Kocica nie zmieniła się wiele. Nadal dużo trenuje, przez co jej ciało jest wyćwiczone, sama ma budowę atletyczną. Nadal chodzi pewnym siebie krokiem, a pysk szylkretki często jest zmarszczony, przez co można powiedzieć, że chodzi wiecznie niezadowolona czy naburmuszona, chociaż niekoniecznie tak jest. Obecnie ciało wojowniczki wróciło już do normy po porodzie przez to, że każdą wolną chwilę poświęca doprowadzeniu siebie do porządku. Na ciele widnieje parę blizn - jedna po wyrwanym płacie skóry na karku, druga na lewej tylnej łapie w postaci śladu po ugryzieniu lisa, trzecia to lekko wyszczerbione, prawe ucho po walce treningowej z Lis. A ostatnia jest urwanym ogonem, ostała się jej mniej niż połowa, przez co jej chód stał się bardziej ostrożny.
Krogulec zmieniła swoje nastawienie do innych. Otworzyła się, stała się bardziej rozmowna i nie stawia jedynie na zdobywanie wiedzy. Lubi od czasu do czasu porozmawiać sobie na luźne tematy i czerpać po prostu przyjemność z życia. Jest odpowiedzialną wojowniczką oraz matką, starając się wychować swoje młode najlepiej jak potrafi, pomimo tego, że były lekką wpadką. Często wybucha gniewem, ale nie potrafi być długo obrażona. Nie przyznaje się do błędów i zamiast powiedzieć "przepraszam" woli przejść od razu na neutralny grunt, gdzie zacznie rozmowę o pierdołach. Wypełnia swoje obowiązki z pasją i to najlepiej, jak potrafi!
- Jakbyś była w klanie to byś widziała, co jemy - odpowiedziała z zadziornym uśmiechem, być może trochę boleśnie wypominając rudej, że zniknęła i nie powinna im zaglądać do przysłowiowych talerzy.
- A może to ty jesz żabie bebechy? Wychudłaś strasznie - dodała, tyrpając ją ponownie w bark w żartobliwym geście. Jednak fakt był faktem, siostra zdecydowanie nie wyglądała na dobrze odżywioną. Nie to, co niektórzy samotnicy.
- A wiesz, nakrzyczałam nie na tę osobę, co trzeba - dodała ze wzruszeniem ramionami. Zdecydowanie to nie było coś, czym chciałaby się chwalić, jednak kocica niejako zmusiła ją do podzielenia się tymi informacjami. Jak będzie chciała znać resztę, to zapyta o to inne koty z klanu. Zaśmiała się krótko, gdy Lis odkryła, z jakiego powodu przytyła. No, zdarzyło jej się przez przypadek zajść w dwie ciążę i urodzić z każdej z nich sporą gromadkę dzieciaków, jednak na słowa o tym szczęściarzu skrzywiła pysk, gdy jej wesołość znikła.
- Cóż. Nie będzie ci raczej dane z nim porozmawiać, bo zginął. Całkiem niedawno i całkiem niedaleko stąd. Dawał sobie radę z dużymi psami i borsukami, ale z dzikiem sobie nie dał rady - powiedziała, wzdychając przy tym lekko. Nie był to zbyt wesoły temat, a podczas spotkania z siostrą wolała takich uniknąć, ale ona sama poruszyła ten temat.
- Nazywał się Wiewiórczy Ogon i był przez długo zastępcą, ale gdy narodził się pierwszy miot, był jeszcze wojownikiem - odpowiedziała w końcu na pytanie, a rudą czekało dużo historii! Szczególnie o dzieciach Krogulec, których było... Dużo. Może nie była to liczba największej ilości dzieci w klanie, ale była ponadprzeciętna. Szczególnie że większość par dorobiła się tylko jednego miotu, a ona aż dwóch.
- Sporo cię ominęło, bo prawie cały starszy miot został mianowany na wojowników, część z nich niestety zniknęła lub zginęła. W klanie pozostało dwóch synów oraz dwie córki, która się wyparła rodziny z niewiadomych powodów, gdy była młoda i tak jej pozostało. Nazywają się Wirujące Pióro i Pluskający Potok, a córki to Bobrzy Kieł i Wydrza Łapa - przedstawiła jej część pozostałą przy życiu rodziny, zauważając, jak mała liczba z nich pozostała w klanie. Z... Siedmiu kociąt? Zostało cztery. W drugim miocie też nie było zbyt kolorowo, bo część z nich zniknęła, ale chyba trzymali się lepiej, niż miot numer jeden. Dodatkowo przy wymawianiu imienia pierwszej córki skrzywiła się wyraźnie, chociaż potem grymas zniknął z jej pyska.
- Młodszy jest cały czas terminatorami, ale ufam, że w końcu któreś z nich skończy trening. W większości to córki. Ostra Łapa, Ciepła Łapa, Zębata Łapa, reszta poszła gdzieś w świat, ale ich było mniej - dodała do poprzedniej wypowiedzi z lekkim uśmiechem. Drugi miot zdecydowanie był bardziej cywilizowany. No, prócz Ciepłej Łapy, która nadal nie potrafiła się zachować, szczególnie na pogrzebach, ale Ostra i Kieł szybko dojrzały i być może uda im się skończyć treningi. Jak tylko Kieł dostanie nowego mistrza.
I look inside myselfand seemy heart is black.
I see my red doorandmust have it painted black.
Maybethen I'll fade awayand not have to face thefacts.
It's not easy facing upwhen your whole world is black.
Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
Ostra, pewna siebie i szczera wręcz do bólu. Nie kryje się ze swoim niezadowoleniem, mówi wszystko wprost tak jak to widzi i czuje. Często można ją przyłapać na nadmiernym używaniu sarkazmu czy cóż...obelg. Totalne przeciwieństwo tej, którą być może zapamiętali starsi wojownicy Klanu Cienia. Teraz? To jedynie cień jej charakteru, skryty pod taką a nie inną maską. Wewnątrz kryje się ta wesoła kotka, jednak ktoś musi ją wydobyć. Zapowiada się długie kopanie!
Wywróciłam ślepiami na jej pierwsze słowa, unosząc brew. No co, będzie mi zarzucać głupotę? Z własnej woli nie uciekłam. Mogłam wrócić do obozu przyprowadzając tam puchacza zagrażającego kociętom, bądź spróbować go zgubić. Na swoje nieszczęście wybrałam głupszą opcje i zniknęłam na dwa obiegi pór. To się nazywa umiejętne podejmowanie odpowiednich decyzji, co? Wężownik mógłby się ode mnie uczyć he... xx- Chcesz wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia siostrzyczko? - zażartowałam, śmiejąc się ochryple pod nosem, a kiedy usłyszałam jej kolejne zdanie nieco się skrzywiłam. A żeby tylko żabie bebechy. Okres pomieszkiwania na ulicach miasta wspominam raczej nie najcieplej. Był to okres ciemny, usłany głodem i chorobami z którymi musiałam radzić sobie zupełnie sama. Zatrucie szczurem wspominam chyba najgorzej, albo tą dziwną wodą podobno wypełnioną benzyną. Jak dobrze, że w mieście również funkcjonują medycy. Mniej zaawansowanej i bardziej przystosowani do panujących tam warunków ale jednak. Jest czasem jakaś pomocna łapa, do której nie zawsze łatwo jest się dostać. Jakie moje obrzydzenie na samym początku wzbudzały koty zamieszkujące zaśmierdłe zaułki. Moich początków z tropieniem morderców naszej matki też raczej wspominać dobrze nie będę. Głupie mniemanie, że akurat w mieście do którego mnie wywieziono, nadal istnieje ten gang. Oj głupie. - Czego to się nie jadło. Wychudłam wychudłam. Jak trafiłam do lu- dwunożnych ledwo żywa po ataku puchacza, strasznie mnie utuczyli w krótkim czasie. Powiem ci, że ta ich dziwna karma co jak bobki zająca wygląda okropnie tuczy. Potem uciekłam i no, nie było tak kolorowo z jedzeniem. Wiesz ile kotów żyje w takich osiedlach? Cała masa! Jeden chudszy od drugiego...chociaż są i szczęśliwcy co wyglądają jak nie jeden silny wojownik - zaskrzeczałam, odpowiadając na słyszalnie zaczepne sformułowanie o zjadaniu żabich bebechów. Cóż..trafiały się i szczurze. Skinęłam łbem na słowa o nakrzyczeniu nie na tego, co było trzeba czy jakoś tak i wsłuchałam się w dalsze słowa, które wyprzedzone były zniknięciem uśmiechu z pyska mojej siostry. Czyżbym trafiła w czuły punkt? Moje ślepia otworzyły się nieco szerzej, kiedy Krogulec wyjaśniła mi całą sytuacje ze swoim byłym partnerem, zamordowanym przez dzika gdzieś tu w pobliżu. Delikatnie dotknęłam nosem policzka czekoladowej szylkretki i westchnęłam, nie mówiąc kompletnie nic. W ten sposób chyba było najlepiej przekazać własne kondolencje niżeli mówić niepotrzebne wyrazy które nic by nie wniosły. Słowa nie przywróciłyby jej partnera, a klanowi zastępcy. Ciekawiło mnie, kto teraz objął ten stołek. Jedno było pewne, na pewno nikt kogo znałam ja. Potem zaczął się nieco weselszy temat - szczyle mojej siostrzyczki. Imiona które mi podawały powoli zapisywałam na liście do możliwego poznania. Ciekawiła mnie jedna z wymienionych córek, która podobno wyparła się rodziny. No no, ciekawa jednostka. xx- Czyli mówisz, że mam do kogo wracać mm? - uniosłam lekko brew, owijając ogon wokół łap z podrygującą, białą końcówką - Muszę to przemyśleć. Dwa obiegi pór nie było mnie w klanie mm..Ciekawe czy Wężowy zadek jeszcze pamięta o tym, że ktoś taki istniał w jego klanie jak Lis - prychnęłam pod nosem i trzepnęłam delikatnie uchem, łapą pacając bok mojej starszej siostry po przejściach. Nadal byłam do tego sceptycznie nastawiona, w końcu nie miałam wymówki i odpowiednio przekonującego tekstu. Chociaż...może Krogulczy Szpon coś zadziała w tej sprawie?
cut outthe thingsthat Idon't need and Idon't careif youdisagree ̖́- IDON'TNEEDNOSYMPATHY! winningthe gameon myown
kremowy srebrny klasycznie pręgowany kot z białymi znaczeniami na łapach, brzuchu, piersi i pysku. Ma długą i zawsze splątaną sierść, a jego ciało jest olbrzymie do tego stopnia, że na 95% kotów patrzy z góry, a na 5% na równi. Wielkie i obrzydliwe bydle o tak samo obrzydliwej mordzie, która jest bardzo kanciasta i ma lekko krzywą szczękę przez co lewy dolny kieł wystaje lekko na zewnątrz. jego oczy są wcisnięte głęboko w czaszkę i mają kolor oliwkowy. Zgniła zieleń jak on cały. Powolne z niego ciele i od kociaka gorzej widzi na jedno oko, ale wada w żaden sposób się nie pogłębiała na przestrzeni czasu, dlatego nie grozi mu w żadnym wypadku ślepota.
Charakter Byka jest po prostu paskudny. Podejrzany i bezpośredni gość, który traktuje wszystkich dookoła jak śmieci i nikomu nie poświęca za dużej ilości wolnego czasu, bo w końcu nie jest byle kim. Ma w swojej rodzinie medyczkę i nieco dalej samą zastępczynię, a to już nie lada powód do dumy. Ma słabość do ładnych i zgrabnych kotek, ale nie jest to rzecz romantyczna, tylko przyziemna i biologiczna, która sprowadza się do co najwyżej rozrodu, gdyż kocur jest po prostu aromantyczny i utworzenie z nim związku pełnego uczuć jest prawie niemożliwe. Prawie, bo potrafi świetnie udawać, dobry z niego aktor i manipulator, a żeby osiągnąć swój cel mógłby nawet związać się z pierwszą lepszą mrówką, wynosząc ją pod same niebo.
jego duże nogi już po chwili wyprowadziły go z terenów klanu cienia prosto do dużego grądu, skąd dalej chciał ruszyć na siedlisko koni z zamiarem zaznajomienia się z jakimś pieszczochem albo samotnikiem. Brudasów w klanie mieli dużo, ale chciał poznać jakiegoś brudasa czystej brudasowej krwi, więc musiał pofatygować się i zajść ciut za daleko, ignorując zakazy swojego klanu i darcie mordy swojego mistrza, któremu to się by nie spodobało, ale bycza łapa miał to głęboko w nosie, bo nie będzie mu szczeniak rozkazywał. Ułożył futro i rozłożył się w trawie, ignoruując panujący wokół chłód.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Dość często bywał poza terenami klanu. Dlatego też nic dziwnego, że tego dnia również postanowił przekroczyć granice klanowe. Nie tylko ze względu na własne widzimisię, nie tym razem. Otóż, dzisiaj podróżował za pewnym kotem. Kotem, który nie tak dawno temu miał swoją ceremonię na terminatora. Co oznaczało, że praktycznie w ogóle nie zdążył nic przerobić. I w taki właśnie sposób narażał się na niebezpieczeństwo. Ogólnie, Puchacz nie miał pamięci do kotów, to prawda, aczkolwiek tego kojarzył. Był bowiem starszy, niż inne kociaki do mianowania i wyglądał dość charakterystycznie, jeśli burek miał być szczery. Dlatego gdy tylko wypatrzył kremowe futro w oddali od razu skojarzył sobie młodego terminatora, przynajmniej pod względem stażu, i powoli, ostrożnie, ruszył za nim. Trzymał się jakąś odległość za kocurem, żeby nie zdradzić swojej obecności. Chciał zobaczyć dokąd ten zmierza, czy ma jakiś konkretny cel, spotyka się z kimś może, czy jednak nie i po prostu zwiedza. Jak się okazało widocznie to drugie, bo zbliżając się do siedliska znacząco zwolnił, aż zatrzymał się i legł w trawie. Wtedy też Puchacz przyspieszył by stanąć zaraz nad leżącym i zmarszczyć groźnie brwi.
- Myślałem, że terminatorom nie wolno się oddalać od terenów klanu - warknął. - Masz dosłownie dwa uderzenia serca by się podnieść i jak najszybciej wrócić do obozu - dodał ostro. Co prawda, terminatorzy nie mieli jakoś szczególnie zakazu opuszczania obozu. Robili to co prawda na własne ryzyko, ale nikt nie mógł za nimi chodzić i sprawdzać, czy dalej siedzą na dupie w obozie, jak w przypadku kociaków. Niemniej, ten tutaj kocur wyszedł stanowczo dalej, niżby mógł - poza tereny klanu, w okolice siedliska koni, czyli, łagodnie mówiąc, dość daleko. A Puchacz był praktycznie pewien, że zrobił to bez posiadania najmniejszych chociaż umiejętności, więc jako prawy wojownik klanu Cienia jego obowiązkiem było zawrócić terminatora.
Księżyce: 128 Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć Płeć: kotka Matka: Wrzeszczący Pysk Ojciec: Trzmiela Gwiazda Partner: Cyprysowa Łuska Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Księżyce: 128 Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć Płeć: kotka Matka: Wrzeszczący Pysk Ojciec: Trzmiela Gwiazda Partner: Cyprysowa Łuska Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Szczupła, niska, potargana; sucha, atletyczna budowa uwydatnia rozbudowaną muskulaturę. Ruda w czarne plamy. Na pysku, palcach i brzuchu białe łaty. Oczy jadowicie zielone, w lewym zez rozbieżny. Na lewej łopatce szpetna blizna, na piersi blizna po pazurach.
krzykacz i buntownik
Rogata Łapa, Piaszczysta Łapa
***
Generalnie unikała samotnego wychodzenia na patrole poza granice Klanu Gromu, ale czasem ktoś musiał. Znaczy... technicznie nie była sama - była tu z Cebulową Skórką, która koniecznie chciała wyrwać się z obozu i coś robić, jednak wojowniczka zniknęła gdzieś gdy szły wzdłuż grądu, a ona nie miała najmniejszej ochoty na szukanie jej. Była dorosła i sobie poradzi, zresztą nie pierwszy raz tak zniknęła z patrolu by później pojawić się w obozie w wybitnie dobrym nastroju i resztkami jakiegoś zielska w sierści.
Szła więc dalej, w trakcie tej wędrówki tylko dwa razy oglądając się za siebie by upewnić się, że Cebulowej Skórki nigdzie nie było. Była tu sama. Prychnęła więc i jeżyła sierść ruszając dalej trochę szybszym krokiem. Mały Grąd kończył się na Pszczelich Pniach, a dalej już był Duży Grąd. Technicznie to już nie był jej cyrk i nie jej małpki do pilnowania, ale poczuła zapach kota, który natychmiast przykuł jej uwagę. Nie należał raczej do klanowego kota i w dodatku był świeży, więc jakiś samotnik musiał się tu niedawno kręcić. Ruszyła więc dalej tym tropem, zamierzając znaleźć i, w razie potrzeby, unieszkodliwiając samotnika. Poruszała się cicho, jak na polowaniu, szła też pod wiatr korzystając z naturalnych osłon jakie dawała jej roślinność grądu. Nie pierwszy raz tropiła zwierzynę.
Kiedyś miała wątpliwości odnośnie tego, czy samotników kręcących się w okolicy klanów należy zabijać. Teraz miała o wiele mniej wątpliwości. Nie było tu miejsca na litość i cackanie się. Nie po tym, co spotkało Łani Krok.
Trzeba było sobie zadać pytanie czy w tym przypadku było co unieszkodliwiać.
Po powrocie z osiedla Wichura wyglądała jeszcze gorzej, niż zanim się tam zjawiła, a już wtedy było z nią kiepsko. Kto pamiętał rudą z czasów jej światłości, z życia w Klanie przed całym galimatiasem który nią tak wstrząsnął pewnie złapałby się za głowę widząc ją aktualnie, teraz. Była weteranką wojenną, żołnierzem zmęczonym życiem. Straciła wszystkich bliskich, w sporej części z własnej winy i teraz nie było dla niej sensu podnosić się na równe łapy, jak zawsze to robiła i iść do przodu. Nie miała po co żyć, ale chciała... jeszcze raz wrócić do lasu.
Niczym duch lawirowała przy granicach Klanów. Potykała się o własne łapy, obolała i zmęczona podróżą z miasta. Skryła się wśród roślin w Dużym Grądzie. Wyglądała żałośnie; wyczerpana, wychudzona, z przerzedzoną, przesiąkniętą resztkami zapachów z wysypiska śmieci sierścią Rozerwana skóra na boku; ostatnie co zostało jej po Szalej, już nie krwawiła, posoka zlepiła rdzawe futro kocicy w okropne kołtuny. Bolało, ale ten ból jeszcze trzymał ją przytomną. Ciężko było powiedzieć czy w jej aktualnej sytuacji była to dobra rzecz, czy zła.
Nieobecne spojrzenie bursztynowych ślepi wbiła w widoczny jedynie dla niej samej punkt na horyzoncie. Łapy jej drżały. Wyglądała jak siedem nieszczęść, więc jeśli Żubrze Gardło idąc jej tropem spodziewała się ciekawszego widoku, to się pomyliła. Wichura może i była nawet świadoma, że ktoś jest blisko, ale nie obchodziło jej to w żadnym stopniu.
Może jej była uczennica oszczędzi jej dalszej kompromitacji i cierpienia?
l a s t thingi remember....-..,..i wasrunning.,.forthe door i had tof i n d thepassagebackto theplace..i was before relax - saidthenight man,we areprogrammedto receive you cancheck outanytime youlike
Księżyce: 128 Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć Płeć: kotka Matka: Wrzeszczący Pysk Ojciec: Trzmiela Gwiazda Partner: Cyprysowa Łuska Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Księżyce: 128 Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć Płeć: kotka Matka: Wrzeszczący Pysk Ojciec: Trzmiela Gwiazda Partner: Cyprysowa Łuska Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Szczupła, niska, potargana; sucha, atletyczna budowa uwydatnia rozbudowaną muskulaturę. Ruda w czarne plamy. Na pysku, palcach i brzuchu białe łaty. Oczy jadowicie zielone, w lewym zez rozbieżny. Na lewej łopatce szpetna blizna, na piersi blizna po pazurach.
krzykacz i buntownik
Rogata Łapa, Piaszczysta Łapa
Poczuła krew, co było wielką czerwoną flagą - jej instynkt zadziałał szybciej niż zdrowy rozsądek i nakazał jej wyeliminowanie tego, co było zagrożeniem niezależnie od powodów, dla których się tu pojawiło. Zapach krwi mógł świadczyć o niedawnej walce (niezależnie od tego, czy krew należała do tropionej ofiary, czy też jej ówczesnego przeciwnika), a osłabienie organizmu po potyczce jedynie działało na korzyść Żubrzego Gardła. Zbliżyła się bezszelestnie na długość skoku, jednak nie rozpoznała w kocicy swojej dawnej mistrzyni. Widziała brudnego, śmierdzącego osiedlem dwunogów samotnika, który kręcił się wokół ziem jej klanu - stanowił więc zagrożenie, a jej obowiązkiem było wyeliminowanie go za wszelką cenę.
Wybiła się z tylnych łap i wystrzeliła swym kościstym cielskiem w przód, prosto na poranioną samotniczkę. Wysunięte pazury i obnażone kły nie świadczyły o tym, że chciała rozmawiać i przyszła tu z pokojowymi zamiarami. Jej celem było wpadnięcie w kocicę i równoczesne chwycenie jej pazurami tak, by powalić ją na bok lub nawet na plecy i przytrzymać mocno przednimi łapami, jednocześnie pozostając na tyle blisko, by niemożliwe było podkurczenie łapy na tyle, by kopniak w brzuch był wystarczająco silny by ją odepchnąć.
Jakiekolwiek resztki chęci życia wyparowały z organizmu kocicy. Zmysły miała jakby kompletnie stłumione, poza tym, nawet jeżeli paranoja rudej się sprawdzała w tym wypadku i faktycznie ktoś tu był, ktoś ją obserwował...to co w związku z tym? Może jeśli ktoś tu jest, to ktoś z klanów. Jeśli tak, to pewnie najchętniej by ją zarżnął - w aktualnym stanie miała to tak bardzo głęboko gdzieś. Lepiej dla wszystkich, lepiej dla świata, lepiej dla niej samej. Nie chciała już tu być.
Średnio miała jak zorientować się o obecności kota z Klanu Gromu, gdy ten podkradał się do niej jakby była zwierzyną. Wyglądała gorzej, niż przetrawiona mysz której resztki wypluła sowa. Nie ruszała się a jedynie mięśnie drgały, nie mogła zasnąć; ból z rany promieniował przez jej ciało.
A gdy miała okazję zobaczyć, że jest atakowana, pierwszym jej instynktem powinna być samoobrona, próba uniku, a tymczasem Wichura - niegdyś doświadczona, zawsze czujna wojowniczka, teraz, gdy była atakowana...zadrżała lekko, rzucając napastnikowi jedno, krótkie spojrzenie. Było jej, na osty i ciernie, wszystko jedno. Proszę bardzo. Dobij mnie.
l a s t thingi remember....-..,..i wasrunning.,.forthe door i had tof i n d thepassagebackto theplace..i was before relax - saidthenight man,we areprogrammedto receive you cancheck outanytime youlike
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Atak Żubr: krytyczny! (150%) → (14+16)-(12+6)=12 → 12x1.5=18 Wichura: brak reakcji.
Żubr chyba nigdy nie miała łatwiejszego zadania, jeśli chodzi o walkę. Wichura pozostawała w całkowitym bezruchu, wpatrując się jedynie tępo w Gromiaczkę, gdy tylko ruch mignął jej w kąciku oka… i zaraz upadła na bok, gdyż nawet postępujący zez zastępczyni Trzmielej Gwiazdy nie mógł jej przeszkodzić w trafieniu. Pazury Żubrzycy rozerwały skórę na grzbiecie i lewym boku na wysokości żeber samotniczki, a kocica znalazła się na niej, mocno ją przytrzymując przy ziemi.
Wichura: S: 6 (13) | Zr: 6 (13) | Sz: 5 (11) | Zm: 4 (8) | HP: 70-18=52/70 | W: 70
» rana 2. stopnia: głębokie rany od pazurów na grzbiecie i lewym boku, krwawi (w następnej kolejce -3 HP, w kolejnych po -2 HP)
» niewyleczona rana 2. stopnia: obity grzbiet i gęste zadrapania na boku (+ z racji niewyleczenia: dodatkowo infekcja) → statystyki obniżone o połowę
» wykorzystane przerzuty: 0/4
/ Akcja skończyła się ponad dwa tygodnie temu, więc przechodzi tylko rana, nie statystyki. Następnym razem wrzuć stopień i cały opis rany w posta, a nie tylko link do poprzedniej akcji.
Księżyce: 128 Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć Płeć: kotka Matka: Wrzeszczący Pysk Ojciec: Trzmiela Gwiazda Partner: Cyprysowa Łuska Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Księżyce: 128 Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć Płeć: kotka Matka: Wrzeszczący Pysk Ojciec: Trzmiela Gwiazda Partner: Cyprysowa Łuska Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Szczupła, niska, potargana; sucha, atletyczna budowa uwydatnia rozbudowaną muskulaturę. Ruda w czarne plamy. Na pysku, palcach i brzuchu białe łaty. Oczy jadowicie zielone, w lewym zez rozbieżny. Na lewej łopatce szpetna blizna, na piersi blizna po pazurach.
krzykacz i buntownik
Rogata Łapa, Piaszczysta Łapa
Niski, głęboki warkot bulgotał nieprzyjemnie w gardle Żubrzycy, która powaliła i unieruchomiła swoją ofiarę. Zakrzywione, ostre szpony zastępczyni Klanu Gromu głęboko penetrowały skórę zaatakowanej samotniczki, nie dając jej najmniejszych szans na ucieczkę lub wyszarpanie się z jej uścisku bez konsekwencji w postaci głębokich cięć. Pochyliła swoją suchą głowę i przekrzywiła ją lekko w bok, gdy przeglądała się przez chwilę zwróconemu w jej stronę pyskowi. Rozpoznawała te ciemne oczy, pobrużdżony dawno zasklepionymi bliznami pysk. Nie rozpoznawała jednak tego całkowitego braku życia i woli walki, które biły od jej mistrzyni wtedy, gdy była w obozie.
- Wichura - wysyczała unosząc pogardliwie wargi. Nie poznała jej na początku, jednak teraz, gdy była z nią pysk w pysk i wisiała ponad nią tak, jakby była królikiem jakiemu miała za chwilę rozszarpać gardło wiedziała doskonale z kim ma do czynienia. Zawsze trudno było zapomnieć kogoś, kto kiedyś w imię ideałów gotów był poświęcić swoją skórę. - Wyglądasz żałośnie.
W jej skrzekliwym, ostrym głosie nie było jednak pogardy lub złośliwości. Nazywała fakt, który miała przed oczami: żałosny wrak kota, pustą skorupę po swojej dawnej mistrzyni. Wbrew sentymentowi rozsądek wciąż brał górę - nie puszczała jej, a jej mięśnie wciąż były napięte i gotowe do działania. Pomimo dawnej przynależności do Gromu była banitką - i samotnikiem.
Jedyne co wyrwało się Wichurze z gardła, gdy została przygnieciona do ziemi i rozerwana przez swoją dawną uczennicę było ciche, niewyraźne parsknięcie. Jakby chciała zaśmiać się cierpko, ale gdyby nie potrafiła przełknąć guli w gardle, albo zupełnie zapomniała jak układa się jakiekolwiek słowa, wydaje z siebie jakiekolwiek dźwięki. Nie była jednak świadoma, kto ją atakuje, dopóki nie usłyszała skrzekliwego głosu - i nie podniosła wzroku na Gromową kocicę, teraz, przyglądając się pstrokatemu pyskowi, rozpoznała Żubrze Gardło. Rozszerzyła bursztynowe ślepia lekko, jakby na rodzaj zdziwienia, ale nie wyglądała na specjalnie zaskoczoną. Ani zastraszoną, ani chociaż przejętą. Obojętność i brak jakiekolwiek werwy bijące od rudej kocicy były niemalże depresyjne. Klan Gromu naprawdę dobijał nawet samotników w tak tragicznym stanie, z rozkazu Trzmielego Pyłu, czy to Żubr miała personalne rozterki wobec Wichury i postanowiła się odegrać za Gwiezdny Klan wie co?
- Ciebie też miło widzieć - chrypnęła, dociskając pysk do wilgotnej trawy pod sobą. Zmarszczyła nos w przypływie fali irytującego bólu; Żubr nie szczędziła siły i jak już przywaliła, to całkiem porządnie. Gdyby nie wystarczył obolały grzbiet i stare, śmierdzące ślady po pazurach na jednym boku, to Żubrzyca przeorała jej zarówno drugi bok jak i całe plecy. Świetnie. Może wykrwawi się szybciej. - Ta, co ty nie powiesz - wymamrotała zupełnie beznamiętnie, zawieszając wzrok na kępce trawy którą miała przed nosem. Jasne, że wyglądała żałośnie. Była niczym więcej jak chodzącym trupem, wydmuszką. Jej dusza umarła już księżyce temu, była tylko fizyczną powłoką. To, że rozszarpaną jak królik którego zanosi się na stos zwierzyny...cóż.
l a s t thingi remember....-..,..i wasrunning.,.forthe door i had tof i n d thepassagebackto theplace..i was before relax - saidthenight man,we areprogrammedto receive you cancheck outanytime youlike
Księżyce: 128 Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć Płeć: kotka Matka: Wrzeszczący Pysk Ojciec: Trzmiela Gwiazda Partner: Cyprysowa Łuska Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Księżyce: 128 Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć Płeć: kotka Matka: Wrzeszczący Pysk Ojciec: Trzmiela Gwiazda Partner: Cyprysowa Łuska Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Szczupła, niska, potargana; sucha, atletyczna budowa uwydatnia rozbudowaną muskulaturę. Ruda w czarne plamy. Na pysku, palcach i brzuchu białe łaty. Oczy jadowicie zielone, w lewym zez rozbieżny. Na lewej łopatce szpetna blizna, na piersi blizna po pazurach.
krzykacz i buntownik
Rogata Łapa, Piaszczysta Łapa
Cmoknęła cicho na suchy komentarz ze strony Wichury. Nie mogła powiedzieć, by cieszyła się na widok banitki, nawet jeżeli była to ironia - wolała w myślach hodować obraz martwej i zachowującej godność Wichury niż doprowadzającej się do takiego stanu. Z pewnym ociąganiem cofnęła się o pół kroku, tym samym puszczając banitkę... jednak nie oznaczało to, że była już bezpieczna. Wciąż była wygnańcem, wciąż była samotnikiem. Wciąż Żubrze Gardło miała do niej personalne ała.
- Nie. Ty cała jesteś żałosna - wydała ostateczny werdykt po chwili obserwacji stanu psychofizycznego Wichury. - Za kogo teraz się umartwiasz i robisz z siebie ofiarę? - spytała przekrzywiając łeb w bok. Wichura miała jakąś tendencję do robienia z siebie męczennika, który wszystko przyjmował na swój grzbiet i dzielnie nosił swój krzyż... nawet jeżeli w sumie to nie musiał, ale i tak robił to tak obrzydliwie ostentacyjnie. Bo było coś ostentacyjnego w tych podchodzących ropą, śmierdzących ranach którym towarzyszyły teraz te świeże, o intensywnym zapachu krwi, w tym odwracaniu wzroku i depresyjnych zjazdach, które dla Żubrzego Gardła aż wrzeszczały, byleby ktoś w końcu zwrócił na nie uwagę.
Przekręciła się jakby od niechcenia z powrotem na brzuch, pozwalając krwi ze świeżych ran broczyć intensywnie i płynąć po jej rdzawych, chudych bokach na trawę. Pysk miała nieznacznie wykrzywiony, ale i tak sprawiała wrażenie, jakby nie miało to dla niej znaczenia. Depresyjna aura unosiła się w powietrzu w niezdrowych dla organizmu ilościach.
- Powiesz mi wreszcie coś czego nie wiem? - wychrypiała, wtrącając się Żubrzycy w słowo. Mięśnie Wichury drgnęły; w irytacji? Nie, słowa byłej terminatorki jej nie ruszały, nie irytowały. W bólu? Prędzej. Był jakby kompletnie przytłumiony. Prychnęła pod nosem. Robienie z siebie ofiary? Nie o to jej chodziło. Kilka księżyców temu uważała się za ofiarę, za ofiarę niesprawiedliwości, ale aktualnie była bardziej oprawcą. Bo przecież skrzywdziła tyle kotów, skrzywdziła tak bardzo swoją Szalej, którą kochała, którą dalej kocha, przez swoją własną głupotę. I teraz najnormalniej w świecie nie umiała pozbyć się wyrzutów sumienia. Poza tym straciła absolutnie wszystko, co kiedykolwiek trzymało ją jeszcze przy życiu. Matka zmarła, większość rodzeństwa zmarła, ojciec? Zawiodła go na każdej linii. Szron? Zniknął, albo został w Klanie i pewnie nie chciał jej widzieć, Szalej? Wichura zraniła ją tak bardzo, zostawiła ją i wróciła oczekując wybaczenia, jak mysi móżdżek. Część jej rodzeństwa, która dalej żyła...nie chciała ich szukać, nie chciała im też rujnować życia swoją osobą. - Nieważne co sobie myślisz, nie oczekuję współczucia, litości, czegokolwiek - ani od Ciebie ani od nikogo.
I dla niektórych takie podejście mogło być ostentacyjne, niemal krzyczące o atencje - wręcz przeciwnie. Nie tego samotniczka chciała. Wichura położyła się w rowie żeby zdechnąć i ulżyć światu, zdechnąć sama, bez niepotrzebnych gapiów. Była zbyt zmęczona, aby przejąć się tym, co inni mogą o tym pomyśleć. Żubr uważa, że robi z siebie tym ofiarę? Tak to wygląda, no, cóż. Ruda oparła łeb na łapach, zupełnie zrezygnowana. - Zrób sobie ze mną co chcesz. Jestem na to zbyt zmęczona, wisi mi to. I wisi mi co sobie o mnie myślisz. Jak uważasz, że straciłam resztki godności, to też masz rację.
czym jest ten post XDDDDD
l a s t thingi remember....-..,..i wasrunning.,.forthe door i had tof i n d thepassagebackto theplace..i was before relax - saidthenight man,we areprogrammedto receive you cancheck outanytime youlike
Księżyce: 128 Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć Płeć: kotka Matka: Wrzeszczący Pysk Ojciec: Trzmiela Gwiazda Partner: Cyprysowa Łuska Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Księżyce: 128 Mistrz: Wrzask, Mysz, Trzmiel, Wichura, Turkuć Płeć: kotka Matka: Wrzeszczący Pysk Ojciec: Trzmiela Gwiazda Partner: Cyprysowa Łuska Trwałe urazy: zez rozbieżny w lewym oku; szpetna, szeroka blizna na lewej łopatce; mała, wąska blizna na prawym nadgarstku; cztery głębokie blizny po pazurach na piersi
Szczupła, niska, potargana; sucha, atletyczna budowa uwydatnia rozbudowaną muskulaturę. Ruda w czarne plamy. Na pysku, palcach i brzuchu białe łaty. Oczy jadowicie zielone, w lewym zez rozbieżny. Na lewej łopatce szpetna blizna, na piersi blizna po pazurach.
krzykacz i buntownik
Rogata Łapa, Piaszczysta Łapa
- Ode mnie nie otrzymasz żadnej z tych rzeczy - odparła mrużąc ślepia. Nie współczuła jej w żadnym stopniu. Nie litowała się nad nią. Mówiła wprost z czym ma do czynienia i oczekiwała... czegokolwiek. Sama w sumie nie wiedziała na co liczyła. Że Wichura weźmie się w garść? Że wyniesie się stąd? Że zacznie prosić o możliwość powrotu do klanu? Patrzyła się na banitkę marszcząc czarne brwi.
- Wynoś się stąd - warknęła w końcu strzepując czarno-rudym ogonem. - Idźże do tej zielarki znad Topiołków, albo do kogokolwiek innego, ogarnij się i nie wracaj w okolice klanów - dodała. Zupełnie jakby rozmawiała z kocięciem... ale w pewnym sensie czuła, że Wichura zawsze była jak kocię. Głupie, dające się ponieść emocjom, idealistyczne kocię. Nawet jeżeli w którymś momencie cicho podziwiała kotkę teraz nie była w stanie wykrzesać z siebie coś ponad to, że jeszcze jej nie zabiła. Bo prawda była taka, że powinna była kontynuować i zabić ją tak, jak pragnął tego żądny krwi Klan Gromu. Tak, jak pragnęła tego jakaś część Żubrzego Gardła, która chciała wyrównać rachunek i odpowiedzieć śmiercią samotnika za śmierć swojej siostry.
Zacisnęła szczęki, co widać było po drgnięciu napiętych mięśni jarzmowych po bokach jej pyska.
- A jednak dalej żyję, chociaż mogłaś już rozszarpać mi gardło - charknęła sucho, jakby wytykając błąd terminatorce na treningu. Gdzieś w głębi zastanawiała się co się stało, że jej była terminatorka jest teraz...taka. Zastanawiała się do dnia dzisiejszego, dlaczego Trzmieli Pył odebrał zarówno Krowę jak i Żubr spod jej skrzydeł - i odpowiedź była prosta, bo była wtedy w opłakanym stanie. Tak samo, jak teraz. Nie mogła normalnie funkcjonować, a co dopiero prowadzić czyjegoś treningu, więc odebrano jej Żubrze Gardło, która pewnie do teraz myślała, że Wichura ją oddała. Czasami ruda się zastanawiała, czy właśnie to przeszło kiedyś Żubr przez myśl. Jeśli tak, to miała okazje się odegrać, miała nawet obowiązek pozbywać się, pheh, zagrożenia, a jeszcze tego nie zrobiła.
I dlaczego?
Roześmiała się cierpko Wichura, dźwigając na drżące, zmęczone łapy, coby się chociaż wygrzebać z tego dołu w jakim utknęła. Ciemne ślepia wpatrywały się spod przymrużonych powiek na kanciastą szylkretkę obok. Ciężko było powiedzieć, co ex-gromiaczka sobie myśli, bo nie dało się odczytać nic poza...brakiem chęci do dalszego egzystowania z jej zabliźnionego pyska. Krew leniwie spływała po jej bokach. - Będę sobie zachodzić w głowę, czemu mnie nie zabiłaś, wiesz? - chrypnęła niewyraźnie, decydując się jednak skorzystać z okazji. I nie dlatego, że chciała żyć...ale była przekonana, że nie była godna tak łaskawej śmierci, jaką był zgon ze szczęk Żubrzego Gardła. Dla kogoś takiego jak ona zdecydowanie lepszą śmiercią będzie powolne wykrwawienie się, zdechnięcie w jakimś innym rowie od ran. Nie chciała już błagać gromiaczki o zamordowanie jej. Odeszła powoli, sztywnym, drżącym, nierównym krokiem, koślawo, znikając gdzieś pomiędzy drzewami. Ku Pierzastemu Lasowi.
lmao zt?? XDDDDDDDDD
l a s t thingi remember....-..,..i wasrunning.,.forthe door i had tof i n d thepassagebackto theplace..i was before relax - saidthenight man,we areprogrammedto receive you cancheck outanytime youlike