Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
W związku z bardziej oddalonymi od granic patrolami, jakie zarządził jeszcze przed śmiercią Łaniego Kroku i zwiększeniem ich częstotliwości w swoim wypadku już po jej śmierci, Trzmiela Gwiazda zaszedł niedaleko Siedliska Koni. Miał już ruszać dalej, kiedy wyczuł woń swojego wnuka, którego rodzina obchodziła tyle, co zeszłoroczny śnieg. Mimo wszystko był członkiem Klanu Gromu, więc podjęcie decyzji było aż nazbyt proste. Od razu ruszył za tropem z Ukruszonym Kłem, resztę oddelegowując do dalszego patrolu.
Na miejsce dotarli dopiero, łapiąc się na ostatnie słowa Kamiennej Łapy. Trzmiel pierw spojrzał na niego, a potem na... niedawno zaginioną Rozerwane Ucho, która siedziała tu spokojnie, a Kamień zadawał jej trafne pytanie.
- Dobrze, że Kamienna Łapa cię znalazł. Możesz już wracać do klanu. Co się stało? - Rozerwane Ucho pachniała mu dwunogami, ale liczył na konkrety. W końcu patrole szukały jej od jakiegoś czasu, jednak niczego nie znalazły, a teraz siedziała tu sobie tak po prostu.
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Kamień od razu przeszedł do konkretów, streszczając pokrótce co też działo się w klanie pod nieobecność Bajki. Trzmiel przeżywa śmierć Łani? O proszę, jednak gruby przywódca uczucia ma... a nawet słabość. - Kotka, która zwariowała... - powtórzyła pieszczoszka, zaciskając usta w wąską linię i poruszając rytmicznie końcówką ogona, ruchy dopasowały się do stuków dochodzących od strony dwunożnych. Nie byli blisko, ale również i nie na tyle daleko, by hałasy nie były słyszalne - ...w gromie to nic dziwnego - dokończyła, przewracając oczami. Grom to klan, w którym każdy kot jest skazany na porażkę. Nawet Trzmiela Gwiazda, który podobno osiągnął najwięcej – w końcu został przywódcą! - a jednak stoczył się na dno, tracąc kolejno członków rodziny. To kwestia czasu zanim zniknie reszta.
Na pytanie Kamiennej Łapy, jej głowa ciut się przechyliła, gdy była wojowniczka uciekła wzrokiem nieco na bok. Uniosła nieco głowę, zupełnie jakby chciała zwrócić uwagę terminatora na to co miała na szyi. Pudroworóżowa obroża rzucała się w oczy niemal od razu na tle jej czarno-białego futra. Kamień dostrzegając ją mógł się mniej więcej domyśleć co się zadziało chwilę po pogrzebie Łaniego Kroku. - Przyszłam zobaczyć konie - odparła zgodnie z prawdą. Przyszła zobaczyć te wielkie stworzenia, ale nie przybyła tu wprost z terenów gromu, to już pozostawiła za sobą i nie ma zamiaru wracać do tej toksycznej społeczności. Jej droga w to miejsce swój początek miała na osiedlu dwunożnych, skąd wyszła rzecz jasna wczesnym świtem. - Zmieniłam nieco otoczenie, wyszło mi na dobre... jak widać - kąciki ust byłej wojowniczki drgnęły ku górze, jednak opadły równie szybko gdy żółte ślepia byłej wojowniczki skierowały się w bok, wprost na dwóch przybyszów... Z jej gardła wydobył się warkot, dość cichy i krótki, kiedy tylko spostrzegła kim był jeden z nich. Ukruszony Kieł został na obecną chwilę przez Bajkę olany, a pełną uwagę poświęciła przywódcy gromu, który swoją drogą wydawał się być brzydszy niż wcześniej. Zerknęła rzecz jasna z ukosa na Kamienia. Nie wiedział, że przywódca podąża za nim? Zmarszczyła chwilowo pysk, by zaraz potem go rozluźnić, przybierając obojętny jego wyraz. Kamień ją nieco zawiódł, przyszedł tu w ogóle nie pilnując czy ktoś za nim nie podąża. - Wiele rzeczy się wydarzyło Trzmiela Gwiazdo, pewnie nawet nie chcesz ich słuchać - odparła tonem dość spokojnym, porównując go do tego, którym posługiwała się jeszcze za czasów Rozerwanego Ucha. Być może Trzmiel pierwszy raz od dawna miał okazję usłyszeć brak jakichkolwiek kąśliwości w głosie kotki, która przebyła swą wewnętrzną przemianę. Nie wstała z miejsca, wciąż pozostając w pozycji siedzącej, poruszając co jakiś czas końcówką ogona.
Już na pierwszy rzut oka widać, że Kamień to duży kocur. Może nie jest wyjątkowo wysoki - jego wzrost należy raczej do przeciętnych. Jest jednak mocno zbudowany - jego tułów, łapy i nawet łeb są dość masywne. Przez długą i gęstą sierść efekt ten jest spotęgowany. Futro jest intensywnie rude i pokryte pręgami - choć widać je przede wszystkim na głowie kocura. Ma białe znaczenia - na klatce piersiowej i stopach, choć najbardziej charakterystyczna jest biała plamka na pyszczku, zaraz pod nosem, po lewej stronie kocura. Nos ma koloru różowego, a oczy - jasnozielonego. Jego spojrzenie nie sprawia wrażenia zbyt inteligentnego. Często też marszczy pysk gdy się zastanawia. Jego chód sprawia wrażenie powolnego i ociężałego, ponieważ przez długie przerwy w treningach oraz miłość do jedzenia, umięśnienie kocura pozostawia wiele do życzenia.
Kamień to prosty chłopak. Z natury jest dobry i nie jest wobec nikogo złośliwy - no chyba, że w żartach. Wśród najbliższych kotów lubi się wygłupiać. Stara się wszystko zawsze robić dobrze, ale często nie wychodzi mu tak, jak powinno. Pojęcie taktu jest mu obce - dopóki mu ktoś nie powie, że czegoś [i]nie wypada[/i] robić, to sam się tego nie domyśli. Przez to nie odzywa się z przesadnym szacunkiem nawet do najważniejszych kotów w klanie. Jego największą pasją jest jedzenie. Cały świat stara się rozumieć "na chłopski rozum" i złożoność sytuacji nie rzadko go przerasta, przez co jego myślenie jest często błędne. Ze względu na doświadczenia z pierwszej Ceremonii bardzo nie lubi zamieszania i krzyczenia. Sam rzadko podnosi głos i zwykle ma bardzo neutralny ton wypowiedzi. Potrafi jednak ekscytować się przyziemnymi rzeczami - takimi jak ładne płatki śniegu czy jakiś fajny widoczek. Nie jest pracoholikiem, ale lubi wykonywać powierzone mu zadania.
Ognistopręga, Gradowy Podmuch, Bagienna Trzcina, Dymna Łapa, Niski Krok, Lady
- Śnieżna Zamieć - wspomniał imię kotki, o której mówił. - Krzyczała, że do niczego się nie nadaje. Nie można było jej uspokoić - wyjaśnił jeszcze czarno-białej, oczywiście mocno skrótowo. Nigdy nie należał do kotów, które łatwo się rozgadują. Jeśli ktoś chciał od niego uzyskać dokładniejsze informacje, musiał mocno ciągnąć go za język.
Oczy kocura otworzyły się szerzej, a pyszczek nieco uchylił, gdy Rozerwane Ucho zaprezentowała mu, co nosi na szyi. Słyszał o kotach mieszkających z Dwunogami, więc od razu zrozumiał, co to jest. Może i nie miał zbyt wielu punktów IQ, ale jednak potrafił połączyć fakty. - Jesteś Pieszczochem?! - zawołał, nagle podnosząc głos. Zamrugał intensywnie, słysząc wytłumaczenie kotki. - Ale byłaś wojowniczką - skomentował z mocnym rozczarowaniem w głosie. Co jak co, ale tego się nie spodziewał. Może gdyby kotka po prostu stała się Samotniczką, ale że podporządkowała się Dwunogom? To wydało mu się na tyle dziwne, że kompletnie nie wiedział, jak dalej zareagować. Aż nieco zakręciło mu się w głowie, bo w takim razie, cała jego sytuacja... stała się jeszcze bardziej skomplikowana.
Na domiar złego, chwilę potem usłyszał za sobą kroki, a gdy do jego nosa dotarł znajomy zapach, przewrócił oczami. Nawet nie musiał się odwracać by wiedzieć, kto się zjawił. Kamień poczuł rosnącą w nim frustrację. To było JEGO spotkanie z Rozerwanym Uchem, to on ją znalazł, to on z nią rozmawiał, a dziadek zjawił się tu nagle z jakimś innym wojownikiem i sam zadał pytanie czarno-białej. Od razu skojarzyło mu się to z sytuacja, gdy rozmawiał sobie z Sasanką, a srebrzysty postanowił przyleźć i się wtrącić. Poirytowany terminator nawet nie spojrzał na Przywódcę; z naburmuszoną miną spojrzał na swoje przednie łapy. Prawą zaczął nerwowo drapać w podłożu. Miał dość. Wszystko, wszystko było nie tak. Łani Krok nie żyła, on nie miał Mistrza, Rozerwane Ucho została Pieszczoszkiem a on nawet nie mógł w spokoju z nią porozmawiać, bo od razu poczuł na karku oddech Trzmielej Gwiazdy. Wszystko, wszystko nie tak!
ci co jeszcze nie powstali już siępokłócili Kto będzie n a j w a ż n i e j s z yprzy stole na wigilii
Sprawa ta jest prosta przekaz oczywisty Świat nie umrze z przejedzeniamy umrzemy z n i e n a w i ś c i
Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
Trzmiel raczej był mało wrażliwy na sygnały niewerbalne, ale spojrzenia zawsze zauważał. Szczególnie takie, które się nie pojawiały. Spojrzał na Kamienia jeszcze przez krótką chwilę, nim Rozerwane Ucho mu odpowiedziała, zakładając z góry, że na pewno nie będzie miał ochoty słuchać tego, co się z nią wydarzyło, co było... cóż, nieco nielogiczne. Zawsze z zainteresowaniem wysłuchiwał, co się działo z jego współklanowiczami, gdy znikali. Całe szczęście czarno-biała się odnalazła, choć nadal miał wrażenie, że siedzi za spokojnie.
— Chętnie posłucham, gdy będziemy wracać do klanu. Tak samo, jak o tym, czemu łamałaś kodeks, nie szanując życia zwierzyny, którą przynosiłaś na stos. Czas na nas. Tu nie jest bezpieczne. W każdej chwili mogą pojawić się dwunogi — odezwał się spokojnie, tonem szorstkim, jak zwykle. Pokiereszowane truchła zwierząt rzuciły mu się już jakiś czas temu w oczy, jednakże nie miał czasu kiedy indziej się tym zająć. Rozglądał się czujnie, zwracając się bokiem do obu kotów i czekając aż ruszą w kierunku gromowych ziem. Przynajmniej sądził, że tak się stanie. To, co zapewne będzie miało miejsce, wykraczało poza opcje, które wykalkulował w swojej głowie i jawiły mu się jako dostępne, prawdopodobne rozwiązania ten sytuacji.
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Dolna powieka uniosła się lekko, by następnie znów opaść. Śnieżna Zamieć już od dawna się do niczego nie nadawała, teraz w końcu się do tego przyznała. W momencie - gdy wybyła z obozu chcąc oddać się jakiemuś lalusiowi z cienia – pokazała jak bardzo się (nie)ceni. Postradanie przez nią zmysłów było najwyraźniej kwestią czasu, zupełnie jak śmierć Łani. Wiadome było, że nastąpi lada dzień, a jednak kiedy to się stało wszyscy byli w wielkim szoku. Łania była słaba, jej słabością była Sasanka, która doprowadziła do śmierci własnej rodzicielki, cóż za... pech. - Niegdyś chciała oddać się jakiemuś cieniasowi, przerwałam tę komedię rzecz jasna... - pokręciła głową, prychając lekko śmiechem. Ciekawe czy gdyby kocur nie był takim tchórzem, to by Bajka miała na swych łapach jego krew? Och, na pewno, była w końcu już bliska wykonania ataku - ...już wtedy wiedziałam, że nic z niej nie będzie - dokończyła, wciąż poruszając końcówką ogona. Ogon przestał poruszać się dopiero, kiedy głos Kamienia nieco się podniósł. Reakcja zaskoczyła Bajkę, na tyle, że aż jej mięśnie drgnęły, gdy sama lustrowała wyraz pyska terminatora. - Bycie pieszczochem nie jest złe - odparła po chwili, zaciskając na moment szczękę - dowiedziałam się wielu rzeczy i miałam okazje zobaczyć z bliska to wszystko, o czym nam mówili - a mówili w większości brednie! Ludzie, którzy ją zabrali, okazali się być jej ratunkiem od klanu, od którego już podświadomie zaczynała uciekać. Jej długie przebywanie na terenach gromu i coraz rzadsze pojawianie się w obozie, potem jej długie wypady poza ziemie klanu, wyżywanie się na zwierzynie – która nie była niczemu winna – i wiele innych sygnałów, których nie była w pełni świadoma. Młoda samica człowieka zabrała ją tak nagle, zanosząc do starszych przedstawicieli tego gatunku, by następnie cała trójka zabrała wojowniczkę do swego legowiska. Teraz była im wdzięczna za to co zrobili, bo między innymi uświadomili jej, że od klanu uciekała już od dawna, jednak z marnym skutkiem. Dlatego nie miała zamiaru wracać do tego, co doprowadziło ją do takiego stanu, w którym zaczynała siebie nienawidzić – to również sobie uświadomiła na osiedlu, kiedy miała jeden z tych dni przemyśleń. Trzmiela Gwiazda ją szczerze zaskoczył swymi słowami. Była wojowniczka na stos przynosiła zwierzynę w naprawdę makabrycznym stanie, znikała na całe dnie, nosząc na sobie zapachy ziem niczyich, aż w końcu nie pojawiała się w ogóle, a on tak bez owijania mówi, że wracają do obozu... - Jak wygląda sytuacja w klanie? - jedyne co zrobiła to podniosła się z siadu, nie ruszając rzecz jasna z miejsca. Wciąż pozostałą po drugiej stronie płotu, wbijając spojrzenie w postać przywódcy. Miała szansę wrócić, lub odwrócić się i odejść do swoich ludzi, którzy otworzyli przed nią zupełnie nowe możliwości. Pewne jest, że nie miała zamiaru wracać do klanu, który spowija nienawiść, dopiero co od niej odeszła, a jej życie wypełniło się spokojem i luksusem - Koty nauczyły się szacunku, czy wciąż spowija ich ta... nienawiść? - sprecyzowała swe wcześniejsze pytanie. Rzecz jasna nie miała zamiaru słuchać jakie wydarzenia miały miejsce pod jej nieobecność.
Już na pierwszy rzut oka widać, że Kamień to duży kocur. Może nie jest wyjątkowo wysoki - jego wzrost należy raczej do przeciętnych. Jest jednak mocno zbudowany - jego tułów, łapy i nawet łeb są dość masywne. Przez długą i gęstą sierść efekt ten jest spotęgowany. Futro jest intensywnie rude i pokryte pręgami - choć widać je przede wszystkim na głowie kocura. Ma białe znaczenia - na klatce piersiowej i stopach, choć najbardziej charakterystyczna jest biała plamka na pyszczku, zaraz pod nosem, po lewej stronie kocura. Nos ma koloru różowego, a oczy - jasnozielonego. Jego spojrzenie nie sprawia wrażenia zbyt inteligentnego. Często też marszczy pysk gdy się zastanawia. Jego chód sprawia wrażenie powolnego i ociężałego, ponieważ przez długie przerwy w treningach oraz miłość do jedzenia, umięśnienie kocura pozostawia wiele do życzenia.
Kamień to prosty chłopak. Z natury jest dobry i nie jest wobec nikogo złośliwy - no chyba, że w żartach. Wśród najbliższych kotów lubi się wygłupiać. Stara się wszystko zawsze robić dobrze, ale często nie wychodzi mu tak, jak powinno. Pojęcie taktu jest mu obce - dopóki mu ktoś nie powie, że czegoś [i]nie wypada[/i] robić, to sam się tego nie domyśli. Przez to nie odzywa się z przesadnym szacunkiem nawet do najważniejszych kotów w klanie. Jego największą pasją jest jedzenie. Cały świat stara się rozumieć "na chłopski rozum" i złożoność sytuacji nie rzadko go przerasta, przez co jego myślenie jest często błędne. Ze względu na doświadczenia z pierwszej Ceremonii bardzo nie lubi zamieszania i krzyczenia. Sam rzadko podnosi głos i zwykle ma bardzo neutralny ton wypowiedzi. Potrafi jednak ekscytować się przyziemnymi rzeczami - takimi jak ładne płatki śniegu czy jakiś fajny widoczek. Nie jest pracoholikiem, ale lubi wykonywać powierzone mu zadania.
Ognistopręga, Gradowy Podmuch, Bagienna Trzcina, Dymna Łapa, Niski Krok, Lady
Rozerwane Ucho często wypowiadała się niezbyt przychylnie o innych kotach - delikatnie mówiąc. Z tego powodu jej zdanie na temat Śnieżnej Zamieci nie zaskoczyło Kamienia. On sam jednak nie znał białej kotki, dlatego w odpowiedzi jedynie cicho westchnął, nie mając żadnych argumentów ani na potwierdzenie, ani na zaprzeczenie słowom czarno-białej.
Rudopręgowanego również zdziwiły słowa Przywódcy - nawet na chwilę spojrzał na niego pytająco, lecz potem wrócił do poprzedniej postawy, czyli upartego wpatrywania się w ziemię. Och jakby chciał, żeby nie było tu teraz Trzmielej Gwiazdy i Ukruszonego Kła! I to nie dlatego, że obawiał się kary za wyjście samemu tak daleko poza tereny Klanu Gromu. Chciał porozmawiać z kotką sam na sam. Posłuchać, co ma do powiedzenia o życiu u Dwunogów, odpowiedzieć na jej pytania dotyczące klanu, może nawet powiedzieć o tym, że od paru dni intensywnie jej szukał... Obecność dwóch kocurów zmieniała jednak to prywatne spotkanie w coś bardzo formalnego i nie było miejsca na takie pogaduszki.
- Przynajmniej Sasanki już nie ma - mruknął w odpowiedzi na pytanie wojowniczki. W jego odpowiedzi nie było jednak śladu radości czy satysfakcji, z resztą tak samo jak w jego postawie. Tyle rzeczy w jego życiu poszło nie tak, jak miało, że obecnie czuł ogarniające go zobojętnienie. Po prostu stał tak jak stał chwilę temu, czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Tylko tyle mógł powiedzieć, bo w zasadzie w ostatnim czasie nie rozmawiał za bardzo ze współklanowiczami. Łani Krok nie żyła, na Plamkę był w pewnym stopniu obrażony, a Rozerwane Ucho - no właśnie, jak widać, była poza Gromem.
ci co jeszcze nie powstali już siępokłócili Kto będzie n a j w a ż n i e j s z yprzy stole na wigilii
Sprawa ta jest prosta przekaz oczywisty Świat nie umrze z przejedzeniamy umrzemy z n i e n a w i ś c i
Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
— To pytanie powinnaś zadać przede wszystkim sobie, Rozerwane Ucho — odparł krótko. Przydałoby się w tym momencie wzruszenie barkami, jednak powstrzymał ten gest, uznając, że był w tej sytuacji zbędny w jego opinii. W końcu emocje były dla niego ogólnie zbędne. Wyglądało na to, że nie tylko łamała kodeks, ale była również hipokrytką. Zmrużył ciemnopomarańczowe ślepia i przyjrzał się jej uważnie. Nie raczyła go odpowiedzią na pytanie ani nie podnosiła się z ziemi, żeby stąd uciec, zamiast tego próbowała pozować na taką, która zadawała pytania. Zachowywała się okropnie roszczeniowo. Zastrzygł obgryzionym przez lisa uchem i majtnął pręgowanym ogonem.
— Nie odpowiedziałaś mi na pytanie, jak i nie wydajesz się chętna do powrotu, a czas nagli — stwierdził, wnioskując po jej zachowaniu. Nie widział w niej też ani odrobiny skruchy w związku z biednymi stworzeniami, które rozszarpywała. Czyżby koty z Ciemnego Lasu zawładnęły już nią całkowicie? Teraz zrozumiał, że ona chyba jednak nie zamierza wracać. Czekał jeszcze na jej odpowiedź, nim wyciągnie ostateczne wnioski i podejmie kolejne kroki związane z kocicą.
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Wzięła głębszy oddech, na słowa przywódcy. Poczuła się teraz jakby cała wina za okropną atmosferkę w klanie spadł na nią... nie ma wątpliwości, że jest w tym i jej wina. Zdążyła to sobie już uświadomić i jedynie mieć nadzieję, że po jej zniknięciu, atmosfera się naprawi, a ta cała nienawiść zniknie zupełnie jak Rozerwane Ucho – z dnia na dzień, zupełnie niespodziewanie i po cichu, że nawet nikt nie zwróci uwagi, że jej brakuje. Dziwnie jej również było słyszeć swoje stare imię, od którego miała nadzieję się uwolnić. Samo jego brzmienie wywoływało teraz u byłej wojowniczki ciarki, które i tym razem przebiegły po jej ciele, na co wyraźnie się wzdrygnęła. Znienawidziła to imię, podobnie jak znienawidziła dawną siebie, noszącą owe imię.
Stała wciąż w miejscu, zaciskając i rozluźniając szczękę. Oddech miała przyspieszony i nieregularny, a uszy podrygiwały jej co jakiś czas. Zdarzało się, że i jedna z powiek drgnęła, gdy ta zbyt mocno zacisnęła szczękę. Wahała się, to było widać od razu i nie było ku temu wątpliwości. U dwunogów znalazła swoje miejsce, jednak i posiadając tamtejsze luksusy wciąż coś ją pchało ku dworowi. Odkąd ludzie zaczęli ją wypuszczać, nie było dnia by nie opuściła legowiska dwunogów na kilka godzin, rzecz jasna zawsze wracała i nie próbowała uciekać, nie potem. Z początku jak każdy klanowy kot, zabrany przez ludzi, podejmowała próby ucieczki, z których kolejno zrezygnowała, gdy tylko zaczynała uświadamiać sobie, że ta cała nienawiść – którą z siebie wylewała – była jej nienawiścią do siebie samej.
W pewnym momencie spuściła wzrok, nie mogąc już patrzeć wprost na gromowego przywódcę. Patrzyła teraz na płot, który wciąż dzielił ją od trójki gromiaków. Pokochała życie pieszczocha za to jakie otworzyło przed nią możliwości... a może za to, że ją zmieniło? A te wszystkie rozpieszczenia, to umilające czas dodatki? Teraz już zacisnęła szczękę – nie rozluźniając jej – tak mocno, że aż miała uczucie jakby jej coś w nie strzeliło. A mimo wszystkich dóbr - jakie jej przyszło mieć, wraz z momentem przygarnięcia przez dwunogów – jakaś pustka utrzymała się w byłej wojowniczce i nawet pełna miska nie była w stanie ją wypełnić. - Wybacz Trzmiela Gwiazdo... - odparła w końcu, mrugając kilkukrotnie jak tylko jej żółte oczy się zaszkliły, zupełnie nie spodziewanie - ...ale nie wrócę z wa-mi... - głos jej się ciut załamał, a ona dopiero teraz zdecydowała się znów podnieść wzrok na gromowego przywódcę - ...dla dobra gromu - Patrzyła w milczeniu wprost na niego, nie zerkając nawet na Kamienną Łapę, który stał gdzieś z boku dziadka. Wątpiła by jej decyzja obeszła się bez słów Trzmiela i z napięciem wyczekiwała kiedy ten się odezwie, uświadamiając jej jak to bardzo stoczyła się przez te wszystkie księżyce, że nawet teraz ucieka do życia, które niesie za sobą same wygody. Dla niej walka już się skończyła... przynajmniej tak sądziła. Pokochałam klan gromu, jednak on sprawił, że znienawidziłam samą siebie. Rozsiewając tę nienawiść wokół siebie, rozprzestrzeniając ją coraz to dalej, by ogarnęła pozostałych członków klanu. Stoczyła się i teraz o tym bardzo dobrze wiedziała.
Już na pierwszy rzut oka widać, że Kamień to duży kocur. Może nie jest wyjątkowo wysoki - jego wzrost należy raczej do przeciętnych. Jest jednak mocno zbudowany - jego tułów, łapy i nawet łeb są dość masywne. Przez długą i gęstą sierść efekt ten jest spotęgowany. Futro jest intensywnie rude i pokryte pręgami - choć widać je przede wszystkim na głowie kocura. Ma białe znaczenia - na klatce piersiowej i stopach, choć najbardziej charakterystyczna jest biała plamka na pyszczku, zaraz pod nosem, po lewej stronie kocura. Nos ma koloru różowego, a oczy - jasnozielonego. Jego spojrzenie nie sprawia wrażenia zbyt inteligentnego. Często też marszczy pysk gdy się zastanawia. Jego chód sprawia wrażenie powolnego i ociężałego, ponieważ przez długie przerwy w treningach oraz miłość do jedzenia, umięśnienie kocura pozostawia wiele do życzenia.
Kamień to prosty chłopak. Z natury jest dobry i nie jest wobec nikogo złośliwy - no chyba, że w żartach. Wśród najbliższych kotów lubi się wygłupiać. Stara się wszystko zawsze robić dobrze, ale często nie wychodzi mu tak, jak powinno. Pojęcie taktu jest mu obce - dopóki mu ktoś nie powie, że czegoś [i]nie wypada[/i] robić, to sam się tego nie domyśli. Przez to nie odzywa się z przesadnym szacunkiem nawet do najważniejszych kotów w klanie. Jego największą pasją jest jedzenie. Cały świat stara się rozumieć "na chłopski rozum" i złożoność sytuacji nie rzadko go przerasta, przez co jego myślenie jest często błędne. Ze względu na doświadczenia z pierwszej Ceremonii bardzo nie lubi zamieszania i krzyczenia. Sam rzadko podnosi głos i zwykle ma bardzo neutralny ton wypowiedzi. Potrafi jednak ekscytować się przyziemnymi rzeczami - takimi jak ładne płatki śniegu czy jakiś fajny widoczek. Nie jest pracoholikiem, ale lubi wykonywać powierzone mu zadania.
Ognistopręga, Gradowy Podmuch, Bagienna Trzcina, Dymna Łapa, Niski Krok, Lady
Terminatora przeszły dreszcze, gdy słuchał rozmowy Trzmielej Gwiazdy z Rozerwanym Uchem - czy raczej gdy myślał o tym, co właściwie się dzieje i jakie będzie to miało skutki w jego dalszym życiu. Cały czas nie mógł pojąć, dlaczego porywcza wojowniczka zdecydowała się na życie z Dwunogami. Przecież sama potrafiła polować i się bronić; skoro chciała opuścić Klan Gromu, to mogła przecież bez problemu zostać Samotniczką. Rudy chętnie by ją zapytał o powód takich działań, ale po pierwsze nie za bardzo chciał przeprowadzać prywatną rozmowę przy dziadku i jeszcze jednym wojowniku, a po drugie... kotka nawet na niego nie patrzyła. Zwracała się jedynie do Przywódcy i Kamień poczuł się, jakby w ogóle nic nie znaczył dla czarno-białej. Poczuł się poniekąd zdradzony; w końcu zwierzał się jej z problemów rodzinnych, przynosił informacje, a ona teraz nawet się do niego nie zwróciła. Nie odezwał się już ani słowem do byłej Gromiaczki; na pożegnanie posłał jej jedynie obrażone spojrzenie spode łba, po czym ruszył bez słowa z dwoma kocurami w stronę Obozu. Po raz kolejny czuł się całkowicie zagubiony.
/zt, chyba, że ktoś będzie coś chciał od Kamienia
ci co jeszcze nie powstali już siępokłócili Kto będzie n a j w a ż n i e j s z yprzy stole na wigilii
Sprawa ta jest prosta przekaz oczywisty Świat nie umrze z przejedzeniamy umrzemy z n i e n a w i ś c i
Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
Płot rzeczywiście ich dzielił, ale po słowach kocicy zrozumiał, że nie tylko on był tutaj, hm, problemem. Wyglądało na to, że Rozerwane Ucho mogła nawet sama odejść z klanu. Nie zamierzał jednak zgłębiać tego tematu, bo komunikat wydał mu się całkowicie jasny.
— Wojownik odrzuca wygodne życie pieszczocha. Złamałaś kodeks, dlatego uznaję cię za zdrajcę klanu. Zostaniesz potraktowana adekwatnie, jeśli zbliżysz się kiedyś choćby do Wietrznego Wzniesienia. Żegnaj — odezwał się głośno i wyraźnie, ale przede wszystkim surowo. Nie zamierzał już cofać tej decyzji, jeśli Rozerwana jakimś cudem poszłaby po rozum do głowy i jednak zdecydowała się na powrót do klanu. Spaliła właśnie wszystkie mosty, które umożliwiłyby jej powrót. Rzucił okiem jeszcze za odchodzącym rudym kocurem, a potem żwawo ruszył za nim. Okolice te mimo wszystko uważał za niebezpieczne, co zresztą nadmienił parokrotnie w trakcie rozmowy. Po wszystkim udał się na polowanie.
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Czarny ogon uderzył dwukrotnie o posadzkę, gdy była wojowniczka wzięła głębszy oddech, zerkając na Trzmielą Gwiazdę - Wybrałam to, co każdemu przyniesie korzyści - jej głos był pewniejszy, a sama jej postawa wydawała się być o wiele dumniejsza niż wcześniejsza, sam wzrok – już pozbawiony zbierających się łez – był ostry i wbijał się wprost w Trzmielą Gwiazdę. Potem trwała już tylko w milczeniu, obserwując jak trójka kocurów odchodzi, zabierając ze sobą jej możliwość jej powrotu do klanu. Czy dobrze zrobiła? Ma jeszcze sporo czasu by się o tym przekonać, jednak póki co była dumna ze swojej decyzji i nie zmieniłaby jej. Terminator mógł zapytać, czemu Bajka wybrała takie życie. Czemu zdecydowała się zostać z tymi, których wcześniej obarczała nienawiścią. Powodów miała wiele i to one przesądziły nad jej wyborem. Wzrok byłej wojowniczki padł na terminatora dopiero, kiedy ten się wycofał. Otworzyła lekko pysk, tłumiąc głos w sobie, pomimo chęci zawołania go, by się zatrzymał... jednak nic nie powiedziała. Patrzyła jedynie na niego, czując jak jej oddech przyspiesza, a pysk uchyla się lekko, by następnie zamknąć – nie wydając z siebie żadnego dźwięku. Minęła chwila zanim wydobyła z siebie jakikolwiek dźwięk, by następnie nieco głośniej zawołać: - Ka...Kamień! - postawiła łapę na przód, jednak zastygła w bezruchu, przypominając sobie, że tuż obok terminatora idą Ukruszony Kieł i Trzmiela Gwiazda. Wychyliła się ciut na prawo, by lepiej widzieć oddalającego się Kamienną Łapę. Zacisnęła już tylko szczękę, nie robiąc już nic w owym kierunku, zwyczajnie trwała w bezruchu, wbijając spojrzenie w w coraz to mniejsze rude ciało syna Łaniego Kroku. Oczywiście, że chciała z nim porozmawiać, w końcu gdyby nie to, w ogóle by go nie zaczepiła gdy ten wędrował wzdłuż ogrodzenia. Przełknęła powstałą gulę w gardle, wypuszczając powietrze – które już od jakiegoś czasu nieświadomie wstrzymywała – podeszła do płotu, wkładając głowę między szparami desek i odprowadziła wzrokiem gromiaków do momentu aż nie zniknęli jej z pola widzenia. Potem już tylko spuściła wzrok, by po dwóch uderzeniach serca odwrócić się i znów usiąść, czekając aż zobaczy konia. W końcu po to tu przyszła. Ignorując przyspieszony oddech i ciarki, które przebiegały raz, po raz po jej ciele, myśli starała się skupić tylko i wyłącznie na dużym stworzeniu, które lada moment miała zobaczyć! Jednak myśli wciąż wędrowały za oddalającymi się kocurami... a ona chciała tylko zobaczyć konia.
Jest wyjątkowo zgrabna i elegancka w ruchach, które potrafi skoordynować tak, by uzyskać zniewalający efekt, podkreślający atuty. Jest nieco wyższa od przeciętnych kotów, dzięki czemu może robić to, co wyjątkowo jej się podoba - patrzeć na innych z góry, nie nadwyrężając wątłego karku, za którym znajdują się delikatne, niewieście barki. Jej ciało o idealnych, wzorcowych wręcz proporcjach okryte jest krótkim, kremowomlecznym futerkiem o miękkiej teksturze, które na całym tułowiu pokrywają ciemnobrązowe cętki o nieregularnych kształtach, natomiast na łapach i pysku przepasają pręgi, ciemniejące na końcach. Między jej tylnymi łapami natomiast rozlana jest śnieżnobiała plama, która dalej ciągnie się przez podbrzusze pod postacią cienkiego pasma, które na pierwszy rzut oka ciężko jest jakkolwiek dostrzec. Duże ślepia natomiast są koloru mroźnego błękitu.
Niegdyś każda niesprawiedliwość, nawet ta wymierzona wobec obcych, bodła ją w moralność, a teraz? Jest zobojętniała na czyjąś krzywdę i pogrążona w nieczułej apatii. Żywe serce, ze względu na przebytą drogę i doświadczenia, zamieniło się w kanciastą skałę, skutą dodatkowo grubą warstwą lodu, co by przebicie się do uschniętego wnętrza nie było za łatwe. Córka Kolorowego Wiatru zdecydowanie wydoroślała i nie widać w niej praktycznie żadnych pokładów dawnej buntowniczości oraz młodzieńczego zapału do wykazania się przez przyjaciółmi. Jest chłodna, niezwykle zdystansowana i obiektywna, a każdą informację przetrawia kilka razy, nim podejmie decyzję, by przypadkiem nie popełnić żadnego błędu przeszłości. Ma w sobie pokłady surowego wigoru i wymaga od kotów znacznie więcej, niż dotychczas (...)
Pszenica [KG], Jesionowa Łapa [GK]
W umówionym dniu skierowałam się ku Pszczelim Pniom, zaciskając twardo zęby, gdy lodowata rosa wsiąkała w moje futro, mroźny wiatr dął, a słońce wyraźnie nie domagało, ledwie wychylając się raz po raz spośród chmur. Nie lubiłam pory nagich drzew, a ta nadchodziła wielkimi krokami, poprzedzana porą nagich liści, pełną okropnych ulew i wszechobecnej pluchy. Niemo westchnęłam, sama do siebie, z każdym kolejnym krokiem czując się coraz lepiej, by po przekroczeniu granicy Klanu Gromu nagle doświadczyć całkowitego rozluźnienia i braku typowego dla każdego dnia ciężaru na barkach. Odwróciłam się i spojrzałam przez bark, wietrząc zapachy i uważnie nasłuchując, co by jakiś napalony terminator przypadkiem nie pomyślał, aby podążać moim tropem. Na szczęście ze względu na wilgoć nie utrzymywał się on zbyt długo, dlatego po chwili podreptałam dalej i tak dotarłam do miejsca, gdzie mogła zjawić się Żmija.
Uniósłszy łeb ku niebu strzepnęłam uchem, pozwalając, by powietrze wypełniło moje płuca. Będę miała, tym samym, przynajmniej jedną dobę spokoju od naszego gromowego bagna, a także gromowych mord, których miałam już serdecznie dosyć i które przyprawiały mnie o co najmniej mdłości. Być może życie Sasankowej Łapy na wolności wcale nie jest takie złe i może się teraz spełniać, tak, jak mogłabym ja, lecz to mogę robić nawet z tym specyficznym zapachem w futrze, o ile prędzej czy później nie zostanę upomniana o... właściwie o co? O jeden patrol i polowanie dziennie? Chyba tylko, jako że trenowanie terminatorów omija mnie szerokim łukiem i mam zdecydowanie więcej czasu dla siebie, niż pozostali wojownicy, ba - mam go więcej, niż terminatorzy.
//Żmijka.
✦ ✦ ✦ go ahead,you'vetakenmedownnow giveme,giveme,giveme,givemewhatyoudon't know go ahead,.,,.,.takeme alloutnow get this,get thisintoyourgame
Płeć: kocur Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień
Kruczoczarny krótko włosy kocur, z plamką na tylnej lewej łapie, ma jedno niebieskie i drugie pomarańczowe oko KP
Ponury KP
Orle Skrzydło [KG] Brzozowa Łapa [KC]
Każdy wie że wszystko dobre szybko się kończy....a mój żywot w klanie kotów przeciążało mnie! Wszędzie było tłoczno...głośno! W końcu się uwolniłem od tego stresu! Treningi, ceremonie! Chciałem uciec hen, hen daleko za granicami czterech klanów. Niegdyś mi się tam podobało teraz....to nie wiem czy teraz mi tak do śmiechu....teraz to musze działać sam na swoją łapę. Nawet nikogo nie poinformowałem o ucieczce może ktoś widział że uciekam czy coś....ale miałem to gdzieś, po prostu szedłem zdeterminowany przed siebie. Liście szurały pod moimi łapami...a ja rozkoszowałem się zapachem zwierzyny kiedy do mojego nosa naleciał zapach dwunogów.... coś o nich słyszałem ale mniejsza z tym! Wtedy zdałem se sprawę jak daleko zaszedłem, Siedlisko Koni! Mój cel się spełnił! byłem wolny daleko od terenów! Rozkoszowałem się tym jak kocię które co dopiero wyszło z kociarni....chociaż byłem mały miałem wielką odwagę, odwróciłem się.
- Żegnaj mamo....tato, rodzino....kochałem was! - krzyknąłem po czym okrążyła mnie gromada dzieci. Dziwne bo....wyglądali miło nie tak jak słyszałem! Dałem się pogłaskać, jednak nie przewidziałem że ktoś mnie weźmie! Ze strachu aż pisnąłem kiedy się oddalałem.
Księżyce: 128 Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć Płeć: kotka Matka: Wrzeszczący Pysk Ojciec: Trzmiela Gwiazda Partner: Cyprysowa Łuska Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Księżyce: 128 Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć Płeć: kotka Matka: Wrzeszczący Pysk Ojciec: Trzmiela Gwiazda Partner: Cyprysowa Łuska Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Szczupła, niska, potargana; sucha, atletyczna budowa uwydatnia rozbudowaną muskulaturę. Ruda w czarne plamy. Na pysku, palcach i brzuchu białe łaty. Oczy jadowicie zielone, w lewym zez rozbieżny. Na lewej łopatce szpetna blizna, na piersi blizna po pazurach.
krzykacz i buntownik
Rogata Łapa, Piaszczysta Łapa
***
Wyszła z obozu razem z Kiełkiem, którego miała odprowadzić na Siedlisko Koni i tam pozostawić. Jak się okazało nie było problemu z tym, by dołączyła do nich Cyprysowa Łuska. Nie czuła potrzeby, by ktokolwiek jej pomagał, bo z reguły odbierała to jak zarzucanie jej niekompetencji i brak wiary w jej umiejętności, jednak tym razem wiedziała, że Cyprys nie kieruje się nieufnością wobec swojej dawnej mistrzyni. Takie towarzystwo było akceptowalne, zwłaszcza że dzięki temu będzie miała do kogo otworzyć gębę w drodze powrotnej na ziemie Gromu. Przy okazji mogła mieć kocura cały czas na oku, idąc po jego lewej stronie, jednocześnie nie obawiając się tego, że ktoś mógłby ją zaskoczyć, podchodząc do niej od strony na wpół już ślepego, uciekającego oka.
- To tutaj - odezwała się, odwracając swój suchy, trójkątny łeb w stronę wygnańca, przy okazji przymykając lewe oko. Wyprostowała się, by dodać sobie te kilka centymetrów wzrostu, których przecież nie miała i tak zbyt wiele. - Jeżeli kiedykolwiek zobaczę, że kręcisz się wokół naszych terenów, osobiście połamię ci łapy, żeby cię więcej nie ciągnęło do spacerów. Wyraziłam się jasno? - zaskrzeczała donośnie, wbijając spojrzenie swojego zdrowego ślepia w syna Mysiowąsej.
Masywna, postawna kotka, o długim, zadbanym szylkretowym futrze w kolorach: srebrzystym i jasno rudawym, przecinanym przez ciemniejsze, tygrysie pręgi. Z wiekiem przyszło jej uzyskać imponujące rozmiary dzięki którym z łatwością zalicza się go prawdziwych Gromowych gigantów o długich łapskach i ciężkim kroku. Posiada charakterystyczną, rudą plamę na pysku na której znajduje się cieniutka, biała kreska kończąca się pomiędzy chłodno-zielonymi ślepiami. Trójkątny kształt i ułożenie futra na głowie, z lekka zaokrąglone uszy i kudłate bokobrody czy kryza na szyi oraz piersi, upodabniają ją do ojca, tak samo ciągle przymrużone prawe oko i uniesiona jedna z warg wykrzywiające je pysk w wiecznym grymasie. Na wszystkich czterech łapach, piersi oraz brzuchu, ma rozdzieloną biel, która miejscami się rozlewa w inne zakamarki jej futerka. Blizny ma na: gardle; tylnej łapie; grzbiecie; czy rozerwanym uchu od zewnątrz.
Ostra; chłodna; lojalna; ambitna. Księżyce mijały, a wraz z nimi charakter Cyprys nieco ulegał zmianie. Mimo, że nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, kocica stała się nieco bardziej rozmowna. Już odrobinę lepiej szło jej rozmawianie z kotami które darzyła jakąkolwiek sympatią czy zaufaniem. Po otrzymaniu rangi wojownika pielęgnuje swoją sumienność, odpowiedzialność i dojrzałość. Stara się dążyć do obranego przez siebie celu jakim jest zostanie szanowanym wojownikiem. Dla większości kotów jest oschła, obojętna, wredna i odznacza się kpiną oraz pogardą. Bez większych ogródek jest w stanie ostro poprzeć swoje zdanie i splunąć jadem prosto w oczy kota, który w jej oczach na to zasłużył. Nie umie okazywać emocji, oraz ich nie rozumie; ukrywa je pod grubą warstwą dystansu, dzięki czemu krytyka i ostre słowa spływają po niej jak po kaczce; Dla kotów bliższych wykazuje się poczuciem humoru czy wsparciem na swój sposób.
Popielny Żar, Pęknięta Łapa, Olcha [KC]
Kotce nawet nie przeszłoby podważać kompetencje dawnej mistrzyni - zresztą, uratowała jej życie podczas wyprawy na szczury. Osłoniła ją własnym ciałem przyjmując ciosy szarej masy szczurów wraz z Trzmielą Gwiazdą. Było to zawstydzające ale i czegoś się nauczyła. Teraz znała swoje słabości i wiedziała, że nie należy skakać od razu na głęboką wodę. Z perspektywy czasu odpowiednim byłoby pozostać chwile w ukryciu i wyskoczyć z niego w odpowiednim momencie a nie pchać się zaraz u boku Żubrzycy i oczekiwać nie wiadomo czego. Przypłaciła to życiem - jednak najbardziej zapamiętuje się najboleśniejsze bodźce. Jej bodziec polegał na byciu jedną łapą w Gwiezdnym Klanie, brak możliwości jedzenia przez kilkanaście wschodów księżyca i ohydne ziołowe papki aż do wyjścia z Wydrążonego Pnia. Było to wystarczającą nauczką aby pamiętać na przyszłość. Teraz jednak postanowiła towarzyszyć kotce z...bardziej przyjaznych aspektów niżeli egoistycznego pchania się po to aby się do czegoś przydać i zaistnieć. Chociaż to pewnie też wchodziło trochę w grę. Cieszył ją fakt, że Trzmiela Gwiazda pozwolił jej odprowadzać Kiełka. Zawsze mógł odmówić i uziemić ją za wtrynianie się w jego polecenia - a tak to jedynie straciła możliwość otrzymania jakiegoś szczyla do opieki. Czy nad tym ubolewała? Nie. Traszka jej wystarczy. Kroczyła twardo po ziemi z lekko bujającym się ogonem na boki. Z całego korowodu była zdecydowanie największa i najmasywniejsza z wyglądu. Teraz, kiedy w końcu dane było jej osiągnąć docelowy wzrost przerastała Żubrze Gardło prawie o głowę lub więcej. O Kiełku nie wspominając. Jej wibrysy poruszyły się delikatnie i rozejrzała się po okolicy kontrolnie w momencie jak dotarli co zostało obwieszczone przez szylkretową zastępczynie. Było czysto - tyle dobrego. Grzbiet jej nosa zmarszczył się niebezpiecznie kiedy zimne zielone ślepia padły prosto na syna Mysiowąsej wciskając go w ziemię. Słysząc późniejsze słowa Żubr prychnęła i uśmiechnęła się z kpiną ukazując przy tym ostre kły z którymi kocur wolałby się nie spotkać. Jej srebrzysta kryza lekko się uniosła a sama wyprostowała się i trzepnęła uchem z powrotem nakładając maskę obojętności. Jednak jej wzrok mówił jasno - ''Jeden ruch kupo szczurzej karmy, a już teraz cię rozszarpie''. Na razie córka Kwaśnego Pyska nic nie mówiła. Nie musiała, oj nie musiała. Całą swoją postawą jasno dawała sygnały, że zgadza się z tym co mówiła Żubr. Ostatnio odkryła, że nawet nie potrzebuje słów aby wprowadzić kogoś w stan dyskomfortu i względnej uległości. Była gotowa na rozszarpanie wygnańca. Nie był już Gromiakiem i to z własnej głupoty. Pszczeli móżdżek. xx- Mam cię jeszcze milej wyprosić? - uniosła brew, a jej chłodny głos przeciął powietrze. Był teraz nikim. Równał się z innymi wronimi karmami śmiącymi naruszać ich granice. Wspaniałe kocięta, Mysiowąsa. Wspaniałe.
I'mnotafraidofdying,dear - ̗̀runwiththewolves,butdisappeaŕ̖ - Alwaysaround,untilyouappear Guessesaretough,theyfuckwiththatgood life