Księżyce: 122 Mistrz: Cierpka Jagoda Płeć: Kotka Matka: Cierpka Jagoda & Żurawinowy Nos Partner: Rudy Buc(Kamulec) Trwałe urazy: wyszczerbione prawe ucho i dziura w lewym, blizna biegnąca na barkach i karku, oraz niewielkie na łapach.
Księżyce: 122 Mistrz: Cierpka Jagoda Płeć: Kotka Matka: Cierpka Jagoda & Żurawinowy Nos Partner: Rudy Buc(Kamulec) Trwałe urazy: wyszczerbione prawe ucho i dziura w lewym, blizna biegnąca na barkach i karku, oraz niewielkie na łapach.
Krępy średniej wielkości czarny szylkret z bielą o krótkiej sierści. Zgniło żółto-zielone oczy.
To że matka malucha kazała jej się nim zaopiekować było totalnym kłamstwem, wyciągniętej z pierwszej lepszej mysiej nory. Ale to nie tak że martwa kocica mogła odkryć jej kłamstwo w tym momencie, w końcu była martwa, prawdopodobnie próbując uratować swojego brzdąca. Jedyne co Puchacz mogła zrobić to upewnić się że jej poświęcenie nie poszło na marne. A jeśli wymagało to kłamstwa by kociak nie wpadł w panikę z miejsca? Cóż. Niech tak będzie. Nie miała zamiaru trzymać kłamstwa długo, przynajmniej do czasu, jeśli wszystko pójdzie dobrze, aż ten podrośnie, wyjdzie z etapu nastolatka i będzie mógł myśleć z czystą głową. Może nawet go zabierze w miejsce gdzie leżała nienazwana pieszczoszka.
Uśmiechnęła się delikatnie do malca, szturchając go nosem w nastroszony polik dla dodania otuchy. Nie była najlepszym przykładem do kojenia czyichś nerwów, było tyle różnych kotów które w jej opinii poradziłyby sobie lepiej, ale mogła chociaż tyle zrobić. Nie było to dużo, ale też nie było to dosłowne nic.
- Idziemy do Klanu Gromu, wiesz? Będziemy musieli poczekać chwile na granicy na patrol, to taka grupa paru kotów która sprawdza czy teren jest bezpieczny. - Miauknęła spokojnie, chcąc wyjaśnić mu co będzie się działo. I tak był nastroszony jak krzew jeżyn, może ta wiedza by pomogła mu się trochę uspokoić? Ostatni raz jak musiała to robić było to jak Jesion wpadł na teren ich kryjówki, ale nawet wtedy miała Nikta przy boku i on przejął większość interakcji.
Nie szła super szybko, jaki był sens stawiania malucha na ziemi jeśli zaraz miałby się zmęczyć i opaść z wszelkich sił? Starała się więc dopasować swój krok do jego tempa, skupiając się bardziej właśnie na kociaku, spychając cichą panikę, która próbowała zaatakować ją z cienia.
Wszystko będzie dobrze. na pewno. Prawda?
Sytuacja jest straszna, obca, ale kociak radzi sobie z nią tak dobrze, jak jest w stanie. Nieznana mu kocica, która uratowała go przed zamarznięciem, porwaniem przez drapieżnika czy śmiercią głodową jest miła, łagodnie mówi. Przypomina mamę, i to daje mu otuchy. Nie rozumie gdzie się znalazł i dlaczego, ale dopóki jest przy kimś, kogo uznaje za bezpieczną ostoję, wszystko jest okej. Tak okej jak mogło być.
Nie reaguje na dotyk ze strony kocicy żadnym dźwiękiem, próbuje tylko przez tą krótką chwilę, gdy jej nos znajduje się obok czarnej mordki, wtulić się w jej pysk. Nie udaje mu się to, więc kroczy dalej, bez szemrania, bez marudzenia. Koślawo i powoli, nieco zmęczony i zdezorientowany, ale skoro ma iść - to idzie. Da radę. Jest już duży, mama na pewno byłaby z niego dumna gdyby mogła zobaczyć, jak dobrze sobie radzi.
Nie wie, czym jest Klan Gromu o którym mówi kocica. Rejestruje tą nazwę, rusza uszami i zerka w jej kierunku zainteresowany, ale nie rozumie, czemu tam idą. Czemu nie idą szukać mamy? Nie protestuje jednak, nie może, choćby chciał. Jeśli ta kotka tak mówi, to on jej ufa. Może mama przyjdzie do nich po jakimś czasie?
Księżyce: 122 Mistrz: Cierpka Jagoda Płeć: Kotka Matka: Cierpka Jagoda & Żurawinowy Nos Partner: Rudy Buc(Kamulec) Trwałe urazy: wyszczerbione prawe ucho i dziura w lewym, blizna biegnąca na barkach i karku, oraz niewielkie na łapach.
Księżyce: 122 Mistrz: Cierpka Jagoda Płeć: Kotka Matka: Cierpka Jagoda & Żurawinowy Nos Partner: Rudy Buc(Kamulec) Trwałe urazy: wyszczerbione prawe ucho i dziura w lewym, blizna biegnąca na barkach i karku, oraz niewielkie na łapach.
Krępy średniej wielkości czarny szylkret z bielą o krótkiej sierści. Zgniło żółto-zielone oczy.
Gdyby nie fakt że im szybciej doszli do granicy tym lepiej, pewnie po prostu pozwoliłaby mu się wtulić w jej łapę, bok, cokolwiek by chciał. Słońce już jakiś czas temu ruszyło w bieg z swojego miejsca na szczycie nieba, więc mimo tego że teraz było ciepło - to potem zrobi się zimno.
Jego mama byłaby na pewno dumna z tego że dał rade przeżyć. To było bardziej niż pewne, pewnie patrzyła teraz na malca, gdziekolwiek teraz była. Gdzie trafiali samotnicy? Lub pieszczochy? Kto wie. Ale jeśli zachowywali świadomość tak jak gwiezdni na Srebrnej Skórce, to pewnie pilnowała by nic innego nie stanęło im na drodze do ich celu.
- Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to przyjmą nas do siebie, i będziemy bezpieczni. - Nie miała jak zajrzeć do głowy kocurka, by odpowiedzieć na pytanie dotyczące jego mamy. Po prostu nie było igły we wsi by nagle uzyskała moc czytania w myślach. Możliwe też że mówiła to wszystko na głos by uspokoić samą siebie. Tak długo czekała by wrócić do domu, że teraz, gdy była tak blisko, po prostu się stresowała. Czy Wąż dalej był przywódcą? Oriental nie był przecież tak stary, ale jeśli rzeczywiście stołki się zmieniły, to bała się pytać co musiało spowodować że ten stracił wszystkie dziewięć żyć w tak krótkim czasie i jaki obraz zastanie. Bo wątpiła że kocur od tak rzuciłby wszystko w błoto. Żubrzyca, może nawet Cyprys(choć jej Puchacz nie znała za bardzo) zeszłaby z góry oberwać mu uszy.
Nie rozumie większości rzeczy, które kocica do niego mówi. Boi się, ale nie potrafi tego poprawnie po sobie pokazać - może nie chce. Próbuje być dzielny z myślą o mamie, choć nerwy zdradza drganie ogona i dygotanie tłustych łapek. Nieważne, jak stara się wydać z siebie dźwięk, odezwać się - coś, co dla innych kotów przychodzi naturalnie - nie jest w stanie. Nie może zadać pytań, które go nurtują. Chyba nawet... nie ma na to wystarczająco siły. Powieki zaczynają mu ciążyć coraz bardziej z każdym krokiem, ale nie może zamknąć oczu. Idzie dalej, coraz bardziej się zataczając w miejscu.
Gdy docierają na miejsce, kociak siada na trawie w szerokim rozkroku, wpatrzony we własne, wciąż dygoczące ze stresu i zmęczenia łapki. Czemu ktokolwiek ma gdzieś ich przyjmować? Czemu miałby ich nie przyjąć? Kiedy mama do nich dołączy? Tak wiele pytań które nigdy nie wypłyną z czarnej mordki, na które możliwie nigdy nie pozna odpowiedzi. Musi być dzielny.
Walczy ze zmęczeniem, zmuszając oczy do pozostania otwartymi i stara się kontrolować głowę, aby ta nie opadła mu zupełnie, aby nie zasnąć na siedząco. Pytająco patrzy na szylkretkę.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
To był zwykły spacer. Polowała zwykle z rana; nie była desperatką, by szukać ziół teraz, niedługo przed zazielenieniem się całego otaczającego ich świata; nie planowała dzisiaj sprawdzać, czy Orion był u siebie – zresztą, to nawet nie w tę stronę. Najniewinniejszy w życiu spacer, ale może to na takich spacerach działy się najmniej spodziewane rzeczy.
Bo jak inaczej nazwać Puchacz czekającą jak gdyby nigdy nic nieopodal granicy?
Nurt gwałtownie przystanęła w miejscu. Zielone oczy otwarte szeroko, wyrażające większe zdziwienie, niż na widok Gwiezdnego, który postanowił ot tak zawitać wśród żywych. Uchyliła pyszczek, spojrzeniem zjechała na ciemną kulkę u łap szylkretki, potem z powrotem na nią. Dwa powolne mrugnięcia, później kilka szybszych.
– Puchacz?! – wykrzyknęła, podbiegając do nich. – O rany, ja chyba śnię! Co ty tutaj robisz??? I to jeszcze, właśnie, tutaj, zapomniałaś drogi do Obozu? Masz kociaka! Ojej, hej, wyglądasz na ledwo przytomnego, mama chyba przeciągnęła cię przez połowę terenów Czterech Klanów! – miauknęła, schyliwszy się do malucha. Przyjaźnie trąciła go nosem w czółko. – Śmieszniutki jesteś!
Popatrzyła w górę, w oczy kotki. Niewiele się zmieniła, a i tak ciężko uwierzyć, że to naprawdę ona.
Księżyce: 122 Mistrz: Cierpka Jagoda Płeć: Kotka Matka: Cierpka Jagoda & Żurawinowy Nos Partner: Rudy Buc(Kamulec) Trwałe urazy: wyszczerbione prawe ucho i dziura w lewym, blizna biegnąca na barkach i karku, oraz niewielkie na łapach.
Księżyce: 122 Mistrz: Cierpka Jagoda Płeć: Kotka Matka: Cierpka Jagoda & Żurawinowy Nos Partner: Rudy Buc(Kamulec) Trwałe urazy: wyszczerbione prawe ucho i dziura w lewym, blizna biegnąca na barkach i karku, oraz niewielkie na łapach.
Krępy średniej wielkości czarny szylkret z bielą o krótkiej sierści. Zgniło żółto-zielone oczy.
Krzyk prawie wyrwał ją z własnej skóry z zaskoczenia. Możliwe że zbyt skupiła się na fakcie że maluch dosłownie zasypiał na stojąco, wiec przysunęla się delikatnie by jak coś ten mógł się o nią najzwyczajniej oprzeć. Nie wiedziała ile będą czekać, więc równie dobrze mógł się zdrzemnąć.
Więc gdy mózg próbował nadrobić fakt że słowa należały do znajomego jej kota, ciało zareagowało szybciej, odruchowo, jedną łapą szybko przeskakując nad mikro posturą kociaka tak że znalazł się pod nią. Ot. Odruch w celu ochrony kocurka. Jeśli coś miało ich zaatakować, to pierw trafiło by w nią. Ona mogłaby przyjąć uderzenie i wyszłaby z tego raczej cało. On? No niekoniecznie. Rzuciła spojrzenie w stronę nadbiegającej postaci z zmarszczonym czołem oraz uszami do tyłu, by zaraz rozszerzyć oczy na salwe pytań i realizacji że... to była Nurt.
Ta sama Nurt z którą się wychowała.
Sam fakt że była to niebieska zadziałał jak odcięcie jednej z cęgieł przywiązanej do jej barków. Ktoś znajomy. Czyli była szansa na to że zobaczy jeszcze innych.
- Nur...huh. - Trybiki wyraźnie przekręcały się jej w głowie, próbując nadgonić sytuacje. Oraz pytania. - To um, on nie jest mój. Ja... Zajmuje się nim. Ma mamę. Tylko no, nie ma jej tutaj.
Albo raczej miał, pozostało niewypowiedziane. Pozostało jej mieć nadzieje że Nurt zrozumie jeśli w momencie gdy wspomniała pieszczoszkę, położyła ciężar na pierwszym oraz ostatnim słowie, kręcąc dodatkowo głową a sam malec zostanie nieświadomy.
Zerknęła w dół na kociaka, który teraz był pomiędzy jej łapami, by uspokajająco przedstawić kotkę.
- To jest Nurt
Przysypia. Walczy ze zmęczeniem uparcie, ale powieki ma już niesamowicie ociężałe i nawet obce dźwięki i wiele dziwnych bodźców nie utrzymuje go przy pełni świadomości. Krzyk jednak wyrywa go z tego stanu - wzdryga się gwałtownie, jeżąc sierść na karku. Krzyk przypomina wrzask mamy, gdy uciekała przed ogromnym, wielkim zwierzem. Czy mama tu jest? Nie, to ktoś obcy krzyczy, krzyczy imię jego tymczasowej opiekunki. Kocię kuli się i przytula do jednej z łap szylkretowej kotki obok siebie.
Mimo tego jak jest głośna, szara kocica wydaje się być tak samo miła i sympatyczna. Po kilku jej słowach, przepełnionych entuzjazmem, ciche dziecko robi krok do przodu i daje się dotknąć w czoło. Czuje się rozbudzony. Dalej zdezorientowany, ale rozbudzony. Patrzy raz na kotkę, którą ta szara, dziwnie pachnąca nazwała Puchacz, a potem z powrotem na tą, która krzyczy - Nurt. Nie uśmiecha się, nie odzywa. Nie rejestruje chyba do końca słów, które wypływają z pyska Puchacz.
Kiwa głową z opóźnieniem, złotymi ślepkami wpatrzony w tą całą Nurt. Przyszła po nich? Idą gdzieś teraz? Idą szukać mamy? Tyle pytań. Brak odpowiedzi.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Och, a więc to wcale nie był kociak Puchacz. Na usprawiedliwienie Nurt – krótka, ciemna szata malucha przypominała tę należącą do niej. Nikt nie oskarżyłby ich o brak pokrewieństwa!
– O– Ooo. Oookej – odpowiedziała przeciągle, powracając wzrokiem do minikotka stojącego między łapami opiekunki. – No dałabym się nabrać, że jesteście rodziną! Ale ciocia Puchacz też jest super, co? Przyprowadziła cię do Klanu Gromu, a to najlepsze miejsce na ziemi, sam się przekonasz!
Podniosła się, pręgowany ogon z mocą przeciął powietrze. Córka Żubrzycy czuła, że za tym wszystkim kryła się grubsza historia, jednak to nie czas ani nie miejsce na nadrabianie minionych księżyców.
– Wisisz mi wyjaśnienia, bo to naprawdę niesprawiedliwe. Ty znikasz, Kamień znika, i Żwir i Żądło... No jakbyście się zmówili! Ale to potem, nie będziemy tak stać na granicy, nie? Musimy przetransportować młodzieńca... Jak on ma na imię w zasadzie??... do Obozu, tutaj nie miejsce dla niego! Mogę go ponieść. Chyba jesteś nie mniej zmęczona od niego! – zauważyła. Ewentualnie przytłoczył ją napad z jej strony, choć umówmy się, Puchacz musiała być przyzwyczajona do energii medyczki. To raczej zasługa długiej przeprawy z brzdącem, że szylkretka sprawiała wrażenie tylko w połowie obecnej.
Księżyce: 122 Mistrz: Cierpka Jagoda Płeć: Kotka Matka: Cierpka Jagoda & Żurawinowy Nos Partner: Rudy Buc(Kamulec) Trwałe urazy: wyszczerbione prawe ucho i dziura w lewym, blizna biegnąca na barkach i karku, oraz niewielkie na łapach.
Księżyce: 122 Mistrz: Cierpka Jagoda Płeć: Kotka Matka: Cierpka Jagoda & Żurawinowy Nos Partner: Rudy Buc(Kamulec) Trwałe urazy: wyszczerbione prawe ucho i dziura w lewym, blizna biegnąca na barkach i karku, oraz niewielkie na łapach.
Krępy średniej wielkości czarny szylkret z bielą o krótkiej sierści. Zgniło żółto-zielone oczy.
Nie ma co być za złe Nurt że się pomyliła, pewnie jeszcze nie raz dostanie taki komentarz jeśli rzeczywiście... w sumie nie wiedziała co. Ona jak i malec byli podobni. Gruba, w większości czarna, szata była tego dowodem. Sama nie widziała kim chce być dla niego. Nie nadawała się na matke, była lepszym strażnikiem niż to. Ale jeśli chciała go wziąć ze sobą do klanu, równie dobrze mogłaby go podrzucić pod pierwszy lepszy dom dwunogów? Więc... zobaczymy co wyjdzie. To był problem dla jutrzejszej Puchacz nie dzisiejszej.
Cichy, nieco zmęczony, śmiech zagrał jej w pysku. Czy był najlepszy? To może było troche za dużo powiedziane, ale, oh Gwiezdni, jak ona tęskniła za tą naelektryzowaną kulką energii jaką była Nurt. Napad słów z jej strony wręcz spłynął jej na barki niczym utęskniony koc.
- Jasne, ja już się nigdzie nie wybieram. - Miaukneła. Będą miały czas by pogadać na jakikolwiek temat niebieska chciała. Nie miała zamiaru znikać. Może tylko wyjście poza tereny by poszukać jakichś informacji. Zamrugała. No tak. Imię. -...Nie wiem. Jego mama nie miała.... czasu, by podać mi imię.- Ostrożnie dobierając słowa zerknęła w dół na rozbudzonego kociaka, po czym zerka po pomoc na Nurt. Po jaką pomoc? Sama nie widziała. Ale widziała że musiała o jeszcze jedną rzecz zapytać.
-Nurt. Nurt. Mam bardzo ważne pytanie, czy ktokolwiek widział dwóch samotników na granicy? Wracałam z Krzyżakową Nicią- Jak bardzo Puchacz chciała użyć słowa ''Nikta'', wątpiła że Nurt by wiedziała o kogo chodzi. - Oraz takim kremowym młodzikiem, Jesionem. Ma bliznę na pysku. Zostaliśmy rozdzieleni przez psa i powinni dotrzeć tutaj pierwsi
Patrzyła uważnie na medyczkę, bo jeśli ich w klanie nie było.... to możliwe że będzie musiała odwołać swoje słowa. Nie chciała tracić kolejnych kotów, których obiecała sobie dostarczyć tutaj bezpiecznie.
Chce skupić się na rozmowie między dwoma kocicami, chce zrozumieć ich słowa i zapamiętać z nich jak najwięcej, ale mu się to nie udaje. Sen stopniowo wygrywa, nawet w natłoku nowych, dziwnych emocji, w towarzystwie kolejnej, nieznanej osoby. Powieki są ciężkie, opadają. Kocię zatacza się w miejscu, ledwo utrzymuje głowę w górze. Porusza drobnymi uszkami, aby pokazać, że jeszcze słyszy tą rozmowę, ale po prawdzie nie słyszy nic. A raczej nic nie rejestruje, przestaje przyswajać informacje.
W końcu, zmęczony, kładzie się u łap Puchacz i zwija w kłębek. Głowa mu opada, oczy pozostają zamknięte. Jest wykończony. Nic nie rozumie, jest zmęczony i w obcym miejscu, a jednak dzięki obecności dwóch kocic czuje się... bezpiecznie. Tak bezpiecznie, jak to możliwe. Nie wyłapuje już nic z dialogu Nurt i Puchacz. Kocię powoli odpływa, z nadzieją, że gdy się obudzi, będzie w innym miejscu i już razem z mamą.
Gdzieś w tle rozbrzmiewają głośno cykady, do których melodii zasypia.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
A niech tylko spróbuje gdzieś znowu uciekać! Po prawdzie, Nurt nie byłaby zdziwiona, akurat pod względem niezależności dobrali się z Askeladdem idealnie. Ale teraz dochodził nowy, żywy element i pręguska miała nadzieję, że Puchacz zostanie na dłużej choćby ze względu na niego. Tęskniła za nią. A jak Puszczyk musiał tęsknić! Ha, nie mogła się doczekać, aż przyprowadzi jego siostrę!
– W Klanie przyda mu się imię – miauknęła z wyraźną aluzją. Nie miała pojęcia, ile kocię rozumiało z ich wymiany zdań; musiało być nieźle zmulone, bo ani me, ani be, nic się nie odzywało! Wolała jednak przypadkiem nie palnąć jakiejś głupoty, a nieznajomość pełni sytuacji nakazywała specjalną ostrożność.
Uniosła wyżej uszy, zaskoczona pytaniem. Wiedziała o powrocie Krzyżakowej Nici, trudno byłoby ominąć dwa „nowe” pyski w Obozie! Natomiast o czym nie wiedziała, to o powiązaniu kocura z szylkretką. Dosyć zabawne, kiedy się nad tym zastanowić. Jedno pojawiło się z młodym kotem, niedługo potem drugie z kociakiem. Silna wola Nurtu została wystawiona na próbę – chyba tylko Gwiezdni wiedzieli, jak bardzo chciała poznać wszystkie szczegóły i znaleźć sens w tym całym zagmatwaniu!
– Aha, dotarli! – potwierdziła z zadowoleniem, że mogła udzielić dobrych wieści. – Jakiś czas temu. Cali i zdrowi, w lecznicy ich nie było! To co, idziemy do nich?
Łypnęła znacząco na kuleczkę zwiniętą u łap Puchacz.
Księżyce: 122 Mistrz: Cierpka Jagoda Płeć: Kotka Matka: Cierpka Jagoda & Żurawinowy Nos Partner: Rudy Buc(Kamulec) Trwałe urazy: wyszczerbione prawe ucho i dziura w lewym, blizna biegnąca na barkach i karku, oraz niewielkie na łapach.
Księżyce: 122 Mistrz: Cierpka Jagoda Płeć: Kotka Matka: Cierpka Jagoda & Żurawinowy Nos Partner: Rudy Buc(Kamulec) Trwałe urazy: wyszczerbione prawe ucho i dziura w lewym, blizna biegnąca na barkach i karku, oraz niewielkie na łapach.
Krępy średniej wielkości czarny szylkret z bielą o krótkiej sierści. Zgniło żółto-zielone oczy.
Jedyne miejsce na które mogłaby zniknąć to na Srebrną Skórkę, co nie znaczy że poszłaby tam dobrowolnie bez walki. Tamci będą musieli ją ciągnąć za ogon ze wszystkich sił, bo miała zamiar zapierać się pazurami.
Obserwowała malucha słuchając Nurt, jak ten po prostu zostawał powoli pokonany przez zmęczenie całą sytuacją. Musieli wymyślić mu imie, nie mógł być bez imienia, a nazywanie go ''maluchem'' cały czas zaczynało być męczące.
Gdy tylko usłyszała że tamta dwójka dotarła w jednym, zdrowym, kawałku do klanu, odetchnęła z ulgą, czując jak zmęczenie jeszcze bardziej ją ogarnia. Teraz zostało znalezienie Bataliona i jego rodzeństwa, ale z tym będzie musiała już pomówić w Wężem, zakładając że on wciąż jest przywódcą.
- Chodźmy do domu - Wstała na łapy, zmęczenie spływające z jej słów. Sięgnęła w dół, chwytając ostrożnie kark kocurka. Mimo braku większych zasobów energi miała zamiar go nieść, i jeśli Nurt nawet spróbowała zaproponować przejęcie go - została zdzielona ogonem w nos. Da rade w tym jakże klimatycznym akompaniamencie cykad dojść do obozu.
Cykady huh?
Kocię nie reaguje na to, jak zostaje podnoszone. Słowa są jedynie tłem, szumem, z którego nic nie wyłapuje, żadnych konkretnych informacji. W połowie już śpi. Ciemne wąsy drgają, gdy zostaje podniesiony przez Puchacz, ale nie protestuje; podciąga łapki pod brodę i daje się nieść, gdziekolwiek teraz idą.
Ufa jej. Nie ma innego wyjścia. A Puchacz, najwyraźniej, ufa tej Nurt - więc jej też ufa. Kocię zaraz raz a dobrze zasypia niesione przez szylkretkę, utulone do snu przez pieśni cykad nieopodal.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Uparciuch! Zaproponowała pomoc przy niesieniu malca, widziała przecież, że Puchacz ledwo patrzyła na oczy. Ale skoro ta wolała zrobić to sama, jej nie pozostało nic innego, jak wspierać ich w podróży – skorzystać ze swojego większego zasobu energii do rozglądania się za niebezpieczeństwami i w razie co być gotowym podeprzeć prawie-siostrę, gdyby przypadkiem dała ujście zmęczeniu i poszła w ślady śpiącego kociaka. Nic z tego nie zamierzała robić w ciszy, oczywiście. Skoro miała wolny pyszczek, umili im podróż opowieściami o Klanie. Puchacz miała sporo do nadrobienia!
Najważniejsze, że nie stali tu dłużej, czekając na kłopoty. Wracali do domu.
I koniec. Taki nie do końca, bo chyba jeszcze nie wiedział czy na pewno dziś zniknie na stałe-stałe, bo jak nie znajdzie Skały to... no, przypał, głupio uciekać do niczego, ale to koniec, definitywny. W Klanie nie trzymało go już nic, poza paroma znajomościami. Siniak jednak zrozumie, Kałuża i Topik też zrozumieją. Zresztą, może do nich zaglądać.
Ale teraz, teraz był daleko. W zupełnie obcym miejscu, za Gromem. I był sam! Rozglądał się tu, tam, szukając jakiegoś punktu zaczepnego. Będąc szczerym, liczenie na to że brat po TAK długim czasie jest tu nadal, było chyba prześmiewczo głupie... ale czy miał cokolwiek innego do stracenia? No, nie do końca. Od czegoś musiał zacząć.