki kolor oczu jak potwór, który niedawno biegł po Grzmiącej Ścieżce - wtrąciła, nie zwracając uwagi na to, że po raz kolejny jakiś potwór mógł ją zagłuszyć
- To nie jest miejsce dla młodszych kotów, zgubiłaś się? Mogę ci jakoś pomóc? - po raz kolejny się rozgadała, ale w duchu wierzyła, że Ryk nie będzie to przeszkadzać.
W końcu do jej nozdrzy dotarł znajomy zapach zmieszany ze smrodem Grzmiącej Ścieżki - młoda kotka była z klanu Cienia.
Uśmiechnęła się delikatnie pod nosem, zmęczonym wzrokiem przypatrując się młodszej.
Ringo zaczęła rozważać, czy czasem nie zapytać się młodej o drogę do Siedlisk dwunogów, ale wątpiła, że młoda zna drogę do jej domu, gdyż była młoda i pewnie nigdy nie udawała się na tak daleką podróż.
Duża wszerz, wzdłuż i wzwyż. Pokryta warstwą grubego, zazwyczaj potarganego futra, którego większość jest czarna. Rude jedynie nieliczne fragmenty, w tym miejsce od prawego oka, przez przestrzeń nad nasadą nosa, po lewy policzek. Żółte oczy. Ostre kły i pazury. Brak lewego ucha, blizna nad okiem i na lewym poliku.
Miała siedem księżyców! CAŁE siedem księżyców. I spokojnie patrzyła, jak obca kotka przechodzi przez Grzmiącą Ściżkę, uważnie ją obserwując. Nie wyglądała na jakąś silną sztukę, ba, wyglądała na... CZY ONA PACHNIAŁA PIESZCZOCHEM? Bo to był chyba zapach pieszczocha. Dziadek pokazał go jej kiedyś, kiedy patrolowali jedną z cienistych granic. A ta tutaj pachniała BARDZO podobnie. Fakt, to były ziemie niczyje, ale nie zmieniało to faktu, że Ringo była wyjęta spod kodeksu. I można było ją zabić, jak się zacznie rzucać, robić głupoty... albo po prostu ją zdenerwuje. Bura zapewne nie zdawała sobie z tego jeszcze sprawy... ale Ryk już tak. - WIEM - stwierdziła Ryk, oblizując swój pysk, podczas, gdy duże już pędzelki na jej uszach zadrgały kilka razy, jakby z rozbawienia. No, niech się pieszczoszka płaszczy, może wtedy uda się jej stąd nawet odejść żywą! - I JESTEM TAK SAMO GROŹNA, WIĘC NIE RÓB GŁUPSTW - stwierdziła, ponownie oblizując mordę. No, dawaj, mała, pokaż, co potrafisz. Sprowokuj Ryk do bójki, a jej pysk będzie ostatnim, co dostrzeżesz w swoim życiu. Naprawdę.
Słysząc "to nie jest miejsce dla młodszych kotów" zjeżyła cały swój grzbiet, wyginając go nieco w łuk i podeszła bliżej do Ringo. BŁĄD. BARDZO. POWAŻNY. BŁĄD. Mówić GRZMIĄCEJ gdzie MOŻE CHODZIĆ, a gdzie jej NIE WOLNO? Tylko Wężowa Gwiazda miał takie prawo. Nawet wojownicy zapewne by się o to nie pokusili, a nawet jeśli, to zapewne nie zostaliby wysłuchani. A tu PIESZCZOSZKA sądziła, że jej sobie POROZKAZUJE? Co, jakaś odmiana od tego, jak dwunogi targali ją z prawa na lewo? Chciała sobie odbić, tak? No to trafiła na złego kota. - POMÓC TO TY MOŻESZ TERAZ SOBIE - warknęła kotka, a jej bardzo puchata sierść nastroszyła się jeszcze bardziej, tworząc w niej swego rodzaju fuzję rozłożonej parasolki ze zgrzebłem. - JESTEŚ CHYBA DOŚĆ DALEKO OD DOMU I NIE ROZUMIESZ ZASAD. WIĘC POZWÓL, ŻE CI WYTŁUMACZĘ - warknęła w jej stronę, pozwalając, by żółte oczy zapłonęły złością. - J A JESTEM KLANOWYM KOTEM. ROBIĘ CO CHCĘ I NIE OBCHODZI MNIE, CO SĄDZI JAKIŚ PIESZCZOCH NA TEMAT TEGO, GDZIE MOGĘ CHODZIĆ, A GDZIE NIE. JEŚLI TWIERDZĘ, ŻE TO JEST MOJE MIEJSCE, TO TO JEST MOJE MIEJSCE. ZROZUMIAŁAŚ?! - przy ostatnim słowie podniosła ton ponad swój zwyczajowy, stając tuż przy obcej kotce i wyszczerzając pysk, aby ukazać swoje kły. Kły, które z chęcią zanurzyłaby w ciele niejednej pieszczoszki.
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
Nadal zachowywała spokój, mimo dość rozwydrzonego zachowania szylkretowej.
Nie przestraszyła się, nawet lekko wyciągnęła pierś do przodu, próbując dodać sobie otuchy
- Nie chcę, aby przejechał cię potwór, masz jeszcze wiele życia przed sobą - wyjaśniła, ze spokojem wpatrując się na kotkę, a na jej pysku zawitała obojętność.
Uśmiechnęła się łagodnie, wysłuchując dalszego krzyku na swój temat.
- Nie denerwuj się, nie będę ci już rozkazywać. Mój błąd... Jesteś z klanu Cienia, tak? Jak masz na imię?... A może wygodniej ci, abym się pierwsza przedstawiła? - spróbowała jakoś złagodzić zaistniałą sytuacje, nie chciała mieszać się w bójki.
-Nie chcę być pieszczochem z całego mojego serca, ale niestety nie umiem polować i bez pomocy dwunogów nie przeżyłabym, nie jestem im niestety wdzięczna, bo często mnie denerwują... Jak chcesz mogę ci poopowiadać o tym, jak mówi się na siedliska dwunogów, będziesz się mogła w klanie pochwalić, o ile chcesz. - delikatny uśmiech po raz kolejny zagościł na jej pyszczku.
Ryk wydawała jej się naprawdę miłą kotką, jedynie nie trzeba jej złościć i ot cała filozofia.
W końcu zdecydowała się odprężyć, i jej uwagę przykuł.. taki sam rów jak był na drugiej stronie Grzmiącej ścieżki
Delikatnie musnęła swoim ogonem grzbiet terminatorki i spojrzała na rów, podchodząc do niego
- Po drugiej stronie Grzmiącej ścieżki jest taki sam rów, wiedziałaś? - mruknęła, schylając głowę ku rowu, by lepiej się mu przypatrzeć.
- Nie radzę ci próbować tej wody, jest stara i niedobra - dodała, by uprzedzić młodą kotkę - Sama bym prawie ją z ciekawości wypiła, ale w zrezygnowałam
Nie chciała zrobić z Ryk jakiegoś przygłupa, dlatego kłamiąc, zrobiła przygłupa sama z siebie.
Chociaż trochę prawdy było w tym, że chciała wypić wodę z rowu, bo była strasznie spragniona, ale to mniej ważne.
W końcu zaczęła gryźć obrożę, próbując się jej po raz kolejny pozbyć i w końcu rozległ się cichy trzask, a różowa obróżka wpadła do brudnej wody.
Co prawda po obroży nadal pozostał ślad, w postaci odciśnięcia na szyi, co wyglądało dość nienaturalnie, ale no cóż, są plusy i minusy noszenia obróżek. Uśmiechnęła się pod nosem, patrząc na unoszącą się w kałuży przegryzioną obrożę.
Duża wszerz, wzdłuż i wzwyż. Pokryta warstwą grubego, zazwyczaj potarganego futra, którego większość jest czarna. Rude jedynie nieliczne fragmenty, w tym miejsce od prawego oka, przez przestrzeń nad nasadą nosa, po lewy policzek. Żółte oczy. Ostre kły i pazury. Brak lewego ucha, blizna nad okiem i na lewym poliku.
No, jak tamta bedzie taka miła, to się raczej polubią, albo przynajmniej nie pozabijają. Jako pieszczoszka Ringo miała o wiele bardziej utrudnione zadanie. Dobrze chociaż, że nie mówiła o tym, że kiedyś była klanowym kotkiem... nie mówiąc już o tym, że była z gromu! Choć to akurat była taryfa ulgowa. Każdy w końcu wiedział, że w gromie to byli sami frajerzy! Nic dziwnego, że tamta nie chciała z nimi żyć, Ryk też by nie chciała! Gdyby jednak zdradziła cień, byłaby zapewne bezlitośnie ścigana i zamordowana, o ile oczywiście Ryk udałoby się tamtą dogonić. Była silna i zwinna, ale nie szybka, chociaż to w przyszłości będzie nadrabiać swoim dużym wzrostem. - HA! POTWORY TO SOBİE MOGĄ PRÓBOWAĆ, PFF - stwierdziła Ryk, uśmiechając się w stronę tamtej. Mówienie do kotki w ten sposób było z pewnością bardziej efektywne niż rozstawianie się po kątach. Bo Ryk nikomu nie dawała się po nich rozstawiać. A słuchanie pieszczoszków nie było w kodeksie. Ba, ten twierdził, że można ich nawet zabijać! - TA, Z CİENİA - powiedziała, dumnie wypinając pierś. Bo w końcu była z najlepszego klanu że wszystkich, to naprawdę był powód do dumy! Nie była Gromowym Głupkiem, Rzecznym Rybojadem, albo Wichrową Trzpiotką. Była Cienistą! - GRZMİĄCA ŁAPA. N A J L E P S Z A TERMİNATORKA - przedstawiła się krótko, uśmiechając się do tamtej z lekką nutą wyższości. Bo bycie w Klanie Cienia oznaczało faktyczny powód do dumy. Porządny powód. Jedyny, niepodważalny dowód jakości, brakowało im tylko naklejek na futerku, takich, jakie miały niektóre owoce, o których Ryk oczywiście nie miała pojęcia, za to Ringo mogła mieć. - A TY? - spytała, czekając, aż ta poda jej jakieś swoje głupie pieszczoszkowe imię niewarte podziwu i szanowania. Bo szanować trzeba było imiona klanowe, zwłaszcza imiona Gwiazd! Chociaż w pieszczoszka respekt powinna budzić, ha, nawet terminatorka! Zwłaszcza NAJLEPSZA terminatorka.
Słysząc, że pieszczoszka nie umie polować, parsknęła śmiechem. Ha, jaka frajerka! To to na pewno nie było normalne! W tym wieku nie wiedzieć, jak zdobywać pożywienie, skoro żarcie w gniazdach dwunogów było obrzydliwe? Nienormalne! - NİE UMİESZ...- znowu zaczęła się śmiać. To było niepojęte! Tamta była kompletnie ubezwłasnowolniona i uzależniona od tych swoich dwunogów, bo sama nawet nie umiała zabić myszy albo wiewiórki! Co to miało być? - UMİAŁAM POLOWAĆ, JAK MİAŁAM CZTERY KSİĘŻYCE! - teraz ze śmiechu podniosła głos ponad swoje zwyczajowe darcie mordki. Co za porażka! Ha, dobrze, że ona nie była pieszczoszką, bo świadomość bycia frajerką musiała być okropna!
Obserwowała, jak ta męczy sie ze sznurkiem na swojej szyi i wyrzuca go w końcu po tym, jak złożyła jej pewnego rodzaju propozycję. - MHM. OPOWİESZ Mİ. WSZYSTKO! - stwierdziła, nie precyzując jednak. Tamta miała jej opowiedzieć po prostu całą swoją wiedzę na temat dwunogów i osiedla. Gdzie żyją, jakie są ich motywy, gdzie jest osiedle i... wiele innych rzeczy, niekoniecznie potrzebnych. - CO TO? - spytała w końcu, wskazując na obrożę. Tak na dobry początek. - NO, WİDZİAŁAM - co za głupie pytanie! Trzeba było być imbecylem, żeby nie zauważyć rowu! Zwłaszcza jeśli się przez niego, ha, przechodziło! Bo przecież była w nim woda. Jak kotka mogła nie zauważyć wody? Brudnej co prawda, ale jednak wody. Która była mokra. İ w ogóle, jak to woda. - OCZYWİŚCİE, ŻE NİE! JEST BRUDNA İ ŚMİERDZİ - I NİKT o zdrowych zmysłach nie odważyłby się jej pić. Skąd ona się niby urwała, z mrocznego lasu?
A, no tak. Pieszczoszka.
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
Zaśmiała się pod nosem, gdy młoda powiedziała, że ''Potwory mogą sobie próbować''.
Cienista terminatorka nie widziała jeszcze chyba tyle o życiu, ale Ringo nawet nie próbowała jej tego wytykać
- Wiem - zaśmiała się, lekko podnosząc róg pyszczka do góry - Ale trzeba uważać, z niektórych kotów robią miazgę z flakami na wierzchu
Być może precyzowanie, jaką miazgę robią z kotów potwory nie było zbyt roztropne, Ringo nie przejmowała się tym - polubiła kotkę i czuła się w jej towarzystwie jak w towarzystwie jakiegoś ze swoich braci lub sióstr.
- Miło mi, widziałam ostatnio kota z klanu Cienia, masz powód do dumy - skomplementowała ją, pusto wlepiając oczy w obrożę pływającą w kałuży brudnej wody.
- Dwunodzy nazwali mnie Ringo.. Ale myślę nad lepszym imieniem... Będę się nazywać Kałuża - mruknęła, wlepiając wzrok w kałużę. Będę się nazywać Kałuża, bo jestem tak brudna w środku jak ona - pomyślała, lekko zaciskając zęby.
Nie odwracała wzroku od kałuży, tak, jakby zobaczyła w niej coś ciekawego. Słysząc, jak Grzmot nabija się z niej, że nie umie polować, zastrzygła uszami, wymyślając jakieś smutne historie, dlaczego nie umie polować, ale w każdym bądź razie zdecydowała trzymać pysk na kłódkę, tępo wlepiając gały w kałużę.
- Przyznam, śmieszne - odpowiedziała chłodnym tonem na śmiechy Grzmiącej łapy.
- Ta pajęczyna dwunogów nazywa się obroża. Dwunodzy zakładają ją domowym kotą, aby się nie zgubiły. Dwunodzy mieszkają w domach i na dwunogów mówi się ludzie, lub ludź... Nie... Na jednego dwunoga mówi się człowiek, a na dwóch lub więcej ludzie - zmarkotniała, wiedząc, że się pomyliła. - Ludzie mają dwa typy domów, czy też mieszkań, różnie się mówi. Takie wysokie z wieloma oknami... A, i okna to takie coś, przez które widać co się dzieje przed ich domami, ale nie można przez nie wejść do domu, jak są zamknięte. I jak jest wysoki dom i jest wiele dużych okien, to na taki dom mówi się blok i mieszka tam dużo dwunogów. Takie małe osiedla, to jak już wcześniej powiedziałam - domy. Są jeszcze domy rodzinne i jednoosobowe. Domy jednorodzinne to są takie domy, gdzie mieszka lud- CZŁOWIEK, ze swoimi szczeniakami, czyli dziećmi. A dom jednoosobowy, to dom w którym mieszka tylko jeden człowiek. A potwory tak naprawdę nazywają się ''samochody''. Są jeszcze motory
Ringo poczekała, aż przez Grzmiącą Ścieżkę przejedzie motor i w pewnym momencie pokazała łebkiem na motor
- To jest motor, szybki, co nie? - mruknęła ze spokojnym uśmiechem, patrząc na Grzmiącą łapę.
- Na Grzmiącą Ścieżkę mówi się u nich ''droga'' - dodała na koniec, kończąc swoją wypowiedź na temat dwunożnych - I tyle o nich wiem
-Nieźle zanudzam, co? - spojrzała na nią, odrywając wzrok od kałuży - Jak sobie coś jeszcze przypomnę, to ci opowiem
Przeciągnęła się leniwie, siadając, obok rowu.
Duża wszerz, wzdłuż i wzwyż. Pokryta warstwą grubego, zazwyczaj potarganego futra, którego większość jest czarna. Rude jedynie nieliczne fragmenty, w tym miejsce od prawego oka, przez przestrzeń nad nasadą nosa, po lewy policzek. Żółte oczy. Ostre kły i pazury. Brak lewego ucha, blizna nad okiem i na lewym poliku.
Nie wiedziała chyba jeszcze wiele o życiu? Pomyślała pieszczoszka. PIESZCZOSZKA, na tysiąc ćwierkających wróbelków z powyłamywanymi skrzydełkami. Ryk wyśmiałaby ją w głos, gdyby jej to powiedziała... na szczęście burej jednak tamta nie próbowała takich zachowań. I bardzo dobrze, dla niej, oczywiście. Bo szylkretka akurat z chęcią by jej przywaliła, gdyby tylko ta przekroczyła granicę, która istniała oczywiście jedynie w umyśle Ryk. I o której pieszczoszka nie miała pojęcia. Całkiem możliwe, że nawet właściwielka owej "granicy" nie miała absolutnie żadnego pojęcia, gdzie ona przebiega. - PFF. JA T E Ż TAKĄ ROBIĘ - stwierdziła, wyraźnie zaznaczając swoje zdanie co do takiego obrotu spraw. Jak pieszczoszka przesadzi, to sama zostanie taką miazgą! Z flakami ułożonymi w falowanego węża! - ALE TO DOPIERO JAK KTOŚ ZASŁUŻY - pogróżki, czcze czy nie, pozostawały pogróżkami. Naprawdę, pieszczoszko, lepiej nie przekraczaj granicy. I nie próbuj ustalać metodą prób i błędów, gdzie właściwie ona leży, bo zapewne skończy się to tak, że zmienisz status z "żywa" na "martwa". - NO BA, ŻE MAM! A TO RINGO, TO CO TO NIBY JEST? - spytała się kotki, jak zawsze operując głosem, który większość kotów odbierała jako darcie pyska. Cóż, ciszej mówić nie umiała. Póki co. Ale może kiedyś... może kiedyś się jej to uda. - KAŁUŻA? NIEE. CHCESZ MÓWIĆ INNYM, ŻE MOGĄ W CIEBIE WDEPNĄĆ? - spytała, strosząc sierść na swoim ciele. Imię powinno budzić w respekt, a nie sugerować, że jest się jakimś brudnym, głupim wymoczkiem, którego można wgnieść w ziemię jak wiewiórczą czaszkę, z którą Ryk radziła sobie, gdy miała z trzy księżyce! - NO, BARDZO! - krzykęła podekscytowana, podążając wzrokiem za pojazdem tylko i wyłącznie po to, by potem wgapiać się w miejsce, w którym zniknął z jej pola widzenia. - TO TEŻ... POTWÓR? TO ZNACZY SIĘ, SAMOCHÓD? - spytała się kotki, nie mając pojęcia, co o nim sądzić. Ona sama nie była taka szybka! Była duża i sadziła porządne susy, ale gdyby była szybka, to dzięki rozmiarom jej przemieszczanie się z miejsca na miejsce trwałoby o wiele krócej! A tak... kotkę naprawdę można było niestety określić jako powolną. - NIE - stwierdziła młodsza kotka, uśmiechając się do starszej. Z pewnością praktycznie nikt w klanie nie wiedział tego, co właśnie opowiedziała jej pieszczoszka. Będzie miała powód do dumy, kiedy okaże się, że jeśli chodziło o dwunogi, może powiedzieć więcej, niż niejeden mistrz! I z pewnością przekaże tę wiedzę swoim terminatorom, kiedy okaże się, że już ich dostanie! - MÓW DALEJ! - wyszczerzyła się do buraski. No, może jednak nie będzie jej bić, całkiem fajnie się im gadało!