Logo Artemidy
Duży Grąd
Po części spodziewałem się, że Krogulec dalej ruszy w pogoń za dzikiem. Choć w mojej głowie nieco się rozjaśniło, w moich żyłach wciąż krążyła adrenalina. Jednak z każdym kolejnym uderzeniem serca gotowość do kontynuowania walki zanikała, aż wreszcie nawet czujność zaczęła się rozpływać w nicość. Silne emocje zawsze mnie męczyły. Ach, ile bym dał, by mieć nad nimi lepszą kontrolę. Skrzywiłem się z niesmakiem, jak przez mgłę przypominając sobie moment, w którym krzyczałem w niebo, pragnienie by Barszcz cierpiała. Prawie parsknąłem ironicznym śmiechem, bo jeszcze jakiś czas przed tym fakt, że to wszystko bylo dziełem brutalnego przypadku i zwykłego pecha, był dla mnie jak najbardziej logiczny.
Drgnąłem, gdy nagle usłyszałem głos mamy. Nawet nie zauważyłem kiedy za nią ruszyłem i znaleźliśmy się przy ciele taty. Przez moment patrzyłem na nis pusto, po czym zdałem sobie sprawę, że szylkretowa kocica prosiła o pomoc. No tak, była ranna. Teraz oboje byliśmy ranni. Przejechałem językiem po policzku, jakby smak mojej własnej krwi miał pomóc mi upewnić się, że to dalej była rzeczywistość. Zacisnąłem zęby, starając się nie myśleć o krwi taty, która wciąż plamiła jego sierść, mimo moich starań. Podszedłem do mamy i wsunąłem się pod tą część taty, która nie znajdowała się na grzbiecie kocicy. Nie było to wiele, ale może doststecznie dużo by ją odciążyć. Miałem wrażenie, że w naszym stanie i tak czekała nas długa podróż, jeśli po drodze nie natrafimy na żaden nocny patrol.
- Słyszałem od Łasiczego Futerka... że tata został zdegradowany. Za brak treningu Barszczowej Łapy oraz "inne błędy", których Wężowa Gwiazda podobno nie raczył nawet wymienić. - parsknąłem, bez odrobiny rozbawienia w głosie. - Niejeden terminstor zginął, nie przerobiwszy większości treningu. Czemu dopiero tym razem wszyscy zwrócili na to uwagę? Dwa koty przeciwko lisowi... Wystarczy tylko odrobina pecha. Doświadczenie nie zawsze cię uratuje. - Zacisnąłem zęby, uparcie wpatrując się w punkt przede mną.
Tym razem moje słowa były przemyślane. Byłem zbyt zmęczony by się gniewać, wyć, wściekać, krzyczeć. Ogień, który jeszcze parę chwil temu wypalał mnie od środka zniknął, pozostawiając ból, chłód i pustkę. Tak jednak było dużo lepiej. Wreszcie mogłem lepiej zapanować nad moimi myślami. Odetchnąłem, próbując nie myśleć o ciężarze, który dzieliłem w tej chwili z mamą.
- Tata szedł za dzikiem chcąc się upewnić, że nie zaatakuje on nikogo na terenie Klanu Cienia. Poza granicą zdradził swoją pozycję, przez przypadek. Był roztrzęsiony... po degradacji. Zwykły pech. Walczył do samego końca... i zginął - powiedziałem po paru długich chwilach milczenia z takim przekonaniem, na jakie tylko byłem w stanie się w tej chwili zdobyć. - Tak to wyglądało - dodałem znacznie ciszej.
Moje zdolności aktorskie pomogły mi brzmieć w miarę wiarygodnie, choć nie byłem zadowolony z efektu. Może to i dobrze, że podróż nam długo zajmie. Będę mógł się w pełni uspokoić. Co do moich słów, nie obchodziło mnie to czy mama mi uwierzy, czy też nie. To była wersja, którą miał usłyszeć Klan Cienia, którą oboje mieli przekazać jako jedyni świadkowie. Równie dobrze to właśnie mogła być prawda, choć w środku nie mogłem się z tym zgodzić. Zdążyłem przez ostatnie księżyce poznać tatę ns tyle, by wiedzieć, że był kotem dumnym. Ta degradacja musiała go bardzo mocno dotknąć. Nie wspominając już o wytykaniu łapami, które mogło go czekać. Też bym na jego miejscu się stąd zmył, choćby dla własnego spokoju. Niestety, Wiewiórczy Ogon miał pecha, po drodze natykając się na dużo silniejszego przeciwnika.
Miałem nadzieję, że mimo wszystko nie miałem racji w tej konkretnej sytuacji. Jeśli tata naprawdę był w stanie nas tak po prostu zostawić, powinienem być na niego wściekły; tak jak na mamę, gdy ruszyła tropem dzika, chcąc pójść w ślady Wiewiórczego Ogona. Tak jak na Barszcz, w przypływie irracjonalnej potrzeby zrzucenia na kogoś całej winy. Utrata tylu kotów w tak krótkim czasie doprowadziła mnie na pewien czas niemal do szaleństwa. Może to czas, by wszystko na nowo przemyśleć... i przestać się tak bezsensownie przywiązywać do coraz to kolejnych kotów. Byłoby mi dużo łatwiej, gdybym nigdy nie pogodził się z tatą. Moze gdyby nie nieudolna próba dania szansy mamie, nie zatrzymywałbym jej w pogoni za własną śmiercią. Jakbym nigdy nie pozwał Bluszcz i Barszcz, ich pogrzeb byłby kolejnym z wielu, której użyć się przewinęły. Zacisnąłem z całej siły zęby, walcząc z łzami, które próbowały wydostać się na zewnątrz. Tym razem wygrałem. Po raz ostatni pociągnąłem nosem, podejmując decyzję - nie chcę nigdy więcej znaleźć się w takiej sytuacji. Rozmowy, które nie miały dla mnie żadnego zysku powinny zostać ograniczone do niezbędnego minimum, na wszelki wypadek. Na całe szczęście utrata bliskich była dobrą wymówką na nagłą zmianę zachowania; byłem dobry w oszukiwaniu innych, oszukiwanie siebie nie powinno być dużo trudniejsze. A jeśli okaże się inaczej... kłamstwo powtórzone tysiąc razy w końcu staje się prawdą - więc będę oszukiwał tak długo, aż sam zacznę w to wierzyć. Może to właśnie na tej samej zasadzie wmówiłem sobie, że interakcje z innymi kotami były dużo ciekawsze niż wnikliwa obserwacja na odległość. Musiałem porządnie się sparzyć, by uświadomić sobie, że ryzyko związane z przywiązywaniem się za mocno do innych kotów było zwyczajnie zbyt bolesne nieopłacalne.
<center><table><tr><td>[Obrazek: O5u4QFO.png]</td><td> </td><td>
boli łeb i dzień mi umyka
tuż przed mym nosem trzaskają drzwi
mój bóg z ł y nie mówi o n i c nie pyta

- ̗̀ ★ SAM NIE WIERZY W NIC ★ ̖́-


coś się wierci w mej duszy....................
....................coś kotłuje się w g ł o w i e
jakby chciało się przebić na drugą połowę
w głowę walą jak w bęben słowa z ekranu

「xTRZEBA DUSZĘ OCZYŚCIĆx」
「xTYLKO POMAŁUx」


trzeba ciągle wiosłować wieczorem i r a n o........
........trzeba zraszać nadzieją to co jeszcze zostało
xxx
</td></tr></table></center>
LVL 4 100 / 300
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Obserwowała swojego syna, jak podchodzi do niej, po czym po zawahaniu decyduje się pomysł. Zmrużyła lekko ślepia, być może przesadnie analizując to, co się właśnie stało. Bał się, że ponownie oberwie od niej? Była przygnieciona przez półtonowego kocura, którego ledwo utrzymywała w obecnym stanie, nie mogąc lepiej rozłożyć jego ciężaru na swoim grzbiecie przez rany na łapie, którą chciała odciążać. Ta, tyle z nieprzerwanego, spokojnego procesu leczenia.
- Też słyszałam. Nie było mnie na pogrzebie, kiedy to się stało, dlatego mogę znać sytuację tylko z opowieści innych. I sama nie wiem, co o tym myśleć. Moim zdaniem, wykonywał obowiązki zastępcy lepiej, niż wcześniej Szepczący Pył. Być może popełnił błąd, ale to nie jest całkowicie jego wina — powiedziała, cicho wzdychając, nie mogąc pojąć, dlaczego śmierć terminatorki, która była razem z wojowniczką była winą mistrza. To Bluszczowy Wąs powinna zadbać o bezpieczeństwo, skoro decyduje się na zabranie pod swoją opiekę czyjegoś podopiecznego. Ale oczywiście, najlepiej zrzucać na kozła ofiarnego Klanu Cienia, bo nie był wystarczająco charyzmatyczny, by w jakiś sposób im odpowiedzieć. Ruszyli w powolną podróż w kierunku terenów Klanu Cienia, wojowniczka szła z głową na równi z grzbietem, a wzrok wlepiony miała uparcie przed siebie. Słysząc wyjaśnienie Pluska, na moment przeniosła na niego wzrok, by potem ponownie wrócić do punktu wyjścia z lekkim pochyleniem głowy.
- Zginął śmiercią wojownika. Nie przeżył tego, co Gwiezdny Klan na niego zesłał — odpowiedziała jedynie na jego słowa, zapamiętując wersję wydarzeń i nie dopatrując się żadnych nieścisłości. Nawet jakby Szop był miernym aktorem, jego matka raczej by się nie zorientowała. Uczucia zawsze były dla niej ciężkim tematem, a z rozpoznawaniem głosu czy gestów do tej pory miała lekkie problemy.
- Nawet mi dorosły lis może sprawić problem, a co dopiero młodej wojowniczce i terminatorce — powiedziała cicho, po dłuższej chwili błądzenia w swoich myślach, które nie wywoływały już takiej reakcji u córki Traszkowego Grzbietu. Na szczęście. Obecnie jej myśli błądziły w kierunku mglistych już wspomnień z przeszłości, dopóki nie wyłowiły jednego z nich, na które natknęła się przypadkowo. Na pysku wojowniczki zagościł gorzki uśmiech, uświadamiając sobie, że kiedyś robiła to, co cały Klan Cienia teraz zrobił.
- Wstyd mi przyznać, ale jak byłam młodsza od ciebie, to myślałam tak, jak większość klanu. Że to wina mistrza, gdy jego terminator umiera, ale w końcu sobie uświadomiłam, że to nie tak. To nawet może nie być niczyja wina, nawet podczas zwykłego spaceru, drapieżnik może zaatakować i odebrać kotu życie. Tak się po prostu dzieje, tyle. Żadnych dorobionych teorii czy spisków — powiedziała po dłuższej chwili ciszy między nimi, wciągając nieco gwałtowniej powietrze. To sytuacja z prawdopodobnie Modrzewiową Korą, która od dawna nie należy już do klanu, oraz jej terminatorką. Jarzębinową Łapą, która zginęła, bo nie zdążyła zbiec na czas z Grzmiącej Ścieżki, która wcześniej przecinała część klanowych terenów. Ironiczne.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Poruszyłem nieznacznie głową w twierdzącym geście; to nie była tylko wina taty. Winny był każdy, kto wiedział, a mimo to nic z tym nie zrobił. I choć nigdy nie powiedziałbym tego na głos, ja również byłem trochę winny, razem z Bluszcz. Nie staraliśmy się bardziej, by przekonać Wiewiórczy Ogon i Barszcz do współpracy albo szybszego podjęcia decyzji o zmianie mistrza. Jednak teraz nie miało to już znaczenia, gdyż oboje byli martwi, a wraz z nimi jeszcze moja przyjaciółka. Jakby tego było mało, następcą Wężowej Gwiazdy została kotka, której wcale nie znałem. Wciąż lepiej niż Olchowy Szept, ale czy na pewno? Teraz jednak wolałem o tym zbyt wiele nie myśleć. Miałem jeszcze dużo czasu na ogarnięcie sytuacji. Na razie musiałem czekać, aż ból po stracie zelżeje i przestanie mi tak dokuczać. Na szczęście nie byłem z tych, którzy łamali się niczym suche gałązki. Wyciągnąłem nawet z tego wszystkiego solidną lekcję, choć rany wciąż były świeże - a może właśnie dlatego. Powoli wypuściłem powietrze przez nos, pilnując się, by nie parsknąć na wspomnienie o Gwiezdnym Klanie. Nie sądziłem, by martwe koty mogły zsyłać cokolwiek na tych, którzy wciąż żyli, ale postanowiłem nic o tym nie mówić. Nie potrzebowałem teraz kolejnej kłótni. Byłem na to zbyt zmęczony.
- Wykorzystywanie nieszczęsnej śmierci moich przyjaciółek w tak okropny sposób, i to na ich pogrzebie... i nikt tego nie powstrzymał? Czuję się zawiedziony Klanem Cienia. Podobno jesteśmy rodziną, a mam wrażenie, że połowa kotów najchętniej skoczyłaby tej drugiej do gardła, gdyby dać im pozwolenie - odparłem, marszcząc nos.
Miałem świadomość, że byłem okropnym hipokrytą mówiąc to na głos, bo sam chętnie wykorzystałbym czyjąś śmierć by dyskretnie zmieszać z błotem kogoś, kogo nie lubiłem, ale brakło mi sumienia, by się tym przejąć. Nie od dziś łgałem, przekłamywałem fakty czy używałem drobnej manipulacji w kontaktach z innymi kotami. Taki po prostu byłem. Tak długo jak ja to robiłem, było w porządku. Lubiłem, gdy wszystko szło po mojej myśli. Niestety, zbyt łatwo traciłem nad sobą kontrolę, gdy było inaczej. Może dzisiejsze wydarzenia to znak, by się wreszcie wziąć za siebie, zamiast leniuchować gdzieś w gałęziach drzew. Najwyższy czas się obudzić i znaleźć sobie zajęcie. Przyszłość była niepewna, a wolałem, by było inaczej. Chciałem spokoju dla siebie... i tej części rodziny, którą kochałem lub chociaż tolerowałem.
Poruszyłem lekko uszami, słysząc historię mamy. Cóż, zdarzało się i tak. Kot uczy się całe życie, czy coś takiego. Kiwnąłem lekko głową, przyznając jej rację. Przypadki zdarzały się od zawsze i z reguły nie były niczyją winą. Dorabianie im powodów miało sens tylko wtedy, gdy chciało się kogoś wkopać.
... No tak. W Klanie Cienia były koty, które pewnie chętnie wkopały mojego tatę, wyczuwszy ku temu okazję. Może jeszcze ktoś specjalnie poszedł po Wężowego, żeby mógł od razu zdegradować Wiewiórczy Ogon, tak w trakcie pogrzebu. Prawie skrzywiłem się z niesmakiem na tę myśl, ale zdążyłem zapanować nad wyrazem mojego pyska. To dobrze, bo oznaczało to, że odzyskiwałem nad sobą panowanie. Musiałem znaleźć sposób na to, by tak było zawsze. Zacisnąłem na moment zęby.
- Słyszałem jeszcze, że nowym zastępcą została Płomykówkowy Lot. Wiesz coś o niej? - rzuciłem cicho, zerkając kątem oka na mamę.
<center><table><tr><td>[Obrazek: O5u4QFO.png]</td><td> </td><td>
boli łeb i dzień mi umyka
tuż przed mym nosem trzaskają drzwi
mój bóg z ł y nie mówi o n i c nie pyta

- ̗̀ ★ SAM NIE WIERZY W NIC ★ ̖́-


coś się wierci w mej duszy....................
....................coś kotłuje się w g ł o w i e
jakby chciało się przebić na drugą połowę
w głowę walą jak w bęben słowa z ekranu

「xTRZEBA DUSZĘ OCZYŚCIĆx」
「xTYLKO POMAŁUx」


trzeba ciągle wiosłować wieczorem i r a n o........
........trzeba zraszać nadzieją to co jeszcze zostało
xxx
</td></tr></table></center>
LVL 4 100 / 300
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wysłuchała słów wojownika, który widocznie żył w bardzo słodkiej, praktycznie dziecięcej nieświadomości. Nie wiedział jeszcze, na czym polega życie w Klanie Cienia. Donosiciele posiadają najwyższą pozycję, jedynie ich głos się liczy. Większość wojowników jedynie stanowi siłę napędową klanu. Tak samo było teraz na pogrzebie prawdopodobnie. Jak któryś z nich zaczął mówić, nie dało rady go przekrzyczeć, chociażby kot wypluwałby sobie płuca. I prawdopodobnie za chęć przeprowadzenia normalnego pogrzebu, bez zbędnych szopek, zostałby ukarany.
- Witamy w Klanie Cienia. Chęć obrony kotów, których uważasz za rodzinę, jest surowo karana. Ściany w obozie mają uszy, a wszystko idzie wprost do przywódcy, gdzie nawet nie możesz się wybronić — odpowiedziała na słowa kocura, bo w gruncie rzeczy... Było jej praktycznie wszystko jedno. Plusk mógł również tak, jak Olchowy Szept pobiec do Wężowej Gwiazdy, by wprost w jego uszko wyszeptać, jakie złe słowa teraz mówi Krogulec. Jednak wtedy być może będzie mieć świadomość tego, że więcej już jej nie ujrzy. Można powiedzieć, że zaufała mu na tyle, że po części powiedziała, czemu została zdegradowana, bo oczywiście, nikt jej wersji słyszeć nie chciał.
- Nie rozmawiałam z nią nigdy dłużej. Z tego, co zauważyłam, trzyma z Bóbr. I była terminatorką Wiewióra, który się na nią nie skarżył — odpowiedziała na pytanie, przywołując wszelkie wspomnienia związane z nową zastępczynią. Bardzo się Krogulec nie podobały te zmiany. Dlaczego wszystko nie mogło być po staremu, gdzie wszyscy by żyli w spokoju i szczęściu? Ile by szylkretka dała, by wszystko było tak, jak wcześniej. Mogła się jedynie domyślać, jak mogłoby być, gdyby nie została zdegradowana za taką głupotę, być może młodszy miot nie byłby przez pewien czas pozbawiony kontaktu z ojcem. Być może.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Och, to nie tak, że żyłem w błogiej nieświadomości tego, jak sprawy się miały w Klanie Cienia. Naoglądałem i nasłuchałem się dostatecznie dużo, by wiedzieć lepiej, że najbezpieczniej było samemu nie mówić za dużo. Jednak nie przeszkadzało mi to, że przez moje słowa Krogulec mogła uważać inaczej na mój temat. Lubiłem sprawiać pozory. Fakt, że wciąż wypełniały mnie negatywne emocje postanowiłem wykorzystać na tyle, na ile byłem w stanie. Jeszcze do końca sam nie wiedziałem do czego, póki co improwizowałem. Chciałem po prostu, by moja rodzina była bezpieczna w Klanie Cienia. Bym JA był bezpieczny. Nie uśmiechał mi się scenariusz, w którym musiałem go opuścić, bo zrobiło się w nim zbyt niewygodnie.
Nie zamierzałem nic mówić Wężowemu na temat słów Krogulczego Szponu, nawet mi to przez myśl nie przeszło. Uważałem go za gnijące próchno, które na stare lata zaczęło tracić zdolność logicznego myślenia. Teraz tylko pokazał, jak niekonsekwentnym przywódcą był. Degradacja od razu, tak bez żadnego ostrzeżenia. Wiewiórczy Ogon może i popełniał błędy, ale wystarczyło je skorygować. Był konsekwentny. Nie trzeba było go od razu zrzucać z funkcji zastępcy. A jednak bury przywódca był do tego zdolny. Kto wie co się stanie w przyszłości, jeśli nie przekręci się dostatecznie szybko. Westchnąłem ciężko, przybierając zachmurzony wyraz pyska. Wyglądało to tak, jakbym próbował przetrawić słowa, które powiedziała mama.
Płomykówkowy Lot trzymała z Bóbr? To nie wróżyło zbyt dobrze. Jednak tata się na nią nie skarżył trenując ją. Zabawne, że mimo to tak chętnie przejęła po nim rangę. Musiał bliżej wybadać sytuację i sprawdzić jak się sprawy miały z kocicą. Może przy odrobinie szczęścia owinąć ją sobie wokół pazura, ale nie byłem pewien czy mi się uda. Skoro chciałem żyć wygodnie, a nie ufałem Wężowemu, warto było spróbować z kimś postawionym nieco niżej, ale wciąż nade mną. Poza tym dobrze byłoby też wzmocnić pozytywną reakcję z Ciernistym Kwiatem. Była w porządku, może mógłbym ją wyciągnąć na jakiś spacer. Ale to trochę później, gdy już będę stuprocentowo pewien, że odzyskałem kontrolę nad swoimi emocjami i potrafiłem ją utrzymać nawet w trudniejszych warunkach. Opanowanie w momencie, gdy coś nie szło po mojej myśli to to, czego mi brakowało. Musiałem nad tym poćwiczyć, i to szybko.
- Mam nadzieję, że te zmiany nie oznaczają niczego złego dla Klanu Cienia... - Westchnąłem ciężko, zawieszając wzrok na nieokreślonym punkcie przede mną.

jeśli krogu nie ma nic do powiedzenia co wymaga odpowiedzi, możesz dać zt. x2 i zakładać pogrzeb. uvu
<center><table><tr><td>[Obrazek: O5u4QFO.png]</td><td> </td><td>
boli łeb i dzień mi umyka
tuż przed mym nosem trzaskają drzwi
mój bóg z ł y nie mówi o n i c nie pyta

- ̗̀ ★ SAM NIE WIERZY W NIC ★ ̖́-


coś się wierci w mej duszy....................
....................coś kotłuje się w g ł o w i e
jakby chciało się przebić na drugą połowę
w głowę walą jak w bęben słowa z ekranu

「xTRZEBA DUSZĘ OCZYŚCIĆx」
「xTYLKO POMAŁUx」


trzeba ciągle wiosłować wieczorem i r a n o........
........trzeba zraszać nadzieją to co jeszcze zostało
xxx
</td></tr></table></center>
LVL 4 100 / 300
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Szylkretowa kocica ciężko stawiała kroki, gdy zapanowała pomiędzy nimi cisza. A przynajmniej ze strony syna, który widocznie przestał mieć ochotę na rozmowę, co Krogulec rozumiała i szanowała, nie narzucając mu żadnego tematu. Sama pogrążyła się w myślach, które przyćmiła obawa przed wizją pogrzebu. Zawsze dzieją się na nich jakieś dziwne akcje, których córka Traszkowego Grzbietu nie była w stanie objąć swoim umysłem, szanowała rodziny i bliskich kotów na tyle, aby nie przeszkadzać im w odprawianiu ceremonii i opłakiwaniu zmarłych, dlatego też się tam nie pojawiała. A przynajmniej od czasu, gdy to sobie uświadomiła. Wolała unikać czegoś, co wywołuje w niej negatywne emocje czy poczucie niesprawiedliwości.
- Ja też — odpowiedziała wojowniczka, tym razem nie przenosząc wzroku na burego kocura. Kierowała się przed siebie, w stronę obozu. Prawdopodobnie jakiś czas temu przekroczyli granicę z ich klanem, przez co otaczać ich zaczął znajomy zapach swoich terenów zamiast obcego kontaktu z dziwną mieszanką woni. Już za chwile oboje będą musieli stanąć oko w oko z całym klanem, a Krogulec miała nadzieję, że chociaż na tym pogrzebie obędzie się bez krzywych akcji i specjalnemu dopiekaniu sobie nawzajem.

2x zt
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
hihi
***

Potyczki zawsze były na porządku dziennym, a przynajmniej u mnie. A to o starą mysz, a to o skrawek wolnego kartonu, by moc w spokoju przeżyć kolejną noc w betonowym lesie, który nazywano raz Miastem, a raz Gniazdem czy Osiedlem Dwunożnych. Przez pobyt w owym miejscu, moje nazewnictwo uległo ogromnej zmianie, za co wielokrotnie się wyklinałam. W końcu nie mogłam zapomnieć o tym, skąd pochodzę, byłoby to godne mysiego łajna! Jednak z drugiej strony...tak dawno nie byłam w lesie, albo chociażby w klanie. Czy one jeszcze istnieją? Może się rozpadły i nie ma po nich już śladu? Ta, a ta mysz co jadłam wczoraj była smaczna. Kto by pomyślał, że przez przegonienie mnie z obecnego miejsca, które powoli nazywałam domem, dojdę aż tu? Do miejsca, w którym pachniało tak znajomo, że aż złapałam się na uczuciu nostalgii? Mimo wszystko nie byłam już tą samą, głupią kotką która poleciałaby w kierunku owego zapachu. Może kilkanaście księżyców temu owszem, uczyniłabym tak, jednak teraz? Jeszcze czego! Skoro te cieniste zadki tyle na mnie czekały, to poczekają jeszcze trochę. Z tym całym czekaniem to też wyolbrzymiłam. Dałabym sobie odgryźć ogon na to, że nikt mnie już nawet nie pamięta. Dlatego też, zatrzymałam się w Siedlisku Koni i sporej stodole, obfitej w...o Gwiezdny Klanie! Jak dawno nie jadłam tak soczystych i pulchnych myszy. Wysokie budynki Miasta, nie miały takich luksusów. Tam nawet i szczurem można było się zajadać tak, jak soczystym królikiem. Posiedziałam z kościstym zadkiem w owej mieścinie kilka wschodów słońca, wdając się w kilka rozmów z mieszkającymi tam na stałe samotnikami czy pieszczochami. Musiałam się przecież dowiedzieć, co takiego mnie tam dalej czeka, nie? Te pieszczochy pewnie lepiej znają przedział granic niż ja, bym mogła w ogóle sobie wyobrazić. Długo mnie tu nie było, ba! Zostałam stąd wręcz przepędzona bez większej znajomości terenów. Na samo wspomnienie przebrzydłego ptaszyska, które śmiało mnie tego zwyczajnego dnia zaatakować, poranić i pozbawić domu, zawarczałam pod nosem, wprawiając w dyskomfort obecnego rozmówce. Przeklęta sowa, jak tylko dorwę jakiegokolwiek przedstawiciela tej przebrzydłej rasy to nawet jego skrzeki i pazury, mu nie pomogą. Bo dokładniejszym obeznaniu się z opowieściami mieszkających w stodole, tylko się upewniłam - to tu. Ostrzegali mnie przed krwiożerczymi kotami, gotowymi mnie rozszarpać na strzępy, bla bla bla. Nawet nie chciało mi się im tłumaczyć, po osty i ciernie się o to ich pytałam. Oczywistym było, że chce wrócić do korzeni a nie przemknąć jak najdalej. Chociaż i taka opcja migała w moich myślach. Kuszący powrót do samotności? Nigdy w życiu. Wyruszyłam z samego rana, w kierunku który mi podali w towarzystwie pulchnego czekoladowo-białego kocurka, którego szyja była otoczona obrożą. Dlaczego jej nie zdjął? Jak mi taką założyli, od razu po ucieczce pozbyłam się tego czegoś i wyrzuciłam w cholerę! Jednak nie pytałam. Nie chciało mi się. Słuchałam go tylko wtedy, kiedy mówił mi nazwy mijanych miejsc; Mały Grad, Pszczele Pnie i takie tam inne pierdoły. Zjeżyła mi się nieco sierść, kiedy do nozdrzy wpadł silny odór klanu, jak się potem okazało - Gromu. A ci śmierdzieli gorzej niż zwykle. Oczywiście że zapamiętałam ten zapach! Odór raczej...To była pierwsza granica, którą pokazał mi ten...no, mój mistrz. Tygrysiopręgi. Ciekawe czy jeszcze się trzyma, teraz jako staruszek. Hm, trzeba by chociaż go przeprosić i wyjaśnić nagłe zniknięcie. Ostatecznie odgoniłam od siebie pulchnego kocura, kiedy doszliśmy do Dużego Gradu, niedaleko którego znajdowała się granica z Klanem Cienia.
xx- Ta, dzięki - rzuciłam obojętnie, kiedy to ten znikał w krzaczorach, wracając do siebie. Usiadłam, owijając ogon wokół łap, a jego biała końcówka podrygiwała w zainteresowaniu. Byłam tak blisko...czułam zapach świeżej zdobyczy, ściółki i lasu. Wspaniały powrót do korzeni. Zaburczało mi w brzuchu - oho! Czas na posiłek. Chociaż z tym, nie będzie problemu.
Dość szybko upolowałam mysz, którą zaczęłam konsumować przy młodej sośnie, skryta pod najniższymi pasmami jej gałęzi. Na ten moment nie zamierzałam wracać, chociaż może jakiś kot się tu przez przypadek przypałęta? Kto wie, różne przypadki mnie już spotykały. Jednak teraz...teraz mysz.

//Krogu!
[Obrazek: ai2Xcgu.png]
cut out the things that I don't need
and I don't care if you disagree ̖́-
I DON'T NEED NO SYMPATHY!
winning the game on my own
LVL 3 110 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Krogulec zdecydowała się pójść na spacer. Taki po prostu, bez większego celu. Rany na pysku zdołały się zagoić, a ta na łapie już była blisko wyleczenia, dlatego jedynie lekko ją odciążała. Zdecydowanie nie pomogło im walka z Pluskającym Potokiem, ale wtedy była w bardzo dużych nerwach i nie kontrolowała tego, co robi. Nie codziennie w końcu traci się swojego partnera i jednego z nielicznych przyjaciół, prawda? Myśli o byłym zastępcy klanu doprowadziły ją do miejsca jego śmierci, a wojowniczka zorientowała się dopiero po dłużej chwili, gdzie się znajduje. Ciągnęła nosem powietrze, starając się rozpoznać wszelkie tropy, jakie tutaj się krzyżowały. Dzik prawdopodobnie odszedł gdzieś dalej, tutaj go na pewno nie było. Być może poszedł na tereny klanu Gromu, gdzie sieje teraz pogrom lub też odszedł na inne tereny niczyje. Cóż. I tak nie była w stanie teraz się z nim mierzyć, nadal była osłabiona i nie zregenerowała sił po poprzedniej potyczce. Machnęła pozostałą jej częścią ogona, cofając przy tym rozeźlona uszy, po czym kontynuowała spacer. Nie kryła się ze swoją obecnością, nie była na polowaniu, dlatego też ruda mogła ją dostrzec wcześniej, niż zrobiła to szylkretka. Gdy tylko dostrzegła samotniczkę, stanęła jak wryta, marszcząc przy tym pysk i obserwując uważnie nieznajomą. A przynajmniej tak jej się początku wydawało. Czekała na jej następny ruch, gotowa się bronić. Pomimo że była ranna i osłabiona, była gotowa bronić swojego życia, bo w ucieczce nie miała najmniejszych szans z tym ogonem i łapą, której nie mogła obciążać. Na razie jednak mierzyła samotniczkę wzrokiem. Nie była zbyt... Okazała? Jak na samotnika. Owszem, jej ciało pokrywało blizny, ale sama nie była jakaś przypakowana. Nawet osłabiona Krogulec, która musiała leżeć przez księżyc w lecznicy, była silniejsza, oceniając swoje szanse w starciu. Ale, kto wie? Może wcale nie dojdzie do walki, a do rozmowy? Nie rozpoznała w rudej bardzo dawno zaginionej siostry, w końcu bardzo wyrosła, a jej ciało się zmieniło. Za to starsza córka Traszkowego Grzbietu nie bardzo się zmieniła. Cały czas to samo charakterystyczne umaszczenie, jedynie nieco więcej blizn.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przypałętał...
Jak na złość, w połowie mojego posiłku, do moich uszy wpadł szelest. Ktoś, nie kryjąc się w ogóle z tym, że tu spaceruje, zmierzał w moją stronę. Czy moje myśli musiały być tak prorocze? Spokojny posiłek w tym rejonie najwyraźniej też nie był mi dany. Spojrzałam markotnie na w połowie zjedzoną mysz i kiedy uniosłam wzrok, dojrzałam stojącą naprzeciwko mnie, kilka lisich ogonów dalej postać jakiejś kotki. Moje źrenice się delikatnie zmniejszyły, kiedy obie tak wpatrywałyśmy się we własne sylwetki. Oblizałam się powoli, niezbyt chciało mi się teraz walczyć. Dopiero co zjadłam. Gwiezdny Klanie zlituj się. Zmrużyłam ślepia, jeżdżąc nimi po hm..wojowniczce? Blizn miała tyle, że w Mieście okrzyknięto by ją najprawdopodobniej jakimś guru! Chociaż nie, były koty obdarzone o wiele większą ilością pamiątek po potyczkach, czy innych tego rodzaju sporach. Coś jednak mówiło mi, że dziwne czekoladowe futro szylkretki jest mi dość znane. Ten wzrok, ta postawa no...no i te futro rzecz jasna. Uniosłam delikatnie brew, widząc jak ta najlepiej już by decydowała o wynikach potyczki. Była masywniejsza, a mięśnie rysowały się pod krótką, poszarpaną w miejscu blizn sierścią. Ja sama mogłam poszczycić się wyćwiczonymi mięśniami, jednak nie takimi. Prawdę mówiąc, ciężko cokolwiek zbudować, kiedy w krótkim czasie z sporej masy, spada się na nijaką a potem pracuje się nad jej odbudowaniem. Nie byłam chucherkiem, ale łatwo było przewidzieć, że jakbym wdała się w coś poważniejszego z..Tak tak, cienistą wojowniczką - moje blizny, które miałam teraz na sobie, nie byłyby moimi ostatnimi. Mlasnęłam cichutko, nie spuszczając z niej swojego spojrzenia pomarańczowych oczu, kiedy to jednym ruchem przykryłam mysz liśćmi, unosząc się na długie, chude kończyny. No dobra, no to z kim mamy do czynienia hm? Moja biała końcówka drgała delikatnie, kiedy to nagle coś we mnie uderzyło. Uniosłam czujnie uszy i zrobiłam krok w stronę nieznajomej.
xx- Na Gwiezdny Klan! Krogulec? - rzuciłam, a mój ogon drgnął w wyrazie zaskoczenia Zmierzyłam ją jeszcze raz wzrokiem. Za wiele się nie zmieniła. Wciąż miała to samo futro, jak za czasów moich nauk przed treningiem z Tygrysiopręgim. Chociaż...brakowało jej ogona, no i miała jakieś blizny na pysku. Nie trudno się było tego nie spodziewać. Tak własnie wyobrażałam sobie portret mojej starszej siostry, która była przez pewien czas moim autorytetem. Przeorana bliznami jak pole dwunożnego. Dużo się nie pomyliłam! Uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy byłam już na sto procent pewna, że owy przypadkowy przybysz, który przeszkodził mi w posiłku to moja starsza siostra - Krogulczy Szpon. Prychnęłam i uniosłam nieco wyżej ogon, rzucając z rozbawieniem, przekrzywiając przy tym w niby krytycznym geście łeb. - Przytyłaś - może wyolbrzymiałam? Może nie? Na pewno mimo starań nad formą, trochę tego ciałka jej zostało. Od czego? Hm, wątpiłam by się przeżarła i sama pozwoliła na to by się zapuścić. Prędzej wpadła i teraz w obozie klanu Cienia latały małe Krogulce poszerzając mi listę nieznanych członków rodziny. W sumie to nie tylko rodziny...Pewnie większość kadry kotów które znałam, już dawno wykitowało albo nie wiem - uciekło. Oby chociaż znaczna część mojego rodzeństwa pozostała z dupką w klanie. Jak nie, to będę bardzo rozczarowana! Odważyłam się podejść bliżej, szczerząc delikatnie żółtawe kły.
xx- To ja - zaczęłam, patrząc jej prosto w ślepia. Nic dziwnego że mnie nie poznała. Kopę księżyców nie nie było. A to pstryczek w nos i niespodzianka! - Lisek
[Obrazek: ai2Xcgu.png]
cut out the things that I don't need
and I don't care if you disagree ̖́-
I DON'T NEED NO SYMPATHY!
winning the game on my own
LVL 3 110 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jeśli kocica dałaby sygnały, że się boi Krogulec i wycofała się z zasięgu wzroku, prawdopodobne kocica by ją zostawiła w spokoju. Nie miała nastroju na ganianie za samotnikami, którzy nawet nie byli blisko granicy z Klanem Cienia. Zmarszczyła pysk, gdy kocica widocznie nie zdawała sobie sprawy z zagrożenia, jakie może stanowić doświadczona wojowniczka, dlatego zjeżyła nieco resztkę sierści na karku, również robiąc krok i spinając mięśnie, które były gotowe do walki. Być może będzie to perfekcyjna możliwość wyładowania negatywnych emocji, które się nagromadziły ostatnimi dniami we wnętrzu szylkretki, a nie była w stanie zaproponować innego ujścia? Nagle jednak nieznajoma wypowiedziała imię córki Traszkowego Grzbietu, co było... Dziwne? Była lekko zbita z tropu, pomimo że nadal gotowa do obrony przed atakiem. I też dziwne, że jakiś losowy samotnik by znał zagadnienia o Gwiezdnym Klanie. Była aż taka sławna?
- A ty to...? - zdecydowała się na krótkie pytanie, okraszone podejrzliwym spojrzeniem. Szczególnie że potem jeszcze zaczęła przyjmować posturę, która świadczyła o tym, że jest nastawiona przyjaźnie. Jakby znała Krogulec od lat. Halo? Dlaczego jakaś przybłęda się do niej przystawia?
- Hę? - chrząknęła, gdy usłyszała, że przytyła. W sumie racja. Nie trenowała tam intensywnie od czasu urodzenia drugiego miotu, uznając, że to bez sensu, aby pracować tak ciężko. Utrzymywała się w nieco mniej kulturystycznej sylwetce, szczególnie że trudno było dojść do poprzedniego stanu po urodzeniu dwóch dość sporych miotów. Jako że nieznajoma jak na razie ją zadziwiała, nadal była gotowa uderzyć w pysk i rozpocząć walkę, ale powstrzymała się od takiego odruchu, gdy podchodziła bliżej i szczerzyła te swoje kły. Na dźwięk znajomego imienia, na pysku kocicy pojawiło się zdziwienie. Lisek? Ta Lisek? Która miała z nią nauki, dostała na mistrza Tygrysiopręgiego, a potem przepadła jak kamień w wodę? No proszę.
- Lisek! Księżyce cię nie widziałam. Gdzie żeś się szajała? - zadała pytanie, tym razem przywdziewając lekki, zadziorny uśmiech. Tak, to zdecydowanie była jej siostra, tylko po prostu wyrosła i dojrzała przez bardzo długi okres czasu.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie mogłam się nie uśmiechać, kiedy to moja siostra w końcu po dłuższej chwili przetrawiania sytuacji w końcu poznała mnie. Nie dziwiłam się, że tyle to jej zajęło. Ile też rudych kotów jest w lesie? Pewnie co trzeci, jest rudy a szanse spotkania rudego samotnika są tak samo duże jak fakt upolowania w tym rejonie myszy. Nic więc dziwnego, że Krogulczy Szpon nie poznała mnie od razu. Widziałyśmy się ostatni raz, jak byłam małym szczylem, głupim i aż nadto ruchliwym. Teraz, trochę mi się wyrosło, przypakowało i...przyozdobiło bliznami, jednak nie tak jak stało się to z Krogu! W co tez jej siostra się wpakowała, że przeorana jest tyloma bliznami? Brak ogona, płatu sierści na karku...No po prostu istny weteran. Wywróciłam delikatnie oczami, na jej zapytanie odnoście szlajania się. Nie miałam w sumie co do tego wyboru! Oczywistym byłoby to, że jakbym mogła, wróciłabym wcześniej. Chyba... Znaczy oczywiście, w pewnym momencie mi się odwidziało i zaakceptowałam taki a nie inny stan rzeczy, jednak cóż, teraz odczulam jak bardzo brakowało mi domu.
xx- Było się tu i tam - zażartowałam, falując delikatnie ogonem, po czym zamruczałam chrapliwie, siadając przed starszą ode mnie kocicą, w zamiarach dokładniejszego opowiedzenia całego przebiegu mojego zniknięcia. Działo się to może i dwa obiegi pór temu, ale nie zapomniałam! Tego nie dało się tak łatwo zapomnieć. Przeklęty puchacz...Niech no mu się tylko dobiorę do gardzieli! - Pewnie jesteś ciekawa jak to się stało, że w ogóle zniknęłam, co? No to już ci mówię - zaczęłam, odwzajemniając lekki, zadziorny uśmiech, który również gościł teraz na pysku Krogulec. Wzięłam wdech, owijając rudy ogon wokół łap i nieco się zamyśliłam, by dokładnie wszystko opisać. No dobrze a więc....
xx- Pewnego dnia, ni wyruszyłam z Tygrysiopregim na trening, postanowiłam sama poznać tereny by przed nim zabłysnąć. A jak wiesz, byłam okropnie żywym kociakiem...wszędzie było mnie pełno i zawsze patrzyłam daleko daleko poza obóz. No i akurat wtedy moja mała wyprawa zakończyła się atakiem przebrzydłego puchacza! Ten głupi ptasi móżdżek przegonił mnie tak daleko, raniąc na tyle poważnie, że ledwo znalazłam bezpieczne miejsce. Przeklęte ptaszysko... Wtedy znaleźli mnie lu- dwunożni i zabrali do siebie, ratując mi życie. Kiedy wyzdrowiałam, od razu od nich uciekłam i okazało się, że wywieźli mnie nie wiadomo jak daleko. No...i dopiero niedawno zawędrowałam aż tutaj, za sprawą przepędzenia mnie z bezpiecznej ostoi - wzruszyłam barkami, jakby było to coś niezbyt istotnego. Pominęłam fakt tego, że nawet nie przeszło mi przez myśl w momencie osadzenia się w byłej lisiej norze, aby wracać do klanu. To raczej był mało istotny szczególik. - Ale chyba ważne, że ten no...jestem, nie? Ty weź mi lepiej opowiedz co u ciebie się działo! Pozbyłaś się znacznej części ogona odkąd cię pamiętam. Na moich naukach, jeszcze miałaś cały! - rzuciłam zaczepnie, pacając ją chudą łapą w jej pierś. Nie mogłam się w sumie powstrzymać od tego rodzaju czułości. Chyba miałam do tego prawo, po tak długiej nieobecności prawda?
[Obrazek: ai2Xcgu.png]
cut out the things that I don't need
and I don't care if you disagree ̖́-
I DON'T NEED NO SYMPATHY!
winning the game on my own
LVL 3 110 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przekrzywiła lekko łeb w oczekiwaniu na historię kocicy. Oby miała jakieś solidne wyjaśnienia, dlaczego jej tyle nie było! Tygrysiopręgi... No tak, przecież to był jej mistrz. Gwiezdny Klanie, jak to dawno było! Syna Wężowej Gwiazdy już od dawna nie ma w klanie, tak samo, jak reszty jego potomstwa, łącznie z Bezsenną Nocą.
- Dobrze, że w ogóle znalazłaś drogę! Musiałaś zwiedzić kawał terenów, co? - zadała pytanie z lekkim uśmiechem. Cóż za ironia losu, że przegonił ją właśnie puchacz. Ten drapieżnik był niebezpieczny, a Krogulec przez historię rudej otrzymała zapewnienie, że dobre imię wybrała dla jednego ze swoich synów! Szylkretowa kocica słuchała z zaciekawieniem, jak porwali ją dwunogi, ale dzięki nim wyzdrowiała. Inaczej by się pewno rozkładała gdzieś daleko na nieznanych terenach.
- A wiesz, też dużo się działo. Nawet zdołałam zostać znowu na chwilę terminatorem, a potem znowu awansować. Ogon odgryzł mi ogromny pies, a blizna na karku to jedna z moich pierwszych, gdy walczyłam z naprawdę małym w porównaniu do tamtego psem. Ale byłam jeszcze terminatorką i to bez żadnych znanych podstaw walki. Jedną bliznę na łapie zadał mi lis, na drugiej borsuk. Było się na paru walkach! - powiedziała entuzjastycznie, wskazując również te na udach, w tym jedna z nich była dość świeża, bo dość niedawno otrzymana i ledwo co zagojona. Na pysku też miała jeszcze jakieś pozostałości w postaci nieodrośniętej sierści po tym, jak złapał ją za głowę, zanim padł, a Krogulec mogła podziwiać jego uzębienie od środka.
- Ogólnie to w klanie nie zostało dużo naszego rodzeństwa. Tylko ja i Dymne Niebo, no i jak uda ci się wrócić to będziesz jeszcze ty. Ale i tak mamy dużą rodzinę, Zębata Łapa ma niby swojego przyjaciela, na którym bardzo jej zależy, a Wydrza Łapa też coś z kimś kręci, pomimo że często sobie znika. Widocznie lubi wędrówki tak jak większość rodziny — odpowiedziała z krzywym uśmiechem, wychodząc z założenia, że ruda wie, o kim mówi. W końcu nie od dzisiaj ma swoje kocięta, a zupełnie zapomniała, że Lis może nie wiedzieć, że jej starsza siostra miała partnera i doczekała się z nim aż dwóch miotów, zanim zmarł po tym, jak go zdegradowali z rangi zastępcy i poszedł sobie sam na polowanie.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie mogłam przestać się ekscytować tym spotkaniem, dlatego charakterystyczna, biała końcówka mojego ogona cały czas podrygiwała, obojętnie czego bym nie powiedziała czy jakiego mięśnia bym nie napięła. W sumie czułam się teraz dziwnie dobrze z myślą, że mogłam rozmawiać z własną siostrą po tak długim czasie nieobecności. Cieszyło mnie to, że mimo sporych ubytków w postaci braku ogona czy wielu widocznych blizny ta nadal trzymała się hardo Klanu Cienia i nie pozwalała wymrzeć wspaniałemu drzewu Traszkowego Grzbietu i Ostrego Ciernia, który teraz pewnie uśmiechają się wesoło z chmurki. Trzepnęłam poszarpanym uchem i cichutko prychnęłam, machając łapą na słowa Krogulec. Ta, pozwiedzałam naprawdę ogrom terenów w poszukiwaniu miejsca, które mogłabym nazwać w miarę bezpiecznym i odpowiednim do zatrzymania się tam na dłużej. Jak już takie znalazłam - zostałam z niego przepędzona znajdując drogę do domu w momencie w którym w ogóle jej nie potrzebowałam! Serio, kiedy już zaakceptowałam fakt, że zostanę samotnikiem do końca swoich dni, Gwiezdny Klan dał mi pstryczka w nos i pozwolił na powrót na ziemie klanów. Wyczucie godne martwego padalca.
xx- Było się tu i tam, więc mogę się pochwalić znajomością zdecydowanie większego terenu łowieckiego niż ty siostrzyczko! Co do znalezienia drogi, to uwierz mi na słowo; to zwykły przypadek - wzruszyłam barkami, nie przestając szczerzyć pożółkłych kłów. Kiedy jeszcze kilka wschodów słońca temu żałowałam po cichu, że wróciłam tak teraz? Teraz czułam chociaż motywacje do znalezienia odpowiednich argumentów, które mogłabym przytoczyć przed Wężową Mumią aby ten pozwolił mi wrócić kiedy już tego zapragnę. Na ten moment, wolałam się rozeznać w terenie. Dopiero teraz skojarzyłam ten pyszczek jeszcze bardziej. Ha! To Krogu ściągała z Siedliska Koni swoją niedouczoną terminatorkę. Cóż, wolałam przemilczeć tą uszczypliwość, jednak w moich pomarańczowych ślepiach błysnęła iskierka rozbawienia a potem zamieniłam się w słuch kiedy zaczęła opowiadać na temat tego co się u niej wydarzyło. Bo...U niej działo się naprawdę wiele ekscytujących rzeczy. No na pewno bardziej interesujących od tych, co przytrafiły się mnie - raczej nie chciała słuchać o walkach, o zwykłą puszkę w której i tak za wiele jedzenia nie było. Cmoknęłam z uznaniem, kiedy opowiadała historie swoich wszystkich blizn jak i...degradacji? - Byłaś terminatorem? Coś zrobiła? - miauknęłam z zainteresowaniem ale i słyszalnym rozbawieniem. No proszę, a zawsze wydawała mi się taka porządna! Wtedy też przyszło mi słyszeć o niczym innym jak o rodzinie. Otworzyłam szerzej ślepia w lekkim zaskoczeniu. Jak to tylko została ona i Dymne Niebo? Co się stało z Truskawką? Żarem albo...Mrówką? Nie, nie mogłam uwierzyć w to, że w klanie pozostawała tylko dwójka mojego rodzeństwa i do tego tylko z tego starszego miotu. Nim zdążyłam jakkolwiek to pojąć, Krogulec uraczyła mnie innymi imionami, o których nigdy nie słyszałam. Przekrzywiłam łeb i wbiłam w nią spojrzenie zmrużonych ślepi. Że co...
xx- Kim jest Zębata Łapa i Wydrza Łapa? To...jakieś nasze kuzynki? - zadałam pytanie, sprawnie wymijając kwestie mojego powrotu. Niby nie miałam argumentów, jednak myśl że tylko tyle dzieci Traszki zostało w klanie, skręcała mi żołądek. No tak nie może być! Niby mnie zapewniała, że mamy dużo krewnych, ale główna gałąź powinna się utrzymać. To chyba jakiś żart!
[Obrazek: ai2Xcgu.png]
cut out the things that I don't need
and I don't care if you disagree ̖́-
I DON'T NEED NO SYMPATHY!
winning the game on my own
LVL 3 110 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- A ciekawe jak bardzo żyznego! Na pewno nie tak, jak tereny klanu — odpowiedziała z zadziornym uśmiechem, popychając ją lekko barkiem w zadziornym geście, ale nieco mocniejszym, niż tyrpnięcie łapą. Szczególnie, jak tak wychudzona szkapa zrównała się z umięśnionym ciałem wojowniczki. Być może nawet udałoby się przewrócić rudą, kto wie?
- A wiesz. Było się w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie, zdarza się to w tym klanie. Ale już wszystko jest w porządku — powiedziała wymijająco, wzruszając ramionami. Nie chciała o tym głębiej wspominać, bo mogło to zniechęcić rudą do ponownego wstąpienia w szeregi klanu. A skoro córka Traszkowego Grzbietu znalazła drogę prowadzącą na tereny przy klanie, powinna jak najszybciej porozmawiać z Wężową Gwiazdą.
- Och, no tak. Ty nie wiesz - odpowiedziała, nie mogą powstrzymać się od lekko drapieżnego uśmiechu. Czaiła się jak seryjny morderca na kolejną swoją ofiarę, lekko przy tym przekrzywiając łeb i starając się tak dobrać słowa, żeby wywołać jak najbardziej pożądaną reakcję.
- To twoje siostrzenice. Od tej jedynej siostry, która została w klanie. Jedna młodsza, druga starsza — dodała z niejako dumą brzmiącą w głosie. Pomimo że starszy miot był... Mniej udany, a z młodszym nie miała takich więzi, jak z pierwszymi, ze wszystkich była dumna. Prócz z Bóbr, która miała pod ogonem rodzinę, a Krogulec miała pod ogonem ją. Skoro nie chciała należeć do tej rodziny, niech nie należy.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Pchnięcie byłoby dla mnie mniej szkodliwe, gdyby nie fakt że byłam teraz niech wychudła. Zachwiałam się i rozkraczyłam aby już nie chwiać się jak galareta za sprawą własnej siostry, która nawet po wielo-księżycowej, mojej nie obecności nie szczędziła sobie pokazu siły. Wywróciłam oczami na jej słowa i wzruszyłam barkami, siadając znowu wyprostowana, oddając jej podobnym ruchem, jednak łapą.
xx- No ja nie wiem, dawno mnie tu nie było. Nie wiem czy jest żyzna jak za mojej młodości, czy tak jak krążyły zawsze plotki jecie żabie bebechy - dogryzłam żartobliwie i zaśmiałam się cicho pod nosem. Jak mi tego brakowało! Słysząc jej wyjaśnienia tyczące się degradacji, trzepnęłam poszarpanym uchem, unosząc z lekkim niedowierzaniem. Naprawdę? Historyjka brzmiała dość ubogo, bo Krogu na pewno zjadła kilka wartościowych szczegółów, jednak ja nie miałam zamiaru o to wypytywać, skoro nie chciała mówić. Coś musiało się za tym kryć, więc dowiem się tego później.
xx- Nieodpowiednim miejscu i czasie ta? A tak na serio? Długo mnie nie było w klanie, ale za samo bycie gdzieś degradacji się nie zgarnia moja droga - uśmiechnęłam się z lekka złośliwie, jednak dalej nie naciskałam. Jak nie chciała powiedzieć to nie - poczekam, zobaczymy jak jej się język rozplączę. Na kolejne słowa uniosłam brew a moje wibrysy poruszyły się z lekką kpiną - Noo... ja nie wiem - wywróciłam oczami i westchnęłam - Trudno cokolwiek wiedzieć, jak nie było mnie prawie dwa obiegi pór w klanie. Wiesz ile imion musiałabym nadrabiać jakbym wróciła? Koszma- Czekaj czekaj, czy ty właśnie chcesz mi powiedzieć... - Te wymienione kotki, były jej siostrzenicami od jedynej siostry, która ostała się w klanie. No proszę, czyżby moje wymysły jednak kleiły się ze sobą i pod moją nieobecność, Krogulec wdała się w wielce cudowną historie miłosną dzięki której wypluła na świat aż dwa mioty, niczym nasza matka przed wieloma księżycami?
xx- Teraz już wiem, od czego przytyłaś! - rzuciłam rozbawiona, szczerząc pożółkłe kły w grymasie szczerego rozbawienia. No proszę, miałam naprawdę liczną rodzinę w takim razie. Ciekawe ile też tych szczyli się zachowało, w jakim wieku, obdarzeni jakimi charakterami. Teraz tylko istniało pytanie, kto też był dawcą plemników i dodatkowych fałdek tłuszczu na szylkretowym cielsku wojowniczki. Może ktoś ważny? Albo jakiś totalny przybłęda spod kamienia, który nie widział nic poza koniuszkiem własnego ogona? Nie, tak nisko by nie upadła na pewno. To, że długo jej nie widziałam, nie oznacza że ta kompletnie sturlała się po pagórku szacunku do samej siebie. - Kto też jest tym szczęściarzem, dzięki któremu muszę poszerzyć listę potencjalnych rozmówców po powrocie do klanu?
[Obrazek: ai2Xcgu.png]
cut out the things that I don't need
and I don't care if you disagree ̖́-
I DON'T NEED NO SYMPATHY!
winning the game on my own
LVL 3 110 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości