Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Zajęło to może nieco dłużej niż jeden obiecany dzień, ale musiał poczekać na dobry moment. Taki, gdy akurat nikt nie będzie mógł wiedzieć, gdzie się znajdował i nie zwróci uwagi na jego zniknięcie. Nie chciałby przecież wyglądać na kogoś, kto opuszczał bez powodu od razu granice nowego klanu. Nawet jeśli nie dostał żadnego bezpośredniego zakazu, by tego nie robić.
Miał jednak nadzieję, że rzeczywiście odnajdzie Szpona w okolicy, gdzie widział go ostatnio i jego wycieczka nie będzie musiała trwać zbyć długo. Nie chciałby przecież zawieść Psiej Gwiazdy w jakikolwiek sposób. Ostrożnie, ale szybkim krokiem zbliżył się do miejsca, w którym ostatnio rozmawiał ze swoim bratem, rozglądając się uważnie, za jakimiś śladami jego obecności. Oby tylko nic mu się nie stało, chociażby nie okazało się, że teraz Mysia Łapa powróciła i zaatakowała także jego…
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Szpon nijak umiał się przejąć tym, że trwało to dłużej. Miał póki co schronienie, jedzenie i generalnie - dom - a co za tym szło, nie miał najmniejszej potrzeby pospieszać nic. Wiedział w końcu, że u Skały jest.... jest, nie wiedział czy okej. Po ostatniej rozmowie śmiałby stwierdzić, że oszalał. - Skała! - krzyknął, gdy zobaczył brata na horyzoncie. Podbiegł w jego kierunku truchtem, posyłając mu lekki uśmiech. Ten zmienił się w grymas, gdy to do jego nosa wpadł błotnisty smród. Jego plan się chyba udał. Jakim kosztem, śmierdział okropnie! Otrzepał delikatnie łeb, przysiadając na ziemi przed nim. - Nie działo się nic w Klanie ostatnio.
Od razu podkreślił, podejrzewając że ten mógłby się tym zainteresować. W końcu, tego głównie Szpon miał pilnować. - Wszyscy żyją.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Przynajmniej w tej kwestii Gwiezdny Klan najwyraźniej dalej mu sprzyjał, nie ważne co by się nie działo, ostatecznie mógł się odnaleźć ze Szponem. Przyspieszył, ruszając w kierunku brata, a z kolei na jego pysku pojawił się uśmiech. - To dobrze. – Odpowiedział z ulgą słysząc, że więcej śmierci nie nadeszło. Niestety prawdopodobnie była to jedynie przerwa, a nie koniec, wcześniej przecież również nie działy się absolutnie przez cały czas. Pocieszające było również to, że skoro Szpon znał najnowsze wiadomości z Rzeki, to prawdopodobnie w ostatnim czasie był właśnie tam, a nie żył samotnie na niebezpiecznych terenach. - Psia Gwiazda zgodził się przyjąć mnie do swojego klanu. Na razie jako terminatora, moje nowe imię to Zbutwiała Łapa. – Nazywanie go Skałą teraz, gdy byli sami, nie było niczym złym, ale poza tym? Skaliste Zbocze już nie istniał i najlepiej by było, gdyby jak najmniej kotów kojarzyło go z dawnym wojownikiem klanu Rzeki.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
To było dobrze, pokiwał głową w porozumieniu. Chwilę później jednak się skrzywił. Jak do tego, że Skała jest w Cieniu umiał dotrzeć nosem, tak to imię... było co najmniej okropne. Położył uszy po sobie, nie kryjąc tego zawodu. - Czemu akurat takie imię? - spytał wprost. Sam je sobie wybrał, czy Przywódca uznał, że tak dobrze jest traktować innych? Uch...! - No... i poza tym, jak tam w Cieniu? Odnajdujesz się jakoś między kotami, czy raczej nie?
Dorzucił, z lekkim uśmiechem.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Wydawał się jakby nie zauważać wszystkich mniej przychylnych znaków w wyglądzie brata, gdy mówił o swoim nowym imieniu i klanie. Było to dziwne, też nie czuł się jeszcze do końca przyzwyczajony, jednak niedługo i Szpon miał zrozumieć, że wszystko działo się dokładnie tak jak powinno. - Psia Gwiazda je dla mnie wybrał. – A on nie pomyślałby nawet o tym, żeby je zmieniać. Jeśli jego nowemu przywódcy wydało się słuszne – tak właśnie miało być, żadne inne uczucia jakie można było mieć względem tego miana się nie liczyły. - Nie zdążyłem jeszcze poznać zbyt wielu kotów, ale na pewno jej nieporównywalnie lepiej niż żyć jako samotnik. Mieszkanie tutaj, bez klanu… to nie było prawdziwe życie. – Teraz ponownie zaczynał nareszcie znów czuć, że rzeczywiście istnieje, nawet jeśli jako ktoś całkowicie inny niż wcześniej – A ty co zamierzasz teraz zrobić? – Być może miał jeszcze, chociaż najmniejszą nadzieję, że brat przemyślał co tak naprawdę jest dla niego najlepszą opcją i zdecyduje się zostać w Rzece.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
- Och... aha, nie wiem, mi się nie podoba. Zbyt mało pokaźne dla ciebie. Może ci je z czasem zmieni - skomentował - w typowym dla siebie geście stuprocentowej szczerości. Jako, że to nie był wybór brata, tym bardziej mógł mówić że imię było nie-okej, ani odrobinę nie pasowało i powinien dostać coś o niebo lepszego. I oby dostał. - Lepiej niż w Rzece? - spytał, chyba dla pewności, że tam go już nie spotka. Na jego pytanie uśmiechnął się lekko i wzruszył barkami. - Skoro ty przyszedłeś tu... to ja chyba mogę też się oficjalnie zebrać do wyjścia i spróbować dołączyć. Chciałbym pogadać z Łabędziem, żeby nie myślał, że odchodzę bez powodu. Wiesz - mimo wszystko, on ufał mi, a ja jemu.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Miał nadzieję, że całkiem niedługo przestanie być Łapą i odzyska pozycję wojownika, wtedy może jego imię zmieni się w coś, co już każdemu będzie się podobać. Większość wymaganych umiejętności przecież miał, wystarczyło tylko poznać dokładnie tereny Cienia i nie będzie mu brakowało już niczego.
Pomysł opowiadania o tym wszystkim Łabędziej Gwieździe spowodował, że teraz z kolei Zbutwiała Łapa się skrzywił. Zmiana klanu była czymś, co należało trzymać w sekrecie, powodem do wstydu, faktem, o którym powinno się dowiedzieć jak najmniej kotów. A już na pewno nie przywódca, którego się w takim momencie opuszczało. - Tylko nie mów mu nic o tym, gdzie ja teraz jestem. Ani jemu, ani nikomu innemu. – Polecił. Od całego tego głupiego pomysłu raczej by nie odwiódł Szpona, ale może chociaż mógł nie być jego częścią. Tak, by nikt w Rzece, jego dawnym domu, nie dowiedział się co takiego uczynił kot, którym kiedyś był.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
- Dla publiki Klanu jesteś zaginiony, szukasz odkupienia i tym podobne. A ja, braciszku, nie wiem co z tobą - uśmiechnął się cwanie. Zdobywanie informacji od Szpona było można porównać do próby zmuszenia lisa, by wyśpiewał jakie ma plany. No, co prawda, Wojownik powie więcej, ale nie powiedziałby tego, co ktoś chciałby usłyszeć. Był zbyt uparty, zbyt lojalny, i najpewniej - niespecjalnie zainteresowany tym, co chcieli inni. Jeśli słyszał we wszystkim jedno "nie", które było od kogoś ważniejszego w jego życiu, wolał się trzymać tylko tego, niczego innego. - Zresztą, gadać idę o sobie. Jak ktoś się dowie czegokolwiek o tobie, to chyba prędzej od patrolu, niż ode mnie. Wiesz, jak się mnie ktokolwiek pyta, to mówię że załatwiasz swoje sprawy. Nic więcej.
Wzruszył lekko barkami. - A ja, po prostu, chcę powiedzieć Łabędziowi jak to będzie. No! I żeby nie martwił się zbyt bardzo o mnie.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Były to wystarczające zapewniania, by go uspokoić. I tak nie mógł być całkowicie pewny, czy Szpon nie zdradzi komukolwiek jakiejś ważnej informacji przypadkiem, ale przynajmniej szanse na to zdecydowanie spadały. Przed niczym więcej nie zamierzał go powstrzymywać.
Nawet jeśli wiedział, że być może powinien, jeśli Szpon miał rzeczywiście być przyjęty przez Psią Gwiazdę. Doszedł jednak do wniosku, że chciał pozostawić bratu przeprowadzenie tej rozmowy całkiem samodzielnie, niezależnie od tego jak miałoby się to skończyć. Lub prawie niezależnie od tego, na pewno nie chciałby, by stała mu się przy tym jakaś krzywda, ale to brzmiało niemożliwie. W najgorszym przypadku trafi do Gromu – przynajmniej jeśli wtedy tam pojawią się jakiekolwiek dalsze wskazówki, to będą do nich mieć łatwiejszy dostęp. - Właściwie to ktokolwiek w Rzece o mnie pytał?
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
- Noc, chyba Siniak i... tyle - a przynajmniej on nie kojarzył, by komukolwiek więcej tłumaczył sprawę. Jeśli nie gadali z tymi pobocznymi kotami, to chyba nie można było nawet zakładać, że ktoś się tym jakoś bardziej przejął... no, najpewniej Łabędź, ale z nim w ogóle nie pamiętał by gadał o tym zniknięciu brata. - Milczę o tobie, no a inni nie wiedzą nic. Rozumiesz - trudno, by ktokolwiek pytał, skoro spotykają się z wymijającymi odpowiedziami!
Zapewnił go raz jeszcze. Chyba każdy w pewnej chwili rozumiał, że nie dowie się niczego od Szpona i w takim razie lepiej było zwyczajnie, no... nie pytać, nie tracić czasu. Lub po prostu tłum Rzeki faktycznie nie przejął się tym zniknięciem i przyjął to spokojnie, jak każde inne odejście z Klanu.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Noc był najbardziej spodziewaną z możliwych odpowiedzi, Siniak chyba tylko ze względu właśnie na związek z jego bratem, sam nie pamiętał, by kiedykolwiek dłużej ze sobą osobiście rozmawiali. Jednak brak przesadnego zainteresowania był dla niego całkiem pozytywną informacją, nie miał się czym martwić. - Dobrze. – Stwierdził, już na pewno nie potrzebując kolejnych zapewnień ze strony Szpona akurat w tej kwestii. Przynajmniej tym nie musiał się martwić. Jeszcze tylko trochę czasu, a być może już nikt w Rzece nie będzie o nim nawet myśleć. - A co robiłeś ostatnio poza tym? – Postanowił spytać, w końcu nie wiedział kiedy rzeczywiście będzie miał okazję następnym razem porozmawiać z bratem. Chciał wiedzieć, co u niego, czy działo się coś jeszcze, niezależnie czy mniej, czy bardziej ważnego. Przynajmniej teraz, kiedy już mieli na to moment, jego misja i wszystkie zadania mogły poczekać jeszcze odrobinę, podczas gdy on posłucha Szpona.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
- W sumie, ha! Chyba nic. Siedzę i żyję, nie trenuję nikogo, czasem zapoluję czy pójdę na patrol, ale tak poza tym? Nie gadam nawet z nikim. Ostatnio to w ogóle, jakby po prostu życie się nie ciągnęło w ogóle, tylko stanęło w miejscu i tyle, nic więcej. Nuda! W sumie, dlatego że nie wiedziałem też co i jak tam z tobą - bo trudno się angażować w cokolwiek, jeśli było się w gotowości w każdej chwili odejść z Klanu, nie? Teraz przynajmniej wiedział w którą stronę mógł się ruszyć i co ze sobą robić. - Nie wiem, mam nadzieję że teraz będzie w ogóle lepiej. Wiesz, że po prostu odejdę, dołączę do Cienia..... lub i nie, jakby mnie nie przyjął, a potem już z górki. Byleby tylko nie być w tej takiej nicości życia!! Bo jak nie wiem gdzie wsadzić łapy i za co się wziąć, to jakoś tak... no.... jakbym już sam w pewnym sensie nie żył.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Pokiwał głową. Nie brzmiało to może zbyt dobrze, ale też i nie tragicznie. A teraz mogło być lepiej, bo ich życia znów zaczynały iść w bardziej konkretnym kierunku, tam, gdzie powinni trafić. - Też się czułem jakbym nie żył. Gdy musiałem żyć tutaj, jako samotnik. – W klanie, nawet jeśli jego codzienność składała się z kolejnego chodzenia na patrole i polowań, czuł przynajmniej, że coś robi, nawet jeśli nie ma w tym nic niezwykłego. Przynajmniej miał konkretne zadania i robił je dla kogoś, a tutaj? Równie dobrze któregoś dnia mógłby naprawdę zginąć i minęły by być może księżyce, nim ktokolwiek by się zorientował. Czy to się w ogóle liczyło jeszcze jako istnienie? Potrzebował celu, potrzebował poczucia, że wszystkie jego akcje do czegoś prowadzą – i miał nadzieję, że Szpon, jeśli dołączy do niego w Cieniu, do poszukiwań rozwiązania tego całego problemu, również będzie mógł znów to poczuć.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
- Ja chyba wtedy odżyję - jak będzie samotnikiem... ale wiadomo, to zależało tylko od jednego i drugiego punktu widzenia. Dla Skały to mogło być już męczącą przeszłością. Dla Szpona, takie odejście, było po prostu możliwą szansą na coś lepszego. Cmoknął cichutko pod nosem. - No, to ten!
Zaczynając inny temat. - Teraz masz trening na nowo czy tylko tak cię sprawdzają? No, no - i ten! - czy w sumie nie boisz się, że tam też będą jacyś Bezgwiezdni? Jak u nas była ta, tamta akcja - kontynuował, posyłając mu lekki uśmiech. Jakoś trzeba to rozwinąć, żeby nie siedzieć cichutko i mówić co jest fajne, a co nie.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
- Głownie Psia Gwiazda sprawdza moje umiejętności i pokazuje tereny Cienia. Nie ma potrzeby, żebym uczył się wszystkiego od początku. – Oczywiście, dla przywódcy trzeba było udowodnić, że wszystko umiało się idealnie. Na szczęście on sam, w przeciwieństwie do wielu młodych terminatorów rzeczywiście posiadał odpowiednie umiejętności i był w stanie to udowodnić. Nie miał jednak nic przeciwko temu, żeby spędzić trochę więcej czasu z Cienistą Gwiazdą. - Mam nadzieję, że… Jestem pewny, że Psia Gwiazda nie dopuściłby do tego, żeby w jego klanie stało się cokolwiek złego. – Więc także na obecność jakichkolwiek Bezgwiezdnych. Tak musiało być, trafił teraz do miejsca, w którym jest bezpieczny. I wszyscy inni też są bezpieczni, a on znajdzie sposób jak uratować Rzekę, a wtedy jego prawdziwy klan również taki będzie. Dalej musiał powtarzać sobie to w myślach co chwilę, by przypadkiem nie dopuścić do siebie żadnej innej opcji. Jego nowy przywódca ochroni go przed wszystkim, co złe.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be