- O... No... spoko!!! Chociaż pewnie nikt by nie zauważył - nie, na pewno by zauważyli. Znikało tyle kotów, że na pewno ktoś by zwrócił na to uwagę, szczególnie z jego rodziny. Ale wiadomo, delikatnie popisać się musiał, że przecież nooo!! Co on tam się boi, że mama czy ktoś były zmartwiony. To już duży, silny, dorosły kot w końcu!
Aż zaraz spojrzał na nią zdzwiony. Lubić niefajne rzeczy, jak ten płot? Nie, to było totalnie neutralne, dla niego... Ale mógł lubić niefajne rzeczy, oczywiście. Bo to chyba tylko zabawa i tak naprawdę nie musiał lubić tego co było niefajne i normalnie by tego nie lubił, co nie? - Lubię... LUBIĘ!!!! Chodzić do Wichru. To niefajne, bo nie powinno mnie tam nigdy być, ale tam jest taki jeeeeden kocur, więc... - uśmiechnął się półpyskiem. O ile Pająk go w ogóle pamięta! Niby każdy powtarzał, że tak, ale Wiatr lubił nie robić sobie nadziei. Bo potem by się jeszcze rozczarował... - Ale on jest fajny. Niefajne jest to, że każdemu przeszkadzają nasze spotkania. Totalnie głupie, niczyj to interes chyba, nie?
- To słabo się wodzisz w tym klanie, jak nikt by nie zauważył - stwierdziła, wzruszając ramionami. Jej zniknięcie było zauważone, wiedziała to. Wiedziała, że Dzika Wiśnia była tego świadoma, że Galopujący Konik jej szukał. Wilcza Łapa pewnie też wiedziała, choć ta zapewne cieszyła się, że pozbyła się konkurencji. I dobrze, dobrze że się cieszyła, bo gdyby nie zniknięcie Kliszy, to nie miałaby najmniejszych szans w tym ich sporze. Była ciekawa, czy końcowo byli razem. Jeżeli tak, to szkoda, bo Konik był niezłą partią. Iście zmarnowaną przy boku Wilczej Łapy. Pewnie jej zniknięcie obok Barwnego Płomienia przeszło jej akurat obok nosa, no ale wciąż. - Chodź do tego wichru, skoro masz tam takiego jednego kocura. Niefajne rzeczy są po to, żeby je robić, spoko, ja też robiłam. I chodziłam na granicę, pomimo, że nie powinnam. I wiesz co? Niczego nie żałuje. Nigdy nie zamieniłabym czasu na tej granicy za nic innego, i tak nie masz nic do stracenia - uśmiechnęła się pod nosem. Pamiętała, jak całe dnie siedziała na cienistych granicach. I nie żałowała, nie żałowała niczego. O wiele bardziej wolała siedzieć niemalże cała przemoczona na Kolonii Bratków, czekając tylko na kogoś, do kogo nie miała pewności, czy w ogóle się zjawi, niż siedzieć w gromie i robić... cokolwiek. Strata czasu. Wiatr był młody. Niech się bawi. Niech robi to, czego nie zapomni do końca życia, a nie to, co każą mu robić inni. - Oczywiście, że niczyj interes. Chodź do niego. Siedź na granicy i całe dnie, nikomu nic do tego. Miej to głęboko w zadzie - miauknęła bez zawahania.
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Artem siedział sobie spokojnie na płocie i wpatrywał się w odległe budynki Siedliska Koni. Ostatni raz miejsce to widział wiele księżyców temu. Musiał przyznać, że to miejsce ani trochę się nie zmieniło. Ciekawe doświadczenie, widzieć coś co wydawało się stanąć w czasie, kiedy on sam z kolei tak bardzo się zmienił. Ciemnobrązowy point siedział tak w ciszy, zagłębiony w swoich myślach. Zastanawiał się, wgapiając się w tę znajomą scenerię, czy te wszystkie księżyce spędzone w Nowym Świcie były po prostu, najzwyczajniej w świecie, zmarnowanym czasem, czy może wręcz odwrotnie. W tej chwili ciężko mu było o tym zdecydować kiedy emocje jeszcze nie do końca opadły. Mimo wszystko zostawił tam adoptowanego syna. No… ale on tam ma teraz swoją prawdziwą rodzinę. Na pewno jakoś bardzo nie zabolało go odejście Artema. Niedługo o nim zapomni i skupi się na innych rzeczach. Na swoich kociętach… szkoda było że ciemnobrązowy point pewnie swoich nigdy nie doczeka. Zawsze chciał mieć swoją własną rodzinę… no ale losy potoczyły się dla niego inaczej i jakoś musiał z tym żyć.
//Onyks
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxSzła w kierunku swojego jakby legowiska, gdzie składowała wszystkie swoje rzeczy, nie miała żadnego konkretnego planu, ale spacer do miasta był wyczerpujący i od ostatniego oprowadzania Kukułki przypomniało jej się, że chciała odwiedzić dokładniej stare śmieci. Dużo się pozmieniało, dawne koty nie żyły albo nie dało się z nimi nawet porozmawiać, cóż tak to właśnie było. Przytulała się praktycznie do płotu, który odgradzał konie od niej samej, ale nie było to zwyczajne przejście się, bo już od jakiegoś czasu coś rysowało jej się z oddali i wyglądało dość... kocio. Smutny, przygnębiony kocurek, który ewidentnie wyglądał jakby właśnie zmarła mu cała rodzina, czy po prostu zjedzono mu posiłek, bo się wszyscy rzucili, a on był dramaturgiem. Wskoczyła na płot parę metrów wcześniej i powoli oraz z gracją szła w jego kierunku bez żadnego szczególnego wyrazu pyska. xxxx– Ajajaj. Z tego jak zeskoczysz to przeżyjesz, wiesz o tym? – cmoknęła przysiadając się dwa lisie ogony dalej. – Jak chcesz się zabić to ścieżka jest z drugiej strony, zresztą z drzewa już lepiej spaść, znałam jednego takiego co jak spadł to nic nie zostało – rzuciła beznamiętnie spoglądając ponownie na wyrzutego kocura. – A jeśli nie chcesz się zabić to po co taki przygnębiony siedzisz? – zapytała w końcu, ukrywając swoją dokładną ciekawość i wszystko co zauważyła przy tym spotkaniu. A raczej poczuła. Znała ten zapach. Nowoświtowy. Jeszcze nie zatarł się, mimo bycia tak daleko od domu. Zastanawiała się co takiego w sumie robi ktoś taki, tutaj. Za klanami. Za swoim obozem. Nie mogła przecież sobie odpuścić typowej ploteczki i coś jednak gryzło ją w środku, jakby naprawdę martwiła się tym co czuje point, normalnie machnęłaby na to ogonem, ale ten i tak już latał bezwiednie.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Nie spodziewał się towarzystwa. Samotnicy chodzili w różne strony więc spotkanie jakiegoś w pewnych momentach mogło nawet graniczyć z cudem. Tym razem jednak, jak widać, kogoś do niego przyciągnęło. Najpierw miał co do tego mieszane uczucia, bo ostatnio nie miał za wiele pozytywnych interakcji z innymi kotami, jednak kiedy ta zaczęła mówić i coraz bardziej brnęła w swoją wypowiedź ciemnobrązowy point trochę się rozchmurzył. Może dziwny miała sposób na zagadywanie do innych kotów, ale słyszał dużo gorsze. Większość właśnie w podobno tak przyjaznym Nowym Świcie.
-Rozmyślam -powiedział, spoglądając na nią- Ostatnio dużo się działo w moim życiu i muszę sobie poukładać wszystko w głowie, co nie jest w tym momencie jakoś specjalnie prostym zadaniem -dodał jeszcze. W sumie ta nieznajoma kotka była chyba pierwszym kotem od dłuższego czasu, który w jakikolwiek sposób zapytał się o to jak Artem się czuł- A ty? Cóż cię tutaj sprowadza? -zapytał.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxCichy miarowy oddech, wzrok utkwiony w kocurze, który nawet nie drgnął, nie wyraził obrzydzenia, czy chęci ucieczki od jej głupich odzywek, a wręcz wyglądał jakby chmury burzowe rozeszły się mu znad głowy. Wyprostowała się bardziej, czekała na rozwój sytuacji, jakieś informacje i czemu wyglądał jak góra końskiego łajna jak się pierwszy raz rzucało na niego wzrok. xxxx– Czemu nie jest prostym zadaniem? I czemu akurat w tym momencie takie nie jest? Nie bardzo wiem też jakich odpowiedzi szukasz i czemu akurat w krajobrazie końskiego padoku. Tu ich na pewno nie uzyskasz, a na pewno nie w taki sposób jak to robisz. Wydajesz się ode mnie starszy, podobno z wiekiem przychodzi rozwaga, jak z Twoją? – zapytała nadal nie bardzo rozumiejąc co właściwie robi i po co. Możliwe, że taka już była, głupia. Widziała złamaną duszyczkę. Widziała jak ktoś okazuje swoje emocje bez większych problemów i była zazdrosna zła. Nigdy nie przynosiło to nic dobrego i dobrze o tym wiedziała, dobrze wiedziała jak ktoś mógł to wykorzystać i szła w stronę tej duszyczki, by zahartować w niej ducha lub zgnieść go by dać nauczkę. – Ty. – prosta, szybka, bez namysłu odpowiedź. Nie jego sprawa po co tak naprawdę tędy szła, ale prawdą jednak było, że siedziała tu teraz patrząc na te same miejsce tylko i wyłącznie przez niego.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-Nie jest prostym zadaniem, zwłaszcza w tym momencie, bo rana jest dość świeża -powiedział i spojrzał znowu w stronę Siedliska Koni, ale filozoficznie kurde. Ciemnobrązowy point zastanawiał się przez chwilę w milczeniu nad kolejnymi słowami nieznajomej kotki. Dało się zauważyć od razu, że była w gorącej wodzie kąpana. Chyba nie do końca rozumiała co to znaczy “poukładać sobie coś w głowie”. To miejsce było równie dobre jak każde inne, w którym mógłby się w ciszy zastanowić jak powinien patrzeć na swoje poprzednie życiowe doświadczenia- Osobiście wydaje mi się że uzyskam. To miejsce jest tak dobre jak każde inne, które da mi możliwość do pomyślenia w spokoju nad tym co mi doskwiera -odparł- Nie potrzebuję wyruszać na duchową przygodę czy rozmawiać o tym z innymi kotami, żeby dojść do wniosków których potrzebuję -zażartował.
-Rozwaga -mruknął, próbując jak to słowo brzmi jego głosem, normalnie jakby pierwszy raz je wymawiał- Zależy co rozumiesz przez pojęcie rozwaga. Stary może gadać tak samo równe pierdoły i głupoty co małe kocię, jeśli dwa koty mają różne definicje tego samego słowa. Albo może się równie dobrze okazać, że kocię jest mądrzejsze od starego kota, który podobno ma tyle doświadczenia w życiu, jednak nie umie z niego korzystać i z niego się uczyć. Rozwaga jest jednym z tych pojęć, które są zdecydowanie względne. Według mnie rozwagi w sobie nie można samemu ocenić, jest to zadanie innych kotów, które patrzą na ciebie bardziej obiektywnie niż ty sam, ponieważ ty sam możesz nie dostrzegać wad czy zalet, które faktycznie w sobie posiadasz. Mogą być ukryte przed twoim wzrokiem, jednak ktoś inny może je zauważyć kiedy tobie to nie wychodzi.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxDawał jej informację, chociaż były to ledwie strzępki układanki i samego sedna problemu, który ją interesował. Rozumiała klanowe koty pojawiające jej się na drodze i to po tej stronie ulicy, a nawet rozumiałaby nowoświtowe z innym wyrazem pyska i mniej depresyjną aurą, a tutaj nie miało to żadnego sensu. Oczyszczenie głowy nie jest potrzebne w takim miejscu. xxxx– Nie sądzę, że myślenie w spokoju działa, lepiej coś zrobić. – zabić. – Iść na polowanie, pobić się z kimś, porozmawiać o byle czym. Nie każę Ci wychodzić na duchowe przygody, ale nie sądzisz, że wyglądasz dość... marnie? Zbyt marnie, by siedzieć tu samemu. Nie sądzisz, że skończysz jako pożywka dla czegoś? – dopytała świdrując kocura wzrokiem. Nie rozumiała namyślania się w takich warunkach, gdy wiedziało się jak wygląda życie samotnika... a może zapomniał? Zapomniał jak łatwo można zostać zjedzonym przez byle co? Czy może nie cenił sobie życia? Jej też czasami było to obojętne, ale przez już wyrobioną ostrożność była czasami wręcz przygotowana na wszystko co możliwe. Nauczyła się na skórze co może się wydarzyć bez tego, a mimo to igrała ze wszystkim jak chciała. xxxx– Kto by pomyślał, że masz w tej swojej głowie coś, a myślałam, że jesteś jak każdy inny i dasz drętwe odpowiedzi – zaśmiała się pogodnie. – Chociaż nie zgadzam się ze wszystkim. Nie każdy musi dawać Ci szczere odpowiedzi, nie widzę powodu polegania na słowach innych. Jakbym teraz powiedziała, że masz pająka na plecach to byś mi uwierzył? Niektórzy też nie chcą ranić czyichś uczuć, więc co zrobić z nieszczerymi kotami w drugą stronę? Najlepiej samemu znać siebie i swoje wady. Swoje limity. Albo mieć zaufane koty. Tylko... czy Ty takie posiadasz nowoświtowcu? – zapytała z lekką nutką ciekawości, bo nie czuła potrzeby krycia się ze swoimi emocjami. Przynajmniej aktualnie. – Trochę daleko do tych zaufanych kotów, prawda? – dodała ostatecznie i strzepnęła ogonem.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-Nie, nie sądzę -odparł. Aż tak miernie nie wyglądał, żeby wszystko chciało go zaatakować. W łapach miał trochę pary, był też całkiem spory -jego rodzeństwo miało mu to za złe do samego końca- nie sądził że mogłoby coś zaatakować, bo on sobie siedział na płocie i myślał o swoim życiu- No cóż. Mi pomaga to bardziej niż bezsensowna bitka z innymi. Każdy ma swoje sposoby na swoje problemy -wzruszył barkami obojętnie. Jak jej pomaga bicie się z kimś to jej sprawa. Niech mu po prostu nie narzuca nic i będą żyli w zgodzie.
Zaśmiał się na komentarz czarnej kocicy. Musiał przyznać, że ta rozmowa całkiem poprawiła mu humor. Już dawno nikt go nie wysłuchał, nie brał jego słów przynajmniej w połowie na poważnie, a przynajmniej nie na tyle żeby wejść z nim w jakąś głębszą dyskusję.
-Mam pająka na plecach?! -poderwał głowę do góry, ale zaraz zaśmiał się- Żartuję, żartuję, ale muszę przyznać że coś w twoich słowach jest -i wtedy padło określenie, które wywiało z niego ten dobry humor, który jeszcze przed chwilą w sobie miał- Nie należę do Nowego Świtu. Przynajmniej już nie. Postanowiłem opuścić tamto miejsce -powiedział smętnie- Bycie tam nie należało do najprzyjemniejszych okresów mojego życia, a im dalej w las tym było gorzej -wyznał.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxPróbowała. Najwyraźniej kocur wolał siedzieć marnie i wyglądać jak pożywka... dla takich jak ona. Coś sądziła, że nikt jeszcze nie wykorzystał jego otwartości i braku zrozumienia do dziczy, skoro nadal był tak pokorny i uważał, że nic złego go nie czeka. Ona wychowywała się w swoim własnym towarzystwie większość czasu spędzając na samotnych podróżach próbując znaleźć coś czego nigdy nie potrafiła - miłość, spokój, przyjaźń, rodzinę. xxxx– Tss – wydała z siebie jedynie z lekką kpiną, ale uśmiech miała przyjazny. Oczywiście jak na nią. Był też prawdziwy. – Nie lubię słabości, może dlatego tak reaguję – wypaliła nagle po krótkiej chwili, nie patrząc na drugiego rozmówcę. Nie było to niczym nowym, ale na pewno nie było to coś czym się chwaliła na prawo i lewo. Wiedziała jak słaba była mieszkając z ludźmi, jak dużo musiała zrobić by wzbudzić szacunek w innych, by wspiąć się na szczeble tej ponętnej kotki, która zrobi wszystko by opleść kogoś wokół łapy, by wycisnąć z kogoś życie. Lubiła to robić, lubiła mieć władze, lubiła mieć kontrolę wszystko czego nie mogła kontrolować było zbyt nieprzewidywalne. Oczywiście nie panikowała, robiła wszystko by tę kontrolę odzyskać, ale czasami się nie dało. I dopóki były to jakieś niezbyt niebezpieczne sytuacje to nie przejmowała się, dopiero jak kartą wykładaną na stół była śmierć to mogła stracić panowanie, poplątać się w swoim teatrzyku. Zresztą dawno opuszczonym teatrzyku, który sprawiał, że była jeszcze bardziej samotna. xxxx– Dziesięć nawet – odpowiedziała z powagą, chociaż z kąśliwym uśmiechem i tym błyskiem rozbawienia w oku, który nie pojawiał się tam tak często jak powinien. Nie ten normalny, nie ten prawdziwy. – Wydawaliście się rozbiegani myślami jak za pierwszym razem poznałam już kogoś tam... potem jeszcze bardziej rozbiegana w myślach kotka. I potem już nie starałam się nikogo stamtąd poznać – smętnie wypowiedziała. – Może nie wiem co się stało, ale co po co Ci w ogóle była tamta grupka? Nie lepiej było już w klanach spróbować? – zapytała spoglądając w kierunku kocura, który ewidentnie się spochmurniał na nowo. Ona jednak chciała informację. I chciała je dostać. Chociaż przez ten ułamek sekundy miała ochotę ugryźć się w język, czyżby starość ją dopadała?
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-Możliwe -przeniósł wzrok niebieskich oczu na chwilę na rozmówczynię- jednak tak jak mówiłem, każdy ma swój sposób na radzenie sobie z problemami. Twój jest taki i tyle -powiedział- niczego ci nie mogę zabronić, zwłaszcza że pierwszy raz się widzimy -dodał jeszcze, bo przecież nie miał najmniejszego prawa jej oceniać skoro się w ogóle nie znają.
-Nie dziwię ci się, że się nie starałaś -odparł smętnie i po raz kolejny odwrócił wzrok w stronę budynków Siedliska Koni. Koty w Nowym Świcie są… specyficzne. Niektóre jedno mówią a drugie robią… niektóre są po prostu uparte… niektóre w pysk ci powiedzą że cię nienawidzą i nigdy nie przestaną… eh. Szkoda było na to myśli w ogóle. Artem już nie miał z nimi nic wspólnego i nic więcej nie zamierza mieć- To wyszło tak, że pomogli mi kiedy byłem poważnie ranny, a że od dłuższego czasu chciałem nabyć wiedzę medyczną i Nowy Świt dał mi taką możliwość to zostałem, w Klanach pewnie nie miałbym takiej możliwości -powiedział bez przeszkód- Teraz zastanawiam się jak bardzo ten czas w Nowym Świcie był zmarnowany… czy może nie był? Nie mogę się zdecydować. Ta sytuacja cały czas jest jeszcze dość świeża, więc ciężko mi jednoznacznie określić. Jednak wiem, że nie ważne co, już nigdy tam nie wrócę. Nie mam takiego zamiaru.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxx– I tak byś się musiał postarać bym posłuchała się jakiegoś zakazu. Nie pamiętam, gdy ostatni raz coś mnie powstrzymało przed robieniem tego co chcę – powiedziała ze śmiechem, by zakryć zakłopotanie jakie się w niej pojawiło. Kocur nie skomentował jej wyznania, a ona poczuła jak głupio to musiało wszystko wybrzmieć, kto by się spodziewał, że rozmowa ze starym kocurem będzie taka trudna, pha. xxxxNie była pewna jak skomentować zachowanie pointa, który jakoś nie bardzo miał dobre zdanie o Nowym Świcie, mimo tego, że w nim przebywał. Jego niechęć byłą ciężka do przebrnięcia, gdyby nie to, że to maskowała od razu można byłoby wyłapać lekkie zirytowanie, które się w niej kłębiło. Chciała wiedzieć i świerzbiło ją, by dowiedzieć się dlaczego i skąd takie negatywne emocje, chociaż może chciała też tym zamaskować jakieś upokorzenie w jakie sama się wplątała wyznając nienawiść do słabości. xxxx– A co się nauczyłeś z medycyny? Hm? – zapytała łagodniej, niż sama by się po sobie spodziewała. – Może ta wiedza była najważniejszą rzeczą podczas pobytu tam. Ja chociażby nic nie wiem o tym, a by się przydało jak się żyje na własną łapę – stwierdziła wzruszając barkami. Wcześniej był to problem przyszłej Onyks, teraz gdy osiadała najczęściej sama w dziczy było trochę inaczej, mniej problem przyszłej czarnowłosej, a bardziej teraźniejszej. – Zapamiętam też, by w takim razie nawet nie próbować tam się dostawać, chociaż nie widziałam w tym większego sensu, ale zawsze lepiej sobie zapamiętać – dodała ostatecznie z lekkim uśmiechem.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-Ciekawe, ciekawe -zaśmiał się przyjaźnie. No cóż, kotka na pewno miała charakterek, więc domyślał się że jej słowa mogą nie być zwykłą chęcią popisania się przed kimś.
-Hm, całkiem filozoficzne stwierdzenie -przyznał, zastanawiając się nad nim, do tej pory jeszcze się na to wszystko z tej strony nie patrzył. Coś w tym było, że może faktycznie ta część wiedzy medycznej którą zdobył była warta tego całego czasu który tam spędził- Zdecydowanie lepiej na tym wyjdziesz niż ja -skomentował jeszcze ostatnie słowa czarnej kotki.
-Hm, nauczyłem się całkiem sporo jeśli o to chodzi -powiedział, zastanawiając się przy okazji. Pełnej wiedzy nie miał, ale coś tam wiedział- A co? Interesujesz się medycyną czy po prostu stricte przetrwaniowo się pytasz? -bo jeśli to drugie to pewnie większego wykładu z leczenia raczej by jej nie robił.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxUśmiechnęła się pogodnie, bo najwyraźniej chwila bycia miłym (nieważne, że tym razem nie z przymusu) skończyła się na tym, że będzie miała z tego jakieś dodatkowe korzyści. Wiedzę medyczną na pewno było dobrze posiadać, więc musiała przyznać, że było to najlepsze co ostatnio mogła od kogoś wyciągnąć. xxxx– Nie interesuje, a raczej nigdy nie interesowała, ale jak mam możliwość dowiedzenia się co zrobić i kiedy podczas choroby to bardzo chętnie się dowiem. Najbardziej interesują mnie właśnie choroby i rany. Nie znam się na nich, a nie chce ich złapać i musieć znowu polegać na kimś innym, szczególnie na kimś z klanu, gdy nie znam żadnego Medyka. Technicznie mogłabym zawsze iść do Ciebie, ale skoro nie wiesz co ze sobą zrobić… to nie będę ryzykować, że mi znikniesz, prawda? – zachichotała leciutko i wyprostowała się porządnie, odwracając całym ciałem do kocura. Cisza, która nastała po zakończeniu jej zdania mogła oznaczać tylko jedno - niech mówi, a skoro był na razie taki mądry to miała nadzieję, że domyśli się, że teraz jego kolej otworzyć paszczę i wypowiedzieć parę interesujących faktów na temat roślinek.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Czyli w sumie można było stwierdzić, że kocica interesowała się medycyną jedynie typowo przetrwaniową, a nie tak jak on, bo po prostu chciała leczyć czy pomagać innym. Ciemnobrązowy point zastanowił się chwilę kiedy nastała cisza. Co by było najbardziej przydatne w takim przypadku? Musiał zdecydować, żeby jak nadejdzie czas, że każde z nich rozejdzie się w swoją stronę to nie okazało się że będzie żałował swoich wyborów.
-Pomyślmy -wymamrotał pod nosem bardziej do siebie niż do niej, układając w głowie przy okazji to czego udało mu się nauczyć- W samotniczym życiu chyba najbardziej przydałoby się wiedzieć o popękanych łapach, wszelkiego typu krwawieniach z ran, poparzeniach czy skręceniach albo złamaniach -powiedział już bardziej do niej- No i o zatruciach pokarmowych, też w sumie może się przydać -dodał jeszcze- Na popękane łapy najlepsza jest maść z nawłoci albo podbiału. Krwawienia zmniejsza maść z szypułki nagietka i zawinięcie pajęczyną, żeby nie wdała się infekcja -a jak się wda to potraktuj ją czosnkiem. Poparzenia najlepiej leczyć korzeniem żywokostu, który w ogóle pomaga również na skręcenia czy złamania, a także swędzącą skórę. Cały pakiet, nie? -powiedział, odwracając głowę w stronę samotniczki- Tylko pamiętaj o unieruchomieniu takich, na przykład, złamań, bo inaczej to nic ci nie da sam korzeń.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.