Logo Artemidy
Siedlisko Koni
#31
Czyżby szykowała się kolejna kłótnia? Jak widać kocur postanowił jakoś odpowiedzieć Nawałnicy i to w podobny sposób, co niebieskiej nie spodobało się. Na jej pysku pojawił się dość lekki grymas, a jej końcówka ogona lekko drgnęła. Czyli zabawimy się w bitwę na słowa, czemu nie. Lubiła nawet igrać ogniem, szczególnie jak ten jest w miarę bezpieczny. W końcu kocur był pieszczochem, pewnie jest tak samo słaby jak inne koty domowe, Nawałnica ani trochę nie bała się go. Dlatego też po chwili wyprostowała się, a grymas tak jak szybko pojawił się na jej pysku, tak też szybko znikł. Przybrała po prostu obojętną maskę.
- Nie. Uważam, że jesteś tępy. - Odpowiedziała swoim zachrypniętym głosem, z nutką powagi i złośliwości. Jeśli ten nie mógł zrozumień ironii w jej głosie, to znaczy iż był tępy. W sumie kto taki nie był w oczach Nawałnicy? Czy ona cały otaczający ją świat tak nie widzi? Możliwe, bo jak już prawie każdy z Cienia dla niej obcy, łączenie z rodziną, to jak ma być z innymi. Taka po prostu była Nawałnica, chyba nikt jej nie zrozumie, a ona nie zrozumie innych. Najchętniej to by każdemu dokuczała bez względu na pochodzenie, tak jak teraz - może było to słowne, ale także to lubiła. Wszystko zależało od sytuacji w jakiej się znajdowała, nie bez powodu zabiła jakąś białą samotniczkę niedawno.

//Przepraszam, za to opóźnienie ;-;
blooming ever-sweet, the evil flower reaps
drowning in c o l o r s til it’s all you can see
pitiful as ever, they were growing by her side
just to pave the road ahead for her
THEIR DESTINY TO DIE
LVL 5 0 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
10
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
...Ojoj, czyżby pani Nawałnica poczuła się urażona? Jak przykro. Szkoda że to ona jako pierwsza zaczęła wyjeżdżać do niego z jakimiś tekstami kiedy ten nawet jej jeszcze nie zauważył. Kocur widział, jak kocica krzywi się rozeźlona, by chwilę potem udawać oazę spokoju. No cóż, nie była tak dobrym aktorem jak Chmielograb... to znaczy Dym. A Hieroglif zdecydowanie nie był aż tak tępy, by tego nie zauważyć.
...- W takim razie zostawię cię, abyś mogła spokojnie porozmawiać z kimś na twoim poziomie intelektu - mruknął, wskazującym swoim pręgowanym pysiem karego konika. Następnie odwrócił się do niebieskiej kocicy zadkiem i zeskoczył na ziemię po przeciwnej stronie płotu co ona. Ruszył przed siebie, podejmując czynność przerwaną mu przez spłoszonego konia i komentarz na żywo długowłosej. Zerknął jeszcze na chwilkę za siebie, by upewnić się czy kotka pozostała na swoim miejscu czy może postanowiła za nim pogonić, po czym oddalił się w kierunku znanym tylko jemu. Za pucykiem gonił tylko po to, by zobaczyć czy nie stanie się coś ciekawego. Towarzystwo Nawałnicy zdecydowanie do ciekawych nie należało, przedłużanie więc swojego pobytu w tamtym miejscu było bezsensowne.

/zt
.
It's leather for leisure and a Velcro for sport
It's a first appearance and a new suit for court
I am the New Scottish Gentry
Anglified vowels, sub London thoughts
.
LVL 1 75 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
Jak widać rozmowa chyliła się ku końcowi, ale czy aby na pewno dla obu stron? Widać Hieroglif miał dość towarzystwa Nawałnicy, niebieska także nie przepadała za pieszczochem. Ba, każdy pieszczoch był dla niej taki sam - słaby i głupi. Jak widać ten tu także nie był lepszy. Więc jego odpowiedź wcale jej nie dziwiła, ale mimo wszystko na pysku Nawałnicy pojawił się grymas, a końcówka ogona drgnęła nerwowo. Czy on właśnie jej pyskował? Czy to miała być jakaś sugestia iż ten kocur jest lepszy od dużo silniejszej kotki? Córka Iwana właśnie tak to zrozumiała, a nie tak powinno być. Zazgrzytała zębami i po chwili wstała. Nie da się tak przezywać jakiemuś durnemu pieszczochowi, który zwyczajnie był słaby. Co w ogóle on wiedział o walce? No właśnie, nic nie wiedział, gdyż Ci wszyscy dwunożni robili za niego wszystko. Był po prostu słaby, nie to co ona. Jako samotniczka musiała sobie radzić na własną łapę, musiała łowić sama, bić się o prawie wszystko, miała ciężej niż te durne klanowe kotki i on. Dlatego nim Hieroglif zdążył zeskoczyć z konia, ona już odnalazła jakąś większą szparkę w płocie i przedostała się na drugą stronę. A gdy kocur już znalazł się na ziemi, to Nawałnica skoczyła przed niego, tym samym torując mu drogę swoim masywnym ciałem. Gdyby także był nieco bystry, to zauważyłby iż niebieska właśnie wysunęła swoje ostre pazury.
- Mam nadzieję, że tylko przesłyszałam się. - Warknęła, prostując się, a jej futro na ogonie nieco zjeżyło się. - Masz teraz to odszczekać i grzecznie przeprosić. - Tu podniosła swoją masywną łapę uzbrojoną w pazury, tak by Hieroglif doskonale ją widział. Pewnie Nawałnica wyglądała tak jakby miała zamachnąć się i już nią przejechać po pysku pieszczocha, lecz póki co łapa była tylko podniesiona. - Albo zaraz tego pożałujesz. - Dodała swoim zachrypłym tonem, a na jej pysku widniała powaga. Nawałnica rzadko co żartowała i śmiała się, no chyba że z czyjegoś bólu, to jeszcze tak.
blooming ever-sweet, the evil flower reaps
drowning in c o l o r s til it’s all you can see
pitiful as ever, they were growing by her side
just to pave the road ahead for her
THEIR DESTINY TO DIE
LVL 5 0 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
10
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
* * *

Podróż zajęła im bez wątpienia o wiele więcej czasu niż podejrzewał. Był ostatecznie nieco zmęczony, a nie bardzo miał możliwość zatrzymywania się, zrzucania z grzbietu kocicy, czy robienia czegokolwiek takiego. Ponadto był zdeterminowany – skoro nie jadła i nie piła powinna jak najszybciej dotrzeć do Dwunożnych, którzy być może będą w stanie dotrzeć do źródła jej choroby i jej pomóc. Toń, jako dawny pieszczoch, wiedział chyba, że Bezwłosi posiadają jednak większą wiedzę niż najlepsi nawet medycy, choć oczywiście – ludzie go przerażali i nie chciał mieć z nimi już nic do czynienia, w końcu sam został przez jednego z nich porzucony na pewną śmierć. Czemu i czym zawinił sam nie wiedział, ale jednocześnie podejrzewał, że mimo wszystko uda mu się trafić na kogoś, kto faktycznie przejmie się losem niesionej przez niego kotki. Nie wiedział, skąd brało się w nim takie przekonanie, a przynajmniej do chwili, gdy nie dostrzegł koni. Były piękne, masywne i zdecydowanie wyglądały niesamowicie elegancko, nic im zdaje się nie dolegało, a skoro Dwunożni zamieszkujący tę okolicę umieli tak dbać o inne zwierzęta, dlaczego nie mieliby przejąć się losem kotki? Nie wiedział, czy wybiera słusznie, ale nie pozostawało mu w tej chwili nic innego, zawsze mógł powiedzieć sobie, że próbował, że walczył, że starał się jak mógł. Nie wyobrażał sobie tak do końca, by mógł podać jej cis chociaż wiedział, że czasami lepiej pozbawić kogoś życia niż niepotrzebnie mu je marnować. Z takiego jednak założenia mógł wychodzić również Łosoś, Szałwia i Gwiazdka, a jakoś nadal się tutaj znajdował, nadal żył, nadal szedł na przód, a zatem oni podjęli swoje próby i nie mógł tego zignorować.
Sapnął mijając jednego z koni, który przypatrywał się im z zainteresowaniem, ale nie wyglądał jakby chciał zrobić im jakąś krzywdę. Toń uznał, że musi teraz wyglądać z niesioną kotką jak jakieś przedziwne stworzenie, ale miał nadzieję, że nie spłoszy tych wielkoludów biegających za płotem, bo nie chciał skończyć pod ich ciężkimi nogami. Z trudem doniósł Króliczą w okolice czegoś, co można było uznać za przejście na ten pas, po którym biegały konie i ułożył ją bardzo ostrożnie z dala od jej pysków, kopyt i wszystkiego, co mogłoby sprawić jej ból. Odetchnął głęboko czując, jak drżą mu łapy i jak pali go w boku, zdążył powiedzieć, że są na miejscu i już będzie dobrze, gdy zorientował się, że parę wielkich zwierząt przyszło tutaj za nimi. Włos zjeżył mu się na karku, ale nim zdołał zareagować wyczuł woń zbliżającego się Dwunożnego i niewiele myśląc smyrgnął pod krzak znajdujący się blisko płotu, gdzie ukrył się najlepiej jak potrafił, byle tylko Bezwłosy go nie zauważył. Skulił się cały ciesząc się, że barwą przypomina gałęzie i ziemię, w jakich właśnie się krył, po czym zaczął oczekiwać niemalże bez tchu na to, co się wydarzy.
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#35
Podniesiono ją. Podniesiono ją, potem... potem ktoś ją niósł. Czuła ciepło kołyszącego się pod nią grzbietu, a potem... potem zasnęła, albo straciła przytomność. Nie wiedziała, nie zastanawiała się nad tym. Płakała nawet przez sen, w którym przed jej oczami nadal przewijały się nierozumiejące pyszczki i oczy Dęba i Buka, nienawistny wzrok Wężowej Gwiazdy i Olchowo-Wiewiórczych potwórów, które porwały jej synów. Które odebrały jej wszystko, co kiedykolwiek się dla niej liczyło. Nie wiedziała, jak mogła przez tyle czasu wierzyć, że... że jest inaczej.
Była taka naiwna.
Obudziła się, czując, jak podłoże pod nią nie kołysze się już, jak przestaje być już tak ciepło, jak chwilowo znana przestrzeń staje się... nieznana, pachnąca trawą i wilgotną ziemią. Otworzyła zapłakane oczy, wpatrując się w rozmazaną przestrzeń. Nie może być już gorzej. Nie miała klanu. Nie miała rodziny. I... i pewnie nawet nie będzie mogła już wrócić do miejsca, w którym zazwyczaj spotykała się z Chmielograbem... nie wiedziała nawet, gdzie jest. I… nawet nie próbowała się dowiedzieć. Po co niby miałaby to robić? Próby dowiedzenia się… nie miały sensu. Wszystko nie miało sensu. Każdy twierdził, że jej partner... był potworem, podczas, gdy potwory otaczały praktycznie wszystkich, którzy tak sądzili. Może... może robili to celowo? Może zrobili to, bo chcieli się go pozbyć tak, jak jej...
Dąb i Buk zapewne nigdy nie dowiedzą się, jaka była naprawdę. Poznają ją jako krwiożerczego potwora, jako zdrajcę... Pewnie nawet zmienią im imiona, żeby nikt nie dowiedział się, że to ten Dąb i Buk...
Ktoś… ktoś coś do niej mówił. To był chyba ten sam kocur, który niósł ją wcześniej, ale… w sumie nie wiedziała. Nie miała siły tego sprawdzić.
Łup. Łup. Łup. Coś zbliżało się do nich krokami, które sprawiały, że ziemia drżała. Było to coś… coś, co musiało być wielkie. Ale… to w sumie dobrze. Niech ją zgniecie. Nie zastanawiała się nawet już, czy będzie to boleć…
Usłyszała dźwięki kocura, który postanowił się oddalić. Zostawił ją tu… samą. A jednak. Zostawił. Tak samo, jak i wszyscy. Jak jej własny klan, jak jej matka, która nawet nie próbowała jej pomóc, jak jej ojciec i ciotka, którzy nie sprzeciwstawili się potworom razem z wielkim potworem na samym czele klanu. To wszystko… nie miało sensu. To wszystko… to wszystko wydawało się tak nierealne. Chciała wstać, przetrzeć oczy, upewnić się, że to wszystko to sen, że to jedynie sen, koszmar, jednakże… nie miała siły. Coś przygniatało jej ciało do ziemi, nie pozwalając się jej poruszyć, nie pozwalając jej wstać. Nawet jeśli by chciała… to nie mogłaby tego zrobić. A… w sumie wcale nie było to tak, że… że chciała. Nie mogła. Nie była w stanie.
Kolejne kroki zaczęły wprawiać ziemię w drżenie, jednakże… chyba zbliżało się to z innej strony. Nieważne… niech się dzieje wola Gwiezdnych. Jak zawsze. Nie mogłam już nawet twierdzić, że byli dobrzy, że pomagali mi… w końcu nie zapobiegli porwaniu moich synów. Zamiast tego… sprzyjali potworom. Kiedyś myślała, że potworami są te na Grzmiącej Ścieżkę, teraz jednak…
To i tak było w sumie bez znaczenia.
Rozczapierzone ręce dwunoga wyciągnęły się w jej stronę, zasłaniając większość rozmazanego i tak pola widzenia załzawionych oczu. Zabiją ją, ale w sumie... co z tego? Po co miała żyć, skoro jej synów, jej klanu, jej rodziny... już tu nie było?
A potem chyba... chyba straciła przytomność.

z/t

(?)
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#36
Nie, Toń jej nie zostawił, ale na pewno nie zamierzał wracać do Dwunożnych, mimo wszystko dobrze czuł się jako wolny kot, który mógł iść wszędzie, nie musiał przejmować się tym, że na szyi ma obrożę, czy martwić, czy aby na pewno będzie miał w misce jakieś jedzenie i czy na pewno nie zapomną wymienić mu żwiru w kuwecie. To nie były zmartwienia, jakimi chciał żyć, miał jednak inne marzenia, gdzie indziej chciał chodzić, gdzie indziej chciał sięgać, nie był jednak aż tak głupi, by nie zdawać sobie sprawy z faktu, iż to Bezwłosi posiadają większe możliwości, jeśli idzie o leczenie jego pobratymców. Zioła to jedno, jednak te na pewno nie mogły sobie poradzić ze stanem, w jakim znajdowała się uratowana przez niego kocica. Lśniąca sama przyznała, że nie jest w stanie jej pomóc, skoro ta nie chce sama jeść ani pić, a Toń słyszał już, że Dwunożni są w stanie z tym walczyć. Jeśli tak, to dlaczego mieliby nie spróbować tym razem? Zakładał, że większość rzeczy może w tym wypadku pójść dobrze, a mniejszość źle, należało więc, mimo wszystko, zaryzykować. Wiedział, że dzikie koty nie ufają ludziom i wcale im się nie dziwił, sam też nie był w stu procentach przekonany o tym, że są to dobre jednostki, ale mimo wszystko komuś w tym życiu trzeba było spróbować zaufać.
Ukrył się pod krzewem i obserwował rozwój wypadków, z dość sporym zadowoleniem odnotowując, że Dwunożny pochyla się nad kocicą i ostrożnie bierze ją na ręce. Nie wyglądał na jakiegoś zabijakę, tym bardziej, że chyba momentalnie zaczął się przypatrywać, co to takiego złego dzieje się z dawną członkinią Klanu Cienia. Nie wyglądał jak ktoś, kto chce zrobić jej krzywdę. Kłapouchy przypatrywał się człowiekowi, kiedy ten ostrożnie umieszczał Króliczą w Potworze, przykrył ją czymś, co Toń zidentyfikował jako koc, a potem usiadł przy niej i Potwór ruszył zabierając go gdzieś w dal. I samotnik miał nadzieję, że mkną teraz po pomoc kogoś, kto postawi kocicę na łapy. Zdecydował, że przyjdzie tutaj za parę księżyców dowiedzieć się, czy z nią wszystko dobrze, na razie zaś wycofał się po cichu w stronę własnego domu czując się nieco lepiej. Był potwornie zmęczony, ale serce zdawało się nie ciążyć tak bardzo, jak jeszcze chwilę wcześniej.

//zt
[Obrazek: hWuzYF6.png]
SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light

[Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png][Obrazek: TLFqTpa.png]
LVL 6 90 / 500
MedLVL 3 160 / 400
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
18
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#37
***
Patrol. Trawiasta tego dnia postanowiła wybrać się na prawie samotny patrol, gdyż jedynie towarzyszyła jej Malina, której towarzystwo bardzo lubiła. Jakoś czuła się przy niej pewniej, tak jakby została jedynym bliskim kotem w tym klanie, a raczej na pewno. Z innymi takiej relacji nie miała i raczej tak to była zdana na siebie, oczywiście nie licząc matki z którą od czasu do czasu gadała, tylko ta tak czy siak większość czasu spędza w kociarni. Dlatego też fajnie było spędzić czas z kimś kogo bardzo lubiła, było...przyjemniej. A przynajmniej do czasu, bo droga do Strzelistych Sosn rzeczywiście była spokojna, niestety jak już doszły w ich okolice to Trawa poczuła...zapach. Znajomy. Zastrzygła uszami, zaś jej serce zabiło nieco szybciej. Szczerze to nawet nie spojrzała na towarzyszkę, tylko do razu ruszyła szybszym krokiem w tamto miejsce. Jak już udało jej się wywęszyć krew, zapach siostry to...nie świadczyło to o niczym dobrym. Bała się, bardzo. Świadomość tego iż rudej mogło się coś stać, a ona nawet z nią nie zdążyła pogadać i przeprosić, to jakoś ją dobijała. A po drugie...to miejsce. Gdy tylko do niego dotarła poczuła jak ciarki przechodzą po jej ciele. Momentalnie zatrzymała się i tępym wzrokiem popatrzyła po terenie, mimowolnie postępując jeden krok w tył. Uszy nieco przytuliła do czaszki, a zęby nieco mocniej ścisnęła. To było to samo miejsce gdzie pogryzła sobie łapy, a to nie były zbyt miłe wspomnienia. Czy te sosny były jakieś przeklęte? Czy wszystko co najgorsze musiało dziać się tam? Przełknęła ślinę i po paru sekundach znów pobiegła za zapachem, starając się patrzeć w ziemie, a nie na otoczenie które wywoływało tylko złe wspomnienia u Trawy. A gdy tylko dobiegła to stanęła jak ten kołek i wpatrywała się w ślady krwi i rude futro. Łapy jej zadrżały, lecz mimo wszystko zerknęła kątem oka na towarzyszkę. Po chwili jednak potrząsnęła głową i znów popędziła przed siebie, dokładnie tym zostawianym śladem. Nie dbała o to czy będzie potem zmęczona, czy nie, bała się o zdrowie jej siostry, a to było ważniejsze. Z każdym kolejnym uderzeniem serca czuła ten narastający niepokój jak i..smutek. Zakładała już w głowie najgorsze, bo oczywiście po co myśleć pozytywnie. Nawet do oczu napłynęły jej łzy gdy pomyślała iż Nocna Wichura może...być martwa. Że mogą spotkać tam jej ciało.
Na miejsce dotarła trochę zmęczona, lecz nie podawała się i szła dalej. Dyszała, łapy ją bolały, lecz to się nie liczyło, można nawet powiedzieć iż nie dbała o to. Niestety gdy już dotarła do płotu przy siedlisku koni to trop...urwał się. A na miejscu był tylko kawałek ucha, rude futro kocicy oraz prawdopodobnie lisa. To było coś czego nie spodziewała się. Czemu na Gwiezdnych to się tak urywa? Czemu tu jest zapach dwunogów. Czy to przez siedlisko czy co. Czarno-biała nie wiedziała co o tym myśleć, nie było tu po prostu logicznego wytłumaczenia. Jej siostra tu była i nagle jej tak nie ma? Ona przecież nie mogła odejść, albo...może? Może to przez Trawiastą? Poczuła iż nie ma nikogo w klanie i postanowiła pójść, a po drodze spotkała lisa. Albo może ten lis ją zabił i zjadł ciało? Wysunęła nagle pazury wbijając je w ziemie, przy okazji jeszcze mocniej zaciskając szczęki i usiadła, jakimś takim nieobecnym wzrokiem patrząc się na ten...kończący się ślad.
- Cz...Czy ona?... - Miauknęła prawie szeptem prawdopodobnie do Maliny, lecz wzrok nadal miała utkwiony w tym kawałku futra. - J-ja...czy to moja wina? N-nie...zdążyłam. Po-porozmawiać z nią, a-a teraz. Teraz... - Urwała naglę zamykając oczy tak by powstrzymać łzy, lecz niestety nie dało się i rzeczywiście kilka spadło na ziemie. Chciała jeszcze coś powiedzieć, lecz nie zdołała. Ilekroć otwierała pysk, tak go zamykała po paru uderzeniach serca. Nie była w stanie. Nawet nie wiedziała co się zadziało. Czy została porwana przez dwunogów, czy lis ją zabił i dwunodzy zabrali ciało, czy to tylko zapach od siedliska koni. Po prostu...nie wiedziała jak się czuć w tej sytuacji. Jej ostatnio siostra, oczywiście z jej miotu, właśnie zginęła bądź zaginęła. Wszyscy z jej rodziny ginęli nagle jak muchy. Najpierw Burza, którą pamięta jak przez mgłę, potem Jad, następnie Zmierzch, Syk i na końcu...Wichura. Nie była pewna co do kolejności, ale sam fakt tego ją dobijał, szczególnie iż ich ojciec niedawno został mocno poturbowany przez lisa. Czy to jakaś klątwa? To kto będzie następny, matka czy Trawiasta? Wszystko się nagle posypało, cały jej świat i poczuła że najzwyczajniej w świecie...łamie się. Zgarbiła się, z oczu zaczęły spływać kolejne łzy, zaś łapy...cóż, zaczęły trząść niczym galaretka. Co chwila wsuwała i wysuwała pazury, czując w sobie coraz więcej emocji, a przede wszystkich bezradność. Miała ochotę uderzyć w jakieś drzewo i krzyknąć, ale nie zrobiła tego. Czemu? Zamarła. Po prostu nie była w stanie niczego zrobić. Nawet odwrócić głowy w stronę niebieskiej. W klanie nie miała...praktycznie nikogo. Chyba tylko Malina. Nie wiedziała ile jeszcze będzie w stanie wytrzymać, ale póki co siedziała tak nieruchomo, praktycznie w ogóle nie zwracając uwagi na otoczenie. Za dużo myśli teraz miała w głowie.

//Malina.
[Obrazek: Pn33DFS.png]
and no man is an island
ohxxthisxxI xxk n o w
but can't you see, oh?
maybe you were the ocean
when I was just a stone
LVL 4 235 / 300
MedLVL 1 19 / 200
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#38
Malina bardzo lubiła towarzystwo Trawiastej, dlatego nie stroniła od spacerowania po granicach razem z nią. Szczególnie, że dzisiejszy patrol był jednym z bardziej wyjątkowych - nie towarzyszył im żaden terminator, przez co były zupełnie same. Granica znajdowała się przy złączeniu ziem niczyich z gromowymi, dlatego można było uznać, że dwie doświadczone i w pełnym zdrowiu wojowniczki sobie poradzą z potencjalnymi zagrożeniami. Szczególnie, że nie były nimi od niedawna, zebrały bardzo dużo doświadczenia i, co prawdopodobnie najważniejsze - współpracują ze sobą. Również do nozdrzy Maliny doszedł gromowy zapach, jednak zignorowała go, sądząc że to nic wielkiego. Ot, któryś z kotów poszedł sobie pozwiedzać świat. Nietęga mina towarzyszki zmusiła ją do dalszych analiz, podążając również żwawym krokiem za nią i intensywnie myśląc nad tym, co musiało tak wzburzyć czarno-białą, która była widocznie wybita z równowagi. Rozglądała się z niepokojem po terenie, a wzrok w końcu padł na rude strzępki futra i ślady krwi. Malina zacisnęła zęby czując, jak sierść unosi się jej na grzbiecie, kiedy wyczuwała, jak zapach siostry Trawy oraz drapieżnika, jakim był lis splatają się ze sobą. Prawdopodobnie kłaki nie należały tylko do jednej osoby. Zapach był już nieco zwietrzały, co mogło wskazywać na to, że lis nie powinien już tu grasować... Nie powinien. Również wystartowała, gdy wojowniczka ruszyła biegiem po tropach, jednak zamiast skupiać się na niezgubieniu zapachu to rozglądała się z niepokojem na boki w obawie, czy nie wyskoczy na nich to, z czym walczyła Nocna Wichura. Albo jego rodzinka. Pomimo, że Malina była wytrzymałą jednostką, również ją ten szaleńczy bieg zmęczył, szczególnie że do tego dochodził strach o życie swoje i córki Gorejącego Krzewu. Nie były tu bezpieczne. Były poza terenami klanu. Tu czaiły się samotnicy. Być może nawet grupy, które zdolne były je zabić tylko dlatego, że wstąpiły na ich ziemie.
Dotarły na miejsce, gdzie trop się urywał. Chociaż Malina próbowała znaleźć ten należący do siostry Trawy, nie potrafiła, bo zbyt mocno tłumił go zapach nagich istot, które są znane z tego, że wypuszczają w okolicy ogromne stworzenia, które jednym stąpnięciem na kota mogły złamać go w połowie. Kiedy ciszę przeciął słaby głos przyjaciółki, niebieska odwróciła ku niemu głowę, najpierw słuchając, a dopiero po ułamku sekundy podchodząc i, niewiele myśląc, opierając głowę o bok jej szyi, mając nadzieję, że jej bliskość zdoła jakoś ukoić uczucia wojowniczki.
- Nie. To nie twoja wina... To niczyja wina. Trafiła po prostu na drapieżnika... I chyba chciała go odciągnąć od ziem Gromu, aby przypadkiem nikomu nie zagroził. I... Nie wiem. Myślę, że mogły ją uratować dwunogi - powiedziała cicho, przesuwając głową po czyi kocicy do góry i nieco mocniej przytulając się do jej krótkiej sierści, chcąc dać kocicy tyle wsparcia, na ile zasługuje. W końcu, straciła siostrę. Jedną z ważniejszych osób, pomimo że może niezbyt się dogadywały ostatnio. Ale niebieska nie mogła dopuścić do tego, żeby czarno-biała poczuła się winna zaistniałej sytuacji. Mogła obwiniać dużo rzeczy. Drapieżnika, że wybrał takie miejsce i taki czas. Wichurę, że poszła samotnie na polowanie. Tego, że nie zawołała o pomoc tylko próbowała sama z nim walczyć. Patrol, który akurat tamtędy nie przechodził. Nawet sam Gwiezdny Klan mogła winić za to, że taka sytuacja w ogóle miała miejsce. Ale nie mogła obwiniać się za coś, na co nie miała wpływu.
- Myślę, że... Myślę, że jeszcze zdążysz. W końcu... Nawet po czyjejś śmierci można z kotem rozmawiać. Można iść do Szepczącej Sadzawki i zapytać, czy nie ma na Srebrnej Skórce Nocnej Wichury. Śmierć nigdy nie rozdziela na zawsze - zaczęła mówić po chwili przerwy chcąc, aby spokój, jakim cechował się ton niebieskiej, udzielił się również i Trawce. Ale nie tylko to można było usłyszeć. Wojowniczka była smutna, że ktoś stracił córkę, ktoś stracił siostrę, ktoś stracił mistrza... A Grom stracił wspaniałego wojownika, a to wszystko było można wyczuć przez lekko drżący ton głosu na początku wypowiedzi. Za to na koniec lekko się odsunęła od kotki, aby móc spojrzeć jej w pyszczek i ciepło się do niej uśmiechnąć. Owszem, śmierć nie wybiera. Ale nie był to wyrok zupełnie odcinający żywych od martwych. Istniały sposoby komunikacji z Gwiezdnymi. Duchy zmarłych przychodziły we snach do kotów, którzy byli dla nich ważni, a jeśli ktoś z żyjących chciałby porozmawiać... To może wybrać się do miejsca spotkań z przodkami. Wszystko jest możliwe.
I_f e l t_like I won, but I_w a s n' t_ done,---------
the_n i g h t m a r e_repeats itself every_t i m e-

got to keep my calm, and carry on
stay awake until the sun will shine

----------but I'm not so_s t r o n g, and they're not gone
--they're still out there to take what's left of_m i n e
LVL 7 310 / 500
MedLVL 7 782 / 1100
19
Siła
S
13
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#39
Trawiasta przez większość czasu nie mogła uwierzyć w to co się dzieje. To wszystko zaczynało ją...łamać. Już nie raz przechodziła przez taki okres smutku, ale tym razem był mocniejszy. Tak jakby cios w samo serce. Nie dość, że wcześniej wyrzekła się siostry i teraz tego bardzo żałowała, to nawet już nie miała drugiej okazji by jej przeprosić. Tamta po prostu zniknęła bądź zginęła, nie wiedziała co mogło się z nią stać, ale na pewno nie było jej tam gdzie powinna być. Czyli w Gromie. Była bardzo zła na siebie za to. Mogła wcześniej do niej podejść, może nie byłoby za późno. Teraz nie cofnie czasu, ale i tak nie mogła sobie wybaczyć.
Pewnie tak by siedziała nie widząc co ze sobą zrobić gdyby nie Malina. Nagle poczuła iż kotka oparła głowę o jej bok szyi. Nie mogła ukryć zaskoczenia, nawet otworzyła oczy, ale nic nie mówiła, nie protestowała, można powiedzieć iż jej to nie przeszkadzało. W milczeniu wysłuchała słów niebieskiej, patrząc się tępym wzrokiem na skrawki futra pozostawione na ziemi.
- ...Albo zabrać jej i drapieżnika ciało. Dwunogi to...dziwne s-stworzenia. Nie zdziwiłabym się gdyby tak było, ale... może masz rację. M-może ją uratowali i nadal żyje - Miauknęła dość cicho w odpowiedzi, starając się już pozbyć łez z oczu. Może Nocna Wichura żyje, tylko gdzieś na osiedlu. Chciałaby w to wierzyć, dałaby chyba wszystko by było prawdą, że nie umarła, a żyje i kiedyś wróci. Po krótkiej chwili czarno-biała także zamruczała cicho, gdy tylko zorientowała się iż Malina nieco mocniej przytuliła się. Zerknęła na nią smętnym wzrokiem, ale spróbowała się uśmiechnąć, gdyż faktem było iż to nawet pomagało. Jakoś miło było mieć drugą osobę przy sobie, która wspierała ciebie choćby nie wiadomo co. Nie wiedziałaby co by zrobiła bez szarej wojowniczki, bo tak to wszystkich których znała i lubiła już nie było w klanie. Została tylko była pomocnica medyka.
- Szepcząca Sadzawka... - Powtórzyła po kotce w zamyśleniu. - J-ja... chciałabym. Ale treningi...nie chciałabym by Lis i Piórko byli do tyłu przez moją nieobecność - Miauknęła szczerze, bo mimo wszystko chciała dobrze wypełniać swoje obowiązki. Nawet jeśli nie może poznać prawdy, czy jej siostra żyję bądź nie. - Ale może... n-nawiedzi mnie. O ile w ogóle będzie chciała - Tu znów zerknęła na kawałek rudego futra i przełknęła ślinę. Właśnie. Jeśli w ogóle Nocna Wichura by zechciała. Bo może być zła i nie chcieć. Kto wie. Westchnęła cicho, a po paru sekundach jej wzrok znów zwrócił się ku Malinie.
- I...dziękuje, że tu jesteś ze mną. W-wiem, że kiedyś już to mówiłam, ale... po prostu nie wiem c-co bym zrobiła bez Ciebie - Dodała w końcu, lecz jej ton jak wcześniej był cichy, choć do usłyszenia. Czuła jakby miała jakąś kule w gardle, przez co musi mówić cichej. I nawet jak już dzięki wojowniczce jest trochę lepiej, to tak czy siak nie mogła pozbyć się tego bólu.
[Obrazek: Pn33DFS.png]
and no man is an island
ohxxthisxxI xxk n o w
but can't you see, oh?
maybe you were the ocean
when I was just a stone
LVL 4 235 / 300
MedLVL 1 19 / 200
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#40
Wsłuchiwała się w słowa Trawiastego Zbocza, pyskiem wyłapując drgania jej gardła gdy wypowiadała kolejne drżące zdania. Wzięła niezauważalnie głębszy wdech, wydychając powoli ciepłe powietrze w czarną sierść kotki, przymykając przy tym oczy.
- No właśnie. Bądź dobrej myśli… Na pewno kiedy wróci do siebie po walce z lisem to będzie kombinować, jak wydostać się od dwunogów i wrócić do klanu – powiedziała, a chociaż nie znała Nocnej Wichury za bardzo to jawiła się ona jako osoba, która nigdy by nie opuściła swojego domu po to, żeby mieć wygodne życie u ludzi. Po dłuższej chwili lekko się odsunęła, by móc spojrzeć prosto w pysk wojowniczki, posyłając jej delikatny, ciepły uśmiech. Nie chciała, żeby cierpiała… I Malina jednocześnie obawiała się, że to, co się stało parę księżyców temu, kiedy biało-czarna była w złym stanie psychicznym mogło się powtórzyć. Nie chciała, aby teraz ponownie zaistniała taka sytuacja, ale tym razem córka Gorejącego Krzewu by mogła sięgnąć bardziej delikatnych części łap. Niebieska może znaleźć ją zbyt późno. Może nie zdążyć jej pomóc albo rany będą na tyle poważne, że nie będzie w stanie zatamować krwawienia… I tego się najbardziej bała.
- Albo wróci. Ale myślę, że ona… Też by chciała się pogodzić. Gwiezdni… Widzą nasze czyny – miauknęła cicho spokojnym tonem, wyciągając głowę, aby trącić lekko Trawę nosem w brodę, gdy kocica ponownie spojrzała w stronę strzępków rudej sierści. Nie wiedziała, jak jeszcze mogłaby pocieszyć przyjaciółkę. Nie chciała wykorzystywać sztucznych „będzie dobrze” czy „wszystko się ułoży”, bo nie o to tu chodziło. Posłała kotce szerszy, cieplejszy uśmiech słysząc jej kolejne słowa, które pozwoliły poczuć się naprawdę potrzebną w czyimś życiu. Nadal jednak gdzieś z tyłu głowy niebieskiej istniała sobie myśl, że klan by bardzo dobrze poradził sobie bez niej. Że gdyby zniknęła, nie byłaby to tak zauważalne jak odejście Nocnej Wichury, bo była jedynie zdegradowaną pomocnicą medyka. To, co wybijało ją z szeregu innych kotów to była wiedza medyczna, która płynęła od samej Gwieździstej Ścieżki i którą mogłaby przekazać następnemu medykowi klanu Gromu. Ale po tym… Już prawdopodobnie by potrzebna tam nie była.
- Będę przy tobie zawsze – odpowiedziała w końcu na jej słowa, ponownie przytulając się lekko do starszej wojowniczki, tym razem wybierając pierś, pozwalając sobie na otarcie się czołem o brodę kocicy.
- Jeśli chcesz to… Mogę spróbować jej poszukać. Teraz.
I_f e l t_like I won, but I_w a s n' t_ done,---------
the_n i g h t m a r e_repeats itself every_t i m e-

got to keep my calm, and carry on
stay awake until the sun will shine

----------but I'm not so_s t r o n g, and they're not gone
--they're still out there to take what's left of_m i n e
LVL 7 310 / 500
MedLVL 7 782 / 1100
19
Siła
S
13
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#41
***

Jak powinna czuć się z faktem, że po księżycach spędzonych na osiedlu wracała do...domu? Mogła jeszcze tak nazwać Klan Gromu? Kiedyś nie zawahałaby się powiedzieć, że był to jej dom, tam była jej rodzina i jej najbliżsi, ale teraz nie wiedziała, co powinna myśleć. Szalej. Czuła się okropnie ze świadomością, że zostawia tu Szalej, samą, wracając do Klanu od którego ledwo zdołała się uwolnić. W jej mniemaniu jedna samotniczka traktowała ją lepiej, niż koty, wśród których się urodziła. Robiła co mogła, a w swoim najsłabszym punkcie w życiu, w opłakanym stanie nie znalazła wsparcia nawet we własnym rodzeństwie. Znalazła oparcie w kotce z osiedla.
I jak miała się z tym czuć? Czy jej ojciec byłby z niej teraz dumny? Nie, na pewno nie. Łamała kodeks? Przestała mu podlegać w momencie gdy wypowiedziała w kierunku Szalej słowa kocham cię. A teraz, jak ostatni mysi móżdżek...wraca do Klanu Gromu.
Dlaczego? Czy na pewno był to dobry pomysł? Pokazać się na oczy rodzicom w takim stanie? Jak zareagują? Co sobie pomyślą? Co sobie pomyśli cały Klan gdy w końcu dowiedzą się, że chciała przyprowadzić ze sobą samotniczkę?
Czy w ogóle był sens wracać? Najpewniej uznali ją za martwą i zupełnie o niej zapomnieli.
Drgnęła nieznacznie gdy wiatr rozwiał jej futro. Wbiła pazury nieco mocniej w drewniany płot na którym usiadła w pozycji bochenka. Patrzyła tęskno to w kierunku, z którego przyszła z Szalej, to w kierunku granicy Gromu. Ironicznie...w tym samym miejscu, w którym padła półżywa po walce z lisem. Grom. Tak blisko, a jednak tak daleko, ta granica, tak niedostępna, nieosiągalna...Wichura nie powinna tam wracać, prawda? Powinna zostać z Szalej. Co jej strzeliło do łba, żeby wrócić?
Ciężko pozbyć się starych nawyków wojownika.

płomykówka!!
l a s t thing i remember ....-..,.. i was running .,.for the door
i had to f i n d the passage back to the place.. i was before
relax - said the night man, we are programmed to receive
you can check out any time you like

but... you... can... n e v e r... l e a v e
LVL 5 345 / 400
MedLVL 0 44 / 100
13
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#42
Tymczasem Płomykówkowy Lot była zupełnie wolna od takich Ciężkich Przemyśleń. Po pierwsze i najistotniejsze – nie była w ciężkiej sytuacji, w jakiej znalazła się Nocna Wichura. W porównaniu do tego, co przeszła rudo-biała, pointka miała całkiem lekkie życie. Po drugie – nie czuła się zbytnio związana z Cieniem i większość czasu spędzała teraz właściwie poza obozem, a to na treningach z Kolczastą Łapą, a to zwyczajnie się włócząc, polując czy cokolwiek innego. Nie odczuwała żadnego poczucia winy, że czasem całymi dniami jej nie było. Płomykówka była takim wolnym i niezależnym duchem, co to lubił sobie od czasu do czasu w spokoju przejść się gdzieś... byle daleko od obozu Cienia, za którym nie przepadała. Dość długo trzymała się terenów klanu, jednak w końcu zaczęła wychodzić również i poza cieniste ziemie, przenosząc swoje wędrówki na ziemie niczyje. Aż tak pewnego dnia zapuściła się w okolice Siedliska Koni. I o ile dwunogi, od których trzymała się z daleka, czy też same konie mało ją interesowały, znacznie bardziej zainteresowała ją przechodząca w pobliżu samotniczka. Samotniczka, bo żadnym klanem nie pachniała. Tak, to z pewnością było ciekawsze niż jakieś tam konie czy dwunożne istoty. Z samotnikiem mogła przynajmniej, tak czysto teoretycznie, porozmawiać i się czegoś dowiedzieć. I nigdy dotąd się z takim nie spotkała, przez co całkiem ją to zaintrygowało. Mimowolnie pomyślała też o Kruku, bękarcie Splątanego Futerka, który swego czasu wypytywał ją o samotników. Nie wiedziała jednak, jak powinna zacząć rozmowę – ani czy w ogóle powinna, dlatego po prostu kontynuowała wędrówkę. W tym samym kierunku co wcześniej, czyli, och, jak się zabawnie składało, akurat w stronę rudo-białej.

/jfc jakiś gniot, przepraszamXD
<table><td><br>if every night I go to sleep knowing<br>that . I . gave . everything . that . I<br><br>.............「 HAD TO GIVE 」<br><br>≡ then it's all I could've asked for ≡<br>I've . been . standing . u p . beside <br>e v e r y t h i n g I've ever said, but<br><br>OH, IT'S SATURDAY NIGHT, YEAH
</td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
LVL 6 170 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
15
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#43
Wichura natomiast? Ona spędziła całe życie w Klanie i dopiero niedawno przesiedziała kilka księżyców na osiedlu. I owszem, dopiero tam znalazła wsparcie, pierwszy raz po księżycach i tam poczuła się dobrze, ale jednocześnie gdzieś z tyłu głowy...nie była sobą. Coś jej mówiło, że nie jest sobą, nie jest taka sama, nie pasuje na osiedle, powinna wrócić do Klanu. A druga część jej umysłu przypominała jej o Szalej i o tym, że gdyby nie ona, to pewnie już by nie żyła. Kochała Szalej, powinna była z nią zostać, zamiast wracać do Klanu który pewnie i tak zdążył o niej zapomnieć, a mimo to...złożyła przysięgę i trzymała się jej, nawet, jeżeli może niekoniecznie powinna? Nie wiedziała.
Nigdy niczego nie była pewna, nigdy nie była pewna czy jakakolwiek decyzja jaką podejmuje jest tą dobrą, czy kolejną złą, przez którą potem będzie pluła sobie w brodę.
Pozostałość prawego ucha rudej kocicy drgnęło w kierunku kroków, a bursztynowe oczy wbijały się w sylwetkę rudej pointki na horyzoncie. Wichura zaciągnęła się kolejnym podmuchem wiatru, wciągając w nozdrza zapach...Klanu Cienia? Tak pachniał Cień?
Zapomniała. Ale kocica na pewno nie była samotniczką, to córka Gorejącego Krzewu wiedziała na pewno. Przywykła do zapachu samotników.
Zlustrowała rudo-białą od stóp do głów. Widziała kiedyś w okolicach osiedla bardzo podobną kotkę.
Powinna zacząć rozmowę, czy to przemilczeć?
l a s t thing i remember ....-..,.. i was running .,.for the door
i had to f i n d the passage back to the place.. i was before
relax - said the night man, we are programmed to receive
you can check out any time you like

but... you... can... n e v e r... l e a v e
LVL 5 345 / 400
MedLVL 0 44 / 100
13
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#44
No i tak się zbliżała, zbliżała, dalej w milczeniu, aż w końcu podeszła prawie do samej samotniczki, która to lustrowała ją wzrokiem. W miarę jak Płomykówkowy Lot się zbliżała, zwalniała kroku, żeby w końcu zupełnie się zatrzymać w odległości dwóch czy trzech długości ogona od kocicy i również przyjrzeć się nieznajomej uważniej. Z bliska widziała, że rudo-biała jest zabliźniona – najwyraźniej dobrze doświadczona w walkach. Pewnie sporo starsza od niej, choć nie tych samych gabarytów. A poza tym chuda, przede wszystkim chuda. Krótko mówiąc, nie wyglądała za dobrze, jeśli chodziło o jej ogólny stan. To tylko nieco bardziej wzbudziło ciekawość Płomykówki, która jednak wciąż nie wiedziała, jak powinna się odezwać. Dlatego zwyczajnie stała, stała i patrzyła, zastanawiając się, czy... czy w ogóle był sens coś robić. Czy powinna, huh. Może jednak rudo-biała postanowi nawiązać jakąś rozmowę, czy coś? W ten sposób byłoby chyba łatwiej.
<table><td><br>if every night I go to sleep knowing<br>that . I . gave . everything . that . I<br><br>.............「 HAD TO GIVE 」<br><br>≡ then it's all I could've asked for ≡<br>I've . been . standing . u p . beside <br>e v e r y t h i n g I've ever said, but<br><br>OH, IT'S SATURDAY NIGHT, YEAH
</td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
LVL 6 170 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
15
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#45
Od momentu w którym zdobyła tyle blizn zaczęła stopniowo przyzwyczajać się do spojrzeń kotów. Niektóre patrzyły na to wszystko z obrzydzeniem, inne z fascynacją, inne to wyśmiewały, a po innych to spływało - reakcji było tyle ile było kotów. Wichura początkowo dziwnie czuła się z tyloma rozległymi szramami ale w końcu się do nich przyzwyczaiła, przywykła i zaakceptowała jako część samej siebie. Próbowała rozpoznać emocje, jakie malowały się na pysku jasnej kotki, gdy ta oglądała ex-gromiaczkę i jej blizny. Wąsy Nocnej Wichury drgnęły. Nie mogła odczytać tego, co może myśleć sobie błękitnooka wojowniczka po samym wyrazie jej mordki.
- Nie wygląda to najlepiej, prawda? - mruknęła swoim zachrypniętym głosem i zmrużyła powieki, wbijając ciemne ślepia w lazurowe oczy Płomykówkowego Lotu. Czy był sens zaczynać rozmowę, a o tym się przekonamy. - Z jakiego jesteś Klanu? Zdążyłam zapomnieć jak który pachnie - zagaiła, chcąc w jakikolwiek sposób rozpocząć i podtrzymać rozmowę.
l a s t thing i remember ....-..,.. i was running .,.for the door
i had to f i n d the passage back to the place.. i was before
relax - said the night man, we are programmed to receive
you can check out any time you like

but... you... can... n e v e r... l e a v e
LVL 5 345 / 400
MedLVL 0 44 / 100
13
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości