Czy znam jakieś międzyklanowe ploteczki? Hmm, ciężko stwierdzić. Lubiłem orientować się, co dzieje się w Gromie, jednak nie skupiałem się aż tak bardzo na innych klanach. Nie znaczy to oczywiście, że w ogóle nie interesowałem się tym, co się w nich działo, po prostu wydarzenia te przyciągały moją uwagę w mniejszym stopniu, jako że nie dotyczyły mnie bezpośrednio. Poza tym, nie wiedziałem, ile czasu Pluskający Potok przebywał poza Klanem, więc ciężko było mi określić, co będzie dla niego nowiną, a co nie. Postanowiłem jednak powiedzieć tyle, ile wiem, bo lepsze to, niż nic. A poza tym, cóż, lubiłem plotkować, obgadywać życia i decyzje innych, więc ciężko było mi przepuścić taką okazję.
— Nie wiem, czy byłeś jeszcze wtedy w Klanie, ale podobno przywódca wam się zmienił. Teraz jest nim kotka, Płomykówkowa Gwiazda, o ile się nie mylę — mruknąłem. Domyślałem się, że Plusk będzie wiedział, o jakiej kotce jest mowa, w końcu to on mieszkał pośród tych kotów, nie ja. Uświadomiłem też sobie, że jeśli wojownik jest spragniony jakichś ploteczek, mogę mu opowiedzieć jeszcze jedną, o wiele ciekawszą, nawet jeśli nie dotyczyła ona jego Klanu. — Oh, a u nas w Gromie zmienił się zastępca. To dosyć ciekawa i dramatyczna historia, jeśli cię to interesuje — powiedziałem, a przez moment w moich oczach można było dostrzec iskierki rozbawienia. Nie miałem żadnych skrupułów przed opowiedzeniem Pluskającemu Potokowi o całej tej farsie, jaka wiązała się ze śmiercią Łaniego Kroku i objęciem stanowiska przez Żubrze Gardło. Nie uważałem, by był to jakiś wielki sekret, coś, z czego powinno się robić jakąś wielką tajemnicę, bo niby dlaczego? To tylko historia jak każda inna.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Kolejne zaskoczenie! A jednak Wężowy wreszcie się przekręcił. Zdecydowanie poprawiło mi to humor, choć nie dałem po sobie poznać, że ucieszyło mnie odejście starego przywódcy. Niestety, nie znałem aż tak dobrze Płomykówkowego Lotu, ale nie wydawała się być kotem, który zabroniłby mi powrotu do klanu.
- A to niespodzianka. Słyszałeś może coś o tym, kogo wybrała na zastępcę? - dopytałem, bo skoro Gromiak wiedział o nowym przywódcy, to powinien też wiedzieć o jego zastępcy, chyba że ruda pointka zdecydowała się poczekać z wyborem.
Miałem tylko nadzieję - po raz kolejny - że nie usłyszę imienia burego kocura. Nie przepadałem za nim po ostatnich wydarzeniach, jakie miały miejsce w klanie, zanim zostałem z niego siłą zabrany przez dwunoga.
Zastrzygłem uszami z żywym zainteresowaniem, gdy wojownik wyraził chęć opowiedzenia mi ciekawej i dramatycznej historii. Choć nie była związana z moim klanem, nie byłbym sobą, gdybym przepuścił taką okazję. Duża część kotów nie mówiła wiele o wydarzeniach ze swojego otoczenia, a przynajmniej pomijała te pikantniejsze szczegóły.
- Zamieniam się w słuch - oświadczyłem, również z odrobiną rozbawienia w spojrzeniu, oczekując tego, co miał mi do powiedzenia Króliczy Sus.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Zmarszczyłem brwi, próbując wyłowić z odmętów pamięci imię nowego zastępcy Cienia. Byłem pewien, że już je gdzieś słyszałem, jednak na co dzień raczej nie rozmawiałem o władzy w innych Klanach, więc potrzebowałem chwili, by je odnaleźć.
— Krogulczy Szpon, jeśli dobrze pamiętam — odpowiedziałem wreszcie. Tutaj również domyślałem się, że Pluskający Potok będzie znał tę kotkę lepiej, niż ja, bo moja wiedza o niej tak naprawdę kończyła się i zaczynała na jej imieniu.
Delikatny uśmiech zadowolenia przemknął przez mój do tej pory poważny pysk, kiedy wojownik zadeklarował, że wysłucha tego, co mam do opowiedzenia. Zdecydowałem się usiąść i oczekiwałem, że Plusk zrobi to samo, bo nie ma co stać jak kołki, w momencie, kiedy będę mówić pewnie przez dobrą chwilę.
— A więc — zacząłem, aż nie mogąc doczekać się, by opowiedzieć, o naszych gromowych aferkach. — Zaczęło się od śmierci jednej z naszych wojowniczek, która doczołgała się do Obozu poraniona, jednak nasza... cóż, już była, medyczka, Ognisty Żar, nie dała rady jej uratować. Niestety, pogrzeb mnie ominął, jednak z tego, co słyszałem, rozpętała się kłótnia, ponieważ jedna z terminatorek, Sasankowa Łapa, swoją drogą wnuczka naszego przywódcy, zarzuciła Ognistemu Żarowi, że śmierć tamtej wojowniczki, to jej wina. Później tego dnia odbyła się ceremonia... no, miała się odbyć, bo nasza ówczesna zastępczyni, Łani Krok, wytargała na środek Obozu martwe ciało Ognistego Żaru, na której słowa Sasankowej Łapy odbiły się na tyle, że postanowiła odebrać sobie życie. — Skrzywiłem się lekko. Nadal nie potrafiłem zrozumieć, jak ktoś mógłby być tak słaby, by popełnić samobójstwo tylko dlatego, że ktoś powiedział mi coś niemiłego. — Jak możesz się domyślić, było dużo krzyków, ale w dużym skrócie to Trzmiela Gwiazda obarczył Sasankową Łapę winą za śmierć Ognistego Żaru, ta broniła się, że przecież nie wepchnęła jej tej trucizny do gardła, więc Trzmiela Gwiazda ją wygnał. Kiedy opuściła Obóz, Łani Krok, przy okazji jej matka, dramatycznie wybiegła za nią, a za nimi pobiegła jeszcze jedna siostra Sasankowej Łapy. W nocy odbył się pogrzeb Łaniego Kroku, która podobno po drodze natrafiła na jakiegoś samotnika. Nowym zastępcą została Żubrze Gardło... to chyba zresztą twoja znajoma, no nie? — Pamiętałem, że w czasie naszego ostatniego spotkania Pluskający Potok pytał się mnie, czy aby przypadkiem jej nie znam. — Och, no i jeszcze przy okazji jedna z sióstr Ognistego Żaru z żalu za siostrą postradała zmysły, aż musiała zostać odizolowana od Klanu. Całkiem niedawno był jej pogrzeb — dodałem jeszcze takim tonem, jakbym mówił o tym, że ostatnio robi się coraz zimniej. Cóż, nigdy nie byłem najbardziej empatycznym kotem na świecie.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Jak się okazało, przede mną niespodzianka za niespodzianką. Najpierw zmiana przywódcy, a teraz jeszcze dowiedziałem się, że moja mama została zastępcą! Zupełnie się tego nie spodziewałem. Zaśmiałem się cicho, rozbawiony tym stanem rzeczy. Kto by pomyślał, jednak dużo się pozmieniało w trakcie mojej kilkuksiężycowej nieobecności.
- Och! To moja mama - oznajmiłem, pozwalając zaskoczeniu zabarwić mój ton głosu. - Kto by pomyślał, że tak dużo może się zmienić w trakcie kilku księżyców - mruknąłem, mrużąc lekko oczy.
Po tym, tak jak zapowiedziałem, zacząłem uważnie słuchać tego co Króliczy Sus miał mi do powiedzenia odnośnie sytuacji w Klanie Gromu. Choć miło byłoby już się znaleźć w klanie, zdążyłem w sobie wyrobić duże pokłady cierpliwości po wielu dniach błądzenia w kółko przez otrzymanie nieprecyzyjnych informacji. Poza tym... Klan Cienia nie zając, nie ucieknie. Szczególnie, gdy miałem okazję wysłuchać ciekawą i dramatyczną historię. Jak się okazało, biały kocur mnie nie zawiódł. Moje brwi z każdym słowem zdawały się unosić coraz wyżej, jakby miały lada chwila wylecieć ponad czoło i wzbić się ku niebu. Co prawda słyszałem o tym, że Żubrzyca została zastępcą, a jakaś Sasankowa Łapa doprowadziła do śmierci Ognistego Żaru, ale nie spodziewałem się, że za tym kryła się taka historia. A to ciekawe.
- Życie w Klanie Gromu musi być dość interesujące - zauważyłem, kręcąc lekko głową w geście niedowierzania. - U nas było raczej stabilnie, może poza tym, że raz Wężowa Gwiazda nakazał traktować grupę zaginionych wojowników jako intruzów. Och, no i mój tata został zdegradowany, bo obwiniono go o śmierć jego terminatorki, która nie chciała się uczyć na treningu. Przed nim był inny zastępca - Szepczący Pył - który praktycznie nic nie robił w klanie i podobno trudno było go w ogóle spotkać - powiedziałem, postanawiając również podzielić się z kocurem informacjami na temat mojego klanu.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
No dobra, muszę przyznać, że tego to się akurat nie spodziewałem.
— Och, to gratulacje, czy coś — mruknąłem. Nie mam pojęcia jak się zachować w momencie, kiedy członek czyjejś rodziny nagle zostanie kimś wysoko postawionym, zwłaszcza że wątpię, by kiedyś spotkało mnie coś podobnego; ja sam mam zamiar trzymać się od władzy klanowej jak najdalej, Jeżyny też nie podejrzewam o jakieś wygórowane ambicje, Muszelka jest zbyt dziecinna, by się czymś takim zajmować, Dmuchawiec złamałby się pod ciężarem władzy jak suchy patyk, na który przez przypadek staniesz, a Oset może i jest wspaniałym i cudownym, i w ogóle wielkim wojownikiem, jednak zupełnie nie widzę go w tej roli, tak samo Tygrysa, który za bardzo gardził Gromem, by móc nim władać. Zresztą, jego i tak nie widziałem w Obozie już od jakiegoś czasu. Trochę szkoda, bo straciłem niezłego kompana do rozmów, jednak miałem nadzieję, że zwyczajnie gdzieś sobie uciekł, mając dosyć tego Klanu i teraz żyje sobie gdzieś, gdzie ma święty spokój.
Z zaciekawieniem wysłuchałem, co też dzieje się w Klanie Cienia. Żadnych skomplikowanych historii o samobójstwach i ciałach wywlekanych na środek Obozu. Zauważyłem też, że wychodzi na to, że Plusk jest synem dwóch zastępców. No proszę, proszę, cóż za osobistość.
— Cóż, jeśli brakuje ci wrażeń, to zapraszam do nas — zażartowałem. Wątpię, bym dogadywał się z Pluskającym Potokiem nawet w połowie tak dobrze, gdyby był on Gromiakiem. Już pomijając fakt, że ten Klan wszystkich ogłupia, to zdecydowanie wolę przyjaźnie międzyklanowe. — Jakiś czas przed tym, jak to się wydarzyło, była jeszcze ceremonia, na której Trzmiela Gwiazda ogłosił, że mamy przeganiać samotników nie tylko z naszych ziem, ale też z terenów niczyich. Z jakiegoś powodu to też wywołało kłótnię, no bo po co tylko ich przeganiać, skoro można od razu pozabijać? — Wzruszyłem lekko barkami. Do tej pory nie byłem pewien, o co w ogóle wszyscy się wtedy przekrzykiwali, ale przynajmniej ciekawie się to wtedy oglądało.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Machnąłem łapą, zbywając słowa wojownika.
- Nie ma co gratulować, to nie ja zostałem zastępcą - odparłem, uśmiechając się pod wąsem. - Nie żebym chciał. Wolę być szarym wojownikiem - dodałem po chwili, wzruszając lekko barkami.
Parsknąłem na otrzymane zaproszenie, oczywiście nie biorąc go na poważnie. Poza tym i tak wolałem Klan Cienia, który - pomimo swoich licznych wad - był dla mnie domem. Nie spieszyło mi się z szukaniem innego. Samotnicze życie oznaczało wolność tylko z pozoru, w rzeczywistości było męczące i zwyczajnie nudne.
Uniosłem prawą brew na wiadomość, że Trzmiela Gwiazda ogłosił przeganianie samotników i wywołało to kłótnię w Gromie. O samym przedsięwzięciu miałem okazję usłyszeć jeszcze zanim zostałem porwany, choć nie przywiązywałem do niego większej wagi. Przeciągnąłem językiem po swoim pobliźnionym nosie, po czym pozwoliłem leniwemu uśmiechowi wpełznąć na twarz.
- Ha, słyszałem kiedyś coś o tym przeganianiu samotników. Zastanawia mnie tylko, jaki wasz przywódca ma w tym cel. Oby tylko nie próbował poszerzać swojego terytorium. Takie rzeczy mają tendencję do kończenia się bardzo źle - parsknąłem, nie ukrywając rozbawienia. - Cóż, nie żebym zamierzał bronić tych zawszonych włóczęg. Przejadło mi się słuchanie ich ględzenia w trakcie mojego przymusowego pobytu na osiedlu. Swoją drogą zabawne, jak wielką niechęcią darzą siebie obie grupy, przynajmniej z zewnątrz. Wiedziałeś, że nawet po drugiej stronie osiedla niektórzy samotnicy prychają na koty żyjące w klanie, gdy się o nich wspomni? Z pieszczoszkami za to różnie, wiele z nich nie znało prawie w ogóle życia poza terytoriami swoich dwunogów. Och, tak w ogóle! Jestem w tej chwili z zapachu samotnikiem, co nie? Chyba powinienem uważać, byś mnie przypadkiem nie przegonił. - Wyszczerzyłem zęby w zawadiackim uśmiechu. - Mam spodziewać się zmasowanego ataku wściekłych Gromiaków, czy raczej koty z waszego klanu nie są specjalnie konsekwentne w tej kwestii? - dodałem żartobliwie, dla lepszego efektu ostentacyjnie rozglądając się po okolicy.
Nie żebym się obawiał obławy na mnie, w końcu potrafiłem szybko uciekać, gdy sytuacja tego wymagała. Postanowiłem jednak na wszelki wypadek zachować ostrożność, choć nie dawałem tego po sobie poznać. Po części nawet liczyłem na coś, hm, interesującego. Zabawnie byłoby opowiedzieć o tym później nowej Gwieździe Klanu Cienia oraz mamie. Choć nie spieszyło mi się do brania udziału w żadnych wojnach, lubiłem obserwować zmiany stosunków między kotami - zarówno na małą, jak i na dużą skalę. Spowodowanie jakiejś chociaż potencjalnej małej burdy było nad wyraz kuszące.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
— Ja też. Zajmowanie wysokiego stanowiska przysparza zbyt wielu problemów — zgodziłem się. Sama wizja mnie jako kogoś zajmującego ważne miejsce w klanowej hierarchii napawa mnie szczerym rozbawieniem. Jestem przecież zbyt leniwy, by pójść na polowanie, więc co dopiero by było, gdybym musiał jeszcze mieć na głowie nadzorowanie treningów i patroli czy organizowanie ceremonii, nie mówiąc już o trzymaniu całego Klanu w ryzach, tak, by ten nie rozpadł się na kawałki pod wpływem wewnętrznych sporów. Nie, dziękuję, ja postoję. Bycie zwyczajnym, niezauważalnym wojownikiem w zupełności mi odpowiadało, bo było dla mnie zwyczajnie najwygodniejsze - nie miałem na tyle obowiązków, żeby było to dla mnie przytłaczające a w dodatku miałem sporą autonomię.
Potok słów, jaki wylewał się z pyszczka Pluskającego Potoku był nieco przytłaczający, jednak na szczęście nie irytujący, ponieważ kocur nadal mówił o czymś konkretnym, a nie tylko mielił ozorem dla samego słuchania własnego głosu.
— Cóż, patrząc na to, jak ich traktujemy, nie dziwię się, że tak na nas prychają — mruknąłem, wzruszając lekko barkami. Nie, żebym jakoś specjalnie współczuł samotnikom tego, że są uciskani przez klanowe koty, bo to przecież nie tak, że zupełnie nie mieliśmy powodów, by ich przeganiać, jednak z drugiej strony, wiem, że jest sporo samotników, którzy pewnie prowadzą spokojne życie poza klanowymi strukturami i nawet przez myśl by im nie przyszło, żeby zrobić jakiemuś tam kotu z Klanów krzywdę, a mimo to wciąż jest przez nie traktowany jak istota niższego rzędu tylko dla tego, że co… woli radzić sobie samemu, niż polegać na innych? Tak, jakby umiejętność samodzielnego przetrwania i - co najważniejsze - myślenia, była czymś złym. — Swoją drogą, co w ogóle robiłeś na osiedlu? — zapytałem. Ciekawiło mnie to już od samego początku, a skoro wojownik właśnie o tym wspomniał, to czemu by i nie zapytać? Po użyciu słowa "przymusowy" domyślałem się tylko, że raczej nie była to wycieczka krajoznawcza. — Cóż, domyślam się, że znalazło by się paru takich, co nawet nie daliby ci dojść do słowa, ale jeśli o mnie chodzi to… raczej nie bardzo mnie to obchodzi, więc nie masz się czego obawiać — przyznałem. Pluskający Potok nie wyglądał raczej na takiego, co potępi mnie za ignorowanie nakazów Gwiazdy Klanu, a nawet jeśli, to co? On był w Cieniu, ja w Gromie, nie miał nade mną żadnej władzy.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Widać, że posiadaliśmy podobne zdanie w pewnych kwestiach. Bycie zastępcą, przywódcą czy medykiem to była odpowiedzialność, której mi zwyczajnie nie chciało się nieść na barkach, jeśli nie widziałem takiej potrzeby. Uważałem, że dużo rozsądniej było mieć dobre kontakty z wysoko postawionymi kotami, by mieć je zawsze po swojej stronie.
Zaśmiałem się cicho na odpowiedź kocura odnośnie samotników. Trudno było się nie zgodzić, to koty z klanów na pierwszym miejscu chodziły z nosem w górze i zabierały tereny, gdy uznały, że poprzednie już im się nie podobają. Choć nie kwestionowałem "prawa silniejszego", które istniało czy tego chciałem, czy nie, trudno było się kłócić z olbrzymią zgrają kotów. To musiało być całkiem frustrujące.
- Cóż, trochę jest w tym racji. Nie zdziwiłbym się, gdyby w przyszłości zaczęli robić własne nagonki na klanowe koty, które chociaż wyściubią nos poza granicę. Słyszałem, że wielu samotników zostało przegonionych z tych okolic po przeprowadzce klanów znad Wielkiej Słonej Wody - powiedziałem. - Cóż, czas pokaże jak będzie!
Parsknąłem cicho, wyobrażając sobie koty z klanów traktowane ich własną bronią. Nie żeby szczególnie podobał mi się ten scenariusz, bo wtedy sam musiałbym uważać w trakcie moich wycieczek poza granicę - wciąż jednak był całkiem zabawną perspektywą. Choć nie miałem najmniejszych wątpliwości, że wtedy nie tylko Klan Gromu robiłby obławę na samotników. Osobiście preferowałbym nieuczestniczenie w żadnych walkach, bo nie byłem w nich dobry.
Strzepnąłem uchem, wydając z siebie przeciągłe "hmm", jakbym się zastanawiał, czy chcę o tym opowiadać. W końcu jednak odpuściłem - nie miałem żadnych tajemnic, nie musiałem nawet kłamać.
- Na granicy mojego klanu zaatakował mnie pies, po czym jego dwunóg zabrał mnie na osiedle, by mnie wyleczyć. Mam nawet pamiątkę po tym spotkaniu. - Odwróciłem się bokiem do wojownika i wskazałem na bliznę, która nachodziła mi na prawą łopatkę.
Nie przepadałem za bliznami, stąd nie chełpiłem się nimi jakby były jakimiś trofeami. Mimowolnie przesunąłem językiem po swoim nosie, na którym dało się dostrzec drobne ślady po pazurach. Tak, zdecydowanie wolałbym ich nie mieć. Jednak, jako że i tak nie miałem wyboru w tej kwestii, postanowiłem traktować je jako coś normalnego, przynajmniej z zewnątrz. Parsknąłem, gdy wojownik oświadczył, iż nie zamierzał mi nic robić. Od razu poprawił mi humor.
- To dobrze, bo dzięki temu nie będę musiał mówić mojemu przywódcy, że koty z Klanu Gromu utrudniają biednym, zagubionym Cienistym powrót do klanu - rzuciłem półżartem, uśmiechając się szeroko do kocura.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
― Jeśli tak się stanie, to przynajmniej rozkaz Trzmielej Gwiazdy na coś się przyda ― zauważyłem. Może się nie znam, ale obecnie nie widzę sensu w urządzaniu obław na samotników, czy coś w tym stylu, skoro ci przez większość czasu trzymają się swoich terenów, a jeśli nie, to albo przemkną przez tereny niezauważeni, albo zostaną załatwieni przez jakiś patrol, no ale nie ja tu jestem przywódcą, więc nie będę się kłócić, zwłaszcza że nie było to coś, co jakoś bardzo by na mnie wpływało. W końcu to nie ja tu byłem samotnikiem, tylko oh, ah wojownikiem, mogącym bezpiecznie siedzieć sobie na zadku w Obozie.
Och, czyli stąd wzięła się ta blizna, która rzuciła mi się w oczy jeszcze wcześniej.
― Bez niej wyglądałeś lepiej ― powiedziałem. Cóż, nie byłem raczej kimś, komu imponują blizny, bo też nie byłem kimś, kto adorował siłę i komu branie udziału w walkach (oraz wychodzenie z nich w mniej-więcej jednym kawałku) jakoś szczególnie imponowało. Właściwie to bezmyślne rzucanie się na drapieżniki czy inne koty uważałem za skrajny idiotyzm i dowód na to, że ktoś ma pszczoły zamiast mózgu. ― Ale przynajmniej uszy i ogon masz w całości ― zauważyłem, ponieważ jak dla mnie, o ile blizny można było jeszcze jakoś przeżyć, tak na urwane ucho czy brak ogona o wiele ciężej było przymknąć oczy, przez co były o wiele bardziej szpecące, a Pluskający Potok... cóż, nawet z blizną nie wyglądał źle (chociaż osobiście preferuję raczej bardziej puchate kocury), więc szkoda by było, gdyby taki miły widok został zepsuty przez brak ogona.
― Myślisz, że gdybyś powiedział, Gromiacy mieliby kłopoty? ― zapytałem, brzmiać przy tym chyba nieco bardziej entuzjastycznie niż powinienem, jednak nic nie mogłem poradzić na to, że wizja tego, że nasza mała pogawędka miałaby stać się początkiem jakiegoś spięcia między Klanami, strasznie mnie bawiła.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Nie mogłem się nie zgodzić z Gromiakiem, choć wolałbym, aby ów scenariusz pozostał zaledwie tym - scenariuszem. Nie w trosce o samotników, bo nie interesował mnie ich los, a o własną skórę. Choć lubiłem uczenie różnych kotów, nie byłem szczególnie silny. Nie zdziwiłbym się, jakby nawet stojący przede mną kocur okazałby się ode mnie lepszy w starciu. Moim atutem były zręczność i szybkość, co bardziej pomagało w uciekaniu niż klepaniu się po pyskach.
Kącik moich ust drgął mimowolnie, gdy Króliczy Sus oznajmił, że bez blizny wyglądałem lepiej. Nawet jeśli się z tym zgadzałem, trudno było przełknąć takie słowa padające z pyszczka ładnego kota. Ale, jak powiedział, przynajmniej uszy i ogon miałem w całości. Parsknąłem cicho, nie pokazując po sobie, że uwaga Gromiaka wywołała u mnie jakiekolwiek emocje.
- Oczywiście, że mam je w całości. Potrafię bronić swoich słabych punktów - odparłem nonszalancko, unosząc lekko nastroszony ogon wysoko do góry. - To jest, gdy nie jestem atakowany z zaskoczenia przez jakieś zapchlone kundle - dodałem po dwóch uderzeniach serca, przechodząc znów w luźny, żartobliwy ton.
Nawet jeśli ów "kundel" ostatecznie okazał się całkiem przydatny, należał do przeszłości. Teraz liczył się dla mnie tylko powrót do klanu.
Moje brwi podskoczyły do góry w udanym zaskoczeniu na słowa Królika. Czyżby ktoś tu snuł plany na miarę Potępionych, wędrujących po Ciemnym Lesie? Albo po prostu był nadmiernie podekscytowany na myśl o wywoływaniu kłopotów na większą skalę? Odniosłem wrażenie, że znalazłem bratnią duszę w tym Gromiaku, dlatego postanowiłem nie bawić się w naginanie prawdy.
- Nie wiem, bo nie znam na tyle dobrze Płomykówkowej Gwiazdy. Za to moja mama... cóż, na pewno nie pozostałaby bierna, szczególnie że nie jestem jej jedynym dzieckiem, które zaginęło - odpowiedziałem zgodnie z prawdąpo czym zmrużyłem oczy. - Czyżbyś coś planował, panie groźny Gromiaku, że zadajesz tak specyficzne pytanie? - zapytałem z teatralną podejrzliwością w głosie i szelmowskim uśmiechem czającym się w kącikach ust.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
― To dobrze, byłaby szkoda, gdybyś został tak trwale oszpecony ― mruknąłem. Czy był to jakiś rodzaj wyjątkowo zawoalowanego komplementu? Kto wie. Nawet ja nie jestem tego pewien. W końcu, jak już powiedziałem, Pluskający Potok nie był do końca w moim typie, ale też nie był brzydki, ani rudy. No ale też nie myślę, że byłbym na tyle odważny, by komplementować inne kocury, czy to otwarcie, czy też nie.
― Och nie, nie, skądże znowu ― odpowiedziałem, jednak uśmieszek, jaki teraz malował się na moim pysku, mógł sugerować coś innego. Tak naprawdę nie miałem oczywiście żadnych planów na wywołanie międzyklanowej wojny, nieważne jak zabawny ten plan mi się nie wydawał, głównie dlatego, że zdecydowanie bardziej wolałem przyglądać się różnym wydarzeniom niż w nich uczestniczyć, czy je wywoływać, jednak bawiła mnie ta niesamowita przesada i dramatyzm Pluskającego Potoku. Naprawdę szkoda, że nie ma takich kotów w Klanie Gromu, wtedy pewnie zdecydowanie mniej bym się tam nudził.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Ha, i to jaka szkoda! Nie wyobrażałem sobie nawet jak to by było stracić ucho, a już szczególnie ogon, który przecież pomagał przy utrzymywaniu równowagi i różnych manewrach. Aż ciarki mnie przeszły na samą myśl o tym. Zakołysałem lekko końcówką ogona, który na całe szczęście był w jednym kawałku.
- Masz rację. Nie sądzę, by świat zniósł utratę kogoś tak pięknego i wspaniałego jak ja - mruknąłem nonszalancko w odpowiedzi, ale szybko zdradził mnie cwaniacki uśmiech, który po dwóch uderzeniach serca wpełzł na mój pysk. - Dobrze, że przynajmniej ty się nie zmieniłeś od naszego ostatniego spotkania. No, poza tym, że jesteś już wojownikiem - dodałem.
Przewróciłem oczami, sugerując, że nie uwierzyłem kocurowi w to, że nic nie kombinował. Oczywiście szczerze wątpiłem, by mnie zaatakował, inaczej nie zachowywałby się tak swobodnie. Musiałem zdecydowanie częściej zerkać na granice z Gromem, jak już wrócę do siebie.
- Oj, coś czuję, że lepiej abym zmykał zanim zdradzisz swoje prawdziwe zamiary, które sugeruje ten podejrzany uśmieszek - parsknąłem, utrzymując lekki i żartobliwy ton głosu. - Do zobaczenia kiedyś na granicy Cienisto-Gromowej? - zaoferowałem, posyłając Królikowi szeroki uśmiech. - A póki co... mój dom na mnie czeka. Przydałoby się wrócić do niego w jednym kawałku. Do zobaczenia, Groźny i Niebezpieczny Gromiaku! - To powiedziawszy - i po wysłuchaniu odpowiedzi białego wojownika - odwróciłem się na pięcie i skierowałem ku Cienistej granicy, nie chcąc dłużej zwlekać z powrotem.
zt.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
Ostra, pewna siebie i szczera wręcz do bólu. Nie kryje się ze swoim niezadowoleniem, mówi wszystko wprost tak jak to widzi i czuje. Często można ją przyłapać na nadmiernym używaniu sarkazmu czy cóż...obelg. Totalne przeciwieństwo tej, którą być może zapamiętali starsi wojownicy Klanu Cienia. Teraz? To jedynie cień jej charakteru, skryty pod taką a nie inną maską. Wewnątrz kryje się ta wesoła kotka, jednak ktoś musi ją wydobyć. Zapowiada się długie kopanie!
Wybrałam się w końcu na krótką wycieczkę, można nawet powiedzieć, że spacerek poza granice klanu. Fakt widzenia tych samych, obszczanych krzaków wcale mnie nie zadowalał. Potrzebowałam trochę swobody, wolności i...Smaku dawnego życia. Nie żebym lubiła głód, smród i ubóstwo, ale dreszczyk emocji związany z samotną tułaczką był czymś czego mi brakowało. Teraz to było naprawdę bezproblemowo. Jedyne co na mnie czyhało to może jakiś drapieżnik i własna siostra. Poza tym nie było zabawy! Dlatego koniec z końców postanowiłam wyrwać się na jeden dzień i pójść odwiedzić chwilowe "stare śmieci" będące Siedliskiem Koni. A dokładniej to udałam się do Pszczelich Pniów aby tam pobyć chwile samotnie. Nie pogardziłabym jakimś ciekawym towarzystwem, bo ostatnio udawało mi się takowe znaleźć; ale w gruncie rzeczy spokój też mi odpowiadał. Nim dotarłam do miejsca docelowego, zapolowałam i przekąsiłam sobie sikorkę, a gołębia zostawiła na później aby zanieść i wrzucić na stos. W końcu jako wojownik miałam te swoje obowiązki i..No wypadałoby o nich pamiętać. Taki całusek w czółko w ramach przeprosin za całodzienny brak w obozie. Chyba wystarczy, nie?
Kiedy już znajdowałam się w Pszczelich Pniach, przeciągnęłam się beztrosko przy jednym z drzew, ocierając się bokiem o szorstką korę. Było co coś niesamowicie przyjemnego! Uderzenie serca później już leżałam wyciągnięta na niższej, szerszej gałęzi starego drzewa, a długi, biczowaty ogon o białej końcówce swobodnie majtał sobie w powietrzu kiedy ja się w najlepsze wylegiwałam. Przymknęłam pomarańczowe ślepia i położyłam łeb na łapach. Uszy czujnie wyłapywały najmniejsze szmery. Nigdy nie wiadomo co chciałoby mnie zjeść! Pomimo wszystko lepiej być bezpiecznym. Chociaż...co mi tam, dawno kogoś nie sprałam tak na poważnie więc i tym bym raczej nie pogardziła gdyby jakiś szukał guza. Ziewnęłam szeroko i akurat jak otworzyłam na moment nieco szerzej oczy, dojrzałam malującą się niedaleko sylwetkę. Przyglądałam się moment i...Powróciłam do wylegiwania się. Jak się temu tam zachce to podejdzie, ja mam...Ogrom innych zajęć! Ups.
/Szorstka Łapa!
cut outthe thingsthat Idon't need and Idon't careif youdisagree ̖́- IDON'TNEEDNOSYMPATHY! winningthe gameon myown
Mistrz: i'm a bitch, i'm a boss Płeć: kocur Ojciec: Sokoli Cień, Zajęczy Sus Trwałe urazy: rozerwane na pół prawe ucho, głęboka blizna przechodząca przez lewy łuk brwiowy
Mistrz: i'm a bitch, i'm a boss Płeć: kocur Ojciec: Sokoli Cień, Zajęczy Sus Trwałe urazy: rozerwane na pół prawe ucho, głęboka blizna przechodząca przez lewy łuk brwiowy
Dość wysoki, szczupły kocur o jasnoniebieskich oczach, z długim futrem barwy białej lekko przełamanej beżem z jasnorudymi syjamskimi znaczeniami na policzkach, nosie, czole, uszach, ogonie i łapach.
narcystyczny pajac
szyszkowy ogon [kw] artemis [p]
Szedł, błądził przez niemal cały księżyc. Miał naprawdę wiele czasu na rozmyślania. Może to błahe, ale myślał o swoim życiu. Jak je przeżył. W jednej chwili stał się awanturnikiem, liderem, miał przy sobie wspaniałych przyjaciół, dla niektórych był wybawcą. Jedna zła decyzja i wszystko posypało się jak domek z kart - te koty były za silne, mimo że było ich mniej. Buła i Bagieta stracili życie, potem Papież, Osa i Żyleta zostali porwani przez dwunogów. Szorstki czuł się winny. Niepotrzebnie kazał atakować. Jeszcze przez to wszystko Łysy był przybity i w końcu Szorstki został sam. Dopiero kiedy wszystko poszło nie po jego myśli, zaczął rozmyślać. Wracał myślami do siebie za kociaka. Miał wszystko - miał kochających ojców, głupie rodzeństwo i cały klan. A on to wszystko zostawił. Uciekł, jak tchórz, bo bał się konsekwencji. Ale to wszystko, co się stało zmieniło go - nie wiedział, czy byłby taki sam gdyby pozostał w klanie. Na pewno przez te prawie dwadzieścia księżyców nabrał doświadczenia, poznał inne życie.
Przez ten czas nie widział swojej rodziny i kiedy miał dużo na głowie prawie wcale o nich nie myślał. Kiedy natomiast został sam, poczuł pustkę i przypomniał sobie te wszystkie koty z klanu, zastanawiał się, czy dobrze im się żyje. Nie był już kociakiem, ale po raz pierwszy od bardzo dawna poczuł, że tęskni? Nawet jeśli życie w klanie nie było aż tak intensywne jak to, które wiódł wcześniej, ale chyba to było życie, którego szukał. Spokoju, ciszy, codziennych obowiązków. Porządku. Porzucił całą swoją przeszłość, by powrócić do klanu. Do rodziny. Miał nadzieję, że pozwolą mu wrócić mimo tego, że wtedy po prostu uciekł.
Był już zmęczony. Nie bardzo pamiętał zapach Wichru, ale chyba byłby w stanie mniej więcej rozpoznać tereny. Zresztą, jak ktoś będzie gdzieś po drodze, to się go zapyta, co nie? Przewrócił oczami na widok kolejnego, takiego samego drzewa. Ale hej, co to jest? Płot. A co jest za płotem? Szorstki przeskoczył przeszkodę i wylądował z gracją po drugiej stronie. Uniósł brew i rozejrzał się. Nie tutaj. Ruszył więc na ukos w kierunku płotu po jego prawej stronie i z powrotem przeskoczył na stronę lasu. Rozejrzał się i zmarszczył czoło. Poznawał to miejsce! Chyba. Może. Albo tylko mu się zdaje? Poszedł przed siebie, mając nadzieję, że znajdzie kogoś, kto będzie na tyle uprzejmy i wskaże drogę synowi marnotrawnemu. Podszedł do drzewa i zobaczył… kotkę. Tak. To była kotka. Szok. Odchrząknął i rzucił szybko - Dobry. Czy to w tej okolicy są tereny Czterech Klanów? - zmarszczył brwi i oczekiwał na odpowiedź. Błagam, powiedz, że tak.
Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
Ostra, pewna siebie i szczera wręcz do bólu. Nie kryje się ze swoim niezadowoleniem, mówi wszystko wprost tak jak to widzi i czuje. Często można ją przyłapać na nadmiernym używaniu sarkazmu czy cóż...obelg. Totalne przeciwieństwo tej, którą być może zapamiętali starsi wojownicy Klanu Cienia. Teraz? To jedynie cień jej charakteru, skryty pod taką a nie inną maską. Wewnątrz kryje się ta wesoła kotka, jednak ktoś musi ją wydobyć. Zapowiada się długie kopanie!
Zamknęłam oczy i zapomniałam już o kociej sylwetce jaką dojrzałam gdzieś niedaleko. Już miała oddać się błogiemu spoczynkowi i głębokim snom, kiedy to dosłyszałam czyjś głos. Najpierw odchrząknięcie, później przywitanie a na samym końcu pytanie. Moje poszarpane ucho zadrżało i skierowało się leniwie w kierunku kocura, który to podszedł pod drzewo. Leniwie otworzyłam ślepia, ziewnęłam i mlasnęłam kierując pysk w kierunku...Hm? Zamrugałam powoli, wyciągając szyje w jego kierunku. Czy ja dobrze widzę, czy to klon Sówki pyta mnie o drogę do klanów? No jak dwie krople wody! Tylko ten tutaj pachniał inaczej i miał na mordzie bliznę kiedy to Gwiazdeczka pozostawała ładna i gładka. Podniosłam się delikatnie i przeciągnęłam na gałęzi, pozwalając aby moje kości pstrykały wesoło. Kiedy już kostny koncert się zakończył, zeskoczyłam z gałęzi gładko i wylądowałam przed nieco wyższym i bardziej puchatym kocurem, który w dalszym ciągu przypominał mi Płomykówkę. Chyba jej o tym powiem jak wrócę, że ma samotnika jako klona, o tak! xx- Siema. - przywitałam się z grzeczności i poruszyłam ogonem o białej końcówce, siadając naprzeciwko niego, nie widząc w nim wielkiego zagrożenia. Ot co, jakiś zagubiony kocur poszukujący domku. Też mi niebezpieczeństwo! - No ta, tam o, o masz Grom, a jak pójdziesz dalej to masz Cień, ptaszyno. - odparłam i ogonem pokazałam dane kierunku, aby to się zorientował. Gdyby chciał i mocniej wciągnął powietrze w nozdrza to by wyczuł smród Gromiaków. Ja sama czuła, a się na tym niezbyt skupiałam! Co oni jedzą, że tak silnie znaczą te granice, psia krew... Przejechałam językiem po piersi i wyszczerzyłam kły w jego kierunku, wyciągając szyję i suchy pysk bliżej niego, przyglądając mu się dokładniej. Zmrużyłam pomarańczowe ślepia i zmarszczyłam delikatnie grzbiet krzywego nosa. xx- Jestem Lisi Wrzask, że się grzecznie przedstawię. A ciebie jak matula nazwała? Czekaj, daj mi zgadnąć! - odparłam z rozbawieniem, cicho rechocząc pod nosem. Jakoś nie szło mi połączyć kropek, że ten faktycznie do jakiegoś Klanu idzie grzać zadem miejsce na dłużej. Ja sama przylazłam tu tylko po to aby pozwiedzać, a proszę; jestem wojownikiem. Poruszyłam połamanymi wibrysami i wróciłam do dawnej pozycji siedzącej, poruszając co jakiś czas poszarpanym przez samotnika uchem. xx- Nie dobra, nie mam pomysłu. To...po co przylazłeś w te okolice? Głód do tyłka przylazł i postanowiłeś się pobawić w klanowego kota? Psia krew, jak tak to się zrozumiemy! - zaskrzeczałam w jego kierunku, nie dając mu trochę dojść do słowa, ale taki mój urok.
cut outthe thingsthat Idon't need and Idon't careif youdisagree ̖́- IDON'TNEEDNOSYMPATHY! winningthe gameon myown