Księżyce: 142 Mistrz: Żurawinowy Nos (GK) Płeć: kocur Matka: Błękitna Toń Ojciec: Żółta Łapa [zaginiony] Trwałe urazy: ukruszone (i spiłowane przez weterynarza) dolne kły do ok połowy wielkości
Księżyce: 142 Mistrz: Żurawinowy Nos (GK) Płeć: kocur Matka: Błękitna Toń Ojciec: Żółta Łapa [zaginiony] Trwałe urazy: ukruszone (i spiłowane przez weterynarza) dolne kły do ok połowy wielkości
Niebieski pręgowany point o długiej i szorstkiej, niezadbanej sierści.
Oczy jasnoniebieskie wchodzące w bieł.
Jest wysoki, lecz dosyć chudy.
Samotnik, cichy, rodzinny.
Odsunął się... Odstąpił parę kroków w tył ,widząc błysk pazurów wydobywający się z poduszek łap rudego kocura. Aż mu się ogon zjeżył, był słaby, na nieznanym sobie terenie, a mimo, że nieznajomy wyglądał na młodszego nadal mógł być niebezpieczny. Oh, nie po to tyle lazł z osiedla, by zginąć z łap pierwszego lepszego kocura. Zanim jednak zdołał jakkolwiek zareagować, agresywna postawa nieznajomego zamieniła się w bardziej pasywną, rudy mamrotał coś pod nosem, jakąś regułkę, czy swego rodzaju mantrę. Nastroszył uszy, które od razu wyłapały kilka interesujących Mgłę słów [i]Klan, klan, klan[/b] Nie ukrywał zdziwienia, przekręcił łeb próbując rozgryźć, czy może mu się przesłyszało, czy może jego własny umysł próbuje wpędzić go w nieprzyjemną sytuacje. Mgła mógł przecież usłyszeć to, co chciał usłyszeć, no nie? Aż się głucho zaśmiał, ugniatając w łapie grudkę śniegu, która pod większym naporem rozleciała się na wiele malutkich kawałeczków. I już chciał otworzyć pyszczek i zapytać się o kodeks, już miał zacząć gadkę, jednak długowłosy był szybszy. No tak, warto się przedstawić, przecież głupio by było spotkać się jeszcze raz i nie znać imienia swego znajomego. Point szczerze wątpił w fakt, że jeszcze kiedyś spotka rudego kocura, nie miał zamiaru zatrzymać się w tym miejscu na długo, jego miejsce znajdywało się gdzie indziej, był już blisko, wiedział to.
- Ulysses - Mruknął bacznie obserwując kocura. Sam poczuł lekką ulgę, był dobrym obserwatorem, nie umknął uwadze Mgły fakt, że nieznajomy bał się jego bardziej niż on obawiał się go. Miła odmiana, zazwyczaj bowiem to on obawiał się chcąc wszelką ceną uniknąć walki z resztą kotów.
- Mgła... nie, nie, jestem tutaj tylko przejściowo, szukam drogi do domu - Przyznał zgodnie z prawdą, przysiadając na zimnym puchu. Pragnął odpocząć, pragnął ułożyć się w ciepłym legowisku i spać. Niestety, nie mógł pozwolić sobie na takie luksusy, w szczególności teraz kiedy prowadził konwersacje z nieznajomym.
Dosyć wysoki rudy i lekko umięśniony kocur. Ma on białą plamę ciągnącą się od pyska aż do brzucha, białe skarpetki i tygrysie pręgowanie. Jego futro jest zaniedbane, poplątane i brudne. Jego oczy koloru oliwkowego z domieszką zielonego są nijakie i puste.
To charakter Szyszki zmienił się najbadziej. Kiedyś dumny i elegancki teraz niepewny i przestraszony, z tylko jednym marzeniem - by wszyscy zapomnieli.
Kocur boi się wspomnienia tej jednej ceremonii i stresuje się na samą myśl o niej. W stresowych sytuacjach powtarza kodeks, co pomaga mu się uspokoić.
Jest strachliwy, ostrożny i niepewny. Przepełniony stresem i żalem. Wrażliwy i chwiejny. Jest niczym domek z kart. Jeden podmuch i cały runie na ziemię.
Duch [KW]
Dom... Kocur nie miał domu. Nie wiedział wiele o domach, a więcej o kryjówkach i schronieniach. Minęły księżyce od czasu, gdy ostatni raz nie musiał bać się o jedzenie i bezpieczeństwo.
O jaki dom chodziło kocurowi który stał teraz przed nim? O osiedle dwunogów? O jeden z klanów? Szyszkowa Ła... Ulysses wiedział gdzie znajdują się granice klanu Cienia i klanu Gromu, więc być może będzie w stanie mu pomóc i wyjdzie z tego spotkania bez szwanku? A co jeśli kocurowi chodzi o jego własne schronienie? Albo co jeśli ma wobec niego jakieś złe intencje a szukanie drogi do domu to tylko wymówka, by utrzymać go w miejscu? O gwiezdny klanie, w co on się wpakował? Jego oliwkowe ślepia wbiły swe spojrzenie w puch pod nim, próbując zakryć pysk na którym wyraźnie malował się strach. Nie, nie mógł się tak bać. Musiał się uspokoić, ponieważ w przeciwnym razie faktycznie mógł spełnić się jeden z czarnych scenariuszy. No dalej, wdech i wydech. Wdech i wydech.
- Cóż... Chyba mogę pomóc. Nie mam pojęcia o jakim domu mówisz, lecz znam trochę okolic. Idąc tam - Wskazał pazurem kierunek naprzeciwko siedliska koni. - Dotrzesz do terenów klanu Gromu. - Po tych słowach zawahał się, niepewny co do swoich kolejnych słów, po czym cicho dodał:
- Jeśli spotkasz tam kiedyś tam kota którego imię ma coś związanego z Łuską, to pozdrów go ode mnie. - Rudy powiedział to wystarczająco głośno, by Mgła był w stanie to usłyszeć. Szyszka nie był pewny, jaka byłaby jego reakcja na spotkanie z bratem, lecz wiedział, że nie był na to gotowy. Ba, nie był pewny, czy kiedykolwiek będzie gotowy.
- Jeśli pójdziesz tam, wzdłuż rządu tych krzewów, to powinieneś dotrzeć do Osiedla dwunogów. A tam - Tym razem wskazał na prawo - Jest klan Cienia. Musisz iść w tą stronę. - Kocur był przy granicy z klanem Cienia tylko na chwilę, więc nie wiedział wiele o tamtejszych ziemiach niczyich. Gdy tylko zobaczył patrol kotów, szybko uciekł na znane mu tereny, by uniknąć jakiejkolwiek bójki.
Księżyce: 51 Mistrz: Wężowy Błysk (KG) + Truskawkowy Gąszcz (KG) Płeć: kotka Matka: Sucha Gałązka [NPC] Ojciec: Nieznany Partner: Too good for You!!!
Kocica przerasta sylwetką standardowego kota, chociaż nie jest olbrzymia. Powojnik wydaje się zawsze być nieco pulchna przez swoje krótkie, zaokrąglone, puszyste i mięciutkie futro. Kocica prezentuje się szynszylowym umaszczeniem w jasno-szarym kolorze. Tak samo ogon kocicy jest puchatą, zaokrągloną kitą. Oczy Powojki są koloru niebieskiego, a niewielki nosek ma barwę ceglaną. Na lewym policzku kocicy znajduje się niewielka blizna, po pewnym incydencie z pieszczochem.
Z biegiem księżycy, Powojnikowy Pęd stała się kocicą która nie da sobie łatwo wejść na głowę. Znana jest z oślego uporu i pewnej kapryśności. Nadal także nie porzuciła ambicji by stać się medykiem. W postępowaniu moralnym na pierwszym miejscu nadal kładzie dobro Klanu Gromu, który uważa za dom. Jednak jest ciekawską istotą i czasem ją gdzieś poniesie. Obowiązek jednak zawsze stoi przed zachcianką. Powojnik także cechuje niecodzienne zainteresowanie roślinnością.
W kontakcie z kotami jest dość otwarta w stosunku do tych którym ufa. Jednak cechuję ją znaczna nieufność i ksenofobia w stosunku do kotów żyjących poza klanami (wyjątek stanowią kocięta), w tym przypadku zwłaszcza pieszczochów.
Mrucząca Łapa (KW) | Dynia (KP)
Różne plotki krążyły po całym klanie. Zniknięcia. Morderstwa. Jednak oprócz złych wieści, do uszu Powojnikowego Pędu dotarła dość ciekawa informacja. Podobno jakiś samotnik, znany dość dobrze w okolicy jako Alojzy, leczył okoliczne koty i potencjalnie oferował przekazać nieco swojej wiedzy za opłatą. Nikt jednak nie potrafił do końca stwierdzić czego kocur oczekiwał w zamian za naukę.
Na początku Powojnik była sceptyczna co do tego czy powinna spróbować odnaleźć tego osobnika. Przez takie poszukiwanie przygód i nieostrożność została porwana przez dwunogów. Gdy teraz wróciła, musiała niestety czekać na ostateczną decyzję Truskawkowego Gąszczu w sprawie jej treningu. Dlatego możliwość nauki z innego źródła była...intrygująca. Niejako, nikt nie powiedział jej że nie może, a wiele kotów potwierdzało że ten dziwny kocur wie o czym mówi.
Także, po upłynięciu około księżyca od jej powrotu, Powojnikowy Pęd wybrała się na przechadzkę poza tereny klanu, w poszukiwaniu tajemniczego osobnika. Była wytrenowanym kotem. Nauczyła się ze swojej wcześniejszej pomyłki, więc nie da się od tak zaskoczyć. Dowie się ile ten kocur potrafi i jaka była cena. A co nastąpi dalej to się przekonamy.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Była to niewysoka, chuda kotka, której brak wysokiego wzrostu rekompensowała długość ciała, naturalnie przystosowująca ją do biegu, oraz długi ogon...chwila, moment. To ostatnie nie opisuje najlepiej wymiarów tej części ciała u tej wojowniczki. Ogon Grzyb był nieprawdopodobnie, szokująco wręcz długi. Jak i reszta ciała, porośnięty był czarnym, krótkim futerkiem pozbawionym jakichkolwiek białych znaczeń. Natura wyposażyła ją w złote, bystre oczy, w których od niedawna błyszczy uśmiech przez łzy. Jej nawykiem było trzymanie zwieńczonych frędzelkami uszu postawionych. Szyję szpeciła sporych rozmiarów blizna - ślad po oderwanej przez lisa skórze. Jako Gwiezdny powróciła do wieku kocięcego: znowu jest maleńkim kociakiem o ledwo wybarwionych ślepkach.
Z zewnątrz nadal jest tą samą cichą i oddaną wojowniczką, jednak jeśli bliżej się ją pozna, otrzyma się portret kotki o ogromnym sercu równie złotym co jej oczy. Sercu, które jest złamane. Grzybowa Polana już dawno przyjęła rolę pokornej obserwatorki otaczającej ją rzeczywistości - teraz zarzuciła jednak korygowanie wad i czynienie życia znośnym. Pozwala życiu płynąć obok siebie, pozostawiając sprawy własnemu biegowi. Nie, żeby wierzyła, że któregoś dnia znowu wszystko będzie dobrze - po prostu konfrontacja ze światem realnym jest dla niej zbyt bolesna. Wręcz bije z niej zmęczenie wszystkim, co ją otacza. W dalszym ciągu można przyjść do niej po pomoc, wtulenie się w czarne futerko czy po prostu by pogadać na jakikolwiek temat - jednak Grzyb, co widać na pierwszy rzut oka, sama potrzebuje terapii.
Jaskółczy Śpiew [MGBG], Jeziorna Mgła [nkt]
Nie musiała daleko szukać; już po chwili natknęła się na ślady zapachu jakiegoś obcego kota. Paskudny smród Osiedla dziwnie wypadał w towarzystwie silnego i odurzającego zarazem zapachu ziół; od dłuższego wdychania mogło się jej trochę zakręcić w głowie. Przynajmniej jednak zapach jasno wskazywał, w którą stronę powinna iść; był też na tyle intensywny, że można było przypuszczać, iż znachor nadal jest gdzieś niedaleko.
Księżyce: 51 Mistrz: Wężowy Błysk (KG) + Truskawkowy Gąszcz (KG) Płeć: kotka Matka: Sucha Gałązka [NPC] Ojciec: Nieznany Partner: Too good for You!!!
Kocica przerasta sylwetką standardowego kota, chociaż nie jest olbrzymia. Powojnik wydaje się zawsze być nieco pulchna przez swoje krótkie, zaokrąglone, puszyste i mięciutkie futro. Kocica prezentuje się szynszylowym umaszczeniem w jasno-szarym kolorze. Tak samo ogon kocicy jest puchatą, zaokrągloną kitą. Oczy Powojki są koloru niebieskiego, a niewielki nosek ma barwę ceglaną. Na lewym policzku kocicy znajduje się niewielka blizna, po pewnym incydencie z pieszczochem.
Z biegiem księżycy, Powojnikowy Pęd stała się kocicą która nie da sobie łatwo wejść na głowę. Znana jest z oślego uporu i pewnej kapryśności. Nadal także nie porzuciła ambicji by stać się medykiem. W postępowaniu moralnym na pierwszym miejscu nadal kładzie dobro Klanu Gromu, który uważa za dom. Jednak jest ciekawską istotą i czasem ją gdzieś poniesie. Obowiązek jednak zawsze stoi przed zachcianką. Powojnik także cechuje niecodzienne zainteresowanie roślinnością.
W kontakcie z kotami jest dość otwarta w stosunku do tych którym ufa. Jednak cechuję ją znaczna nieufność i ksenofobia w stosunku do kotów żyjących poza klanami (wyjątek stanowią kocięta), w tym przypadku zwłaszcza pieszczochów.
Mrucząca Łapa (KW) | Dynia (KP)
Nie minęło wiele czasu nim Powojnik trafiła na coś. Nie zbyt przyjemny zapach który znała z swojej wędrówki po siedliskach dwunogów, zmieszany z wyraźną nutą...ziół. Niecodzienne połączenie, ale wydawało się że trafiła na trop kota którego szukała. Cóż, przynajmniej nie będzie się błąkać cały dzień próbując go znaleźć.
Powojnik wciągnęła woń do nozdrzy, badając zapach. Następnie ruszyła podążając tropem, mając nadzieję że ten nagle nie zaniknie. Rozglądała się w międzyczasie za czymkolwiek co rzuciłoby jej się w oczy. Głównie sylwetki kota. Była jednak ostrożna, nie mając pojęcia jak usposobiony był ten osobnik.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Na szczęście trop, na który trafiła Powojnikowy Pęd nigdzie nagle bez śladu nie zniknął. Wręcz przeciwnie. Doprowadził gromową kotkę do celu jej poszukiwań, kota który śmierdział jednocześnie i osiedlem, i ziołami.
Rudo-biały kocur leżał sobie spokojnie między idealnie posadzonymi i przystrzyżonymi iglakami, rozkoszując się ciszą i spokojem. Raczej nikogo się nie spodziewał, ale tak po prawdzie to on się nigdy nikogo nie spodziewa. Za dużo wędruje po okolicy, żeby móc całkowicie przewidzieć jakikolwiek dzień. Tak więc leżał i czekał co mu dzisiejszy los przyniesie ciekawego.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Ostatnio zamieszkała w Siedlisku Koni. Nie, że tak kochała towarzystwo koni, absolutnie, okropnie cuchnęły, a głupie były gorzej i od niej! Niemniej jak na razie wydawało się to jedyną dobrą opcją, człowiek, który tam przychodził by sprzątać ich odchody czasami ją głaskał, raz nawet przyniósł coś, co nazwał 'herbatnikiem'. Nie miało smaku, ale i tak zjadła, czemu nie. Nikt jej nie wyganiał, a przynajmniej było ciepło. Nie widziało jej się w tak mroźną porę osiedlać gdziekolwiek na dworze, bo to by było samobójstwo i najgłupsze posunięcie jej życia, a już trochę ich zrobiła. Raczej nie zamierzała pobijać rekordu. Z samego rana jednak zawsze stamtąd czmychała, nie zamierzając siedzieć z tymi olbrzymami dłużej, niż było to konieczne. Usiadła sobie na płocie , który akurat nie był pokrytym tym czymś, co sprawiało, że jak koń się tego dotykał, to go bolało. Owinęła swoim lśniącym ogonem łapy, by jakkolwiek znaleźć źródło ciepła, po czym rozejrzała się dookoła, zastanawiając się, co chciałaby dzisiaj zrobić. Była w końcu wolna, nic jej nie ograniczało!
wiatr
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Wiatr nie zwykł wychodzić poza tereny. To jest, robił to, a jak! Ale nadal trzymał się w obrębie jakichkolwiek Klanów. Pierwszy raz wyszedł poza nie, na teren niczyi. Po co? Nie wiedział. Wspominka, że znajomi nie muszą być Klanowi chyba dała mu nieme przyzwolenie, by się przeszedł gdzieś w okolicę i spotkał absolutnie byle kogo, kto albo go rozszarpie na strzępy, albo stanie się jego przyjacielem. Ryzyko, jakie go ekscytowało jak nic.
I to wystarczało. Zapał i myśl, że idzie byle gdzie, by dotrzeć do pierwszego samotnego kota na swojej drodze. Zdecydowanie starsza, może w wieku jego taty, kotka, siedząca na jakimś płocie. Puchata i... nie robiła nic. Idealnie, może tutaj się... dogada? Cokolwiek?? - Cześć - powiedział naiwnie, patrząc na nią z dołu. I to tyle, bo nawet nie wiedział co dalej mówić z tego punktu.
Szybko dostrzegła zbliżającego się kocura. Och???? No, budowę to on miał raczej szczurzą, ale nikt nie powiedział, że to jest jakiś minus, absolutnie! - EJ, TY, ŁADNIUSI - krzyknęła do niego, ale chyba nie było to konieczne, bo nieznajomy kierował się właśnie do niej. Super! Właśnie tego potrzebowała. Potrzebowała towarzystwa. - No co cześć. Cześć. Chodź tu, nie lubię siedzieć na dole - przyznała, uśmiechając się w jego stronę, jednocześnie zapraszając na płot obok. No niech przyjdzie, co się tak wstydził! Przecież go nie zje. - EJEJEJE przypominasz mi kogoś. Jak nic, no na pewno! - powiedziała nagle, a jej uszy w ekspresowym tempie stały postawione prosto do góry. Tylko kogo? - Aha. Śmierdzisz gromem. To pewnie kogoś stamtąd -- wysunęła szybkie wnioski. Skoro ten ktoś musiał być z gromu, to ewidentnie wyglądał jak ktoś stamtąd. Poza gromem rzadko widywała kogoś o szczurzym usposobieniu. - Ale dobrze, że jesteś, bo od towarzystwa tych cuchnących koni oszaleć można.
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Ładniusi. Pha! Jak było to miłym określeniem, tak nie słyszał tego nigdy z ust żadnej kotki. Nie, aby mu to przeszkadzało, ale faktycznie, było to ździebko... innym uczuciem, niż jak mówił to Pająk czy Daniel. Takim bardziej neutralnym, nie sprawiającym że jakieś dziwne, przyjemne uczucie się gotowało w jego brzuchu. Szczególnie, gdy mówił to właśnie ten pierwszy - wtedy Wiatr praktycznie wrzał. - Czemu nie lubisz być na dole!! - odkrzyknął od niej. On sam nie miał potrzeby wchodzić do góry, więc usadowił tyłek na mroźnym podłożu. A potem przekrzywił głowę na bok. Kogo niby przypominał? - Znasz Klan? W sumie, to nic dziwnego. Niby są tutaj cztery, ale ja tylko widuję Grom i Wicher. Więc na pewno się mogłaś spotkać tylko z jednym z tych dwóch! No, a poza tym - kto niby wygląda jak ja? Totalnie nie znam takiego kota.
Pomachał szybko łbem na boki. Konie! - Co to konie?
Uniosła brwi do góry, kiedy ten jednak usiadł na dole. Bez sensu. Nie zamierzała jednak ustępować, więc będą do siebie krzyczeć, trudno. - Bo na dole jest zimno!!!! I niefajnie. I w ogóle lepiej się czuje u góry - stwierdziła najzwyczajniej w świecie. Kiedyś takie preferencje uznałaby za absurdalne, ale teraz naprawdę źle się czuła, gdy nie siedziała na wysokości. Jakby nagle dostawała choroby morskiej! A wiedziała co to jest, jeden z przyjaciół w mieście jej opowiadał. Ale skąd to się wzięło, skoro wcześniej nie miała takich odczuć? Nie miała pojęcia. - Byłam kiedyś gromakiem. Jak się mają moi starzy, co? Wiśnia i Parzący. Żyją jeszcze? - uśmiechnęła się, bo nie miała nic przeciwko znajomości przez inne koty jej pochodzenia. Nigdy nie miała specjalnych emocji do swoich rodziców, ale zapytać zawsze mogła. Żaden z jej rodzeństwa się nie ostał, więc chociaż o nich mogła spytać. - No nie wiem, z kimś na pewno rozmawiałam kto wyglądał jak ty. I to chyba w obozie właśnie!
Uniosła brwi do góry, znowu. Zapomniała, że koty z klanu są tak niedoinformowani. Jakby żyli w jakimś dziursku! Dlatego nie lubiła w nim być, między innymi. Bo byli odizolowani od wszystkiego innego. - No jak to co. Takie olbrzymy z kopytami i śmieszną mordą, jakby tu przybiegły, to pewnie by cię zgnietli. A żółwie znasz? A chomiki? A widziałeś kiedyś papugę? Ja widziałam - pochwaliła się nieskromnie, wypinając pierś do przodu. Ha! A on w tym swoim wariatkowie mógł się pochwalić taką wiedzą? Pewnie nie.
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Czuje się lepiej u góry, ha? Niech jej będzie. Dla Wiatru mogłaby być pod ziemią, a tak długo jak się udawało utrzymać jakąkolwiek rozmowę, nie miał zamiaru nawet narzekać. Każdy ma swoje upodobania, a po Pająku wiedział, że mogły one być wyszukane, jak chociażby niechęć, by ktoś na kimś... siedział? Leżał? Bo inni zobaczą. Dla Wiatra nie było to niczym złym, ale on... myślał inaczej. Ona też miała swoje powodu; zimno i niefajnie. - Ja... nie wiem!!! Niespecjalnie się orientuję co i jak! Byłem tylko na paru pogrzebach póki co, ale nie przypominam sobie tego ich! Ale mogę się mylić!! - nie chciał jej okłamać, ale faktycznie - nie miał pojęcia o stanie tej dwójki. Nie słyszał, by któreś z nich umarło. A może jednak? Kto ich tam wie!! - Nie znam żadnego z tych... Co one robią? I gdzie są?? Da się je zjeść? Mój brat pewnie chciałby je zobaczyć. On bardzo lubi robale, któreś z nich to robaki? Ja ich nie lubię, ale jakbym mógł mu pokazać, żeby się ucieszył, to przymknąłbym oko na to, że coś jest obrzydliwe. A jak to nie robaki, to i tak by się cieszył. Płomyk lubi fajne rzeczy ogólnie.
- Zdziwiłabym się, jakby jeszcze żyli. Mniejsza z tym - machnęła łapą, co miało być gestem zapewniającym go, że nie było to nic ważnego, nie były to informacje, z których braku miałaby jakoś bardzo cierpieć. Może nie brzmiało to za dobrze, w końcu wciąż wypowiadała się o rodzicach, kotach, dzięki którym w ogóle miała szansę teraz prowadzić swój żywot, marny czy niemarny, nieważne, po prostu dzięki nim żyła, istniała, dali jej jakikolwiek dobry start moralny. Bo to nie było tak, że miała złych rodziców, właściwie, to mogło być dużo, dużo gorzej. Matkę z całą pewnością miała najukochańszą, nie mogła sobie wyobrazić kogoś bardziej ciepłego i życzliwego, gorzej było z ojcem. Mimo wszystko byli dla niej naprawdę bardzo obojętni, nigdy nie przywiązywała się ani do jednego, ani do drugiego jakoś bardzo, po prostu sobie... żyli, bądź też nie, teraz to już nie wiadomo. - Nie. Robaki są obrzydliwe - stwierdziła z całym przekonaniem, krzywiąc się nieznacznie. - Ten twój brat to musi nieźle odjechany być, skoro lubi coś takiego, Zapytaj się, czy wie co to kocimiętka, jak tak, to wszystko jasne czemu ma tak niekocie gusta - mruknęła. Akurat działanie kocimiętki znała niesamowicie, na własnym przykładzie, jeżeli ten cały Płomyk był życiowo z nią związany, to nic dziwnego, że się robalami zachwycał. - Żółw to taka zielona mysz z dużą skorupą. Chomik to taka nornica, ale grubsza, no i papuga to taki... ptaszek kolorowy, który tylko skrzeczy i gada, serio, myślałam, że jeszcze raz na mnie skrzeknie, to ją zamorduje własnymi pazurami. Ale się obyło, kolega zrobił to za mnie - zaśmiała się ciepło, wbrew temu, o czym teraz mówiła. Przez dobre parę księżyców po tym incydencie byli wyganiani spod restauracji, a kolega, ten, który dokonał się tego bohaterskiego czynu, został zgarnięty przez śmieszną furgonetkę z logiem psiaka i kociaka. Coś jej wspominali, że już go nie zobaczą, bo jest w schronisku, ale co to te całe schronisko było, to już nie miała pojęcia. - A ty co? Lubisz niefajne rzeczy? - zapytała, bo ten tak się wypowiadał o swoim bracie, jakby tylko on lubił fajne rzeczy, a Wiaterek już nie.
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Przechylił głowę na bok, jedynie w duchu się zgadzając że zdecydowanie, Płomyk był odjechany. Bo był!! Kochał go, był jego bratem i... no! To brzmiało całkiem przyjemnie, jak jakieś miłe porównanie, więc nie mógł mieć nic przeciwko nazywaniu go w taki sposób. Zaś przy kolejnym, uniósł brew do góry. Z czym to miało mieć niby związek?... - Zielona mysz ze skorupą?... Jesteś pewna, że nie... myślisz o żabie? Żaby są zielone, no i niby skorupy nie mają... ale zielone myszy? - to brzmiało nieco logiczniej. Dwa pozostałe, miały sens. Ptaszki potrafiły być niesamowicie kolorowe, więc to do wyobrażenia sobie nie było dziwne. Gadanie... no, może nieco bardziej, ale skrzeki? Wrony i te inne darły mordy jak opętane! Chomiki za to brzmiały po prostu smacznie. - No... zależy... Nie wiem co to niefajna rzecz. Na pewno nie mamy zielonych myszy czy tych papug tutaj, ale... ale ja się lubię bić! Ale to fajna rzecz, jeśli się nie przesadzi. Nie wiem tylko no, co masz na myśli przez te niefajne...
- No chyba wiem jak wygląda żaba, a jak żółw. Jak mi tak nie wierzysz, to mogę cię kiedyś zabrać. Tylko wiesz, żeby nie było, że cię porywam czy coś, najpierw to uzgodnij z kimś, z mamą na przykład, bo ja problemów mieć nie zamierzam - uprzedziła od razu, bo rzeczywiście nie chciała mieć żadnych negatywnych stosunków jeżeli chodziło o klan gromu. Ani o jakikolwiek inny klan! Absolutnie, czasami sobie mogła na nich ponarzekać, ale personalnie nic do nich nie miała. Nie chciała być pociągnięta do odpowiedzialności, gdyby przypadkiem ktoś odkrył, że zabiera terminatora dość daleko, w głąb osiedla. Zwłaszcza, jeśli za ucho miałaby ją targać Cyprys. Strach się bać! - No nie wiem. Jak twój brat lubi fajne rzeczy, to ty możesz lubić niefajne. A za niefajne możesz uznać wszystko, nawet ten płot, no i go lubić. O! Od dzisiaj ja lubię niefajne rzeczy. I lubię ten płot.
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak