Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Czy to była odpowiedź której oczekiwał? A skąd, chciał usłyszeć konkrety, większą opowieść, jakieś wyjaśnienia. Tymczasem otrzymał tyle co nic. Wciąż nie znał stosunku reszty klanowiczów do chodzącego trupa, wiedział jedynie, że wspomniany trup nie dałby się grzecznie wepchnąć pod grubą warstwę gleby. Pewnie by się wykopała na powierzchnię, a reszta żałowałaby, że nie zakopała jej głębiej. Kiwnął długim pyskiem.
- Rozumiem. W takim razie miłego spaceru. - rzucił oklepaną formułką w ramach pożegnania. Miał jeszcze sporo pytań, ale podskórna obawa przed zarażeniem się choróbskiem niszczącym obecnie czarnofutrą, skutecznie ograniczała ciekawość. Odwrócił się z machnięciem długiego ogona. - Nie daj się klanowym pieskom. Albo innym szczurom.
I ruszył w swoją stronę, zostawiając tego dziwnego kota za sobą. Dopiero przechodząc pod ogrodzeniem przypomniał sobie, że nie spytał o imię, ale było już za późno żeby zawracać. Przeżyje bez tego.
Księżyce: 120 Mistrz: życie Płeć: trans kocur Trwałe urazy: drobna blizna nad lewym okiem
Spory jak na swój wiek, o ciele smukłym i pokrytym aksamitną, gładko przylegającą sierścią. Jego łapy są długie i - na razie - stosunkowo cienkie, ale pod skórą widać jak tłuszcz coraz bardziej ustępuje ładnie zarysowanym mięśniom. Ma długi, biczowaty ogon, nieustannie wijący się za nim jakby rozsadzała go wieczna irytacja, mimo że to stwierdzenie dalekie od prawdy. Jego głowa jest nieco kosmata, przyozdobiona sporawymi uszami i okrągłymi, intensywnie żółtymi ślepiami. Po obu stronach niemal czarnego nosa znajdują się brązowe wąsy. Kolor jego futerka jest kasztanowy, lecz na łapach, ogonie i mordce przechodzi w ciemną czekoladę. Ciemniejszy pas przebiega od łebka do końca pleców, schodząc na boki w płynnym gradiencie. Tylko przód szyi, spód jego ciała oraz sierść w uszach są jaśniejsze. Podejrzanie przypomina kota burmskiego.
Pełen jest niewyobrażalnie wielkich pokładów energii, która nieraz zdaje się wręcz wylewać z jego wciąż dość kosmatego ciała. Interesuje go absolutnie wszystko, a jego uwaga zdaje się skakać od tematu do tematu szybciej niż jest w stanie wyrzucać słowa ze swojej mordki. Do perspektywy przygód podchodzi z olbrzymim entuzjazmem, przez co zdarza mu się pakować w kłopoty. Nie przejmuje się większością potknięć, choć potrafi wyciągać z nich wnioski - oczywiście z drobną pomocą. Zniechęca się szybko tylko jeśli coś go niedostatecznie zainteresuje. Jest bardzo towarzyski, choć nieco dziwaczny na swój dziwny sposób.
księżyc [nś]
Biegł lekkim truchtem, z ogonem falującym miarowo za nim. Dopiero wyruszył na swoją pierwszą w życiu przygodę; nie spodziewał się, że powietrze poza miastem było tak czyste i świeże. Sprawiło to, że był w dobrym nastroju, mimo że nigdzie nie widział żadnych misek z jedzeniem czy śmietników z resztkami. Był trochę głodny, ale nie było to nic nowego, dlatego na razie się nie przejmował brakiem żarcia. Najchętniej rozdwoiłby się, a nawet roztroił, by zobaczyć jak najwięcej nowych terenów. Niektóre psy i koty mówiły, że "dzicz" nie była wcale ciekawa, ale Żmij nie mógł się bardziej nie zgodzić. Wszystko tu było takie fascynujące! Dźwięki, wonie, widoki, mięciutki i nienaruszony śnieg pod łapami.
Ujrzawszy dziwaczne konstrukcje przystanął na moment i sapnął, po czym wyciągnął swe ciało w energicznym galopie, ledwie wyhamowując przed drewnianym słupkiem. Obwąchał go uważnie; niewątpliwie bywały tu koty, sądząc po śladach pazurów i resztkach zapachu. Uśmiechnął się szeroko i wskoczył na zaśnieżony słupek, by mieć lepszy widok na okolicę. Ciekawiło go jakie koty tu żyły, i czy był w stanie spotkać tu psy, które stroniły od miasta. Nie był pewien czy potrafiły polować jak koty, bo nigdy tego nie widział na własne oczy, dlatego odrobinę wątpił.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
xxxNigdy nie widziała konia. Podczas mieszkania pośród Kamiennych Pazurów dowiedziała się, że nieopodal znajduje się stadnina, ale nie było okazji do spaceru w tamtym kierunku. Teraz natomiast korzystała z wolności, wciąż bijąc się z własnymi myślami, co będzie najlepszym wyborem odnośnie tego, co dalej. Westchnęła cicho, odsuwając na bok natłok myśli i jednym susem znalazła się na drewnianym, ośnieżonym płotku. W oddali rzeczywiście było widać kilka sztuk zwierząt przypominających ogromne psy. Planowała podejść bliżej, ale jej uwaga zatrzymała się na czymś innym. Kilka słupków dalej na płocie siedziała czekoladowa kotka. Delikatny podmuch mroźnego wiatru zdradził pokrzywie, że musiała mieszkać w mieście i przebywać często w obecności psów. Dużo częściej niż z innymi kotami. Interesujące.
– Nie wywiało cię trochę za daleko od domu, mała? – mruknęła, gdy podeszła bliżej młódki. Szylkretka niecodziennie nawiązywała interakcję z obcymi, zwłaszcza jeżeli nie miała w tym żadnego interesu, ale dzisiaj wyjątkowo była w humorze na pogawędkę.
Księżyce: 120 Mistrz: życie Płeć: trans kocur Trwałe urazy: drobna blizna nad lewym okiem
Spory jak na swój wiek, o ciele smukłym i pokrytym aksamitną, gładko przylegającą sierścią. Jego łapy są długie i - na razie - stosunkowo cienkie, ale pod skórą widać jak tłuszcz coraz bardziej ustępuje ładnie zarysowanym mięśniom. Ma długi, biczowaty ogon, nieustannie wijący się za nim jakby rozsadzała go wieczna irytacja, mimo że to stwierdzenie dalekie od prawdy. Jego głowa jest nieco kosmata, przyozdobiona sporawymi uszami i okrągłymi, intensywnie żółtymi ślepiami. Po obu stronach niemal czarnego nosa znajdują się brązowe wąsy. Kolor jego futerka jest kasztanowy, lecz na łapach, ogonie i mordce przechodzi w ciemną czekoladę. Ciemniejszy pas przebiega od łebka do końca pleców, schodząc na boki w płynnym gradiencie. Tylko przód szyi, spód jego ciała oraz sierść w uszach są jaśniejsze. Podejrzanie przypomina kota burmskiego.
Pełen jest niewyobrażalnie wielkich pokładów energii, która nieraz zdaje się wręcz wylewać z jego wciąż dość kosmatego ciała. Interesuje go absolutnie wszystko, a jego uwaga zdaje się skakać od tematu do tematu szybciej niż jest w stanie wyrzucać słowa ze swojej mordki. Do perspektywy przygód podchodzi z olbrzymim entuzjazmem, przez co zdarza mu się pakować w kłopoty. Nie przejmuje się większością potknięć, choć potrafi wyciągać z nich wnioski - oczywiście z drobną pomocą. Zniechęca się szybko tylko jeśli coś go niedostatecznie zainteresuje. Jest bardzo towarzyski, choć nieco dziwaczny na swój dziwny sposób.
księżyc [nś]
Pasące się przy rozrzuconym sianie stworzenia były ciekawe, ale nie przykuły na dłużej uwagi młodego kota; zdecydowanie za mało się ruszały. Chętnie by do nich podszedł i zagadał, ale podejrzewał, że nie mówiły ani jak koty, ani jak psy. Na szczęście nie musiał długo czekać, aż coś bardziej interesującego się stało - oto płot zaskrzypiał, a na nim pojawił się drugi kot! Żmij przyglądał mu się chwilę, niestety wiatr nie ułatwiał wyczucia jego woni. Zmarszczył lekko czoło na protekcjonalny wydźwięk słów, które otrzymał. Stanął na tyle prosto, na ile mógł na tak ograniczonej przestrzeni, zaś jego ogon trzymał się sztywno za nim, lekko uniesiony.
- Ty jesteś mała! Jestem bardziej spory od większości kotów w moim wieku, które widziałem - parsknął dziarsko.
Bez cienia strachu czy obaw podszedł do samotniczki, tylko raz wydając z siebie ciche "o ku#wa", gdy w pewnym momencie jedna z jego łap prawie się ześlizgnęła. Wreszcie znalazł się na tyle blisko, by móc wyciągnąć głowę bliżej i wyczuć wonie otaczające nieznajomą. Różniły się od tych, które znał w mieście, jasno sugerując, że tam raczej nie mieszkała. A więc musiała być tutejsza! Pierwszy raz widział kota żyjącego tak daleko od siedlisk ludzi.
- Mieszkasz tutaj? Pachniesz trochę jak las i śnieg. My w mieście mamy tylko błoto, śmieci i smród samochodów - zagadnął, przekrzywiając głowę nieznacznie w bok.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
xxxDługie uszy drgnęły lekko na buńczuczną odpowiedź, a kąciki warg samotniczki uniosły się delikatnie ku górze. Zadziorny się trafił. Nie wróżyło to dobrze, ale nie potrafiła nie odczuwać cienia sympatii do – jak się okazuje – kocurka. Miastowe koty do lasu w większości przypadków przyganiała ciekawość, a ta cecha była ich wspólnym czynnikiem.
– Oh, doprawdy? Niesamowite – rzuciła rozbawiona reakcją czekoladowego. Rzeczywiście, gdy zbliżyła się do niego, było widać, że jak na swój wiek był całkiem spory. Dla Pokrzywy jednak wciąż pozostawał „mały”. Przynajmniej dopóki jej nie przerośnie, a czy to się stanie i czy do tego czasu spotkają się ponownie – czas pokaże.
– Hmm... Jeśli masz na myśli „tutaj” jako poza miastem, to tak, mieszkam „tutaj” – odparła wymijająco,. Odwróciła łeb ponownie w kierunku pasących się koni, a pośród gęstego kolorowego futra dało się dostrzec ciasno owiniętą wokół szyi poniszczoną, skórzaną obróżkę. Zapach dwunogów już dawno wywietrzał, ale ta niechlubna ozdoba dalej wisiała uczepiona niczym natrętny kleszcz.
– Więc jesteś na wycieczce... Słyszałeś o Klanach? – spytała, przenosząc wzrok z powrotem na rozmówcę. Miała nadzieję, że coś się już mu obiło o uszy. Szkoda byłoby, gdyby przypadkiem wkroczył na ich tereny i został rozszarpany zanim zdąży powiedzieć „hej”. Z nimi nie było żartów. Chyba, że wyjątkowo trafiło się na przyjaznego osobnika.
Księżyce: 120 Mistrz: życie Płeć: trans kocur Trwałe urazy: drobna blizna nad lewym okiem
Spory jak na swój wiek, o ciele smukłym i pokrytym aksamitną, gładko przylegającą sierścią. Jego łapy są długie i - na razie - stosunkowo cienkie, ale pod skórą widać jak tłuszcz coraz bardziej ustępuje ładnie zarysowanym mięśniom. Ma długi, biczowaty ogon, nieustannie wijący się za nim jakby rozsadzała go wieczna irytacja, mimo że to stwierdzenie dalekie od prawdy. Jego głowa jest nieco kosmata, przyozdobiona sporawymi uszami i okrągłymi, intensywnie żółtymi ślepiami. Po obu stronach niemal czarnego nosa znajdują się brązowe wąsy. Kolor jego futerka jest kasztanowy, lecz na łapach, ogonie i mordce przechodzi w ciemną czekoladę. Ciemniejszy pas przebiega od łebka do końca pleców, schodząc na boki w płynnym gradiencie. Tylko przód szyi, spód jego ciała oraz sierść w uszach są jaśniejsze. Podejrzanie przypomina kota burmskiego.
Pełen jest niewyobrażalnie wielkich pokładów energii, która nieraz zdaje się wręcz wylewać z jego wciąż dość kosmatego ciała. Interesuje go absolutnie wszystko, a jego uwaga zdaje się skakać od tematu do tematu szybciej niż jest w stanie wyrzucać słowa ze swojej mordki. Do perspektywy przygód podchodzi z olbrzymim entuzjazmem, przez co zdarza mu się pakować w kłopoty. Nie przejmuje się większością potknięć, choć potrafi wyciągać z nich wnioski - oczywiście z drobną pomocą. Zniechęca się szybko tylko jeśli coś go niedostatecznie zainteresuje. Jest bardzo towarzyski, choć nieco dziwaczny na swój dziwny sposób.
księżyc [nś]
Zmarszczył kosmate czoło, niepewny czy słowa kocicy były sarkazmem, ale jego uwaga szybko została odwrócona. Nie potrafił zbyt długo wałkować w swojej głowie jednego tematu; nawet gdy był sam, jego myśli nieustannie skakały od jednej kwestii do drugiej, potem do trzeciej, produkując niemal nieprzerwany wewnętrzny monolog. Nie potrafił zbyt długo trwać w jednym miejscu, ani fizycznie, ani mentalnie.
Strzepnął uchem, zaciekawiony wyraźnie wymijającą odpowiedzią nieznajomej. Gdyby rzuciła zwykłe "tak", nawet by nie zwrócił na to uwagi i nie zatrzymał się w ogóle przy tej kwestii. Jej dobór słów sprawił jednak, że poczuł potrzebę dowiedzieć się ile tylko mógł, jak najszybciej. Byłby przestąpił z łapy na łapę, gdyby nie śliskość płotu, na którym balansował.
Nim zdążył podjąć jednoznaczną decyzję odnośnie własnej odpowiedzi, otrzymał pytanie - choć mało brakowało i by go nie dosłyszał, pochłonięty własnymi myślami.
- Nie, nie słyszałem. A w ogóle ty mieszkasz tutaj tutaj, z tymi dużymi psami, czy gdzieś w lesie? Sama polujesz na swoje jedzenie? Nie wygląda jakby ludzie tu w ogóle chodzili i zostawiali coś do żarcia. A te klany to jakieś grupy mieszkające w okolicy? Bo ja jeszcze nie spotkałem nikogo prócz ciebie! Ani psów, ani kotów, ani... no, na przykład lisów. Bo one mieszkają w lasach, nie? - wyrzucił z siebie, rozerwany między tymi wszystkimi interesującymi go kwestiami, o których tak mało wiedział.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXX Widziała i słyszała tą ilość ekscytacji drzemiąca pod czekoladowym futerkiem, zupełnie jakby miała przed sobą... szczeniaczka. Energicznego, ciekawskiego, chcącego wszystkiego dotknąć i sprawdzić. Takie skojarzenie się jej nasunęło, głównie przez wzgląd na dochodzący psi zapach od kocurka.
– Mieszkam wszędzie i nigdzie – odmruknęła, przez krótką chwilkę obserwując czy i jak duże skołowanie wzbudzą jej słowa w młodziku, aby kilka uderzeń serca później wyjaśnić: – Przebywam w okolicy, ale nie sypiam w jednym miejscu. Być może za kilka dni przeniosę się gdzieś indziej, to się dopiero okaże. XXXMówiła tonem spokojnym, wręcz łagodnym, który mocno kontrastował z rozentuzjazmowaną mową jej rozmówcy. Bawiło ją to. Tak samo jak niesamowita liczba pytań zadanych przez niego na jednym wdechu.
– A może tak po kolei, hmmm? Nigdzie ci nie ucieknę – powiedziała rozbawionym tonem, pozwalając sobie usiąść na ogrodzeniu, udowodnić, że przez najbliższą chwilę tu pobędzie i może porobić za informatora. Doskonale rozumiała to, że chciał się dowiedzieć wszystkiego już, teraz, natychmiast i nie chciała mu w tym przeszkadzać, ale wolała zrobić to w odrobinę wolniejszym tempie. – Ale... tak, tak i tak.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Minęło, nie da się ukryć, naprawdę dużo czasu. Kamień zdążył zdobyć Wojownicze imię, ukończyć cały trening i... no, generalnie, pozmieniało się. Dość bardzo. O dziwaku-samotniku pamiętał jednak nadal żywo - czego dowodem była dzisiejsza próba znalezienia go. Bezwstydnie zgarnął ze stosu zwierzyny trzy zdobycze; wróbla, wiewiórkę i szczura. Nic specjalnego, ale chyba nic więcej potrzebne nie będzie, prawda? Nawet nie wiedział, czy na Szkiełko trafi.
Wywędrował aż tutaj. Szukał cierpliwie, teraz miał więcej czasu niż kiedykolwiek przedtem. Przy odrobinie szczęścia, dziwak zjawi się dostatecznie szybko.
//Szkiełko >:)
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Była to niewysoka, chuda kotka, której brak wysokiego wzrostu rekompensowała długość ciała, naturalnie przystosowująca ją do biegu, oraz długi ogon...chwila, moment. To ostatnie nie opisuje najlepiej wymiarów tej części ciała u tej wojowniczki. Ogon Grzyb był nieprawdopodobnie, szokująco wręcz długi. Jak i reszta ciała, porośnięty był czarnym, krótkim futerkiem pozbawionym jakichkolwiek białych znaczeń. Natura wyposażyła ją w złote, bystre oczy, w których od niedawna błyszczy uśmiech przez łzy. Jej nawykiem było trzymanie zwieńczonych frędzelkami uszu postawionych. Szyję szpeciła sporych rozmiarów blizna - ślad po oderwanej przez lisa skórze. Jako Gwiezdny powróciła do wieku kocięcego: znowu jest maleńkim kociakiem o ledwo wybarwionych ślepkach.
Z zewnątrz nadal jest tą samą cichą i oddaną wojowniczką, jednak jeśli bliżej się ją pozna, otrzyma się portret kotki o ogromnym sercu równie złotym co jej oczy. Sercu, które jest złamane. Grzybowa Polana już dawno przyjęła rolę pokornej obserwatorki otaczającej ją rzeczywistości - teraz zarzuciła jednak korygowanie wad i czynienie życia znośnym. Pozwala życiu płynąć obok siebie, pozostawiając sprawy własnemu biegowi. Nie, żeby wierzyła, że któregoś dnia znowu wszystko będzie dobrze - po prostu konfrontacja ze światem realnym jest dla niej zbyt bolesna. Wręcz bije z niej zmęczenie wszystkim, co ją otacza. W dalszym ciągu można przyjść do niej po pomoc, wtulenie się w czarne futerko czy po prostu by pogadać na jakikolwiek temat - jednak Grzyb, co widać na pierwszy rzut oka, sama potrzebuje terapii.
Jaskółczy Śpiew [MGBG], Jeziorna Mgła [nkt]
Szkiełko miał chyba szósty zmysł pozwalający mu pojawiać się tam, gdzie koty chciały go widzieć. Teraz też zmaterializował się przed Kamieniem dosłownie znikąd, jakby jego ruda postać wyniknęła z całunu zimnej mgły.
- Kto mnie wołał, czego chciał... Skoro był jeden, to go nie było, zatem jest kilkoro - wyszeptał zachrypniętym głosem, stając przed wojownikiem. Wydawało się, że mówi spod powierzchni wody, a cienie malujące się na jego drobnej sylwetce przez chwilę zdały się Kamieniowi pajęczyną wodorostów, glonów i śniętych ryb oplatającą go. - Przyniosłeś ofiary, przyniosłeś?
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Trzepnął uchem na jego szept. Co miał... powiedzieć tak szczerze? Na taki potok bzdur! Nie mógł zapominać, w każdym razie, że kot przed nim bywał dziwny. Nic więc nienormalnego w tym jego bełkocie. Nie zdziwił się też nazbyt na jego prezencję. Była w każdym razie bardziej... była inna, niż ostatnio. Czego spodziewać się po Szkiełku? Machnął głową, podsuwając mu piszczki pod łapy. - Trzy, jak kazałeś - chrapnął, kładąc zad na zimnym podłożu. - Nie mogłem szybciej. Nadal wszyscy... moi partnerzy. Są żywi.
Bo nie wszyscy. Trzmielina padła, Wilk zaginęła, Pszczółka tak samo - nie był z nimi w żadnym związku.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
Co on tu robił? Sam chciał wiedzieć. Przez ostatnie kilkanaście księżyców nie postawił nawet łapy w okolicach czterech klanów, a tu proszę, dzisiaj postanowił przerwać tę śmieszną passę. Znaczy, po części. Nie miał zamiaru zbliżać się do granicy, ani tym bardziej wchodzić na ich tereny, tylko po prostu pierwszy raz od dawna łaził sobie niedaleko. A dokładniej po płocie stanowiącym barierę chroniącą cztery klany przed tymi ogromnymi stworzeniami. Na szczęście w okolicy nie znajdował się ani jeden koń, znaczy, kocur się ich nie bał, był w pewnym sensie zafascynowany, jednak… Wciąż nie był fanem spacerowania sobie, gdy obok znajdował się taki masywny potwór mogący go rozpłaszczyć jednym machnięciem łapy.
Tak więc był całkowicie sam. Wystarczająco daleko od granicy by żaden klanowicz się nie czepiał że naruszył teren, ale jednocześnie wystarczająco blisko by przypominać sobie swoje wędrówki po tych terenach, gdy jeszcze był młodym terminatorem. Zatopił się w swoich myślach, wymieniając w głowie mijane po drodze miejscówki, które wciąż pamiętał. Uśmiechnął się pod nosem, tak, to był jeden z fajniejszych okresów w jego życiu.
// Kukułka! <3
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
A co ona tutaj robiła? Cóż, oddalała się coraz bardziej od klanowych terenów i teraz nie włóczyła się w większości tylko po Leśnych Ostępach, ale kręciła się również w okolicach Siedliska Koni, które ją fascynowało. Kiedyś miała okazję zobaczyć owce - które wyglądały, jakby chmurki z nieba zeszły na ziemię! Ale konie... konie były o wiele bardziej fascynujące! O wiele większe, choć zdarzały się takie mniejsze, choć już dorosłe, mniejsze nawet o połowę takiego konia! No i tak śmiesznie się poruszały, jak nie skubały trawy! No i ich łapy... były takie śmieszne. Nie miały paluszków, nie miały pazurów, tylko... coś dziwnego na koniec. I choć bała się podejść bliżej, to interesowało ją to. O, i ostatnio podpatrzyła dwunoga, który na takim koniu siedział! JAK.
Radośnie kłusowała sobie więc w stronę ogrodzenia, chcąc zobaczyć, czy czasami dziś też nie ma tu koni, ale pech chciał, że za ogrodzeniem nie było ani jednego. Ale, hej, Siedlisko było duże, może są po prostu za innym? Tak, na pewno to było wytłumaczenie. Zdecydowanie. Ruszyła więc wzdłuż ogrodzenia, ciekawsko wyciągając szyję, gdy jej oczom nie ukazał się koń, ani nawet nic do kota podobnego, ale... kot! Brzmiało podobnie, ale no bynajmniej nie wyglądało. Ruszyła więc szybciej, bo hej, okazja na poznanie nowego samotnika to super okazja. I wtedy właśnie zdała sobie sprawę, że kocura kojarzy, że ma wrażenie, że już gdzieś go widziała, a... gdy zdała sobie sprawę kto to jej oczy rozszerzyły się dwukrotnie a ona przyspieszyła niemal do biegu by wręcz wbiec w kocura, ale zatrzymując się zaraz przed nim.
- Niech mnie oczy nie szczypią, Niknący Płomień?! - krzyknęła, nie przejmując się tym, że mogła się pomylić i że właśnie mogła tak krzyknąć do jakiegoś przypadkowo bardzo podobnego do kocura innego kota. - Gdzieżeś się szlajał, co? - spytała, cicho prychając.
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
Zszedł z płotu, gdy tylko zmęczył się bilansowaniem na tych śmiesznych palach. Fajne widoki, ale na dłuższą metę bolące w łapki. Chwilę tak spacerował, zanim dostrzegł przed sobą… czarną kulkę. A raczej jakiegoś czarnego kota. Samotnik? A może jakiś cienisty się tu pałętał? Miał w planach go po prostu zignorować, jeśli ten by go nie zaczepił, jednak… Nieznajomy zaczął biec w stronę dymnego, na co samotnik zamarł w miejscu. Chciał walczyć? Ale przecież niebieski nie naruszył granicy, więc co do. Kocur stanął mocno na ziemi i spiął mięśnie do ewentualnego kontrataku, jednak… Coś w obcym wydawało mu się dziwnie znajome. Dostał oświecenia, dopiero gdy do jego nozdrzy dotarł jego zapach. Kukułka…? Rozluźnił się i cofnął się o krok, unikając zderzenia dwóch kotów. Gdy usłyszał jej podekscytowany głos, nie było mowy o pomyłce z innym kotem. To rzeczywiście ona. Ze wszystkich możliwych kotów, akurat ona…
- Kukułka? Co ty tu robisz tak daleko od obo- - kocur dał sobie pół uderzenia serca na zastanowienie się nad tymi słowami. Nie było go prawie cały obieg pór, młoda pewnie była już wojownikiem, albo może nawet kimś więcej - Czekaj ile ty masz księżyców…? Możesz tak swobodnie łazić po ziemiach niczyich? - zapytał, jakby sam tego nie robił, gdy był tylko świeżym terminatorem. - A ja… Byłem tu, tam… W sumie wszędzie… - dodał, wskazując głową różne kierunki świata. Powiedział również młodej całą prawdę w skrócie. W jego historii nie było żadnych psów które go przepędziły, czy też dwunogów którzy go porwali. Po prostu… łaził sobie gdzie chciał.
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Cicho zachichotała słysząc jego słowa. Mimo tego, że nie było go w obozie tyle księżyców, że tyle go ominęło, to zachowywał się nadal jak przykładny wojownik, jakby nie minął obieg pór, tylko ledwo parę dni, a ona nadal była tylko kociakiem, albo bardzo młodym terminatorem, który wyszedł z obozu. Uśmiechnęła się z politowaniem.
- Nie jestem już małym kociakiem, który nie zna żadnej granicy, Niknący Płomieniu! - zażartowała, szturchając go delikatnie łapą w klatkę piersiową, jeśli się nie odsunął. Doprawdy. - Nikt nie może mi zakazać wędrówek, phi - dodała, acz nie przyznała, że dostała nawet oficjalne pozwolenie przywódcy, który powiedział jej to na ostatnim treningu gdy... wyznała mu parę swoich planów na przyszłość. - I, yy, nie wiem, ale hej, na pewno więcej niż tyle, ile powinnam mieć mając pełen obieg pór życia! - dodała. Nie liczyła tego, po co by miała, to było nudne. Ważne, że jeszcze nie osiwiała, nie bolały jej stawy i nie narzekała na młodych terminatorów mówiąc, że za jej czasów było lepiej; choć Bąbelek powiedziałby pewnie coś innego swego czasu pytając ją, czy nie powinna być w starszyźnie i robić tego, co idzie im najlepiej - umieraniu na przykład.
Zmarszczyła nieco brwi słysząc jego wytłumaczenie. Tu? Tam? Wszędzie? Zmrużyła nieco oczy uważnie wpatrując się w kocura, czekając, aż powie coś więcej, ale widząc, że to nie następuje, pokręciła głową ze zrezygnowaniem.
- I powiedz mi jeszcze, że poszedłeś tam, tu i wszędzie z własnej woli, i nawet nic nie powiedziałeś - rzuciła udając obrażony ton głosu, choć fakt, trochę nie podobało jej się, że on sobie zwiedzał i nic jej nie powiedział!
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
Przykładny wojownik... Bardziej się martwił, że świeży terminator łazi sobie po ziemiach niczyich, nie mając pewnie wiedzy o walce czy polowaniu. Jego ucho było dowodem, jak te tereny mogły być czasem niebezpieczne. - Zauważyłem - dodał, na wzmiankę o niebyciu kociakiem. Kukułka nie wyglądała już jak ta mała, czarna kulka tylko... Jak duża czarna kulka. Oj trudno będzie się do tego przyzwyczaić.
Na wzmiankę o wędrówkach się uśmiechnął lekko pod nosem. Czyli oboje lubili stawiać łapki tam, gdzie jeszcze nie stawiali? Nie spodziewał się, że to akurat będą mieli wspólnego, ale i tak czy siak można było to nazwać na swój sposób... uroczym. Urocze natomiast nie było uświadomienie sobie, że kulka stojąca przed nim nie była tylko duża, ale również dorosła. Pełen obieg pór... No tak, w sumie jakoś wczesną porą młodych liści przyszli na świat, czyli by się zgadzało. - ...dużo. Zwolnij trochę, bo przy mojej następnej wizycie będziesz w starszyźnie - spróbował zarzucić jakiś żart, wykorzystując swój o dziwo wyjątkowo dobry humor. To czy był śmieszny, to inna sprawa.
Nie spodobał mu się ten niby obrażony ton kotki. Był udawany, to fakt, ale faktem również było, że zniknął bez słowa. - Jakoś tak... Wyszło. Wybrałem się na daleki spacer i uznałem, że nie ma sensu wracać... sorki - dodał, próbując się jakoś wybronić z jej oskarżeń, rzucając nawet luźnymi przeprosinami, byleby młoda się serio nie obraziła i no może zrozumiała.
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees