Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
- Rozejm - powtórzył z rozbawioną nutą w głosie, przyglądając się nieznajomemu.
W jakiś sposób wydał mu się sympatyczny. Albo nawet taki... swojski? Może przez to dreptanie łapkami w miejscu. Ten gest w jakiś sposób naturalnie przypominał mu o Psocie, chociaż przecież nieznajomy nie wyglądał jak jego brat w żadnym innym aspekcie. Kolorowe plamy na grzbiecie bardziej przypominały te, które Kłopot sam posiadał, a jego futro było takie jak Paszczy. Albo jak tych wichrowych kociaków co je Promyczek chciał topić. Tylko dłuższe. - Z osiedla dwunogów. A konkretnie to... Słyszałeś, kiedyś o gangu? - Zagadnął łapiąc kawałek mchu, który leżał między korzeniami drzew i ruszył bliżej kocura, żeby odłożyć go obok tego, które kudłaty nieznajomy sam przed chwilą wypuścił z pyska. Pomarańczowe ślepka zwróciły się do niego z niemym pytaniem: "Twoje?", ale Kłopot nie czekał na potencjalne potwierdzenie, albo zaprzeczenie. - Ty za to jesteś z klanu, co nie? - Zapytał zamiast tego, mrużąc jedno oko i zaczął rozglądać się na boki. - Um... daj mi momencik… Z Klanu Gromu! Zgadłem? - I znowu wyszczerzył się szeroko.
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
Czyli rozejm. Uśmiechnąłem się do nieznajomego zadowolony, iż nie musieliśmy się ze sobą wzajemnie bić, a po prostu mogliśmy się poznać i pogadać, jak cywilizowane koty. Zupełnie coś innego od Klanu Cienia, gdzie rzucali się na siebie za odmienne opinie.
- O gangu? Jak mieszkałem na osiedlu, księżyceeee temu, to coś tam wspominali! A co z gangiem? - zapytałem zainteresowany, przekrzywiając głowę w bok. Lekko kiwnąłem głową w podzięce za kawałek mchu. Nie wiedziałem, czy był on mój, ale teraz był i mogłem to zanieść dla Kózki i naszych kociaków. Chciałem, aby było im wygodnie, gdy się urodzą. Kózce także musiało być wygodnie. Dbałem o nią w każdym aspekcie!
- Nieeeee, Klan Cienia. Ale blisko! Graniczymy z nimi.
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
Przekrzywił łeb, zainteresowany słowami tego już znajomego nieznajomego. Bo nie często spotykało się kogoś, kto żył w klanie, mimo że wcześniej z jakiegoś powodu przebywał na osiedlu. A przynajmniej dla niego był to pierwszy kot... Albo pierwszy, którego słuchał faktycznie na tyle, żeby zanotować ten fakt. - No to ja jestem jego członkiem - odparł, przytakując głową. - Nazywamy się gangiem Południowego Przystanku... ale niektórzy mówią na nas po prostu Gang Wiewióra - doprecyzował, bo jednak tych gangów na osiedlu trochę było. Przynajmniej dwa z tego co się orientował, a kto wie czy nie więcej w jakichś dalszych i interesujących go tyle co bród za pazurem częściach osiedla. - Serio? - Przysunął się nieco niuchając przy boku głowy kocura, bez uszanowania jego przestrzeni osobistej. Woń klanów nie była tak jednoznaczna, ale kudłate futerko niosło na sobie wyraźny zapach iglastych drzew. - Faktycznie, daje od ciebie bardziej klanem Cienia. To jak to się w ogóle stało, że w nim mieszkasz, a mieszkałeś na osiedlu, co? - Zagadnął zaciekawiony. W końcu kto wie, może pożyczy sobie jego historię, jeżeli kiedykolwiek przyjdzie mu wracać do Wichru. - I, skoro już tak sobie gadamy, to Kłopot jestem.
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
przeciętnego wzrostu, niezbyt umięśniony, rudo - biały kocur o długim, kręconym futrze i bursztynowych oczach
Marzyciel. Tak najłatwiej opisać jest młodego kocura. Kocurek chodzi głównie z głową w chmurach, odpływa do swojego świata. W takich momentach zazwyczaj nie kontaktuje ze światem rzeczywistym. Szybko gubi wątek w rozmowie, a wtedy zazwyczaj zaczyna opowiadać o pięknie tego świata, roślinach, ptakach. Często można zauważyć go, leżącego na trawie, pod drzewem bądź też nie pod drzewem i patrząc w niebo, niezależnie od widoczności. Może również nie leżeć na trawie, a po prostu na drzewie, rozmarzonym wzrokiem spoglądając na to, co dzieje się na ziemi.
A o czym to marzy? Właściwie to o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nachodzą go różne, filozoficzne - bądź też nie - myśli. Na przykład, dlaczego to trawa jest zielona? Dlaczego ptaki potrafią latać? Może mógłby latać razem z nimi, gdyby tylko przyczepił sobie piórka do futra?
Niezwykle roztrzepany. Był z kimś umówiony o wschodzie słońca? Jeśli pojawi się do górowanie słońca to cud! Miał iść na polowanie z rana? Prawdopodobnie wieczorem dostanie olśnienia, że jest głodny i trzeba iść coś zjeść.
Mimo wszystko jest naprawdę miły dla absolutnie każdego! Ktoś na niego nasyczał? Zapyta jak mija mu dzień i czy może mu jakoś poprawić humor! Poza tym zawsze stara się... pomagać. Może nieudolnie, może bardziej udolnie - ale się stara!
Przekrzywiłem głowę, kiedy kocur powiedział mi o gangu. Kojarzyłem nazwę, chociaż było ich tyle, że kto wie, czy aby na pewno dobrze zapamiętałem? W każdym razie kiwnąłem mu głową, aby wiedział, że przecież słucham i wiem o co mu chodzi.
Nie odsunąłem się - Nieznajomy nie wydawał się dziki i agresywny, w przeciwieństwie do niektórych kotów z Klanu Cienia. Przerażające, jak to przez klanowe koty to samotnicy i pieszczochy były uznawane za głupie albo agresywne. Prawda jednak była taka, że patrzeli zbyt wąsko, nie widząc czubka własnego nosa i tego, jak sami byli negatywni.
- No ogólnie to się urodziłem na osiedlu, potem z ludźmi, a potem dałem się namówić siostrze, aby dołączyć do klanu. Potem jakoś tak zniknąłem... I wróciłem bo dłuuuuuuuższym czasie. - wyjaśniłem szybko. - Kudłaty Obłok. Kiedyś Kocurek. A jak to się stało, że dołączyłeś do gangu?
Spoglądał w kierunku Klanu Gromu, ale od kiedy wrócił na te tereny, nie odważył się podejść pod samą granicę. Bał się spotkania z kimś, kogo znał. Bał się, że zobaczy kogoś sobie bliskiego, kogo zostawił tam samego. Nie chciał tego doświadczać, więc w czasie gdy kierował się w kierunku osiedla, choć nie bezpośrednio na nie, ale w tamtą stronę, Myśli zaprzatalo mu co dziś zje na śniadanie...
//Promyk
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Przerażająco wysoki. Kremowe futro i tygrysie pręgi. Zielone, (oceniające!) oczy.
Spokojny i poważny. Raz na jakiś czas rzuci kąśliwym komentarzem, jednak to już nie ta młoda krew, co kiedyś. Wciąż bywa lekko zarozumiały.
Promienny Horyzont czuł niemalże to samo co Żwir. Z tą jednak różnicą, że kremowy kocur bardziej bał się spotkania z osobami nielubianymi niż tymi bliskimi. Większość jego przyjaciół zaginęła, a kto by się martwił jakimiś młodszymi siostrami? No, jak się okazało Promyk od czasu do czasu o nich myślał. Jednak jakiekolwiek ukłucia winy dusił konsekwentnie w zarodku, uważając, że i tak on jest najbardziej pokrzywdzony, nawet jeśli nie był w stanie wymienić konkretnej przykrości, jaka mu się stała.
Tak więc szwendał się to tu, to tam, tak aby przypadkiem nie zajść blisko granicy w Wichrem. Zbyt duże ryzyko, że kogoś spotka, a nie był jeszcze na to gotowy. Jednak im dłużej to trwało, tym bardziej były Wichrzak uświadamiał sobie jak żałośnie się zachowywał. Te myśli także starał się ignorować.
Będąc w nie najciekawszym humorze przechadzał się właśnie z myślą co by tu począć, gdy nagle natknął się na kogoś obcego. I co dalej? Zastygł w pół kroku. Nie podjął jeszcze decyzji czy warto wdać się w rozmowę czy nie. Stojąc tam, przyglądając się bezczelnie prosto w oczy nieznajomemu, czekał na jego ruch.
What'chalookin'at,𝖇𝖆𝖇𝖞 Isa𝖒𝖔𝖙𝖍𝖊𝖗𝖑𝖔𝖛𝖎𝖓'legendinthemaking Fortherestofyour𝖑𝖎𝖋𝖊,I'llbe《 there 》 I'llbe𝖘𝖙𝖚𝖈𝖐inyourʜᴇᴀᴅliketherootsofyourhair
Szedł, szedł, grom w jego głowie, grom przed nim, grom w jego oczach, ale już nie w sercu. Nie zauważył kocura, który przed nim był. Tak prawdę mówiąc, to gdyby nie zapach, który do niego doszedł, to prawdopodobnie by w samotnika wszedł. Tak więc dopiero gdy do nozdrzy doleciała woń, Żwir przystanął i od razu odwrócił głowę. Skrócił dystans dość mocno, wręcz... przerażająco mocno. O ile Promyk się nie odsunął, to byli teraz z dwie lisie długości ogona od siebie. A to, jak na dwa nieznane sobie koty, jest mało.
- Zapatrzyłem się. Sory. - Odparł kocurowi, a nie chcąc mu przeszkadzać, postanowił po prostu go obejść. Jakoś tak... całkowicie gdzieś miał, czy tamten był pokojowo nastawiony, czy wrogo. Gdyby chciał walczyć to i tak by się na niego rzucił. Z pewnością nie stałby przed nim jak drzewo. Żwir nie wiedział o co zaczepić kocura... tak w zasadzie to chętnie by porozmawiał, ale nie wiedział jak zacząć rozmowę. A skoro nie miał nic mądrego do powiedzenia, to sam z siebie wolał nie robić idioty jakimś durnym tematem "o brzydkiej pogodzie".
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Przerażająco wysoki. Kremowe futro i tygrysie pręgi. Zielone, (oceniające!) oczy.
Spokojny i poważny. Raz na jakiś czas rzuci kąśliwym komentarzem, jednak to już nie ta młoda krew, co kiedyś. Wciąż bywa lekko zarozumiały.
O nie, Promyk się nie odsunął. Jakby zastygł w miejscu, stał i się przyglądał. Gdyby miał teraz nerwowo podrygiwać i odsuwać się od nieznajomego, wtedy by okazał pewnego rodzaju strach. On się nikogo nie boi. Nawet ta mała odległość nie zrobiła na nim wrażenia. Aczkolwiek zaintrygowało go, że kocur tak późno go zauważył. Był nawet skłonny trochę z nim porozmawiać, jednak jego słowa trochę go rozczarowały. To tyle? Nic więcej? Nie żeby jakoś bardzo pragnął rozmowy i zaprzyjaźniania się, ale nie tego oczekiwał.
W momencie, w którym ten go omijał, nie wytrzymał i się odezwał:
- Powinieneś bardziej uważać. - rzucił. - Następnym razem możesz nie mieć tyle szczęścia i ktoś cię zaatakuje, zanim w ogóle się zorientujesz jego obecności.
O, miła rada. Jednocześnie zaproszenie do konwersacji. Kocur oczekiwał teraz, że Żwir opowie mu dlaczego taki zamyślony chodzi, ot co. I lepiej, żeby się domyślił, bo Promyczek nie zatrzyma go drugi raz. Za dumny jest na to, pf.
What'chalookin'at,𝖇𝖆𝖇𝖞 Isa𝖒𝖔𝖙𝖍𝖊𝖗𝖑𝖔𝖛𝖎𝖓'legendinthemaking Fortherestofyour𝖑𝖎𝖋𝖊,I'llbe《 there 》 I'llbe𝖘𝖙𝖚𝖈𝖐inyourʜᴇᴀᴅliketherootsofyourhair
Okrążał go i usłyszał wyrzucanie na niego porad. Nie był kociakiem, żeby tego nie wiedzieć. Był dorosły i dlatego skupiał się na problemach i przeszłości, zamiast bawić się liśćmi albo podkradać zwierzynę ze stosu kiedy nawet nie był głodny. - Bez różnicy. Jakbym zauważył ciebie i byś się na mnie rzucił, to miałbym takie same szanse. - Odpowiedział, ale nie odwrócił się do niego, tylko wypowiedział to i gdzieś na końcu zdania zatrzymał się w miejscu. Było mu trochę głupio i dlatego nie chciał patrzeć mu w oczy i mówić, że tak, miał rację.
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Przerażająco wysoki. Kremowe futro i tygrysie pręgi. Zielone, (oceniające!) oczy.
Spokojny i poważny. Raz na jakiś czas rzuci kąśliwym komentarzem, jednak to już nie ta młoda krew, co kiedyś. Wciąż bywa lekko zarozumiały.
Rzeczą, której Promienny Horyzont nie mógł znieść najbardziej, to zniewaga. Miał o sobie wyjątkowo duże mniemanie, stąd też słowa Żwiru dotknęły go wyjątkowo mocno. Przynajmniej miał tyle z tego, że umiał trzymać nerwy na wodzy. Jednak nie zamierzał pozostawić tego bez echa.
- Myślę, że jakbym się na ciebie rzucił, to już leżałbyś martwy. - odciął się.
Nie planował się bić. No, sam uważał siebie za pacyfistę i zwolennika słowa. Jednak to nie znaczy, że nie potrafiłby podnieść łapy. Mało tego, bronić swojego honoru należy zawsze, nawet kiedy słowa nic nie dadzą. Na razie musiał czekać na odpowiedź kocura. Dla niego, atmosfera znacznie się napięła. Nie wiedział czego może się spodziewać, dlatego obrócił się do nieznajomego tak, aby móc od razu się obronić, jeśli ten miał gorsze panowanie nad sobą niż on. Był gotowy na wszystko - na potyczkę słowną i na walkę na śmierć i życie.
What'chalookin'at,𝖇𝖆𝖇𝖞 Isa𝖒𝖔𝖙𝖍𝖊𝖗𝖑𝖔𝖛𝖎𝖓'legendinthemaking Fortherestofyour𝖑𝖎𝖋𝖊,I'llbe《 there 》 I'llbe𝖘𝖙𝖚𝖈𝖐inyourʜᴇᴀᴅliketherootsofyourhair
Słysząc tak mocne słowa podniósł głowę wyżej i odwrócił ją w stronę nieznajomeego. Jeden i drugi był wysoki, Jeden i drugi miał na pewno wiele do zaoferowania w kwestii walki. Jednak czy chciał to sprawdzać? - Nie musisz mi grozić. Ani się nie boję, ani nie chcę walczyć. - Stał i wpatrywał się w oczy kremowego, szukając odpowiedzi w jego oczach, bo te były taflą i zwierciadłem wnętrza kota.
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Przerażająco wysoki. Kremowe futro i tygrysie pręgi. Zielone, (oceniające!) oczy.
Spokojny i poważny. Raz na jakiś czas rzuci kąśliwym komentarzem, jednak to już nie ta młoda krew, co kiedyś. Wciąż bywa lekko zarozumiały.
Z każdą chwilą Promyk irytował się coraz bardziej. Chociaż tak naprawdę nie było o co. Jedyne co mógł, to żałować, że nie odpuścił sobie wcześniej i nie pozwolił obcemu iść, gdzie pieprz rośnie. Teraz jednak czuł, że nie może od tak sobie pójść. Jego słowo musiało być ostatnie!
- To nie była groźba. - odparł. Chociaż pewnie oboje zdawali sobie sprawę, że trochę była. - Po prostu postawa "nie boję się, ale też nie walczę" za daleko cię nie poniesie.
Te słowa były o tyle śmieszne, że Promienny Horyzont miał takie same podejście. Trafił na kogoś takiego jak on sam i nagle mu coś nie pasowało. Wiele to o nim mówi.
- I jak ktoś ci daje rady to nawet jeśli masz je gdzieś, wypada podziękować i iść dalej. - rzucił kwaśno, jak na starego dziada przystało.
What'chalookin'at,𝖇𝖆𝖇𝖞 Isa𝖒𝖔𝖙𝖍𝖊𝖗𝖑𝖔𝖛𝖎𝖓'legendinthemaking Fortherestofyour𝖑𝖎𝖋𝖊,I'llbe《 there 》 I'llbe𝖘𝖙𝖚𝖈𝖐inyourʜᴇᴀᴅliketherootsofyourhair
Zmarszczył brwi. Zaczynało go to denerwować. - A to skąd wywnioskowałeś? - Spytał nieco podirytowany i trochę było to słychać.- Jakbyś się na mnie rzucił, to oczywiście, że bym walczył. A że tego nie robisz, to mówię, że nie ma sensu - bo nie chcę walczyć. Nie widzę powodu. - Odwrócił w końcu całe ciało. - Jak nie prosilem o rady to nie będę za nie dziękować. - Ale iść dalej faktycznie pójdzie. Odwrócił się nareszcie i poszedł przed siebie.
//zt
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Przerażająco wysoki. Kremowe futro i tygrysie pręgi. Zielone, (oceniające!) oczy.
Spokojny i poważny. Raz na jakiś czas rzuci kąśliwym komentarzem, jednak to już nie ta młoda krew, co kiedyś. Wciąż bywa lekko zarozumiały.
Promyk przewrócił oczami na słowa nieznajomego. Ani trochę go nie zrozumiał, był zwyczajnie głupi. To, że on sam zachowywał się niezrozumiale i gadał starając się być super poważnym i superdoświadczonym, kiedy sytuacja tego nie wymagała, to już inna sprawa. Jednak Promienny Horyzont nigdy nie weźmie swoich błędów pod uwagę, więc chwilę tak stał z uniesioną głową i patrzył jak obcy się oddala.
Tego czego kremowy kocur nie chciał przed sobą przyznać, było to, że cała ta scena była nie tyle co niepotrzebna, ale także żenująca dla obu kocurów. Dlatego tak stał, dość długo zresztą, i wpatrywał się w pustą przestrzeń. Przyszła do niego myśl, że chyba zaczął dziadzieć. Niedobrze. Musiał coś ze sobą zrobić, bo to całe samotnictwo nie działało na niego najlepiej.
//zt
What'chalookin'at,𝖇𝖆𝖇𝖞 Isa𝖒𝖔𝖙𝖍𝖊𝖗𝖑𝖔𝖛𝖎𝖓'legendinthemaking Fortherestofyour𝖑𝖎𝖋𝖊,I'llbe《 there 》 I'llbe𝖘𝖙𝖚𝖈𝖐inyourʜᴇᴀᴅliketherootsofyourhair
Księżyce: 58 Mistrz: Łom Płeć: kocur Matka: nie pamięta Ojciec: nie pamięta
Czarny, rasowy kot sfinks - oto kim jest Lucyfer. Szczupła i smukła sylwetka to sama skóra, na której z trudem doszukać się można drobnego, ciemnego meszku. W największych ilościach ciemny meszek osadził się nad nosem. Zaznaczyć można jeszcze, że jest posiadaczem sporych uszu i złotych, w kształcie migdała oczu. Najważniejszym elementem wizerunku Lucyfera są jego ubranka. Kocur niemal zawsze w jakieś zostaje ubrany i to właśnie po owych szatach stał się zwyczajnie rozpoznawalny.
Będąc kotem drobnym trzeba siły szukać w czymś zupełnie innym. Stąd też u Lucyfera rozwinęła się umiejętność rozmowy. Błaha umiejętność, a ułatwiająca nie jedną sytuację. Odczytywanie innych było czymś nad czym pracował sporo czasu, potem dopieszczał wszystko odpowiednimi słowami i ładną gadką. Emocje trzyma na wodzy, przynajmniej do czasu. Bywają momenty, w których daje się ponosić. Nie jest typem samotnika, preferuje towarzystwo, które rzecz jasna ma go szanować. Nie jest w końcu byle kim - uważa się za kota mądrego i rozsądnego, którego należy słuchać. Stąd też jego trudność do zaakceptowania faktu, iż ktoś mógłby mieć inne zdanie na dany temat. Jeśli coś takiego już się zdarza - ten ktoś jest głupcem. Proste.
Kolejny raz, gdy jego ludzie zabrali go w jakieś miejsce. Oni sobie siedzieli w budynku, a go puścili samopas. Cóż... no znali już swojego kota na tyle, że nie spodziewali się, iż gdziekolwiek by uciekł. Nie wiedzieli jednak jaki był powód, że tak pilnował się osiedla. W końcu nie mieli nawet jak się dowiedzieć, iż ich pieszczoszek to członek osiedlowego gangu.
Odziany w zieloną bluzę, dreptał wzdłuż drzew, zaglądając do pojedynczych norek... może znajdzie coś wartościowego.