Ślimak tak często opowiadała mi o polowaniu, a ja w końcu musiałam dać temu szansę. Bałam się okropnie, nie wiedziałam co z tego wyniknie, ale coraz bardziej zjadał mnie stres na myśl, że szylkretka harowała za nas dwie, a ja nie dawałam od siebie nic poza żałosną obecnością.
Ruszyłam wzdłuż Grzmiącej Ścieżki, w bezpiecznej jednak odległości, i rozglądałam się za wszystkim, co tylko mogłoby napełnić nasze brzuchy.
Młoda koteczka ruszyła więc wzdłuż Grzmiącej Ścieżki, choć w tak głośnym i nieprzyjemnie pachnącym miejscu trudno było szukać zwierzyny. Choć rozglądała się dzielnie, nie nie dotarł do niej żaden zapach prócz smrodu, który generował przed chwilą przejeżdżający potwór.
Wbrew pozorom, cieszyło mnie to, że na razie nie widać było żadnej piszczki. Z jednej strony chciałam być użyteczna, tak, ale z drugiej… bałam się okropnie polowania. I nie chciałam żadnej istoty pozbawiać życia. Nicość na drodze to była dobra wymówka, przynajmniej nie musiałam tak źle czuć się sama ze sobą, że nic nie upolowałam. Ale musiałam jeszcze trochę się postarać, więc szłam dalej, niby rozglądając się za zwierzętami.
Pech chciał, że nagle Grzmiąca Ścieżka stała się niezwykle cicha, spokojna, a to zachęcało małe stworzonka do wyjścia z ukrycia. Niedaleko Cyranki wylądował mizerny wróbelek. Brązowy ptaszek zaczął grzebać w śniegu, nie zdając sobie sprawy, że znalazł się obok niekiedy głośnej Grzmiącej Ścieżki, no i... jakby nie patrzeć, drapieżnika.
Zauważyłam go. Tego wróbelka. Momentalnie poczułam napływający stres. Łapy miałam jak z waty, brzuch rozbolał mnie okropnie. Dasz radę, starałam się sobie wmówić, ale w głębi duszy wiedziałam, że nie dam. Stchórzę. Na pewno. Nie mogłam sobie nawet wyobrazić, że zbliżam się do tego małego, niewinnego ptaszka i pozbawiam go życia. Nie mogłam.
Podjęłam jednak próbę. Ugięłam łapy… i to w sumie tyle. W mig zapomniałam o wszystkim, o czym mówiła mi Ślimak. Nie wiedziałam, co robić. Zaczęłam iść w stronę ptaszka, przełykając ślinę. Jak tylko będę odpowiednio blisko, pacnę go łapą, pomyślałam.
Trudno było stwierdzić kto tutaj był ofiarą - Cyranka, której sumienie kazało polować, czy też wróbelek, który był celem tego polowania. Samotniczka podchodziła cichutko, niewinnie do ptaszka, jakby wcale nie miała zamiaru go uśmiercić. Trudno było spodziewać się innego zakończenia, jak tylko... próbą ucieczki wróbelka. Ten, spanikowany, zapomniał o użyciu skrzydeł, to też przemierzał śnieg na swoich malutkich szponach. Może Cyranka da radę go dogonić...?
Nie, nie mogłam. To było zbyt… trudne. Widok przerażonego wróbelka, który uciekał przede mną… po prostu nie potrafiłam rzucić się za nim w pogoń i zrzucać na niego jeszcze większą dawkę stresu. Zatrzymałam się, dając mu okazję do ucieczki. Dopiero po chwili zaczęłam iść w innym kierunku. Musiałam się bardziej postarać.
Szczęście w nieszczęściu, w okolicy było wyjątkowo dużo ptaków jak na to, jak głośną i ruchliwą okolice wybrała. Wróbelek uszedł z życiem, co jednak będzie z... białym gołębiem, który dziobał w śniegu, szukając pożywienia? Był wyjątkowo mizerny, zdecydowanie Pora Nagich Drzew go nie oszczędziła. Biedne zwierzątko...
Gołąb wyglądał mizernie. Bardzo mizernie. Tym bardziej nie miałam serca próbować go złapać… po prostu nie mogłam sobie wyobrazić, że pozbawiam życia kogoś, kto tak bardzo cierpi. Może i byłby to akt miłosierdzia, a z drugiej… no po prostu nie mogłam, za bardzo mi ten obrazek krajał serce, bym mogła pomyśleć o czymś złym w stosunku do tego ptaszka.
Musiałam iść dalej. Może akurat znajdę jakieś śmieci i zjem po prostu to, co się napatoczy. Zawsze tak robiłam.
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
Najwyraźniej kotka trafiła w miejsce, gdzie żyło naprawdę dużo zwierzyny. Tylko czy w jakikolwiek sposób pomagało to komuś, kto nie zamierzał wykorzystywać szans na ich złapanie?
Tym razem Cyrance udało się dostrzec ryjówkę. Niewielkie zwierzątko dzielnie kroczyło przez śnieg, niosąc coś w pyszczku. Pewnie nie tak łatwo było mu znaleźć coś do jedzenia w takich warunkach, ale najwyraźniej odniosło sukces.