Poprzez ciężką pracę, zbudowała potężne mięśnie. Szeroka w barkach, jednocześnie jest dość niska jak na członka Klanu Gromu - jej głowa wchodzi kotu o przeciętnym wzroście pod szyję. Krótka, zadbana i błyszcząca sierść przylega do ciała, eksponując wszystko, co Malina ma do zaoferowania, jednak w jednym miejscu na szyi sierść się kończy, ustępując miejsca bladej, krótkiej bliźnie z dzieciństwa. Złote oczy patrzą ze spokojem, który ukrywa zmęczenie, a krok jest pewny i energiczny. Przy wargach, zaczęły się pojawiać pojedyncze, widoczne dopiero z bliskiej odległości, siwe włoski.
Zagłusza swoje problemy i rozterki skupianiem się na swoich obowiązkach. Obecnie zrezygnowała z części patroli, ograniczając się jedynie do tych niezbędnych, by móc opiekować się lecznicą oraz kotami w niej się znajdującymi. Stara się, aby dodatkowe obowiązki nie odbiły się na jej terminatorach, co się jej udaje. Obecnie stara się wzbudzić część utraconej wrażliwości, aby móc lepiej pomagać członkom klanu po sytuacji z Ognistym Żarem, a także uczy się dobierać odpowiednie słowa i rozwiązywać problemy innymi sposobami, niż zazwyczaj.
Westchnęła cicho słysząc, jak Lew opowiada o toku rozumowania Lamparciej Łapy. Dobrze by było, gdyby z nią porozmawiał sam na sam, chcąc się przy tym dowiedzieć, dlaczego w taki sposób się zachowuje. Być może to była kwestia otoczenia albo chciała zaimponować innym terminatorom, jaka to ona nie jest dzielna?
- Racja. Oby nie wpadła na inne dziwne pomysły, które mogą zagrozić jej życiu. Byłoby szkoda dość ambitnej terminatorki, aby skończyła głupio w zębach drapieżnika. Co więcej, mogłaby stanowić zagrożenie dla osób, które próbowałyby jej pomóc - odpowiedziała na jego słowa. Cętkowana kotka za bardzo nie myślała, że klan to rodzina, w której wojownicy ruszą na ratunek, gdyby spotkała doświadczonego lisa czy borsuka, przez co ktoś mógłby stracić życie dla ochrony jej egoistycznego zadu. Szczerze, niebieska wolałaby, gdyby w pojedynku ginęły te osoby, którym się pomaga, a którzy wpadli na zagrożenie przez własną głupotę niż doświadczeni wojownicy, którzy niczym nie zawinili. A Lampart nie wydawała się osobą, która by miała przez coś takiego wyrzuty sumienia, ale być może sie myliła. W końcu, nie znała jej za bardzo.
- Być może kiedyś zmądrzeje. Nadal jest młoda, a przed nią jeszcze całe życie - powiedziała, zgadzając się ze słowami burego kocura. Uczennica była młoda, przez co do głowy wpadały jej różne dziwne pomysły. Podobno to było dość popularne zjawisko, ale po swoich terminatorach Malina nie zauważyła tej reguły. Wszyscy byli ambitni i raczej posłuszni, z rzadko którym miała problemy. Wyłączając z tej reguły Sasankową Łapę, jednak ta kocica była zupełnie innym przypadkiem.
- Być może wszystko na raz. Na pewno musi być ci ciężko, gdy terminator nie ma do ciebie szacunku... Ale możesz zawsze go zyskać. Spróbuj z nią dużo rozmawiać i poświęcać jej dużo czasu, być może kiedyś zrozumie, że nie życzysz jej źle - odpowiedziała, sama nie wiedząc za bardzo, jak ugryźć temat. Sytuacja Lwa z Lamparcicą przypominała bardzo jej sprawę z Sasanką, która od samego początku była negatywnie nastawiona do treningu z wojowniczką i nawet na żadnym się nie pojawiła. No cóż, zdarza się i tak. Westchnęła cicho, myśląc intensywnie nad rozwiązaniem problemu. Nie była dobra w takich sprawach, wolała bazować na już zdobytym doświadczeniu z lekkimi odchyleniami jeśli chodzi o osobiste preferencje danej jednostki, do której używa ponownie podobnej metody. Ciężej było szukać zupełnie nowego rozwiązania, co musiała uskuteczniać w treningu Łasicy.
- Nie chodzi mi o to, żeby na nią naskarżyć, a jedynie zasięgnąć rady od większej ilości osób. Być może któreś będą bardziej celne niż moje czy Trzmielej Gwiazdy. Być może ktoś się już spotkał z takim problemem i wie, jak go rozwiązać w inny sposób - odpowiedziała na jego stwierdzenie, gdzie zupełnie przeinaczył to, co do niego mówiła. Być może Lew wstydził się pytać kogoś innego o swojego terminatora, jednak niebieska uważała, że to żaden wstyd. Każdy się kiedyś musi nauczyć, szczególnie tak młodzi wojownicy, jak Lew.
- Wracajmy już - stwierdziła, kierując się w kierunku terenów klanu, a bardziej obozu, gdzie będą mogli oboje w spokoju pomyśleć o tym, co się stalo.
zt?
I_f e l t_likeI won,but I_w a s n' t_done,--------- the_nightmare_repeatsitselfevery_t i m e-
gottokeepmy calm,andcarry on stayawakeuntilthe sunwill shine
----------butI'm notso_s t r o n g, and they're notgone --they'restill out there totake what'sleft of_m i n e
Wysoki kocur o masywnej budowie ciała. Bure futro, ktore zdobi jego posture jest długie i niekrótkie zawsze wygladzone przezp co nie raz widac na jego ciele kołtuny. Ponadto pysk ma dość masywny ozdobiony mlecznobiałymi wibrysami, które są proste i bez zagięć. Oprocz futra o burym kolorycie ważna częścią wyglądu stanowi biały i rozległy krawat, a także jaśniejsze znaczenia na pysku, dłuższe skarpety na tylnich łapach i krótsze na przednich. Ogon to część ciała, na której jest najdluższe futro i reprezentuje kocura w jego dostojności. Oczy samca posiadają heterochromię dlatego lewe oko jest jasnoniebieskie, a prawe w kolorze bursztynu.
Jeśli ktoś chciałby opisać Lwa prostymi przymiotnikami to byłyby to - honorowy, odważny, twardy i surowy. Jednak gdyby to rozwinąć każdy od razu zauważyłby w Lwie przede wszystkim jego brak uśmiechu. Bowiem uśmiecha się bardzo rzadko o ile w ogóle. Ponadto jest wytrwały i twardy. Nie można jednak określił jak zachowałby się w krytycznych chwilach takich jak śmierć bliskiego, bo takowej sytuacji nie było. Mimo to, że darzy rodzinę szczerym uczuciem i lojalnym to swą miłość okazuje w dziwny sposób - surowością i ochroną. Jednak Lew wykazuje się ogromną dozą sprawiedliwości - nie szanuje kota naginającego ją choćby był rodziną czy przyjacielem. Wytrwałość i wytrzymałość to jego kolejne ważne atuty, ale należy też wspomnieć o jego inteligencji, bo od najmłodszych lat potrafił wypowiadać się w sposób wykraczający poza jakiekolwiek ramy bycia ledwo co narodzonym kotem. Natomiast co można o nim złego powiedzieć to surowość przez którą jego stosunki z bliskimi mogą nie być tak zażyłe, a także podążanie do celu nawet po trupach oczywiście pod warunkiem gdy trup jest martwy przez swą głupotę i brak lojalności. Ogólnie rzecz biorąc - Lew to dobry kot, ale gdyby został przywódcą i musiałby skazać na śmierć czy wygnać z klanu brata (ponieważ na to zasłużył) zrobiłby to bez mrugnięcia okiem.
Wilczy Pomruk ; Krucza Łapa; Lisica
- Oby. Będę jej pilnować jak mogę. Z Oblodzoną nie ma problemu - uczy się w miarę szybko. I nie ma w niej już młodzieńczego buntu choć zadziwia mnie jej... radość. Może nawet jej zazdroszczę? W jej wieku będę bardzo stwardniałym i zgorzkniałym zapewne wojownikiem, a ona wydaje się jakby ten duch kocięcych lat nigdy jej nie opuścił. - Odparł lekko uśmiechając się. Miał szczerą nadzieję na naprawę u Lamparcicy. - Cóż... nie mam zamiaru wywierać na niej jakiejkolwiek presji. Nie mam zamiaru wymagać, że będzie mnie szanować. Może się coś zmieni... poza tym... z kim miałbym porozmawiać? Oprócz Ciebie większość kotów z klanu to nadal młodzi wojownicy albo jeszcze terminatorzy. Mysiowąsa? Turkuciowy Grzbiet? Trzmiela Gwiazda? Kogoś znajdę. - Na kolejne słowa kotki skinął łbem i ruszył za nią do obozu.
zt. thamk ;)
<div class="container">
<img src="https://i.imgur.com/smweOEF.png">
<div class="centered">Brothers everywhere Raiseyourhands into theair We'rewarriors Warriors ofthe world Likethunderfrom thesky Swornto fight and die We'rewarriors Warriorsof the world </div>
</div>
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Słońce już górowało kiedy śnieżnobiała kocica dotarła do siedliska koni. Słyszała o nich dość wiele, lecz nigdy nie widziała ich na własne oczy. Usiadła sobie na wygodniej trawce. Miała niezłe miejsce do obserwowania. Mogła swopodnie obserwować czy nie widzi żadnych czteronogich istot lub czy nie idzie żadne zagrożenie w postać lisa czy borsuka. Lecz i tak największym zagrożeniem były pieszczochy i samotnicy. Pieszczoch aż tak nie są groźne. Ale samotnicy... Już tak.
Podczas gdy kociaki zostały pod opieką Lwa i Rydza, Jaskółka udała się na polowanie. Była wdzięczna kocurom za to, że przynosili jej pożywienie, jednak czasem prosiła ich o pilnowanie maluchów, podczas gdy ona robiła zapasy na najbliższe wschody słońca. Mięso nie psuło się tak szybko, toteż nie był to zły pomysł i zapewniało to kocicy spokój na jakiś czas.
Tego dnia udało jej się złapać parę fajnych, tłuściutkich zdobyczy, toteż zadowolona wracała do dzieci, trzymając w pysku sporego zająca i tłuściutką kuropatwę. To co prawda nie były zapasy na parę dni, ale na cały dzień na pewno. Poza tym, miała jeszcze prezenty od znajomych kocurów, więc na pewno wystarczy im to na trochę, zważywszy na to, iż maluchy nadal żywiły się również mlekiem i nie przeszły w pełni na pokarm stały.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Cóż, nie musiała czekać długo na rozwój wydarzeń. Kilka chwil potem zobaczyła, kotkę o kolorze futra którego nigdy nie widziała. Było bardzo jasno szare w czarne cętki. Pierwszą myślą był pieszczoch, ale czy pieszczoch zdołałby upolować tak dużego królika? Podeszła spokojnie do nieznajomej. - Witaj, nieznany kocie. Przepraszam, że pytam ale czy jesteś pieszczochem lub samotnikiem? Bo potrafisz bardzo dobrze polować, i masz nadzwyczajny kolor futra, bardzo ładny. - zapytała spokojnie, acz przyjaźnie. Nie miała zamiaru zrobić krzywdy dla kotki ani ukraść jej pożywienie. Po prostu zżerała ją ciekawość.
Jaskółka podskoczyła ze strachu i upuściła trzymanego w zębach królika, gdy zaczepiła ją nieznajoma. Nie spodziewała się tego, że ktoś ją tutaj zaczepi, a już na pewno nie spodziewała się tego, że będzie to ktoś z jakiegoś klanu, co poznała po "pieszczochach i samotnikach". Nikt inny się tak nie wyrażał o kotach spoza klanu.
- J-ja... Sa-samotnikiem. Dz-dziękuję - odpowiedziała, unikając kontaktu wzrokowego. Nie wiedziała jak ma zareagować na komplement, bo wcale nie uważała się za ładną, a w jej "stronach" takie futerko nie było niczym dziwnym, więc po prostu podziękowała speszona. - Po-pochodzisz z kla-klanu? - zapytała niepewnie, chcąc się upewnić, czy nie rozmawia z kimś z klanu gromu. Wówczas musiałaby zrobić dobre wrażenie przed być-może-przyszłym-współklanowiczem.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Biała za pewnością nie spodziewała się takiej reakcji po kotce. - A jeśli mogę wiedzieć, to czy żyjesz w jakieś grupie samotników czy sama? Bo raczej samotnicy nie robią aż takich zapasów. - wymruczała spokojnie. - Tak, pochodzę z klanu Rzeki - miałknęła spokojnie. - Skoro upolowałaś, aż tak dużego królika to z pewnością świetnie polujesz. - dodała po chwili namysłu. Spojrzała na kotkę. Była bardzo przestraszona. - Spokojnie, nic nie zrobię. -
- Sa-sama z dzie-dziećmi - mruknęła, by po chwili zorientować się, że wspominanie o tym, że ma kocięta mogło nie być najlepszym pomysłem. Kocica co prawda nie wyglądała na groźną, ale Amor też się na takiego nie zapowiadał, a tu proszę. Miała więc nadzieję, że informacja, którą ujawniła nijak nie wpłynie na bezpieczeństwo jej kociąt i będzie to jej pierwsze i ostatnie spotkanie z rzeczną wojowniczką.
- Dz-dziękuję. M-muszę sobie jakoś ra-radzić - odparła nieco speszona. Nie przywykła do komplementów, tym bardziej od obcych, więc nie wiedziała jak się zachować To chyba normalne, że jako samotniczka potrafiła polować. Nie miała innego wyjścia. Musiała robić to dobrze, żeby móc wykarmić siebie i czwórkę kociąt.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Zdziwiła się. Samotna kotka wychowująca kociaczki. - A ile ich jest? W jakim są wieku? Bo wiesz, będę mogła ci pomóc. Na przykład będę mogła zapolować czy przypilnować kociąt. - wymruczała ze spokojem, lecz i z przyjaźnią w głosie. Z pewnością jest jej ciężko aby ogarnąć kociaki, siebie i być może ojca. - Może zechcesz dołączyć do klanu Rzeki? Z pewnością byłoby ci łatwiej. Klan by za ciebie polował, kociaki miałby się z kim bawić. - mruknęła zachęcająco. Pytanie tylko czy Czerwia się zgodzi. Cóż, może być z tym mały problem.
Kocica nie wyglądała na groźną, a mleko się wylało. Choć nieco nieufanie, Jaskółka zdecydowała się opowiedzieć nieco o swoich maluchach, ale możliwie najmniej, ile mogła. Każda informacja mogła zostać wykorzystana przeciwko niej i doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
- Czwó-czwórka. I nie trze-trzeba. Znajomi mi po-pomagają - odparła, zmuszając się do uśmiechu. Nie chciała pomocy od kogoś obcego. Nie mogła nikomu zaufać. Pomagał jej Rydz i Lew, więcej nie potrzebowała.
Propozycja dołączenia do klanu Rzeki była dla kocicy nieco... dziwna? To znaczy, stojąca przed nią rzeczniaczka nie wyglądała na bardzo starą, czy na choćby zbliżoną wiekiem do Trzmielej Gwiazdy, więc raczej nie miała do czynienia z przywódczynią klanu Rzeki, a co za tym szło, nie miała też pewności, że nie zostanie przegoniona. Poza tym, szkoliła się, by dołączyć do klanu Gromu, nie mogła teraz zmienić zdanie. Musiała być lojalna, nawet jeśli członkiem jeszcze nie była i nie wiadomo, czy zostanie.
- Dzie-dziękuję, ale po-poradzę sobie sa-sama - odmówiła grzecznie. Niestety, ale miała inne plany.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Kotka nadal wyglądała na przestraszoną. Czyżby nasza biała kocica była straszna? Córka Zroszonego Listka z pewnością nie uważała siebie za taką. Lecz cóż, kto to wie. - Dobrze, jak uważasz. Mamy z pewnością wiedzą co dla kociąt jest najlepsze. - wymruczała spokojnie. Chciała się opiekować kociętami, ale nie chciała być nachalna. To z pewnością by źle wypadło. - Masz jakiś przyjacieli z innych klanów? - zapytała po chwili.
Na słowa rzeczniaczki nic nie odpowiedziała, tylko uśmiechnęła się blado. To prawda, matki wiedziały najlepiej, co dla ich bąbelków jest dobra, a co nie, a przynajmniej tak im się wydawało. Jak dotąd żadne z maluchów nie skarżyło się na decyzje podjęte przez Jaskółkę, więc powiedzmy, że jakoś jej to idzie, ale czy tak będzie wiecznie? Czas pokaże.
Pokiwała przecząco głową. - Wiem tylko, że ja-jakieś klany i-istnieją, ale nie wcho-wchodzę im w dro-drogę - mruknęła, zmuszając się do kłamstwa. Nie czuła potrzeby, by mówić obcemu kotu o tym, że być może zostanie przyjęta do klanu gromu. Plotki szybko się rozchodzą, jeszcze narobiłaby sobie problemów i nici z przyjęcia do klanu, nici z nowego, bezpiecznego życia.
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Czyli musi mieć kogoś znajomego w klanie, skoro wie o wszystkich. Mimo iż, o nich wie, nie chce do żadnego dołączyć. Dziwne. Kotka samotnie wychowująca ileśtam kociaków nie chce pomocy oprócz kilku przyjaciół. Klan by jej bardzo pomógł, zrobiłby za nią większość, no ale cóż. Każdy samotnik, to głupi samotnik. Nie wypowiadziała by tych słów na głos. Jeszcze uraziłaby nowopznaną. A tego nie chciała. Jeszcze się zrazi i nie zachce nigdy do nikogo nie dołączyć. A szkoda by było, bo każda dodatkowa łapa umiejąca polować w czasie Nagich Drzew to bardzo dobra łapa.
To, że Jaskółka wiedziała o istnieniu klanów, wcale nie oznaczało, że miała tam przyjaciół. Niektórzy samotnicy, czy nawet koty na osiedlu zdawały sobie sprawę z tego i równie dobrze mogła się tego dowiedzieć tego od nich. Właściwie, to powinno być pierwszą rzeczą, która przyszła Śnieżnej do głowy. W końcu wydawało się to najbardziej oczywistą opcją. Choć oczywiście nie każdy myślał schematycznie. Może śnieżnobiała wlaśnie do takich należała, kto wie.
Młoda matka na razie starała się dołączyć do klanu gromu i nie planowała dołączać nigdzie indziej, ale kto wie, jak jej los się potoczy. Może kiedyś zdecyduje się zjawić na granicach klanu Rzeki i błagać o przyjęcie, a może się tak nie stanie. Czas pokaże.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
Ostra, pewna siebie i szczera wręcz do bólu. Nie kryje się ze swoim niezadowoleniem, mówi wszystko wprost tak jak to widzi i czuje. Często można ją przyłapać na nadmiernym używaniu sarkazmu czy cóż...obelg. Totalne przeciwieństwo tej, którą być może zapamiętali starsi wojownicy Klanu Cienia. Teraz? To jedynie cień jej charakteru, skryty pod taką a nie inną maską. Wewnątrz kryje się ta wesoła kotka, jednak ktoś musi ją wydobyć. Zapowiada się długie kopanie!
jak coś pacnąć mnie na pv!
To właśnie tutaj przyprowadziły mnie moje łapy. Pewnie gdyby nie to, że byłam wykończona, głodna i zła, nigdy bym się tu nie zatrzymała. Jednak...ten zapach. Ta nostalgia! Powstrzymałam się jednak przed tym by ruszyć w stronę granic i jak najszybciej zrzucić z siebie przypinkę samotnika. Opanowałam narastające uczucie tęsknoty, dusząc je w sobie jednym prostym pytaniem; co ja im powiem? To skutecznie odwiodło mnie od szybkiego wkroczenia do Cienistego obozu z myślą iż ktokolwiek przyjmie mnie tam z otwartymi ramionami. Marzenie zdechłej myszy! Ostatecznie zatrzymałam się w stodole, w miejscu które nazywało się Siedliskiem Koni. Dlaczego? Cóż, nie trzeba pozjadać wszystkich rozumów, by dojrzeć, jakie niekształtne beczki są przetrzymywane w tym miejscu. Są to konie, będące pewnego rodzaju środkiem transportu dla dwunożnych, czy tez jak to inne koty mówią - ludzi. Bla, brzydkie słowo. Łyse istoty albo dwunożni, pasują do nich o wiele lepiej, chociaż posiadają wszystkie cztery kończyny, te podobno MĄDRE debile, chodzą jedynie na dwóch. Może dlatego jakoś im tęskno do szybszego poruszania się i wykorzystują do tego konie? Może są zbyt leniwi do samodzielnego przejścia na cztery łapy? Kto wie. Niezbadany umysł tych przedziwnych stworzeń, którym zawdzięczam życie. Siedziałam u nich dłużej, niż siedzieć powinnam, dając się tuczyć i ponieść powłoce bezpieczeństwa. Była wtedy dla mnie bardzo kusząca, przecież dopiero co byłam łapą w Gwiezdnym Klanie, wypędzona ze swojego domu przez wstrętne ptaszysko. Czasem myślałam, czy ucieczka była aby na pewno dobrym pomysłem. Miałam tam jedzenie, ciepło i opiekę, jednak...Mój wolny duch nie pozwolił mi ostatnie w tamtym miejscu za długo. Początkowe księżyce mojej podróży opierały się na poszukiwaniu drogi powrotnej, jednak z czasem...Porzuciłam to i dopiero przez nieszczęśliwy splot przypadków wylądowałam tutaj. Spokojnym, może i nawet leniwym krokiem wyszłam ze sporej stodoły, przeciągając się porządnie. Nie przejmowałam się kręcącymi się tutaj dwunożnymi. Ne zwracali oni tu większej uwagi na przewijające się koty. Był to dla nich standard, w końcu w stodole żyło ich kilka. Wracając jednak do tego co robiłam - powolnym krokiem oddaliłam się w stronę miejsca, ogrodzonego martwymi drzewami, w dziwnej..płaskiej aczkolwiek odpowiedniej do chodzenia formie. Bez większego wahania, wskoczyłam na stworzoną przez ludzi konstrukcje i ruszyłam wzdłuż niej, utrzymując na niej równowagę za pomocą ogona. Jak to się nazywało? Pastwisko? Padok? Coś tam mi tłumaczyli, jednak neh, nie przyda mi się to w późniejszym życiu. Nim się obejrzałam, znalazłam się już w miejscu, z którego bardzo dobrze mogłam dojrzeć tak zwaną Głęboką Norę, a jeszcze dalej, slaby zarys Cienistych terenów. Interesujące...wszystko właściwie zostało takie samo jak pamiętam. Przez mgle, ale jednak! Dzięki zapewnieniom o krwiożerczych, dzikich kotach miałam pewnego rodzaju PEWNOŚĆ, że klanowe zadki nigdzie się ponownie nie przeniosły, ta jak za czasów mojej młodości, przez co straciłam matkę. Słońce leniwie ogrzewało mój rudy grzbiet, przez co położyłam się wygodnie na martwym drzewie i przymknęłam oczy, układając łeb na łapach. Rytmiczne uderzanie silnych kopyt dziwacznych stworzeń dalej, zdawało się mnie usypiać. Tu byłam bezpieczna - zero dwunożnych, zero drapieżników, zero kotów...Bo jaki głupiec, przyszedłby do mnie aż tutaj?
//Brzozowa Łapa
cut outthe thingsthat Idon't need and Idon't careif youdisagree ̖́- IDON'TNEEDNOSYMPATHY! winningthe gameon myown