Skomentował to krótkim "aha" z machnięciem głowy. W sumie, może to i lepiej. Nie wyobrażał sobie, żeby po dołączeniu do jakiegokolwiek Klanu musiałby się znowu tak przepychać z jakimkolwiek mistrzem, prosić o uwagę i Gwiezdni wiedzą co jeszcze. Jeden raz mu wystarczy w stu procentach.
Na jego kolejne słowa podniósł lekko uszy do góry. - Podejrzewasz, że Łabędź dopuszczał do tych rzeczy? - bo to było już osądem... wręcz obrzydliwym!
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
- Nie wierzę, żeby chciał do tego celowo dopuścić. Ale jednak działo się to tyle księżyców i nie widziałem, żeby zrobił cokolwiek, żeby to zatrzymać. – Nie uważał Łabędziej Gwiazdy za złego kota, na pewno nie. Jednak czy rzeczywiście robił on wszystko, co w swojej mocy, by pomóc klanowi Rzeki? Czy naprawdę uważał, że sytuacje, które miały miejsce były jedynie serią przypadków, czy ignorował prawdę, nie mając pojęcia jak rozwiązać te problemy? To nie tak, że koniecznie mógł to zrobić, przecież jako przywódca tym bardziej nie powinien opuszczać swoich terenów, by udawać się na wieloksiężycowe wyprawy po odpowiedzi, ale jednak… Być może mógł zrobić coś więcej.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Poruszył jednym z uszu, przyglądając się pyskowi Skały. Tym razem z nieco większym dystansem, bo jakoby nie było - chyba pierwszy raz ich zdania, wizje świata się ze sobą starły. Nie, aby przez to nienawidził brata, uważał go za złego, gorszego czy cokolwiek, ale wiadomo, nieco było to dziwne. - Skoro tak myślisz - stwierdził ostatecznie, nie spuszczając z niego nawet na moment wzroku. Dopiero po niedługiej chwili mrugnął, przerzucając spojrzenie gdzieś na bok. - Ale ja sądzę, że Łabędzia Gwiazda dba o swój Klan tak jak może. Nigdy, nigdy mnie nie zawiódł. No, raz, ale nigdy w prywatnych sprawach. Nie mógłbym powiedzieć, że jest zły... czy się nie stara.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Nie zamierzał się o to kłócić, trudno było stwierdzić, ile przywódca Rzeki tak naprawdę wiedział, ani jak starał się temu zapobiec. On sam również wolał wierzyć, że Łabędź wykonywał swoje obowiązki jak najlepiej – tylko być może to rzeczywiście nie było wystarczające. - Może nie było nic, co mógł z tym zrobić. – To też było możliwe. Cokolwiek się działo naprawdę było poza wszelkimi zdolnościami Łabędziej Gwiazdy, nawet jeśli on robił wszystko, co w swojej mocy, żeby uratować klan Rzeki. Na pewno nie jego zamierzał oskarżać o wszystkie złe rzeczy, które się działy. Tylko ewentualnych zasług za zakończenie ich prawdopodobnie również nie będzie można mu przypisać, jeśli, kiedy, to wszystko się już skończy.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
- To... chyba najlepsza z myśli jakie można mieć. Wiesz, no... Łabędzia Gwiazda jest spoko. Mega spoko - bo jak mówił, jego (prawie) nigdy nie zawiódł. Nie chciałby myśleć o tym, że tak naprawdę to wszystko jest ściema, a Przywódca ma cały Klan i jego członków gdzieś. Absolutnie gdzieś. Ugh! - No... Słuchaj. Jeśli się uda, w najbliższym czasie wpadnę tam do was. Tylko powiedz mi, co do Psiej Gwiazdy. Jak ja mam właściwie się wobec niego zachowywać? Żeby nie było, że mnie zobaczy i od razu mi powie, że mam spadać!
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
To prawda, Łabędzia Gwiazda był spoko. Ale czy to było najważniejsza cecha, jaką miał mieć przywódca klanu? - Bądź poważny. Zdecydowany, ale też okaż mu szacunek. – Co dalej? Bądź sobą? Nie, w tym przypadku bycie Szponem niestety prawdopodobnie nie było najlepszym rozwiązaniem. Chociaż może i on poczuje wszystko, co poczuł (wtedy jeszcze) Skaliste Zbocze, gdy dane było mu poznać Psią Gwiazdę po raz pierwszy – a później wszystko jakoś się ułoży. - Pokaż mu, że jesteś dobrym wojownikiem. Taki, który trzyma się Kodeksu i będzie lojalny. – Nawet, jeśli konieczne do tego będzie oddanie wszystkiego. Czy brat był na to gotowy? Wciąż nie był pewien, a jednocześnie miał wrażenie, że nie powinien mu mówić o tym wcześniej. Niech podejdzie do tego prawdziwie, pokaże, że rzeczywiście jest w stanie to zrobić, gdy zostanie postawiony przed wyborem. On sam czuł, że nie powinien na to wpływać, nawet jeśli miało to oznaczać rozwiązanie inne od tego, które uważałby za najlepsze.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
To już samo w sobie brzmiało bardzo nierealnie. Poważny? Szacunek? Albo jedno, albo drugie. Dwa na raz były praktycznie nierealne do osiągnięcia. Przynajmniej, nie długoterminowo, bo jak przy nim mógł udawać moment tak... no, co, całe życie miałby spędzić udając kogoś, kim nie jest?? Czy to nie sprawi, że czasem ucieczka przestanie mieć sens?? - Daję mu dwa księżyce i będzie miał mnie dość - odparł w końcu z żałosnym uśmiechem. To nie pesymizm, a realizm. Nie wierzył, że to wyjdzie, skoro Pies był takim... kotem.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Było to możliwe. Wiedział o takiej opcji, myślał o tym jako coś, co mogło się wydarzyć. Czy było to poświęcenie, na które był gotowy? Nie był pewny, na pewno nie chciał tracić znów brata, nie chciał się od niego rozdzielać na zbyt długo, ale z drugiej strony… Jednak istniało coś ważniejszego od niego. Bo bez tego i jego, i wszystkich innych, być może w przyszłości już nie będzie. - Warto się postarać. Dla znalezienia rozwiązania całej naszej misji. – Dla ich celu, dla wypełnienia zadania i uratowania wszystkich w klanie Rzeki. Nawet jeśli nie zawsze miało być to proste i przyjemne, dla niego przecież podczas księżyców spędzonych jako samotnik również nie było. Ale był to w stanie przeżyć, bo wiedział, że musi to zrobić. A teraz być może nadszedł czas na to, by i Szpon zrozumiał, że nie zawsze to, co będzie dla niego najprzyjemniejsze było również tym, co powinien zrobić.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
W duszy odetchnął. Jedynie to, jedynie po to. Niby nie musiał wcale na to przystawać, ale z drugiej strony, odmówić Skale? JEMU? To jedyny brat, jedyna rodzina, jaką chciał. Jakiej potrzebował, o jakiej myślał. Wszyscy inni byli, i spoko, żyli sobie obok niego, mniej lub bardziej istnieli w życiu Szpona, ale to nie było to. Nigdy nie było, nigdy nie będzie. Odetchnął raz jeszcze, płyciej. - Jeśli się nie uda - zaczął zaraz. - Myślałeś już, co wtedy? Czy będziemy dalej mieli jakiś... no, kontakt, czy raczej sobie... raczej nie będziesz chciał gadać, jak serio wyląduję w innym Klanie?
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
- Będziemy się widzieć przynajmniej na granicach. Albo dalej tutaj, tak jak teraz. - Nie było to idealne rozwiązanie, ale na pewno lepsze, niż całkowity brak kontaktu. Potrzebował tego, był pewny, że obaj tego potrzebowali, zarówno dla przekazywania sobie nawzajem ważnych informacji, jak i po prostu spędzania czasu z jednym z najważniejszych dla siebie kotów.
Być może kiedyś, w dalekiej przyszłości, jeśli wszystko będzie już dobrze, wrócą razem do klanu Rzeki i wszystko będzie jak dawniej. Było to największe marzenie jakie miał, brzmiące zbyt nieprawdopodobnie, żeby rzeczywiście miało się spełnić. Ale jeśli miało jakiekolwiek szanse się okazać prawdą, to tym bardziej warto było zrobić wszystko, przez co będą musieli przejść wcześniej.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
- A ta misja? - pociągnął dalej, bo odpowiedź mimo że satysfakcjonująca, to zdecydowanie, wolał mieć pewność jak się obracać w tym wszystkim co się działo. - Nie będzie mnie przy tobie, znowu. Myślisz, że i tak się będzie wszystko udawało, czy raczej będziesz... nie wiem, czuł się jakbym cię wykiwał?
Uniósł jedną brew do góry. Właściwie, chyba nigdy o tym akurat nie gadali. O tym, że Szpon się opóźniał, że u niego zawsze był jakiś problem z czasem. I to nie dlatego, że tak chciał, tylko zawsze było coś na drodze i... znowu mogło być.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Wszystko byłoby prostsze, gdyby chociaż on sam był w stanie w pełni zrozumieć ich misję i wiedzieć już, co konkretnie mają zrobić. Jednak w aktualnej sytuacji mógł kierować się jedynie przeczuciami i niezbyt konkretnymi wskazówkami, które miały doprowadzić go w końcu do… czegoś. Czy były szanse, że ewentualny dalszy los Szpona byłby jedną z poszlak? Tak, to była dobra myśl, wtedy wszystko, niezależnie od tego, co się z nim stanie, będzie miało jakiś sens. Nawet jeśli sens jeszcze w tym momencie nieznany. - Może tak musi być, może to wszystko też jest jakaś część misji? Nie wiem, co tak naprawdę znajdę w klanie Cienia, może potrzebne do tego coś jeszcze, co będzie gdzieś indziej. – I być może Gwiezdny Klan spojrzy na nic i poprowadzi ich w taki sposób, żeby Szop trafił akurat na te brakujące Skale fragmenty.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
O. A takiej odpowiedzi się nie spodziewał. W głowie miał myśli skaczące między prostymi "tak wszystko jest spoko Szpon, jesteś mega" a "nie ma mowy, w sumie to cię nienawidzę i to wszystko jest gorsze przez ciebie" (chociaż na to drugie były ZNACZNIE mniejsze szanse). Zamrugał raz, potem drugi, a później lekko się uśmiechnął. - W sumie, to jest mądre. Nic się nie dzieje w stu procentach z naszej woli. Nawet jak Gwiezdni mówią, że w nas nie ingerują i w ogóle, to i tak... No, nic nie jest od nas zależne tak do końca. Bo w sumie to jak??? - gdyby w końcu to od nich miało zależeć co się dzieje wokół nich, to totalnie nie byliby w tym wszystkim, co dzieje się teraz. Chyba, raczej. Na pewno. Może?? Tak czy inaczej!! - Cieszę się, że nie jesteś zły, jak coś nie wyjdzie.
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Wszystko byłoby prostsze, gdyby zupełnie nic nie zależało od niego. I dlatego całkowita służba Psiej Gwieździe brzmiała jak wręcz idealna sytuacja. Gdyby mógł przy tym jeszcze całkowicie zapomnieć o swojej misji, życie mogłoby być nagle być całkiem przyjemne. Przynajmniej dla niego jednego, podczas gdy cała reszta świata powoli rozpadała się wokół.
Pokiwał głową, zgadzając się za Szponem. Czy to oznaczało, że wszystko było już ustalone? Nie powinien przebywać poza terenami Cienia zbyt długo, nie chciał przecież, żeby ktokolwiek zauważył jego zniknięcie i źle zrozumiał co się tu działo, uznał go za zdrajcę, który dołączył - To zobaczymy się znów już niedługo? Albo w klanie, a jeśli nie, to znowu tutaj? – Upewnił się. Brat mógł wybrać, za jaki czas konkretnie miałoby się to wydarzyć, zależy ile uznawał, że zajmie mu dowiedzenie się, co rzeczywiście się z nim dalej stanie. Księżyc? Dwa? A póki co mógł nadejść moment na kolejne pożegnanie i rozstanie.
// zt?
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Machnął głową. Nie było nic więcej do omawiania. Było spoko - można się rozejść. - Mam nadzieję, że to będzie serio w Klanie, a nie... Wiesz, mimo wszystko, wolałbym mieć jedno z głowy, a nie myśleć co potem. Dobrze wiesz, że się tym brzydzę - bo chociaż mógł ruszać tymi trybikami we łbie, to zdecydowanie, wolałby mieć spokój i nie robić absolutnie niczego, tylko dążyć za prądem wszechświata.
Stuknął o głowę Skały, życząc mu na odchodne miłego dnia, a potem sam wrócił do Rzeki. Ech, i od razu dzień groszy!