Logo Artemidy
Rząd Drzew
Czarnego kocura nieco zaskoczyło gadulstwo nieznajomego, lecz nie zraziło. Może ułatwi to uzyskanie jakichś ciekawych informacji od gromiaka. Gdy skończył się przeciągać, usiadł w cieniu i szybko przygładził językiem sierść na barku.
-Cześć. Niestety moje futro szybko nagrzewa się na słońcu.- Odparł obojętnie i ponownie ziewnął. Leżenie pod krzakiem nieco go rozleniwiło, najchętniej uciąłby sobie drzemkę, jednakże wolał odłożyć to na czas, gdy dotrze do lasu.
-Jestem Medard, a ty? Spotkałem niedawno kota o podobnej budowie, choć spoza klanu. Pewnie masz liczną rodzinę.- Zarzucił przynętę niby od niechcenia, głową wskazując na klanową część lasu.
LVL 3 105 / 200
MedLVL 0 50 / 100
13
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Aha! Tak podejrzewałem. Dobrze do wody wleźć, a potem w cieniu sobie poleżeć, czy coś. Nie pomaga zawsze i nie pomaga na długo, ale tych parę uderzeń serca ulgi jest lepsze, niż żadna! - a przynajmniej w wodzie było chłodniej ciut wcześniej, jak nie było tak znów gorąco. Teraz trudno było mu powiedzieć, czy woda była w stanie chłodzić... ale na chłopski rozum - za wiele nie powinno się zmienić.
- Wąż - tu odpowiedział krótko. Nie było sensu rozciągać wypowiedzi na temat imienia. Na drugie, co było raczej stwierdzeniem ze strony Medarda, wzruszył lekko ramionami i pomachał łbem na boki. - A skąd! Czterech nas jest i wszyscy są w Klanie. W sensie, trzech. Moja siostra ostatnio wyparowała, ale wątpię by była martwa, czy coś. Za silna z niej baba, żeby miała umierać.
To zaznaczył niemal dumnie. Pokładał w Nawałnicowym Ryku ogromne nadzieje i szczerze wierzył, że nigdy nie spotka jej jakaś przypadkowa śmierć. A umyślnie... raczej nigdy by się nie zabiła. Nie miałaby ku temu powodów.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
-Lubię moczyć przednie łapy. Można potem lekko zwilżyć nimi całą głowę.- Odparł na porady Węża, a następnie przyjrzał jego ogonowi. Rzeczywiście imię "Wąż" pasowała szczególnie do kogoś z tak smukłym ogonem o przylegającej sierść.
Medard udał przez chwilę zastanowienie, mruknąwsze "hmm" pod nosem.
-To był jakiś kocur, więc raczej nie był twoją siostrą. Może jakiś kuzyn? Znasz w okolicy jakieś inne koty podobne do ciebie?- Zapytał szczerze zaciekawiony. Zaczął myć sobie ucho, wciąż uważnie obserwując klanowego kota oraz pozostałymi zmysłami badając okolicę na wypadek niebezpieczeństwa.
LVL 3 105 / 200
MedLVL 0 50 / 100
13
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Aha! Też pomysł. Chociaż ja wolę już cały, jak mam się moczyć. Tak porcjami to mi się nie opłaca z reguły - odparł spokojnie. Jedynie w wielkie zimno bawiłby się w taki porcjowanie chłodzenia się, ale normalnie? Nie ma opcji. Szkoda czasu i w moczenia futra. Jak już się bawić w wodzie to po całości!
- Mój brat, ale on od powrotu z osiedla to w obozie siedzi, więc nie miałbyś opcji go widzieć - a jakbyś widział, pewnie byłbyś już zagryziony, dodał sobie w myślach. Wątpił, by Karaka gadał spokojnie z kimkolwiek poza Wężem i swoimi dzieciakami. Szczególnie po akcji z Lusterkiem, na samotników pewnie warczałby z odległości połowy lasu! - A tak poza tym to... no, inna kotka. Ale ona to też chyba cię nie interesuje.
Wzruszył ramionami. Nie było wielu orientali w lesie.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Rzadko kiedy moczył całe futro. Nie przepadał za tym, szczególnie że robiło się wtedy cięższe i łatwo się plątało. Wystarczało mu, że nawet na sucho musiał co jakiś czas czesać się o jeżyny czy inne krzewy.
-Moczenie całości jest dla mnie problematyczne.- Spojrzał na swój ogon i wyciągnął z niego kawałek liścia, a następnie zaczął pielęgnować, wciąż słuchając rozmówcy.
-Hmmm... Może to jakiś potomek rodzeństwa twoich rodziców, które mogło odejść z klanu przed twoimi narodzinami. Niebiesko biały kocur.- Podsunął Wężowi. Po chwili jednak uznał, że nie jest to aż tak ważne. -Zresztą nieważne. Znasz może Szafranową Łapę?- Zapytał, rozglądając się po okolicy. Cały czas nie spuszczał gardy. Pamiętał, że nie tak dawno temu kręciły się po tej stronie psy, więc należało zachować podwójną ostrożność. Nie zamierzał dać się zaskoczyć jakimś zawszonym kundlom.
LVL 3 105 / 200
MedLVL 0 50 / 100
13
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Opis kocura niewiele pomógł. Wąż wzruszył barkami i pomachał głową na boki, sugerując tym samym że naprawdę nie wie o kim samotnik mówi. Oriental nie pamiętał praktycznie nikogo takiego. Jak był całkiem mały, to siedział w lecznicy i wyszedł jak miał... ile, 10 księżyców? O połowie swojego rodzeństwa dawno temu zapomniał, albo nawet nie wiedział o ich istnieniu!
- Szafranowa Łapa? - uniósł brew do góry, łeb przechylił na bok. Moment się zastanawiał, powtarzając pod nosem wspomniane imię. - Nie, nie kojarzę. A co, coś się stało?
Bo... oczywiście, czemu miałby podawać jakiemuś staremu kocurowi informację gdzie przebywa Terminatorka? Wąż dobrze kłamał. Ni na moment się zaciął, nie było w nim słychać krzty zwątpienia. Głos utrzymywał na tej samej linii co przez całą rozmowę. Wesoły, luźny, przyjaźnie nastawiony. Nie da się przyczepić.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Już dawno nie wyszła tak daleko od Gromu. Nie, żeby nie mogła - czasu ostatnio jej nie brakowało, wszystko dzięki niechybnie chylącemu się ku końcowi treningowi Trzmielinki, który dotąd zajmował większość jej dnia. Nie mogło się więc skończyć inaczej, bo mimo, że z bardzo dużym entuzjazmem wybierała się na patrole, na których w ostatnich księżycach zdołała poznać zaskakująco dużą ilość nowych duszyczek, jej serce biło niewątpliwie właśnie dla wycieczek, nazwijmy to, krajoznawczych. I mimo, że los odebrał jej kompana, który miał jej w nich towarzyszyć, z nie mniejszym entuzjazmem opuściła tereny Gromu i zaczęła udawać się w nieznane sobie strony, co by nie przywoływać wspomnień, do których wolała nie wracać. I tym sposobem, na trafiła na... to coś, bo inaczej nie była w stanie nazwać ewidentnego dzieła Dwunogów. Nikt inny nie mógłby wpaść na taki pomysł, ani tym bardziej być w stanie wcielić go w życie. Bo co to niby miało być? Mnóstwo dziwnych drzew, ułożone równiutko jakby sam Gwiezdny Klan miał w tym swój udział. Niemniej, nie było tego złego, bo zaraz jej wzrok zjechał niżej, na ziemię pod owymi drzewkami, gdzie roiło się od... szyszek! Znalezisko przeciętne, ale nie zamierzała narzekać. Skoro drzewa, z których musiały spaść były wyjątkowe, same szyszki też musiały takie być - a przynajmniej tak powie kociakom, którym właśnie postanowiła je zanieść. Bez zastanowienia zabrała się do zbierania ich jak największej ilości, ile tylko była w stanie unieść w pyszczku. Tak obładowana, całkiem zadowolona ze swojego odkrycia, odwróciła się z powrotem w stronę ojczystych ziem i zaczęła kierować się w ich stronę.

/kąkol!!
[Obrazek: wnFFA1v.png]
LVL 4 80 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie zamierzał nigdy zapuszczać się tak blisko terenów klanu, omijał je szerokim łukiem, jak gdyby toczyła je pożoga, jęzory ognia pochłaniające Grom niczym suchą trawę – przekorna ciekawość wygrała jednak straceńczą batalię z nadwątloną dumą, młodzieńczą butą, która nie pozwalała mu przyznać się do błędu, ulegać konfrontacji, której za wszelką cenę pragnął uniknąć.
Idąc wzdłuż szpaleru drzew, rozpoznawał znajome okolice, te same, ku którym wymykał się z bezpiecznego karceru ciepłej jamy, które zwiedzał, niechętny wobec narzuconych mu obowiązków, oddany własnym pragnieniom i wystawionej na piedestał przygodzie, teraz już nie tak pięknej i ekscytującej, jak zwykł sobie wyobrażać. Znajoma, odległa rzeczywistość majaczyła mu na horyzoncie, od którego uparcie odwracał wzrok i do którego chwilę potem powracał, niezdolny w zupełności zdystansować się od przeszłości, odgrodzić ją grubym murem obojętnej zniewagi, pogardy, jaką mimo wszystko pielęgnował w sercu, powracając myślami do fatamorgan własnych wspomnień, wypaczonych i zniekształconych zębem czasu.
W gruncie rzeczy nie spodziewał się chyba nikogo spotkać, kiedy znajoma rudość puszystego futra odcięła się jednak na tle wszechobecnej zieleni, było już za późno, aby się wycofać – Barwny Płomień, trzymająca w pysku naręcze brązowych szyszek, odwróciła się z powrotem ku terenom klanu akurat w chwili, w której on wyminął pień jednego z drzew, nieintencjonalnie wychodząc jej naprzeciw. Mięśnie mimowolnie skurczyły się, kark zesztywniał, a uszy uniosły ku górze na sztorc, w głębi piersi – jak na złość – rozniecił się jednak płomień ulgi, nagłego ciepła, które ogarnęło go na widok znajomego lica.
– Nie zamierzam wracać do Gromu. – uprzedził od razu, jeszcze zanim którekolwiek z nich zdążyło się odezwać, zmuszając się, by zaraz nie rozchylić pyska w przyjacielskim uśmiechu, nie doskoczyć do boku kotki ze stęsknionym entuzjazmem tak, jak wówczas, gdy był jeszcze kocięciem. – Po co ci tyle szyszek? – zapytał w końcu i chociaż liczył, że jego głos zabrzmi sucho i poważnie, przez młodzieńczy tenor przebiła się iskra jawnej ciekawości – nigdy nie był zbyt uzdolnionym aktorem.
[Obrazek: brhYMbZ.png]
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Że była skupiona, to mało powiedziane. Jej nagły entuzjazm tak dużą ilością szyszek w okolicy całkiem przyćmił rozsądek i jakikolwiek pomyślunek, bo nabrała ich stanowczo więcej, niż nabrać powinna. W efekcie, szła teraz z buzią przepełnioną szyszkami, których ostre krawędzie wbijały jej się w policzki i jedyne o czym myślała, to żeby nie pogubić po drodze ani jednej z nich. Cóż to by była przecież za strata! Wzięła po jednej wyjątkowej szyszce dla każdego kociaka, nie było więc możliwości, aby którąś zgubiła po drodze, nawet jeśli kosztować ją to miało ból pyska i niekończącą się drogę powrotną. Jednak mimo wszystko, radziła sobie - szła hardo naprzód, walecznie ignorując ból i niewygodę. I właśnie wtedy przed jej oczami wyskoczył... no cóż, ktoś, kogo na pewno zobaczyć się nie spodziewała. Z zaskoczenia zatrzymała się gwałtownie, a wszystkie tak skrzętnie i starannie poupychane w pysku szyszki wysypały się na ziemię przed nią. Otworzyła szeroko pysk, poruszając szczęką to w jedną, to w drugą stronę, aby przywrócić w niej czucie, inaczej nie byłaby w stanie powiedzieć ni słowa. - Jasne. A ja zamierzam wrócić do Gromu - powiedziała beztrosko jakby to była najoczywistsza sprawa i uśmiechnęła się subtelnie. Nie miała żadnego problemu, aby siedział sobie dalej na tych niczyich! Byle dawał trochę częściej znać, że nic go jeszcze nie pożarło. - Miło cię widzieć tak w ogóle. Dobrze sobie radzisz sam? Widzę, że nie przymierasz głodem, ale chyba nie zachadzałeś czasem do Dwunogów na śniadanie, prawda? Od nich trzeba z daleka - odpaliła się, zanim ten zdążył nawet zadać swoje pytanie. Minęło sporo księżyców, od kiedy ostatni raz widziała jego pysk i choć to cud, że w ogóle tak szybko go rozpoznała - w końcu pachniał inaczej, wyglądał też doroślej, to teraz, skoro wreszcie go spotkała, musiała się upewnić, czy wszystko z nim w porządku! Tym bardziej, jeśli mówił, że nie zamierza wracać w rodzinne strony. - Widzisz, nie wszystkie gromowe kociaki uciekają, więc tym, które się jeszcze ostały chcę je zanieść w nagrodę! Niech czują się docenione. Pewnie niełatwo jest u nas wytrwać - powiedziała, bardziej lub mniej świadomie wytykając mu to, że zniknął bez słowa wytłumaczenia. Nie chciała być niemiła, a jedynie dowcipna - jeśli rudemu zostało trochę dystansu i humoru, na pewno zrozumie i oszczędzi jej pretensji.
[Obrazek: wnFFA1v.png]
LVL 4 80 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Długo i mozolnie próbował wyrugować z pamięci wszelką tęsknotę – tę za domem i nachalnym, lecz bezpiecznym ciepłem rodzicielskiej troskliwości, za towarzystwem rodzeństwa i rówieśników, za ciepłą norą, w której mógł zmrużyć oczy, gdy rachityczne, dziecięce jeszcze ciało toczył biały kaszel, za wspierającym, nieco przekornym uśmiechem Barwy, gdy pod jej czujnym okiem wymykał się poza tereny stadne. Teraz zabraniał sobie odczuwać podobnych afektów, przeganiając je miotłą z piwnicy skłębionych pod czaszką myśli – chociaż ruda kotka sprawiła zatem, że odczuł ulgę, na złość temu uczuciu, które odbiło się wyraźnie w bursztynie jego spojrzenia, Kąkol wykrzywił lekko pysk, posyłając jej grymas cierpkiego niezadowolenia.
– Radzę sobie znakomicie. – oznajmił, zadzierając lekko brodę i przysiadając na ziemi, chociaż przerzedzona trawa była jeszcze mokra po wczorajszej mżawce. – Nie. – odpowiedział na pytanie, zaraz poruszył jednak uszami, spoglądając butnie na lico rozmówczyni. – Ale nie mogę obiecać, że nie zamierzam, w przeciwieństwie do was jestem teraz całkowicie wyzwolony z oków bezpodstawnych zasad, mogę robić co mi się podoba, mogę iść, gdzie tylko zapragnę, nawet przez knieję do Siedliska Bezwłosych. Zamierzam zostać włóczęgą, wiesz, założę się zresztą, że historie opowiadane o Dwunogach są równie bzdurne co te, które wciąż powtarzają o wielkich Wojownikach, patrzących na nas zza Srebrnej Skórki. Nie ma żadnych wielkich Wojowników, ja żadnego nie widziałem. – odpowiedział i chociaż jego pompatyczne słowa niemal ociekały teatralną pewnością siebie, w sercu narodziła się drżąca obawa, niepewność wobec prawdziwości tego, co próbował właśnie wyperswadować – instynkt został w nim zakorzeniony wystarczająco mocno, by świat Dwunogów napawał go lękiem, obawą, z jaką można by schodzić w ciemnościach do wrót piekła.
– No tak. – odrzekł z przekąsem na ofiarowane mu wytłumaczenie i chociaż wpierw zamierzał jedynie pokiwać głową i uśmiechnąć się życzliwie, nie mógł powstrzymać cierpkiej pretensji, która trzepotała skrzydłami za kostną klatką żeber, próbując wyrwać się korytarzem krtani na zewnątrz. – Ciekawe, że przyszło ci to do głowy akurat teraz. – zawyrokował, poruszając powoli końcówką ogona, która unosiła się lekko, po czym opadała z powrotem pomiędzy wiechcie zielonkawej trawy. – Dziwię się, że więcej kotów nie przejrzało na oczy i nie zauważyło, że kodeks, który tak wychwalają, to tylko nędzny bełkot, za którym nakazuje się ślepo podążać. – parsknął, zaraz reflektując się jednak i pozwalając, by fizjonomia jego pyska na nowo złagodniała, rozluźniając się i prostując. Złoto spojrzenia przeniósł bezpośrednio na lico towarzyszki. – Naprawdę nie myślałaś nigdy o tym, żeby uciec? Zostawić to wszystko za sobą? Świat na pewno jest dużo ciekawszy niż to, co znamy tutaj.
[Obrazek: brhYMbZ.png]
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Skinęła głową, nie podważając tego, jak to dobrze sobie radzi. Gdyby poprosił o pomoc, albo chociaż jakkolwiek zasugerował, że takowej potrzebuje, oczywiście bez wahania by mu jej udzieliła, natomiast w takiej sytuacji oferowanie mu wsparcia i namawianie, aby z niego skorzystał mogłoby co najwyżej urazić jego dumę - a tego nie chciała zrobić. Skoro twierdzi, że sobie radzi, musiało to oznaczać, że tak właśnie jest. Nie mówiła mu nawet, że w razie czego jest do dyspozycji. Na pewno to wiedział. - Gdzie się w takim razie podziewałeś? Zostałeś w lesie, uciekłeś na Osiedle? Nie widziałam cię tu aż do teraz - spytała. Co prawda istniała szansa, że szczęśliwie czy nieszczęśliwie się wymijali, ale jeśli patrzeć na częstotliwość, z jaką ruda zwiedziała Tereny Niczyje, była ona... znikoma.
Wzruszyła ramionami. - Nie bronię ci tam iść, tak jak mi nikt nie broni. Mówię tylko, żebyś uważał. Nie stał się jednym z nich, nie uzależnił się od ich pomocy, bo o to pewnie nietrudno. Zrobisz jak chcesz - zapewniła, na dowód posyłając mu szczery uśmiech. Osobiście nie odwiedziła Osiedla, ale z opowieści szczęściarzy, którzy tego doświadczyli wiedziała, że ludzie nie odbiegają zanadto od legend, które o nich krążą. Na jego następne słowa uniosła jedną brew i spojrzała na niego może nawet nieco kpiąco. - Jeśli chcesz się przekonać na własnej skórze, droga wolna - odparła. Nie był już tak mały, poza tym chciał być wędrownikiem - czeka go więc wiele przeciwności, a nie nauczy się o nich bardziej, niż zaznając ich osobiście. Dla niej jednak ryzykowanie i zbliżanie się do Dwunogów tylko po to... tak właściwie, to bez żadnego celu, brzmiało jak czysta głupota. Nie ciągnęło jej do nich. Nawet, jeśli to co o nich słyszała dalekie było od prawdy, sam pomysł dostawania jedzenia pod nos brzmiał kompromitująco. Po to ma kły i pazury, aby sama o siebie dbać. Słysząc jego słowa o wielkich wojownikach, nawet uśmiechnęła się i pokręciła głową z rozbawieniem. - Nie wiem, nie wiem. Też żadnego nie widziałam, przynajmniej z tych, o których tak mówią! - przytaknęła z przekąsem, choć faktycznie była to prawda. Nie należała do grona medyków, tym bardziej nie była Przywódcą, aby móc porozumieć się ze zmarłymi. - Gdybyś jednak został dłużej w klanie, zobaczyłbyś żyjących wielkich wojowników. Nie wiem, czy będą o nich legendy. Dla mnie są wielcy i ja o nich będę mówić, gdy ich zabraknie - dodała po chwili z pełnym przekonaniem i mrugnęła do niego.
Nie odparła nic na jego pierwsze słowa, bo nie było nic do powiedzenia. Jej zapewnienia, że chodziło wyłącznie o nagrodę za wytrzymanie w klanie niewątpliwie nie były wypowiedziane na serio, przynajmniej dla niej nie budziło to wątpliwości, oszczędziła więc sobie prostowania tego. - Nędzny bełkot? - powtórzyła, zachęcając go tym samym, aby ciągnął myśl. - Dla mnie brzmi to bardziej jak zbiór oczywistości, których każdy by przestrzegał nawet bez przykazania. Przepracowałam je do cna i nie jestem w stanie wymienić jednej zasady, która odbiegałaby od zasad zdrowego rozsądku - powiedziała luźnym tonem. Nie lubiła się z kodeksem, to prawda, ale tylko dlatego, że zmusili ją do wykucia go, podczas gdy - tak jak przed chwilą stwierdziła - był jedną wielką oczywistością. Tak jakby powiedzieć, że trzeba siedzieć cicho polując! Każdy, kto ma choć trochę pomyślunku w głowie to wie. Niemniej, nie krytykowała go za jego podejście, była nawet ciekawa, czemu mówi tak a nie inaczej. Może rzuci nowe światło na ten temat. Może nawet zmieni jej zdanie. Nie miałaby nic przeciwko.
Ponownie wzruszyła ramionami, rzucając mu spojrzenie. - Mam dla kogo tu zostać. A nikt mi nie zabroni opuszczać terenów na dłuższy czas, nawet nie podając powodu. Nie jestem więźniem - odparła. Była ciekawa świata, owszem, ale czuła zbyt duże przywiązanie do rodziny i przede wszystkim przyjaciół, żeby po prostu ich zostawić. Kiedyś... można powiedzieć, że nawet to rozważała, choć bardziej dla żartu czy z nudów niż z prawdziwej chęci opuszczenia tego miejsca. Ale nawet, jeśli takie myśli w jakimkolwiek kontekście pojawiły się w jej głowie, już od dawna nie zostało po nich śladu. Kocur, z którym miała uciec, zrobił to bez niej, nie dając nawet znać. Myśl, że miałaby to zrobić swoim bliskim skutecznie wybiła jej to z głowy. - A ty? Nie myślałeś, żeby jednak wrócić? Nie tęsknisz za ustatkowaniem i bliskimi? - spytała.
[Obrazek: wnFFA1v.png]
LVL 4 80 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jej spokojne, sympatyczne opanowanie wytrącało go z równowagi – spodziewał się rozeźlonych, gromiących spojrzeń surowej dezaprobaty, był gotowy spinać mięśnie, by w odwecie rzucić się na przeciwnika z pazurami, wiedział, jak przekrzywić łeb i w jaki sposób się uśmiechać, by nie wzbudzać ich litości, a jedynie zazdrość, którą uważał za rozsądną, nawet jeśli nieco krępującą oczywistość. Tymczasem Barwny Płomień wydawała się zupełnie nieporuszona nie tylko jego zniknięciem, lecz również dzisiejszym spotkaniem, snując wypowiedzi tym samym, spokojnym tonem, głosem wyjałowionym z niechęci czy obawy, pozbawionym choćby nuty nagannego potępienia, nieważne jak usilnie próbował się go dopatrywać w bursztynowej kalafonii jej stoickiego spojrzenia. Chociaż szorstka nieżyczliwość ze strony członków klanu była czymś, co wzbudzało w nim nerwową obawę, gdy podchodził zbyt blisko zamieszkiwanych niegdyś terenów, teraz odczuwał przede wszystkim zawód – czyżby kotka zupełnie nie przejęła się jego zniknięciem? Być może nie myślała o nim wcale, dopóki nie zmusił jej do tego swoją obecnością; czy istniała szansa, że pozostali zareagowali tak samo?
– Zwiedzałem. – odparł lakonicznie, wobec jej sympatii nabierając szorstkiego naburmuszenia, infantylnej złości, która wzburzyła taflę jego przymrużonych oczu, mimo to w towarzystwie Barwnego Płomienia nie potrafił powstrzymać chęci, by podzielić się intensywnością swoich dotychczasowych przeżyć – niegdyś opowiadał jej o wszystkim, co spotkało go poza karcerem ciemnej nory, w której usiłowali trzymać go rodzice, teraz, kiedy był sam, brakowało mu jej towarzystwa, uważnych spojrzeń, w których nie odnajdywał przygany, a troskę. – Widziałem osiedle. – przyznał zaraz, kiwając powoli głową, jak gdyby próbował przywołać do rzeczywistości zakurzone obrazy wspomnień. – Mają tam cmentarz, na którym biegają całe watahy dzikich myszy. Dwunogi się nami nie interesują, właściwie patrzą się raczej z aprobatą. – rzekł z przekąsem, niezadowolonym tonem próbując wyłuszczyć jej kontrast pomiędzy złowrogimi historiami, jakie opowiadano o nich w klanie. – Niedaleko jest zalew, w którym pływają ryby. I wysypisko pełne jedzenia. Wszystko wygląda zupełnie inaczej niż w opowieściach. – nie zauważył nawet, kiedy wytracił początkową butę, a jego dyszkant nabrał pokornej dźwięczności; zupełnie jakby od ich ostatniego spotkania nic się nie zmieniło.
– Skoro oferują mi pomoc, czemu miałbym z niej nie skorzystać? Wydaje wam się, że polowania są takie chwalebne, ale gdybyście nie musieli spędzać na nich tyle czasu, być może docenilibyście świat, który was otacza. Poza klanem, poza tym, co sięga do linii horyzontu. – odrzekł, chociaż nie do końca wierzył we własne słowa, działając bardziej z narzuconego sobie przymusu, by mówić jej na przekór. – Wielcy? – powtórzył za nią niemal kpiąco, marszcząc lekko czoło i przysiadając na ziemi, by owinąć przednie łapy miękkim sznurem ogona. – Niby co takiego wielkiego zrobili? – poniekąd zdawał sobie sprawę, że zachowuje się głupio i infantylnie, nie mógł jednak zmusić się do przyuczonej uprzejmości, czując, jak podskórnie świerzbi go cierpkie niezadowolenie. Na kolejną odpowiedź kotki, napuszył się lekko, nadymając usta i pozwalając, by z głębi gardła dobyło się ciche szemranie chwilowego zamyślenia. – No... – zawahał się, zaraz odzyskał jednak rezon, zdeterminowany, by Barwny Płomień nie przejrzała przez stearynowe żelazo jego iluzorycznej zbroi. – Broń swego Klanu, nawet kosztem własnego życia. – powtórzył z goryczą jedno z przykazań, którego uczyli go za młodu, wbijając bursztynowy puginał spojrzenia bezpośrednio w jasne lico siostrzenicy. – Nie możesz naprawdę wierzyć, że oddanie własnego życia warte jest zachowania jakiś wymyślonych struktur pomiędzy kotami.
Dotychczas był wybity z równowagi, kolejne słowa kotki wprawiły go jednak w poruszenie, pojedynczy grymas przecinający pysk jak pojaśniały łuk błyskawicy zawieszony ulotnie na atramentowym płótnie firmamentu. Jego fizjonomia spochmurniała, a barki napięły lekko, wyraźnie dotknięte ofensywą stwierdzenia. Nie jestem więźniem – a jednak, on zawsze czuł się, jakby był.
– Nie mogę wrócić. Żubr nie wpuści mnie z powrotem. – odparł ze stalową pewnością, chociaż wzdłuż korali kręgosłupa zsunął się pojedynczy dreszcz konsternacji. – Zresztą czuję się lepiej bez narzuconych mi odgórnie zasad, nigdy nie chciałem w nich uczestniczyć. Teraz żyję tylko dla siebie.
[Obrazek: brhYMbZ.png]
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pora nagich drzew była jedyną porą, podczas której kocur nie żałował posiadania długiego futra.
Dzień był jeszcze młody. Leniwe promyki porannego światła przedzierały się przez zachmurzone niebo, próbując dodać otuchy wszystkim kotom które nie miały dachu nad głową na czas tych trudnych dni. Jednym z tych kotów był Szyszka. Pomimo niezliczonych miejsc w których niegdyś spał, kocur nadal nie był w stanie nigdzie się osiąść. Do tego ciągle podążał za nim strach, że pewnej nocy wyniucha go pies czy porwie go dwunóg, więc nie tylko był zmęczony ciągłą wędrówką poprzez nieznane mu tereny, lecz nie mógł także dobrze się wyspać. Nie mówiąc już o możliwości wtargnięcia na tereny innych klanów, czy o innych samotnikach włóczących się na terenach ziemi niczyi.
W twarz rudego uderzył zimny wicher, zmuszając kocura do przymrużenia oczu i przejścia pewnej odległości na ślepo. Jeden krok, dwa kroki, trzy kro- Szyszka zatrzymał się, gdy poczuł na swoim ciele coś, czego nie był w stanie zidentyfikować. Rudy szybko otworzył oczy i cofnął się do tyłu, wlepiając wzrok na obiekt. Były to dziwne drzewa, których nie był w stanie rozpoznać. Nie znał się na drzewach, ale nigdy w całym jego życiu nie widział tego typu liści, jeśli mógł to nazwać liśćmi. Jego oliwkowe oczy rozejrzały się wokół, lecz gdy nie zauważył żadnego niebezpieczeństwa, zaczął przyglądać się drzewom. Przypominały bardziej wysokie krzaki mutanty. Wszystkie stały w jednym nienaturalnym rządku i były do siebie niepokojąco podobne, można by było nawet powiedzieć że identyczne, tak różne od tych, które można spotkać w lesie. Ciekawe, czy można się na nie wspiąć?
Jak to mówią, ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Szyszka napiął mięśnie i wyskoczył w liście dziwnych drzewo-krzaków, wyciągając łapy i próbując złapać się drzewa, lecz nie był w stanie niczego się złapać. Kocur spadł na ziemię z sykiem i nastroszył futro na grzbiecie wystraszony. Co to miało być?

//Mgła! Nie wiedziałam jakie to drzewa były w rządku więc uznałam, że będą to tuje :D
LVL 1 25 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
6
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
*Sesja po spotkaniu z Sikorką*.

Tutaj było inaczej. Ile wędrował? Sam nie wie. Uzbierał już nieco informacji i postanowił w końcu wyruszyć, zostawiając za sobą betonowe budynki i zniszczone krajobrazy. Tutaj było tak naturalnie, tak pięknie nawet. Łapy nie stykały się z twardym, szorstkim podłożem co, aż opuszki ścierało. Tutaj zatapiały się w miękkim śniegu, pod którym kryła się jeszcze bardziej przyjemna powłoka stworzona z kępy traw. Ile maszerował? Nie był tego pewny. Kilka razy się zatrzymywał, aby przymknąć zmęczone, widocznie zmatowione ślepia. Cały czas pozostawiał jednak w trybie czuwania – nie był tu bezpieczny. Nigdzie nie był bezpieczny. Ten spokój, ta cisza była, aż za bardzo podejrzana. Czy był już przygotowany na powrót do Klanu? Otóż nie… Najpierw chciał zrobić małe rozeznanie – oczywiście, gdy już odnajdzie granice Klanu. Musi zobaczyć co i jak. Musi w głowie ułożyć to, co chce powiedzieć, a których faktów powinien unikać. Wiedział, że minęło sporo księżyców, wiedział, że teraz wszystko mogło być już inne. Ale chciał spróbować, nadzieja przecież umiera ostatnia, no nie? Jako kociak słyszał sporo historii o kotach powracających do swoich dawno utraconych rodzin. Nie był zdrajcą, wyrzekł się życia jako pieszczoch, więc czego tak bardzo się obawia.
Dręczony myślami parł przed siebie, nawet nie rozglądając się na boki. Wtedy to właśnie usłyszał szmer, szelest, jakby uderzenie?
Kawałek przed nim drzewko się poruszyło, zaszeleściło, wypluło z zielonych „liści” jakąś rudą kulę futra. Przystanął, czując, jak robi mu się duszno i gorąco pod bujnym futerkiem. To nie był już pieszczoszek ani typowy kot mieszkający na osiedlu. Mógł wiedzieć coś więcej, mógł przybliżyć go do upragnionego celu. Przełknął ślinę, przekręcając głowę, a jego owalne oczy chłodno wlepiły się w nieznajomego. Nie lubił, strasznie nie lubił rozpoczynać takich konwersacji, było to niezręczne i niezwykle nieprzyjemne. Ale skoro trzeba, to trzeba, czyż nie?
– EHE – Odchrząknął, utrzymując bezpieczny dystans, a mięśnie miał nieprzyjemnie spięte. Ta nieufność to kiedyś mu bokiem wyjdzie nie ma co…
LVL 2 10 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Szyszka skupiony był jedynie na drzewie. Nadal nieco oszołomiony stał w miejscu, szukając wzrokiem odpowiedzi. Jego ślepia znalazły pieniek, który był dziwnie mały w porównaniu do wielkości rośliny. Ah, więc "liście" zwyczajnie odepchnęły go zanim dał radę zaczepić pazury o coś twardego.
Nagle rudy usłyszał odchrząknięcie zza niego. Nie było ono głośne, lecz wystarczyło, by wystraszyć kocura niemiłosiernie. Szyszka prędko się odwrócił i wyciągnął pazury, gotowy na walkę. Stał tak, dopóki jego mózg nie zarejestrował co stało przed nim - a był to kocur, wyglądający na trochę starszego od niego. Rudy zlustrował towarzysza wzrokiem.
Był ładny, tyle można było o nim powiedzieć. Miał nietypowe umaszczenie, jakby jego pręgi na chwilę znikały i znów pojawiały się na jego ciele w innym miejscu. Oczy kocura lodowate, świdrujące w nim dziury. Oliwkowooki aż dziwnie się poczuł ze swoim kolorem futra, które miało pełno innych kotów.
Szyszka musiał się uspokoić. Nie umiał walczyć, więc wolał nie zaczynać bójki.
- Broń swego Klanu, nawet kosztem własnego życia. Możesz zawierać przyjaźnie poza Klanem, ale twoja lojalność musi pozostać przy własnym Klanie, kiedy pewnego dnia przyjdzie ci walczyć z przyjacielem. - wymamrotał pod nosem, próbując opanować swe pędzące serce. - Nie poluj i nie wstępuj na teren innego Klanu. - dodał cicho, po czym zabrał głęboki oddech. Już było lepiej.
Szyszka schował pazury i usiadł przed kocurem. Musi mu się jakoś przedstawić.
- Oh, dzień dobry. Mam na imię... - Nie mógł powiedzieć, że jest Szyszkową Łapą. Przestał nim być gdy uciekł z klanu, zostawiając rodzinę za sobą, nie umiejąc pogodzić się ze swoimi wspomnieniami. - ...Ulysses. Jestem Ulysses. Coś się stało? - Dokończył. Rudy starał się jak mógł, by utrzymać swój głos spokojny, lecz nadal było słychać w nim lekki strach, jak zawsze podczas spotkania z nieznajomym samotnikiem.
Szyszka nie miał pojęcia co oznacza Ulysses. Była to zlepka liter szybko złożona w jego mózgu, by uniknąć używania swojego poprzedniego imienia, które sprawiało mu tak dużo bólu.
LVL 1 25 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
6
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości