Mistrz: nie Płeć: kocur Matka: Zamarznięta Sadzawka [*] Ojciec: Lepszy Rydz niż nic Partner: cisza
Bury lynx point. Z budowy mały, kruchy, jego sylwetka jest zawsze zgarbiona. Ku chwale jego futro daje wrażenie jakby był trochę większy. Jak każdy point, ma niebieskie oczy. Nos jest czarny. Na uszach ma małe pędzelki, a w środku uszu jasne włoski.
Wzruszenie barkami przez Wirka znowu zasiało w Morwie ziarenko niepewności. Nie wiedział co dokładnie miał oznaczać ten czyn, czy powinien coś na to odpowiedzieć. Możliwości było wiele, sam nie wiedział którą powinien brać pod uwagę. Może w tym przypadku najlepsze będzie zignorowanie tego? O tak, uważał to za najlepsze, bo przynajmniej się nie ośmieszy w żaden sposób. A na tym punkcie był... Jakby przewrażliwiony? Miało dla niego duże znaczenie co sądzą o nim inni. Niby opowiadał na około, że ma to w nosie, ale wiadomo jak jest. W głębi duszy bardzo mu zależało, chciał wypaść jak najlepiej. Mimo to, gdyby ktoś dręczyłby go pytaniami na ten temat, to on uparcie twierdziłby, że jest obojętny. Wszystko po to, aby się nie wydać. Ale wracając do tematu. Wirek nieco mu rozjaśnił, przyznał mu racje. No... Tak jakby. Nie był co do tego pewny. Samotnik kiwnął głową, lagodnie się uśmiechając. Fajnie jest wiedzieć, że ma się rację. W końcu.
-Dziękuje- odparł, gdy wojownik życzył mu miłego podziwiania drzew. Morwa co prawda nie miał zamiaru tu dlużej siedzieć, ale nie musiał mu o tym mówić. -Miłego wypełniania obowiąsków. I do sobaczenia- dodał po chwili. Nie miał pewności co będzie robił teraz bury, mógł się tylko domyslać. Mimo to, wypadało mu czegoś życzyć, skoro on zrobił to przed chwilą. Lepiej wyjść na miłego, prawda? Chwilę po tym, gdy kocur się oddalił, Morwa wstał. Nudno mu było samemu, chętnie porozmawiałby z kimś jeszcze. O ile kogoś znajdzie. Skierował się gdzieś w stronę swojej kryjówki, machając leniwie ogonem. Pierwszy poznany cienisty. W końcu.
mocny, ale nieduży charcoal marble tabby z białymi plamami na brodzie, piersi i brzuchu a także o nieregularnych białych skarpetkach. oczy w kolorze zieleni; na lewym znajdują się stalowoniebieskie plamy. ma bliznę na dole pleców, drobne szramy na ciele oraz większą na lewej stronie głowy i ucięty kraniec prawego ucha. nie posiada żadnego konkretnego zapachu, a od kiedy mieszka z człowiekiem nie śmierdzi. nosi na szyi czarną, ćwiekowaną obrożę. oczy ma wiecznie zaczerwienione i załzawione od alergii. Jego głos jest dość cichy i trwale zachrypnięty.
Ptasznik zdaje się być zupełnym przeciwieństwem swojej matki. Jest kotem spokojnym i niekonfliktowym, nietrudno dostrzec cień leniwego uśmiechu na jego mordce. Najczęściej można go spotkać wylegującego się w dziwnych miejscach - od nasłonecznionego betonu po najciemniejsze zakamarki w ludzkich piwnicach. Nie szuka na siłę towarzystwa i się nie narzuca, ale zarazem daleko mu do nieprzystępnego gbura. Zawsze znajduje się przy kotach, obserwując je i zachodząc z nimi w interakcje. Jeśli mu się coś nie podoba to nie da sobie wejść na głowę; stroni jednak od przemocy, dlatego trzeba się bardzo postarać, by od niego oberwać. Lubi kolekcjonować różne rzeczy. Raz to są zasuszone robaki, innym razem ciekawie wyglądające liście lub kamyki.
Księżycowy Pył[GK]
Skoro już się tu wybrał, Ptasznik postanowił zabawić trochę dłużej niż zwykle w okolicach stadniny. Mógł w ten sposób nie tylko prowadzić dokładniejsze badania na temat "klanów", ale również udowodnić raz na zawsze matce, że był w stanie przetrwać dłużej poza miastem. Z resztą nie powinna tak otwarcie kwestionować jego umiejętności, skoro sama przez wiele miesięcy go musztrowała bezlitośnie, aż w najgorszych okresach swojej alergii był w stanie złapać coś do jedzenia. Ciemny kocur wciąż krzywił się wewnętrznie ilekroć wracał wspomnieniami do tamtych czasów.
Upolowawszy gryzonia, którego nazwy nie pamiętał, Ptasznik ułożył się na jednym z wystających korzeni. Trochę trudno mu było jeść, gdy jego nos nie funkcjonował do końca tak jak powinien, ale już dawno temu przyzwyczaił się do takiego stanu rzeczy i nauczył się sobie z nim radzić. Oznaczało to mniej więcej tyle, że momentami wyglądał jakby się dusił, ale mimo to jadł jakby zupełnie nic się nie działo.
//Persefona
i niech todiabliwezmą jeślinie wiemtegona pewno podnoszęw góręręce na zewnątrzmamsercetam gdziestoiprzy blokublok
tysiącedomówi złamanychserc .。:+c z a r n ec h m u r y+:。. atomoweczarnechmury enter, ok
Niewysoka, o krótkim, idealnie wypielęgnowanym białym futerku z szarymi znaczeniami na uszach, czole, ponad różowym nosem i na końcu tępo oderwanego ogona. Puszysta, o przyjemnie zaokrąglonych boczkach, krótkiej kufie i okrągłej głowie. Ma oderwane kawałki uszu i pokaźną bliznę po prawej stronie pyska, ciągnącą się aż na kark i zahaczającą o oko, które jest nieznacznie przymknięte i ma wyraźnie ciemniejszą barwę.
Okolice Pierzastego Lasu stały się jej nowym domem, jednak nie oznaczało to, że zamierzała trwać w jednym miejscu. Nie była już psem przykutym do łańcucha, który sięgał jedynie granic klanowych ziem. W dalszym ciągu było to niezwykłe uczucie. Takie, które sprawiało, że niemalże była w stanie zachłysnąć się wolnością, jaką miała w swoich łapach. Ogrom świata wokół niej był przytłaczający... ale jednocześnie czuła, że dopiero poza klanem, wolna od obowiązków i zawracania sobie głowy nieistotnymi kotami, które marnowały jej czas treningami, jakich nie potrafiły skończyć, była w stanie w pełni rozwinąć skrzydła. Jak mogła być tak ślepa przez tak długi czas?
Szła powoli pomiędzy ogrodzeniem a szpalerem ozdobnych tuj, a jedynym sygnałem, że pozostawała czujna, były jej poszarpane uszy: poruszały się czujnie w kierunku, z jakiego docierały podejrzane dźwięki. Jeden z nich sprawił, że Persefona pierwotnie przystanęła, marszcząc czoło. Dopiero po kilku uderzeniach serca zrozumiała, co dokładnie słyszy: ktoś coś jadł lub ogryzał z resztek, sapiąc przy tym przez pysk. Obrzydliwe. Gdy przesunęła spojrzeniem po okolicy, dostrzegła autora owych wątpliwej wartości dźwięków; pręgowany, młody kot był zajęty konsumpcją do tego stopnia, że nie zwrócił jeszcze uwagi na to, że ktoś stał za jego plecami na długość drzewa, może kilka kroków dalej. Wiatr był niekorzystny, w końcu wiał od samotnika do niej, więc nie pomógł mu w dostrzeżeniu białej - nie pomogły mu również ciche kroki Persefony.
- Zwrracasz na siebie dużo uwagi - odezwała się, gdy odległość, jaka dzieliła ją od pręgowanego samotnika, wynosiła mniej, niż lisią długość.
mocny, ale nieduży charcoal marble tabby z białymi plamami na brodzie, piersi i brzuchu a także o nieregularnych białych skarpetkach. oczy w kolorze zieleni; na lewym znajdują się stalowoniebieskie plamy. ma bliznę na dole pleców, drobne szramy na ciele oraz większą na lewej stronie głowy i ucięty kraniec prawego ucha. nie posiada żadnego konkretnego zapachu, a od kiedy mieszka z człowiekiem nie śmierdzi. nosi na szyi czarną, ćwiekowaną obrożę. oczy ma wiecznie zaczerwienione i załzawione od alergii. Jego głos jest dość cichy i trwale zachrypnięty.
Ptasznik zdaje się być zupełnym przeciwieństwem swojej matki. Jest kotem spokojnym i niekonfliktowym, nietrudno dostrzec cień leniwego uśmiechu na jego mordce. Najczęściej można go spotkać wylegującego się w dziwnych miejscach - od nasłonecznionego betonu po najciemniejsze zakamarki w ludzkich piwnicach. Nie szuka na siłę towarzystwa i się nie narzuca, ale zarazem daleko mu do nieprzystępnego gbura. Zawsze znajduje się przy kotach, obserwując je i zachodząc z nimi w interakcje. Jeśli mu się coś nie podoba to nie da sobie wejść na głowę; stroni jednak od przemocy, dlatego trzeba się bardzo postarać, by od niego oberwać. Lubi kolekcjonować różne rzeczy. Raz to są zasuszone robaki, innym razem ciekawie wyglądające liście lub kamyki.
Księżycowy Pył[GK]
Drgnął, słysząc obcy głos, po czym odwrócił głowę w kierunku niewiele większego kota, który się do niego odezwał. Od razu zarejestrował, że dał się podejść bez najmniejszych problemów, i to przez własne sapanie przy jedzeniu. Ptasznik nie był przyzwyczajony do jadania poza miastem i zwyczajnie wyleciało mu z głowy, że w lesie dźwięk się niesie bardziej niż w mieście. Matka by mu pewnie urwała ogon, gdyby akurat tu była. Miał jednak szczęście, bo nieznajomy kot nie wydawał się wrogo nastawiony, przynajmniej na razie. Kotka, jeśli miałby zgadywać po głosie. Aktualnie jego przytkany nos wypełniała metaliczna woń krwi świeżo złapanej zdobyczy, a wiatr mu nie sprzyjał, stąd nie był w stanie określić po zapachu. Podniósł się do siadu i pobieżnie przetarł łapą czerwień, która zebrała się na jego pysku w trakcie niechlujnego pochłaniania gryzonia.
- Przepraszam, nie zauważyłem - odparł zgodnie z prawdą, posyłając nieznajomej pogodny uśmiech. - Ciągle zapominam, że poza miastem bardziej mnie słychać. Mam nadzieję, że nie spłoszyłem ci przypadkiem zwierzyny. - Jeszcze tego brakowało, by się okazało, że nieświadomie przeszkodził w polowaniu! Sam doskonale wiedział, że złapanie jedzenia wymagało koncentracji, a niepowodzenie spowodowane czyimś głośnym zachowaniem było okropnie frustrujące.
i niech todiabliwezmą jeślinie wiemtegona pewno podnoszęw góręręce na zewnątrzmamsercetam gdziestoiprzy blokublok
tysiącedomówi złamanychserc .。:+c z a r n ec h m u r y+:。. atomoweczarnechmury enter, ok
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Jej wiek powoli coraz bardziej utrudniał jej podróże - męczyła się znacznie szybciej, jej stawy czasem bolały przy większym wysiłku i na ogół była w gorszej kondycji. Póki co nie uniemożliwiło jej to wycieczek w okolice klanów, tak jak wtedy. Była w drodze powrotnej do domu, kiedy słońce zaczęło zachodzić za horyzont. Była akurat w okolicy Rzędu Drzew, wcale nie tak daleko od terenów Klanu Gromu, więc uznała, że to dobra pora na odpoczynek. Z pewnymi problemami wspięła się na jedną z gałęzi, które były w miarę nisko i ułożyła się do snu z nadzieją, że chłód pory nagich drzew jej nie zabije. Mimo wszystko chciała jeszcze trochę pożyć - w końcu miała Śnieżkę, swojego człowieka, a do tego odnalazła Gronostaj, nad opieką której spędziła niegdyś sporo czasu. Po raz pierwszy od dawna czuła, że ma po co żyć i nie chciała tego zbyt szybko stracić. Nie chciała ich opuścić.
Być może właśnie dlatego, kiedy otworzyła oczy i nie zobaczyła przed sobą tego, co nim zasnęła, poczuła... frustracją, zamiast poczucia winy. Czy tak miało skończyć się jej życie? Daleko od domu, bez żadnej szansy na pożegnanie najbliższych? Nie tego chciała i jeśli musiała to będzie wykłócać się z przodkami, byle tylko wrócić. Tym razem jednak miało się stać coś innego.
| ulewna myśl
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Ulewna Myśl wciąż jest przeciętnej wielkości kocicą, nie wpisującą się ani w kanon napakowanych wojowników, ani słabowitych medyczek. Jednak wiek zdążył odcisnąć na niej swoje piętno. Ulewa z biegiem czasu odrobinę zmalała i dość znacząco schudła, a na jej bokach wyraźnie rysują się żebra. Jednak wciąż całkiem nieźle ma się jej puchate futro, zawsze zadbane i śnieżnobiałe, chociaż w rude, pasiaste plamy na głowie i grzbiecie zaczęły się wkradać siwe nitki. Czysto błękitne oczy nie zatraciły swojego chłodnego błysku i nadal mierzą rozmówcę od uszu po końcówki łap, chociaż lewe nie odzyskało cudownie zdolności widzenia i pozostaje wyraźnie jaśniejsze i ślepe, tam jak przed wieloma księżycami. Jeśli się przyjrzeć, można dostrzec przecinające je, dwie wąskie blizny, ukryte w futrze. Również na barku kotki znajduje się niewielka blizna o niezidentyfikowanym kształcie.
Zrzędliwa i wiecznie niezadowolona medyczka. Czasy, kiedy chodziła z podniesioną głową i czuła radość z życia, bezpowrotnie minęły wraz z rangą terminatora. Obecnie przejęła dziedziczoną z pokolenie na pokolenie rolę zgorzkniałej kocicy, którą na pozór interesują tylko ziółka i czubek własnego ogona. Nie potrafi przyznawać się do dobrych uczuć, ani do własnych błędów. Cechuje ją przerośnięta duma, niezdolność do podporządkowywania się, ustępowania. Nie zmienia swoich przekonań, jest straszliwie zapalczywa, jeśli chodzi o rany zadane jej przez inne koty. Odpycha od siebie wszystko i wszystkich. Zwłaszcza jak są kocurami. Wyjątkiem są zioła - medycyna jest jej pasją, jedynym spadkiem po rodzinie i mistrzyni. Do kocurów ma ogromną słabość, ale oficjalnie głosi, że przynoszą jej pecha i unika relacji z nimi, nawet jeśli jej ich brakuje. Zresztą, tak samo jak zwykłych, przyjacielskich relacji - nie da się ukryć, że Ulewa, mimo przynależności do Klanu Cienia, po prostu czuje się samotna.
Rozczarowanie za rozczarowaniem. Ile ich było? Chmurne Niebo, Mroźna Gwiazda, Lwia Gwiazda, Zakurzone Serce, Błękitna Sadzawka, Usmolona, pfu, Gwiazda i jej głupia wnuczka, Ciernisty Kwiat... Każde kolejne ściągało jej barki do ziemi, a nawet po śmierci nie przestały przybywać, doprowadzając Ulewną Myśl do szału. W pewnym momencie była medyczka nie widziała innej ewentualności jak zamknąć oczy i przestać patrzeć jak Klan Cienia kolejny raz stacza się jak rozpędzony kamyk w dół zbocza, by zaryć w błocie. Czasem, uchylała nieznacznie powieki, jednak to co widziała zawsze trafiało szponem prosto w niebijące serce. Czara musiała się w końcu przebrać i kiedy przy kolejnym zerknięciu w dół zobaczyła jak za jednym zamachem jej Klan traci przywódcę i medyka, a była medyczka, którą sama namaściła - udziału Gwieździstej Ścieżki nie brała pod uwagę, zresztą Gromiaczka kisła gdzieś po Ciemnej Stronie Nieba - błąkała się po świecie jako pieszczoch, Ulewę zwyczajnie trafił szlag.
I zjawiła się w hukach i kolorowych błyskach, rozrywających niebo.
Chociaż wielobarwne światło było tym, co obudziło Dziwnooką staruszkę, jak ucichł towarzyszący im grzmot, zamiast Rzędu Drzew, nad którym rozgrywał się ten tęczowy pokaz, biała kocica zobaczyła wnętrze Omszałej Groty. To w niej niegdyś leczyła Ulewna Myśl i pierwsze szlify w profesji zbierała Ciernista Łapa. - Ciernisty Kwiat. - Warknęła Ulewna Myśl, wwiercając się w nią spojrzeniem barwy lodu. - Starość, czy wypadek pomieszały ci zmysły i pamięć, że nie potrafisz odnaleźć drogi do domu? - Mruknęła kwaśno. - Naprawdę potrzebujesz starego Gwiezdnego, by przypomniał ci, że po drugiej stronie Rzędu Drzew śpi TWÓJ Klan, Klan, którego jesteś MEDYKIEM? - Ulewa nie miała już przed sobą terminatorki, a doświadczoną przez życie kocicę, jednak zdawała się tego nie zauważać i traktowała Dziwnooką autorytatywnie.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Ta rozmowa nie zaczęła się przyjaźnie i raczej nie miało się to w najbliższym czasie zmienić. Być może to sposób w jaki Ulewna Myśl się jej ukazała, a może to jej powitanie - ale frustracja Dziwnookiej jedynie wzrosła. Najwyraźniej stara medyczka nie zjawiła się, aby ściągnać pieszczoszkę do Gwiezdnego Klanu lub Ciemnego Lasu. Kocica zacisnęła szczęki i z pewną siebie, wyprostowaną posturą wysłuchała bury, przyciskając uszy do czaszki. Nie zamierzała jej przerywać, każde słowo Gwiezdnej wsiąknęło do umysłu Dziwnookiej. - Ulewna Myśl - odezwała się ponuro, z powagą, ledwo zauważalny warkot w jej głosie. - Klan Cienia już mnie nie potrzebuje. Mają nowego medyka, racja? Czy może nie tylko mnie stary wiek zamieszał w pamięci? - odpowiedziała, nie zamierzając się tak łatwo ugiąć. - Chyba pora, aby nowe pokolenie przejęło obowiązki - dodała nieco cieszej. Na co był taki starzec Klanowi Cienia? Żeby marnował im zwierzynę? Na dobrą sprawę nie powinno jej już być na tym świecie - dokładnie to pewnie myślała większość, jeśli nie cały, klan. Nie widziała sensu we wracaniu tam, gdzie nie jest potrzebna i zapewne jej nie chcą, nawet jeśli w głebi jej duszy dusiło ją poczucie winy.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Ulewna Myśl wciąż jest przeciętnej wielkości kocicą, nie wpisującą się ani w kanon napakowanych wojowników, ani słabowitych medyczek. Jednak wiek zdążył odcisnąć na niej swoje piętno. Ulewa z biegiem czasu odrobinę zmalała i dość znacząco schudła, a na jej bokach wyraźnie rysują się żebra. Jednak wciąż całkiem nieźle ma się jej puchate futro, zawsze zadbane i śnieżnobiałe, chociaż w rude, pasiaste plamy na głowie i grzbiecie zaczęły się wkradać siwe nitki. Czysto błękitne oczy nie zatraciły swojego chłodnego błysku i nadal mierzą rozmówcę od uszu po końcówki łap, chociaż lewe nie odzyskało cudownie zdolności widzenia i pozostaje wyraźnie jaśniejsze i ślepe, tam jak przed wieloma księżycami. Jeśli się przyjrzeć, można dostrzec przecinające je, dwie wąskie blizny, ukryte w futrze. Również na barku kotki znajduje się niewielka blizna o niezidentyfikowanym kształcie.
Zrzędliwa i wiecznie niezadowolona medyczka. Czasy, kiedy chodziła z podniesioną głową i czuła radość z życia, bezpowrotnie minęły wraz z rangą terminatora. Obecnie przejęła dziedziczoną z pokolenie na pokolenie rolę zgorzkniałej kocicy, którą na pozór interesują tylko ziółka i czubek własnego ogona. Nie potrafi przyznawać się do dobrych uczuć, ani do własnych błędów. Cechuje ją przerośnięta duma, niezdolność do podporządkowywania się, ustępowania. Nie zmienia swoich przekonań, jest straszliwie zapalczywa, jeśli chodzi o rany zadane jej przez inne koty. Odpycha od siebie wszystko i wszystkich. Zwłaszcza jak są kocurami. Wyjątkiem są zioła - medycyna jest jej pasją, jedynym spadkiem po rodzinie i mistrzyni. Do kocurów ma ogromną słabość, ale oficjalnie głosi, że przynoszą jej pecha i unika relacji z nimi, nawet jeśli jej ich brakuje. Zresztą, tak samo jak zwykłych, przyjacielskich relacji - nie da się ukryć, że Ulewa, mimo przynależności do Klanu Cienia, po prostu czuje się samotna.
Czego Ciernisty Kwiat się spodziewała? Jowialnego poklepania po główce i zapewnienia, że nic się nie stało, kiedy pluła na złożoną przysięgę, wybierając życie pieszczocha i nie wracając do Klanu? Ulewna Myśl nigdy nie była miła, a teraz na dokładkę była wkurzona i negatywnie naładowana ciągnącymi się księżycami bezczynności i beznadziei, gotowa do wyładowania jak burzowa chmura. Pechowo, cała złość spadła na śnieżnobiałą, chociaż przecież nie należało ją winić za wszystkie nieszczęścia Cienia. - Mają? Naprawdę? Niechże spojrzę. - Parsknęła kwaśno i przymknęła na chwilę oczy, jakby rzeczywiście chciała sięgnąć Gwiezdnym wzrokiem na tereny Klanu. - Z nas dwóch to ty masz nieaktualne informacje, Ciernisty Kwiecie. Klan Cienia miał nowego medyka. Szepczący Mróz, ten podobno naznaczony przez Przodków Wybraniec, zginął w walce z borsukiem. - Ulewna Myśl syknęła przeciągle, mrużąc z dezaprobatą oczy. Jak słyszała o kimś wybranym przez Gwiezdny Klan do pełnienia rangi to kisła w środku jak kapusta. Jakby truposze ze Srebrnej Skórki rzeczywiście potrafili dobrze wytypować, albo mieli ku temu narzędzia jak szósty zmysł, czy spojrzenie przenikające duszę. Ktoś się dał nieźle nabrać. - Jak widać, młode pokolenie niekoniecznie dobrze radzi sobie z utrzymywaniem przy życiu. Krogulcza Gwiazda też dała się oskubać ze wszystkich swoich dziewięciu. - Myśl skrzywiła osrebrzony pyszczek. - A wracając do Ciebie, medykiem nie przestaje się od przekroczenia granicy. Przysięgałaś i zostałaś powitana przez Gwiezdny Klan jako medyk, nikt nie zdjął tego obowiązku z twoich barków. Może się zgubiłaś, albo zrobiłaś przedłużone wolne, ale czas wrócić. - Oznajmiła z naciskiem Gwiezdna i kolejny raz popatrzyła w dwukolorowe ślepia.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Z gardła Dziwnookiej wydobył się długi, niski warkot. Była sftustrowana, męczyła się z poczuciem winy przez księżyce, a teraz została postawiona przed faktem dokonanym - jej klan został bez opieki. Doskonale wiedziała, co chciała i co powinna zrobić, choć mogło się to nie spodobać Gwiezdnej. Biała wiedziała, że nie zostało jej zbyt dużo życia - jeszcze jeden obrót pór, może półtora, jeśli jej się poszczęści. Trzepnęła ogonem o ziemię, ponownie grzecznie wysłuchując słów Ulewnej Myśli, pozwalając sobie na ich przetrawienie i szybkie przemyślenie. Miała szansę pozbyć się poczucia winy, poczucia wstydu, które ciążyły na jej barkach. - Skoro mój klan jest tak nieporadny, to chyba nie mam wyjścia - wysyczała z czymś przypominającym zgorzkniały uśmiech. Stracili przywódcę i medyka na raz? Cudownie. - Wytrenuję im nowego medyka, ha! Nawet trzech, jeśli jeden to zbyt mało! - zaśmiała się na swój sposób, przepełniony jej frustracją na zaistniałą sytuację. - Ale nie mam zamiaru tam umierać. Kiedy będą bezpieczni, odejdę ponownie. Lepiej, żeby nie stracili tych trzech wybrańców przed moją śmiercią - decyzja ta mogła się wydawać nagła, jeśli nie siedziało się w głowie Dziwnookiej. Przez cały ten czas jej klan nie opuścił jej myśli. Dojrzewała w myśleniu, że powinna się dla nich poświęcać i pewnie nigdy nie pozbędzie się tego ze swojej głowy. Już i tak była pozbawionym godności medykiem, więc nie miała nic do stracenia. Mogła chociaż dopełnić obowiązku, racja? - Coś jeszcze, co powinnam wiedzieć? Zastępca, może jakiś terminator medyka już tam jest? - dopytała, chcąc mieć choć trochę aktualne informacje. Kto ich wie, nie zdziwiłaby się, gdyby wynaleźli nowy kolorowy kaszel w tym jej klanie. - Ah, możesz pozdrowić Szczypiący Mróz, jak na niego wpadniesz. Z pewnością jest zachwycony, że jednak żyję - dorzuciła mimowolnie. Widać to młode pokolenie, w którego łapach miała się znajdować przyszłość klanów, nie było zbyt użyteczne i potrzebowali pomocy takich staroci jak ona.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Ulewna Myśl wciąż jest przeciętnej wielkości kocicą, nie wpisującą się ani w kanon napakowanych wojowników, ani słabowitych medyczek. Jednak wiek zdążył odcisnąć na niej swoje piętno. Ulewa z biegiem czasu odrobinę zmalała i dość znacząco schudła, a na jej bokach wyraźnie rysują się żebra. Jednak wciąż całkiem nieźle ma się jej puchate futro, zawsze zadbane i śnieżnobiałe, chociaż w rude, pasiaste plamy na głowie i grzbiecie zaczęły się wkradać siwe nitki. Czysto błękitne oczy nie zatraciły swojego chłodnego błysku i nadal mierzą rozmówcę od uszu po końcówki łap, chociaż lewe nie odzyskało cudownie zdolności widzenia i pozostaje wyraźnie jaśniejsze i ślepe, tam jak przed wieloma księżycami. Jeśli się przyjrzeć, można dostrzec przecinające je, dwie wąskie blizny, ukryte w futrze. Również na barku kotki znajduje się niewielka blizna o niezidentyfikowanym kształcie.
Zrzędliwa i wiecznie niezadowolona medyczka. Czasy, kiedy chodziła z podniesioną głową i czuła radość z życia, bezpowrotnie minęły wraz z rangą terminatora. Obecnie przejęła dziedziczoną z pokolenie na pokolenie rolę zgorzkniałej kocicy, którą na pozór interesują tylko ziółka i czubek własnego ogona. Nie potrafi przyznawać się do dobrych uczuć, ani do własnych błędów. Cechuje ją przerośnięta duma, niezdolność do podporządkowywania się, ustępowania. Nie zmienia swoich przekonań, jest straszliwie zapalczywa, jeśli chodzi o rany zadane jej przez inne koty. Odpycha od siebie wszystko i wszystkich. Zwłaszcza jak są kocurami. Wyjątkiem są zioła - medycyna jest jej pasją, jedynym spadkiem po rodzinie i mistrzyni. Do kocurów ma ogromną słabość, ale oficjalnie głosi, że przynoszą jej pecha i unika relacji z nimi, nawet jeśli jej ich brakuje. Zresztą, tak samo jak zwykłych, przyjacielskich relacji - nie da się ukryć, że Ulewa, mimo przynależności do Klanu Cienia, po prostu czuje się samotna.
Przez kilka uderzeń serca wpatrywała się bez słowa w Ciernisty Kwiat, oczami zmrużonymi w wąskie szpareczki. Pod rudą kopułą zachodziły procesy myślowe, zasiane w głowie Ulewy już dawno, ale teraz intensywnie zroszone przez przekorne słowa zagubionej medyczki. - Tak. Jeden to zbyt mało. - Powiedziała powoli, nie spuszczając spojrzenia. - Pamiętasz co ci powiedziałam, przy pierwszym spotkaniu, Ciernisty Kwiecie? Czas na zmiany. To nadal aktualne. - Mruknęła twardo. Szkoda, że kocice spotykały się tylko ilekroć Klan Cienia przynosił wstyd i robił za ogon pozostałych Trzech. Ulewna Myśl nie wahałaby się pochwalić Dziwnooką jakby w końcu zrobiła dobrą robotę. Jednak nie zamierzała popierać ponownego odejścia z Klanu śnieżnobiałej - to były już jej decyzje i jej sumienie, a zawarcie umowy "nauka medyków za odkupienie" nie leżało w kompetencjach Gwiezdnej. Sama Ulewa też kilkukrotnie zniknęła ze stanowiska, jednak ostatecznie kres życia poświęciła w całości dla Klanu i jako medyczka wyzionęła ducha. Uważała, że taka była jej powinność. Jeżeli Ciernista wolała umrzeć jako pieszczoch, to jej sprawa. - Polny Chwast zmierza po dziewięć żyć. Natomiast swoich uczniów będziesz musiała wybrać sama, Szepczący Mróz nie wziął żadnego terminatora, bo przecież był taki młody i miał czas. - Zaironizowała kwaśno. Tak właśnie kończyło się dopuszczanie, by ktoś obrósł w piórka, wmawiając mu, że urodził się do danej rangi.
- Jeszcze jedno. Zanim wrócisz odnajdź jeszcze jednego zagubionego Cienistego. Wybuchowe światło rzucone przez dwunoga oślepiło go i sam nie znajdzie drogi do domu. Zawróć by pójść dalej. - Miauknęła zimno i pochyliła się pomiędzy przednie łapy i wyjęła nieduży, oszlifowany po bokach kawałek szkła. Gdy spojrzeć na niego z ukosa, odbijał niebo nad nim, a gdy się nachylić, można było dostrzec nieco zniekształcony obraz patrzącego. Położyła to przed Ciernistym Kwiatem. - A to, daj drugiej dziwnookiej. Niedobrze, gdy w młodych cienistych gaśnie wiara w Gwiezdny Klan.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Przynajmniej w jednej kwestii zgadzały się bezdyskusyjnie - jeden medyk i jeden pomocnik to zbyt mało, zwłaszcza gdy najwyraźniej przywódcy w klanie padają jak muchy. Westchnęła na odpowiedź Ulewnej Myśli, rozluźniając mięśnie. Chyba pozwoliła się ponieść tym dziwnym, ciężkim do zrozumienia emocjom, choć wyszło z tego coś dobrego - pomysł wyuczenia na medyków nie jednego a trzech kotów. - Szkoda, że te zmiany musi przynieść stare pokolenie - mruknęła nieco ironicznie. Zazwyczaj chyba to młodzi mieli oznaczać zmiany, a nie starzy, racja? Najwyraźniej nie racja, skoro Dziwnooka wraca do klanu. Skinęła lekko łbem na ironiczne słowa dawnej medyczki. Polny Chwast jako przywódca, sama musi wybrać terminatorów. Szkoda tylko, że nie znała kompletnie kotów w wieku terminatorskim, ponieważ większość z nich urodziła się po jej zniknięciu. Po raz kolejny będzie przechodzić przez te długie rozmowy, sprawdzające czy dany kot w ogóle nadaje się do takiej roboty. Ktoś ze słabą pamięcią lub przerażony widokiem urwanej kończyny, ktoś nie stający jak wryty, widząc rannego - oczywiście, że nie da sobie rady. Przyjdzie jej po raz kolejny obserwować reakcje, zachowania i tok myślenia młodych w poszukiwaniu kogoś, kto poradzi sobie z ciężarem. Ale nie miała wyboru - nawet jeśli odeszła, to wciąż był jej klan.
Potem przyszły dodatkowe zadania od Gwiezdnej. Rozumiała zostanie oślepionym i potrzebę znalezienia takiego kota, ale co niby miało znaczyć "zawróć, by pójść dalej"? Gdzie miała zawrócić i jak w ogóle miała to interpretować? - Gdzie niby mam zawracać? Ulewna Myśli, chyba jestem za stara, aby to zrozumieć - zapytała, dorzucając nieco uszczypliwy tekst. Co prawda celowała w samą siebie, ale to nie było ważne. Co do drugiego polecenia - nie oczekiwała, że będzie wiedzieć, o kogo konkretnie chodzi. Będzie musiała znaleźć wspomnianego kota samodzielnie, gdy już wróci do klanu, więc po prostu w ciszy przyjęła odłamek szkła. Zrozumienie tego znaku nie było dla niej, a dla jakiegoś cienistego młodzika.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Ulewna Myśl wciąż jest przeciętnej wielkości kocicą, nie wpisującą się ani w kanon napakowanych wojowników, ani słabowitych medyczek. Jednak wiek zdążył odcisnąć na niej swoje piętno. Ulewa z biegiem czasu odrobinę zmalała i dość znacząco schudła, a na jej bokach wyraźnie rysują się żebra. Jednak wciąż całkiem nieźle ma się jej puchate futro, zawsze zadbane i śnieżnobiałe, chociaż w rude, pasiaste plamy na głowie i grzbiecie zaczęły się wkradać siwe nitki. Czysto błękitne oczy nie zatraciły swojego chłodnego błysku i nadal mierzą rozmówcę od uszu po końcówki łap, chociaż lewe nie odzyskało cudownie zdolności widzenia i pozostaje wyraźnie jaśniejsze i ślepe, tam jak przed wieloma księżycami. Jeśli się przyjrzeć, można dostrzec przecinające je, dwie wąskie blizny, ukryte w futrze. Również na barku kotki znajduje się niewielka blizna o niezidentyfikowanym kształcie.
Zrzędliwa i wiecznie niezadowolona medyczka. Czasy, kiedy chodziła z podniesioną głową i czuła radość z życia, bezpowrotnie minęły wraz z rangą terminatora. Obecnie przejęła dziedziczoną z pokolenie na pokolenie rolę zgorzkniałej kocicy, którą na pozór interesują tylko ziółka i czubek własnego ogona. Nie potrafi przyznawać się do dobrych uczuć, ani do własnych błędów. Cechuje ją przerośnięta duma, niezdolność do podporządkowywania się, ustępowania. Nie zmienia swoich przekonań, jest straszliwie zapalczywa, jeśli chodzi o rany zadane jej przez inne koty. Odpycha od siebie wszystko i wszystkich. Zwłaszcza jak są kocurami. Wyjątkiem są zioła - medycyna jest jej pasją, jedynym spadkiem po rodzinie i mistrzyni. Do kocurów ma ogromną słabość, ale oficjalnie głosi, że przynoszą jej pecha i unika relacji z nimi, nawet jeśli jej ich brakuje. Zresztą, tak samo jak zwykłych, przyjacielskich relacji - nie da się ukryć, że Ulewa, mimo przynależności do Klanu Cienia, po prostu czuje się samotna.
Gwiezdna wzruszyła barkami na ironiczną uwagę Ciernistego Kwiatu. Trudno powiedzieć, czy brak inicjatywy wprowadzania zmian świadczył dobrze czy źle o młodym pokoleniu Klanowiczów. Czy miewali oni dobre pomysły tylko brakowało im odwagi do ich przeforsowania? Może nie robili tego z szacunku do tradycji? A może lenistwa? Ulewna Myśl zazwyczaj miała złe zdanie o wszystkich, więc naturalnie zakładała te gorsze opcje. Jednak wcale nie oznaczało, że słusznie. - Nie zasłaniaj się starością, mam znacznie wiele księżyców od ciebie, chociaż Srebra Skórka zabrała mi siwiznę. - Burknęła kwaśno, spoglądając na Medyczkę z naganą. Mogła teraz złośliwie rozpłynąć się w powietrzu i zostawić Dziwnooką z mętlikiem w głowie i zagadką do rozwiązania. Jednak o ile Ulewna Myśl miała wieczność, tak dużo czasu nie pozostało ani Ciernistemu Kwiatu, ani Padalcowej Łapie. Westchnęła. - Młodego Cienistego zranili dwunogi. Idź więc tam, gdzie spodziewałabyś się ich spotkać. To miejsca jest bliskie. - Miauknęła. - Na dzisiaj nie mam dla Ciebie więcej podpowiedzi, ale nie zamierzam zostawić ani ciebie, ani Klanu Cienia w potrzebnie. Życzę ci siły, Ciernisty Kwiecie i mocy w łapach. - Kiwnęła kocicy głową, a obraz Omszonej Groty najpierw rozmył się delikatnie jak odbicie na wodzie, a potem zawirował, niknąć w ciemności.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Chciała jedynie wiedzieć, gdzie szukać młodego cienistego. Cóż, komentarz Ulewnej Myśli był dla Dziwnookiej nieco zabawny, jednak powstrzymała się od okazywania tego. Najbliższym miejscem, gdzie łatwo było znaleźć dwunożnych, było siedlisko koni. Niestety był to dość spory teren, którego przeczesanie mogło nie należać do prostych dla starej kocicy. Potrzebowała pomocy i chyba nawet wiedziała, gdzie jej szukać. I tak musiała się wyspowiadać przed Śnieżką co do sytuacji, a zdobycie kogoś do pomocy było bonusem. Skinęła lekko łbem na pożegnanie dawnej medyczki. Siła jej się zdecydowanie przyda, jeśli miała wrócić do klanu, zwłaszcza że planowała wytrenować aż troje kandydatów, aby Cień tak łatwo nie został bez opieki medycznej. Gdy obraz Omszonej Groty zniknął, biała kocica otworzyła oczy i spojrzała na odłamek szkła przed nią. To było zadanie na później.
Podniosła się i zeszła z gałęzi, na której spała, zabierając ze sobą znak dla "drugiej dziwnookiej". Nie będzie miała czasu na odpoczynek jeszcze długo, przynajmniej póki nie dotrze do Cienia. Do tego czasu nowy przywódca powinien już wrócić z dziewięcioma życiami. Teraz musiała odwiedzić dom kotki, którą niegdyś się opiekowała, a która nosiła obecnie obrożę dwunożnych.
| zt i dzięki również ^^ |
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Nieduża jako kocię Pszczoła rośnie na drobną kotkę. Trwająca długie księżyce choroba sprawiła, że córka Nakrapianego Liścia nie przyjmowała odpowiedniej ilości pożywienia. Przez to jest nieco niewyrośnięta. Została w tyle za rodzeństwem, jeśli chodzi o rozmiar i umięśnienie. Jest szylkretką, co objawia się w całkiem ładnych łatach pokrywających jej ogon, grzbiet i górną część głowy. Czarne i rude plamy są pręgowane tygrysio, a reszta ciała jest biała. Kończyny, większość pyska i brzuch. Cały zad koteczki pokrywa ruda plama, lewa strona dolnej części grzbietu jest czarno-pręgowana, prawa za do ruda. Łopatki ponownie zamieniają się kolorem; prawa jest czarna, lewa ruda. Czoło Pszczółki jest czarne, a dwie plamy nad oczami - rude. Całkiem urokliwie wyglądają jej zakończone na biało uszy.
Skrót: pewna siebie, śmiała ale coraz częściej wybierająca milczenie zamiast kłótni z idiotami, wciąż jednak tak samo gotowa bronić swojego zdania, ambitna, trudno jej działać bez jasnego celu, ceni sobie szczerość, poświęcenie i godność. Wyzwania napędzają ją do działania, posiada dużą siłę woli, jest umiarkowanie towarzyska.
Tundra, Gronostaj (Nowy Świt)
W jej powrotu do klanu minął jakiś czas. Dwa-trzy wschody słońca, zapowiedziana przez Żubrzą Gwiazdę ceremonia jeszcze się nie odbyła, co nie oznacza wcale, że się opóźniała. Rysia Łapa trenowała polowanie i czekała na dzień, w którym stanie się wojownikiem. Informacja, że stanie się to w zasadzie zaraz po jej powrocie do Gromu. Z jednej strony nie zniknęła z własnej woli, a z drugiej… gdyby sama znalazła się w sytuacji córki Trzmielej Gwiazdy, kazałaby takiemu terminatorowi, jak ona sama poczekać. Księżyc, dwa, ale musiałby czekać. W tej sytuacji dobrze, że Żubrzyca była bardziej wyrozumiała. Swoją drogą, była to kolejna cecha obok empatii, o którą Rysia nigdy by jej nie podejrzewała.
Udała się na ziemie niczyje, ponieważ tego ranka wybitnie jej się nudziło. Zanim jednak dotarła do Rzędu Drzew i granicy z siedliskiem koni, słońce górowało już na niebie. Podczas pory nagich drzew oznaczało to ni mniej ni więcej, niż że za kilka godzin zacznie się robić ciemno. Nie zamierzała jednak spędzić tu wiele czasu; chciała przez chwilę popatrzeć na konie i wrócić do obozu, urządzając po drodze krótkie polowanie.
//Pomurnik :D
Stanie się tak, że któregoś dnia
W ogóle się nie zjawię
Nie zdarzy się nic, nie zmieni prawie nic
Przez chwilę będzie ciszej
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Ach, powroty. Do Klanu, w ramiona stęsknionych rodziców i kochających przyjaciół, do Klanu Cienia, bez którego usychała z tęsknoty - tam, gdzie naprawdę było jej serce...
Tak, dobry żart. Przynajmniej po części, bo owszem - Pomurnik zamierzała wrócić do Klanu, jednakowoż trudno było powiedzieć, że w jakimkolwiek stopniu tęskniła za tą społecznością. Żeby być szczerą, nie pamiętała nawet wiele z obozu i otaczających ją kotów. Matka nazywała się Złotooka, ojciec - Zwichrzony Ogon. Jedynym elementem otoczenia, który wbił się jej w pamięć jeszcze z tamtych zamierzchłych czasów, była lecznica, w której spędziła zdecydowanie zbyt dużo czasu.
Ale teraz życie w Cieniu należało już do przeszłości, a może i przyszłości - w każdym razie, nie teraźniejszości. Teraz mogła spokojnie buszować sobie w okolicy Rzędu Drzew, co w jej przypadku ograniczyło się do siedzenia w wątpliwym cieniu jednego z drzew i bacznego obserwowania okolicy - zatem nie umknęła jej uwadze szylkretowa kocica pachnąca intensywnie... którymś z Klanów.
- Czy to jakieś niefortunne zagubienie drogi? - zadała pytanie na wpół kpiącym, na wpół głęboko brzmiącym (acz zachrypniętym) głosem.