Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Nikt tego od niego nie wymagał. Bogatka też nigdy nie mówiła nader dużo o swoich rzeczach. Po prostu bała się, że te wiadomości ktoś potem wykorzysta i zrobi jej i rodzinie krzywdę. Nie chciała tego. Ostrożność przede wszystkim. W szczególności przy kocurach.
Terminatorzy mają w swoim imieniu Łapa? Ah rozumie. Mama opowiadała jej dawno temu o takich rzeczach, ale czy pamiętała o czymś takim? No mogło jej trochę z głowy wylecieć w szczególności po no dosyć mocnych przeżyciach. Była nieszczególnie spokojna, ale ciekawiło ją kilka rzeczy i aż ją ciągnęło do zadawania pytań. W końcu życie w Klanach jest zupełnie inne i tyle mogłaby się dowiedzieć. Biały wyglądał na niezbyt entuzjastycznego, ale może nie będzie zły jak żąda takie tyci malutkie pytanko. W końcu nie jest to chyba aż tak nieodpowiednie? Przecież tak wygląda normalna rozmowa prawda? Chyba nie. Lekko przerażało ją zadawanie ich przed kimś mocniejszym, bardziej zbudowanym i przeciwnej płci. Nie czuła się swobodnie w ich towarzystwie. Przynajmniej jeszcze mniej swobodnie. - A... A tobie dobrze idzie nauka? Be..będziesz niedługo wojownikiem?- spytała patrząc na pysk Mruczącej Łapy.
Tak to wiedziała na pewno. Wszyscy w Klanach chcą być tymi całymi wojownikami. Tego nigdy nie zapomni. Sama nie pamiętała zbyt wiele z tego co mówiła o tym matka. Polowali na pewno dla Klanu i chyba pilnowali granic racja?
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Mistrz: Skrzecząca Mewa; Jasne Serce Płeć: kocur Matka: Zaćmiony Księżyc Ojciec: Lodowa Skóra Partner: brak Trwałe urazy: Poszarpane blizny po ugryzieniu borsuka na jednym udzie.
Okrywa włosowa kocura jest w kolorze białym, beż żadnych widocznych znaczeń. W dotyku futro jest całkiem miękkie, chociaż wydaje się lekko potargane. Sierść jest najdłuższa i najgęstsza na piersi, policzkach i ogonie kota. Pod futrem są mięśnie, które jednak łatwo nie są widoczne gołym okiem. Oczy Mruczka są koloru złotego, okazjonalnie wpadające w lekki pomarańcz, zależnie od nachylenia światła. Na udzie kocura można zobaczyć sporą bliznę pozostawioną przez borsuka. Mruczek jest także kastratem.
Typowy przykład przeciętnego kota pochodzącego z klanów. Całkiem ambitny i pracowity kocur, jednak nie wyróżniający się szczególnie ponad innych. Księżyce pozostawania w tyle za innymi sprawiło że ma dość chwiejne poczucie własnej wartości.
Na ogół towarzyski kocur, który jest w stanie w dużej mierze przystosować się do stylu bycia innych kotów. Chociaż okazjonalnie może mieć problem ze zrozumieniem emocji innych.
Podziela wiarę w Gwiezdny Klan z większością klanowych kotów. Także incydent z borsukiem spowodował u niego fobię przed borsukami, przez co czuję nieznaczną niepewność, będąc poza obozem klanu lub innym bezpiecznym schronieniem. Zdecydowanie ma także uraz do dwunogów.
Powojnik (KG) | Dynia (KP)
W sumie Mruczek po księżycach chorowania był raczej dość wątły jak na kocura o jego wieku. Może przez to mógł wydawać się nieco młodszy, niż był w rzeczywistości. Ale widocznie nadal lepiej niż taki wypłosz jakim musiała być Bogatka.
- Całkiem dobrze. I tak...przynajmniej mam taką nadzieję. - Przyznał, nie mając zamiaru tłumaczyć się przypadkowemu kotu, dlaczego nadal nie był wojownikiem. Tym bardziej że kocica naprawdę zdawała się nie mieć głębszej wiedzy o klanach. Nastąpiła chwila niezręcznej ciszy, gdy chyba oboje nie wiedzieli co powiedzieć. Mruczek nie mógł po prostu odejść, póki kocica pierwsza nie tego nie zrobi. - Żyjesz gdzieś w pobliżu? - Zapytał. Skoro już tu siedzi to mógł trochę się dowiedzieć, zastawiając się czy blisko stacjonowała jakaś grupa, czy może kocica była typowym włóczęgą. Poza tym jak już tu siedzą, to trzeba jakoś zabić czas. Bogatka z pewnością jednak miała już jakieś wcześniejsze doświadczenia z klanami, skoro zauważyła zbieżność w drugim członie terminatorów.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Bogatka urodziła się delikatna i chuda. W dodatku gdy zaginęła średnio miała co jeść i mimo starań do rodziny powróciła znacznie wychudzona. Było widać jej wtedy żebra. Teraz na szczęście po woli buduje masę i powinna wyglądać lepiej. Mruczek wydawał jej się silny, bo był z Klanów i miał długą sierść. Ona powiększała go o dwa razy w jej oczach.
Czyli biały niedługo będzie wojownikiem. To dobrze słyszeć, że u kogoś jest w porządku. Ciekawiło ją jak wygląda życie w Klanie. Bycie poza nim jest pełne samotności. A ona jeszcze ma siostrę i mamę. Co mają powiedzieć samotnicy, którzy nie żyją w grupie? Interesowało ją to ile żyje kotów w jednym Klanie. Przywódca to już jeden, ten który potem nim zostaje to drugi... medyk trzeci... Jakieś kocięta to może pięć... Ich matka sześć... terminatorzy to już jakieś hmm... osiem... ktoś straszy dziewięć... kilku wojowników dwanaście. Matko! Jak ich dużo aż dwanaście! Jak oni siebie wszyscy rozpoznają i w ogóle. Przecież jest ich tak wiele. Bengalka rozmyślała o tym jak oni tam wszyscy żyją, ale nie zdawała sobie prawy, że w Klanie jest tak dużo kotów.
Biały kocur zapytał się gdzie żyje... Pewnie chodziło o granice i w ogóle. Wie, że Klanowi bardzo ich pilnują. Nie muszą się jednak martwić o samotników. Przynajmniej nie rodzinę Bogatki. - N..nie. Mieszkam dopiero daleko za... hmm... Jak wy na to mówicie.... Grzmiącą Ścieżką? Mam rację tak się u was mówi? - powiedziała lekko zakłopotana.
Nie była pewna do ich nazywy na ulicę. Matka bardziej by widziała jak to było. Ona wszystko widziała i potrafiła. Była wspaniała.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Mistrz: Skrzecząca Mewa; Jasne Serce Płeć: kocur Matka: Zaćmiony Księżyc Ojciec: Lodowa Skóra Partner: brak Trwałe urazy: Poszarpane blizny po ugryzieniu borsuka na jednym udzie.
Okrywa włosowa kocura jest w kolorze białym, beż żadnych widocznych znaczeń. W dotyku futro jest całkiem miękkie, chociaż wydaje się lekko potargane. Sierść jest najdłuższa i najgęstsza na piersi, policzkach i ogonie kota. Pod futrem są mięśnie, które jednak łatwo nie są widoczne gołym okiem. Oczy Mruczka są koloru złotego, okazjonalnie wpadające w lekki pomarańcz, zależnie od nachylenia światła. Na udzie kocura można zobaczyć sporą bliznę pozostawioną przez borsuka. Mruczek jest także kastratem.
Typowy przykład przeciętnego kota pochodzącego z klanów. Całkiem ambitny i pracowity kocur, jednak nie wyróżniający się szczególnie ponad innych. Księżyce pozostawania w tyle za innymi sprawiło że ma dość chwiejne poczucie własnej wartości.
Na ogół towarzyski kocur, który jest w stanie w dużej mierze przystosować się do stylu bycia innych kotów. Chociaż okazjonalnie może mieć problem ze zrozumieniem emocji innych.
Podziela wiarę w Gwiezdny Klan z większością klanowych kotów. Także incydent z borsukiem spowodował u niego fobię przed borsukami, przez co czuję nieznaczną niepewność, będąc poza obozem klanu lub innym bezpiecznym schronieniem. Zdecydowanie ma także uraz do dwunogów.
Powojnik (KG) | Dynia (KP)
Bardzo mało prawdopodobne było by kocica mogłaby kiedykolwiek doświadczyć tego. Klany raczej nie były chętne by przyjmować przybłędy. Zwłaszcza takie które już są dorosłe. Mruczek nie słyszał nigdy by do klanu został kiedykolwiek przyjęty dorosły osobnik. Jak kogoś przyjmowali, to zazwyczaj były koty które urodziły się w klanie, ale z jakiegoś powodu się zgubiły. Było to w sumie interesujące życie. Fakt że łatwiej było z pewnością przetrwać, bo klan zapewniał jedzenie w momentach gdy ktoś miał chwilowo miał pecha, albo był chory. Także w razie walki, można było liczyć na posiłki ze strony klanu. Jednak oczywiście przywileje nie przychodziły za darmo. Trzeba było stosować się do zasad i spełniać wymagania narzucone przez społeczność, względem tego kim masz być i jak masz się zachowywać. Chociaż i tak na ten moment Wicher był najbardziej tolerancyjnym klanem z klanów. - Owszem. - Mruczek odpowiedział na jej pytanie. Widać że miała jednak jakiś niewielki zasób wiedzy, skoro była zaznajomiona chociaż z częścią nazw używanych w klanach. - Nie boisz się jej przekraczać? Słyszałem że były koty które zginęły w ten sposób, jeżeli nagle pojawiał się potwór. - Zapytał, nieco zaskoczony. Nigdy jej sam na oczy nie widział, ale słyszał że to coś okropnie śmierdzi i regularnie pojawiały się tam potwory. W sumie nie mógł sobie nawet wyobrazić jak taki wygląda.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Cóż nie myśli o tym. Czy jej się marzy być częścią Klanu? No nie za bardzo. Poznała już jaki był Klan Gromu, albo raczej jego przywódcę. Tamtych dwóch wojowników pamięta jak przez mgle, ale nie wydawali się źli. Trzmiela Gwiazda za to nie chciał przyjąć ich matki, za to młode pokolenie już chciał brać. Jak tam w ogóle można? Jeszcze myślał, że Bogatka z rodzeństwem się zgodzą pozostawić matkę na pastwę losu. Kremowa kocica widziała to teraz jako czystą samolubność. Dla srebrnego przywódcy najważniejsze było to co będzie z tego miał. Córka Jaskółki jest więc zniechęcona jakimkolwiek innymi próbami dojścia do Klanu. Wicher ma miłych członków jak jej się zdaje, ale nie chce do niego dołączyć. Jest samotniczką. Jeśli rodzina będzie tego chciała to się zgodzi, ale ani jej w głowie wychodzić z takimi propozycjami. Nigdzie się nie pcha, gdzie jest zbędna.
Czy bała się przekraczać drogę, oczywiście, że tak! Ale miała już lekką wprawę w te klocki. Taki plus bycia w samotnikiem. Na osiedlu też często musiałam przez nie przechodzić. A tam dopiero było samochodów! No mnóstwo. Także, ta tutaj jest trochę łatwiejsza w obyciu. - N..no trochę się boję... Trze... Trzeba dobrze wyczuć moment kiedy przejść. Ła...łatwo zginąć tak jak mówisz... A ty kiedyś ją przekroczyłeś... czy nie wychodzisz tak daleko?
Zostać potrąconym nie jest trudno. W szczególności jeśli nie wie się jak przejść po drodze.
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Mistrz: Skrzecząca Mewa; Jasne Serce Płeć: kocur Matka: Zaćmiony Księżyc Ojciec: Lodowa Skóra Partner: brak Trwałe urazy: Poszarpane blizny po ugryzieniu borsuka na jednym udzie.
Okrywa włosowa kocura jest w kolorze białym, beż żadnych widocznych znaczeń. W dotyku futro jest całkiem miękkie, chociaż wydaje się lekko potargane. Sierść jest najdłuższa i najgęstsza na piersi, policzkach i ogonie kota. Pod futrem są mięśnie, które jednak łatwo nie są widoczne gołym okiem. Oczy Mruczka są koloru złotego, okazjonalnie wpadające w lekki pomarańcz, zależnie od nachylenia światła. Na udzie kocura można zobaczyć sporą bliznę pozostawioną przez borsuka. Mruczek jest także kastratem.
Typowy przykład przeciętnego kota pochodzącego z klanów. Całkiem ambitny i pracowity kocur, jednak nie wyróżniający się szczególnie ponad innych. Księżyce pozostawania w tyle za innymi sprawiło że ma dość chwiejne poczucie własnej wartości.
Na ogół towarzyski kocur, który jest w stanie w dużej mierze przystosować się do stylu bycia innych kotów. Chociaż okazjonalnie może mieć problem ze zrozumieniem emocji innych.
Podziela wiarę w Gwiezdny Klan z większością klanowych kotów. Także incydent z borsukiem spowodował u niego fobię przed borsukami, przez co czuję nieznaczną niepewność, będąc poza obozem klanu lub innym bezpiecznym schronieniem. Zdecydowanie ma także uraz do dwunogów.
Powojnik (KG) | Dynia (KP)
W sumie to zastanawiało go co motywowało kocicę by potencjalnie ryzykować własne życie, by dostać się bliżej granic. W sumie niby był powód, w formie odwdzięczenia się czymkolwiek. Jednak kocica nie miała zobowiązań, więc było to zaskakujące że chciała tu przyjść. Co prawda Mruczek nie miał pojęcia jak właściwie duże było zagrożenie. Nigdy nie widział potwora, ani jak często się tam pojawiają. Był ciekawy, jednak chyba nie na tyle by samemu sprawdzać. Przynajmniej na razie nie miał żadnego konkretnego powodu by tak bardzo oddalać się od terenów. Raczej marnowaniem czasu byłoby siedzenie i gapienie się na Grzmiącą Ścieżkę. - Nie wychodziłem zbyt wiele poza tereny. - Przyznał. Wychodził kiedyś tam gdzie były cztery dęby. Ale mimo że teren był teoretycznie nie zajęty przez klany, tak jakby należał do wszystkich, praktycznie ograniczony przed dostępem samotników, otoczony terenami wszystkich czterech klanów.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Dla Bogatki przechodzenie przez Grzmiącą Ścieżke nie było niczym dziwnym. Owszem bała się, ale nie była to rzecz jej obca. Po prostu była przyzwyczajona do przechodzenia przez nią. Ale teraz jak już jest w domu to nie robi tego tak często. Dzisiaj chodziło po prostu o wyrażenie wdzięczności Klanowej medyczne. Nie sądzi, żeby zbliżała się jeszcze do granicy. Po prostu jest to niebezpieczne. W końcu nie zawsze może się trafić ktoś taki jak Mrucząca Łapa. Zawsze jest ryzyko. Ale na tym polega życie samotnika. - Ro...Rozumiem. Ja..ja też często nie oddalam się od miejsca w którym żyje.
Bogatka owszem trochę krążyła po Topiołkach, ale chodziło o zaginięcie brata. Też nie poszłabym na drugi koniec jej świata jakim jest Siedlisko Koni. Zresztą nie powinno tam nawet chodzić. Nie wybiera się też zbytnio w okolice Klanów.
//wygasło
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Cieszyła się, że córki miały przyjaciół, że zajmowały się swoim życiem, ale... czuła się przez to samotna. Nie wiedziała co ma ze sobą robić i częściej polowała, albo chodziła na spacery tam, gdzie ją łapy poniosły. Czasem było to niedaleko ich nory, czasem bliżej klanowych terenów, ale zawsze było to daleko od klanu Gromu. Samotniczka nie chciała ryzykować życiem i miała nadzieję, że jej córki także trzymały się od tego klanu z daleka.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Bratek całkiem często chodziła na spacery. Nie za bardzo wiedziała co ze sobą zrobić, gdy już odbębniła obowiązki - nie miała znajomych, z którymi rozmawiałaby w przerwach od polowań i patroli. Zresztą, na dłuższą metę pogaduszki bardziej ją męczyły niż relaksowały. A samotne przechadzki? Wtedy mogła odetchnąć. Czasami zostaje wysyłana na patrole z jakimiś nadpobudliwymi kotami, które mimo tego, że jej nie znają, próbują z nią rozmawiać. Ona nie chce.
Gdy dotarła do Szarych Brzóz, liczyła na spotkanie ćwir-ćwir...ale najwyraźniej nie wybrała się tu dziś na spacer. Zmarszczyła nos i postawiła krok poza tereny Rzeki, postanawiając - znowu - pozwiedzać tereny poza. Szła więc na południe, z Szarych Brzóz do Szarych Topol...chociaż dla niej to nie była żadna różnica, bo drzewo to drzewo. Czuła po prawej stronie zapach Wichru, co pomagało jej trochę wizualizować sobie tereny z lotu ptaka. Spacerowała sobie...dopóki nie poczuła zapachu. Znajomego zapachu. Wróbelek? Uśmiechnęła się pod nosem - czyli jednak ją dziś znalazła. Ale im dłużej podążała za ową wonią tym bardziej zauważała, że różni się ona nieco od burej samotniczki. Była podobna, ale...inna, po prostu inna. Więc...kto to był? Często opowiadała jej o swojej rodzinie, może to ktoś z niej? Postanowiła zbliżyć się jeszcze bardziej. I rzeczywiście, kot którego ujrzała wyglądał całkiem podobnie. Nie był rudobrązowy, jak ćwir-ćwir - zamiast tego srebrzysty, nieco jak Biała Burza czy Strzelista Łapa. Uniosła brwi. Ładne.
— Heja — rzuciła, na wszelki wypadek, gdyby Jaskółka jeszcze nie zdała sobie sprawy z jej obecności, a i też z grzeczności...czy jakkolwiek można było to nazwać. Usiadła, mając nadzieję, że samotniczka najpewniej-siostra-lub-mama-Wróbelek zechce z nią troszkę pogadać.
Słyszała o przyjaciółce Wróbelek i cieszyła się, że ta była szczęśliwa. Czy jednak wpadłaby na to, że to właśnie tę kocicę dane jej było spotkać podczas samotnego, hobbystycznego spacerku? Absolutnie. Czy przyszłoby jej do głowy, że klanowy kot mógłby ją zaczepić z czystych intencji, zwłaszcza po tym, co usłyszała od Fiołkowego Świtu? Raczej nie. Kiedy więc usłyszała głos Bratkowej Łąki, zlękła się, a futro na jej karku mimowolnie się zjeżyło?
— N-nie przekroczyłam granicy, p-prawda? — zapytała spanikowana, zapominając o przywitaniu się. Pierwsze co przyszło jej do głowy to to, że mogłaby przekroczyć granicę i o to nieznajoma mogłaby mieć do niej pretensje, nawet jeśli samotniczka znała zapachy klanów i starała się nie być na tyle blisko, by zostać posądzona o naruszenie granic. Słynęła jednakże ze swojej niezdarności, więc... niczego nie wykluczała.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Niektóre koty - tak jak Jaskółka - wzdrygały się na jej widok, bały się jej. A Bratkowa Łąka kompletnie tego nie rozumiała, bo nie uważała się za kogoś strasznego, potężnego i tak dalej. W ogóle średnio rozumiała koncept bania się kogoś bez grubszych podstaw, bo ona nigdy tak nie miała. Czuła czasem niepokój, była czasem nieufna, ale nigdy nie zachowywała się jak Ruda Łapa, Śliwkowa Pestka czy właśnie Jaskółka, która oprócz zjeżenia się jąkała się. Bratek zmarszczyła nos - irytowało ją to niezmiernie. To, co powiedziała samotniczka nieco ją jednak zdezorientowało i na początku nie wiedziała nawet, o czym mówi. Zmrużyła oczy.
— Co? Nie, to nawet nie moja granica — rzuciła lekko, spoglądając ukradkiem na tereny Klanu Wichru niedaleko. Nawet gdyby Jaskółka przekroczyła rzeczną granicę, to Bratek raczej by jej nie przeganiała, dopóki nie atakowała by jej ani nie polowała. W końcu z Wróbelek nielegalnie miziała się po rzecznej stronie.
— Jestem Bratkowa Łąka — przedstawiła się, a potem postanowiła rozwiać swoje wątpliwości. — Znasz Wróbelek? Macie podobne cętki — zapytała więc, a potem zaczęła myć sobie łapy, które nieco zabrudziły i zamoczyły się podczas spaceru.
Jaskółka nie wystraszyła się Bratkowej Łąki dlatego, że ta była straszna. Wystraszyła się jej, ponieważ była i się do niej odezwała, czyli najprawdopodobniej czegoś chciała, a pierwszą rzeczą, która przyszła do głowy samotniczki było to, że przekroczyła granicę i czeka ją za to kara. Na szczęście mogła odetchnąć z ulgą, gdy dowiedziała, że to nie jest granica niebieskiej kocicy. Ale czy w takim razie była to granica kogoś innego...? Nie, niemożliwe. Przecież klany nie mogły wchodzić na swoje tereny.
— J-jaskółka — także się przedstawiła kiwając głową. Na następne słowa rzecznej kocicy zaniemówiła na chwilkę. Potrzebowała chwilki, żeby kuleczki w jej głupiutkiej głowie się dotknęły.
— T-tak, to moja córka. Jesteś jej p-przyjaciółką? — zapytała, a na jej przestraszony pyszczek wkradł się delikatny uśmiech. Wątpiła w taki zbieg okoliczności, ale naprawdę chciałaby poznać kota, który jest dla jej córki najbliższy. Inna sprawa, że liczyła na to, iż to bura jej przedstawi swoją przyjaciółkę, ale... poznanie się w taki sposób też miało swój urok.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Bratkowa Łąka, nawet jeżeli próbowała nad tym pracować, była zła w zwykłych rozmowach. Najlepiej jej się mówiło, gdy ktoś chciał coś od niej lub ona od kogoś. Bo o czym innym mogłaby rozmawiać? Nie rozumiała tego, jak niektórzy potrafili prowadzić pełne energii konwersacje. Ona umiała tylko kiwać głową lub mruczeć coś pod nosem; nie była ciekawą osobą i raczej nikt nie chciał jej poznać. Oprócz Wróbelek, która z niewiadomego Pąk powodu nadal chciała się z nią spotykać. Może po prostu się jej spyta następnego razu.
— Mn. Wszyscy macie imiona od ptaków? — zauważyła. W sumie zauważyła też, że wiele kotów nazywa swoje potomstwo imionami pasującymi do siebie: dzieciaki Świetlik miały imiona od wody, a jej rodzeństwo dostało imiona od krewnych. Nie wiedziała po co im to, ale może podoba im się taki porządek.
— No, chyba. Nie znam się na przyjaźni — mruknęła w odpowiedzi — ale nazywa mnie swoją przyjaciółką, więc raczej? Całkiem często się spotykamy i gadamy o jakichś pierdołach — dodała, w połowie mówiąc do Jaskółki, a w połowie sama do siebie. — Też chodzisz na spacerki koło klanów, widzę? Pewnie trochę nudno być samotnikiem — skomentowała jeszcze, całkiem zdziwiona, że się tak rozgadała. Nieczęsto tak robiła. Może po prostu łatwiej jej się gada z włóczęgami, tsk.
— N- T-tera już tak — odpowiedziała smętnie, kładąc po sobie uszy. Początkowo chciała zaprzeczyć, ale przypomniała sobie, że przecież teraz zostały się tylko we trzy i we trzy mają właśnie imiona od ptaków. Mech i Modrzew mieli imiona od zupełnie innych rzeczy, ale no, ich już nie było. Nadal nie potrafiła się z tym do końca pogodzić. Ból po stracie synów był zdecydowanie mniejszy - nie płakała już po nocach, nie szukała Meszka paranoicznie, pomimo tego, że nikt go nie widział, ani nie mogła złapać żadnego tropu, ale nadal nie potrafiła tego zrozumieć. Syn co prawda nigdy nie był za blisko z rodziną, nie słyszała o tym, by miał jakąś dobrą relację z siostrami, czy sama też nie spędzała z nim dużo czasu, bo nigdy go nie było, ale teraz, kiedy nie było go w ogóle, pluła sobie w brodę, że nie poświęciła mu tyle czasu, ile mogła. Co jeśli to przez nią uciekł? Przez to, że nie zdołała ochronić wtedy Modrzewia, przez to, że nie była tak dobrą matką? Z tym nie potrafiła się pogodzić. Z tym, że nie podołała.
Nic nie odpowiedziała na wywód na temat tego, że kocica tak naprawdę nie wie, czy Wróbelek jest jej przyjaciółką. Jedynie uśmiechnęła się delikatnie i kiwnęła głową. Sama nie miała przyjaciół, więc ciężko jej było stwierdzić, czy dwie kocice faktycznie nimi są, czy nie, ale cieszyła się, że Wróbelek znalazła sobie kogoś, z kim się dogaduje, nawet jeśli ją samą to boli, bo ma o wiele mniej córki dla siebie.
— Cz-często nawet nie zauważam, że przechodzę przez ulicę — odparła niepewnie, blado się uśmiechając. Spacerowała... dużo, ale niewiele z tych spacerków faktycznie pamiętała. Przez większość czasu była po prostu zamyślona i nie zwracała uwagi na to, co się dzieje. — N-nie ma tyle towarzystwa ile w klanie, a-ale chyba i tak jest całkiem w porządku. Nie n-narzekam — dodała po chwili. Już przeżyła w swoim życiu pościgi i wybuchy, i chyba na razie jej wystarczyło. Trochę spokoju też było okej.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Mistrz: nie Płeć: kocur Matka: Zamarznięta Sadzawka [*] Ojciec: Lepszy Rydz niż nic Partner: cisza
Bury lynx point. Z budowy mały, kruchy, jego sylwetka jest zawsze zgarbiona. Ku chwale jego futro daje wrażenie jakby był trochę większy. Jak każdy point, ma niebieskie oczy. Nos jest czarny. Na uszach ma małe pędzelki, a w środku uszu jasne włoski.
***
Morwa coraz częściej zapuszczał się gdzieś dalej granic klanu Gromu. Nie liczył na to, że do niego wróci. Zrozumiał, że wcześniej za bardzo się nakręcił i przez to wszystko wydawało mu się takie łatwe. Przeliczył się, myśląc, żę Trzmiela Gwiazda pozwoli wrócić mu do klanu. Teraz przecież był intruzem, w dodatku niemile widzianym. Żurawina na pewno przekazała przywódcy informacje o spotkaniu brata na granicy, na pewno powiedziała też to, że nie chciał odejść dobrowolnie. To stawia go w jeszcze gorszej sytuacji. Ale cóż... Teraz nie miał już zamiaru się tam kręcić, to mogło być niebezpieczne. Zamiast tego, spacerował bardziej w okolicy Topiołków i granic klanu Wichru, ewentualnie Rzeki. Raz nawet pomyślał, że znajdzie sobie nowe legowisko, w nowym miejscu, lecz szybko zrezygnował z tego pomysłu. Przecież nie zostawi Kuny, za nic. To był jedyny kot, z którym miał jakiś lepszy kontakt, jego jedyny przyjaciel. Morwa nie był głupi, nie chciał z niego rezygnować.
Tym razem kręcił się przy Szarych Topolach, pomiędzy granicą Klanu Wichru, a Grzmiącą Ścieżką. Skłonił się bardziej do chodzenia pzy granicy, bo uważał ją za bezpieczniejszą. Nie chciał przeżyć spotkania z samochodem, na osiedlu za dużo ich widział, A właśnie, osiedle. Kolejna sprawa, nad którą trzeba było się zastanowić. I właśnie teraz to robił. Zamyślił się do tego stopnia, że zbliżył się do granicy Wichru za bardzo. To może być niebezpieczne i nie skończy się dobrze.