Na pewno znajdzie… i z tą myślą oboje powinni pozostać. Machnął mu głową - skoro mieli się rozstać tu i teraz, nie miał zamiaru go zatrzymywać nawet na moment dłużej. - Trzymaj się! - krzyknął jedynie w ramach odchodnego, posyłając mu nieco szerszy uśmiech. I po tym… cóż, on pozostał w miejscu, bo i tak nie miał dokąd teraz dokładnie iść. Chociaż tyle dobrego było w byciu bezdomnym, zawsze się miało na wszystko czas.
Księżyce: 59 Mistrz: lisia czaszka Płeć: kocur Ojciec: smoła Trwałe urazy: drobne zadrapania na ciele, ledwo widoczne pod sierścią
Żylasty, patykowaty, suchy, wszystkie te określenia poprawnie opisują biednego Wymoczka. Sam kocurek jest chorobliwie wręcz chudy i niedożywiony, o wyraźnych krzywiznach żeber, a wzrostem ledwie sięgając do średniej poprzeczki i to jak stanie na koniuszkach swoich palców. Generalnie wszystkie jego krawędzie są ostre, kanciaste. Aż dziw, że te chude łapy trzymają jakkolwiek jego wąski korpus w pionie! Jego sierść jest zupełnie białą, jednak bardzo zaniedbana, przerzedzona w kilku miejscach, stercząca na wszystkie strony i brudna przez brak pielęgnacji, a gdzieniegdzie, przy uważniejszym przyjrzeniu się, dostrzec można niewielkie zadrapania, głównie po bokach i w okolicy piersi. Oczy ma w kolorze błękitu, jak niebo podczas bezchmurnego dnia.
Zdziczały. Brakuje mu przez to ogłady i umiejętności ugryzienia się w język, szczególnie, kiedy górę biorą emocje. Panikuje z byle powodu, boi się dużych i masywnych kotów, które mogłyby stanowić dla niego potencjalne zagrożenie. Przez wychowanie na osiedlu, pośród gangusów, jest czujny i podejrzliwy wobec każdej napotkanej osoby. Kieruje się tym, co mu jego instynkt podpowie i najczęściej jest to po prostu ucieczka w bezpieczne miejsce, poza zasięg niebezpieczeństwa, zwłaszcza teraz, kiedy zostawił go ojciec, Wymoczek zdaje się zupełnie nie ufać nikomu i niczemu, jedyne, o czym marząc, to aby znaleźć swój własny, bezpieczny kąt.
XXXXWymoczek radził sobie. Znaczy, mniej-więcej sobie radził. Wciąż nie natrafił na choćby ślad zapachowy ojca i powoli zdawał się rozumieć, że ten go zwyczajnie porzucił. Nie był przecież głupi, żeby tego nie zauważyć… starał się więc jakoś oswoić z lasem i poznać jego tereny, zakamarki, dobre miejsca na odpoczynek, dobre na polowanie. I jakoś tak sobie żył, z dnia na dzień, niezbyt to było wygodne, ale co innego mógł zrobić? Do Klanów nie miał zamiaru póki co się zbliżać, zbyt przypominały mu gangi, przynajmniej z tego, co powiedział ten biały szczur, że mieszka tam też jego rodzina... chyba, że miał na myśli jakąś grupkę kotów, takie niewielkie stadko i nic więcej, chociaż samo słowo "klan" świadczyło o czymś dużym, więc na razie, dopóki nie dowie się większej ilości szczegółów, wolał trzymać się od nich z daleka.
Księżyce: 111 Płeć: Kocur Trwałe urazy: Łysy placek nad ogonem po ugryzieniu lisa
Orka podobnie do zwierzęcia, po którym otrzymał imię jest czarno-biały. Czerń okala większość jego postaci, z kolei biel ulokowana jest pod brodą, piersi i na całym brzuchu, nie nachodzi jednak na jego boki. Biel znajduje się również w postaci dwóch plamek nad oczami kocura, na palcach u wszystkich jego łap oraz w postaci pojedynczych włosków na jego ogonie. Czerń na jego grzbiecie również nie uniknęła wybielenia, gdyż po środku rozciąga się plama, jakby ktoś śmignął mu pędzlem po grzbiecie. Z kolei pod brodą dla odmiany znajduje się nie biała, a czarna łatka.
Jego futro jest gładkie, gęste, a przede wszystkim długie, idealnie prezentuje się na umięśnionej sylwetce. Należy również do kotów ponadprzeciętnego wzrostu. Tym co wyróżnia się na czarno-białym tle są lodowo-błękitne ślepia.
Przez swój tryb życia, od dłuższego czasu nie miał kontaktu z drugim kotem, dlatego też może wydawać się niezręczny, a już na pewno zdziwaczały. Daleko mu jednak do bycia odludkiem, wręcz przeciwnie, towarzystwo jest przez niego jak najbardziej poszukiwane, a już szczególnie takie, które wysłucha jego zażaleń, albo lepiej opowiastek. Orka jest osobnikiem niebywale pewnym siebie, żeby nie powiedzieć dumnym. Dodatkowo mówi szczerze co mu ślina na język przyniesie, dlatego na pierwszy rzut oka może wydawać się dość szorstki w obyciu. Uwielbia wszystko co ma związek z wodą i co przypomina mu o tym od czego został oddzielony. Nie znosi za to zasad, a co za tym idzie stworzeń, które je wytaczają, bo niby dlaczego ktokolwiek miałby zarządzać cudzym życiem. Czy można go nazwać anarchistą? Cóż, możliwe.
On z kolei nie widział potrzeby w trzymaniu się z dala od klanów. Dopóki nie wkroczy na ich tereny, to mogą mu najwyżej pogrozić paluszkiem. Mimo tego, spędzał jednak więcej czasu z dala od nich, chociażby dlatego, że rozmowy o jednym i tym samym były zwyczajnie irytujące. Nie potrzebował kolejnego przypomnienia, że granic się nie przekracza. Zresztą, tereny niczyje, były obfite w zwierzynę.
Wypadł właśnie z pobliskich krzewów, pod łapami ściskając nieruchome rude ciałko. Już miał chwytać je w zęby, gdy kątem oka dostrzegł sylwetkę. Odwrócił się w stronę nieznajomego, przyglądając mu się w milczeniu. Nie był pewny co powinien zrobić, już raz natknął się na kogoś, kto próbował odebrać mu zwierzynę, ale ten tutaj wyglądał na... powiedzmy, niezbyt groźnego.
xxxxMiała za często nie wychodzić, ale hej! ROZSADZAŁA ją energia, to co miała robić? Siedzieć? Dajcie spokój! Poszła sobie na spacer, zwiedzając ładne tereny i mówiąc CZEŚĆ do każdego robaczka napotkanego po drodze! I tak jakoś ją natchnęło przy Małych Grądzie (nijak się przejmowała granicami, bo nie za bardzo jeszcze potrafiła wyczuwać gdzie dokładnie są), że mogłaby w sumie zapolować! Chrabąszczowy Pancerzyk opowiadała jej nieco o teorii polowania, więc chyba połapie co i jak, nie?? A Wielki Nosek na pewno będzie z niej dumny!!!! xxxxZaczęła się więc rozglądać uważnie za... czymś. Czymkolwiek.
Wiejenawieczórwiatr Śmiejesię skrycie Narozwidleniu drógczekająna nas Strzygi i topielice Mamgłowy zawroty DAJMIJAKIŚZNAK
Dzięcioł jest przeciętnej wielkości kociakiem o szczupłej sylwetce. Może teraz tego nie widać z powodu kocięcego tłuszczyku, ale w przyszłości kocur będzie mógł poszczycić się dobrze zbudowanym ciałem o widocznych dobrze zarysowanych mięśniach Całe ciało młodzika pokryte jest krótką, gładką śnieżnobiałą sierścią nie odznaczająca się żadnymi szczególnymi znaczeniami. Jak jesteśmy już przy ciele należy wspomnieć że jest ono utrzymywane przez długie, mocne, choć jeszcze nieco pulchne łapki. Dzięcioł posiada niebieskie oczka, które z wiekiem zabarwią się na kolor jasno zielony. Nie wiele wyżej nad oczami znajdują się średniej wielkości trójkątne uszka. Pysk kocura jest niemalże okrągły, można powiedzieć że praktycznie zawsze, choć mimowolnie wyraża on obojętność.
Charakter kocura można porównać z tym jego matki. Jest spokojny i jak na swój wiek dość cierpliwy lecz w przeciwieństwie do Jałowcowej Jagody nie stroni od towarzystwa. Chętnie zamieni słówko lub dwa z innym klanowiczem. Jeżeli już mowa o rozmowach trzeba przyznać że kocurek jest lepszym słuchaczem niż rozmówcą, ale gdy już ma zamiar się odezwać stara się być przy tym uprzejmy i odnosić się z szacunkiem do rozmówcy. Przez specyficzny sposób wychowania swoich rodziców uważa że Klan Cienia jest najważniejszy i najwspanialszy, ponadto ceni sobie zasady i dyscyplinę. Lecz mimo tych wszystkich poglądów i słów rodziców na temat brudnokrwistych nie wywyższa się ponad nich, ani nie czuje się lepszy, wręcz przeciwnie stara się traktować je niemal na równi z pełnokrwistymi członkami Klanu, jednak nie oznacza to że nie jest wobec nich czujny, bo jest i to bardzo, jeden fałszywy ruch i uprzejmość syna Zroszonego Pąku może przemienić się w zniewagę.
Trzeba przyznać, że kotka doznała prawdziwego szczęścia początkującego, bowiem kilka lisich susów przez nią zza pobliskiej kępy traw, wyskoczył zająć. Uniósł pysk, poruszając nosem energicznie. Tak się składało że był odwrócony tyłem. Nie ma co, prawdziwe szczęście, nic tylko korzystać.
xxxxZając! Prawdziwy zając! Zabiło jej szybciej serce. Jej szansa. Jej moment! Uch.. jak to było... ogon, grzbiet i głowa w jednej linii, ugięte łapy... patrzeć pod nogi, iść pod wiatr i BYĆ CICHO. Tyle rzeczy na raz, jakie to truuudne! Niemniej wykonała wszystko tak, jak mówiła teoria, razem z przeniesieniem ciężaru ciała na tylne łapy. I tak szła powoli do królika, aż nie była wystarczająco blisko by skoczyć i wbić mi pazurki w gardło.
Wiejenawieczórwiatr Śmiejesię skrycie Narozwidleniu drógczekająna nas Strzygi i topielice Mamgłowy zawroty DAJMIJAKIŚZNAK
bury, z tygrysimi prążkami i długą, rozczochraną sierścią, wiecznie niezadowolony, brązowe oczy, średniej wielkości
bardzo niemiły i super niefajny!!! ale daje ładne pozory
Ciemna Łapa., Ruda Łapa (KG) | Mgła [KW]
Kolejny spacer - kolejny poza obóz. Aj, aj... igrał z losem? Najpewniej tak. Sam tym razem poczuł drobne obawy. Jedną wycieczkę może i jakoś by wyjaśnił, ale dwie... nie, już trzecią! Może być mały problem. Mimo tego, dotarł bez problemu do Małego Grądu, czy jakkolwiek to miejsce się nazywało - on z nazwy i tak go nie znał.
Odetchnął cicho, wskakując na płot. Nudził się. Zdecydowanie, to była jego jedyna z trosk w ostatnich dniach. Niemal co dzień robił to samo, oszaleć się dało... A tak, miał dziś chociaż odrobinę odmiany. To jest - być może, bo póki co, poza scenerią... niewiele się działo.
Raz na parę dni musieli się przenosić nieco bliżej. Ot, dla jakiegokolwiek postępu. Skoro miał ostatecznie wylądować w lesie, to dobrym pomysłem byłoby rzeczywiście zobaczyć jak las wygląda. Nie byłby jednak w stanie stanąć twarzą w twarz z absolutną dziczą. Potrzebował drobnych kroczków. Zaszyli się na jakiś czas przy końskiej zagrodzie, śpiąc w stajni. Ani zapachy ani widoki mu nie pasowały. Zresztą, nic mu nie pasowało.
Wytoczył się z kryjówki, gdy akurat Gremlin poszedł na jeden ze swoich szalonych zwiadów, i przycisnął się do płotu, idąc wzdłuż niego. Raz po raz wyglądał na straszące w oddali drzewa, starając się mieć też cały czas na widoku stajnię. Nie miało to jednak znaczenia, jak blisko był, skoro jak tylko podniósł w pewnym momencie głowę i zobaczył rosłego kocura, stanął po prostu w miejscu.
- AJ! - pisnął, zesztywniał całkowicie i padł bokiem na ziemię z uniesionymi, wyprostowanymi nogami. Można by pomyśleć przez chwilę, że naprawdę umarł ze strachu, choć prędko poruszająca się klatka piersiowa zdradzała szybkie oddechy i oznaki życia.
bury, z tygrysimi prążkami i długą, rozczochraną sierścią, wiecznie niezadowolony, brązowe oczy, średniej wielkości
bardzo niemiły i super niefajny!!! ale daje ładne pozory
Ciemna Łapa., Ruda Łapa (KG) | Mgła [KW]
I miał jak chciał - towarzystwo znalazło się natychmiast, a on... mógł zapomnieć o nudzie. Być może, to jest, bo jegomość mógł być równie ciekawy co flaki z olejem. Lub gorzej, być upierdliwy - takich to w ogóle sobie nie życzył w swojej okolicy! Przypatrzył się młodemu, co to stał i stał... i stał. I pisnął. A potem odstawiał jakiś cyrk. Spojrzał w dół. Prąd go kopnął? - Przecież widać, że żyjesz - bruknął w końcu. Jaki był cel jego wygłupów, szczerze? To jest - Jazgot go nie widział, żadnego... dla niego to było po prostu nieco głupie.
Rzeczywiście, miał rację.
Goblin zablokował dopływ powietrza i wstrzymał oddech. Emocje i adrenalina nie pozwalały mu jednak zrobić tego na zbyt długo. Już pomijając absolutny brak jakiejkolwiek kondycji, jako że najdłuższe wycieczki do tej pory miał od drapaka do miseczki.
Po jednym dłuższym duszeniu się w końcu z wielkim trudem wypuścił powietrze i zaczął łapczywie je wdychać ponownie, by się upewnić, że nadal żyje. Jego wzrok ponownie spotkał się z burym kocurem, by tylko od razu przenieść się gdzieś niżej. Uszy cofnął do tyłu, ogon podwinął pod zadek, a on sam skulił się przy płocie. Był przerażony.
- Odejdź, kanalio!! Ja jestem...ja jestem mały i żylasty! Nie będę dobrą przekąską! - piszczał, przyciskając się czym mocniej do ziemi.
bury, z tygrysimi prążkami i długą, rozczochraną sierścią, wiecznie niezadowolony, brązowe oczy, średniej wielkości
bardzo niemiły i super niefajny!!! ale daje ładne pozory
Ciemna Łapa., Ruda Łapa (KG) | Mgła [KW]
Jego reakcje, z chwili na chwilę sprawiały, że tylko kwestionował czy na pewno czasem nie śpi. Nie chciał wierzyć w to, że realnie jakikolwiek kot mógłby być... taki. Taki specyficzny, może głupi. W to drugie mógł uwierzyć - prawie wszędzie trafi na jakiegoś pacana. Ale to? TO? To było ponad wszelkie oczekiwania ex-pieszczocha. - Czemu miałbym jeść jakiegokolwiek kota? - spytał, marszcząc brwi. - Ty jesteś chory jakiś?
To już dodał w szczerym szoku. Co się działo? Na boga, dosłownie, co się dzieje? O czym on mówi, co on robi?! James pomachał głową na boki, starając się raz jeszcze upewnić, że to wszystko to na pewno nie jakiś dziwny sen. - Koty nie jedzą kotów, pajacu.
Zmarszczył na moment brewki i podniósł nieznacznie wzrok, kierując je na bure łapy. Był przekonany, że spotkanie leśnych dzikusów będzie musiał odhaczyć dopiero, gdy zdecydują się pójść bardziej wgłąb, gdy znajdą się na granicy z Gromem. Byłby ciut spokojniejszy, zważywszy na obecność Gremlina, którego obecnie nie było, bo poszedł się szlajać. Goblin musiał sobie radzić sam niestety.
- Nie - zaprzeczył, oglądając się nawet. - Trochę...Trochę kicham. Ale to nic poważnego - dodał. Wiedział, że nie o to chodziło w pytaniu nieznajomego, miał jednak nadzieję na zmianę tematu.
Spojrzał nieco wyżej, na brodę kocura.
- Pewnie. Cywilizowane koty może i nie. Ale poza miastem to już nie są koty. To są dzikie koty. I nie ma tu ani miseczek ani puszek ani tacek. Z głodu odchodzą od zmysłów i łapią się czegokolwiek, byle przeżyć.
bury, z tygrysimi prążkami i długą, rozczochraną sierścią, wiecznie niezadowolony, brązowe oczy, średniej wielkości
bardzo niemiły i super niefajny!!! ale daje ładne pozory
Ciemna Łapa., Ruda Łapa (KG) | Mgła [KW]
- Aha - pajac nie załapał nawet, że go obraża. Niesamowite, że i takie przypadki się spotyka w lesie... gdzie praktycznie chyba być nie powinien. James miał nieskończoną ilość szczęścia, że urodził się jako samotnik, a nie pieszczoch. Nic dziwnego, że koty źle mówią o takich, skoro spotykają się tylko z takimi przypadkami.
Nie ciągnął. Chyba tylko po to, żeby samego siebie nie irytować jego głupotą... poza tym, jeszcze musiałby mu tłumaczyć, że go obraża. A to co najmniej uwłaczające. - Ach, no tak. Totalnie. A kośćmi ofiar czyszczą sobie zęby, żeby pozostawały zdrowie i ostre. Zapomniałem, dobrze że mi o tym przypominasz - parchnął, poirytowany. Jajcował sobie z niego? - To czego niby tu szukasz, skoro się trzęsiesz ze strachu na byle myśl o takich rzeczach? Chcesz umrzeć? Spoko.
Podniósł się. Nie skoczył, nie miał zamiaru nic robić. Był zwyczajnie ciekawy, czy ten pajac znowu będzie się wił... i drażnił Jazgota.
Skrzywił się, cofając uszy bardziej. Nie lubił, jak sobie z niego żartowano.
- Sarkazm to kłamstwo dla tchórzy - wypowiedział trochę zbyt głośno, wydając cichy pisk po tym, jak zdał sobie sprawę, co powiedział. Miał nadzieję, że kocur nie zwróci uwagi albo okaże się przygłuchy. Ewentualnie zapomni o całej sytuacji. Przecież z Goblina był tylko mały, żylasty pieszczoszek, żaden problem!
- Nie chcę umierać! W tym rzecz. Wróżka przepowiedziała mi przyszłość. Śmierć z ludzkich rąk. Inaczej nigdy bym się nie znalazł w tym zasmarkanym, śmierdzącym lesie - wymruczał, uderzając ogonem o ziemię. Cała ta sytuacja bardzo go irytowała, szczególnie, że nie zrobił w życiu nic złego, a jednak los go pokarał.
Na podniesienie się kocura, Goblin przycisnął się do ziemi, napinając wszystkie możliwe mięśnie.
bury, z tygrysimi prążkami i długą, rozczochraną sierścią, wiecznie niezadowolony, brązowe oczy, średniej wielkości
bardzo niemiły i super niefajny!!! ale daje ładne pozory
Ciemna Łapa., Ruda Łapa (KG) | Mgła [KW]
- Aż dziw, że ty w takim razie trzęsiesz zadkiem i udajesz zdechłego - odpowiedział wprost. Jeśli miał go nazywać tchórzem, niech wpierw sam nim nie będzie. Durny pajac, kupa pcheł. - A może serio mam ci udowodnić, że takich jak ty się nie boję? Pomóc lisom ze zdobyciem żarcia?
Skoczył. Nie na niego, rzecz jasna... chyba, że ten dureń się przesunął, wtedy możliwe że by o niego zahaczył. Jeśli miał tak kozaczyć, proszę bardzo - James nie miał zamiaru dawać byle pieszczochowi spluwać na swoje ego. - Jeśli w ogóle chcesz przeżyć w lesie, to najpierw się naucz gdzie jest twoje miejsce - dźwignął łapę, tak żeby jednym palcem - samym pazurem! - szturchnąć go w pierś (tudzież czoło, jeśli ten nadal leżał płasko na ziemi). - Twoje jest pół długości drzewa pod ziemią, jeśli źle się zachowasz w danej chwili. Tutaj nikt by ci nawet nie pomógł.
Dmuchnął, prosto w jego nos, licząc że przy okazji udało mu się na niego splunąć. Smarkacz, co chciałby fikać! - ...Aha, to ty jesteś ten... brat w potrzebie - skrzywił się. Faktycznie, ryj jakiś taki podobny miał. - Mówiłem już temu drugiemu, prędzej zdechniecie w lesie, niż w domu. Wróżki wciskają kit łatwowiernym głupcom, więc... mam do ciebie złe wieści.
Uderzył ogonem o ziemię, samemu nie wiedząc czy ten czasem nie załapie... ale to nie szkodzi. - Jak myślisz, że byle kot umie wywróżyć ci przyszłość, to nie wiem czy mam ci współczuć, czy raczej się martwić o to co masz we łbie. Skąd ktoś miałby znać przyszłość? Żadna wróżka nie powie ci co się stanie. W lesie też są ludzie. Z psami. Na terenach Klanów. TUTAJ są ludzie, tam ciut dalej - wskazał łbem w stronę Siedliska. - Myślisz, że jeśli faktycznie takie jest twoje przeznaczenie, to od niego uciekniesz? Z tym, jaki jesteś teraz?