Mistrz: nigdy Płeć: kotka Matka: Kolorowy Wiatr [NPC] Ojciec: Chłodny Nos [NPC] Partner: futro Trwałe urazy: ślady po szponach na obu barkach, większości schowane pod futrem.
Mistrz: nigdy Płeć: kotka Matka: Kolorowy Wiatr [NPC] Ojciec: Chłodny Nos [NPC] Partner: futro Trwałe urazy: ślady po szponach na obu barkach, większości schowane pod futrem.
Czarna mink kotka o bardzo dobrze zadbanym, krótkim, lecz miękkim futerku. Wokół szyi nosi dumnie różową obróżkę, z trzema, małymi różyczkami po lewej stronie. (spokojnie są sztuczne)
Dama o dużych manierach i dbająca o swoją higene. Jednak także: lekkoduszna, nieśmiała, podejrzliwa i zdystansowana dla obcych kotów, nie lubiąca narzuconych zasad oraz opiekuńcza dla bliskich.
Malinowa Łapa [GK] Żwawa Łapa [KW]
Radosne słowa “Szukałam ciebie. Wszędzie. Ja też pamiętałam”, zadudniły jej w uszach. Naprawdę ją szukała.. Minka zamruczała w aprobacie, ciesząc się, z szczęścia Gromianki. Tak jej było ładnie w uśmiechu. Tak jej ładnie oczęta błyszczały jak gwiazdy. Była w tej chwili dla niej Gwiazdką, nawet jak nie trzyma takiego tytułu. Sama nie wiedziała jak ma sobie radzić z taką falą szczęścia. Jemiołka szła z rytmem, po prostu wtulała się w pyszczek kocicy, wtulała się w jej bliskość oraz czulę przejeżdża językiem po jej krótkim futerku. Nie rozumiała do końca tych uczuć co czuję. Jednak może to było po prostu prawdziwe szczęście oraz troska, bo długiej rozłące. Przymknęła również oczy i się płynęła z nurtem..
Do czasu. Do czasu kiedy Nawałnica wspomniała klan, a potem rodzinę.. Z każdym słowem radość z chwili kurczyła. Pieszczoszka poczuła mieszankę niepokoju i zamieszania. Naprawdę Perkozik..Łupina i reszta rodzeństwa za nią tęsknią? Za siostrą, który prawie w ogóle nie była przy nich, przez swój głupi pomysł. Aczkolwiek było coś gorszego niż wina teraz. “Ona przecież nie wie.. Nawałka nie wie przecież” .Podeszła do niej niepokojąca myśl. Jemioła.. Herbata, nie lubi tego systemu. Jest idiotyczny. Koty w klanie mają zawsze komuś służyć. Aż do końca ich życia, jak i po nim. Na tym chociaż opiera się ta wiara. Minka nie do końca wierzyła w te koty. Nie do końca wierzyła w jakiś Gwiezdny Klan. Nawet jakby w go wierzyła, to by go nie polubiła. To przez nich tyle kotów są zmuszone wybrać jakieś już narzucone opcje, a nie tworzyć swój własny los jakoś. Nie mają szansy być wolni. Jednak jak widać orientalka bardzo lubiła to… Każda potwora znajdzie swojego adoratora. A Jemiołka nie wybierze tej samej ścieżki. Musi jej powiedzieć prawdę… Strach zaszklił w jej morskich oczach, gdy spotkały się z tymi oliwkowymi, podobnymi do ściółki leśnej w której kryją się gryzonie.. lecz w tych oczach kryło się co innego - N-nie mogę do Gromu..- zaczęła bardzo powoli, tak jakby słowa utknęły w jej gardziołku. Kruczy ogon minki lekko drgał po zielonej trawie. Musi powiedzieć.. - N-nie mogę.. Moja druga rodzina m-mnie potrzebuję… Nie mogę jej porzucić.. Nie mogę porzucić kolejnego życia. Kiedy właśnie ci..D-dwunożni.. mi je uratowali.. - tłumaczyła jak mogła. Mówiła pełna ze strachu, że Nawałka się oburzy, że ją teraz odrzuci kompletnie, zwłaszcza jak wspomniała swoich właścicieli. Jej wzrok przeszedł na swoje barki. Naprawdę jej uratowali życie. Jednak minka omawiała na razie tylko czubek tej góry lodowej.
Serca ją zaczęło boleć na widok załamanej wojowniczki. Nie myślała już za bardzo. Nie mogła jej przecież tak zostawić. Proszę wróć do tego szczęśliwego wyrazu pyszczka. Herbatka postawiła swoją czarną łapę, na tej kontrastującej i bardzo drżącej Nawałki, sama kocica otarła się pyszczkiem o szyję i brodę wyższej orientalki. - Hej kochaniutka.. przecież nie opuszczam cię.. Będę przecież nie tak daleko was.. ciebie. Prawda..? Zawsze będziesz mogła mnie odwiedzić, a ja ciebie jak będę w pobliżu granic.. - próbowała biedaczke uspokoić, równocześnie samej się nie załamać. Podniosła niepewnie łapkę, próbując wytrzeć szafirowe łezki z jej policzka. - Łzy może i dodają blasku oczom, ale piękne kwiaty nie potrzebują upiększania.. - wyszeptała cichutko, tak jakby obawiała się, że nie komplementować tak bardzo kocicę na głos. Ale to w końcu była zwykła przyjacielska porada i przyjacielski komplement. Jasne..?
Spojrzała w górę, by sprawdzić ile jeszcze mają czasu, kiedy Herbatka będzie musiała wrócić..do swojego domu. Dobrze, że jeszcze trochę mają czas.
- A propos kwiatów… Może poszukamy jakiś..? Jak kiedyś, wiesz no. By powycierać sobie w futra… lub w tym przypadku byś miała coś przy sobie, związane z mną. Oraz ja z tobą.. - zaproponowała niepewnie. Na pewno nie skończy się to jakimś ..nieszczęściem.. W końcu kremowa kotka była z nią. Nie była sama. Nie chciała także by Nawałnica płakała za nią. Chciała jakoś ukoić jej żal. Miała nadzieję, że się zgodzi. Że nie Jemiołka nie pogorszy sprawy. Serce ją bolało jak ją taką widziała. Wtula się w nią mocno, podpierając jej bardziej umięśnione ciałko.
« L o o k »at you, strawberryblond
~ Fieldsrollingon ~ I♥ love ♥ it when you call my name Can you hear the ∴'bumblebees'∴swarm?
__ Watching your arm __ I♥ love ♥ it when you « l o o k » my way
Wysoka, krótkowłosa, kremowa kocica z klasycznym pręgowaniem. Cechuje się długim pyskiem, wielkimi uszami, długimi nogami oraz oczami w kształcie migdała. Oliwkowe, błyszczące oczy.
Kocica cechuje się swoją radością oraz poczuciem humoru. Życie wraz z nią prawie nigdy nie jest nudne. Również, co można o niej powiedzieć to fakt, że jest ambitna - chęć pozostania przywódcą została u niej od kociaka. Jest zazwyczaj uśmiechnięta, chociaż jeśli wymaga od tego sytuacja, może się zmienić i stać się poważną, rozważną kocicą o kamiennym wyrazie pyska. Cechuje również ją empatia. Jeśli będziesz ją szanować, Nawałnica będzie szanować ciebie. Zdarza się, że używa w rozmowie sarkazmu.
Słysząc słowa Jemiołki zaniepokoiła się. Zaczęła ugniatać łapami ziemię, a zaraz chciała powiedzieć jej, że w końcu o nią zadba! Pomoże jej wrócić do Klanu, pomoże jej ze wszystkim, co tylko będzie potrzebowała. Już praktycznie otwierała pysk, jednak usłyszała kolejne słowa kocicy. Stanęła jak wryta w ziemię, słuchając tego co mówiła pieszczoszka. Zaraz jednak Nawałnica się zbliżyła, aby czuć oddech kotki na swoich wibrysach.
- Ja... nie. C- czy jesteś z nimi szczęśliwa... i bezpieczna? - zapytała się cichutko i spojrzała się prosto w jej śliczne ślepia. Tylko to ją obchodziło. Bo jeśli kotka nie będzie w Klanie szczęśliwa, to może ma jakieś inne powołanie? Gdzieś indziej może się czuć po prostu lepiej. Westchnęła cichutko i podeszła jeszcze o kilka kroków bliżej kotki, ocierając się przy tym polikiem o jej futerko na policzkach. Położyła głowę na jej barku i przycisnęła ją mocniej. - Po prostu... tak długo ciebie nie widziałam. Tak długo szukałam i... kiedy w końcu ciebie znalazłam, mam ciebie stracić? - dodała dość żałosnym tonem głosu, totalnie rozluźniając mięśnie przy kotce. Nie chciała jej opuszczać, nie teraz. Nie teraz, kiedy w końcu się znalazły. Owszem, miała dużo kotów w Klanie, ale Jemioła była szczególna. Rozmawiała z nią jak miała ledwie dwa księżyce! Spotkanie z nią jest jednym z pierwszych jej wspomnień. Nie może jej tak po prostu puścić.
Nawałnica strzeliła dużym uchem i spojrzała na czarną łapkę, która teraz spoczywała na jej kremowej. Przeniosła zaraz wzrok na koteczkę, cichutko wzdychając. Obserwowała jak ta mówi, mówiła spokojnie, słodko, kojąco. A mimo wszystko i tak Nawałnica miała przeczucie, jakby coś jej właśnie wyrywano z ciała, nawet jeśli to był tylko kawałek futra.
- Tak, ale... oh Jemiołko, ja mam obowiązki w Klanie. Nawet jeśli bym chciała, a bardzo chcę, to nie mogę się codziennie wyrwać, aby iść na tereny niczyje. Gdzie ty teraz mieszkasz? - dopytała się, patrząc się kątem oka na łapę, która wycierała jej polik. Przeniosła na tą wzrok i delikatnie przytuliła pyszczek do łapki minki. Oddech, który drżał, z uderzeniu serca na uderzenie się uspokajał, a łzy przestały lecieć. Uśmiechnęła się słabo na słowa Jemioły, patrząc się na nią spod zmrużonych oczu. Widziała, że kotka patrzy się na niebo, dlatego to samo zrobiła Nawałnica. W końcu ona też musiała wracać do domu za jakiś czas. Ale na pewno nie teraz. Na pewno nie już. Gdyby mogła... gdyby mogła zostałaby tutaj z przyjaciółką. Na jej propozycję znowu słabo się uśmiechnęła i skinęła łbem.
- Brzmi... brzmi cudownie. Tak... może znajdę ci jakieś ładne piórko, które będzie pasowało do futerka? Chociaż to ty się bardziej znasz na futrach - zaśmiała się niepewnie, patrząc się prosto na kotkę. Kiedy kotka mocniej wtuliła się w jej ciało, Nawałnica przyciągnęła Jemiołę do siebie i przewróciła się na plecy, prosto na miękką trawę. Miała pysk pieszczoszki przed swoimi oczami, jednak zaraz znowu objęła ją łapami w pasie i do siebie przyciągnęła, tym samym się mocniej wtulając. Ogon Nawałnicy bujał się na boki, dopóki nie złapał za końcówkę kity koteczki nad nią. Nie chciała jej puszczać i to był jeden z tych znaków. Po chwili jednak Nawałnica otworzyła pyszczek. - Możemy jednak... chociaż na chwilę... poleżeć razem? Wtulone? - zaproponowała niepewnie, chociaż tak na prawdę już to robiły. Ale i tak Nawałnica musiała się zapytać. Jak to ona.
≡g e t d o w n≡ swayingtomyownsound flashesin myf a c enow all I knowis everybodylovesme - ̗̀everybodylovesmé̖-
Mistrz: nigdy Płeć: kotka Matka: Kolorowy Wiatr [NPC] Ojciec: Chłodny Nos [NPC] Partner: futro Trwałe urazy: ślady po szponach na obu barkach, większości schowane pod futrem.
Mistrz: nigdy Płeć: kotka Matka: Kolorowy Wiatr [NPC] Ojciec: Chłodny Nos [NPC] Partner: futro Trwałe urazy: ślady po szponach na obu barkach, większości schowane pod futrem.
Czarna mink kotka o bardzo dobrze zadbanym, krótkim, lecz miękkim futerku. Wokół szyi nosi dumnie różową obróżkę, z trzema, małymi różyczkami po lewej stronie. (spokojnie są sztuczne)
Dama o dużych manierach i dbająca o swoją higene. Jednak także: lekkoduszna, nieśmiała, podejrzliwa i zdystansowana dla obcych kotów, nie lubiąca narzuconych zasad oraz opiekuńcza dla bliskich.
Malinowa Łapa [GK] Żwawa Łapa [KW]
- Tak.. - Z pyszczka wyleciało ciche, jednak pewne miauknięcie. Była bardziej szczęśliwsza z sobą, zwłaszcza ze swoim futrem. Kocha swoją rodzinę jednak odczuwa krążącą presję wokół niej. Brak bieli na swojej największej dumnie bolał ją bardzo, kiedy porównywała się do reszty z rodziny. Wygląda przy nich jak jakaś ubłocona ciamajda bez krzty schludności. Takie chociaż miała odczucia sama Jemiołka. Natomiast z Dwunożnymi nie ma innych kotów. Nie ma tam swojej kochanej rodziny z której rosły kompleksy. Była sama ona i jej właściciela, którzy kochali ją taką jaką jest. A co do bezpieczeństwa.. To definitywnie bardziej niż w tym lesie...
- Życie w Klanie nie jest dla mnie.. Nie byłabym dobrą wojowniczką. Nie dałabym sobie radę z tą presją, z tymi zasadami, brudną robotą i.. z tym s-strachem o swoje życie. Nie jestem taka odważna i ambitna jak ty niestety..- Kontynuowała dalsze przemyślenia związane z Klanem. Nie wierzyła sobie, że w końcu powiedziała komuś, że nie chce tam być. Jej ton był przygnębiony i monotonny, kotka definitywnie czuła stres, jednak próbowała to przerzucić na drugi plan. Herbatka byłaby definitywnie darmozjadem w Klanie przez swoje lenistwo, co do wojowniczych obowiązków. Nie spieszy też się jej maczać łapy w błocku lub we krwi zwierzyny. Rzygać jej się chce na myśl zasypanych, śmierdzących brutali w Gromie. Aczkolwiek bała się bardziej czego innego. Zjeżyła kark i jęknęła wspominając walkę o życie. Poczuła ponownie ten ból. Wlepiła wzrok w pustkę, patrzyła gdzieś w chen, chen daleko, odtwarzając kulminacyjny moment traumy. Wybudził ją dopiero dotyk Nawałnicy. Na początku przyjemny dotyk chudego, delikatne policzka koił jej lęki. Jednak następna bliskość przeprowadziła z powrotem stres i.. strach. Bark, na którym leżała leśna księżniczka spiął się pod jej ciężarem. Puls mniejszej koteczki zaczął szaleć jak drzewo podczas burzy, huraganu, nawałnicy. Minka się czuła jakby była znowu przyszpilona do ziemi i zaraz rozpocznie się przesłuchanie. Może jednak przyjaciółka nie zauważy tych szpetnych blizn, obrzydzające jej figuralne barki. Może..
- Zapewniam cię.. nie stracisz mnie. Mimo, że nie będę przy tobie co każdy wschód słońca, będziemy zawsze patrzyli na to samo słońce i czuć te same promyczki ciepła na sobie. Ja się nigdzie indziej nie wybieram, będę zawsze niedaleko tego lasu, niedaleko ciebie. - rzekła bardziej spokojnym i lekko zmartwionym głosikiem, chociaż rozpoczął się lekkim drganiem z wcześniejszego szoku. Nie mogła tak po prostu zignorować jej ból przez swój strach. Zaczęła gładzić kark kremowej orientalki, pociągając język długim liżnięciem. Bez dalszych słów starała jej powiedzieć “Hej, wszystko dobrze ślicznotko”.
- Oj kochana.. Nie musisz mnie codziennie widzieć. Nie chcę ci dawać kolejnego obowiązku, możemy się widywać co księżyc lub dwa, kiedy będziesz mieć czas. Spokojnie Klan poradzi sobie na jeden dzień bez ciebie…. Nie przepracowuj się tylko. - powiedziała trochę lekkomyślnie, jednak bardzo zatroskana o córkę Cichego Strumienia. Widziała, że kotce się polepsza po jej dotyku, jednak także ból w tych oliwkowych oczach. Życie wojownika nie jest za najłatwiejszym i często mało przyjemnym losem. Rutyna często wykańcza młode zapały, lecz czy to właśnie trapiło Gwiazdeczkę?
- Mieszkam tam gdzie legowiska dwunożnych, na osiedlu. Znaczy dokładnie przed nimi na obrzeżach. Nasz ogród otacza wysoki płot, a w środku niego kwitną o tej porze krzewy. W sumie ich żółte kwiatuszki ładnie by uzupełniały twoje oczy.. - Pieszczoszka zamknęła swe oczęta wpadając ponownie do świata swoich wspomnień. Równocześnie do podawanych opisów, czarna minka wyobrażała sobie tą scenerię. Ogród wypełniony życiem, kwitnące forsycje, płot, wszystko z zewnątrz. Jednak do jej snu na jawie również przeszła sama Nawałnica.. Upiększające te wspomnienia. Wyobrażała sobie ją w swoim i jej właścicieli ogródku, z prowizoryczną koroną z żółtych kwiatuszków. Ładnie wygląda. Znowu się ocknęła. Znowu szok. O czym ona myśli? Czemu tak myśli. Nawałnica była śliczna to pewne, ale aż tak, że wkrada się do jej wspomnień? Hm dziwne. Ale pff nieważne. Jemiołka nie będzie filozofować. Najważniejsze, że Gromianka o długim pysiu właśnie przed nią stała oraz na szczęście uspokajała się. Bliskość minki pomogła.. Uśmiechnęła się lekko..
- Heh.. N-nie wiem, czy piórka to najlepszy pomysł… Mogą się zaplątać w futro, porobić kołtuny, co dość boli, no wiesz.. poza tym niektóre śmierdzą. - Ojoj. Zastrzygła uchem, równocześnie zarechotała w bardzo niepewnym śmiechem, kiedy echo z przeszłości znowu zaatakowało. Pióra… Tylko jedno stworzenie.. jedna rodzina je miała. Stworzenia budzące przerażenie w jej sercu. Mimo, że zaatakował ją dużo większy potwór, te mniejsze też jej nie przypadały do gustu. Zmyśliła więc na bardzo szybko jakieś niezręczne wymówki. Może ją kicia posłucha, w końcu sama powiedziała, że uważa ją za eksperta w tej dziedzinie.
Następnego ruchu zupełnie się nie spodziewała. Zastygła w ruchu jak przy pierwszym napadzie. Czy zrobiła coś źle? Czy Nawałnica zemdlała?? Miękkie ciałko Herbatki padło jak poduszka przyjaciółce. Móżdżku Jemiołki pojawiła się jakiegoś typu panika i szok. Znowu zaczęły ją oblepiać jakieś magiczne mrówki, a skóra trochę palić. Morskie ślepia złapały błysk Nawałnicy. To z połączeniu dotykiem kremówki na pasie, spowodowało przyspieszenie serduszka minki. Nie widziała jeszcze kocicy z tej perspektywy. Nie wiedziała do końca co się z nią dzieje. Walnęła się w głowę?
- J-jasne- - Przełknęła szybko ślinę i w podobnie tempie wyjąkała. Co z tą Jemiołą. Widać, że Nawałnica potrzebuje tej.. bliskości. Jako dobra przyjaciółka powinna jej pomóc i wspierać ją jak może. Wzięła głęboki wdech oraz rozluźniła mięśnie. Wolność ducha nakazała jej nie przejmowaniem się tym i no znowu się cieszenie tą chwilą. Ciemna kocica wtuliła się, kopiąc swoim czarnym noskiem w pierś wojowniczki. Czuła jej kojące bicie serca jak i przyjemny zapach, który byl cieplejszy niż ta brutalna dzicz. Przymknęła powoli oczka, oddając się w objęcia Morfeusza. Do jej głowy przychodziły różnorakie miłe wspomnienia, jak przygoda z Nawałnicową Gwiazdą. Jednak na ten zlot przyszły też inne koty. Jemiołka teraz wspominała swoją rodzinę. Swoją piękną, białą kocicę o szylkretowcyh plamach, mama mink, Kolorowy Wiatr. Jej idolka od najmłodszych lat. Z ojcem de facto nie była tak blisko, ale była bardzo do niego podobna w charakterze. No ta chwila nie jest tego za najlepszym przykładem, ale Nawałnica i rodzina mają zaszczyt poznania bardziej śmiałej oraz otwartej kotki. Wspominała też swoje rodzeństwo, starsza jak i młodsze. Pamiętała jak czyściła futerko Perkoz lub bardzo brudnego starszego brata Żółtą Łapę. Ciekawe co z nimi.. Skoro już ma jedno wspomnienie dosłownie pod sobą, co z resztą?
- Wspominałaś o Perkoz i Łupinie.. Jak się trzymają? Co z resztą mojego rodzeństwa.. Co z moimi rodzicami.. z moją mamą.. Czy wszyscy są zdrowi? - Spod piersi orientalki wydobyło się ciche, troskliwe pytanka Jemiołki. Być może Nawałnica lepiej ją usłyszy dzięki tym dużym uszom.
« L o o k »at you, strawberryblond
~ Fieldsrollingon ~ I♥ love ♥ it when you call my name Can you hear the ∴'bumblebees'∴swarm?
__ Watching your arm __ I♥ love ♥ it when you « l o o k » my way
Wysoka, krótkowłosa, kremowa kocica z klasycznym pręgowaniem. Cechuje się długim pyskiem, wielkimi uszami, długimi nogami oraz oczami w kształcie migdała. Oliwkowe, błyszczące oczy.
Kocica cechuje się swoją radością oraz poczuciem humoru. Życie wraz z nią prawie nigdy nie jest nudne. Również, co można o niej powiedzieć to fakt, że jest ambitna - chęć pozostania przywódcą została u niej od kociaka. Jest zazwyczaj uśmiechnięta, chociaż jeśli wymaga od tego sytuacja, może się zmienić i stać się poważną, rozważną kocicą o kamiennym wyrazie pyska. Cechuje również ją empatia. Jeśli będziesz ją szanować, Nawałnica będzie szanować ciebie. Zdarza się, że używa w rozmowie sarkazmu.
Nawałnica milczała, patrząc się w kotkę jak w obrazek. Nie chciała jej opuszczać, ale im dłużej słuchała koteczki tym szybciej dochodziła do jednego wniosku. Oh, jak mogła tego nie zauważyć wcześniej?
- Nigdy nie byłaś szczęśliwa w Klanie, prawda? - zapytała smutno, ale delikatnie się uśmiechała. Przejrzała koteczkę na wylot. Westchnęła cicho i mocniej się przytuliła do futerka przyjaciółki. - Dla mnie jest ważne, abyś była szczęśliwa... więc... nie mogę ciebie do niczego zmusić. Nawet jeśli bym bardzo chciała trzymać ciebie przy sobie to po prostu nie mogę - miauknęła w końcu, patrząc się prosto w turkusowe morze w ślepiach przyjaciółki. Podniosła delikatnie łeb, gdy poczuła język na swoim karku. Po jej całym grzbiecie przeszły zimne ciarki, od miejsca, gdzie poczuła język kotki do aż końcówki ogona. Jednak chętnie się temu poddała i nie zamierzała przeszkadzać Jemiole w gładzeniu jej futerka.
Wysłuchała kolejnych słów kocicy i spojrzała na nią błyszczącymi ślepiami. Słuchała dokładnie i analizowała swoje szanse, że uda jej się wyjść z tego bez szwanku. Skinęła delikatnie łbem i polizała Jemiołę po policzku.
- Kiedyś do ciebie przyjdę - zadecydowała, po chwili spoglądając w jej ślepka. Uśmiechnęła się delikatnie do Jemiołki. Kiedyś do niej przyjdzie, mając nadzieję, że ją spotka. Po zapachu znajdzie koteczkę, czy jakkolwiek inaczej. Znajdzie ją. Znajdzie ją tyle razy ile będzie musiała.
Kiedy Jemioła zaczęła mówić o tym, że piórka nie są najlepszym wyborem Nawałnica westchnęła.
- Może racja, ale... kwiatki się szybko zepsują, zgniją. A nie chcę, aby moja pamiątka po tobie... Zniknęła - mruknęła dość smutnawo, spoglądając na koteczkę. Kiedy położyła głowę na barku zauważyła pod futrem blizny na jej ślicznym, drobnym ciele. Podniosła łapę i odsłoniła je spod futra, aby móc je podziwiać całej okazałości. Przytuliła się mocniej do kryzy, nadal lustrując wzrokiem blizny.
- Są... Piękne - powiedziała, komentując owe rany. Nie chciała pytać o ich historię, bo ta może być bolesna. Nie chciała, aby kotka czuła przez nią ból. Dlatego tylko skomentowała ich wygląd, bo według kremowej wojowniczki te były piękne. Zjawiskowe.
Kiedy się ułożyły na miękkiej trawie, poczuła jak serce jej mocniej bije. Jak przyspiesza i zwalnia. Była szczęśliwa. Kotka poczuła, jak nosem Jemioła sobie toruje drogę do jej skóry, na co wojowniczka tylko cicho, rozkosznie zamruczała. Była z nią teraz tutaj szczęśliwa. Chciała z tej chwili korzystać tyle, ile mogła. Zapamiętać ją. Już na zawsze. Bolało ją, że zaraz będą musiały się rozstać. Czuła, jak przez to rozrywa się jej serce.
- Perkoz i Łupina... Perkoz... Jest cichutka. Trenuje powoli, ale jest tak wrażliwa. Strasznie wrażliwa. Łupina. Kończy trening. Nie mogę się doczekać, aż już będzie wojownikiem. Twoi rodzice. Dobrze się czują. Jak zawsze, nic się nie zmieniło większego. Żółta Łapa... ma kociaki z Błękitną Tonią, ale zaginął. Co do kociaków - już zaczęły treningi. Są wesołe i zdrowe. Wilga i Bażant też niestety zaginęli, przepadli z dnia na dzień - mruknęła spokojnie. Spojrzała się prosto na kotkę, dzieliła ją taka mała odległość od jej pyszczka. Jej wibrysy drgaly delikatnie. "Ale ty wróciłaś" dodała w myśli i mocniej przycisnęła Jemiołę do swojego ciała.
≡g e t d o w n≡ swayingtomyownsound flashesin myf a c enow all I knowis everybodylovesme - ̗̀everybodylovesmé̖-
Mistrz: nigdy Płeć: kotka Matka: Kolorowy Wiatr [NPC] Ojciec: Chłodny Nos [NPC] Partner: futro Trwałe urazy: ślady po szponach na obu barkach, większości schowane pod futrem.
Mistrz: nigdy Płeć: kotka Matka: Kolorowy Wiatr [NPC] Ojciec: Chłodny Nos [NPC] Partner: futro Trwałe urazy: ślady po szponach na obu barkach, większości schowane pod futrem.
Czarna mink kotka o bardzo dobrze zadbanym, krótkim, lecz miękkim futerku. Wokół szyi nosi dumnie różową obróżkę, z trzema, małymi różyczkami po lewej stronie. (spokojnie są sztuczne)
Dama o dużych manierach i dbająca o swoją higene. Jednak także: lekkoduszna, nieśmiała, podejrzliwa i zdystansowana dla obcych kotów, nie lubiąca narzuconych zasad oraz opiekuńcza dla bliskich.
Malinowa Łapa [GK] Żwawa Łapa [KW]
W ślepiach błysnęła troska i zmartwienie. Czy zasmuciła Nawałnicę tą informacją? Nie spodziewała się może smutku po jej ogłoszeniu. Bardziej lekkie oburzenie lub, bo koniec końców Jemioła właśnie przyznała, że woli sielskie życie niż być przy niej i pracować w Klanie. Czy ona się obwinia..?
- Oj no nie nigdy. Były w końcu wyjątki.. Miło mi było spędzać czas ze swoją rodziną czasami.. ale jeszcze lepiej było z tobą - Lekko uśmiechnęła do koteczki, starając znowu poprawić pięknisi humor. Zamknęła ślepia chcąc powspominać ich wspólną przygodę raz jeszcze. Objawił się jej obraz wychodzenia przez..wychodek, co było mało przyjemne, ale już lepszym widokiem był otwarty las bez ścian. I kwiatek jakiego znalazły. Małe berbecie chciały pobawić się w salon piękności. Ciekawe czy jeszcze jakieś tu rosną. Jednakże niestety krótko siedziały na tym świeżym powietrzu, bo potem przyszły jakieś dwie duże wojowniczki. Eh, ah te zasady.
Kiedy tak Nawałnica patrzyła się w nią, mówiąc te słowa.. Jemiołka czuła dręczące ciepło. Normalnie sama się roztopi jak ten śnieg. To szczęście? Czy co innego. - Też jesteś dla mnie ważna.. - szepnęła bardzo cicho, patrząc prosto w oczy leśnej kocicy. Wpatrywała się w nią jak na najpiękniejszy obrazek jaki ktokolwiek mógłby namalować. Jednak jej pyszczek był.. statyczny. Nie wiedziała do końca co czuję. Jednak dobrowolnie wtuliła się w jej chude ciałko. Czując język Gwiazdki przeszedł ją przyjemny, lecz dreszcz, powodując lekkie drganie wąsików minki. Śmiesznie to wyglądało, jednak jest to trochę.. przyjemne, poczuć czyjś inny język na sobie oprócz swojego.
- A ja będę na ciebie czekać.. - westchnęła patrząc się maślanymi oczętami na orientalkę. Oczywiście, że w przyjacielski sposób, przyjaciółki też tak na siebie patrzą, zwłaszcza jak się ma takie ładne. Prawda..? Być może Jemiołę da się znaleźć po jej smrodzie, jednak czasami ten jej zapaszek może się zmienić. Zwłaszcza co po niektórych kąpielach kotki. Więc może by tak wypadałoby wspomnieć Nawałnicy o jeszcze innej nowej rzeczy.. - Jak się zgubisz na osiedlu szukaj biało-czarnego domku.. lub dopytuj się o Herbatkę.. Tak mnie nazywają moi dwunożni - powiedziała niepewnie. Zawsze była Jemiołą i zawsze będzie dla Nawałnicy i Klanu Jemiołą. Jednak jak ta pierwsza zareaguje na to? No chce ona szczęścia córki Kolorowego Wiatru, jednak czy nie będzie jej się wydawać to.. dziwne, że jej przyjaciółka tak dała się łatwo oswoić? Poza tym był problem z tym, że ta tak zwana Herbatka jeszcze nikogo nie poznała w swojej okolicy. Boi się tego. Ale jak znajomość kogoś jeszcze ma jej pomóc w odnalezieniu jej… Może postara się dla niej?
- Oh proszę nie zamartwiaj się o to. Kwiatów jest pełno w lesie, zawsze mogę ci zerwać jeszcze inne. Poza tym zawsze możemy coś jeszcze znaleźć na pamiątkę oprócz kwiatów i … piór. Na przykład jakieś kamyczki - Tak się objawiła jej lekkomyślność. Będąc pieszczochem i dosłowną księżniczką w jej domu, nic jej nie brakowało. Nie musiała walczyć o schronienie czy jedzenie. I każdą zabawkę można było łatwo zastąpić. Nie pomyślała, ba wręcz nie doprowadziła sobie do myśli, że dzikie koty nie mają takiego dobrobytu. Tak samo nie pomyślała, że dla kremowej kocicy ten jeden konkretny kwiatek może być dla niej taki ważny.. Szybko się do niej przytuliła. Takie ciągłe martwienie się szkodzi duszy i urodzie, chociaż Nawałnicy bardzo trudno uszkodzić tą drugą rzecz.
Stała jak wryta, podczas odkrywa jej blizn. Poczuła nagły, niespodziewany ciężar. Jakby serce jej właśnie spadło i znikło gdzieś w czeluściach mroku. Takie samo uczucie miała jak była podnoszona przez.. szpony. Mordercze szpony. Źrenice zmieniły się dwie wielkie kulki, które jak zaćmienie czy czarna dziura pochłonęły jej turkusowe tęczówki. Gdyby nie to, że Nawałnicy podtrzymywała ją, to ciemniejsza kotka dawno padłaby na glebie, poddając się kompletnie losu. Tyle razy miała szczęście, ono się w końcu skończy. Nic do końca do niej nie docierało. - Piękne? Jak mają b-być one piękne… Jak ja mam być piękna i doskonała gdy mam na sobie taką skazę…- schlochnęła pełna ze strachu i bólu. Jej głos łamał się przed goryczą, przypominając trochę jęk, niż ten wcześniejszy melodyjny rytm. Nie patrzyła na Gwiazdkę. Nie wiedziała gdzie patrzyła. Może w las, może w pustkę. Wyglądała jak opętana przez chwilę.
Na szczęście Herbatka nie jest kotem dającym się bardzo pochłąnąć przez poważne problemy. Jej mózg stara się automatycznie zamknąć ten stan. Spróbować zresetować ją. Zapomnieć. Nie, nie. Nawałka nigdy nie dotknęła jej skazy. Nie, nie. Ona nie dostała ataku paniki i załamania. To się nigdy nie wydarzyło. Dlatego gdy się kocice jeszcze położyły się na trawie. Minka starała przeminąć to echo przeszłości. Zastąpić ją czymś innym. Padło na..bardzo bliską czułość z leśną kotką. To nie tak, że kocice robiły teraz coś, coś, nieodpowiedniego. Ależ skądże. Zwyczajne dwie przyjaciółki leżące ze sobą same gdzieś daleko od swoich domów. Przecież Jemiołka pomagała tylko. Wspierała Gwiazdkę i starała się tylko ukoić jej zmartwienia. Tak samo jak ona robiła to dla niej… Słysząc kolejne pełne uczuć mruczenie, stało się coś niespotykanego. Kiedy sam umysł minki kroczył gdzieś po wspomnienia i starał się ulżyć trochę duszę, to ciało zaczęło wtylać się jeszcze bardziej.. miziać się, aż w końcu przeczesywać delikatnie pierś kotki. Robiła językiem w miarę długie pociągnięcia, próbując nie przegapić żadną kępkę futra, żaden włos. Gładziła jej futerko tak przez pewien czas. Czuła powalające ciepło i strasznie przyspieszenie serca. Kotka dostała udaru słonecznego? Leżą w pełnym słońcu na zewnątrz, jeszcze ogrzewają się ciepłem z ich ciał. Dziwne, chyba znowu do medyka musi iść, poprosi o właścicieli jak dłużej tak będzie, ale na razie olewka. Gdy orientalka zaczęła mówić, minka przestała. Nawet nie zauważyła, że takie coś w ogóle wyprawiała. Wsłuchiwała się w nią, patrząc się w jej oliwkowe oczy. Ah te zielonkawe oczy.
Zaskoczyły ją te nowe informacje. Perkoz? Cichutka? Zapamiętała siostrę zupełnie inaczej, jako otwartą kotkę. - Coś się stało z Perkoz..? - miąuknęła zaniepokojona. Pamiętała trochę jak za mgłą, jednak pamiętała, jak jeszcze musiała czyścić jej futerko z kurzu. Ale oj kiedy to było. Dalsze informacje bardziej ją uspokoiły. Łupina jej brat też dołączy do grona wojowników, rodzice będą z kogoś dumni. Na szczęście ci też dobrze się miewają. I o.. jeszcze większy szok. - J-jestem ciocią?? - Głos pełen niedowierzania. Jakie szczęście. Więcej futerek do czesania. I to z jej nauczycielką, na które jej lekcje nigdy nie poszła ups. Jej rodzina się powiększyła, lecz również kurczyła. Równie zabrudzony braciszek Żółtek zniknął.. oraz jej rodzeństwo z miotu. Ciekawe czy kiedyś ich spotka. Może oni też gdzieś krążą na osiedlu. Kotka miała taką nadzieję.. Ludzie na pewno by im pomogli. Jak oni jej.
Patrzyła się jeszcze trochę w oczy przyjaciółki. Cieszyła się, że była tu z nią. Cieszyła się, że o niej pamięta. Cieszyła się, że opiekowała się jej rodziną. Minka może jej zaufać z jeszcze jedną rzeczą… - Nawałnico.. zrobiłabyś coś dla mnie? - zaczęła nieśmiale. - Proszę.. powiedź mojej rodzinie, że wszystko u mnie dobrze. Tylko nie mów im gdzie jestem… - Szybko dodała tą drugą część. Może Nawałnica przyjęła dobrze tą informacje o jej byciu pieszczochem, ale czy własna rodzina tak ciepło to przyjmie. Zwłaszcza po historii starszego rodzeństwa..
« L o o k »at you, strawberryblond
~ Fieldsrollingon ~ I♥ love ♥ it when you call my name Can you hear the ∴'bumblebees'∴swarm?
__ Watching your arm __ I♥ love ♥ it when you « l o o k » my way
Wysoka, krótkowłosa, kremowa kocica z klasycznym pręgowaniem. Cechuje się długim pyskiem, wielkimi uszami, długimi nogami oraz oczami w kształcie migdała. Oliwkowe, błyszczące oczy.
Kocica cechuje się swoją radością oraz poczuciem humoru. Życie wraz z nią prawie nigdy nie jest nudne. Również, co można o niej powiedzieć to fakt, że jest ambitna - chęć pozostania przywódcą została u niej od kociaka. Jest zazwyczaj uśmiechnięta, chociaż jeśli wymaga od tego sytuacja, może się zmienić i stać się poważną, rozważną kocicą o kamiennym wyrazie pyska. Cechuje również ją empatia. Jeśli będziesz ją szanować, Nawałnica będzie szanować ciebie. Zdarza się, że używa w rozmowie sarkazmu.
Kotka zdziwiła się słysząc słowa minki. Czy powinna to słyszeć? Znaczy, w sumie... oh... po prostu otworzyła szerzej swoje ślepia w zdziwieniu, obserwując koteczkę przed nią.
- Z- ze mną? Przecież to był ledwo jeden dzień - odparła spokojnym tonem głosu, spoglądając się prosto w pysk kotki. Nie wiedziała, czy powinna to wszystko robić, mówić. Ale czuła się dobrze. Czuła się tak dobrze, patrząc się prosto w turkusowe oczka koteczki, dając się im pochłonąć. Strzepnęła uchem słysząc wyszeptane słowa przyjaciółki i przybliżyła prosty pysk do tej jej. Mruczała cicho, miarowo, poddając się wszystkiemu, co na nią czekało z Jemiołą. Wzięła cichy, szybki, wdech. Będzie na nią czekać...
- Wiem, czuję to - przybliżyła się do niej jeszcze bardziej i uderzyła delikatnie głową o czoło pieszczoszki. Przylgnęła polikiem do jej głowy, po czym polizała jej długie futro na policzku. Znowu. Tęskniła za nią. Musiała się teraz nią jakoś nacieszyć. - Na pewno znowu ciebie znajdę. Tyle razy, ile będę musiała - wyszeptała do jej ucha, zaraz delikatnie się odsuwając, aby spojrzeć prosto w ślepia Jemioły. Jeśli tylko będzie trzeba może przemierzyć cały las, nawet kilka lasów, aby znaleźć przyjaciółkę. Tyle razy, ile będzie trzeba.
- Myślę, że sobie poradzę ale... zapamiętam - odparła tylko jeszcze na radę minki. Herbatka... więc tak ją nazywali dwunożni? To było to jej drugie imię, to z którym zaczęła nowe życie. Miała tylko szczerą nadzieję, że przyjaciółka jej nie wrabia i faktycznie jest z tymi Dwunożnymi szczęśliwa. Bezpieczna. Na wzmiankę o kamyczkach jako pamiątce, Nawałnica zamrugała delikatnie. Chwilę musiała się namyśleć, zanim coś powiedziała.
- To też jest dobry pomysł. A nawet jeśli moja pamiątka się zgubi, to zawsze będę o tobie pamiętała - mruknęła z gardłowym pomrukiem, słabo uśmiechając się do koteczki. Czuła, że gdy tylko dotknęła futra blisko blizn, Jemioła zastygła jak kamień. Oparła się mocniej o nią, więc Nawałnica przytuliła koteczkę do siebie, przysuwając ją do swojego ciała. Gdy tylko koteczka zaczęła mówić o swoich bliznach, że są szpetne, kremowa od razu zaczęła kręcić przecząco głową. Pysk przytuliła do szyi kotki, nadal obserwując bladoróżowe rany. Podziwiała je z każdym uderzeniem serca, z każdym coraz bardziej. Intrygowała ją historia za tymi ranami, jednak wiedząc, jaka jest Jemiołka, Nawałnica doszła do wniosku, że musiało stać się coś... okropnego. No i dodając do tego oczywiście reakcję kocicy. Przejechała językiem wzdłuż szyi kocicy, aby ją w ten sposób uspokoić, odwrócić uwagę.
- Ćśś... już, spokojnie. Popatrz na mnie. Dla mnie są piękne... zjawiskowe. To nie jest skaza. Jesteś piękna, doskonała, z nimi czy bez nich - wymruczała, zostawiając futro na barkach kotki, a kładąc łapki na jej policzkach. Głowę Jemioły nastawiła tak, aby ta patrzyła się prosto na nią, aby to na nią zwróciła teraz uwagę. Aby skupiła się po prostu na jej osobie, a dodatkowo wojowniczka posłała szerszy uśmiech pointce. Tak, aby ją w tym upewnić.
Nie mniej jednak później już było spokojniej. Kotka zaczęła się mocniej wtulać w jej ciało, a Nawałnica po prostu leżała, obserwując kątem oka co też i minka robi. Zaczęła się coraz to mocniej do niej przytulać, gdy aż nagle przeszło do bardziej radykalnych czynów. Bowiem gdy tylko poczuła język, który przejeżdżał po jej piersi, Nawałnica wzięła kolejny szybki, urwany wdech nie wiedząc jak na to zareagować. W pierwszej chwili poczuła się trochę winna, jakby nie powinna tego robić, tak łatwo się poddawać kotce, aby ta mogła ją wylizywać. Nie wiedziała, czemu to poczucie winy tak nagle ją dopadło, gdy do jej myśli wpadł Łupina. Ale nie byli razem...! Nie była zobowiązana do tego, aby być wobec niego lojalna, ale z jakiegoś powodu nadal czuła się, jakby to nie było odpowiednie. Przez chwilę miała ochotę to zakończyć, odsunąć się od Jemioły, przeprosić ją za tą chwilę niemocy, ale też nie mogła. W końcu były tylko przyjaciółkami, które dawno się nie widziały. Przez ciało Nawałnicy przeszedł dreszcz, gdy poczuła kolejne liźnięcie po jej piersi przez jej krótkie futro wybudziła się z tego wszystkiego, co miała w głowie. Musiała przemyśleć, co powiedzieć, czy też nic nie mówić. Musiała też się mocno powstrzymywać, aby z jej gardła nie wyszło jakiekolwiek słowo czy westchnięcie. Czuła bijące od Jemioły gorąco, a gdy spuściła na nią wzrok prawie od razu uciekła pyskiem gdzieś na bok. Oh, czy ona na prawdę to robiła? Czy powinny to robić? Przez kotkę przeszedł kolejny zimny dreszcz, ale teraz pod wpływem chwili spojrzała na Jemiołę i przejechała językiem po jej uszach, później po czole i pyszczku. Czuła jak serce jej mocno bije i jak uszy ją pieką. Czuła się podobnie jak wtedy z Łupiną, ale... to kłujące uczucie, że tak nie powinno być. W końcu westchnęła cichutko i podniosła głowę wyżej, patrząc się na drzewa. Nie mniej jednak w końcu przestała lizać jej futro i skórę. Jemioła zadała pytanie, dzięki czemu kremowa miała chwilę wytchnienia. Były tylko przyjaciółkami. Ale czemu aż tak się tym przejmowała, skoro nie była z Łupiną? Nie miała partnera. Nie miała nikogo, miała tylko Klan. Łupina był też tylko jej przyjacielem... oh, zagmatwane. Zaczynała się tym martwić, powinna myśleć o swoich celach, nie o partnerstwie. Ah! Nie miała partnera! Była tylko raz zauroczona w Perkoz, ale to minęło. Kocica pokręciła na boki głową, chcąc odgonić wszelkie myśli. Kiedy wróci do obozu będzie musiała faktycznie przemyśleć te sprawy i je najlepiej... zostawić. Wracając jednak do pytania Jemioły.
- Nie. Czasami się boi, że to, że nie chce walczyć jakoś ją dyskwalifikuje w Klanie i że Żubrza Gwiazda ją no, wyrzuci z Klanu. Wiem, że tak nie będzie, ale w razie czego zawsze jestem przy niej i ją wspieram... a, hah, a wiesz, że przez dość... dłuższą chwilę byłam w niej zauroczona? Jednak, cóż, Perkoz chce mieć gromadkę kociaków, a ja jej czegoś takiego dać nie mogę. Mogę mieć tylko nadzieję, że znajdzie odpowiedniego dla siebie kocura, z którym będzie szczęśliwa, który jej nie skrzywdzi. Ale na pewno będę ją chronić - mruknęła spokojnym głosem, mrużąc oczy. Jemioła była pierwszym kotem, którym o tym powiedziała. No... Wąż się domyślił, więc tego nie liczy. Mówiąc o kolejnej nowinie widziała, że koteczka się delikatnie rozchmurzyła. Nawałnica pokiwała głową z delikatnym uśmiechem.
- Tak. Maluchy Błękitnej Toni biegają po całym obozie jak szalone, Mistrzowie mają dużo z nimi roboty - zaśmiała się cicho, zamykając na chwilę ślepia. Odetchnęła głęboko, a na pytanie Jemioły zamrugała, nastawiając uszy. Wbiła w nią zaciekawione ślepia, czekając na jej słowa. Co się stało? Ona była gotowa.
- Wszystko dla ciebie, kwiatuszku - wyrzuciła z siebie cichym tonem głosu, patrząc się prosto na koteczkę. Jej zielone ślepia błyszczały, wbite prosto w pysk Jemioły. Co od niech chciała? Słysząc natomiast słowa kocicy zamrugała zdziwiona ową propozycją. Ale nic większego nie powiedziała. Jedynie pokiwała łbem, a z jej gardła wydostało się ciche mruczenie. - ...dobrze. Oczywiście.
≡g e t d o w n≡ swayingtomyownsound flashesin myf a c enow all I knowis everybodylovesme - ̗̀everybodylovesmé̖-
Mistrz: nigdy Płeć: kotka Matka: Kolorowy Wiatr [NPC] Ojciec: Chłodny Nos [NPC] Partner: futro Trwałe urazy: ślady po szponach na obu barkach, większości schowane pod futrem.
Mistrz: nigdy Płeć: kotka Matka: Kolorowy Wiatr [NPC] Ojciec: Chłodny Nos [NPC] Partner: futro Trwałe urazy: ślady po szponach na obu barkach, większości schowane pod futrem.
Czarna mink kotka o bardzo dobrze zadbanym, krótkim, lecz miękkim futerku. Wokół szyi nosi dumnie różową obróżkę, z trzema, małymi różyczkami po lewej stronie. (spokojnie są sztuczne)
Dama o dużych manierach i dbająca o swoją higene. Jednak także: lekkoduszna, nieśmiała, podejrzliwa i zdystansowana dla obcych kotów, nie lubiąca narzuconych zasad oraz opiekuńcza dla bliskich.
Malinowa Łapa [GK] Żwawa Łapa [KW]
- Prawda, jednak za to bardzo wyjątkowy dzień. - Posłała kotce ciepły uśmiech. Ślepia kremowej kotki tak przypominały Jemiole las, zwłaszcza jak go minka widziała pierwszy raz. Ta otwarta przestrzeń, bez ścian obozu, ta soczysta zieleń i ten szum wiatru pośród liści. To był również ten sam dzień kiedy poznała orientalkę. To był naprawdę magiczny dzień. Równie czarujące były pomruki długiego pyszczka tuż obok jej. Przymknęła lekko oczy i wymruczała podobną melodię. Jak mogła nie zdawać sobie sprawę, że kocia bliskość jest taka przyjemna? Chociaż może jest tylko taka przyjemna, bo dzieliła tą chwilę z Nawałką. Czy każdym kotem Jemiołka może poczuć takie niewyobrażalne szczęście? Lepsze pytanie, czy minka w ogóle chce czuć takie chwile z innym kotem. W końcu piaskowa kocica była jedyną, która nie należała w ogóle do jej rodziny, ale jakoś wciąż jej ufa. Może nawet bardziej niż właśnie rodzinie.
W ten z pyszczka wyleciał urokliwy chichot, gdy poczuła lekkie odbicia na głowie. Oh Nawałnica była taka urocza i kochana. Dawała jej tak dużo atencji teraz. Podobało jej się to. Było to trochę podobna uwaga i czułość, co ta od Dwunożnych. Tylko jeszcze bardziej.. czulsza. Przyjacielsko czulsza? Idk. I oj będzie za nią tęsknić, kiedy się w końcu od siebie odkleją. Ale to zmartwienie dla przyszłej Herbatki. Wczuwając się w tą koleżeńską atmosferę wtulała się czubkiem głowy najmocniej jak mogła w janą bródkę, policzek i ogólnie głowę większej kocicy. Sama zaś czuła się jak gniazdo pszczół, z ciepłym, klejącym się miodem. Do tego doszedł kolejny rozbrajający dreszcz od kolejnego kontaktu z obcym językiem. Ciemniejsza kotka też by chciała pieszczotliwie wyczyścić przyjaciółkę, aczkolwiek różnica wzrostu komplikowało sprawę. Toteż czarna łapa powędrowała wyżej, gdzieś na bark, a początek bocianiej szyi, by tylko przybliżyć rozciągniętą piękność jeszcze bardziej do siebie. Najbliższym punktem do jakiego córka Kolorowego Wiatru mogła dostać był czubek nosa Gromianki. Pewno dlatego, bo sam jej pyszczek był wydłużony. Więc podnosząc łebek do góry, szybko dotknęła swoim czarnym nocholkiem, nocholek koleżanki. Szczęście lub nie, dotyk Herbatki nie trwał długo, a łapa szybko opadła w dół wraz oddalającym się ciepłem i Gwiazdką. Kątem oka patrzyła jak Nawałka szepcze jej do ucha, zanim ponownie wpadła głęboko w oczy wojowniczki.
- Oj wiem o tym, co jak co jesteś w końcu dzielną wojowniczką - wymruczała lekko figlarnie, ogólnie podsumowując temat odwiedzin. Była na pewno szczęśliwa, a tym bardziej bezpieczna wśród ludzi. Tak bardzo, że nie myśli, że może ją spotkać tam jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Tą łatkę niósł las w nocą. Dobrze, że przyjaciółka wychodzi tylko za dnia i zostaje w obozie podczas nocy. Chyba. Tak chociaż robiły jako kociaki. Szczerze mówiąc, nawet nie do końca pojmowała idea bycia wojownikiem. Nie myślała o tym jako coś bardzo poważnego, jak walka o życie, honor i tak dalej. Bardziej wyglądało to dla niej jak jakieś nachalne obowiązki, ale no, dla Nawałnicy jest to coś poważnego, nie będzie naśmiewać się z jej marzeń.
Lżej zrobiło jej się na sercu, kiedy udało się przekonać przyjaciółkę i cicho westchnęła na dalsze słowa długiej mordki. Uszy ją lekko zapiekły, niestety mrówki nawet tam doszły. Wyszczyściłaby się jednak nie mogła. Miłe przeżycia z kotką nagle, znikły. Nastąpił paraliż strachu. Ledwo teraz odczuwała dotyk kremowej piękności. Nie patrzyła się na nią nawet. Stała jak statua pochłonięta przez przeszłość. Nie wiadomo jakby długo to trwało, dopóki wojowniczka siłą ją nie ocknęła. Oszołomiona Jemioła wciąż słyszała ją jak z oddali, jakby była echem odbijającym się o góry, ale z każdym słowem minka wracała do żywych. Spojrzała szybko na łapy przyjaciółki na jej policzkach, a potem jak na życzenie jej wzrok wpadł w oliwkowe jeziorza. Nawałnica tu jest, jest dobrze, bo ona tu jest. Nic jej nie groziło. “Jesteś piękna, doskonała, z nimi czy bez nich” zadudniło w uszach. W tle zaczęło jej serce mocniej bić, a ciepło przeszło na mordkę kotki. Była dla Nawałnicy piękna..? Czemu tak dziwnie na to reagowała? Przecież orientalka też kiedyś ją skomplementowała, jej dumne futro na pewno. Co było inaczej? No blizny, kiedyś ich nie miała.. Kiedyś była ładniejsza, bez nich. Czy przez to tak się czuła? Czuła wsparcie, spokój i coś jeszcze bardziej niewytłumaczalnego. Oczy błyskały jakimś podziwem, niedowierzaniem, gdy wpatrywała się w uśmiech wojowniczki. Ona też była piękna.. Jej wzrok zaślepiony w kremową kotkę, wyglądał jakby oczekiwał na coś. Na coś jeszcze niż tylko słówka… Na jakiś czyn. Po jakieś chwili i z tego ocknęła się. Co za niezdara z niej, gdzie są jej maniery. - d-dziękuję…- pociągnęła nosem, cicho piszcząc. Damie wypada podziękować za pochwały. Nawet jak dama nie wie co się dzieje. Nie zgadzała się do końca z przyjaciółkom. Nie uważa blizn za zjawiskowych, ale jakoś kocica sprawiła, że minka nie czuła się aż tak bardzo...brzydka z nimi. Ale tylko nie wiele.
Na szczęście atmosfera rozluźniła się później. I to aż za nadto. Minka wpadła w kolejny trans, tylko tym razem w przeciwną stronę. Co za dużo to chyba nie zdrowo. Nie widziała tej rozterki jaką przeżywała Nawałnica. Jakby wiedziała oczywiście by od razu przestała. Czemu miałaby specjalnie sprawiać dyskomfort leśnej książnice? Aczkolwiek nie usłyszała żadnego sprzeciwu od kotki. Nie usłyszała nic co by ją jeszcze raz ocknęło. Za bardzo była pochłonięta przyjemnością. Nawet późniejszy język na swojej mordce wzięła jako wymysł własnej wyobraźni. Szczerze mówiąc nie było to dla niej coś dziwnego. Jej właścicieli też ją głaskali bardzo, na mordce zwłaszcza. A minka czyściła ich futra na czubkach głów. Może jakby miała więcej kontaktów z kotami, wiedziałaby bardziej co to oznacza. Może by zrozumiała bardziej te myśli co zamartwiały w tamtej chwili Nawałkę. Jednak nie widziała tego co robiły za coś złego. Wręcz przeciwnie. Z tej całej przyjemności znów zadrżała jej krtań, z niej wyleciało pełne uczuć mruczenie. Ścisła bardziej biczowaty ogon przyjaciółki swoim, trzymając go najmocniej jak mogła. Nie była wszystkiego świadoma co się właśnie wokół niej dzieje i co właśnie wyprawiają. Kiedy to się skończyło, kotka jak za sprawą magicznej różdżki nie widziała różnicy, między chwilą zanim wtulała się nachalnie w przyjaciółkę, a pomiędzy chwilą jak z tym skończyła.
Wsłuchiwała się uważnie w Gromiankę. Biedna Perkoz. Jak widać nie tylko Jemiołę stresowało te całe życie klanowe. Tylko z różnica była taka, że druga córka Kolorowej chciała zostać w Klanie. Uśmiechnęła się lekko, na informacje, że czarna pointka miała wsparcie takiej wspaniałej wojowniczki jaką była Nawałnica. Jednak z dalszymi słowami ten wyraz mordki zanikał. Oh. Poczuła tycie ukłucie, jakby teraz igła sosny wbiła jej się gdzieś w środeczku. Zauroczona? Minka nie do końca rozumiała tego terminu, ani też tego uczucia. Czemu tak nagle posmutniała? Może dlatego, bo przyjaciółka nie mogła dostać tego co chciała. Albo może już bardziej samolubnych powodów. Nie wiedziała do końca jak na to odpowiedzieć. Nie do końca rozumiała jak działa powiększenie rodziny, ale jak mogła wywnioskować na swoich rodzicach i podkreślenie Nawałnicy, to płeć chyba miała tu znaczenie. Ciekawe jakie zdanie miała przyjaciółka o tym… Znowu by się zamyśliła, lecz wstrząsnęła się. To pewno nic. Odpowie tak by jakoś ją wesprzeć, a swoje niewytłumaczalne emocje gdzieś porzuci po drodze. - Na pewno doceni twoją pomoc.. - powiedziała cicho, uśmiechając się niepewnie. Pominęła zupełnie poprzednie informacje. Po co ma myśleć o nich? To nie była sprawa Jemioły. A przyjaciółka powiedziała, że była kiedyś “zauroczona”. Nie teraz. Nie wiedziała jej o obecnych uczuciach, ale nie wiedziała nawet czy chce o nie nawet pytać.
Uśmiech wrócił się na myśl zdrowych bratanków. Szkoda, że nie mogła ich poznać i czule wyczyścić ich futerka. - Oh a czy ty też masz taką pociechę? - Zamiast głębszych pytań o to całe “zauroczenie”, zapytała się o tematy odnośnie monitorowania czyjeś nauki. No Jemioła nigdy nie miała szansy dostać jakiegoś Mistrza i się uczyć klanowych bzdurek. Ale nawet nie chciałaby tego. Za dużo pracy i stresu, futro by się jej pogorszyło, bo nie miałaby na nie tyle czasu.
Zmiękł jej wzrok, a na mordce pojawił się lekki uśmiech. Nazwała ją kwiatuszkiem aw. - Dzięki kochana - powiedziała bardziej pewnie i ciepło. Dobrze mieć taką przyjaciółkę jak Nawałka. Każdemu mogłaby życzyć takiego dobrego kota by stał przy czyimś boku. Miała tylko tycią nadzieję, że nikt z rodziny nie będzie i tak jej szukać. Mogli by tak wpaść w jakieś tarapaty. Lub dostać podobną skazę co minka..
Leżała kilka chwil w ciszy, nasłuchując szumu wiatru i oddechu kotki pod nią. No dobrze, z wszystkimi było w miarę okej. No chociaż z kotami na których jej zależało. A co z Nawałnicą? - A co z twoją rodziną.. - miauknęła nagle, przerywając grobową ciszę. Pamiętała jak Nawałka wspominała jaka jest podobna do swojej matki. Czy jej też zależało na rodzinie jak niej? Na pewno tak. Czemu nie miałaby. To w końcu jej rodzina!
« L o o k »at you, strawberryblond
~ Fieldsrollingon ~ I♥ love ♥ it when you call my name Can you hear the ∴'bumblebees'∴swarm?
__ Watching your arm __ I♥ love ♥ it when you « l o o k » my way
Wysoka, krótkowłosa, kremowa kocica z klasycznym pręgowaniem. Cechuje się długim pyskiem, wielkimi uszami, długimi nogami oraz oczami w kształcie migdała. Oliwkowe, błyszczące oczy.
Kocica cechuje się swoją radością oraz poczuciem humoru. Życie wraz z nią prawie nigdy nie jest nudne. Również, co można o niej powiedzieć to fakt, że jest ambitna - chęć pozostania przywódcą została u niej od kociaka. Jest zazwyczaj uśmiechnięta, chociaż jeśli wymaga od tego sytuacja, może się zmienić i stać się poważną, rozważną kocicą o kamiennym wyrazie pyska. Cechuje również ją empatia. Jeśli będziesz ją szanować, Nawałnica będzie szanować ciebie. Zdarza się, że używa w rozmowie sarkazmu.
Nawałnica jedynie odpowiedziała ciepłym śmiechem na słowa pieszczoszki. Chyba przeceniała tamty dzień. Jasne, kremowa wojowniczka również wspominała dobrze tamty dzień, wracała do niego myślami, ale chyba nie aż tak bardzo jak Jemiołka! Czując jak koteczka się do niej przymila z jej gardła wyszło ciepłe mruczenie. Jedynie otworzyła szerzej oczy, gdy ta położyła łapę na jej barku. Zamrugała delikatnie i spojrzała na kocicę, już chcąc pytać co ta robi. Jednak... to co przyszło dalej na pewno nie było niczym złym. Gdy tylko poczuła nos koleżanki na jej pyszczku docisnęła go, aby jeszcze się nie odsuwać. Po chwili jednak to zrobiła, czując z resztą jak płoną je uszy. Oby tylko nie wywołała pożaru!
- Mhm. Może i jestem... a na pewno twoją - mruknęła gardłowo, mrużąc swoje skośne oczka. Była blisko pyszczka Jemioły, dzięki czemu czuła się... pewniej. Powiedzmy. To też do czasu. Podniosła jedną łapką tą należącą do kotki i przytuliła ją do swojego pyszczka. Miała nadzieję, że po dzisiejszym spotkaniu znowu się spotkają... i znowu, i znowu, i znowu, jeśli będzie trzeba.
Widząc, że Jemioła po jej pieszczotliwych słowach na coś czeka, a przynajmniej to zdradzały jej oczy. Widząc to Nawałka przysunęła się do jej pyszczka, a szorstkim językiem przejechała po jej czarnym nosku, a później po grzbiecie pyska błękitnookiej. Na jej słowa wojowniczka tylko się czule zaśmiała i przytuliła do siebie kocicę.
- Nie dziękuje się za coś, co już jest wiadome - wymruczała do jej ucha, mrużąc delikatnie przy tym ślepka. Przez chwilę wytuliła do siebie Jemiołę, po czym...
hops.
Leżą na ziemi. Czując zaraz, jak ogon Jemioły splata się mocniej z tym jej, z gardła Nawałnicy dało się słyszeć takie urywane "oh". Nie spodziewała się tego po swojej przyjaciółce, to jest pewne. W końcu jednak przestały się przytulać, a kocica mogła przez chwilę odpocząć od czułości. Zeszło na temat Perkoz, a na słowa córki Kolorowego Wiatru kremowa skinęła głową. Wiedziała o tym. Perkoz była wdzięczna, a Nawałnica taki sobie postawiła cel. Co zrobisz.
- Jestem tego pewna - odparła jedynie, spoglądając w błękitne, błyszczące oczy Jemioły. Na kolejne pytanie teraz wojowniczka pokręciła głową przecząco.
- Nie, nie mam. Ale mam dwóch terminatorów. Jeden to jest syn Skaczącej Żaby, o chyba trzy księżyce ode mnie młodszy. A druga to córka Dzikiej Wiśni - zamruczała, będąc dumna, że pomimo swojego młodego wieku miała już dwójkę podopiecznych. A z resztą, zaraz ta liczba spadnie, bo w końcu Galopującej Łapie idzie dobrze z treningiem i zaraz go skończy. Na podziękowanie koteczki tylko się uśmiechnęła i przelotnie dotknęła nosem jej polika. Nie musiała dziękować, nie miała za co dziękować.
Na kolejne pytanie zamyśliła się. Cóż, jej rodzina... na pewno się gorzej trzymała.
- Z mojego rodzeństwa została tylko dwójka. Głośny i Karaczan. No i ze starszego rodzeństwa to Cierpka Jagoda... um, mój ojciec, Wężowy Język, zmarł. Jeszcze jak byłam terminatorką, więc nie martw się... ale ten - mruknęła, podnosząc głowę na niebo. Zaraz się zamachnęła i przeturlała na bok, aby mieć teraz Jemiołę pod swoimi łapami. Uśmiechnęła się do niej ciepło, po czym pochyliła się, aby przejechać językiem po futrze na szyi kocicy. Szybko z niej zeszła, czekając obok.
- Chodź. Poszukamy tych kwiatków, a zaraz będziesz cała pachnieć lasem i, no, mną. Twoi dwunożni mogą się zmartwić - drgnęła nerwowo ogonem, spoglądając na kotkę leżącą do niedawna pod jej ciałem. Musiała za chwilę wracać do obozu. I przekazać wiadomości.
≡g e t d o w n≡ swayingtomyownsound flashesin myf a c enow all I knowis everybodylovesme - ̗̀everybodylovesmé̖-
Mistrz: nigdy Płeć: kotka Matka: Kolorowy Wiatr [NPC] Ojciec: Chłodny Nos [NPC] Partner: futro Trwałe urazy: ślady po szponach na obu barkach, większości schowane pod futrem.
Mistrz: nigdy Płeć: kotka Matka: Kolorowy Wiatr [NPC] Ojciec: Chłodny Nos [NPC] Partner: futro Trwałe urazy: ślady po szponach na obu barkach, większości schowane pod futrem.
Czarna mink kotka o bardzo dobrze zadbanym, krótkim, lecz miękkim futerku. Wokół szyi nosi dumnie różową obróżkę, z trzema, małymi różyczkami po lewej stronie. (spokojnie są sztuczne)
Dama o dużych manierach i dbająca o swoją higene. Jednak także: lekkoduszna, nieśmiała, podejrzliwa i zdystansowana dla obcych kotów, nie lubiąca narzuconych zasad oraz opiekuńcza dla bliskich.
Malinowa Łapa [GK] Żwawa Łapa [KW]
Szczerze mówiąc, przez bardzo długi czas kotki były zlepione w jedną wielką kulę mruków i ciepła. Dużo parzącego ciepła. Jak widać mrówy już kompletnie je zeżarły. Jemiołka była zbyt pochłonięta odbijaniem piłeczki, zapominając lekko by patrzeć na reakcje koleżanki. Ah ta zamyślona Jemiołka. Jakby widziała tą całą sytuację z trzeciej osoby, nie byłaby aż taka nachalna. Jednak nie widziała tego zastanowienia lub lekkiego zakłopotania orientalki. Ba nie zdawała sobie w ogóle tego sprawy. Czuła tylko jak jej ciałko pozwala i wręcz zachęca do kontynuowania. Więc co ona będzie przerywać? To tylko bardzo przyjacielskie przytulanie. Spod Nawałnicy wyleciało kolejne ciche mruczenie i już chyba ostateczne, przy tej części przytulania. Nie paliła się aż tak bardzo jak Gwiazdka, w końcu to tylko zwykłe przytulania i dotykanie noskiem, duh. Jednak serce wciąż jej mocno dudniło z tej przyjemności, ale to nic z porównaniem co się działo później.
Przez pewien moment nie wiedziała jak odpowiedzieć kremówej kocicy. Jej skromność mówiło jedno, by nie przyjmować tego jako Bóg wie co, nawet jak jej się to bardzo podobało i schlebiało.
- Pewne są oba.. Jesteś definitywnie dzielna i moją Gwiazdką - Padło na kompromis, gdyby się skupiła tylko na tej końcówce, roztopiłaby się jeszcze bardziej od tego gorąca. Aczkolwiek do tego i tak dojdzie. Dała wojowniczce czuły uśmiech, tak by dać jej więcej otuchy. Jemioła nie umie przyjmować komplementów do końca, ale to nie oznacza, że nie powinna szczerze dawać innym. Zwłaszcza Nawałnicy. Ona na nie zasługuje akurat. Uśmiech zmienił się bardziej.. pochlebny i urokliwy. Podobało jej się jak leśna kotka do niej się miziała, znowu przypominało to specyficzny dotyk jej Dwunożnych. Jemioła dołożyła drugą łapę, na przeciwny policzek, tak by Nawałka miała więcej do czego się przytulać. Jak widać lubiła to, bo by sama nie wzięła tej łapki. Może przyjaciółka potrzebuje po prostu tego, a ona nie widzi w tym problemu. Wlepiła pełne uczuć spojrzenie, nieznanych uczuć, jednak lepkich, ciepłych i przyjemnych. Zupełnie przeciwieństwo tego pustego, przerażonego-bolącego odczucia. Przyjaźń to jednak magia.
Po tym niezbyt już przyjemnych wspominkach o przeszłości i kiedy minka zaczęła powoli wracać do siebie, jeszcze większy chaos pojawił się w jej główce. Już wcześniej czuła monsun w głowie, od tych wszystkich pytań. Ale na pewno nie spodziewała się, że Nawałka faktycznie usłyszy jej wołanie o więcej. Szokował ją ten język. A nie powinien! Ciągle go używa! Nawałka parę chwil wcześniej też ją lizała. Ale ten był jak kubeł zimnej wody, po którym jednak przeszła wielka fala ciepła. Poczuła wielki, przeszywający dreszcz, silniejszy niż wcześniejsze. Serce biło jej jak diabli, tak że ledwo stała na nogach, zaraz normalnie wyskoczy jej z piersi. Co się dzieje?? Czy ona teraz definitywnie się przegrzewa? Jemioła.exp stopped working?? Wyleciał z niej nagły.. jęk?? Czemu jęk. Chociaż brzmiało to bardziej jak pisk, który został szybko zastąpiony westchnieniem. Czemu tak się czuła? Czemu tak bardzo jej się to podobało? Przecież to zwykłe liźnięcie! Zwykłe czesanie. Może nos miała po prostu taki wrażliwy. Pewno tak. Nie powinna martwić Nawałki. Jemiole nic nie jest, to zwykłe przegrzanie słoneczne. Wstrząsnęła się w myślach. Chciała więcej tego by bardziej zrozumieć, ale naprawdę bała się, że wystraszyła już dostrzętnie orientalkę.
Może innym razem.. Swobodnie dała się przytulić, potrzebowała w sumie tego, by załagodzić jakoś tą sytuację. Nic nie odpowiedziała, wtuliła się mocniej w kotkę, szukając ukojenia. Przyjaciółka być może mogła poczuć, bicie jej serca, gdyż Herbatka w ogóle nie umiała go wyciszyć. Samo i tak później przestało. Uff.
Jakby ciemna kotka była także świadoma, co wyprawiała potem, to by też nie wiedziała co zrobić. Sama pewno byłaby zaskoczona, że takie coś umiałaby zrobić, gdyby rozumiała głębsze znaczenie tego. Te zbyt mocne przytulanie się wyciąga z kotki niespodziewane rzeczy. Co się jeszcze kryje pod tą nieśmiałością i zdystansowanym? Na pewno szybko się nie dowiemy, kiedy Jemioła będzie ciągle olewać konsekwencje swoich działań i nie będzie ich za poważnie. Bo po co? Wygodniej było nie wiedzieć oraz nie zamartwiać wszystkich wokół. Wystarczy, że narobiła im tak wielkiego bólu jakim było jej zniknięcie. Pod tym transem, urwane “oh” Nawałki wzięła znowu jako iluzję lub wymysł. To się nigdy nie wydarzyło, to było w jej móżdżku tylko. Jak widać głodnemu chleb na myśli.
Pomijając już kompletnie temat Perkoz i tym “zauroczeniu”, jakiekolwiek to jest uczucie, pieszczoszka szybko skupiła uwagę na następne słowa leśnej księżniczki. O jak miło, Nawałnica jest mistrzem! Znaczy w obu znaczeniach, nie tylko jako jakaś ranga czy coś. A terminatorzy to byli eee. Hm, trudne pytanie.
- Eee, a przypomnisz mi kochaniutka, czym byli terminatorzy..- - powiedziała nieśmiale. Słyszało to słowo wcześniej, sama Nawałnica jej mówiła, że może się taką stać, jednak minka była wtedy zajęta dramatem. Głupiutka też nie połączyła kropek, że jest to związane z poprzednim nazewnictwem. Jemioła może nie lubić klanów i itd, ale jeszcze problem w tym, że nie pojmuje ich systemu. Bo jak pociechy może rozumieć, jako jakieś kociaki lub normalnie koty, które można było się zajmować, to dalszej terminologii nie znała. Nigdy się nie uczyła przecież! Tym bardziej nie wiedziała kim były te koty co wymieniła, nie pamięta ich chociaż. Oj może Nawałka nie będzie mieć jej za to za złe.
Ojć.. Chcąc nie chcąc i tak się zmartwiła. Dla niej rodzina była jedną z najważniejszych rzeczy, poza właśnie Nawałką i futrem. - Współczuję..- miąuknęła cicho. Może leśna kotka nie przejmuje się tym tak bardzo, ale jakby to ojciec Jemioły zmarł, to by była załamana. No tak, że Chłodny Nos nie grał największą rolę w jej życiu, ale to wciąż był jej tata! Była bardzo podobna do niego, mimo bycia córeczką mamusi. Właśnie. Minka starała się nie dopuścić tej myśli, ale nie wiedziałby kompletnie co by zrobiła jak jej ukochana mama umarła. Byłaby na pewno zdruzgotana. Na szczęście tak nie jest. Jej mama żyje. Tata żyje, większość rodzeństwa żyje i ma się dobrze. Przykro, że tylko dwójka z miotu Nawałnicy się ostała. Nie wiedziało jak wygląda jej rodzeństwo w sumie, ale pewno bardzo podobnie co do samej kremowej kocicy. Wyobraziła sobie wszystkich, w tym Cierpką Jagodę, z długimi pyskami i talerzowatymi uszami. Wszyscy mieli szczęście, że ich mama wciąż żyła, right? Right? W końcu to ich mama…
Podążyła za wzrokiem wojowniczki. Oj ściemnia się powoli. Aż tak długo tu leżały? Ona bardziej czuła jakby tylko przed chwilą odnalazły się. Skupiła się tak na czasie, że nie zauważyła, gdy Gwiazdka ją przewróciła. Oh znowu była pod nią. Gwiazdka na tle nieba. Serduszko lekko jej zakołowało na ten widok. Jak wstanie musi szybko się wyczesać. Widziała wyraźnie jej ciepły, życzliwy uśmiech i jak ten pyszczek zbliża się do okolic obroży, czyli szyi. Turkusowe oczy zamigotały, a ta wypuściła spokojnie powietrze, odwzajemniając uśmiech. Oh Nawałnica była taka.. urokliwa. Umiała też się chyba domyślić, bo też zgadła, że pieszczoszka musi się wyczesać. To zajście postawiło Herbatkę szybko na nogi. Przejechała językiem śmigiem po łapie, a potem na głowie. No będzie dobrze, reszte dokończy w domu.
- Oh nie martw się, Dwunożni nie wyczują cię. Mają naprawdę słaby węch i gust jeśli chodzi o zapachy. Gdybyś tylko poczuła jakich oni dziwnych ziół używają. - rzekła beztrosko idąc gdzieś przed siebie, patrząc wciąż za siebie, na swoją rozmówczynię. Na pewno znajdą jakiś ładny kwiatek dla takiej ładnej kotki co Nawałnica. Muszą chociaż.
« L o o k »at you, strawberryblond
~ Fieldsrollingon ~ I♥ love ♥ it when you call my name Can you hear the ∴'bumblebees'∴swarm?
__ Watching your arm __ I♥ love ♥ it when you « l o o k » my way
Wysoka, krótkowłosa, kremowa kocica z klasycznym pręgowaniem. Cechuje się długim pyskiem, wielkimi uszami, długimi nogami oraz oczami w kształcie migdała. Oliwkowe, błyszczące oczy.
Kocica cechuje się swoją radością oraz poczuciem humoru. Życie wraz z nią prawie nigdy nie jest nudne. Również, co można o niej powiedzieć to fakt, że jest ambitna - chęć pozostania przywódcą została u niej od kociaka. Jest zazwyczaj uśmiechnięta, chociaż jeśli wymaga od tego sytuacja, może się zmienić i stać się poważną, rozważną kocicą o kamiennym wyrazie pyska. Cechuje również ją empatia. Jeśli będziesz ją szanować, Nawałnica będzie szanować ciebie. Zdarza się, że używa w rozmowie sarkazmu.
Kocica zamruczała cieplej na słowa Jemioły, na temat tego, że jest jej Gwiazdką. Oczywiście. Oczywiście, że była. Tylko Jemiołka ją tak nazywała, gdzie Perkozik czasami wołała na nią Nawałnicową Gwiazdą. Przytuliła pyszczek do polika kocicy, czując buchające ciepło od niej, jak i mruczenie. Czuła, jakby były zbite w jedną całość, a myśl ta spowodowała w niej głośniejszy pomruk. Dalej już nie myślała. Po prostu to się wszystko jakoś działo, a jej zmysły działały i przewodziły jej ruchom. Przysłuchiwała się dźwiękom, które wychodziły z gardła Jemioły, w sumie jej się podobały i słuchała jej z wielką przyjemnością. Gdzieś myśl z tyłu głowy mówiła jej, że to dzięki niej, gdzie tylko gdy o tym faktycznie pomyślała poczuła, jak mrówki ją gryzą w opuszki palców.
Na pytanie Jemioły zachichotała cicho i skinęła łbem.
- Oczywiście. Terminatorzy to koty przed wojownikami. Mają treningi ze swoim Mistrzem, aby w przyszłości też się stać wojownikami - odparła, spoglądając w ślepia koteczki. Otarła się delikatnie pyszczkiem o jej polik.
Widziała również, że na słowa o jej ojcu kocica zmartwiła się. Widziała to w jej oczach, a gdy tylko powiedziała słowa współczucia, Nawałnica pokręciła głową na boki. Westchnęła ciężko i spojrzała na pysk Jemioły z powagą.
- Nie mów tak. Mój ojciec był... okropnym kotem. Zranił partnerkę mojej siostry tylko dlatego, że cóż, jest kocicą i jest z moją siostrą. Wiesz, kotka z kotką. Dlatego mnie by też nie tolerował - wzruszyła ramionami bez uczuć. Nie lubiła swojego ojca. Nie chciała tego ukrywać, a wiedziała swoje. Wężowy Język był złym kotem i tyle.
Na kolejne słowa koteczki strzepnęła uchem. Spojrzała przed siebie i przez chwilę milczała. Zaraz jej wibrysy drgnęły rozbawione.
- Wiesz, chyba nawet nie chcę - zaśmiała wesoło, spoglądając na swoje łapy. Cóż, ona była kotem z lasu, a... Herbatka? chyba, kotem Dwunożnych. Westchnęła cichutko i spojrzała na śliczną kocicę obok. Zaraz jednak zaczęła się rozglądać za kwiatkiem, i niedaleko zauważyła niebieskie kwiecie. Nie znała go, ale wyglądało ładnie. Przeszła się do niego i delikatnie zerwała, aby nic nie uszkodzić. Podeszła do Jemioły, delikatnie dotykając ją ogonem w bark.
- Musisz już iść. Ja też... - westchnęła, a finalnie wyciągnęła szyję, aby założyć niebieski kwiat za ucho kocicy. Oddaliła się od niej o krok, obserwując dokładnie byłą Gromniankę. Nadal czuła ukłucie poczucia winy, ale teraz nie miało ono znaczenia. Podeszła do kocicy, aby dotknąć jej czoło swoim i ciężko jeszcze raz westchnąć. Liznęła ją w polik, przez dłuższy moment patrząc się prosto w ślepia kotki.
- Będę tęsknić, wiesz...?
≡g e t d o w n≡ swayingtomyownsound flashesin myf a c enow all I knowis everybodylovesme - ̗̀everybodylovesmé̖-
Mistrz: nigdy Płeć: kotka Matka: Kolorowy Wiatr [NPC] Ojciec: Chłodny Nos [NPC] Partner: futro Trwałe urazy: ślady po szponach na obu barkach, większości schowane pod futrem.
Mistrz: nigdy Płeć: kotka Matka: Kolorowy Wiatr [NPC] Ojciec: Chłodny Nos [NPC] Partner: futro Trwałe urazy: ślady po szponach na obu barkach, większości schowane pod futrem.
Czarna mink kotka o bardzo dobrze zadbanym, krótkim, lecz miękkim futerku. Wokół szyi nosi dumnie różową obróżkę, z trzema, małymi różyczkami po lewej stronie. (spokojnie są sztuczne)
Dama o dużych manierach i dbająca o swoją higene. Jednak także: lekkoduszna, nieśmiała, podejrzliwa i zdystansowana dla obcych kotów, nie lubiąca narzuconych zasad oraz opiekuńcza dla bliskich.
Malinowa Łapa [GK] Żwawa Łapa [KW]
- Oooh oki, chyba rozumiem.. - zaśmiała lekko skrępowana, jednak ulga przewyższała w jej tonie. Na szczęście Nawałnica pojmowała, że minka ma ograniczoną wiedzę, pomimo jej rodowodu. Poza tym, jak można się martwić, słuchając tak uroczego śmiechu? Zwłaszcza kiedy przyjaciółka, wciąż tuliła się pyszczkiem do jej policzka. Normalnie, jeden najlepszych dni w jej życiu! Uśmiechnęła skromnie, przymrużając lekko ślepia. Niestety iskiereczki nie zdążyły tam zatańczyć, bo późniejszy temat był bardziej poważny...
Oh.. Spuściła uszy, w poczuciu winy. Nie wiedziała o tym.., że był złym kotem. Nie spodziewałaby się tego po ojcu takiej wspaniałej kotki. Partnerkę? Szybko zakołatało jej serduszko, z nieznanego powodu. To jednak były kotki z kotkami, co tak się nazywały..? To nie tak, że miała z tym problem. Nie, nie czuła do tego nic negatywnego. Prędzej dostała błysku.. nadziei? Czemu nadziei.. Nieważne. Szczerze mówiąc, to też nie rozumiała jaki miał problem rodzic orientalki. Tak bardzo chciał ją chronić? Czy jaki był problem.. Co miała, też miała na myśli Nawałnica w tym ostatnim zdaniu-. Ałć, mrówki na uszach. Dajcie spokój. Nie mogła powiedzieć, że rozumie, to by było kłamstwo. - Przykro mi, że musiałyście to przeżywać.. - powiedziała ostrożnie. Nie myślała, za bardzo jak zareaguje na to Gwiazdka, musiała coś powiedzieć. Sytuacja była gruba. Tak wywnioskowała z pyszczka orientalki chociaż. Dobrze, że nie drążyły długo ten temat.
Dalej dialog płynął już na spokojniejszych morzach. Na pewno dużo bardziej radośniejszych.
- Mądry wybór! - parsknęłą żartobliwym tonem, uśmiechając się ciepło do leśnej księżniczki. Nie wyłapała nic przykrego w jej spojrzeniu. Nie wiedziała na pewno co jej po głowie chodziło.
Dotrzymywała kroku wyższej kocicy ledwo, ale jakoś. Zatrzymała się kiedy przyjaciółka już coś znalazła. Sokole oko normalnie! Patrzyła jak piaskofutra wplata piękny niebieski kwiatuszek za jej ucho. Kobieta z gustem! Do jej oczu pasuje.. Odpłynęła lekko, wzdychając. Nie. Nawałnica ma racje późno już się robi. O nie, a ona nic dla niej nie znalazła. Zakłopotana szybko rozejrzała się wokół siebie. Obok swoje ogona dostrzegła jakiś wyższy kwiatek, z wieloma, niezliczonymi, białymi płatkami. Miał też w sobie jakiś urok, jednak nie był taki bajeczny jak ten jaki otrzymała. Prędko go zerwała, najbardziej ostrożnie jak mogła w tym całym pośpiechu. Niezgrabnie wyszło, zasługiwała na lepszy. Czas niestety gonił. Też chciałaby włożyć kwiatka za wielkie uszko Nawałki, tylko szkoda. Jemioła była przy niej niziołkiem. Toteż trzymała kwiatek w pyszczku, wpatrując się czuło i zestresowanie w kotkę. Uspokoiła się bardziej gdy dostała buziaka w policzek (tak po kociemu). Promiennie uśmiechnęła się do kocicy, dociskając czółko do jej.
- Ja będę tęsknić bardziej - wymruczała bardziej pociesznie, może lekkomyślnie, ale szczerze. Będzie na nią czekać w domu. Nawet jak będzie poza nim, na spacerze.
Schyliła się by położyć jej prezent przed delikatnymi łapkami Gwiazdki. Kiedy wstała, jeszcze ostatni raz, otarła się pyszczkiem o bródkę kotki.. powoli odchodziła od niej, lecz przedłużyła ten dotyk, ocierając się postępowo karkiem, grzbietem i kończąc z łagodnym owinięciem ogona wokół długiego pyszczka. Wskoczyła prędko na ogrodzenia, z którego wcześniej tu przyszła.
- Bezpiecznej drogi Nawałnicy! I do zobaczenia.. - odwracając się za siebie, pozdrowiła kotkę wachlując ogonem i tyle jej było. Skierowała się w stronę zachodzącego słońca. Czuła nagłą pustkę i tęsknotę, za tymi mrówkami. Przyzwyczaiła się do nich.. Musi poszukać mrowiska lub.. Lub poczekać na Nawałkę.
/zt Danke za sesje i czekam na nową ;D
« L o o k »at you, strawberryblond
~ Fieldsrollingon ~ I♥ love ♥ it when you call my name Can you hear the ∴'bumblebees'∴swarm?
__ Watching your arm __ I♥ love ♥ it when you « l o o k » my way
Wysoka, krótkowłosa, kremowa kocica z klasycznym pręgowaniem. Cechuje się długim pyskiem, wielkimi uszami, długimi nogami oraz oczami w kształcie migdała. Oliwkowe, błyszczące oczy.
Kocica cechuje się swoją radością oraz poczuciem humoru. Życie wraz z nią prawie nigdy nie jest nudne. Również, co można o niej powiedzieć to fakt, że jest ambitna - chęć pozostania przywódcą została u niej od kociaka. Jest zazwyczaj uśmiechnięta, chociaż jeśli wymaga od tego sytuacja, może się zmienić i stać się poważną, rozważną kocicą o kamiennym wyrazie pyska. Cechuje również ją empatia. Jeśli będziesz ją szanować, Nawałnica będzie szanować ciebie. Zdarza się, że używa w rozmowie sarkazmu.
Przez dłuższą chwilę obserwowała, jak Jemioła się miota, szukając dla niej kwiecia. Zaśmiała się w duszy, a finalnie tylko rozbawiona prychnęła. Cóż, co prawda, dostała ładny kwiat. Obserwowała również, jak kocica stoi przed nią zestresowana, na co Nawałnica podniosła jedynie łapkę i przelotnie położyła ją na policzku koteczki. Westchnęła cicho. Musiały się rozstać, prędzej czy później.
Na odpowiedź Jemioły Nawałnica drgnęła delikatnie wibrysami. Chociaż, kto wie, może faktycznie koteczka będzie za nią bardziej tęsknić? Kremowa nie odezwała się nic. Nie potrafiła wydobyć z siebie żadnego dźwięku, jedynie gdy kocica się ocierała o nią całym ciałem zaczęła chropowato mruczeć. Kocica odprowadziła Jemiołę z powrotem w stronę domu, a sama wojowniczka przez dłuższą chwilę stała, wpatrując się w jeden punkt. Przejechała łapką po pyszczku. Zostanie po kocicy zapach...
Westchnęła podnosząc kwiat od przyjaciółki i zaczęła kierować swoje łapy w stronę gromowych terenów. Po kilku krokach jednak przystanęła i obejrzała się za siebie.
- Do zobaczenia - mruknęła finalnie, już tylko do swojej osoby, znikając w ciemnościach lasu.
[zt :dogekek:]
≡g e t d o w n≡ swayingtomyownsound flashesin myf a c enow all I knowis everybodylovesme - ̗̀everybodylovesmé̖-
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Wąż, nie mając już tylu Terminatorów do upilnowania, mógł raz na jakiś czas opuścić tereny Gromu. Było to niezwykle rzadkie, stąd gdy nadszedł ten dzień, był wyjątkowo szczęśliwy. Był w końcu od najmłodszych księżyców okropną łajzą, co tylko szukała pretekstu by móc się przejść, a po tak długiej przerwie od tego co lubi robić najbardziej - tym dalej łapy go pchały. Dziś doszedł aż do Rzędu Drzew!
Nie spodziewał się tutaj wielkich rewelacji, raczej liczył na jakiś spokojniejszy dzień, gdzie będzie mógł w najlepszym wypadku pogadać z jakimś miłym samotnikiem, w najgorszym walczyć o swoje życie po ataku psa. Niespecjalnie jednak się tym przejmował, gdyby się bał to nie wyścibiałby nosa poza obóz. Był jednak uważny, nasłuchiwał okolicy i rozglądał się gdzie popadnie, aby czasem ktoś nie starał się być "sprytny" i zaatakować znienacka. Takie sytuacje były najgorsze.
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Pod jednym z dziwnych drzew krył się czarny masywny cień. W okolicy nie było za bardzo innego schronienia przed słońcem, toteż kocur odpoczywał akurat tam. Gałęzie drzew wydawały się zbyt wątłe, aby utrzymać jego ciężar, toteż nawet nie próbował się po nich wspinać. Akurat wracał z wycieczki na osiedle i zmierzał w stronę bezpańskiej części lasu, gdy postanowił się zatrzymać w cieniu. Kiedy tak odpoczywał, z terenów klanu Gromu przyszedł pewny siebie smukły centkowany kot. Medard uśmiechnął się pod nosem, obserwując nową mrówkę. Powoli wynurzył się spod drzewa, przeciągając i mierząc wzrokiem nieznajomego. Gromiak był prawie dwa razy mniejszy od samotnika, a jego budowa przypominała mu innego kota, którego spotkał. Tamten jednak nie należał do żadnego z klanów, toteż pokrewieństwo nie było czymś pewnym. Czarnuch zanotował sobie w myślach, aby przy okazji o to spytać. Nie zamierzał jednak pierwszy się odezwać.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Wąż, rzecz jasna nasłuchując wszystkiego, usłyszał w końcu szelesty i stąpanie. Nie zdziwił się, odwrócił spokojnie łeb w stronę, z której dochodził dźwięk. Nie obawiał się go, bo nie ważne jak bardzo obcy go zaniżał w głowie, w przekładzie na realizm ich wielkość nie była aż tak piorunująca, choć zauważalna. A wiadomo - mniejszy i tak ma większe szanse wygrać niemal każdy bój, bo ma więcej szans na nieczyste zagrywki, ucieczki i tym podobne. Jak szalonym i tak trzeba by być, by atakować nieznajomych. - Hej! Miły dzień mamy, co nie? Bez deszczu, nie za duszno, a w cieniu to słońce nawet nie pali. No, mnie przynajmniej. Ty z tym futrem to się pewnie przegrzewasz. Stąd siedzisz w krzakach? - zaczął na wstęp. Nie zwykł szybko i dużo gadać przy obcych, ale na bogów - jak nie robił tego tak długo, to teraz kusiło go to z całej siły. Po zapachu odnotował, że nie jest na pewno Klanowy. Ostatnio robił tyle rundek po graniach, że wszędzie poznał by rześkość Wichru czy przytłaczający smród Cienia lub Rzeki. Posłał mu jeszcze uśmiech. Mógł gadać, o byle czym, nawet pogodzie. Byleby nieznajomy dzielił entuzjazm do rozmów.