Logo Artemidy
Punkt Obserwacyjny
Aha, mimo że mu wszystko ładnie wytłumaczyłem to ten ciągle śmiał mnie obrażać. Co to było jego hobby czy jak? Chociaż przynajmniej później przyznał mi rację. Mały sukces ale sukces. Jeśli tak dalej pójdzie to jeszcze w końcu się przyzna do tego, że jestem ładny i po prostu on czuje się źle będąc gorszym.
- Oczywiście że mnie lubią - fuknąłem już nieco zdenerwowany. Czy on nie widzi dość dużych dziur w swojej logice, czy specjalnie zgrywa głupiego, żeby mnie odgonić? Bo jeśli to drugie to, kiedy tylko do głowy wpadła mi ta myśl to od razu postanowiłem, że specjalnie będę z nim teraz stać dłużej niż normalnie z jakimkolwiek innym kotem. Nie ma pozbywania się mnie tak łatwo.
- Po prostu ich wszystkich umiem wyminąć. Trochę się wie o klanie jak cały dzień ma się na nic nie robienie i obserwacje innych. Nie mówiąc już o tym, że o tej porze to mało kto jest ogarnięty. - specjalnie całkowicie pominąłem kwestię nocnych patroli czy pilnowania obozu. Może kocur postanowił by wtedy spróbować się do nas do obozu włamać i miałby ciekawą niespodziankę.
Chociaż na razie to jego można było skategoryzować jako ową “ciekawą niespodziankę”, gdyż najwidoczniej jego przeszłość była ciekawsza niż mogłem się tego na początku spodziewać. Oczywiście nie mogła być aż tak ciekawa, bo kocur pewnie zmyślał, ale coś innego niż obraza przywódcy brzmiała interesująco. Nie mówiąc już o tym tajemniczym “Nigdy więcej” po wspomnieniu o nocnym imieniu. Normalnie aż usiadłem z wrażenia.
- Oho wyczuwam bardzo ciekawą historię, która chyba jest za ciężka do niesienia samemu. Chyba, że masz już jakiegoś wspólnika… Chociaż nie wiem, bez urazy ale nie wyglądasz na osobę, która by się jakoś bardziej spoufalała z innymi. Mówiąc szczerze odbieram to jako prywatną wygraną, że jeszcze sobie nie poszedłeś. - przyjrzałem się jeszcze raz dokładnie kocurowi, a na moim pysku wykwitł uśmiech, kiedy zaaprobował nadane przeze mnie imię. I czy ja śnię? Czy właśnie zachęcił mnie do przedstawienia się? Szansę na dowiedzenie się o co z nim chodziło z każdą chwilą znacząco rosły.
- Oczywiście, że brzmi nieźle, w końcu ja je wymyśliłem. - oznajmiłem, jakby to była najbardziej logiczna rzecz na świecie (bo przecież była).
- Apollo jestem. Albo Słonecznik, jak wolisz, te klanowe koty potrzebowały jakiegoś innego imienia, bo pierwsze było dla nich zbyt dobre. Ale słoneczniki nie są złe. W końcu też ze słońcem mają dużo wspólnego. - będąc szczerym na początku miałem zamiar przedstawić się tylko swoim “boskim” imieniem, ale finalnie postanowiłem się nieco bardziej otworzyć. Niech Ostrokrzew poczuje się nieco lepiej, w końcu skoro to ja wybrałem mu imię to jemu też należało się poznać moje pełne.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
2
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przewrócił oczami. No normalnie dziecięca wersja jego. Prawie, bo choć zawsze miał wysokie ego, tak z wiekiem zaczynało słabnąć albo przeistaczać się w inne cechy. Na przykład głupie pomysły, które uważał za genialne. Możliwe też, że charakter Szpona delikatnie przyćmił jego pewność siebie i zamienił to na honor, który kazał mu chronić dobre imię przyjaciela.
- Jakby cię lubili, to by zauważyli że zniknąłeś - wzruszył barkami. Nocne patrole, matki, rodzeństwo, cokolwiek. Nie sądził, by była mowa o jakimkolwiek przedostaniu się przez cały klan i nie zwrócenia na siebie uwagi. Szczególnie, że patrząc na charakter kocurka, nie był kimś, kto byłby w stanie cicho się przekraść pod stopami wojowników. - Może po prostu udawali, że cię nie widzą, żebyś tylko wyszedł i już nie wracał? Bo mają dość takiego darmozjada? - o Ostrokrzewie można było powiedzieć wiele rzeczy, ale zdecydowanie nie był darmozjadem! Jasne, obowiązki inne niż polowania nie były zbyt często u niego widziane, ale cóż mógł powiedzieć? Były nudne, zwyczajnie.
- Nie nakręcaj się, nie będzie żadnej historii - zaprzeczył momentalnie. Myślami palnął się w łeb, że w ogóle zaczął ten temat. - Żebyś się nie zdziwił. Nie poszedłem sobie, bo jestem ciekaw jak długo wytrzymasz przed powrotem do matki - sam by wrócił do matki. Nie mieli przez te dziewiętnaście księżyców najlepszych, bliskich relacji, ale jednak Ciemna Mordka była osobą, do której chciałby się w tej chwili po prostu przytulić. - Chyba, że nawet matka cię nie lubi.
- Oj, no i przestało mi się podobać, jednak jest wstrętne - wzruszył barkami. Próby podburzania rudzielca były śmieszne i zdawały się być przyjemną odskocznią od ostatniej codzienności. Może szybciej mu noc minie.
- Dobrze, że ci zmienili, Apollo brzmi idiotycznie - a to już powiedział szczerze. Kto by chciał się tak nazywać w ogóle? Ani to nie brzmiało dobrze ani znaczenia nie miało.
LVL 4 275 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mimo, że lekki uśmiech nie schodził mi z pyska zacisnąłem szczękę, starając się nijak inaczej nie pokazać tego jak bardzo dotknęły mnie jego słowa. Skubany, trafił w dobre punkty.
- Jeśli już ktoś miałby udawać, to ja. Z resztą to i tak nie jest jakoś tak, że chcę u nich być. Po prostu korzystam z momentu. A jeśli będą mieli do tego jakiś problem to sam się wygonię. Łaski bez. I tak ich nie potrzebuję. - fuknąłem, teatralnie wywracając oczami, żeby kocur zrozumiał jak mało obchodzi mnie klanowe życie.
- Po za tym na razie to ty jesteś bez klanu a nie ja, więc coś czuję, że po prostu jesteś zazdrosny bo ja się umiem ustawić. - dodałem po chwili. Skoro już sobie docinamy to niech tak będzie. Sam się o to prosił.
A no i oczywiście teraz będzie zaprzeczał temu wszystkiemu co mówił przed chwilą.
- Oh tak oczywiście panie “jestem okropny, zrobiłem coś czego sobie nie wyobrażasz nawet, nie pytaj o moją przeszłość, jestem ciemnością i twoim koszmarem niegodnym na żadne interakcje z innymi”. - specjalnie obniżyłem swój ton głosu, aby trochę imitować podejście kocura.
Mówiąc szczerze, mimo, że pierwszy raz pozwoliłem komukolwiek się tak obrażać, bawiłem się nawet przednio. Czy mogłoby być jeszcze śmieszniej gdybym na słowa kocura powiedział coś w stylu “nie mam matki”? Możliwe. Możliwa też była druga opcja, że obróci to przeciwko mnie, ale co mi tam. I tak pewnie go już nigdy w życiu nie spotkam.
- Nie mam matki. - miauknąłem nagle całkowicie zmieniając swój ton głosu na bardziej obojętny, jednocześnie na chwilę chowając swój uśmiech, jakby to wszystko było bardzo dla mnie poważne. Po czym po kilku sekundach znowu wróciłem do swojego normalnego “ja”. Ha, i co teraz?
- No to trudno, bo teraz, drogi Ostrokrzewie, tylko tak będę się do ciebie zwracać. Już za późno na zmianę. - posłałem mu dumny z siebie uśmiech, jakby używanie tego imienia przynosiło mi jakąś satysfakcję (może dlatego, że tak było).
Chociaż biorąc pod uwagę fakt jak obraził moje imię, może rzeczywiście to jego mu się nie należało.
- Pfff. Wiesz w ogóle po kim ono jest? Chyba, że ty też wierzysz tylko w ten wasz głupi wymysł jakim jest ten cały Klan Gwiazdy. A wyobraź sobie, że Apollo jest ponad nimi. Bóg Słońca. A w klanie Gwiazdy to co? Każdy ma jakąś jedną marną gwiazdkę dla siebie i pewnie tyle. A ten całe słońce. Trochę więcej szacunku by się dla niego przydało wiesz? -
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
2
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Jestem bez klanu, bo potrafię sobie poradzić. Ty byś umarł w kilka pierwszych wschodów - kompletnie zataił informację, że jak tylko doszło do momentu, który wymagał od niego odejścia z klanu, nie miał pojęcia co ze sobą zrobić, gdzie iść. Był przerażony. Ba, dalej jest przerażony i każdy szmer stawia sierść na grzbiecie. Ale, póki Słonecznik nic o nim nie wie, to krótka gra wyluzowanego samotnika nikomu nie zrobi krzywdy. Prawda?
- Tak, tak mniej więcej jest. Więc nie drąż - zgodził się całkowicie. Jasne, cała niedawna historia w jego życiu było koszmarem na jawie, czymś czego nigdy nikomu nie chce powiedzieć, ale dało się to wykorzystać. Bycie Ciemnością i Koszmarem brzmiało dość satysfakcjonująco, mimo że czasami dźgało w mózg gdzieś z tyłu, powtarzając, że to jest nie na miejscu.
- Widać - prychnął. Jakby miał matkę, to może by go jakoś wychowała i zaszczepiła we łbie odrobinę chęci do samorealizacji, jakieś ambicje, cokolwiek. Choć Szczerbatek wcale lepiej nie wyszedł, posiadając trójkę rodziców.
Jak dobrze, że skłamał, ponieważ Ostrokrzew faktycznie brzmiało miło, a uparty rudzielec postanowił zrobić mu 'na złość' używając go, gdy się do niego zwracał. Taki plus, powinien zacząć kłamać częściej.
- Bóg Słońca? Czy ty nie upadłeś za mocno na głowę w dzieciństwie? Matka cię zostawiła jak zacząłeś takie głupoty gadać? - dla niego wiara w Gwiezdnych była tak naturalna, jak wiedza że woda jest mokra. To przecież normalne. - Jedna marna gwiazdka dla siebie jest lepsza niż słońce, którym się nie podzieli z tobą ten twój bóg - bez sensu??? - i wciąż brzmi idiotycznie.
LVL 4 275 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czy jego słowa były wyzwaniem? Bo w sumie brzmiały jak wyzwanie i to w dodatku takie, którego mógłbym się podjąć gdyby nie jeden istotny szczegół. A mianowicie: tak naprawdę niezbyt spieszyło mi się do opuszczania klanu Wichru. Poza tym słowa Ostrokrzewa miały jednak w sobie trochę racji, bo nawet gdybym wybył na krótki czas, raczej nie wpuściliby mnie z powrotem zważając na moją rangę (a raczej jej brak).
- Nie powiem wizja kusząca, może jak podejdziesz do mnie z nią za jakiś czas to nadal chętnie się z tobą gdzieś wymknę. A przy okazji udowodnię, że umiem sobie doskonale poradzić nawet bez klanu. - mimo braku jednoznacznego pytania z mojej strony, można było wyczuć, że w tamtym momencie przedstawiałem kocurowi pewną propozycję. Bo przecież spotkanie za jakiś czas i jakaś dalsza wycieczka nie brzmiała tak źle. A jeśli przy okazji mogłem mu udowodnić jak bardzo się myli to czemu by nie. Tylko żeby to osiągnąć to rzeczywiście musiałbym mieć coś do udowodnienia, aczkolwiek to jeszcze da się jakoś załatwić. Może pogadam w końcu z tą całą przywódczynią i mnie weźmie na jakiś przyspieszony trening bez tych wszystkich bzdur z zasadami.
Lekko przechyliłem łeb słysząc, że mam nie drążyć tematu. Oho. Coś czuję, że trafiłem w dziesiątkę. I mimo, że nie była to dokładnie odpowiedź, na którą liczyłem i wolałbym rzeczywiście jeszcze nieco podrążyć to postanowiłem tylko skinąć łbem jakby mnie to nie obchodziło i zakończyć temat. Jeszcze kiedyś się dowiem. A na razie musiałem grać kota, którego to w ogóle nie rusza. Podobno unikając czegoś szybciej się to dostanie.
I może w moim wypadku i całą moją sytuacją z byciem terminatorem się to niezbyt sprawdziło, aczkolwiek w tej rozmowie działało aż za dobrze. Bo starając się uniknąć żartów ze mnie dokładnie je dostałem. Mogłem jednak przyznać się do tego, że mam matkę. No ale trudno. W sumie jakoś nigdy nie matkowała także co to za różnica.
- A wyobraź sobie, że to ona właśnie takie rzeczy usłyszała od samotników, którzy najwyraźniej mieli więcej rozumu niż ty. Poza tym na co mi ta gwiazda po śmierci. Nie mówiąc już o słońcu. Po śmierci to ja się będę chciał zrelaksować jeszcze bardziej a nie opiekować się jakimiś punktami na niebie. A ten “mój bóg” się wszystkim cudownie zajmuje, i grzeje ostatnio cudownie. - gdybym mógł to najchętniej wystawiłbym pysk aby wygrzał mi się w słońcu, ale niestety słońca akurat nie było. Trochę nie pomagało to w konwersacji, którą teraz odbywałem ale trudno. Radziłem sobie i w gorszych sytuacjach.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
2
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie takiej odpowiedzi się spodziewał. Właściwie, to sam nie wiedział, czego oczekiwał. Może wybuchu złości? Oburzenia się? On zdecydowanie by się oburzył, uwielbiał zaznaczać jak to świetnie sobie radzi ze wszystkim. Jednak życie zweryfikowało, ledwe życie to średnie poradzenie sobie z dziczą i samotnością.
- W porządku, trzymam za słowo - kiwnął łbem. Bardzo chętnie wróci tu za kilku wschodów słońca może więcej. Niech będzie, da młodemu czas, żeby się chociaż przygotował, a nuż nie skończy się na ratowaniu go z opresji ze szponów wielkiego ptaka. To nie tak, że Ostrokrzew miałby coś przeciwko, w jego wyobrażeniach samodzielnie powalał puchacza, jastrzębia czy innego orła. Problem w tym, że na myśl o jakiejkolwiek walce robiło mu się niedobrze. Owszem, z dziką ochotą by się z kimś pobił (BEZPIECZNIE), ale zarazem czuł ten nieprzyjemny dreszcz wzdłuż kręgosłupa, który ostrzegał, że hej, co jeśli tym razem też przesadzisz i znowu kogoś zabijesz?
- ...a może skoro mam być zły...to przecież mogę być w tym najlepszy - zamyślił się, mówił kompletnie do siebie, marszcząc czoło. Może tak chciał los? Może taki cel wyznaczyli mu gwiezdni? Może miał być tym, który odwala brudną robotę, decyduje o życiu i śmierci, choć wcale mu się to nie podoba. Tragiczny anty-bohater, muszący przetrwać codzienność, gdzie najgorsze są samotne chwile? Brzmiało jak dobra rola. Rola, w której mógłby się odnaleźć.
- Bzdury i bajdurzenia, koleżko - skwitował krótko. Bo cóż miał powiedzieć? Że ma przestać wierzyć w wymyślonego bożka? Niech sobie wierzy, jemu to rybka. - Ale skoro chce ci się marnować energię na jakieś Opole to proszę cię bardzo - tak, już zapomniał o tym durnym imieniu.
LVL 4 275 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mówiąc szczerze absolutnie nie spodziewałem się tego, że kocur się zgodzi, ale nie powiem, ucieszyłem się. Oczywiście nie żebym miał mu to teraz jakoś wybitnie sygnalizować, po prostu posłałem mu uśmiech. Pewnie ego by mu podskoczyło, gdyby się dowiedział, że taki ktoś jak ja chce z nim spędzać czas. A tego nikt nie potrzebuje. Nie mówiąc już o fakcie, że nawet nie powinienem się tak cieszyć bo znaczyło to, że będę się musiał do tego wszystkiego jakoś potrzebować. Ugh. No ale coś za coś. Jakoś ogarnę. Teraz już muszę. Znaczy teoretycznie nie musiałem ale no wypada. Później jeszcze bym go spotkał gdzieś indziej i bym się tłumaczyć musiał.
Tak mi całe te "przygotowania" zajęły myśli, że dopiero po chwili zareagowałem na głos kocura, który najwyraźniej... mówił do siebie? Co jest? Znaczy ja też często rozmawiałem sam ze sobą (był to w końcu jeden z niewielu momentów, kiedy mogłem przeprowadzić z kimś konwersację na poziomie) ale no nie przy innych. A już szczególnie nie mówiłem przy nich tak dziwnych rzeczy. Przez chwilę nawet niezbyt wiedziałem jak zareagować, tylko otwierając kilka razy pysk i go po chwili zamykając, starając się jednak jakoś lepiej sobie ułożyć w głowie to co miałem powiedzieć.
- Słuchaj, nie że coś ale mój wujek jest medykiem także jak coś mogę ci jakieś zioła załatwić jakbyś się źle czuł. - podsumowałem tylko w końcu. Najchętniej walnąłbym od razu coś w stylu "Ej to się leczy" ale skoro już gadał o byciu złym to trochę głupio by było chyba tak bezprecedensowo. Bo jeszcze by mi coś zrobił. Naprawdę z każdą chwilą prezentował się jako dziwniejsza persona.
Nie wspominając już o sposobie w jaki myślał. A raczej nie myślał, bo starając się znaleźć jakikolwiek sens i logikę w jego wypowiedzi mocno się zawiodłem. Najwyraźniej po prostu nie umiał zrozumieć świetności Apolla. Pewnie kolejny ślepo zapatrzony w ten Gwiezdny Klan. Gdzie oni im w tych klanach tak te mózgi piorą? Przecież chyba bym coś zauważył? Może to na tych treningach.... Niby Ostrokrzew nie przebywał obecnie w klanie, ale swoją wiedzą o nich zdecydowanie potwierdzał to że kiedyś do jednego należał. Ah a można by pomyśleć że skoro uciekł to nabrał trochę rozumu. Przewróciłem więc tylko oczami, nie zamierzając się z nim dłużej kłócić. Zamiast tego może mógłbym w sumie dowiedzieć się nieco o tej całej jego ucieczce... W końcu sam kiedyś ową planowałem, także dobrze by było dowiedzieć się więcej o całym procesie, jeśli tak to można nazwać.
- Ej, a jak to jest być samotnikiem? Dobrze? -
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
2
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Świetnie. Więc są dogadani. Ostrokrzew będzie sobie to pamiętał, ba, teraz to głównie będzie zaprzątać jego myśli. Mimo wszystko, głupie wymysły jakiegoś głupiego kota z Wichru były dużo przyjemniejszym tematem niż wieczorne kontemplowanie sensu istnienia. Bo, mimo wszystko, w ostatnim czasie nie czuł go w ogóle. Jeszcze kilka księżyców temu jasne, jego sensem egzystencji był Szpon, dokuczanie Nocy, wymyślanie przysługi dla Pierwiosnka, wygodnictwo. Teraz jedyne, o czym był w stanie myśleć to to, jak kruche jest życie, nic nie warte są obietnice czy to, jak głupie potrafią być przynależności klanowe. Co by to zmieniło, gdyby jedna dodatkowa gęba pojawiła się teraz w Wichrze? Zauważyliby w ogóle cokolwiek? Ktokolwiek go tam znał?
- A może się zamienimy - zaproponował nagle. - Tylko nie, nie przerywaj mi. Taki...Taki test. Ja zobaczę jak to jest żyć w klanie, a ty....a ty czy sobie poradzisz poza klanem. W sensie, nie że musi być już teraz, ale rozumiesz. Jak się znowu spotkamy. Bo skoro nikt cię tam nie lubi, to się przedstawię twoim imieniem i może się nawet ucieszą, że ktoś inny zajął twoje miejsce. A ty pójdziesz trochę pobyć sam ze sobą. I się po czasie spotkamy i zobaczymy, jak nam poszło - luźna propozycja. I do tego w ogóle nieprzemyślana i rzucona w ferworze myśli. Czy chciał wrócić do klanu? Zdecydowanie. Ale nie mógł przecież pójść z powrotem do Rzeki. Tam go znali, tam by zadawali pytania, na które nie byłby w stanie odpowiedzieć. A w Wichrze? Nikt nie znał jego, on nie znał nikogo. Mógłby wcisnąć bajeczkę, że od zawsze był samotnikiem, po mordzie poharatał go jakiś zwierz i ma czystą kartę.
- Ah tak? Zapamiętam - to akurat przydatna informacja. Nie zrozumiał tego jako obelgi w jego stronę, ale poznanie jak najwięcej medyków poza Rybołów było dobrą opcją, gdyby a nuż coś mu się przytrafiło. Mimo wszystko, nie chciałby skończyć z tak głupiego powodu jak wykrwawienie się czy byle infekcja.
- Wiesz, to nie ma tak, że dobrze czy nie dobrze. Gdybym miał powiedzieć, co w samotnictwie cenię najbardziej, powiedziałbym że... - koty - ...samotnictwo. To trzeba lubić. Ten brak towarzystwa. Samotne, zimne noce. Długie wędrówki.
LVL 4 275 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Z każdym kolejnym słowem kocura coraz bardziej zaczynałem wierzyć w to, że potrzebował on pomocy medyka. Zamienić się? Ja z nim? I, że niby nikt by się nie ogarnął? Nie wiedziałem czy mam się śmiać czy płakać. I nawet otworzyłem pysk, żeby po prostu go wyśmiać, ale od razu poprosił żeby mu nie przerywać, tak też poczekałem na moment, kiedy finalnie skończy mówić i dopiero wtedy z mojego pyska wydobył się chichot.
- Nie, że coś ale trochę mocno się jednak od siebie różnimy. Po za tym to nie jest tak, że nikt mnie nie lubi, to właśnie ja nie lubię ich! A oni wszyscy mnie kochają i znają aż za dobrze. - wytłumaczyłem w końcu, bo najwyraźniej wszystko należało mu tłumaczyć. Miałem jeszcze dodać coś w stylu, że jest on o wiele brzydszy ode mnie, ale finalnie sobie odpuściłem. Niech żyje w fałszywym przekonaniu o swoje wartości. Mi to tam nie przeszkadza.
- Ale jeśli tak bardzo chcesz iść do klanu to mi to w sumie wszystko jedno. Mogę cię zabrać i pewnie cię przyjmą jak ich poproszę. Możemy ewentualnie powiedzieć, że rzeczywiście jesteś jakimś moim rodzeństwem czy czymś jeśli tak bardzo chcesz być mną. - zaproponowałem po dłuższej chwili namysłu. No bo w sumie głupi czy nie, w sumie Ostrokrzew był jednak kotem ciekawym i musiałem przyznać, że przyjemnie mi się z nim rozmawiało. Po za tym coś czuję, że poziomem intelektu idealnie wpasowałby się w ten kotów z klanu Wichru. Nie mówiąc, że pewnie dogadałby się z Krzyk. Co ja mam do tych całych czarnych kotów?
Chociaż słysząc kolejne słowa kocura powoli zaczynałem wątpić czy aby na pewno będzie jednak chciał dołączyć do klanu. Bo jednak mówił o swoim życiu w nawet dobry sposób. Może i te “samotne, zimne noce” nie brzmiały zbyt dobrze, ale co kto lubi.
- Aha. Brzmi średnio mówiąc szczerze. W sensie wiesz do chodzenia gdziekolwiek to ja nic nie mam i szczególnie bez innych mysich móżdżków, ale zimno niezbyt mi pasuje. Chociaż nie obraź się, ale zauważyłem, że masz raczej pesymistyczne tendencje, więc możliwe, że te noce wcale by nie były takie złe. - no bo w sumie jakiej opinii mogłem się spodziewać od pana “jestem ciemnością i twoim koszmarem”? Raczej niezbyt kolorowej. Szczególnie jeśli chodzi o noce, bo przecież sam jest nocą… Chociaż nie, tego chyba akurat się wypierał. No ale to w sumie na jedno wychodzi.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
2
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Z dwójki Wichrowych bliźniaków to właśnie Płomyk był bardziej zaznajomiony z konceptem odczuwania takich emocji jak złość czy irytacja. Roziskrzoną Noc zwykle omijały, nie narzekała na to, lubiła swoje przyjazne względem całego świata oblicze i uważała, że ładnie się równoważyło z nieprzystępną naturą jej lustrzanego odbicia. Ale dzisiaj, gdy zamiast smacznie spać w obozie musiała podążać tropem jakiegoś przerośniętego szczeniaka, nietrudno było ją pomylić z jej bliźniakiem. Rudo-biały kocurek, który od księżyców unikał mianowania, bo był tak obłożnie chory. Był też jakoś uwikłany w akcję z wyjściem Szafrana, to pamiętała. Namierzyła go poza terenami klanu. Rozmawiał sobie spokojnie z innym kotem.
Był żywy. To dobrze. Będzie go mogła udusić osobiście.
Wielce chory panicz, jasne. Właśnie widziała wyraźnie jak to nie miał sił na treningi, ale na nielegalne wycieczki po nocach jak najbardziej. Spacerek zdrowotny, co?
– Słonecznik. – syknęła chłodno, by zwrócić uwagę dzieciaka Różanego Pędu. – W tej chwili zabierzesz swoją leniwą dupę do obozu, nie mam czasu ani chęci na dyskusje z tobą tutaj. O tej porze. Jeśli ci nie odpowiada, proszę bardzo. Zostań. Osobiście dopilnuję by każdy patrol potraktował wtedy ciebie jako intruza, gdy łaskawie wrócisz. Żeby nawet nie było mowy o kajaniu się na granicach i przyczołganiu do Wichru z podkulonym ogonem, gdy głód ciebie przyciśnie.
Wyprostowała się, patrząc twardo na podrostka. Może jutro będzie żałować aż tak ostrej reakcji, ale dzisiaj czuła, że była ona w pełni uzasadniona. Zresztą komu się smarkacz poskarży? Mamusi? Zniknęła bez śladu po raz kolejny, więc powodzenia z tym.
Obcemu koleżce poświęciła najwyżej pół spojrzenia, by się upewnić, że nie planuje nic szemranego.
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Toć ci mówię, że jak cię nikt nie lubi, to dla nich rybka kto przyjdzie i się poda za ciebie. Jak ja tam przyjdę jako Słonecznik to dla nich nawet lepiej. Jeden darmozjad z głowy - a kto wie, ile ich tam w Wichrze było. A jak mamusia nie kochała Opola, to i pewnie jego rodzeństwa też nie. Więc jest duża szansa, że takich zadufanych w sobie bufonów bez ambicji jest więcej niż chciałoby się przyznać.
- Co mi po siedzeniu w klanie z tobą? Jak miałbym być w klanie, to byleby cię tam nie było, koleżko. Bo będziesz dalej gadał bzdury i się lenił. Jeść to by każdy chciał, a robić to ni ma komu - poczuł dziwne ukłucie w sercu. Miał wrażenie, że zaczął gadać jak każden jeden stary dziad Rzeczny, wyzywający młodsze pokolenia od nierobów. Ale może było w tym ziarnko prawdy? Może zdawał sobie sprawę z tego dopiero wtedy, kiedy z faktycznym pasożytem na zdrowym organizmie klanu miał do czynienia? Aż zatęsknił za Szponem tak nagle. Ten to by się zaśmiał i wybiłby mu z głowy takie głupie myśli.
- Sam jesteś... - nie dokończył, jeżąc ogon i grzbiet. Nagły szmer z sąsiednich krzaków, poruszanie trawy, Wichrowy zapach. No i przyszła psiarnia zgarnąć uciekiniera, a najgorsze jest to, że nie doszli w końcu do porozumienia, czy się zamieniają czy nie. Chyba nie? - Wybacz, tak, ja, Słonecznik, wrócę natychmiast do domu. Proszę się nie martwić, to się więcej nie powtórzy - kiwnął łbem, przysuwając się by jakkolwiek zasłonić kolegę. Nie było to oczywiście z troski, a raczej po to, żeby nieznajoma skupiła pełną uwagę na nim.
LVL 4 275 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Aha, tak na pewno, bo nikt się nie ogarnie jak nagle całkowicie zmienię swój wygląd. Przecież ja dosłownie reprezentuje klan Wichru jeśli chodzi o urodę, nie ma opcji, żeby się nie ogarnęli! Chociaż z drugiej strony kto ich tam wie, może gdyby kolejny tak samo brzydki przyszedł na moje miejsce, to stwierdziliby, że to normalne i po prostu każdy taki u nich musi być. Był to w sumie bardzo realistyczny scenariusz, ale nie zamierzałem przekazywać tego Ostrokrzewowi. Jeszcze rzeczywiście zabrałby mi posadę w klanie, a w sumie to już się nawet do niej przywiązałem. Nie mówiąc już o fakcie, że kocur zaczął gadać jak jeden z tych starych siedzących w obozie, co samo w sobie pokazywało jak zaczynał się poczuwać do roli członka klanu Wichru.
- Jasne staruszku, połóżmy cię już spać, bo zaczynasz gadać głupoty. - wyśmiałem go, rzeczywiście wstając na łapy i lekko się przeciągając. Może i przyjemnie się rozmawiało, ale jednak robiło się trochę nudno, kiedy kocur zaczął gadać tak jak każdy klanowy kot. Dość szybko odebrałem to więc jako znak, że czas się zbierać. Chociaż najwyraźniej nie dostatecznie szybko, gdyż w tamtym momencie usłyszałem za sobą dość ostry, nawet znajomy głos.
Ups.
Stanąłem jak wryty niezbyt wiedząc jak zareagować ani co zrobić. Nie pomagał fakt, że w sumie nie kojarzyłem kim ten kot był i nie wiedziałem zbytnio czy jej pogróżki rzeczywiście mogą stać się rzeczywistością. Ale przywódczynią być chyba nie mogła. Bo przywódcę bym kojarzył... Chyba. To pewnie wszystko wina tego, że było późno i ciemno. I oczywiście ten pajac Ostrokrzew musiał stanąć przede mną i co on niby robi. Apollo trzymaj mnie bo zwariuję, z kim ja żyję. No ale trudno, najwyraźniej muszę zniżyć się do ich poziomu.
- Ja naprawdę chciałem wrócić! Po prostu kolega mnie porwał, żeby dowiedzieć się jak to jest w klanie, bo bardzo by chciał dołączyć... Tacy jak on zawsze obierają sobie tych najsłabszych za cel. - zakasłałem kilka razy dla większego efektu. Czy ja powinienem kaszleć? Już nawet nie pamiętam jaką chorobę sobie wymyśliłem. Dla efektu osunąłem się jeszcze dramatycznie na podłogę.
- Czy ty nie masz wstydu tak mnie wykorzystywać?! OH JA UMIERAM!!! UMIERAM W DZICZY!!! - przewróciłem się dramatycznie na drugi bok, jedną łapę wyciągając w stronę kotki, która po mnie przyszła. W moich oczach zaszkliły się łzy. Perfekcyjnie.
- Powiedz- powiedz mojemu rodzeństwu, że na pewno zostaną wspaniałymi wonikami. - absolutnie nie pamiętałem jak ta ranga się nazywała, ale trzeba było improwizować, po za tym znowu zaniosłem się kolejną salwą kaszlu, więc to powinno pomóc. Niech patrzą jak umiera ostatnie dobro tego świata!
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
2
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No i pierwszy odezwał się ten obraz nędzy i rozpaczy. Zapewne ostateczny werdykt można by wydać dopiero w świetle dnia, ale nawet teraz ciężko było przeoczyć zapadnięte boki, potargane futro i matowe oczy. Klasyczną Iskrę złapałoby współczucie dla tego osobnika, wyglądał na niewiele starszego od uciekiniera, a już go życie pokiereszowało. Obecną Iskrę czarny kocurek i jego wygłupy obchodziły tyle co trawa, którą deptał. Trzepnęła jedynie ogonem, ale zdusiła w sobie chęć reakcji na jego słowa. Nie przyszła tu by przepychać się ze szczeniakami przecież...
A potem Słonecznik się odezwał.
– Trzymajcie mnie Gwiezdni. – westchnęła unosząc wzrok do góry, jakby faktycznie liczyła na interwencję Przodków nim udusi dzieciaka Różanego Pędu. – Kolega ciebie porwał, ta? I co jeszcze? Za ogon z kociarni wytargał i aż tutaj zaciągnął? – nawet jeśli dopuścić do siebie opcję, że ciemny wypłosz mógł uprowadzić Słonecznika gdzieś z terenów (przymykając oko na wszystkie dowody temu przeczące), tak biało-rudy opuścił obóz na własnych łapach. I tyle Roziskrzonej Nocy wystarczało. Ostatnio jej cierpliwość do uciekających kociąt była ujemna i nawet jeśli nie chciała każdego z nich zostawiać na pastwę drapieżników, szczególnie tych głupich z racji wieku, tak trzeba było ukrócić takie zachowania, szczególnieu przerośniętych smrodów.
I w sumie widziała już wystarczająco. Ona w jego wieku już dawno była wojowniczką. On? Dramatyzującym żuczkiem przewróconym na pancerz.
– Umierasz? Przykro mi z tego powodu, ale nie będę targać twoich zwłok do obozu. No ale nie martw się, przekażę twoją wiadomość rodzeństwu. – spojrzała z góry na zanoszącego się kaszlem Słonecznika, a następnie machnęła ogonem na jego kolegę i ruszyła w drogę powrotną. – Ty, nowy Słonecznik, wracamy. Nie ma co przedłużać.


z.t? x'D
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No i wszystko byłoby dobrze. Rudzielec zdawał się być na tyle pewny siebie i mieć wywalone ego aż do Gwiezdnych, że Ostrokrzew był święcie przekonany, że sobie odpuści, poleci z planem, uda jaki to jest niesamowity, wcale nie nazywa się Słonecznik tylko Opole, jak to mu się przedstawił, i pójdzie w jakąkolwiek inną stronę. A były Rzeczniak dostanie azyl w Wichrze i będzie mógł zacząć nowe życie. Zmyśli jakąś głupotkę, naopowiada bzdur, wymyśli jakieś historie i tak oto przed Wichrzakami stanie tajemniczy Słonecznik 2.0. Nowy, lepszy model ze śladami użytkowania, dlatego za pół ceny.
- Kolega to cię może kopnąć co najwyżej za wygadywanie bzdur - prychnął, widząc żałosne próby zwrócenia na siebie uwagi przez przeterminowanego kociaka. Młody przypominał jego występki, jak jeszcze pajacował w Rzece razem ze Szponem i dokładnie tak samo wyglądała jego ostatnia akcja. Tylko że wtedy stracił imię i nerwy, co powiodło go w bardzo złym kierunku. Powinien więc jakoś zareagować? Powstrzymać burą przed zostawieniem go na pastwę losu?
Niee.
- Ta jest, szefowo - kiwnął łbem, by od razu rzucić się do żwawego dreptania za starszą kotką.

/zt? <3
LVL 4 275 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie ruszyło ich moje przedstawienie. CZY ONI W OGÓLE BYLI NORMALNI????? Jakby co z nimi???? Nie rusza ich umierający młody kot?? Co za bezduszne- Zaraz jak to sobie idą?! Nie, nie mogłem się tak łatwo poddać. Muszę pociągnąć to przedstawienie do końca. Pewnie robią to tylko po to, aby mnie sprawdzić. Za chwilę się zawrócą. Prawda?
- EJ ALE NIE ZOSTAWIAJCIE MNIE TU!!! - zerwałem się na łapy i rzuciłem pędem za nimi. Oczywiście jeszcze kilka razy odkaszlnąłem po drodze, żeby ta super mega ważna kotka na pewno wiedziała, że jestem chory. Jeszcze naprawdę się przez to leżenie na ziemi rozchoruję i umrę, a oni będą mnie wtedy mieli na sumieniu. Chociaż znając ich, pewnie mieliby to gdzieś.
Mimo, że pokornie wróciłem do obozu nie zamierzałem im odpuszczać i całą drogę nie zamykałem się jeśli chodzi o to jak okropnymi i bezdusznymi kotami są. Jak mogli mnie tak zostawić???


//zt
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
2
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości