Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Pleśń wypluła z pyska włochatą kończynę martwego kocura, ale ja nie zamierzałem tego robić dopóty, dopóki nie wciągnę truchła do Grzmiącej Rzeki. Przepłynąłem nawet z nim kawałek, żeby upewnić się, że prąd poniesie ciało. Potem cały przemoczony wyszedłem na brzeg, przechodząc obok pijącej kocicy i skupiłem się na suszeniu i wyciąganiu wody z długiego futra. Pleśń nie byłaby sobą, gdyby nie zapytała, ale nie przeszkadzało mi to. Wiedziałem, że jest to znak tego, że ma rozum, który pokazywał się co jakiś czas w rozmowach ze mną i nie tylko. Była jednym z niewielu kotów, które uznawałem za myślące oraz bystre. Chciała do mnie podejść już wcześniej, ale postanowiłem sam zaciągnąć ciało do rzeki i teraz siedziałem już na brzegu, patrząc na nią przez chwilę spode łba, później uniosłem głowę znad łapy i odpowiedziałem jej po chwili milczenia:
- Sądzę, że są na to szanse. Zależy czy w ogóle znajdą to ciało. Być może nie będzie jedyne. Co o tym sądzisz? - Spojrzałem na nią nonszalancko, a moje złociste ślepia błysnęły w promieniach zachodzącego słońca, do którego skierowałem po paru uderzeniach serca pysk. Kocica słusznie zauważyła, że zgnilizna może sprawić im niemały problem, co skwitowałem jedynie błyskiem w oku i lekkim uniesieniem kącików pyska.
- Mhmmm... Postarajmy się, żeby któraś z opcji weszła w życie - mruknąłem cicho pod nosem, ale na tyle głośno, aby mój głos dotarł do jej uszu. Mój długi, kudłaty ogon zawirował w powietrzu, a końcówka nonszalancko opadła.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Pospolicie przeciętna, swoje imię zawdzięcza wyblakłemu, szylkretowemu umaszczeniu. Szare futro przeplatają mniejsze lub większe jasnorude plamy, cętki i prześwity, nadając mu nieregularnej, pozbawionej ładu mozaiki. Jedne z większych osłaniają prawy policzek i podbródek, reszta stanowi chaos. Budowa ciała krępa, wzrost średni. Sprytne ślepia barwi zielony, wręcz groszkowy odcień. Ma naderwany koniuszek lewego ucha. Oprócz tego posiada wyjątkowo żółte uzębienie, mimo młodego wieku, co potwierdza przypadłość paskudnego oddechu. W dodatku roznosi pchły, ale już dawno przestała się tym przejmować.
Silna i niezależna kocica, czy jakoś tak. Wolny, beztroski duch, któremu nie straszna samotność, walka, przygoda czy brud. Nie dba o nic, od zasad po własne futro, krnąbrna, rubaszna, a jeśli złośliwa, to tylko dla czystej przyjemności. Nie przemawiają przez nią żadne głębsze wartości, żyje z dnia na dzień, by przetrwać i nieco się przy tym zabawić. Słynie z lekkomyślnych decyzji i dziarskiego podejścia do życia, jednak nie ma złych intencji: dba tylko o własny ogon. W przeciwieństwie do klanowych kotków, za wszelką cenę unika podporządkowania komukolwiek.
Spieniona Łapa, Sasanka
Chmielograb poradził sobie z taszczeniem zwłok bez najmniejszego problemu, jakby niósł właśnie byle worek ziemniaków, wpływając do rzeki, na co Pleśń chcąc nie chcąc wybałuszyła gały. Lubiła wilgoć i błoto, ale... bez przesady. Potem kocur posłał swój prezent wraz z nurtem i buziaczkiem ku włościom Klanu Rzeki, chyba z siebie zadowolony. Nie miała pojęcia o aktualnej lokacji Klanów, dlatego zarejestrowała w móżdżku, by podążać w górę Grzmiącej Rzeki, jeśli zechce niebawem złożyć tym kupom futra wizytę. Wypadałoby - Pora Zielonych Liści była już na półmetku, a miasto cuchnęło bardziej, niż zwykle. Do tego stopnia, że smak czystej, orzeźwiającej wody wprowadził ją w stan nostalgii, podobnie jak mokre ciało wychodzącego na brzeg Chmielograbu. Mimo że przypominał jej wówczas pewnego beżowego mopa, którego osobiście podtapiała w płyciźnie Słonej Wody, to przylegające, bure futro świetnie wyeksponowało szczegóły jego sylwetki, definitywnie wpadając w gusta Pleśni. Nie, żeby szczególnie ją to obchodziło, NOALE. Świetnie się spisał, rozszarpując tamtemu gardło, a na dodatek plotki okazały się prawdą i te rybojady faktycznie miały pływanie we krwi! Czym jeszcze ją zaskoczy?
- Czemu nie? Chociaż wolałabym upolować sobie coś do żarcia, zamiast użerać z kolejnymi kretynami. Najpierw lis, potem ten dureń, zero zwierzyny! - żachnęła z niezadowoleniem, pociągając ostatni łyk, który swoją drogą zagłuszył zrzędliwe burczenie pustego brzucha.
- Ale trening mi się przyda, fakt. Tylko patrzeć, aż stare kości zaczną skrzypieć pod futrem. - zaskrzeczała, drgając z rozbawieniem wąsami, kiedy przypomniała sobie o tych wszystkich akrobacjach i kilku straconych kłakach. Cała trójka przez większość pojedynku młóciła powietrze, zamiast faktycznie prać się po mordach, co musiało wyglądać komicznie z boku. - A cokolwiek ciekawego znajdę po drodze, poślę wraz z nurtem. Twoi przyjaciele będą zachwyceni. - zagwarantowała, muskając przemoczone futro Chmielograba szylkretowym ogonem i czekając na ewentualne instrukcje. Wracają? Kontynuują tutaj? Pleśni wszystko jedno.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Woda ściekała jeszcze z mojego wilgotnego futra, ale czułem się już zdecydowanie bardziej suchy, niż chwilę wcześniej. Wyczesywanie futra z wody i siedzenie w promieniach słońca skutecznie pomagało pozbyć się wilgoci. Pleśni przydałaby się kąpiel i przez myśl przemknął mi pomysł wrzucenia również jej do rzeki, ale ostatecznie darowałem sobie szarpanie się z nią. Musiałem zaoszczędzić siły na złowienie posiłku. Być może po nim przytrzymam ją w Grzmiącej Wodzie. Chociaż czy wtedy nie uległbym pokusie utopienia jej? Rzadko kiedy odczuwałem jakiekolwiek pokusy, jednakże wolałem nie zakładać niczego z góry, a Pleśń była mi potrzebna. Poza tym, stanowiła dobre towarzystwo, pomimo nieprzyjemnej woni, która drażniła mój wrażliwy nos.
- W takim razie wracajmy polować - powiedziałem, po czym wstałem i ruszyłem z powrotem na dorodniejsze ziemie. W drodze w głównie milczałem, skupiony na rozmyślaniu o posunięciach i o tym, na co wpadliśmy.
- Proponuję skupić się później na wyłapywaniu jakichś słabych klanowych ogniw, terminatorów oraz młodzików, by później puścić ich ciała wraz z nurtem - powiedziałem. Skupiłem spojrzenie na mojej biało-kremowej towarzyszce, gdyby miała jeszcze coś do dodania. Niedługo znowu się rozdzielimy, aby zapolować.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Pospolicie przeciętna, swoje imię zawdzięcza wyblakłemu, szylkretowemu umaszczeniu. Szare futro przeplatają mniejsze lub większe jasnorude plamy, cętki i prześwity, nadając mu nieregularnej, pozbawionej ładu mozaiki. Jedne z większych osłaniają prawy policzek i podbródek, reszta stanowi chaos. Budowa ciała krępa, wzrost średni. Sprytne ślepia barwi zielony, wręcz groszkowy odcień. Ma naderwany koniuszek lewego ucha. Oprócz tego posiada wyjątkowo żółte uzębienie, mimo młodego wieku, co potwierdza przypadłość paskudnego oddechu. W dodatku roznosi pchły, ale już dawno przestała się tym przejmować.
Silna i niezależna kocica, czy jakoś tak. Wolny, beztroski duch, któremu nie straszna samotność, walka, przygoda czy brud. Nie dba o nic, od zasad po własne futro, krnąbrna, rubaszna, a jeśli złośliwa, to tylko dla czystej przyjemności. Nie przemawiają przez nią żadne głębsze wartości, żyje z dnia na dzień, by przetrwać i nieco się przy tym zabawić. Słynie z lekkomyślnych decyzji i dziarskiego podejścia do życia, jednak nie ma złych intencji: dba tylko o własny ogon. W przeciwieństwie do klanowych kotków, za wszelką cenę unika podporządkowania komukolwiek.
Spieniona Łapa, Sasanka
Jakoś nie widziała siebie w roli zapalonego ścigacza głupich klanowych kotków, które mimo zerowej tężyzny fizycznej i zakazom dorosłych opuszczają klanowe ziemie, dlatego wzruszyła postronnie barkami. Aż tak jej nie zależało, skoro w planach Chmielograbu nie miała ani czynnego udziału, ani biznesu. Niemniej, jeśli los zgotuje Pleśni wdepnięcie w podobną fekalię jak Tornado, nie będzie miało znaczenia, czy imię kończy mu się na Łapa, Pysk lub inne Czoło, bowiem w ramach koleżeńskiej przysługi zamierzała posłać jego truchło w dół rzeki. Wystarczyło, że Klanowicze ostatnio zabawili się w konfiskatorów, a kocica mogła jedynie wyobrazić sobie, jaką frustrację zasiali w sercach rdzennych mieszkańców tych przepięknych terenów. Nie była jednym z nich, owszem, sprawa jej nie dotyczy... ale nawet nie drgnie wąsem, by bronić słabeuszy przed chłodną zemstą wygnańca. Cokolwiek złego czyhało w rogu, choćby w ciele mordercy albo innego gwałciciela, zasługiwali na to. Przynajmniej według szylkretowej włóczęgi lawirującej w szarych strefie moralności.
Kiedy wrócili z powrotem do okolicy Małego Grądu, muł Grzmiącej Rzeki zdążył zaschnąć na pstrokatym futrze, a orzeźwiające łyki wody przemienić w nową energię do spożytkowania. Oczywiście, nie mogły równać się ze smakiem świeżej zdobyczy, dzięki czemu nie straciła ani grama motywacji.
Skinęła Chmielograbowi głową, oblizując wargi i tym razem wybierając się na wskroś zagajnika, prosto do centrum. Po przechodzącym nieopodal lisie nie było już śladu, toteż zwierzyna powinna się już pojawić. Kucnęła blisko leśnego podszycia, przybierając postawę łowiecką, by bezszelestnie poruszać się między łodygami paproci oraz źdźbłami wysokiej trawy, uważnie stawiając kroki na stabilnym, cichym gruncie. Z racji rzadkiego zalesienia postarała się tropić pod wiatr, łypiąc wokoło groszkowymi ślepiami za śladem potencjalnej ofiary.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Reakcja Pleśni była aż nazbyt obojętna. Moja propozycja nie znalazła się w kręgu jej zainteresowania, co sprawiło, że odczułem niewielkie ukłucie zawodu, bowiem sądziłem, że Pleśń jest jednym z najbardziej przydatnych mi kotów. Narzędzia były użyteczne do momentu, w którym się nie psuły, a dodatkowo nie powinny sprzeciwiać się temu, kto ich używa. Tymczasem w zachowaniu Pleśni brakowało mi poplecznictwa i jej w miarę dobre towarzystwo nie wystarczało mi w tej relacji. Wymagałem od niej znacznie więcej, ponieważ wcześniej zdołała dowieść swojej wartości. W tym momencie zrobiła się praktycznie bezużyteczna, dlatego następnym razem nie zamierzałem jej ratować. Nie pokazałem swojego niezadowolenia na zewnątrz, a jedynie ruszyłem dalej polować i w pewnym momencie rozdzieliliśmy się.
Przemierzałem chyłkiem trawy dookoła mnie, a wiatr dmuchał mi w pysk. Ogon trzymałem na równi z głową oraz grzbietem, żeby nie stał tak, jak zwykle. Spojrzeniem wertowałem ziemie w pobliżu w poszukiwaniu zwierzyny, albo jej śladów. Korzystałem również ze wzroku oraz węchu, a od czasu do czasu spoglądałem pod łapy i uważałem na śmieci. Przydałoby się coś upolować.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Może zwykły pech albo złe miejsce, któż to wie, ale Pleśń nie znalazła tego co chciała. Co prawda oddaliła się trochę od miejsca walki, lecz chyba zwierzyna jak na złość pochowała się przed samotniczką. W powietrzu nie mogła wyczuć żadnego zapachu zwierzyny oraz przeciwnika, można powiedzieć było pusto. To samo tyczyło się dźwięków, było cicho jak makiem zasiał. Kocica znalazła po prostu słodkie nic.
Pleśń: lvl: 2 | S: 10 | Zr: 5 | Sz: 5 | Zm: 3 | HP: 60/65 | W: 35/45 [Prz: 1/1]
■ Rana 0. stopnia ▷ wyrwany kawałek sierści z czubka głowy
■ Rana 0. stopnia ▷ wyrwany kawałek sierści z gardła
Chmielograb i Pleśń jak widać mieli podobne szczęście. Kocur rzeczywiście nie polował dokładnie tam gdzie walczyli, ale widać zwierzyna pochowała się tak czy siak. W powietrzu nie było żadnego nowego zapachu, a jedyne co mógł usłyszeć to lekki szum traw kołyszących się na wietrze. Może to zwykły pech albo rzeczywiście zwierzyna pochowała się przez te krzyki i woń krwi w powietrzu, kto to wie. Ale na razie Chmielograb mógł rozkoszować się niczym.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Stawiałem ostrożne, czujne kroki pomiędzy kępami trawy, która porastała okolicę. Od czasu do czasu musiałem wyminąć jakąś większą gałąź, czy kamień, a także pnie drzew rosnących wzdłuż grądu. Pilnowałem gdzie stawiam kroki, żeby czasem nie spłoszyć żadnego stworzenia, na które mógłbym zapolować, ale czas mijał, a mimo tego wciąż nie znalazłem żadnego tropu oraz nie poczułem zapachu świadczącego o bytności jakiegoś zwierzęcia w pobliżu. Pustka. Jedynie liście cicho szumiały w koronach drzew. Sprawdziłem, czy aby na pewno wiatr wieje mi w pysk, ale okazało się, że wcale pomyłkowo nie przestałem pod niego iść. Zwyczajnie los mi nie sprzyjał. W związku z tym postanowiłem odbić nieco w stronę wschodzącego słońca i tam poszukać czegoś, co mógłby złowić. Rozglądałem się uważnie idąc chyłkiem i pilnując, aby wiatr wiał mi w pysk. Wytężałem wszystkie zmysły w poszukiwaniu zwierzyny z myślą, że niedługo powinienem się na coś natknąć. Ewentualnie walka z samotnikiem przegoniła wszelką zwierzynę z okolicy i tyle będzie z mojego polowania.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Pospolicie przeciętna, swoje imię zawdzięcza wyblakłemu, szylkretowemu umaszczeniu. Szare futro przeplatają mniejsze lub większe jasnorude plamy, cętki i prześwity, nadając mu nieregularnej, pozbawionej ładu mozaiki. Jedne z większych osłaniają prawy policzek i podbródek, reszta stanowi chaos. Budowa ciała krępa, wzrost średni. Sprytne ślepia barwi zielony, wręcz groszkowy odcień. Ma naderwany koniuszek lewego ucha. Oprócz tego posiada wyjątkowo żółte uzębienie, mimo młodego wieku, co potwierdza przypadłość paskudnego oddechu. W dodatku roznosi pchły, ale już dawno przestała się tym przejmować.
Silna i niezależna kocica, czy jakoś tak. Wolny, beztroski duch, któremu nie straszna samotność, walka, przygoda czy brud. Nie dba o nic, od zasad po własne futro, krnąbrna, rubaszna, a jeśli złośliwa, to tylko dla czystej przyjemności. Nie przemawiają przez nią żadne głębsze wartości, żyje z dnia na dzień, by przetrwać i nieco się przy tym zabawić. Słynie z lekkomyślnych decyzji i dziarskiego podejścia do życia, jednak nie ma złych intencji: dba tylko o własny ogon. W przeciwieństwie do klanowych kotków, za wszelką cenę unika podporządkowania komukolwiek.
Spieniona Łapa, Sasanka
Zastygła na chwilę, marszcząc z niesmakiem pysk. Nic? Nic nie wypełni jej żołądka, a woda z rzeki, mimo walorów smakowych, to nadal zwykła woda. Wysunęła pazury, ledwo zagłuszając przekleństwo cisnące hucznie na wargi oraz spontaniczną ochotę rzucenia tej zabawy w piździec, by najeść się do syta pod jednym z około-miejskich śmietników jak w dorodnym bufecie. Ewentualnie zostanie jej gonienie szczurów, które różniły się od dzikich kuzynów zgubną brawurą tylko ułatwiającą wycieczkę do kociego brzucha.
Ale zamiast tego wyjątkowo stuliła po sobie pstrokate uszy, ze zdegustowaną miną powtarzając wcześniejsze czynności. Co to do, czyżby cały ten Mały Grąd był jakiś trefny? Może rzeczywiście należał do Tornada czy innego imbecyla, skoro do tej pory nie znalazła w nim śladów świeżej zwierzyny. Przycupnęła jeszcze niżej, przyjmując pozycję łowiecką i niuchaniem określając kierunek wiatru, aby skradać się mu naprzeciw, jednocześnie próbując wyłapać w nim jakąkolwiek nutkę przyszłej ofiary. Stąpała ostrożnie, by ukryć własną obecność do minimum, kontynuując łowy. Patrzcie, jakim jestem leśnym kotkiem, szypko, dejcie zdobycz, bo muszę wykarmić swój Klan Durniów albo nie wpuszczą mnie do domku.
Cóż, jak widać pech nadal prześladował Pleśń. Można powiedzieć, że nic się nie zmieniło. Nadal cisza, nadal żadnej woni w powietrzu - nic. Co tylko towarzyszyło kotce to ten nieustający lekki szum drzew, który również nie zmienił się od tamtej chwili. Tak to póki co nie było tu żadnej żywej duszy, czyżby serio zwierzyna wystraszyła się całego tego hałasu?
Pleśń: lvl: 2 | S: 10 | Zr: 5 | Sz: 5 | Zm: 3 | HP: 60/65 | W: 35/45 [Prz: 1/1]
■ Rana 0. stopnia ▷ wyrwany kawałek sierści z czubka głowy
■ Rana 0. stopnia ▷ wyrwany kawałek sierści z gardła
Taka sama sytuacja była u kocura. Chodził, chodził i chodził, a zwierzyny jak nie było tak nie ma. W powietrzu pustka, zaś do uszu samotnika mógł jedynie dostrzec lekki szum drzew, który tak, nie zmienił się od tamtej chwili. Widać Chmielograb tak samo jak Pleśń ma pecha, albo kto wie, może rzeczywiście zwierzyna pochowała się. Tylko dziwnie iż przeciwnicy także.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Szedłem dalej spokojnym i ostrożnym krokiem przemierzając grąd, na którym postanowiliśmy zapolować, jednakże areał zdawał się nam nie sprzyjać, a przynajmniej mi, ponieważ nie wiedziałem, jak polowanie wychodzi Pleśni. Pleśni, która wydała mi się po odmowie bezużyteczna. Na razie nie widziałem dla niej żadnego zastosowania, jednakże brałem pod uwagę zmianę jej użyteczności na jakiś inny dział. Na razie wisiała pomiędzy odpadkiem, a czymś, co może przydać się na później. Powiedzmy, że odłożyłem ją sobie na wszelki wypadek.
Okolica wciąż wydawała się opustoszała, więc postanowiłem zmienić nieco kierunek moich łowów i ruszyłem w przeciwną stronę, z której przyszliśmy, jednocześnie chciałem się jak najbardziej oddalić od miejsca walki. Kroczyłem na lekko ugiętych łapach, a ogon i głowę zrównałem z grzbietem. Bacznie stawiałem łapy, by nie nadepnąć na coś, co mogłoby przepłoszyć i tak nieliczną już zwierzynę. Oczywiście wiatr wiał mi w pysk, natomiast ja sam wszystkimi moimi zmysłami próbowałem odszukać trop zwierzyny.
Niestety i tym razem niczego nie mogłem znaleźć, więc postanowiłem oddalić się zdecydowanie dalej i zostawić Pleśń samą sobie. Skierowałem się w kierunku siedliska koni, gdzie żyło sporo soczystych myszy gotowych na to, abym na nie zapolował.
zt
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Pospolicie przeciętna, swoje imię zawdzięcza wyblakłemu, szylkretowemu umaszczeniu. Szare futro przeplatają mniejsze lub większe jasnorude plamy, cętki i prześwity, nadając mu nieregularnej, pozbawionej ładu mozaiki. Jedne z większych osłaniają prawy policzek i podbródek, reszta stanowi chaos. Budowa ciała krępa, wzrost średni. Sprytne ślepia barwi zielony, wręcz groszkowy odcień. Ma naderwany koniuszek lewego ucha. Oprócz tego posiada wyjątkowo żółte uzębienie, mimo młodego wieku, co potwierdza przypadłość paskudnego oddechu. W dodatku roznosi pchły, ale już dawno przestała się tym przejmować.
Silna i niezależna kocica, czy jakoś tak. Wolny, beztroski duch, któremu nie straszna samotność, walka, przygoda czy brud. Nie dba o nic, od zasad po własne futro, krnąbrna, rubaszna, a jeśli złośliwa, to tylko dla czystej przyjemności. Nie przemawiają przez nią żadne głębsze wartości, żyje z dnia na dzień, by przetrwać i nieco się przy tym zabawić. Słynie z lekkomyślnych decyzji i dziarskiego podejścia do życia, jednak nie ma złych intencji: dba tylko o własny ogon. W przeciwieństwie do klanowych kotków, za wszelką cenę unika podporządkowania komukolwiek.
Spieniona Łapa, Sasanka
- Na szczurze flaki! - zaklnęła po głębszej analizie otoczenia, gdy upewniła się, tak po kroćset, że cały Mały Grąd rzeczywiście świeci pustkami! Ileż można! Wyszczerzyła gniewnie zęby, prostując się tak gwałtownie, że aż zaskrzypiały jej kolana, gdy z oburzeniem splunęła między kępę traw. Było zadusić tego głupiego Tornado zanim zdążył spłoszyć całą zwierzynę w promieniu pięciu kilometrów, phi!
- Walić to! Wracam na obiad! Do miasta! - zawołała, by skrzekliwy głos rozległ się echem pośród drzew, nie zdając sobie sprawy, że Chmielograb strzelił foszka i już dawno sobie poszedł, bo Pleśń śmiała mu odmówić. To, że robiła ongiś za przewodnika, pchnięta głównie ciekawością oraz, co ciekawe, samotnością po utracie Sporysza, wcale nie znaczy, że stała się jego kotkiem na posyłki. Szylkretka robi zawsze to, co jej się żywnie podoba, spontanicznie zmieniając motywy, zachcianki oraz zleceniodawców, wówczas nawet sam Iwan nie mógł poszczycić się pełną kontrolą nad jej akcjami. Była zatem użyteczna w granicach własnego widzimisię. A jako, że była też brzydka, to Gburek nie zamierzał jej zbałamucić, zatem musiała obejść się ze smakiem.
Ech, może kiedyś mu przejdzie. Wzruszyła kościstymi barkami, maszerując z powrotem w stronę Osiedla, a dokładniej swojego ulubionego bufetu - otwartych kusząco kontenerów na tyłach smażalni. Nie musi wcale przymierać głodem jak kotki wojowniki, gdy łowy nie sprzyjają - rybie odpadki na wynos, to jest to!
Jest starsza. Grubsza, z burym futerkiem z rozmazaną plamą na plecach, pręgami, które im wyżej się pięły, tym były mniej widoczne oraz pręgami na pysku oraz ogonie w kolorze bliskim czerni. Pręgi na czole kotki układają się w literkę "M" oraz wyżej twoją pasy. Pomiędzy oczami oprócz wcześniej wymienionych pręg znajdują się także po trzy dłuższe pasy, jedne usadowione najwyżej dotykają dolnych powiek, zaś tamte dwie pną się aby złapać się nosa, jednak bez powodzenia. Uszy dość trójkątne, ogon długi i puszysty. Dodatkowo na pysku znajduje się jaśniejsza plama. Jej oczy są szaro-niebieskie, chociaż o wyraźniejszej barwie niż te kocięce. Nos, małżowina uszna oraz jej poduszki łap są w kolorze różowo-szarym. Chód kotki trochę się ustabilizował, jednak nadal trochę zbyt łagodnie chodzi. Ciągle źle na nich stawała, przez co mogą sprawiać wrażenie, jakby były trochę wykręcone.
Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że ukazało się że jej się nie da nic nauczyć. Coś może jej wyparować z głowy do końca dnia, jak czasem mogło się zdarzyć po treningach z Ciemniejącym Niebem. Bujająca w obłokach, choć coraz to mniej, miła, rozważna, jednak trudno jej się skupić i kogoś wysłuchać, przyjacielska, optymistka. Pełna wyobraźni oraz dziecinności, która często się zdarza, że staje ponad jej rozwagą. Teraz jednak jest samotna... i zatraca w sobie tą dziecinność. Ale może jeszcze kogoś tu spotka.
Ostrężynowa Łapa czuła się pasożytem dla Klanu Rzeki. Trening kotki szedł powolnie, nie umiała zbyt dobrze polować, przez co tylko żarła. I nie było jej z tym wesoło. Na prawdę, źle się z tym czuła. Dlatego też od paru dni przygotowywała swoją duszę na to, aby opuścić rodzinny Klan. Wymykała się codziennie z obozu i obmyślała, co zrobić i jak. Między innymi uczyła się polować. Ale czy to jej wychodziło to już inna sprawa. Chyba się nie nadawała.
Zaraz po treningu z Ciemniejącym Niebem kotka zamiast wrócić do obozu poszła w stronę Łanu Rzepaku. Przekraczając granicę Klanu Rzeki spojrzała tam ostatni raz, myśląc o tych kotach. Gdy już tam była zaczęło się ściemniać, jednak szła dalej. Skierowała się po jakimś czasie w lewo, tam, gdzie przesiadywał Klan Gromu. Zatrzymała się przy rzece na noc, po czym z samego rana ruszyła dalej. Przekroczyła Śliskie Skałki i niepostrzeżenie (miejmy nadzieję) przedarła się między terenami Klanu a rzeką, tą samą, która przepływa przez całe tereny jej rodzinnego Klanu. Później ponownie zakręciła, próbując oddalić się od Klanowych terenów. Nie chciała tej nocy wracać na tereny Klanu Rzeki i będzie tak przez najbliższy czas. Tu, pomiędzy drzewami postanowiła pozostać. I spróbować zapolować, bo od czasu przed wyjściem na trening nic nie jadła. Nie uczyła się tak na prawdę polować, jednak zaobserwowała lub wyczuła co nieco. Że nie może tupać oraz ma iść tak, aby nic jej nie wyczuło. I czasem patrzeć pod łapy, bo ona ze swoją objętością mogłaby złapać jakąś gałązkę z takim odgłosem, że wystraszyłaby Świetlikową Gwiazdę. Krażyła i próbowała coś złapać. Pod koniec dnia w pysku niosła dwie myszy oraz wspomnienie wiewiórki, nornicy i innej myszy, które jej zwiały. Obserwowała tereny wokół niej. Przydałoby się zrobić jakieś schronienie i dowiedzenie się czy ktoś tu nie mieszka. Nie będzie przecież spała na środku jakieś polany czy czegoś.
Zjadła myszy ze smakiem po czym zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu schronienia.
//chyba zt ale nie wiem :x bo teraz będę prawdopodobnie zakładać temat a tutaj nikogo się nie spodziewam, ale jeśli ktoś chce - fell free to go.
<table><td></td>
<td><p align="center">I leftthe...,countryforthe.,..c i t y thought IwassmartbutIwassilly I should'veknownI'd getintroublebeingso green I've..lived..my..life..and..I'm..only,..eighteen</p></td></table>
Aparycja Mrówki nie zmieniła się szczególnie. Wciąż jest proporcjonalnie zbudowanym kurdupelkiem, a jej futro pozostało mozaiką rudych i czarnych plam, z kilkoma białymi wyjątkami jak drobna plama na brodzie. Miękkie rysy pyszczka i okrągłe, zielone oczy nadają jej nadal dziecięcego uroku, jednak niewielkie blizny i utrata wagi zdradzają wiele księżyców samotnej wędrówki. Drobne mięśnie pozostały dość dobrze widoczne, a górny, lewy kieł wciąż niesfornie wystaje z jej mordki. Zwykle zwichrzone futerko zdaje się być bardziej zadbane niż przed opuszczeniem Klanu.
Cóż można powiedzieć o małej szylkretce? Podczas swojej wędrówki na pewno dojrzała, przestała tak łatwo się irytować i obrażać (choć od czasu do czasu wciąż fuknie podenerwowana, albo wywróci oczami), jak i znalazła na nowo psychiczną równowagę, zachwianą po masowych śmierciach i odejściach bliskich. Na nowo można rozpoznać w niej tego ciekawskiego kociaka, który śmieje się często i pozostaje rozbrajająco szczery, wyrażając to nie zawsze w najmilszy dla odbiorcy sposób.
Żaba [KW]
Mrówcza Ścieżka stanęła na pokrytej kolorowym listowiem ziemi rozglądając się w okół siebie zaciekawiona, po raz pierwszy tak naprawdę znajdując się poza Terenami Gromu. No bo i zostało się tym Wojownikiem, a wraz z mianowaniem urwała się smycz Malinowych Chaszczy, która trzymała Mrówkę w okolicach Obozu. Nie można zarzucić przy tym niedoszłej medyczce braku inteligencji i sprytu, gdy zdecydowała się na pokazywanie swojej podopiecznej ziemi klanu kawałek po kawałku przez całe księżyce trwania treningu i trzymanie z dala od tych wciąż jeszcze wspólnie nieodkrytych. Gdyby nie to, impulsywny podlotek już dawno skończyłby zapewne wałęsając się po samotniczych rejonach, znudzony już znanymi widoczkami, a tak przynajmniej jak zdechnąć to z odpowiednią rangą i ilością gwiazdek koło imienia.
Przekręciła łeb w prawo, przekręciła łeb w lewo i zmarszczyła czarny nochal zerkając za siebie na Borowikową Polanę czując się, mimo braku fajerwerków, dzików i stada wściekłych samotników dziwnie podekscytowana.
//Mrówka
Chłodnywicherkrewprzenika Niebozrzucachmurnypłaszcz Słychać głosprzez mgłę,toskały Pną się tam, gdziebijeblask
Czarne, krótkie furo okrywające jej nieco wychudłe ciało nie jest ani przesadnie ulizane, ani rozczochrane. Gdzieniegdzie znajdzie się jakiś zwichrzony kosmyk. Mrówka nie przywiązuje dużej uwagi do swojego wyglądu, ale dba o to, żeby nie wyglądać jak ostatnia fleja. Włóczęgostwo i niedobór pożywienia odbił się na jej wyglądzie w postaci lekko wystających żeber. Wysoka, jak niemal każdy w jej rodzinie. Długie łapy ładnie współgrają z szczupłą sylwetką. Pod matce odziedziczyła długi, biczowaty ogon, a po prababce orzechowe ślepia i lekko zgarbiony nos. Na trójkątnym łbie znajdują się szpiczaste uszy.
Upartość nie zelżała, pomimo samotniczego życia. Stała się natomiast nieco spokojniejsza i nauczyła się cierpliwości. Uświadomiła sobie, że nie wszystko można dostać "już teraz natychmiast". Wszystko ma swoją cenę, a z dala od rodzinnego klanu pokrewieństwo z Gwiazdą nie ma żadnego znaczenia. Wszystko wymaga dodatkowych kroków i większego wysiłku. Dlatego stała się pracowita niczym jej robaczkowa imienniczka. Energię przekłada głównie na czyny, lubi działać zamiast spędzać czas na pogadankach. Uważa większość kotów za zwyczajnie głupie i niewarte choćby spojrzenia. Ukrywa się ze swoja pogardą tylko ze względu na sytuację w jakiej się znajduje. Jeden nieostrożny gest mógłby ją kosztować życie. Wydaje się opanowana, ale tak naprawdę gromadzi w sobie wszystkie negatywne emocje do momentu, aż czara się przeleje.
Mrówka natomiast nigdy nie doświadczyła życia na smyczy. Robiła co chciała odkąd pamięta. Niekoniecznie dobrze wpływało na kota, którego osobowość dopiero zaczyna nabierać odpowiednich kształtów. Nic nie powstrzymywało jej od tego, aby spędzić nic pod gołym niebem tuż przy granicy jednego z dwóch pobliskich klanów. Nic oprócz zdrowego rozsądku, który podpowiadał, że w taki sposób napytałaby sobie tyko biedy. Mogła natomiast przespacerować się tu. Być może zbliżenie się do ziem Klanu Rzeki pomoże w podjęciu decyzji. Wiedziała, że do rodzinnego domu był jeszcze kawałek, znajdowały się zupełnie po drugiej stronie leśnych terenów. Zbyt daleko, aby ryzykować taką podróż na chybił trafił i liczyć, że trafi. Musiała nieco zbadać teren. Wiedział już, że ziemie najbliżej płotu należały do Gromu i Cienia, ale który to który?
Spacerowała energicznym krokiem, sprawdzając jak daleko sięgają granice. Zwolniła, gdy wyczuła w pobliżu zapach innego kota. Raczej nie samotnika. Ustaliła kierunek źródła zapachu i tam się udała. - Jesteś z klanu? - odezwała się, gdy podeszła bliżej do pstrokatej. Głos czarnej był lekko zachrypnięty, jakby od dłuższego czasu nie odzywała się do nikogo. Tak też było, stroniła od czczych pogaduszek, dlatego od razu przeszła do konkretów. Żadne cześć, hej, dzień dobry, czy jak ci mija dzionek, tfu. Oceniła wzrokiem nieznajomą; niewiele starsza, drobna i niższa od niej samej. Nie wydawała się być zagrożeniem.
Aparycja Mrówki nie zmieniła się szczególnie. Wciąż jest proporcjonalnie zbudowanym kurdupelkiem, a jej futro pozostało mozaiką rudych i czarnych plam, z kilkoma białymi wyjątkami jak drobna plama na brodzie. Miękkie rysy pyszczka i okrągłe, zielone oczy nadają jej nadal dziecięcego uroku, jednak niewielkie blizny i utrata wagi zdradzają wiele księżyców samotnej wędrówki. Drobne mięśnie pozostały dość dobrze widoczne, a górny, lewy kieł wciąż niesfornie wystaje z jej mordki. Zwykle zwichrzone futerko zdaje się być bardziej zadbane niż przed opuszczeniem Klanu.
Cóż można powiedzieć o małej szylkretce? Podczas swojej wędrówki na pewno dojrzała, przestała tak łatwo się irytować i obrażać (choć od czasu do czasu wciąż fuknie podenerwowana, albo wywróci oczami), jak i znalazła na nowo psychiczną równowagę, zachwianą po masowych śmierciach i odejściach bliskich. Na nowo można rozpoznać w niej tego ciekawskiego kociaka, który śmieje się często i pozostaje rozbrajająco szczery, wyrażając to nie zawsze w najmilszy dla odbiorcy sposób.
Żaba [KW]
Co prawda tuptanie poza Ziemiami Klanu było już samo w sobie dość ekscytującym doznaniem, jednak wisienka na torcie miała dopiero się pojawić. Cichy szelest liści zaalarmował młodą Wojowniczkę o czyjejś obecności, tak więc spięła mięśnie i odwróciła się w stronę zbliżającego się powoli kota... a właściwie kotki i to dość młodej, jak udało jej się określić, bo mimo, że większa od Gromowej Mrówki, to jej postura była wciąż dość dziecięca. Brzydkie, niekolorowe futro przybyszki nie pachniało w żaden znajomy sposób, stało się więc szybko oczywistym, że nie należała do żadnego z Klanów, mimo że najwyraźniej o nich słyszała. - Huh... - odchrypnęła, chociaż w przeciwieństwie do młodszej kotki, owa chrypka towarzyszyła jej całe życie i nie miała nic wspólnego z tym jak długo używała, czy też nie, swojego narządu głosu. - Wyglądasz jak jakiś brzydki, wychudzony zając - stwierdziła marszcząc swój czarny jak smoła nos i przekrzywiła pysk przyglądając się zarysowanym pod futrem kościom. Czy wszyscy samotnicy byli podobni do tej przybyszki? - Oczywiście, że tak - uśmiechnęła się wesoło prężąc swoją wątłą pierś. - I to nie z jakiegoś byle jakiego, tylko Gromu. Normalnie zjadamy takie koty jak ty, ale z ciebie nic nie będzie... za chudaś - stwierdziła poważnym tonem, chodź był to dość ironiczny żart, przy tym przyglądając się kotce wciąż z lekkim uśmieszkiem. - I coś ty w ogóle za jedna?
Chłodnywicherkrewprzenika Niebozrzucachmurnypłaszcz Słychać głosprzez mgłę,toskały Pną się tam, gdziebijeblask