Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Wężowy Błysk miał pecha, ponieważ kotka dosyć często miewała problemy z dobrym wysłowieniem się w odpowiednio krótkim czasie, czasami potrzebując dłuższej chwili dla siebie by zastanowić się nad tym, co chciałaby przekazać rozmówcy. Mimowolnie z każdym mijającym biciem serca bała się, iż nieznajomy odejdzie, zostawiając ją z większą ilością pytań niż miała przed spotkaniem. Patrzyła na niego wciąż swoim niewinnym, lecz naiwnym w jednym wzrokiem, wyglądając co najwyżej jak zbite szczenię. Zamrugała skonfundowana na jego słowa i mimowolnie jej serce przyspieszyło na wieść o pożarze. Końcówka jej ogona zadrżała, a ona zachowała milczenie, słysząc że nikomu się nic nie stało. Przynajmniej tyle było dobrego w tej całej sytuacji.
Na następne jego słowa skuliła uszy, czując, że mimo swoich prób wciąż zabrzmiała żałośnie i jej strach o to, że liliowy kocur nie weźmie jej na poważnie się pogłębił. Może nie był to jeden z lepszych pomysłów jej matki, to prawda, ale mimowolnie Antylopę ciągnęło w stronę wolności jak każdego młodzika. - C-coś pewnie bym potrafiła, gdyby nastał taki czas. - odparła jeszcze ciszej bezskutecznie, nieważne jak bardzo chcąc zabrzmieć pewniejszą siebie, aniżeli była w tamtym momencie. Pewnie gdyby owy czas nastał, uderzałaby na ślepo przeciwnika ze swoją znikomą siłą w łapach. Czasami dostrzec mogła Kolczatkę podczas polowań i zastanawiała się, czy obrona siebie polegałaby na podobnej zasadzie.
Była ciekawa świata, może nawet gdyby nie dotarła do chociażby granic Klanu Wichru kiedykolwiek, mogłaby się z czasem wyzbyć strachu w sobie i pozostać przy krążeniu wokół znanych jej miejsc, czasem wyściubiając nos trochę dalej, aniżeli powinna. Czasem zdarzało jej się otrzeć o dwunogów, mimowolnie nie odrzucając im pomocy, zwłaszcza, iż nie zawsze udawało jej się znaleźć coś samej. Gdy stawało się groźniej, uciekała w ich schronienie, naiwnie tańcząc z linią swojego losu. Jak to mówią... głupi ma szczęście. A do niej zdawało się ono uśmiechać zbyt częściej, niż powinno.
Pstrokata spojrzała na niego lekko speszona, mimowolnie wciąż zaskoczona jego prośbą pomocy. Jeszcze bardziej zadziwiającym dla niej było, iż znalazła się tak blisko swojego celu, nawet niewiele o tym myśląc. Zdawało jej się zgubić, błądzić, aż trafiała w miejsca, których nie rozpoznawała na pierwszy rzut oka. Ugryzła się w język, zanim zdołała zapytać czy mówi poważnie, z jego poprzednich odpowiedzi wiedząc, że przybysz nie lubił zbędnej gadki i dopytywania się o wszystko. Skinęła mu głową, ale nie mogła powstrzymać wątpliwości w sobie. - Czy... oczekujesz czegoś w zamian? - miauknęła pytająco, wciąż cichszym głosem, wpatrując się w niego z pytającym wyrazem pyszczka. Powstrzymała się jeszcze przed przedstawieniem się, wyczekując odpowiedniego momentu. - O-oh i dziękuję. Nie chcę być... nieuprzejma. To naprawdę miłe. - dodała, nie chcąc wyjść na niewdzięcznicę, boleśnie przełykając suchość w swoim gardle.
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- Nie wątpię. Tyle, że nawet najlepszemu Wojownikowi może powinąć się łapa i tyle by z niego było - skrzywił się lekko. Nie chciał, by czasem no... zginęła jakoś głupio. Ale czasu nie cofną - była tutaj i już ryzykowała i tak. Teraz przynajmniej miała Węża na obronę w razie gdyby było bardzo, bardzo źle.
Nastał moment ciszy. Dla Węża nie wiele on znaczył - po prostu mógł w tym czasie sam zbierać myśli, choćby o tym czy dziś zapoluje, czy spotka na swojej drodze jakieś groźne zwierzę, czy może akurat wszystko będzie dobrze i wróci do obozu bez najmniejszego szwanku. W końcu znów się odezwała, z pytaniem czy czegoś chce w zamian. Wąż tylko puścił powietrze nosem, uśmiechając się pobłażliwie. - Możesz pozdrowić Szorstki Głos ode mnie, jeśli chcesz się jakkolwiek odpłacić - bo broń boże nie miał zamiaru zaciągać długów za coś takiego. Jeśli ktoś będzie chciał, w przyszłości po prostu wyciągnie do niego pomocną łapę i go wesprze w razie gdyby było to konieczne. Ale sam nigdy by nie prosił o nic w zamian za swoją pomoc. W końcu chciał być bohaterem, a taki powinien pomagać ot tak. I tego miał zamiar się trzymać. Zaraz uśmiechnął się do niej szerzej. - Nie trzeba dziękować. Lubię pomagać innym.
Mruknął luźno, wzruszając ramionami. On powinien dziękować, że się na pomoc zgodzi. Nie musiała w końcu, są sobie obcy i jeszcze przed momentem była przerażona Wężem. I kto wie, czy dalej się nie bała. W głowie jej nie siedział, ale przerywniki w postaci absolutnej ciszy podpowiadały mu, że w głowie kotki przelatuje miliard myśli nonstop. Nie przejmował się tym zbytnio. - Więc, chcesz iść? Czy wolisz tu jeszcze zostać? - uniósł lekko brew do góry. Nie zmusi jej, jeśli potrzebuje czasu to... go jej da. Bez najmniejszego problemu tak szczerze.
Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Pozwoliła swoim ledwo widocznym i zarysowanym mięśniom rozluźnić się i skinęła liliowemu kocurowi głową jakoby... w podzięce? Pstrokata miała mieszane uczucia, nie wiedząc, czy w jednej chwili nieznajomy nazywa ją głupią i naiwną, a w drugiej mówi, że i najlepszym mógłby się zdarzyć wypadek. Chyba była zbyt niedoświadczona w socjalizowanie się z innymi kotami, by dobrze odczytać intencje kryjące się za jego słowami.
Patrzyła na niego mimowolnie z jakimś szacunkiem w swoim wzroku, dostrzegając iż był on wyższym i lepiej zbudowanym od niej osobnikiem, poprzez co wnioskować mogła, że był starszy i zdecydowanie bardziej doświadczonym od niej samej, której wiedzę możnaby prędzej porównać do młodego kocięcia, co to dopiero miałoby rozpocząć nauki. Dostrzegła jego uśmiech, przez chwilę zastanawiając się czy może nie zrobiła czegoś nie tak, ale za chwilę pozwoliła intruzyjnym myślom uciec w dal, słysząc jego odpowiedź. Skinęła mu głową, pokazując, iż będzie o tym pamiętała. Nie była zdecydowanie typem kota, który wykorzystywałby innych dla swoich własnych korzyści. Wręcz przeciwnie, czasami jej serce mogłoby się wydawać zbyt dobrym i naiwnym na ten świat, który w głębi chował intrygi i tajemnice i czasem był mniej kolorowym i przyjaznym, niż Antylopie się wydawało. Skłoniła się z lekka, mimo wszystko w środku wciąż będąc wyuczoną odpowiednich manier, wiedząc, że nieładnie by wyszło, gdyby zdecydowała się nie podziękować i po prostu puścić to mimo uszu. - I od kogo będą kierowane pozdrowienia...? - odchrząknęła lekko, by móc odezwać się ciut głośniej i oddychając powoli, zastanawiając się nad swoimi dalszymi słowami. - Zrozumiem... jeśli wolisz by ta wiedza pozostała tajemnicą. - miauknęła, nie chcąc naciskać na liliowego w kwestii zdradzenia jej swojej tożsamości. Brzmiało to z lekka głupio, gdy pomyślała o tym bardziej, ale ostrożności nigdy za wiele. Może z owym Szorstkim Głosem mieli jakiś szyfr, który pozwoliłby na rozpoznanie siebie nawzajem, nie zdradzając niewtajemniczonym swoich prawdziwych osobowości. Na własną łapę uznała jednak, iż tym bardziej głupszym byłoby, gdyby sama zaczęła milczeć w tej kwestii i wybierając te najbardziej z ogarniętych szarych komórek, odezwała się ponownie. - Jestem... Antylopa. - dodała to już trochę ciszej, nie chcąc całemu lasowi zdradzać swojej tożsamości. Kto wie, może gdyby natrafiła za moment na mniej pomocnego przybysza, który podsłyszałby ich rozmowę, mogłaby mieć niezłą cenę wystawioną za swoją głowę. A tak przynajmniej mówiły jej te najbardziej przerażone myśli w jej głowie, nie będące zbyt racjonalnymi.
Skinęła mu od razu głową, wiedząc, że obiecała mu nie marnować jego czasu i wiedząc, że pewnie tak prędko ta wędrówka nie minie i stanęła na łapach, stawiając po chwili swój pierwszy niepewny krok w stronę kocura. - Myślę, że możemy iść. - było to jej pierwsze, poważniejsze i bardziej pewne siebie słowa, które padły z jej pyszczka i wymienione zostały pomiędzy dwójką orientali. Tak naprawdę nic więcej nie trzymało jej w tym miejscu, co najwyżej mogłaby tu ją spotkać albo wieczna samotność, albo pierwsze lepsze pożarcie przez kogoś większego. Wystarczająco czasu spędziła już krążąc i błądząc w błędnym kole podróży, a gorzej będzie, jeśli zacznie się niedługo ściemniać.
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Znów moment wyczekiwał odpowiedzi - po raz kolejny bez żadnego większego problemu. Przyzwyczajał się powoli do jej wolnego trawienia słów. Może to dobrze, że tak wolno odpowiada. Przynajmniej myśli i ma szansę się zastanowić nad tym czy Wąż czasem jej nie połknie w całości. Zamiaru nie miał, ale był obcy. A obcym zwykle się nie ufa. - Od Węża - o ile w ogóle Szorstki pamięta o Gromowym olbrzymie. Mógł dawno temu zapomnieć o jego istnieniu, co nawet nie byłoby dziwne. Przecież gadali ze sobą chyba jeszcze przed Zgromadzeniem. Przez moment panowała cisza, aż w końcu kotka znów zabrała głos. Cicho, cichusieńko. - Antylopa? To jakiś ptak?
Spytał wprost. No, tu po lesie nie biegają żadne antylopy... raczej. Ale skoro już słyszał o pająkach wielkich jak jego cały łeb, to teraz jakieś inne dziwne zwierzęta go nie zaskoczą. A może to po prostu zlepek różnych liter nie mających sensu? Też może być. - Skoro tak, chodź - zarządził, zaraz obracając się do niej tyłem i ruchem głowy zapraszając ją do wspólnej drogi. Skoro sama chciała iść, nie było po co tu zostawać. Podczas drogi i tak mogą gadać sobie ile im się tylko podoba.
Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Mimo to, pstrokata kotka przestała póki co widzieć w Wężu wroga, lub kogoś kto bezpośrednio mógłby zrobić jej krzywdę. Ze swoją naiwnością... gotowa była wierzyć, że każdy kot miał w sobie tą delikatniejszą stronę. Że nawet jeśli prezentował się wielkim i gniewnym, w środku serca miał to jedno miejsce, może dla konkretnego kota, może dla Klanu, lub też kogokolwiek innego. Każdemu zależało na czymś innym, jej samej główną myślą była myśl o rodzinie - tej jednocześnie tak bliskiej, a zarazem tak odległej. Obawiała się, że może nikt nie będzie kojarzył szylkretowej terminatorki, która zaginęła przecież tyle księżycy temu. Nie miała nawet pewności, czy Klan Wichru wygląda tak samo, jak wyglądał przed księżycami, tak, jak opowiadała Goździk. Bała się, niejedną noc spędzała drżąc w strachu i przerażeniu, że ten dzień plątania się będzie jej ostatnim. Nie miała siły w łapach, nie umiała walczyć za dobrze ale... coś w niej było. Słowa i opowieści o klanach fascynowały ją, gdzieś głęboko w środku pragnąc być częścią tego, tak jak kiedyś częścią tego była Goździkowa Łapa.
Skinęła Wężowi głową, w końcu poznając jego imię. Mimowolnie obrzuciła go wzrokiem, analizując znowu jego sylwetkę. Węże z reguły były chude, szybkie - w większości przypadków mogąc zdjąć przeciwnika w parę chwil. Kocur był jednak większy, masywniejszy niż typowy wąż w lesie. I no, był kotem, a to też zmieniało postać rzeczy. Przełknęła nerwowo ślinę, mając nadzieję, że jego imię nie będzie równało się z zachowaniem tych zwierząt na wolnym terenie.
Zapamiętała oba podane jej imiona, nie chcąc nie dotrzymać słowa orientalowi, czując, że miałaby za to niezłe wyrzuty. Pokiwała znów głową, jakoby chcąc upewnić liliowego, że istotnie, przekaże podane jej informacje i nie puści tego mimo uszu. Na kolejne jego słowa kącik jej pyszczka delikatnie uniósł się w uśmiechu i zdołała odwrócić w jego stronę głowę. - ...To takie...hmm... - zamruczała łagodnie, zastanawiając się, jak to ubrać w słowa, samej dokładnie nie wiedząc, jak owe antylopy wyglądały. Miała tylko zarys w głowie, przekazany przez Kolczatkę, która sama to imię zaproponowała. - Taka... sarenka...? Ale mniejsza. I z rogami na głowie. - dokończyła, samej próbując sobie zwierzę zwizualizować w myślach. Może kiedyś zdoła ujrzeć jedną z nich na żywo? Byłoby co najwyżej ciekawie. Nie wyobrażała sobie ich jednak jako coś gigantycznego, a bardziej jak zagranie na jej wyglądzie (i osobowości jednocześnie...) - długie łapy, chuda i potrafiąca szybko uciec przed możliwym zagrożeniem.
Przyśpieszyła lekko swój trucht, chcąc wyrównać swoje kroki z Wężem, pozwalając sobie być lekko bliżej, lecz zdecydowanie nie tak, by ocierać się o siebie nawzajem. Ot tak, by móc go słyszeć i widzieć, gdzie idzie. Rozluźniła lekko mięśnie, powracając do typowego dla siebie spędzania dnia, który spędzała na spacerach i błądzeniu. Teraz jednak miała wyznaczony cel, zaryzykowała zaufaniem liliowemu kocurowi, delikatnym płomykiem nadziei wierząc, iż wie gdzie powinien ją doprowadzić.
//zt x2
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
Na razie nie można wiele powiedzieć o tej kulce sierści, oprócz tego, że ma niebieskie, długowłose futerko, nie oznaczone żadnymi pręgami czy znaczeniami. Mimo młodego wieku jest puchata i okrągła, co może dawać wrażenie dodatkowych kilogramów, jednak niekoniecznie tak jest, nie jest nawet ciężka, przynajmniej na razie. Jej początkowo niebieskie oczka zaczęły odbarwiać się na blady, zielonkawy kolor. Średniej wielkości uszka, postawione zwykle na sztorc, dopełniają obrazu jej pełnego pyska, bez żadnej skazy, odchyłów od normy czy zdziwień. Ma krótkie i małe jeszcze, łapki, zaś ogonek nie jest na tyle długi, jak można było przypuszczać przy tak długich włosach. Czy coś ją odróżnia? Zupełnie nic, poza tym, to jeszcze kocię.
No nie, a co to za buc? Każdy chyba miał nadzieję, że kociaki unikną w swoich genach tej części z bardziej problematycznego rodzica. Nie wiadomo dlaczego, jednak potrafi być, podobnie jak ojciec, niemiła, nadęta i bezczelna. Zdaje się, że nie do końca rozumie, że zachowanie ojca nie powinna brać za przykład, zwłaszcza niegrzecznych odzywek. Na szczęście – nie zdarza się to notorycznie, a sama Szafran woli obserwować rozwój sytuacji i jedynie dolewać oliwy do ognia lub rzucić komentarzem – ponieważ otwartości po matce nie odziedziczyła. Nie rozumie uczuć innych, a przede wszystkim – nie obchodzą jej takie rzeczy. Skoro już się urodziła, to może najwyższy czas podbić ten świat, co?
Idąc z treningu ze Słonecznego Grzbietu poszła w stronę Borowikowe Polany, przystając na granicy z Terenami Niczyimi. Zamyśliła się na chwilę, po czym, wiedziona lekką ciekawością i pragnieniem adrenaliny, ze wstrzymanym oddechem przekroczyła granicę i znalazła się na Małym Grądzie. Rozejrzała się niepewnie, będąc w gotowości do ucieczki. Cóż, jeśli coś zabije ją tutaj, to będzie to dosyć żałosny koniec.
/zapraszam Medard
<center><table><td>≡ s<s>he</s> said the devil will want you back ≡<br> and you'll never find love in an o p e n hand<br>
<span class="Szafran1">shut your eyes so you see under</span><br> and know you'll always have this if you stay this ᴍαɴ</td><td> <img src="https://imgur.com/EdGKbh9.png" height=100></td> </table></center>
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Gdyby coś tu zabiło Szafranową Łapę, miałaby przynajmniej jednego świadka. Na pobliskim klonie drzemał ogromny czarny kocur, jednakże słysząc zbliżające się kroki, powoli otworzył ślepia i niczym ostrze wbił ich spojrzenie w sylwetkę terminatorki. Trwał nieruchomo, poruszając jedynie gałkami ocznymi, oceniając potencjalne zagrożenie. Ostatnim czasem w okolicy można było wyczuć psy, toteż spodziewał się pojawienia jakiegoś osobnika. Poczuł lekkie ukłucie zawodu, gdy jednak Szafran okazała się tylko kotem. Postanowił z nudów nieco nastraszyć młódkę. Zeskoczył tuż przed nią tak, że jeśli kotka natychmiast nie zareagowała, to z pewnością w niego wpadła, a następnie ziewnął potężnie, odsłaniając wielkie kły. Kiedy zamknął pysk, spojrzał z góry w oczy terminatorki obojętnym wzrokiem z nutą wrogości, lecz nie odezwał się ani słowem. Milczał, nawet nie westchnąwszy. Czy dostarczył jej już wystarczającą dawkę adrenaliny?
Na razie nie można wiele powiedzieć o tej kulce sierści, oprócz tego, że ma niebieskie, długowłose futerko, nie oznaczone żadnymi pręgami czy znaczeniami. Mimo młodego wieku jest puchata i okrągła, co może dawać wrażenie dodatkowych kilogramów, jednak niekoniecznie tak jest, nie jest nawet ciężka, przynajmniej na razie. Jej początkowo niebieskie oczka zaczęły odbarwiać się na blady, zielonkawy kolor. Średniej wielkości uszka, postawione zwykle na sztorc, dopełniają obrazu jej pełnego pyska, bez żadnej skazy, odchyłów od normy czy zdziwień. Ma krótkie i małe jeszcze, łapki, zaś ogonek nie jest na tyle długi, jak można było przypuszczać przy tak długich włosach. Czy coś ją odróżnia? Zupełnie nic, poza tym, to jeszcze kocię.
No nie, a co to za buc? Każdy chyba miał nadzieję, że kociaki unikną w swoich genach tej części z bardziej problematycznego rodzica. Nie wiadomo dlaczego, jednak potrafi być, podobnie jak ojciec, niemiła, nadęta i bezczelna. Zdaje się, że nie do końca rozumie, że zachowanie ojca nie powinna brać za przykład, zwłaszcza niegrzecznych odzywek. Na szczęście – nie zdarza się to notorycznie, a sama Szafran woli obserwować rozwój sytuacji i jedynie dolewać oliwy do ognia lub rzucić komentarzem – ponieważ otwartości po matce nie odziedziczyła. Nie rozumie uczuć innych, a przede wszystkim – nie obchodzą jej takie rzeczy. Skoro już się urodziła, to może najwyższy czas podbić ten świat, co?
Oj nie. Oj nie, przychodzenie tutaj to był absolutny błąd. Błąd, który pewnie przepłaci życiem. Co ona powie Szadzi? Och, w sumie wtedy już mu nic nie powie...
Krzyknęła - tak po prostu, najprościej, prosto z czeluści jej płuc, jak jeszcze nigdy przedtem i odskoczyła w tył, wysuwając pazury, przerażona. Nie umiała jeszcze walczyć. Na diabli się tu pchała? Obserwowała szeroko otwartymi oczami, jak ziewa, pokazując ogromne kły. Dopiero gdy zamknął pysk, zobaczyła, jak duży jest - jak wiele blizn i urazów jest na jego sierści i uszach. Zadrżała, jednak odetchnęła powolnie, uspokajając oddech. Jak umrzeć, to z godnością, prawda?
Patrzyła w oczekiwaniu, aż się na nią rzuci i rozszarpie. Stali tak dłuższą chwilę, a ona w końcu zmarszczyła pysk i zapytała: - N-nie zabijesz mnie?
<center><table><td>≡ s<s>he</s> said the devil will want you back ≡<br> and you'll never find love in an o p e n hand<br>
<span class="Szafran1">shut your eyes so you see under</span><br> and know you'll always have this if you stay this ᴍαɴ</td><td> <img src="https://imgur.com/EdGKbh9.png" height=100></td> </table></center>
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Choć ten krzyk z pewnością zabolał w uszy, szczególnie z tak małej odległości, to jednak Medard poczuł satysfakcję. Chciał wystraszyć i to zrobił, cel osiągnięty. Kiedy kotka odskoczyła, on całkowicie spokojnie usiadł i przypatrywał się jej, uszami nasłuchując dźwięków w okolicy. Nigdy nie wiadomo, kiedy jakiś zawszony kundel postanowi wrócić w te strony.
Na pytanie kotki, uniósł do góry brwi z pobłażaniem, a następnie zaśmiał się cicho, lecz chrapliwie.
- O ile nie zamienisz się w psa i nie zaczniesz szczekać. - Wychrypiał, a następnie na powrót wstał i zaczął powolnym krokiem zbliżać się w stronę terminatorki. - Chyba że już znudziło ci się życie. - Pochylił się i kłapnął zębiskami tuż obok szyi swojej "ofiary", ponownie cicho rechocząc. Kiedyś strach u innych na jego widok sprawiał mu ból, lecz teraz uznawał to nawet za całkiem zabawne. Skoro było to nieuniknione, to zamierzał z tego korzystać, choć w rzeczywistości nie miał interesu w zabijaniu kotów, o ile same się o to nie prosiły.
Na razie nie można wiele powiedzieć o tej kulce sierści, oprócz tego, że ma niebieskie, długowłose futerko, nie oznaczone żadnymi pręgami czy znaczeniami. Mimo młodego wieku jest puchata i okrągła, co może dawać wrażenie dodatkowych kilogramów, jednak niekoniecznie tak jest, nie jest nawet ciężka, przynajmniej na razie. Jej początkowo niebieskie oczka zaczęły odbarwiać się na blady, zielonkawy kolor. Średniej wielkości uszka, postawione zwykle na sztorc, dopełniają obrazu jej pełnego pyska, bez żadnej skazy, odchyłów od normy czy zdziwień. Ma krótkie i małe jeszcze, łapki, zaś ogonek nie jest na tyle długi, jak można było przypuszczać przy tak długich włosach. Czy coś ją odróżnia? Zupełnie nic, poza tym, to jeszcze kocię.
No nie, a co to za buc? Każdy chyba miał nadzieję, że kociaki unikną w swoich genach tej części z bardziej problematycznego rodzica. Nie wiadomo dlaczego, jednak potrafi być, podobnie jak ojciec, niemiła, nadęta i bezczelna. Zdaje się, że nie do końca rozumie, że zachowanie ojca nie powinna brać za przykład, zwłaszcza niegrzecznych odzywek. Na szczęście – nie zdarza się to notorycznie, a sama Szafran woli obserwować rozwój sytuacji i jedynie dolewać oliwy do ognia lub rzucić komentarzem – ponieważ otwartości po matce nie odziedziczyła. Nie rozumie uczuć innych, a przede wszystkim – nie obchodzą jej takie rzeczy. Skoro już się urodziła, to może najwyższy czas podbić ten świat, co?
Z niedowierzaniem patrzyła, jak towarzysz rozmowy siada spokojnie, jak gdyby nigdy nic. Co? Co się dzieje? To nie jest tak, że każdy samotnik chce rozszarpać klanowego kota? Gdy zaśmiał się, poczula dreszcz po grzbiecie. Nie podobało jej się to. Nie czuła się tu bezpiecznie (duh...) i miała ochotę wrócić w bezpieczne tereny Gromu. Jednak... jeszcze nie było najgorzej. Jeszcze żyła. - Wątpię, żebym tak potrafiła. - mruknęła z przekąsem, nie odwracając od niego wzroku ani na moment i również siadając - ostrożnie i w niewygodnej pozycji, aby w razie czego zacząć uciekać. Wątpiła jednak, że dałaby radę uciec daleko. Koleś wydawał się przeżyć naprawdę dużo i musiał mieć wprawę w polowaniu na takie wróbelki jak ona. - Życie nigdy mi się jakoś nie podobało, ale nie znaczy to, że chcę umRZEĆ!!! - mruknęła, jednak zapiszczała, gdy ten nagle kłapnął obok niej zębami. Była sparaliżowana - i naiwna, myśląc, że dałaby radę uciec. Nie potrafiła nawet się ruszyć, bojąc się, że odgryzie jej łeb.
Gdy jednak nic takiego się nie stało, z drżącym sercem przedstawiła się: - N-n-nazywam się S-szafranowa Łapa. - wydukała, sama nie wiedząc po co - może podświadomie miała nadzieję, że znając jej imię, będzie mu trudniej ją zabić?
<center><table><td>≡ s<s>he</s> said the devil will want you back ≡<br> and you'll never find love in an o p e n hand<br>
<span class="Szafran1">shut your eyes so you see under</span><br> and know you'll always have this if you stay this ᴍαɴ</td><td> <img src="https://imgur.com/EdGKbh9.png" height=100></td> </table></center>
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Kocur cofnął się o kilka kroków, by móc swobodnie skręcić w bok, nie zahaczając przy tym o kruszynę, jaką była dla niego Szafran. Następnie położył się na trawie niedaleko nowo poznanej osobniczki. Szafranowa Łapa... Czyli zaledwie terminatorka.
- Chyba jednak chcesz, skoro tu przyszłaś. Albo straciłaś węch. - Mruknął karcąco i poklepał ogonem ziemię na znak, że kotka może się rozluźnić i również gdzieś spocząć.
-Nazywam się Medard. - Przedstawił się. Uznał, że skoro niebieska klanowiczka zdradziła mu swoje imię, jej również się to należy. Pomimo rozmowy pozostawał czujny, wciąż nasłuchując okolicy i co jakiś czas zaciągając się powietrzem, aby sprawdzić zapachy. Może i miał już doświadczenie w walce z psami, jednak nie chciał, aby ponownie rozszarpano innego kota na jego oczach. Nawet jeśli to nieznajoma, to sumienie męczyłoby go później, że pozwolił jej umrzeć w zębach tych pchlarzy jak to było z Kefir.
Na razie nie można wiele powiedzieć o tej kulce sierści, oprócz tego, że ma niebieskie, długowłose futerko, nie oznaczone żadnymi pręgami czy znaczeniami. Mimo młodego wieku jest puchata i okrągła, co może dawać wrażenie dodatkowych kilogramów, jednak niekoniecznie tak jest, nie jest nawet ciężka, przynajmniej na razie. Jej początkowo niebieskie oczka zaczęły odbarwiać się na blady, zielonkawy kolor. Średniej wielkości uszka, postawione zwykle na sztorc, dopełniają obrazu jej pełnego pyska, bez żadnej skazy, odchyłów od normy czy zdziwień. Ma krótkie i małe jeszcze, łapki, zaś ogonek nie jest na tyle długi, jak można było przypuszczać przy tak długich włosach. Czy coś ją odróżnia? Zupełnie nic, poza tym, to jeszcze kocię.
No nie, a co to za buc? Każdy chyba miał nadzieję, że kociaki unikną w swoich genach tej części z bardziej problematycznego rodzica. Nie wiadomo dlaczego, jednak potrafi być, podobnie jak ojciec, niemiła, nadęta i bezczelna. Zdaje się, że nie do końca rozumie, że zachowanie ojca nie powinna brać za przykład, zwłaszcza niegrzecznych odzywek. Na szczęście – nie zdarza się to notorycznie, a sama Szafran woli obserwować rozwój sytuacji i jedynie dolewać oliwy do ognia lub rzucić komentarzem – ponieważ otwartości po matce nie odziedziczyła. Nie rozumie uczuć innych, a przede wszystkim – nie obchodzą jej takie rzeczy. Skoro już się urodziła, to może najwyższy czas podbić ten świat, co?
Speszyła się, słysząc jego słowa. Usiadła jednak niepewnie, wciąż na niego patrząc. - Wiedziałam że to głupie i nie powinnam tego robić. Ale nie mogłam tego nie zrobić - wymruczała z wahaniem, próbując wyjaśnić swój tok rozumowania - chociaż w trochę biedny sposób. Potrzebowała wyjść poza Klan, poza jego tereny, chciała wiedzieć, czy jest coś poza nim. Czy tylko opowiastki i legendy. I nie - nie mogła czekać do końca treningu. Była na to zbyt niecierpliwa. - Medard... - powtórzyła, zastanawiając się - Nigdy nie słyszałam podobnego imienia. Co ono znaczy? - zapytała, na chwilę zapominając, że towarzysz może być drapieżnikiem. Cóż, może przynajmniej dowie się czegoś przed śmiercią! A jeśli Medard nie zamierzał ją zabijać... to działało to tylko na korzyść Szafran - koleś był silny i jeśli coś zaatakowałoby terminatorkę, możliwe, że dzięki niemu nie umarłaby natychmiastowo.
<center><table><td>≡ s<s>he</s> said the devil will want you back ≡<br> and you'll never find love in an o p e n hand<br>
<span class="Szafran1">shut your eyes so you see under</span><br> and know you'll always have this if you stay this ᴍαɴ</td><td> <img src="https://imgur.com/EdGKbh9.png" height=100></td> </table></center>
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Na tłumaczenie kotki wywrócił oczami. Co prawda on też kiedyś był młody i głupi, ale przynajmniej miał przewagę w postaci rozmiaru, a ona? Ona powinna trzymać się z dala od niebezpieczeństwa.
- Mogłaś chociaż pójść do miejsca, gdzie nie śmierdzi psami.- Westchnął, a następnie zaczął myć wielką łapę. Zastrzygł uchem, słysząc niedaleko szmer. Jednak okazało się, że to tylko niewielki ptaszek szukał czegoś w starych liściach i po chwili odfrunął.
Pytanie kotki nie zdziwiło go w żadnym razie. Dla dzikich leśnych kotów musiało wydawać się bardzo dziwne, gdyż pewnie nie byli przyzwyczajeni do nazywania się od przedmiotów lub imion Dwunożnych.
- Hmm... Podobno siłę i odwagę. To imię Dwunożnych. Pewnie nazwali mnie tak, bo byłem największy. - Odparł obojętnie, wzruszając barkami. Terminatorka dopiero by się zdziwiła, słysząc imiona rodziców samotnika. Nawet dla niego wydawały się zbyt egzotyczne, a ich znaczenia nie znali nawet oni.
Mrugnął powoli, oddalając od siebie wspomnienia o kotach, których nazywano jego "rodziną".
Na razie nie można wiele powiedzieć o tej kulce sierści, oprócz tego, że ma niebieskie, długowłose futerko, nie oznaczone żadnymi pręgami czy znaczeniami. Mimo młodego wieku jest puchata i okrągła, co może dawać wrażenie dodatkowych kilogramów, jednak niekoniecznie tak jest, nie jest nawet ciężka, przynajmniej na razie. Jej początkowo niebieskie oczka zaczęły odbarwiać się na blady, zielonkawy kolor. Średniej wielkości uszka, postawione zwykle na sztorc, dopełniają obrazu jej pełnego pyska, bez żadnej skazy, odchyłów od normy czy zdziwień. Ma krótkie i małe jeszcze, łapki, zaś ogonek nie jest na tyle długi, jak można było przypuszczać przy tak długich włosach. Czy coś ją odróżnia? Zupełnie nic, poza tym, to jeszcze kocię.
No nie, a co to za buc? Każdy chyba miał nadzieję, że kociaki unikną w swoich genach tej części z bardziej problematycznego rodzica. Nie wiadomo dlaczego, jednak potrafi być, podobnie jak ojciec, niemiła, nadęta i bezczelna. Zdaje się, że nie do końca rozumie, że zachowanie ojca nie powinna brać za przykład, zwłaszcza niegrzecznych odzywek. Na szczęście – nie zdarza się to notorycznie, a sama Szafran woli obserwować rozwój sytuacji i jedynie dolewać oliwy do ognia lub rzucić komentarzem – ponieważ otwartości po matce nie odziedziczyła. Nie rozumie uczuć innych, a przede wszystkim – nie obchodzą jej takie rzeczy. Skoro już się urodziła, to może najwyższy czas podbić ten świat, co?
Jasne, że mogła. Nawet powinna. Powinna w sumie w ogóle nie ruszać się z granic, ale mimo wszystko stała tutaj, żywa, jeszcze, i rozmawiała z Medardem jak gdyby nigdy nic. Nie no, nie do końca jakby nigdy nic - w środku była absolutnie przerażona.
Podążyła za jego wzrokiem, również słysząc szmer i w cichy odczekiwali, co było jego źródłem - na szczęście nic, co mogłoby im zagrozić dlatego, jej wzrok powędrował z powrotem do kocura. - Czyli... byłeś u Dwunożnych. Uciekłeś? Cóż, nie dziwię się, że poradziłeś sobie jako samotnik. - powiedziała, mimowolnie zerkając na jego blizny. Te cechy dodawały mu grozy i powagi, jednak nie czuła, żeby był on... zły. Nie wyczuła w nim wrogości ani niechęci, chociaż pewnie nawet jakby coś takiego do niej żywił, to... cóż, Nawałnica nie miałaby już terminatora.
Przekręciła lekko łebek, widząc jego zamyślenie. - O czym myślisz? - zapytała cicho i nieśmiało, jakby bojąc się, że odpowiedź będzie dotyczyła skrócenia jej życia.
<center><table><td>≡ s<s>he</s> said the devil will want you back ≡<br> and you'll never find love in an o p e n hand<br>
<span class="Szafran1">shut your eyes so you see under</span><br> and know you'll always have this if you stay this ᴍαɴ</td><td> <img src="https://imgur.com/EdGKbh9.png" height=100></td> </table></center>
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Leniwie rozejrzał się po okolicy, lecz nie dostrzegając żadnego zagrożenia, wrócił wzrokiem do sylwetki kotki. Była bardzo ciekawska i gadatliwa jak na wystraszoną terminatorkę. Pomyślał, że może bardziej stresowała ją cisza niż rozmowa, w końcu on sam z siebie niczego nie mówił, a jedynie odpowiadał.
- Ciężko to nazwać ucieczką. Mój ostatni Dwunożny mnie nie ograniczał, więc traktowałem jego - jak to oni nazywają - dom jako legowisko na noc. Pewnego dnia po prostu się znudziłem i wyruszyłem w podróż. - Odparł w pełni obojętnie. Nie zamierzał mówić kotce takich szczegółów jak znajomość z Kefir i że to właśnie ona namówiła go na wspólną wędrówkę. Jeśli jednak terminatorka dalej będzie drążyć, to po prostu powie jej o Wilczym Szlaku i pozostałej dwójce.
- Właściwie to o niczym ważnym. - Mruknął i zaczął myć swój bark. Właśnie tyle dla niego znaczyła jego dawna rodzina - nic.