Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
Kręcił się po terenach, szukając przelotnych przygód, szczęścia, zwierzyny. Próbował teraz właśnie wytropić jakąś myszkę czy innego wróbelka, aby ponieść pod dom swoich państwa i tam rzucić pod balkonem, bo debile sami nie potrafili polować. Znaczy on też nie był w tym najlepszy, ale szanujmy się! Teraz szukał zwierzyny lub... czegokolwiek ciekawego.
pajk
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Nie był jedynym, który poszukiwał tu szczęścia, choć miał się o tym dopiero przekonać. Zroszona Pajęczyna miał wiele myśli, które zażarcie walczyły w jego umyśle odkąd zakończyła się ostatnia gromowa ceremonia. Czuł się zagubiony, choć wiedział, że zapewne wcale nie powinien. Większość gromiaków patrzyła na niego tera z pogardą lub strachem. Uważali go za zagrożenie, za kogoś, kto był w ich obozie niesłusznie. Ta sytuacja była tak podobna do tego, co miało miejsce kilka księżyców wcześniej w Wichrze, że Pająkowi robiło się niedobrze. Właśnie przez to odszedł ze swojego pierwszego Klanu. Przez to i… przez tą sytuację, kiedy to jego własna matka groziła mu śmiercią. Czuł, że to tylko kwestia czasu zanim gromiacy wyskoczą z czymś podobnym. Miał też przeczucie, że Zaskroniec mogłaby znów wpaść na coś głupiego. Wiedział, że to co się stało czyniło ich wrogami. Właściwie większość Gromu widziała go teraz jako wroga… zastanawiał się, czy ktokolwiek poza Wężem widział go inaczej. Był w tym Klanie chyba tylko ze względu na niego. Obiecał mu coś, a Wąż go nie zawiódł i był dla niego wsparciem. Nie chciał odejść od jego boku. Wmawiał sobie, że wszystko się jeszcze ułoży, prędzej czy później.
Myślał i myślał, szukając… sam już nie wiedział czego. Czegoś, czegokolwiek, co pozwoli mu oderwać myśli od tych nieprzyjemnych wydarzeń z ostatnich dni. Nie potrafił nawet w pełni nacieszyć się tytułem wojownika, bo ledwo miał czas na samo myślenie o tym. Miał wiele obowiązków, z powodu całej tej kary. Nie narzekał, ale nieczęsto miał czas dla siebie. Dopiero tego dnia udało mu się wyjść na spacer, tak jak zawsze lubił. Zaszedł dalej, niż planował, ale świadomość tego jak daleko od gromowego obozu się znalazł była dziwnie relaksująca.
Nie odczuł żadnego niepokoju widząc przed sobą obcego kota. Wiedział, że nie ma się czego bać, nie był tchórzem, a w dodatku zdecydowanie nie miał do czynienia z kimś wyglądającym specjalnie… groźnie. Nie był wyjątkowo chętny do rozmowy, ale pamiętał swoje poprzednie spotkania kotów spoza Klanu. Bywały zaskakująco miłe, zwłaszcza, że to co mówił tym kotom nie było później przekazywane nikomu z Gromu. Samotnicy raczej nie plotkowali z Klanowymi kotami tak często! Patrząc na tego kota, zapewne swojego rówieśnika, którego automatycznie uznał za samotnika, stwierdził że nie zaszkodzi zagadać.
Podszedł do niego powoli, tak jakby bardzo nie chciało mu się poruszać kończynami, ale równocześnie wciąż szedł dostojnie i z dumą. Zmierzył kota spojrzeniem od góry do dołu.
- Mam nadzieję, że nie przerwałem ci żadnego ważnego polowania. - odezwał się, a jego słowa były kłamstwem, bo naprawdę nie obchodziłoby go to nawet gdyby zrujnował temu kotu szansę na obiad. Sądził jednak, że kłamstwo to nie było wyczuwalne, zwłaszcza że uśmiechał się przy tym bardzo urokliwie. - Co sprowadza cię w okolice Klanu Gromu? Szukasz kłopotów? - uniósł brwi, zaciekawiony reakcją na tą malutką groźbę. Jednak, jako że nie miał powodów do żadnego niepokoju, sam postanowił usiąść niedaleko nieznajomego kota, mierząc go wciąż spojrzeniem zmrużonych oczu.
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
Kiedy myślał, że coś już znalazł, że wyczuł jakiegoś gryzonia, usłyszał głos. Nawet jeśli coś tam było, to już uciekło. Z pyszczka Sola wyszło ciche westchnięcie. Zielonooki spojrzał prosto na białego kocura o niebieskich oczach. Zmrużył delikatnie ślepka.
— Oh, nadzieję masz? Hm — mruknął spokojnym tonem głosu, spoglądając na kocura. Niebieskofutry zbliżył się do nowego... znajomego. Sol drgnął delikatnie uszami na kolejne zdania białego kocura, a sam podniósł wyżej brwi.
— Daleko tu od waszych granic — skwitował. Rozglądnął się dookoła, po czym wrócił do wzrokiem do znajomego.
— A co, zamierzasz mi te kłopoty przynieść?
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Choć sam nie wyczuł żadnego gryzonia - zwłaszcza, że nawet nie starał się w tej chwili wysilać zmysłu węchu - to miał przeczucie iż chyba faktycznie zepsuł temu biedakowi polowanie. Nie przejął się tym ani trochę, udając nieświadomego konsekwencji swoich działań. Nieznajomy kocur nie wściekł się, nie wyglądał nawet na zirytowanego! Było to odrobinę zaskakujące, ale nie na tyle by Pająk chciał się nad tym mocniej zastanawiać. Może miał do czynienia z jakimś mięczakiem, który nie potrafił pokazać po sobie niezadowolenia, a może z kimś komu wcale nie zależało na obiedzie aż tak? Nie miało to aż takiego znaczenia, a jeśli mieli rozmawiać dłużej, to i tak z czasem się przekona.
Na jego słowa zareagował jedynie leciutko szerszym uśmiechem. Zielonooki podszedł bliżej, co utwierdziło księcia w przekonaniu, że czeka go nieco dłuższa rozmowa. Może będzie warto?
- Uważam, że wystarczająco blisko. - odpowiedział równie spokojnym tonem, prostując się jakby chciał górować nad rozmówcą. - Nie tak, że zakazuję ci tu przebywać… Ale wiesz, jako wojownik muszę być czujny bez przerwy. - odetchnął przez nozdrza, co było jego formą cichutkiego śmiechu. Wiedział, że ten samotnik nie jest zagrożeniem dla Klanu Gromu. Pewnie jest słaby i uciekłby na widok patrolu złożonego z trzech kotów! Uważał, że jego rozmówca sam zdaje sobie z tego sprawę, o ile nie jest kompletnym mysim móżdżkiem.
Ostatnie pytanie zaskakująco dla samego Pajęczyny wyrwało z jego gardła cichy pomruk. Nie świadczył on o sympatii co do nowo poznanego kocura, lecz bardziej o rozbawieniu księcia. Był zdziwiony tym, jak szybko ten samotnik zrozumiał z jakim typem kota ma do czynienia!
- Wielu twierdzi, że mam do tego talent... - przyznał i tym razem nawet nie musiał wymuszać szerokiego uśmiechu. - Prawda jest jednak taka, że niekoniecznie masz się czego obawiać. Wszystko zależy od ciebie, myszko. - bo był szary! Tak, jak niektóre myszy. Jakiż ten Pajęczyna jest kreatywny!
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
— Ah, tak, Klan Gromu na pewno jest z ciebie dumny. Taki silny wojownik, nic tylko pozazdrościć — miauknął tylko wesoło, wewnętrznie wywracając ślepiami. Co te koty Gromu myślały, że ich tereny się jeszcze rozpostrzechniają na tereny niczyje? Mimo wszystko Sol tutaj zauważył potencjał na zabawienie się, krótkie i bez żadnych połączeń na dłużej. A takie zabawy kocur lubił najbardziej.
— Myszko? Jak miło, nikt mnie nie nazwał myszką. Nawet mi się podoba. Nie musisz się jednak o kłopoty z mojej strony martwić, słoneczko. Jedynie mogę zabawić kogoś — miauknął ciepło, przymrużając oczy wesoło. Spojrzał prosto w niebieskie ślepia, mając nadzieję, że i ten Gromniak będzie miał jakieś śmieszne reakcje na komplementy. Tak samo jak poprzedni. Zaraz Sol powoli łapą przejechał po bliźnie na barku wojownika.
— Powiedz mi, słońce, jak taki silny i przystojny kocur zdobył taką bliznę? — zapytał się, faktycznie zainteresowany. Blizny fascynowały Sola.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Zroszona Pajęczyna, w przypływie geniuszu, zdołał wyczuć w tonie głosu samotnika coś co skojarzyło mu się z drwiną. Czy może to jedynie mu się wydawało? Prawda była taka, że ostatnio Pajączek był nieco… nadwrażliwy na tego typu zachowania swoim względem. Być może dlatego, że praktycznie wszyscy z niego szydzili lub nim gardzili. Każdy miałby w końcu dosyć takiego traktowania! Nie był pewien, jakie były intencje szaraka gdy tak się do niego odezwał, lecz książę słysząc to zmrużył oczy i poruszył w nerwach ogonem.
- Tak się składa, że Wężowa Gwiazda nazwał mnie swoim ulubionym wojownikiem. - właściwie wycedził te słowa przez zęby, choć miało to być czymś pozytywnym. W końcu wywyższał się, tak jak to lubił najbardziej! Nie myślał o tym, że mówiąc to troszeczkę skłamał, bo Wąż nie użył dokładnie takich słów w trakcie rozmowy z nim. Wciąż, Pająk uważał, że walcząc o swoją reputację ma prawo do takich delikatnych naruszeń prawdy. Zaś samo podejście gromiaka względem nowo poznanego kota zmieniło się na te kilka chwil kompletnie. Patrzył na niego chłodnym, ponurym spojrzeniem, milczał jeszcze kilka uderzeń serca, chcąc wyłapać wzrokiem jego reakcje. - Więc patrząc na to, że jestem tak doceniany przez samego przywódcę… Tak, nazwałbym siebie silnym wojownikiem. I zdecydowanie mam w takim razie reputację do utrzymania. Więc lepiej nie pozwalaj sobie na zbyt wiele. - po tych słowach rozluźnił się lekko, tak, jakby grożenie drugiemu kotu przyniosło mu ulgę i poczucie komfortu.
Zaraz kocur powiedział mu wprost, że nie musi się martwić o kłopoty z jego strony. Pajęczyna uniósł na to brew, wiedząc, że każdy kot mógłby okazać się problemem gdyby tylko się postarał. Ale cóż, może ten konkretnie samotnik nie ma na takie rzeczy ochoty? Z jednej strony dobrze, a z drugiej… trochę to nudne.
- Podoba? Nie dość, że wyglądasz jak taka myszka… dodatkowo myślisz tak jak ona. Przyznam, ciekawe podejście… dobrowolne porównywanie siebie do ofiary. Czegoś, co można bez problemu złapać i pożreć. - mruknął, już znacznie spokojniejszy. Bez przerwy mierzył rozmówcę spojrzeniem, jakby oceniał sam fakt, że ten oddycha. - Zastanawiam się… też lubisz jeść ziarno i owoce które znajdziesz pośród trawy? - to już miało być bardzo oczywistym żartem. Książę wyglądał na całkiem zadowolonego z takiej okazji na dokuczenie drugiemu kotu. Uśmiechnął się, pokazując kiełki… i starał się ignorować to, że został nazwany słoneczkiem.
Poczuł na barku dotyk łapy kocura i może nieświadomie, a może całkowicie specjalnie napiął mięśnie, tak jakby wierzył, że wyjdzie dzięki temu na jeszcze silniejszego. Jeszcze przed chwilą był zdenerwowany… ale takie emocje mijały szybko, gdy ktoś go tak słodko komplementował. Pajęczyna nie chciał pokazać po sobie zadowolenia, więc powstrzymał uśmiech, ale mimowolnie śledził spojrzeniem łapę towarzysza.
- Jedna z wielu walk, które przeżyłem. Im silniejszy kot, tym więcej ma blizn. Tą zdobyłem broniąc honoru swojego… i swojej rodziny. - mruknął dumnie, jedynie przy ostatnim słowie delikatnie marszcząc nos. Tylko to zdradziło jakiekolwiek zmieszanie, a może nawet lekką niepewność. - Jakaś głupia kotka z Klanu Rzeki odważyła się mi pyskować. Pokazałem jej, kto tu rządzi. Wróciłem do obozu zraniony, ale dumny… i z równie wielką dumą noszę teraz tą bliznę. - skłamał, doskonale pamiętając, że tylko on poniósł obrażenia w trakcie tej potyczki. Ale to nie tak, że jakiś losowy samotnik musi znać prawdę!
Nie chcąc zatrzymywać się na temacie tamtej blizny, zamiast milczeć uniósł swoją prawą łapę, prezentując szarakowi kolejne blizny.
- To? Ugryzł mnie pies, ale to nic wielkiego. Zaatakował mnie i pewną kotkę… ona uciekła z piskiem jak tchórz po tym, jak została lekko ranna. Ale ja walczyłem do końca, aż psisko padło martwe. Uważam, że te ślady zębów to dobra pamiątka. - uśmiechnął się lekko, wyprostowany dumnie, wręcz napuszony z zadowolenia.
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
— Jesteś pupilkiem Wężowej Gwiazdy? — zapytał się, od razu po słowach białofutrego. Podniósł delikatnie wyżej jedną z brwi, ale na jego pyszczku znajdował się tylko ciepły, delikatny uśmiech. Pokręcił łbem na jego kolejne słowa. Oh tak, był taki groźny! I zły. Ojej, ojej. Zachowywał się tak, jakby nikt nie był do złamania w jakimś momencie. Co też pewnie sam wojownik wiedział.
— Oh, ale nie musisz mi nic udowadniać, mój drogi! Jednak... chyba coś cię trapi, że tak bardzo się tłumaczysz, m? — miauknął słodkim głosikiem, mrużąc ślepka na kocura. Takie udowadnianie każdemu, że jest się bardzo ważnym i wartościowym było męczące. Drgnął delikatnie uszkiem.
Jednak kolejne słowa wojownika spowodowały, że Sol się oburzył, biorąc głęboki i prędki wdech.
— Ah! Myślę jak mysz? No zaraz się obrażę — miauknął, niezadowolony i trząchając łbem. Wziął wdech. No zaraz sobie pójdzie i w ogóle go już nigdy nie zobaczy!
— A może? Co wtedy, hm?? — mruknął, niby defensywnie. Zaraz jednak zarechotał, ukazując swoje kiełki w śmiechu. Uśmiechnął się do kocura. Zmrużył oczy. — A co, chciałbyś pożreć taką myszkę? — zapytał się, znowu wracając do słodkiego i wesołego tonu.
Jednak blizny czas.
Sol podziwiał to, co miał pod swoimi łapami.
Słuchał opowieści białego kocura. Spoglądał na jego pysk co jakiś czas. Kotka z Klanu Rzeki. Pyskowała. Spojrzał na niebieskie oczy. Drgnął delikatnie końcówką ogona bez celu, trochę myśląc, że to była... bezmyślna walka. Ale nie zamierzał tego komentować. W końcu skoro się bawią, to nie będzie tego psuć swoją prawdziwą opinią. Spojrzał na jego przednią łapę. No, to jest na pewno ugryzienie. A fakt, że jeden kot zabił psa, było... mało prawdopodobne. Ale Sol był cicho. Uśmiechnął się.
— Mhm, cudna — miauknął, zafascynowany. Zafascynowany był prawdziwymi bliznami, a nie bajkami, które wymyślił wojownik.
— Się napuszyłeś jak ptaszek. Powiedz, masz jeszcze jakieś walki za sobą? — zapytał.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
To, co powiedział ten kocur, a raczej jak to powiedział, całkiem mocno zaskoczyło Pająka. Oczywistym było to, że darzył Wężową Gwiazdę ogromnym podziwem, starał się być dla niego jak najlepszym kotem, a przywódca w zamian darzył go sympatią i się nim, w pewnym sensie, opiekował. To było dwustronne uwielbienie, a przynajmniej tak widział to sam książę. Nie wszyscy to rozumieli… tak naprawdę był przekonany, że nikt inny nie zrozumie tego w pełni. Wciąż, nazwanie go pupilkiem było czymś czego nigdy by się nie spodziewał.
- Pupil- co? - skrzywił się i położył uszy płasko, bo choć starał się zawsze być bardzo opanowanym, dojrzałym kotem, coś takiego po prostu musiało wyprowadzić go z równowagi. - Nic z tych rzeczy! Widać, że nie jesteś kotem klanowym, bo w ogóle nie rozumiesz jak to jest… - burknął, uciekając na moment wzrokiem. - Wężowa Gwiazda to wspaniały, silny i mądry kot. Jest idealnym przywódcą, szanuję go za to. Poza tym wszystkim jest też bardzo wyrozumiały, dał mi… szansę. Widział we mnie potencjał i pozwolił mi się dalej rozwijać. I, jak widać, było warto! Bo teraz jestem wojownikiem i to takim dobrym! - wyjaśnił, przekonany, że jeśli rozwinie temat to rozwieje też jakiekolwiek wątpliwości rozmówcy. Nie pomyślał o tym, że mogło się to skończyć dokładnie odwrotnym skutkiem.
Zmrużył oczy, jeszcze mocniej zmieszany tym, co następnie powiedział samotnik.
- Co… Co miałoby mnie niby trapić, hm? A w ogóle- kim ty w ogóle jesteś, co? - pochylił się do przodu, równocześnie zbliżając swój pysk niebezpiecznie blisko pyska nowo poznanego kota. Zmierzył go spojrzeniem z bliska, starając się okazać swoją wyższość. Równocześnie czekał na odpowiedź, zaciekawiony tym, czy kocur poda mu jakiekolwiek sensowne wyjaśnienie swoich słów… a może nawet jakiś powód do zaufania.
Jego słowa dotknęły szaraka zaskakująco mocno. Widząc to oburzenie, Pajęczyna nie potrafił powstrzymać cichego prychnięcia śmiechem.
- Co mam ci powiedzieć? Sam właśnie zapracowałeś sobie na to porównanie. - odparł słodkim głosikiem. - Co wtedy? Cóż… uznałbym cię za dziwaka, który żre to samo co mysz. Trochę to śmieszne. - uznał, wzruszając barkami. Widząc powracający na szary pyszczek uśmiech, Pająk przechylił leciutko łeb. - Gdyby wyglądała na wystarczająco smaczną. - mruknął w odpowiedzi, po czym uśmiechnął się w swój niezwykle czarujący sposób.
Nie potrafił czytać w myślach… i najprawdopodobniej w tej sytuacji było to akurat czymś bardzo dobrym. Przekonany, że nowo poznany kocur się nim właśnie zachwyca, Pajęczyna siedział dumnie i prosto, patrząc na rozmówcę z góry.
- No jasne. - odpowiedział bez namysłu, a gdy chwilę po tym się już namyślił, szybko pożałował swoich słów. Nie do końca miał ochotę rozmawiać o ostatnich wydarzeniach z tym kotem… ale chciał też jakoś sprytnie z tego wybrnąć, więc nie mógł po prostu przemilczeć całej historii. - Niedawno miała miejsce nieprzyjemna sytuacja… Tutaj wina leżała w pełni po stronie tamtej terminatorki… ale to nieistotne. Ja nie mam śladów po tej walce, ale ona? Z tego co wiem, nigdy więcej nie zobaczy świata przez jedno ze swoich oczu. - starał się zabrzmieć na obojętnego, choć cała sytuacja nadal wzbudzała w nim wielki gniew. Kojarzyła się też ze śmiercią Wiatru… więc nie była, oczywiście, niczym przyjemnym do wspominania.
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
— No — miauknął pusto, jak pudełko zapałek. Jakby pytanie białego kocura było najprostszym na świecie, tak jakby kociak się zapytał jakiego koloru jest niebo. Zmrużył delikatnie ślepia, kiedy kocur odwrócił łeb, bacznie badając jego ruchy ciała i wszystko, co mu może zdradzić to, jak się zachoywal. Sol się bawił swietnie. Zaraz dodał.
— Że na każde jego zawołanie chodzisz. Albo jesteś po prostu jakąś pokazówką. Że ten cały Wężowa Gwiazda ma takie ciepłe i milutkie serce, albo coś — dodał, jakby się zastanawiając. Później wysłuchał żarliwych słów wojownika. Znowu cisza. Później parsknął.
— Czy ty się w nim zabujałeś? — zapytał się, rozbawiony. No bo takie wytłumaczenie by wszystko tłumaczyło! Że ulubiony wojownik, tak, jak go bronił. Wszystko się składało w kupkę w głowie Sola, do tego zapewniając mu bardzo dużo zabawy.
Zmieszanie na pysku kocura dostarczyło wiele przyjemności kocurowi. Musiał się mocno powstrzymać, aby nie uśmiechać się od ucha do ucha. Ale się powstrzymał.
— Nie wiem, ty mi powiedz — mruknął, czerpiąc również przyjemność z tego, jak blisko się znalazł kocur. Sol dotknął nosem różowego nosa wojownika. Uśmiechnął się delikatnie.
— Nazywam się Szafir. Czy mogę poznać twoje imię? — zapytał się lekko, jakby rozmowa przed chwilą nie miała w ogóle miejsca. I wymyślone imię. Po co prawdziwe. Tak na prawdę, każde imię było jego, jeśli tylko chciał.
— Oh, zdaje się, że musiałbyś się sam o tym przekonać — miauknął flirtując z niebieskookim. Być może myszka była spleśniała w srodku. Uśmiechnął się ciepło do niego, przymrużając oczka. Zamrugał kilka razy.
Milczał, słuchając słów kocura. Namyślił się.
— Z własnego Klanu czy innego? — zapytał się, dość pusto. Spojrzał po momencie prosto na pysk kocura. Niech odpowie.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Kocur niby wyjaśnił Pajęczynie to, co miał na myśli, a jednak gromiak wciąż nie wyczuł w tym ani odrobiny sensu. Na każde zawołanie? Oczywiście, że tak! Tak, jak powinien to robić dobry wojownik, który jest oddany swojej Gwieździe! Mógł domyślić się, co w tym kontekście miała oznaczać pokazówka i choć wciąż nie sądził, że nią jest, to z tego powodu chociaż nie poczuł się urażony. Gdyby Wąż chciał się nim chwalić przed innymi kotami, to mógł to robić! Zaś co do ciepłego i milutkiego serca… właściwie musiał się częściowo zgodzić. Sądził, że podejście Wężowej Gwiazdy wynikało głównie z jego mądrości, a nie miękkiego serca czy cokolwiek takiego. Był zbyt silny na takie rzeczy! Ale wciąż był dobry i ciepły, z charakteru jak i pod względem fizycznym - w końcu nie tak dawno udało im się przytulić.
Wciąż, niezależnie od tego czy się zgadzał czy nie, Pająk był wyraźnie zmieszany i przez chwilę nie wiedział, co odpowiedzieć. Milczał na tyle długo, że samotnik zdążył odezwać się po raz kolejny i zarzucić mu jeszcze jedną rzecz.
- Głupi jesteś?! - parsknął, nieświadomie odsuwając się delikatnie od szarego kota, tak jakby nagle jego bliskość go oparzyła. - Wcale mnie nie znasz, a mówisz coś takiego? To przecież- to nie twoja sprawa, więc się zamknij! Nie jesteś kotem z Klanu, więc nie możesz rozumieć jak wygląda prawdziwa, głęboka relacja przywódcy i jego najlepszego wojownika. Jestem mu oddany, staram się być dla niego lepszym kotem, robię wszystko dla niego, a on w zamian się o mnie troszczy, pomaga mi, walczy o mnie! To- to nie tak, że można to nazwać zabujaniem, bo nie jesteśmy partnerami- to jest czymś znacznie głębszym! Ale oczywiście ty nie możesz mieć o tym pojęcia… Głupi samotnik… bez mózgu. - skrzywił się, mierząc szaraka groźnym spojrzeniem którym starał się ukryć to, jak bardzo zakłopotany był. Jego serce z niewiadomego powodu przyspieszyło bicie tak, jakby chciało za chwilę wyskoczyć mu z piersi.
Gdy ich nosy się zetknęły… cóż, zdecydowanie nie uspokoiło to tempa, w którym biło jego serce. Pająk wbił spojrzenie prosto w ślepia drugiego kocura, starając się pokazać mu swoją pewność siebie.
- Nie muszę ci nic mówić. - odparł lekko, z wielkim przekonaniem. - Ale gdybyś chciał poznać mnie bliżej, to możesz dalej próbować… nie zabraniam. - posłał słodziutki uśmieszek, choć pewnie nie był on zbyt zauważalny gdy byli tak blisko siebie. Korzystając z tej bliskości, Zroszona Pajęczyna niezbyt dyskretnie wciągnął powietrze w nozdrza z zamiarem przeanalizowania zapachu samotnika… który właściwie nie pachniał jak typowy samotnik. Pachniał dziwnie. Nietypowo. Gromiak zmarszczył leciutko nos.
- Szafir… to dziwne imię. Ma jakieś znaczenie, czy twoja matka miała kłaczka i dźwięk krztuszenia zainspirował ją do nazwania kociaka? - zapytał obojętnym tonem, choć w głębi serca był zadowolony z kolejnej próby dokuczenia nowo poznanemu kotu. - Zroszona Pajęczyna. Jakże mi miło. - mruknął w odpowiedzi i jakby chciał potwierdzić te słowa, pozwolił sobie na delikatny uśmiech.
Szafirek zdawał się wcale go nie obawiać. Wręcz go zachęcał i kusił, by Pająk postanowił faktycznie pożreć taką myszkę. Dotąd sądził, że wcale nie jest głodny, ale gdy patrzył na ten uśmiech i błyszczące, zielone oczka… Faktycznie, aż zastanowił się czy aby nie powinien zmienić planów na resztę dnia.
- Może polowanie nie brzmi tak źle? - zastanowił się na głos, bo faktycznie nad tym myślał. Nie za każdą ofiarą warto było się uganiać. Czasami, gdy zadało się finalny cios, okazywało się że zdobycz była chora lub zbyt chuda, aby faktycznie zaspokoić głód. W tym przypadku Pajęczyna martwiłby się głównie o to, czy nie marnuje swojego cennego czasu. Lecz wciąż zastanawiał się… może byłoby warto?
Widział to zamyślenie, nie zdziwiło go. Spodziewał się, że po poznaniu tej historii Szafir mógłby zmienić zdanie co do swojego rozmówcy… i mógłby zacząć się go obawiać. Jaka szkoda!
- Własnego. - mruknął, jakby niechętnie. - I zgadnij, kto został tu oskarżony o zrobienie największej szkody! Oczywiście ja. Co z tego, że to ona zaczęła? Że oskarżyła mnie o zabicie Wiatru, że ciągle gadała i nie przestawała- nawet gdy kazałem jej się zamknąć! Mnie uznano za tego złego, bo nie urodziłem się w ich Klanie. I gdzie tu sprawiedliwość? - warknął cicho.
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
Kocur musiał się powstrzymać przed tym, aby nie parsknąć śmiechem na reakcję wojownika. I mu się nie udało, parsknął śmiechem. Z pyszczka Sola nie wychodziło nic więcej, niż ciche "daj mi chwilę" i śmiech. Ale w końcu się uspokoił. Łapą jakby otarł łzę z oka.
— HA! Oh, mój drogi, tak się nie broni, kiedy ktoś cię o takie rzeczy pyta — odparł, dalej widocznie rozbawiony reakcją białofutrego. Pokręcił łbem rozbawiony.
— Hah, o drodzy Bogowie, ha. Oh, a może to nie zakochanie się, a widzisz w nim lepszą wersję swojego ojca? Dużo jest w tej twojej puchatej główce do odpakowania, a mi to się podoba — miauknął wesoło, łapką dotykając figlarnie jego policzka. Uśmiechnął się przypominając sobie ostatnie słowa wojownika. Zmrużył ślepka.
— Haha. Oh, chyba nie taki głupi, skoro w kilku zdaniach zdołałem cię zakłopotać, hm~? — mruknął wesoło, mrużąc oczka. Westchnął po chwili, patrząc się na kocura, dalej w cholerę rozbawiony. Sol był w siódmym niebie. Nie sądził, że kocur z Gromu dostarczy mu tyle zabawy! A ich spotkanie się dopiero rozpoczęło.
Zgryźliwy komentarz kocura spłynął po nim jak po kaczce. Z prostego powodu, to nie było jego nawet prawdziwe imię. Nie takie imię matka mu nadała, nie takie imię nadali mu dwunożni, nie takie imię przyjął. Może jakiś Szafir się teraz przewracał w grobie, ale to nie była jego sprawa.
— Szafir to roślina, mój drogi. Szafirek, dokładniej, aale. Nie lubię zdrobnień, Pajączku — wytłumaczył jak kociakowi spokojnym głosem, na koniec się odsuwając i podnosząc łapę, aby dotknąć nosa kocura swoimi poduszeczkami.
Uśmiechnął się figlarsko na pytanie Zroszonej Pajęczyny, przymrużając oczka. No no. Może nie brzmi tak źle. Sol wstał, otrzepał swoje futro i odszedł trochę na bok, ogonem zahaczając o policzek wojownika i jego brodę. A szedł po... niebieski kwiatek. Sięgnął po niego i wrócił do Zroszonej Pajęczyny, siadając blisko przed nim. Prawie siedział na jego łapach. Kwiatek wylądował w kryzie kocura.
Milczał.
— Mhm, jesteś pokrzywdzony — powiedział kojąco i słodko. Sola nie obchodziło, kim jest Wiatr. I kogo to była wina, nie znał sytuacji i miał to pod ogonem. Na miejscu przywódcy to by go wyrzucił, po tam podobno wojownicy nie mogą krzywdzić swoich własnych, Sol miał to gdzieś. Ale wiedział jedno z opowieści; Pająk mógł się okazać kotem groźnym, jeśli postawiony wystarczająco do muru. A może nawet nie, może nawet groźny akurat wtedy, jak miał ochotę lub zły humor. Kotem lekkomyślnym. Oh, ale kimże byłby Sol, gdyby się teraz wycofał? Przecież Sol lubił się zabawiać z niebezpieczeństwem.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Dzisiejsze spotkanie samotnika przynosiło wiele zaskoczeń. Szary kot nie dość, że mówił kompletnie bez sensu i zarzucał mu jakieś rzeczy, to jeszcze potem miał czelność się z niego śmiać! Pajęczyna tym bardziej nie wiedział jak zareagować, więc przez chwilę jedynie patrzył jak Szafir praktycznie płacze ze śmiechu. Nie chciał dać mu chwili!
- Co cię tak niby śmieszy, co?! - warknął, choć wyraźnie było to spowodowane bardziej zdziwieniem i idącą za tym frustracją, niż jakimkolwiek faktycznym zdenerwowaniem. - Nie bronię się, bo nie mam do tego powodu! Nie wiem, co sobie myślisz w tym pustym łbie, ale ja nie jestem żadnym dziwakiem! - fuknął jeszcze, tak dla sprostowania całej sprawy. Postawił jasno i dokładnie to, co uważa. Miał nadzieję, że pomimo tego szarak wytłumaczy mu, co go tak w tym wszystkim rozbawiło… Cała ta sytuacja była niecodzienna.
Kolejna teoria wypłynęła ze strony jego rozmówcy, a Pająk na kilka uderzeń serca zaniemówił. Poczuł, jak skóra pod jego futrem robi się cieplejsza. Czy to zawstydzenie? W każdym razie starał się o tym nie myśleć.
- Ha- a to niby dlaczego wpadło ci do głowy? Tak się składa, że ja nie mam ojca i nigdy nie miałem! - wyprostował się po tych słowach dumnie, w pełni przekonany, że ta odpowiedź oczyszcza go z jakichkolwiek zarzutów. Nie zareagował na kolejny dotyk ze strony Szafirka, bo nie chciał dać mu tej satysfakcji. Nie w takiej chwili.
Szarak bawił się doskonale, tymczasem biały wojownik przeżywał szok za szokiem. Myślał dotąd, że to Kościste Wybrzeże jest tym jednym irytującym kocurem, z którym miewał do czynienia - a tu proszę, napatoczył się kolejny. Pająk dopiero po chwili złapał się na rozmyślaniu o tym, czy po dzisiejszym spotkaniu znów się z Szafirkiem zobaczą. Szybko to od siebie odrzucił. Co go to obchodzi? Były lepsze rozrywki od takich dziwnych rozmów, nieważne jak słodki był jego rozmówca!
Nie lubi zdrobnień, a jednak nazwał go Pajączkiem! Książę uniósł brwi.
- Ciekawe, że nigdy o niej nie słyszałem… Medycy jej nie stosują, czy coś? - zastanowił się, choć to pytanie kierował bardziej do samego siebie. Nie myślał o tym jednak długo, bo zaraz Szafir ruszył się z miejsca i poszedł gdzieś na bok. Pajęczyna śledził go wzrokiem, ale sam nie raczył podnieść zadka z ziemi. Cierpliwie i z minimalnie widocznym zainteresowaniem czekał, aż szary kocur do niego wróci. Kolejnym zaskoczeniem było to, że Szafir wcisnął mu w futro jakieś zielsko.
- Kwiatek. - sprytnie zauważył, przyciskając brodę do swojej szyi tak, by móc go lepiej zobaczyć. Był niebieski. Pająk po krótkiej chwili przeniósł spojrzenie z powrotem na towarzysza. - Uważasz, że do mnie pasuje? - mruknął, nie ukrywając rozbawienia. Nigdy nie nosił kwiatów w futrze. Uważał, że jest na to zbyt silny, a kwiatki, takie delikatne rośliny, nadawały się bardziej dla jakichś mięczaków którzy nie są traktowani poważnie. Jednak wciąż chciał dowiedzieć się, co Szafir o nim myśli i dlaczego postanowił zrobić to, co zrobił. Czekał na odpowiedź.
Zamiast go obwiniać, albo pokazać po sobie strach… Szafir zdawał się okazać Pająkowi zrozumienie. Raz po raz pokazywał mu, że jest pełen niespodzianek. Było to fascynujące, tyle książę musiał przyznać, przynajmniej przed samym sobą.
- Przynajmniej ty masz na tyle rozumu, żeby to zauważyć. - wymamrotał w końcu, nie będąc w stanie całkowicie ukryć zdziwienia. Poczuł się dziwnie, ale sam nie wiedział jak zinterpretować to uczucie. Nie wiedział nawet, czy było czymś bardziej negatywnym, czy pozytywnym.
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
— Twoja reakcja mnie śmieszy! W swoich słowach się szamotasz jak zwierzyna, którą się trzyma za ogon. Jak taka myszka właśnie — odparł wesoło na pytanie Pająka. Mówił mu prosto z mostu co miał na myśli. Nie obawiał się warknięcia wojownika czy tego, że może coś mu się stać. Gdyby Sol teraz umarł... nie pożałowałby ani momentu swojego życia. Na jego kolejne słowa pokręcił łbem.
— Aha. Nie mówię, że jesteś dziwakiem. Ale masz na pewno trochę do przyznania sam przed sobą — odparł prosto, uśmiechając się ciepło do kocura. Sol kompletnie miał w nosie co Pająk robił i mówił, dopóki mu dostarczał rozrywki było dobrze.
— Się z pączka pszenicy zrodziłeś? Ha, a miałem zapytać o twoją relacje z rodzicami — parsknął, widocznie rozbawiony tym, jak wojownik się próbował dumnie rozprostować na swoje słowa. Sol tylko podniósł wyżej jedną z brwi.
Na słowa o szafirku wzruszył ramionami.
— Nie wiem, nie obchodzą mnie wasi medycy — mruknął pusto.
Kiedy wsadził kwiat w kryzę Pająka oczekiwał innej reakcji, dosłownie jakiejkolwiek! Nie takiej.
— Masz jeszcze coś mądrego do powiedzenia? — kocur zakwpił. Niech jeszcze powie, że ma niebieskie płatki i jasny, żółty, prawie biały środek. — Podkreśla ci oczy — mruknął zaraz ciepło, podnosząc łapę, aby przejechać nią po policzku wojownika. Sol uśmiechnął się wesoło, ukazując swoje kiełki w uśmiechu.
— Skoro tak mówisz — odparł pusto, wzruszając barkami. Sol sobie przekalkulował w głowie straty i zyski z tego spotkania, i na razie mu się opłacało tu być. Postanowił trochę podgrzać wody. Odchrząknął.
— Powiedz, Zroszona Pajęczyno. Masz tego kogoś?
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
- W niczym się nie szamotam! - kłócił się, wciąż odczuwając tą frustrację. Nie lubił czegoś nie rozumieć… zwłaszcza, gdy jego rozmówca zdawał się być nieźle rozbawiony jego zdziwieniem. - Mysz trzymana za ogon odczuwa strach, a ja się nie boję. Nie mam czego! Myślę, że to ty prędzej powinieneś się bać… jesteś tu ze mną zupełnie sam! - burknął, po raz kolejny korzystając ze swojego przekonania o tym, że w chwilach zwątpienia najłatwiej jest po prostu zacząć grozić drugiemu kotu. Jego towarzysz nie był najwyraźniej kimś, kogo łatwo można wystraszyć, ale wciąż warto było spróbować. Żeby tylko się zamknął i przestał zarzucać mu dziwne rzeczy.
- Do przyznania… Myślisz, że czegoś o sobie nie wiem? A może po prostu chciałeś nazwać mnie głupim, ale zabrakło ci odwagi by powiedzieć to wprost? - uniósł brwi, niezadowolony z każdej z tych opcji. Osobiście uważał, że ma bardzo dobre pojęcie o samym sobie. Głupio byłoby nie mieć… stąpał po tej ziemi od wielu księżyców.
- Pff, jasne, że nie. Ale w ogóle to co ma do tego moja relacja z rodzicami? Nie mam ojca, bo ojcem nie mogę nazwać kogoś, kto zabrał dwójkę mojego rodzeństwa i żył sobie w Klanie Rzeki, nawet o mnie nie myśląc. To jest ojciec? Nie. - przewrócił oczami w irytacji, tak jakby nie mógł uwierzyć, że musi tłumaczyć coś tak prostego. - A matka? Była chora i stara, umarła jakiś czas temu… więc właściwie też jej nie mam. Choć to nie tak, że za życia się mną opiekowała. Co tu jest do przyznania przed samym sobą? Doskonale wiem, jak wygląda moje życie! Nikt mnie nigdy nie chciał, a jak już spotykałem na swojej drodze kogoś, komu na mnie zależało, prędzej czy później i tak znikał! Ale teraz mam Węża, Wąż przyjął mnie do Gromu, dał mi szansę, pomógł mi, teraz jestem wojownikiem tak jak zawsze chciałem. A ty i tak tego nie zrozumiesz, bo jesteś głupi i nie byłeś nigdy w Klanie! To wszystko, co chciałeś usłyszeć? - fuknął, przysuwając się tak blisko drugiego kocura, że prawie uderzył swoim nosem w jego własny. Szafir tak bardzo interesował się nie swoimi sprawami, więc niech się cieszy z tego, że dostał jakąkolwiek odpowiedź! Pajęczyna zazwyczaj ukrywał to co wydarzyło się w jego życiu chociaż trochę dłużej w rozmowach z nowo poznanymi… ale teraz ta dociekliwość rozmówcy wyprowadziła go z równowagi.
- Hm, no jasne, że cię nie obchodzą… czemu mieliby? A co, umiesz się sam wyleczyć, jak coś ci się stanie? - zapytał, pamiętając bardzo dokładnie, że gdy po ucieczce z Wichru był zupełnie sam i zachorował, musiał szukać pomocy pośród innych samotników. Wciąż pamiętał swoje zażenowanie… i najzwyklejszy wstyd.
Zastanowił się nad tym, że podobno kwiatek podkreśla jego oczy… i zauważył, faktycznie, jakieś podobieństwo w barwie. Czując na policzku dotyk łapy Szafira, mimowolnie przechylił lekko łeb tak, aby otrzeć się pyskiem o jej poduszeczki.
- I moje oczy ci się podobają? - zgadł, sam zaskoczony tym, jak miłe to było uczucie. - W takim razie będę musiał zerwać dla ciebie źdźbło trawy. - dodał cichutko, bo kolor zielony automatycznie skojarzył mu się z trawą. Była to najprostsza odpowiedź, owszem, ale wciąż trafna!
- Tego kogoś? - powtórzył, początkowo najzwyczajniej zdziwiony, ale zaraz dotarło do niego co samotnik najpewniej miał na myśli. Pająk uśmiechnął się lekko. - Dlaczego chcesz wiedzieć? Czyżbyś był zainteresowany? - oczywiście, że był! Pajęczyna wyczuwał to od momentu, w którym rozpoczęła się ich rozmowa. Ale chciał to usłyszeć wprost z pyska swojego nowego kolegi.
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
— Hm? No ale się szamoczesz jak mysz pod łapą w swoich słowach, słuchaj uważnie — miauknął, podnosząc wyżej jedną z brwi. No mówił wyraźnie, prawda? Prawda. Tak przynajmniej się Solowi wydawało. Uśmiechnął się jednak na jego kolejne słowa, wywracając delikatnie ślepiami.
— Cóż, strachu nie odczuwam w twoim przypadku — odparł spokojnym tonem głosu. Zauważył, że wojownik chciał bardzo mocno ugryźć swoich przeciwników, ale w momencie, gdy przeciwnik zdawał się być nieruszony jego groźbami i warknięciami, bardzo łatwo było go wytrącić z równowagi. Nie był tak silny, jak uważał. Przynajmniej w głowie Sola. Siła w mięśniach, być może, była wielka, ale siła w głowie nie za bardzo.
— Ano. O to mi chodzi. No bo, hm, skomplikowany jesteś. Możesz widzieć w Wężu swojego nowego ojca, kogoś, kto się małym Pajączkiem zaopiekuje. ALE. Może ci się to też podobać. Hoho, problemy masz serio, szefie. Ale, oh, o to się nie martw! Bym ci od razu powiedział, gdybym tak myślał — zamruczał rozbawiony, zaraz po swoich słowach puszczając oczko kocurowi. No bo taka była prawda. Gdyby Sol myślał, że kocur jest po prostu głupi, i znudziłby się rozmową, to by sobie poszedł, uprzednio trochę wyzywając. Ale Sol tak nie uważał, przynajmniej nie w stu procentach.
Sol słuchał historii Pająka... bardzo znudzony. I nawet nie próbował tego ukrywać. Bo po co, na co, i w ogóle bez sensu skrywać znudzenie opowieścią towarzysza, kiedy się Sol o nią nie prosił! Kiedy kocur się zbliżył nagle do jego pyska, Sol otworzył nagle ślepia, zaraz chichocząc. Zbliżył się do nosa wojownika, szorstkim językiem przejeżdżając po nosie wojownika. Niech ma.
— Skończyłeś ze swoją płaczliwą opowieścią? — zapytał, zwiewając. Nie o to prosił Sol. Aczkolwiek bawiła go reakcja swojego rozmówcy, ah. Był bardzo zajmujący i zabawny w swoich reakcjach i niby "groźnych" słowach.
— Tst, tst. Ładnie to tak wyzywać kota, który ci nic nie zrobił, Pajączku? — miauknął ciepło, kręcąc na boki łbem. Reakcje białego kocura tylko utwierdzały Sola w przekonaniu, że ten chciał coś z siebie bardzo mocno wyprzeć. No ale, kim był Sol, aby go oceniać? ...w sensie, będzie Pająka oceniał bardzo mocno. To Sol.
— Mam kontakty, które mogą mnie wyleczyć w razie czego, nie bój się o to. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz — wzruszył najpierw barkami, zaraz wyszczerzając zęby w uśmiechu podczas swoich ostatnich słów.
Sol zamruczał cicho, kiedy Pająk przechylił łeb w stronę jego łapy i ocierając się pyskiem o poduszki łap. Kocur się uśmiechnął. Pomimo twardej okrywy, jaką miał Pająk zdawał się być podatny na wszelkie zranienie, jeśli się tylko odpowiednio do niego zbliży. Sol zmrużył ślepia. Nie odpowiedział "tak" lub "nie" na pytanie wojownika.
— Mają ładną barwę. Bardzo, hm... nasyconą — powiedział w zamian, patrząc się prosto w ślepia białego kocura. Na kolejne jego słowa tylko wesoło się zaśmiał. Niech będzie i tak.
— Być może — mruknął, wzruszając barkami.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic