Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Uznajmy, że praktycznie przy granicy, bo granice zajęte.
Traszka robił tupturuptup szybkim krokiem wzdłuż zachodniej granicy Cienia. Dlaczego? Bo czemu i nie. W końcu słoneczko uśmiechało się zachęcająco, a jego małe kuzynostwo zostało już mianowane, co było głównym powodem przez który starał się nie oddalać zbytnio od Obozu. Poza tym, mimo iż postura niekoniecznie na to wskazywała to jednak miał w sobie coś z typowego wichrzaka, który kochał biegać, ruszać się i czuć wiatr we włosach. Z drugiej strony, nie dało się ukryć, że do tej klanowej mieszanki cukru słodkości i różnych śliczności, ktoś w jego przypadku dodał jeszcze jeden składnik, bo lubił też kiedy łapy niosły go daleko, poza dobrze znane zielone tereny, w miejsca, których jeszcze nie widział. Czy raczej, jak w tym przypadku, widział, ale był na tyle mały, że teraz mógł je praktycznie odkrywać na nowo.
Do tej pory myślał, że wybierze się tu z Lawendą, ale… no cóż, nie znalazł jej w Obozie. Może to i dobrze? W tym momencie nawet on, mimo iż Wielkie klanowe sprawy nie były czymś co mogłoby (jeszcze, a może w ogóle) leżeć w jego interesach, zdawał sobie sprawę, że proponowanie jej wędrówki akurat teraz nie było najlepszym pomysłem. W końcu miała Miodka, którym ktoś musiał się zająć, a atmosfera w klanie też stała się nieco dziwna, od czasu podniesienia dyskusji o Pożodze. Cóż sam też miał kilka rzeczy, o których musiał pomyśleć, a o których wyjątkowo nie chciał rozmawiać z klanowiczami. Może więc dobrze mu samotny spacer zrobi…
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Od czasu, jak dobrowolnie przyłączyła się ponownie do Klanu Cienia, od pierwszej chwili, w której tylko poczuła, że jej futro nasiąka znowu jego zapachem, odkąd tylko zobaczyła po raz kolejny wszystkie te cieniste mordki - czuła duszącą ją niewolę. Przez księżyce przyzwyczaiła się do tego, że nie ma żadnych ograniczeń, poza jej obolałą nogą; mogła chodzić, gdzie tylko chciała i absolutnie nikt nie mógł jej tego zabraniać. Czuła codziennie wtulający się w jej rzadkie futro wiatr, jej łapy twardniały od całodziennych przechadzek. A teraz, kiedy znowu nadano jej niechlubną rangę kociaka, musiała siedzieć całymi dniami w obozie - nie trudno dojść do wniosku, że było to dla niej wprost nieznośne.
Ale teraz, na całe szczęście, była już terminatorką. I to nie byle jaką, ho-ho! Fakt, że miała teraz perspektywę dostąpienia wiedzy znanej tylko nielicznym, był zupełnie wystarczający, by na kilka następnych księżyców zachować ją w Klanie - gdyby jednak za natychmiastowe udzielenie jej rangi medyka miała zapłacić ciągłym przesiadywaniem w obozie, natychmiast by się jej zrzekła. Niemniej jednak teraz szła, u boku ojca, po granicy. Od czasu jej powrotu Zwichrzony Ogon coraz częściej chciał spędzać z nią czas, a ona znajdowała w tym zaskakująco dużo przyjemności. Jakby chcieli nadrobić wszystkie te księżyce, podczas których praktycznie się nie widzieli - lub może dlatego, że ojciec starzał się dosłownie w oczach. Wiek jednak nie gasił płomyków w jego oczach, ani też chęci do działania: gdy oboje przechodzili wzdłuż Grądu, ogłosił, że oto czuje zapach zająca, że żal byłoby marnować taką zdobycz, i że na chwilkę zostawi córkę, żeby poszukać zwierzęcia. Wskoczył w krzaki - i tyle go widziała.
Pozostawiona sama sobie, poświęciła się spoglądaniu w przestrzeń i śledzeniu wzrokiem granicy. Nic ciekawego się nie działo, i Pomurnik, nawet nie zauważywszy, kiedy zaczęło się to dziać, zanuciła swoją piosenkę:
- Hej, hej, w wyznaczonej mi godzinie, hej, hej, zasnę sobie w swej mogile... - w tej chwili w oczy rzuciła się jej rudofutra postać, zmrużyła więc ślepia i już po chwili upewniła się, że jest to nie kto inny, a jej stary znajomy. - Czyż mnie oczy nie mylą?! Ależ to Aszka we własnej osobie! - zawołała w jego stronę, wyciągając w jego stronę jedną z kościstych łap.
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Drepcząc tak wesoło i rozmyślając jak to już puchatki i puchate kotki czasem robiły nagle do rudych uszu dotarł czyjś głos. Nieco rzężący, czy też zachrypnięty, jeżeli ktoś woli. Do tego nucący jakąś piosenkę. Gdyby nie był jedynie klanowym kotkiem, mógłby stwierdzić, że brzmiał jakby jego właścicielka wypaliła zdecydowanie zbyt dużą ilość papierosów w swoim życiu, ale właśnie nim był. I, kto wie, może zignorowałby go i poszedł przed siebie, jednak nie mógł oprzeć się wrażeniu, że ten nie był mu ani trochę obcym! Zatrzymał się i odwrócił pysk, akurat w momencie, gdy kotka wypowiedziała jego imię. Na okrągłym pyszczku automatycznie wyrósł szeroki uśmiech.
- Ponury Pomurnik, kurce! – Słowa, które wyrwały się z jego pyszczka wybrzmiały zapewne głośniej, aniżeli sytuacja wymagała, kocurek był jednak podekscytowany ujrzeniem znajomej mordki. Że niby nie miał nic przeciwko pobyciu samotnie i pomyśleniu? Cóż najwyraźniej tylko do puki nie spotkał koleżanki!
Świeżo mianowana terminatorka medyka mogła za to zacząć naprawdę obawiać się, że już niedługo nią nie będzie. Jeżeli ostatnio wyglądali jak Flip i Flap to teraz bliżej im było do ciężkiej kuli i chudziutkiego kręgla, bo rudy syn Ropuszej Łapy pędził w jej kierunku, machając przy tym ogonem jakby ten służył mu za motor napędowy. Nagle jednak zatrzymał się w miejscu. Intensywna woń kociego moczu wręcz alarmowała, że właśnie znajduje się nie gdzie indziej, a dokładnie na granicy, wzdłuż której przed chwilą powoli człapał. Z zmarszczonym czołem spojrzał na kocurzycę, a następnie na krzaki wokół nich.
– Noniedowiary! – Sapnął zapominając o robieniu przerwy pomiędzy słowami. – Kurce, Mróweczko, ty wróciłaś do klanu! – Zawołał z wyszczerzem tak szerokim, jakby sam sobie chciał dać nagrodę za wspaniałą analizę sytuacji.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Gdyby to od Pomurnik zależało, to cała ta kwestia z granicami w ogóle by nie miała miejsca. Fakt, że nie mogła wejść na część terenów bo tak, uważała za najzwyczajniejsze w świecie ograniczanie wolności. Jeżeli to ją by zapytano, jak należy urządzić świat, to każdy mógłby chodzić, gdzie mu się tylko podobało, a nie liczyć się z urwanym ogonem, jeżeli tylko strzeli mu do głowy przekroczyć granicę wyznaczoną przez zapach.
- No, wiesz, jak jest; wypadki chodzą po kotach, co nie? - rzuciła na jego uwagę o powrocie do Klanu. Zastanawiała się, czy powinna utrzymać wszystko w konwencji ironii, tak jak to miała zazwyczaj w zwyczaju. Jej uczucia na temat powrotu nadal były mocno ambiwalentne; niewątpliwie pamiętała lepsze czasy, niż obecne, ale prawdę rzekłszy, pamiętała też gorsze. - Ale uwierzysz, świerszczyku mój, że odkąd wróciłam, zdołałam już nazwać ze trzy koty pomylonymi imionami? Jak zawołałam do jednej wojowniczki imieniem jej nieżywej ciotki, to mało nie dostała palpitacji serca - nie jej wina, że Łasicze Futerko zdążyła umrzeć, podczas gdy jej nie było w Klanie! Tak długo nie widziała wszystkich tych kotów, że miała święte prawo pozapominać jedno, dwa, czy trzy imiona! - Swoją drogą, opłacił się ten powrót w jednym przynajmniej zakresie. Zrobili mnie terminatorem medyka!
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Czy Traszka podzielał zdanie Pomurnik w temacie granic? Cóż, możliwe, że by się nad tym zastanowił, gdyby faktycznie zaczęli o tym rozmawiać. Na pewno nie do końca rozumiał sens ich istnienia, tu, na terenach klanów, które chyba nie różniły się od siebie tak bardzo. Odgrodzenie się od Osiedla, od miejskich kotów, nawet od Samotników, były kwestiami, które łatwiej dało się uzasadnić niż podziały wśród tych czterech grup. Chyba po prostu akceptował to, że były, ale jednocześnie wiedział na pewno, że były czasem nieco denerwujące. W końcu gdyby ich nie wyznaczono, nie musiał by tyrtać na około Cienia, po grząskich i błotnistych terenach okalających Czarny Ogon.
- Chyba tesz czuł bym się dziwnie gdyby nazwali mnie jak moją martwą ciotkę – zarechotał z psotnym uśmieszkiem na pyszczku. Cóż może czasem wciąż można by go na pierwszy rzut oka pomylić z jakimś mocno wyrośniętym kociakiem, ale z jego nieco klockowatą figurą i dość mocnymi ruchami z pewnością brakowało mu powabności jakiekolwiek kotki. I jakby na dowód tego zaczął machać łapką, otrzepując ją z pozostałości wysuszonego już błociska. – O! – Uciekło z rozwartej mordki, a brewki na okrągłej mordce uniosły się wysoko, gdy usłyszał kolejne informacje. – No to chyba klawo, co nie? Wiesz to chyba tak przyzwyczajona jesteś, skoro już tam byłaś. No i wróciłaś do klanu i wróciłaś to lecznicy, bardziej jusz chyba wrócić nie mogłaś – skinął sam sobie łbem, ciesząc się, jeżeli ona się cieszyła, chociaż w sumie nie wiedział, czy fajnie było być terminatorem medyka. Czarna uważała, że jej się to opłaciło, więc chyba było to coś co jej pasowało. – Ej wiesz w sumie to chyba nawet pachniesz trochę jak nasza Lśniąca Kałuża! – Zauważył podsuwając łeb w kierunku jej szyi jak przy pierwszym spotkaniu i począł niuchać ciemne futro. Nie było już przesiąknięte mieszaniną zapachów jakby całego świata. Teraz pachniała trochę jak Zawieja, a trochę jak Ziołowe Wzgórze.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Pomurnik natomiast była tak charakterystycznym kotem, że trudno było ją pomylić z kimkolwiek - nie na co dzień widuje się przecież wychudzone, kulawe kocice z bliznami na pysku i posiwiałymi włoskami. Chociaż z drugiej strony, jeżeli ktokolwiek spośród żywych mógłby być pomylony z trupem, to właśnie ta kocica.
- Ano! Myślała, biedna, że widzę ducha. Do dziś nie wiem, jak ona się naprawdę nazywa - potwierdziła, również się śmiejąc swym charakterystycznym, chrypliwym rechotem. - Ta. Teraz to jestem absolutnie z powrotem wśród wesołej gromadki Klanu Cienia - i co więcej, była jedną z jego części składowych. Jako terminatorka medyka, miała wielką przyszłość jako podstawa działania Cienia; przemyślała to już wcześniej i doskonale zdawała sobie sprawę z tego, czym to ją czyniło. Gdyby była jedyną, to jej umiłowanie wolności musiałoby zaciąć zęby i siedzieć cicho z tyłu głowy, ale przecież były jeszcze dwie inne kocice, które miały poprowadzić później Klan Cienia. - Ej ty, rzeczywiście - przelękła się, obwąchując jednocześnie długie, chude łapy. Już nasiąkła ziołami! - Niech no tylko mnie wypuszczą z obozu na zbieranie ziół, to zacznie ode mnie pachnieć znowu całą okolicą.
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
- Hej kurce, wiesz, no bo podobno medycy to faktycznie umieją rozmawiać z gwiezdnymi – zauważył, łącząc powoli kropki. – Myślisz, że to prawda, czy tylko tak zamykają oczy i udają? To by było zabawne, mogłabyś wszystkim powiedzieć, żeby zaczęli podskakiwać, albo coś innego głupiego robić, bo gwiezdni tak chcą! – I jakby konieczne było zilustrowanie tej czynności, podskoczył niczym piłeczka w miejscu, po chwili jednak zamyślił się. – Oj! Wiesz co Pomurnik, wydaje mi się, że medycy to mają dużo władzy… - więc taka ranga medyka wcale najgłupsza nie była. Nie żeby kiedykolwiek twierdził, iż jest mało interesująca, albo niepotrzebna. Po prostu nigdy nie widział tych ich wichrowych na jakichś przesadnie długich spacerkach. Chyba musieli być uwiązani do jednego miejsca, no, tak żeby czekać na chorych. Trochę jak klanowe matki do kociaków. Tak więc nawet jeżeli pobieranie nauk na wojownika nie było szczególnie świadomą decyzją Traszki, to teraz był przekonany, iż jedyną dla niego właściwą.
- No brzmisz nawet tak wesolutko – zironizował psotnie przyglądając się czarnej chudzinie z uśmieszkiem rozbawienia wciąż przyklejonym do pyszczka. Przynajmniej do puki nie usłyszał jej kolejnych słów. Jak to wypuszczą? Rozejrzał się wokół nich. Czyżby Pomurnik właśnie na gigancie była? – Trzymają cię w Obozie? – Zagadnął ściszając nieco głos. – To by strasznie słabo było. Jak byłem kociakiem to też musiałem w nim siedzieć… na szczęście teraz to już mogę chodzić, gdzie chcę więc, o tu jestem. A, właśnie! – No i to tyle jeżeli chodzi o szeptanie. - Pomurnik, znalazłem północ! – Przypomniało mu się, więc pochwalił się szybko zanim ta myśl uciekła ponownie z jego główki. W końcu gorliwie oglądał wszystkie drzewa po drodze, żeby dzięki mchu być pewnym, że idzie w dobrym kierunku. No dokładnie tak jak mu mówiła.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Zarechotała otwarcie na wyobrażenie świata urządzonego według Aszkowych medyków. Oj tak, byłoby całkiem śmiesznie oglądać, jak na jej skinienie wszyscy Cieniści udają jakieś żaby czy inne pasikoniki. - Albo kazać im iść na granicę i śpiewać jakąś ponurą pieśń, a jakby się ich kto o to zapytał, to odpowiedzieliby "śpiewamy na wspomnienie stopniałego śniegu!", co nie? - zaproponowała, podczas gdy kocurek radośnie skakał w górę i w dół. - Nie wiem, żeby powiedzieć szczerze. Ale ja myślę, że to bujda. Może to od wdychania ziół zaczynają widzieć jakieś dziwne rzeczy - a to dobre! Mysia żółć na przykład śmierdziała tak bardzo, że wcale nie byłoby zaskakujące nabawienie się halucynacji od jej odoru.
- No, nie mogę wychodzić tak, jak mi się chce. Znaczy, bez wojowników, tak jakbym nie łaziła sama przez pół życia! - przewróciła oczami z wybitnie rozpaczliwym wyrazem pyska. No błagam! Jeżeli ktokolwiek był zdolny do poradzenia sobie w dziczy, to była to ona. Nie dałoby się zrobić wyjątku dla niej przynajmniej? - No to super, gratuluję. Więc nadal chcesz iść na Osiedle?
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
- O! Ty jesteś dobra w tych melodyjkach - zauważył rechocząc psotnie i szczerze w chórku czarnej kotki. To naprawdę brzmiało jak coś co Pomurnik mogłaby zrobić i pasowałoby do jej osoby. Tym bardziej skoro sama powątpiewała w istnienie kontaktów z Gwiezdnymi. Nie tak, żeby Traszka uważał, żeby ci byli zmyśleni, ale czy faktycznie medycy z nimi rozmawiali było dość niepewne. W końcu nie znał żadnego zbyt dobrze.
– Kurce, ale kiepsko – szepnął z szczerym współczuciem w głosie. Sam nie wiedział co by zrobił gdyby mu powiedziano, że ma siedzieć w Obozie… znowu. Albo czekać, aż jakiś Wojownik weźmie go na spacer i chodzić tylko tam gdzie ten miał na to ochotę. Tą smycz musiała już wcześniej nosić jego duża kuzynka Fiołeczek i gdyby miał ją odziedziczyć, to chyba by sobie ogon odgryzł! – Ale wiesz, przynajmniej jak już na zioła zaczniesz chodzić, to możemy przejść się razem, będę cię bronić jak będę wojownikiem i może spotykamy Kuszetke! – Uśmiechnął się wesoło na myśl o wspólnym spacerku. - Tylko pokrzywy to ja nie dotykam! - Dodał szybko. W końcu mógłby ją bronić przed... no nie wiem, przed jakimiś złymi zwierzątkami, taka rola jego przyszłej rangi, ale nie przed bąblami na języku! - Kiedyś – przytaknął na jej pytanie spoglądając w stronę, w którą przed chwilą się kierował. Całkiem niedaleko musiały być już granice Gromu, a potem miejsce wypasania koni i w końcu ścieżka prowadząca na osiedle. Przy każdej kolejnej małej wyprawie ta ta stawała się coraz krótsza. Może następnym razem dojdzie nawet do granic Gromu? Obawiał się jednak, że mogłoby to zabrać mu sporo czasu, że nie wróciłby do obozu tego samego dnia. – Ale jeszcze nie dziś – dodał odwracając wzrok ponownie na wysuszoną kocurzycę i uśmiechnął się lekko. – E, Pomurnik, naucz mnie tej piosenki, co? Albo jakiejś innej? Ale klawo by było umieć sobie coś śpiewać!
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
- Na Osiedlu mnie paru nauczyli - wyznała otwarcie. Tyle dobrze, że młodzik ją przyłapał na nuceniu tej akurat piosenki. Wśród iście wybitnych śpiewek z Osiedla znajdowały się też takie, których wolałaby raczej nie powtarzać młodszemu kocurkowi, jak na przykład ta, którą Katana zaśpiewał na pogrzebie Rzepaka, i która w rzeczy samej była świetnym podsumowaniem życia wyżej wspomnianego nieboszczyka.
Na pomysł odwiedzenia Kuszetki uniosła uszy z uciechą. Byłoby zabawnie wejść do jej norki w składzie odpowiednio nadaktywnej bomby optymizmu oraz ponurej kocicy o wyrazie pyska kota rozczarowanego kolejnym wcieleniem przeżywanym w tym świecie. - A to jest jakiś pomysł! Zwłaszcza, że ciebie nikt nie zruga chyba za łażenie po terenach z terminatorką medyka. Zawsze możesz powiedzieć, że cię uczę ziół - zaproponowała, po czym spojrzała z rezerwą na swoje długie, suche łapy i dodała: - No, o ile nie wezmą mnie za zwiastun rychłej śmierci.
- To się dogadaj z samotnikami po drodze. Jak im powiesz, że jesteś ode mnie, to ci pomogą, ale większość zapewne mnie zna pod przydomkiem: Ołżyśmierć - poradziła lojalnie. Zasadniczo nie miała osobistych wrogów na Osiedlu ani na drodze doń, może poza jedną kocicą. - Poza Postrach - Pomór oczywiście. To wielka starucha o srebrnym futrze, gruba jak bela. To ona mi przyłożyła w pysk po tym, jak powiedziałam jej coś o braku poczucia humoru - poglądowo pokazała łapskiem swoją bliznę na brodzie. Spotkanie z tą kocicą w żadnym wypadku nie należało do jej ulubionych wspomnień. Następne słowa Aszki przyprawiły ją o nieco zakłopotane spojrzenie i przygryzienie warg, która to jednak ekspresja chwilę później zmieniła się w zamyślenie. - No dobra, więc ta piosenka nazywa się albo "Kiedy mnie pogrzebią", albo "Zasnę i ja sobie". Chociaż oczywiście można ją też nazywać po prostu "Hej ha!". Śpiewaliśmy ją w długie, zimne noce, albo - jak ja - podczas wędrówek. Idzie to tak - odchrząknęła, wyprostowała się, nabrała powietrza w wątłe płuca i zaśpiewała w przestrzeń tonem wesołym, acz głosem każącym podejrzewać, że właśnie wstała z własnego grobu: - Hej, hej, w wyznaczonej mi godzinie, hej, hej, zasnę sobie w swej mogile, hej, hej, ha! Hej, hej, położywszy się w swym grobie, hej, hej, nie zatańczę więcej sobie, hej, hej, ha! Hej, hej, moje kości tu pogrzebią, hej, hej, moje kości tu zbieleją, hej, hej, ha! Hej, hej, ha!
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Śpiewanie raczej nie leżało w naturze klanowych kotów… a przynajmniej sam nigdy nie słyszał aby ktokolwiek w Wichrze to robił. Ropucha nuciła mu czasem swoim skrzekliwym głosem coś kiedy był dzieckiem, podobnie jak Zwinna, gdy była zbyt zmęczona opowiadaniem kolejnych i kolejnych bajek, czy historii o klanowych przodkach, ale zawsze było to bardziej melodyczne mruczenie, a nie coś co miałoby słowa i sens. Nawet Cegła nigdy nic nie śpiewała, dlatego nie mógł się domyślić, że były jakiekolwiek piosenki nie nadające się dla uszu młodego pokolenia.
- Mnie? – Powtórzył z lekkim zdziwieniem i zaśmiał się krótko, jakby sam pomysł, że ktoś go zruga za chodzenie po terenach był niedorzeczny. Na wymyśloną naprędce wymówkę przytaknął łbem, chociaż nie był pewny czy w ogóle jakiejkolwiek będzie potrzebował. Nie żeby ktokolwiek się przejmował tym gdzie się szwendał. W każdym, razie byli umówieni. Teraz tylko musiał jeszcze zostać wojownikiem, a Pomurnik posiąść wiedzę o jakichkolwiek ziołach, które mogłaby zbierać. – Zwiastuna śmierci? – Zmarszczył brewki wędrując wzrokiem, tak jak kotka na jej łapy, chociaż nie bardzo wiedząc dlaczego się teraz na nie gapiła. Oczywiście, że były suche, jak i cała kotka, ale że dla kogokolwiek mogło to stanowić problem, nie pomyślał. – Ołżyśmierć… - powtórzył i po chwili zaśmiał się krótko. – Oj, kurce! Jak się tak dalej będziesz przestawiać, to może faktycznie cię za jej zwiastuna wezmą! – Stwierdził psotnie nie wiedząc jednak do końca co to słowo znaczy, poza tym, że miało w sobie śmierć, mimo to czując się jakby rozwiązał zagadkę skąd w ogóle taki pomysł w czyjejkolwiek głowie mógł się narodzić.
Na koleje wskazówki pokiwał powoli głową, starając się zapamiętać najlepiej jak potrafił imiona i rysopisy samotników, mając zamiar na pewno z nimi pogadać, gdyby udało im się skrzyżować drogi, za to na wspomnienie reakcji na uwagę o braku poczucia humoru zarechotał lekko. Oczywiście mógłby zojojać Pomurnik, ale… no ona nie była jedną z tych co trzeba by było ojojać, prawda? Była twarda… przede wszystkich sucha, ale twarda też.
Położył się na trawie przyglądając w ciszy czarnej kotce i słuchając jak swoim skrzeczącym głosem śpiewa kolejne frazy. W piosence było coś przekornego, a Traszka lubił takie rzeczy. Była wesoła, zdawała się taką być, a jednak temat śmierci był smutny, prawda?
Początkowo wtórował jej tylko w powtarzającym się w refrenie okrzykach, starając się zapamiętać słowa. Kiedy jednak zamilkła odezwał się, lekko zachrypniętym, ale dość dobrze trafiającym w tony głosem. - W wyznaczonej mi godzinie… hej, hej, zasnę sobie w twej mogile hej, hej ha! Hej hej, położywszy się w twym grobie, hej, hej, z tobą znów zatańczę sobie, hej, hej, ha! Hej, hej, hej moje kości tu pogrzebią, hej, hej, nasze dusze się… - zamilkł na uderzenie serca, nie mogąc znaleźć pasującego słowa, po chwili jednak zarechotał. – Zaśmieją! Hej, hej, ha! Hej, hej ha!
Proszę bardzo, a może jednak jeszcze z niego jakiś poeta wyrośnie? Spojrzał na kotkę, czekając, czy odbije piłeczkę i też zmieni słowa, tworząc najwyraźniej zupełnie nową piosenkę.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
- No, ołgałam śmierć, więc na Osiedlu ukuli mi takie imię - wyjaśniła gwoli ścisłości, gdyby kociak nie zrozumiał tej kwestii. - To było po tym, jak się strułam jakimś mięsem, i Koan mnie znalazła w alejce; zaprowadziła mnie do siebie, i kiedy już trochę przyszłam do siebie, to opowiedziałam jej moje dotychczasowe przygody. Ona na mnie patrzy wielkimi oczami i mówi "Ale ty to jesteś Ołżyśmierć prawdziwa!". No i tak zostało - rozwinęła myśl, przyozdabiając pysk nieco krzywym uśmieszkiem. Od tego dnia imię poszło w świat, i wreszcie zaczęło funkcjonować jako jej przydomek.
Zarechotała razem z młodszym kociakiem, kiedy ten zaśpiewał swój optymistyczny refrenik, po czym sama się przyłączyła: - Nie będzie, koledzy, biedy, hej, hej, ha! Znów się zobaczymy kiedy, hej, hej, ha! - zaintonowała po Aszce, po czym odkaszlnęła i przemówiła zupełnie normalnym tonem. - Najśmieszniejsze, świerszczyku mój, jest śpiewanie tej piosenki w całej bandzie kotów, bo każdy dośpiewuje sobie własny kawałek. Można z tego robić całe dziwne historie: raz doszliśmy do tego, że w łupinie orzecha tacy mali Dwunożni pływają sobie na wyprawy po kałużach, czy coś w tym rodzaju. Aleśmy się wtedy uśmiali!
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Rudy łebek przekrzywił się nieco gdy usłyszał wyjaśnienia czarnej koleżanki co do znaczenia jednego z jej imion. Struła mięsem? Aż zadrżał na samą myśl! Może i powoli przestawał przypominać nadziewanego pampucha, bo i życie w klanie, gdzie zwierzyną trzeba było się dzielić oraz ciągłe wędrówki nie sprzyjały tak dobrze odkładaniu się tkanki tłuszczowej, ale nie dało się ukryć faktu, że Aszka jeść lubił. Zdradzały to choćby jego wręcz dziecięco zaokrąglone policzki. Zatrucie się tak uwielbianym mięskiem w jakiekolwiek postaci brzmiało strasznie, no bo jak coś, co się tak kocha mogło wyrządzić taką krzywdę!
- Ufff Mróweczko, straszne te przygody miałaś – sapnął z przejęciem wlepiając w nią zatroskane spojrzenie. – Może dlatego teraz taka chuda jak badyl jesteś, bo się zraziłaś co? Kurce, zobaczysz przyniosę ci coś dobrego, jak będę polować. Próbowałaś jusz jaskółek? Te to dopiero łapy lizać! Zleciało się ich ostatnio tyle, że jakąś ciągle da się na stosie znaleźć! – Normalnie gdyby wiedział, że ją spotka, może by jej nawet jakąś przyniósł… no, ale nie wiedział, poza tym, wątpliwym było, aby Wichrowicze przyklasnęli z zadowoleniem wynoszeniu ich zapasów, w ramach dokarmiania cienistych terminatorów. Na pewno niedługo jednak nauczy się polować, Pomurnik mogła więc to brać za obietnicę.
Z uśmiechem wysłuchał kolejnych słów piosenki, dodanych przez kotkę. Co prawda była to pierwsza jaką usłyszał, a może częściowo nawet sam ułożył, ale podobała mu się i był zadowolony z efektu jaki osiągnęli, na pewno nie mając zamiaru jej zapomnieć. - Hm… gdyby tak pływali w łupinach, to może nikt by się ich nie bał – stwierdził uśmiechając się lekko, wyobrażając sobie ludzi małych jak mróweczki. – Ej Pomurnik, nie tęsknisz czasem za Osiedlem? – Zagadnął dla odmiany dość poważnym tonem, przyglądając się uważnie kotce. Nie było wiele kotów, których mógłby o to spytać, prawda? Przynajmniej nie w Wichrze.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Wzruszyła lekko ramionami. Trudno było zaprzeczyć, że niektóre z jej przygód były nieprzyjemne, ale z drugiej strony to właśnie Osiedle było najpiękniejszym miejscem, które znała. - No wiesz, świerszczyku, niekiedy nie było ciekawie: chociażby kiedy ten kiep mało nie wbił w ziemię biednej Szkwał - bardzo dobrze, że tą wcale-nie-romantyczną przechadzkę odbywały akurat w tym miejscu i o tym czasie. Gdyby nie pojawienie się Rzepaka, zapewne Gwiezdnym ducha winna Szkwał spałaby już z rybkami. - Z drugiej strony, stało się też dużo fajnych rzeczy - przyznała tęsknie. Hej, tęskno jej było za Osiedlem! Coraz częściej zdawało się jej być tylko kawałkiem jakiegoś pięknego snu, przynajmniej w jej mniemaniu pięknym.
- Ty, a może faktycznie - Mróweczka spojrzała ponownie po sobie ze zmarszczonym czołem. Jakoś do tej pory nie zastanawiała się nad genezą swojej kościstości, ale może faktycznie jeszcze krążyły w niej jakieś toksyny, które kiedyś skonsumowała, i to dlatego uparcie nie była w stanie przytyć ani odrobinkę. - Chociaż czy ja wiem, że to tylko dlatego. Nigdy specjalnie gruba nie byłam - odkąd pamiętała, była... no, dokładnie tak zbudowana, jedynie trochę centymetrów przybywało jej wzwyż i ubywało wszerz. - Ano, jadłam już, ale dzięki. U nas ich nie ma tak wiele, za to ostatnio Złotooka przyniosła nam wszystkim po ropusze! Chciała sprawdzić, czy są lepsze, niż normalne jedzenie...
Znowu zarechotała na myśl o małych Dwunożnych pływających w łupinie orzecha. To by dopiero było śmiesznie! Mogłaby wypić całe morze swoim niegdysiejszym właścicielom. Na następne pytanie Aszki westchnęła cicho, całkiem jak nie ona. - Czy tęsknię? Nie ma na świecie czegoś, za czym ja tęsknię bardziej, niż Osiedle!
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Oho, biedna Szkwał! Traszka zanotował, żeby na wszelki wypadek trzymać się z daleka od kocura imieniem Kiep, ale słuchając przyjaciółki, na jego pyszczku pojawił się jednak lekki uśmiech. Na osiedlu nie wszystko było miłe i różowe, nawet on, mimo iż wiele wspomnień z dziecięcych czasów się już zatarło, a inne bezpowrotnie wyblakły, pamiętał wciąż widok bijących się bez powodów kocurów, łapy dwunogów, którzy koniecznie chcieli go pogłaskać i mnogość psów prowadzonych przez ludzi na gibkich patykach. Ale jednak wygrywały te miłe, czasem wyolbrzymione niczym w krzywym zwierciadle przez tęsknotę za miejscem, w którym przyszedł na świat i swoją miejską rodziną.
- Po ropusze... - odparł a z pyszczka uciekł mu wredny rechot. - I jak smakowała? U nas ich jeszcze nie widziałem, ale czasami to mam straszną ochotę jedną taką ugryźć - wyszczerzył rządek bialutkich ząbków. Matka czasem zdecydowanie go denerwowała, zwłaszcza kiedy nie dopuszczała do słowa, albo unikała odpowiedzi, łypiąc na niego żółtym ślepiem spode łba, w sposób, który znaczył tylko jedno. Miał się zamknąć. Oczywiście nigdy nie przyszło mu do łba podnieść na nią łapy, był dobrym kotkiem, trochę wrednym, ale dobrym, nie zmieniało to faktu, że różne myśli chodziło kotom po głowach w złości, prawda? - A co do jaskółek, zobaczysz, upoluje ci taką tłuściuteńką! Przy granicy z Rzeką jest ich pełno, polują tam na robactwo i najedzone są jak bonki! Te wasze cieniste, na pewno nie mają szans w porównaniu - stwierdził pewnym głosem, machając szeroko ogonem. Nie przeszkadzała mu chudość Pomurnik, ba, dziwnie by było gdyby Mróweczka nagle przytyła i stała się okrąglutka jak piłeczka, ale kto wie, może faktycznie miała lekki mięsowstręt po swoim wypadku i jadła za mało? No to z takimi łakociami jakie jej przyniesie, by go raz dwa pokonała, w końcu pusty żołądek był najgorszym uczuciem na świecie!
Na jej odpowiedź skinął łebkiem, przyglądając jej się uważnie złotymi ślepkami. Miał wrażenie, że czują to samo. Kochali klan, inaczej Pomurnik by do niego nie wróciła, a on sam, nie zostałby w nim, ale jednocześnie kochali zupełnie inne życie. Ona, bo spędziła jego większą część na osiedlu, on, kto wie, może jedynie z tęsknoty. Jedno było pewne, gdyby mógł podzielić się na dwa, jeden Aszka byłby daleko poza kocimi terenami, wędrując pod ulicach wśród innych trampów.
- Ej Pomurnik, wiesz, no kto wie, może gdybyśmy mieszkali na Osiedlu, zrobilibyśmy sobie wspólne legowisko - rzucił przekręcając się na grzbiet i w tej leżącej pozycji zaczął przyglądać się szarym chmurom na niebie. - Kurce, byłoby klawo! Moglibyśmy mieszkać tam gdzie się urodziłem, nikt nieproszony się tam nie zapuszcza, wiesz? Dwunogi tam są tak głośne, a jedna gania wszystkie koty z wiadrem wody, tylko nas zostawiała w spokoju... i wiesz, ciebie też by pewnie zostawiła - stwierdził z rozbawionym uśmieszkiem, zastanwiając się czy przyjaciółka dołączy do snucia historii o ich alternatywnym życiu.