Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Fala była zdziwiona, wciąż poruszona, ale zdziwiona. Pamiętała, że Płomyk został tragicznie wyrzucony bez powodu. Z początku sądziła, że to tak samo jak w jej przypadku. Że nie miał rodziny, że zrobił mało ważne przewinienie, że nikt go nie żałował... Atu proszę. Nie dość, że miał siostrę, to jeszcze kocięta! I partnerkę! O co tu chodzi?! Miała ochotę zabić Krogulec jeszcze raz. nie wiedziała, co kogo podkusiło, aby mianować ją zastępczynią. Płomykówka nie postąpiła dobrze. Postąpiła tragicznie. Źle.
- Och - wyrwało jej się krótko. - Ja... Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak to jest stracić kocięta. I partnerkę. Za pewne kochałeś ich w inny sposób... Nigdy w taki nikogo nie kochałam, więc nie wiem co powiedzieć. Współczuję, po prostu współczuję - wydukała zdziwiona obrotem sytuacji. Płomykowi pewnie zawalił się cały świat i jeszcze wyrzucono go z klanu. Przytuliła go. Ona zawsze lubiła, kiedy matka ją przytulała, więc czemu to miałoby nie zadziałać? Mozę go pocieszy? - Jakie są twoje relacje z Pisanką? - musiał być strasznie młody, kiedy miał kocięta. A byli w podobnym wieku, przynajmniej tak jej się zdawało...
- Trochę - wzdrygnęła się, kiedy kocur przejechał łapą po jej bliznach. Nie lubiła o nich wspominać. Bolało i to nawet bardzo. - Nie wiem. Trochę polubiłam życie samotnika... Poza tym, trochę winię Cień. Kiedy byłam sama, zagubiona i pusta, nikt się mną nie zajął. Nawet po tym, jak cała zapłakana wybiegłam z pogrzebu dziadka. Zostawili mnie. Nikt się mną nie zainteresował.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Było mu źle z tego powodu, że przez tyle księżycy nie miał kontaktu ze swoimi dziećmi. Ale w sumie to i tak nie wiedział co za bardzo im powiedzieć. Jeżeli kiedyś wróci Jastrzębiec to wątpił, że wrócą do dobrych relacji. Ale będzie się mimo wszystko starał. Z córkami powinno mu lepiej pójść. Miał nadzieję, że mu wybaczą i jakoś naprawi wszystko co zepsuł. Chciał zawsze być dobrym ojcem ale samotna opieka nad nimi była dla niego ciężka. Cały tamten okres był dla niego trudny. Śmierć ukochanej, syna i to tak w krótkim czasie... Chyba mało kto by się nie załamał.
Nagle Wzbierająca Fala się do niego przytuliła i on przez chwilę nie wiedział co powiedzieć. Nie spodziewał się tego po prostu. Rozluźnił jednak swoje mięśnie i otarł się policzkiem o policzek kotki. Nie musiała teraz być przez to smutna. Było minęło. Ból znikł a przynajmniej większość. - Sam nie wiem... Raczej neutralne powiedziałbym. Ale zobaczymy jak to będzie... - wzdychnął. Czas pokaże czy ich relacja się polepszy.
Kiwnął delikatnie głową na kolejne słowa samotniczki. Czyli to tak huh... - Rozumiem. W sumie też nie narzekałem na życie samotnicze ale pamiętaj, że musisz być ostrożna. Samotnicy to jednak samotnicy. Nie kierują się zasadami a instynktem. Więc nie daj się im złapać gdy będą chcieli od ciebie coś na co nie masz ochoty. - pouczył Fale. Nie wiadomo na kogo natrafi. Musi być czujna, nawet jeżeli jej się wydaje, że jest bezpieczna. - Ale pamiętaj, że zawsze możesz wrócić. Nie powiem nikomu o tym, że jesteś w pobliżu i nie wracasz. Daje słowo. - uśmiechnął się szeroko. - Ja postanowiłem dać drugą szanse Cieniowi. Może to nie jest wspaniały klan ale mam tam rodzinę i kilka miłych wspomnień. - mruknął a następnie dodał. - Kto wie... Może będzie tym razem lepiej. - wzdychnął a następnie spojrzał się w oczy kotki i na chwilę zamilknął. Po chwili jednak przesunął swoją głowę bliżej blizn szylkretki i przejechał z troską językiem po nich. Chciał tym gestem przekazać, że już jest dobrze i nie ma czego się bać. Krogulec już nie żyje i nie wyrządzi jej więcej krzywd. Potem uśmiechnął się do niej miło, zamykając przy tym oczy.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Fala sama byłą zdziwiona swoim gestem. W końcu tylko bliscy przyjaciele się przytulali, tylko partnerzy i rodzina to robili, prawda? A czy oni byli ze sobą tak blisko? Skoro Płomyk szukał jej przez tak długi czas, pewnie tak... To wszystko było dla niej tak nowe i niezbadane, że się w tym gubiła.
- Próbowałeś je naprawić od powrotu do Klanu? - spytała. Nie wiedziała, ile kocur gościł w Cieniu. Równie dobrze mógł w nim być od ponad dwóch księżyców, równie dobrze mógł zawitać w nim dopiero wczoraj. Jeśli tak, to czemu z nią rozmawia? Skoro ma kocięta powinien się nimi zająć, a nie ją! Och, znowu to dziwne uczucie... Jest niedopisania, ale przyjemne. Bardzo dziwne i nietypowe. Lubi je., chociaż nie wie czym one jest spowodowane.
- Spokojnie, nie musisz się o mnie bać. Skoro mam najlepszego przyjaciela, będę się starać podwójnie aby przeżyć - zażartowała pół-serio. Mówiła szczerze, ale nie chciała, aby brzmiało to stanowczo.
- Nie jestem przekonana do powrotu. Chyba jest nam lepiej, tam gdzie jesteśmy - w żadnym wypadku nie wróci do Cienia, oj nie.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
On tam nic nie miał do przytulania się. Nie miał jakiejś bariery osobistej. Też miał często styczność z dotykiem. Jakoś czesto natrafiał na takie koty co lubią dotyk. A może on w jakimś stopniu był zachęcający do takich czynności? Kto to wie... - Tak. Gdy tylko wróciłem to rozmawiałem z córką, siostrą i innymi kotami. W sumie to codziennie teraz staram się z nimi choć chwilę porozmawiać. No ale nie robię tego cały czas. Więc w wolnych chwilach rozglądałem się niedaleko i takie tam. - nie ma o czym opowiadać. Po prostu się szlajał szukając czegoś ciekawego. - Cieszy mnie ta odpowiedź. - uśmiechnął się. Nazwała go dodatkowo najlepszym przyjacielem. To było miłe ale czy zasłużył na takie miano? Przecież nie zrobił nic wielkiego i na dodatek znał Fale tylko trochę. Postanowił jednak nie mówić nic i pokiwał delikatnie głową na kolejne jej słowa. - Dobrze, ale i tak nie pisne słówkiem. - lepiej mieć jakieś wyjście niż go nie mieć prawda?
Odsunął się po chwili od Fali. Nie ściskał ją już ani nie dotykał. Mogła się czuć trochę niezręcznie tak długo kogoś tulić więc postąpił tak a nie inaczej. - A ty? Oprócz akcji z Krogulec wydarzyło się coś jeszcze w twoim życiu? - zapytał.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Dla Fali przytulanie było niezwykle obce i dziwne. Mało kto ją przytulał. Większość czasu spędzała sama, a kiedy ktoś zyskał jej zaufanie i pozwalała komuś się do siebie przybliżyć, to ten zaraz znikał, bez żadnego pożegnania, pozostawiając Falę z wielką, krwawiącą raną.
- Bardzo dobrze. Cieszę się, że u ciebie wszystko dobrze, przynajmniej tak brzmi - miauknęła z uśmiechem. Chociaż jedno z nich ma szczęście. Ciekawe, ile Fali zajmie odzyskanie pełni życia. Już jest lepiej, o wiele lepiej, ale... To wciąż nie są te księżyce, kiedy była normalnym kociakiem, a miała obok siebie Jesionową, tą samą, która zawsze ją chroniła i opiekowała się nią, jak na porządną matkę przystało.
- No.. trochę - westchnęła. Cieszyło ją, że miała kogoś tak zaufanego jak Płomyk. Że miała kogoś, u kogo sekrety były bezpieczne... Fala zdecydowanie mogła nazwać go swoim najlepszym przyjacielem. Może też i dlatego, że nie miała innych przyjaciół, przynajmniej nie tak bliskich jak cienisty. Było jej trochę zimno, kiedy ten zdecydował się odsunąć... Lubiła jego ciepło, ale nie przysunęła się ponownie. - Nie wiem, czy chcesz o tym słyszeć.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Nie tylko Fala zostawał sama. Sam Płomyk miał taki okres kiedy czuł się sam mimo iż miał rodzinę. Mało kto się wtedy nim przejmował i wszystko spoczywało na jego barkach. Nie miał łatwo ale jakoś poradził sobie. Nie poddał się i nie zrezygnował ze wszystkiego. Nadal ma nadzieje, że teraz jakoś lepiej będzie, ułoży sobie życie na nowo w klanie Cienia. A jeżeli tak nie będzie to cóż… Sam nie wiedział co by zrobił. Na razie jednak wolał o tym nie myśleć.
Przekrzywił trochę głowę na kolejne słowa Fali. Czyli oprócz akcji z byłą już teściową Płomyka coś się stało? Fala w takim razie miała dość sporo przygód. Chyba nawet więcej niż sam Płomyk. On jedynie się szlajał i poznawał koty. Czasem były jakieś ciekawsze rozmowy ale nic poza tym. Dlatego teraz szylkretka pobudziła nieco ciekawość wojownika. –Opowiadaj! Chętnie posłucham.-zachęcił ją. Może miała okazje zobaczyć coś niezwykłego? Albo zaczęła mieszkać w jakimś dziwnym miejscu? Naprawdę nie wiedział czego mógł się spodziewać od Wzbierającej Fali.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Opowieści o jej przeszłości, od czego by tu zacząć... Nie czuła już tak wielkiego dyskomfortu podczas opowiadania historii, łzy nie lały jej się do oczu, a ona sama była opanowana. Sam temat nie był niewygodny, ale... Nie czuła się w nim najlepiej. Jakby ktoś, podczas mówienia, pałętał jej się pod łapami, a ona przez to co chwila utykała. Uh, ciężko było to opisać. Jednak skoro był taki miły, a zachęcają ją delikatnie, nie gwałtowanie, czułaby się źle, gdyby odmówiła mu odpowiedzi. Nie wypadało jej zejść z tematu. I tu zradza się problem, od czego tu zacząć?
- Wiesz, kiedy zmarła jedyna bliska mi osoba w obozie, Lamparci Płomień, coś we mnie pękło... Wybiegłam z obozu i pognałam przed siebie. Dawno temu, przy narodzinach, mój brat zaginął gdzieś na Osiedlu więc chciałam go znaleźć. Nie wiedziałam gdzie iść, kierowałam się na oślep. Po pewnym czasie, zbyt zmęczona aby podróżować dalej, upadłam. Wtedy znalazł mnie jeden z samotników, Ludwik. Dał mi miejsce aby chwilkę odpocząć, a później ponownie poszłam szukać Algi. Jednak brata nie znalazłam, a kiedy chciałam wrócić do Klanu... No - nie musiała kończyć. Płomyk doskonale wiedział co się stało. Słowa same w sobie mówiła w miarę płynnie, chociaż ona czuła, że ciężko przechodzą jej przez gardło. Jakoś, te całe opowieści... Były po prostu dziwne, jakby starała się opowiedzieć sen, którego całkowicie zapomniała.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Kocur sam też miał sporo niepezyjemnych historii. No ale już ich nie przeżywał tak bardzo. Pogodziła się z przeszłością. Fakt. Czasem to bolało ale już nie tak bardzo jak kiedyś.
Zaczął słuchać uważnie szylkretki i jej opowieści. I tak jak Płomyk przypuszczał nie była ona przyjemna i szczęśliwa. Fala zanim spotkała się z Krogulec wiele rzeczy ją jeszcze spotkało. Nie rozumiał jednak całej historii bo jak przy narodzinach mógłby jej brat nagle zniknąć? Wolał jednak jej o to nie pytać bo ten temat pewnie nie był dla niej również przyjemny. Potem była mowa o jakimś Ludwiku. Niestety ale wojownik nie znał żadnego kota o takim imieniu. Gdy szylkretka skończyła opowiadać, kocur wzdychnął i pokręcił delikatnie głową. -Naprawde Ci współczuję... Tak wiele wycierpiałaś. Straciłaś tyle księżyców przez te rzeczy! Nie posmakowałaś takiego prawdziwego życia przez to wszystko... - powiedział smutniejszy tonem i przybliżył się ponownie fo Fali. - Pewnie było Ci z tym wszystkim ciężko. Tak... Nie mieć do kogo otworzyć pyska. Zero przyjaciół, rodziny... Nie miałaś pewnie czasu i siły kogoś poznać w tamtym okresie. Nie przeżyłaś tych pięknych chwil jak na przykład poznanie swojej pierwszej miłości i takie tam. -wzdychnął. Te wszystkie księżyce były zmarnowane a raczej zniszczone przez los.
Po chwili polizał ją delikatne po policzku i spojrzał się na nią. Nie mogła się cieszyć i ominęło ją tyle rzeczy w życiu.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Dziwnie było słyszeć, że ktoś jej współczuje. Rzecz jasna, ktoś kiedyś na pewno rzucił do niej coś o zrozumieniu i innych takich bezsensownych, jednak te słowa zazwyczaj nie były ani trochę szczere. Ktoś je mówił, bo nie wiedział co zrobić. A Płomyk... Płomyk mówił to szczerze i za to go lubiła. W końcu dobrze było mieć przy sobie kogoś, kto przeszedł przez podobne bóle.
- Cóż, tak jakoś się stało - mruknęła cicho. Jakby tak się zastanowić, jej młodzieńcze czasy skończyły się na tym, że każda jej bliska osoba znikała, a ból coraz bardziej ją wyniszczał. I ten ból wciąż będzie częścią niej, jednak teraz nauczyła się nad nim panować. - Ty też wiele wycierpiałeś i wiele księżyców straciłeś na... - nie wiedziała nawet na czym, więc nie skończyła zdania. Miała nadzieję, że kocur zrozumie jej intencje. Zaraz potem przybliżył się do niej... Dziwne uczucie, jednak przyjemne.
- No było trochę - rzuciła - nawet bardzo. Jednak z czasem zaczęłam się chyba do tego przyzwyczajać... Miałam paru przyjaciół, ale oni dość szybko znikali. A później to samo, i tak w kółko... Teraz chyba po prostu nie jest mi siebie żal i zaakceptowałam, że tych chwil już nie osiągnę, więc postanowiłam je nadrobić teraz - pierwsza miłość... Czy była nią Strużka? A może pierwsza miłość dopiero nadejdzie? Któż to taki mógłby być? To wszystko było niezwykle skomplikowane, a ona nie wiedziała czy powinna całkowicie otworzyć się przed Płomykiem czy może lepiej mu się nie wyżalać jak wcześniej robiła to każdemu. Skończyła ze swoją starą wersją, jednak taka chwila jak te... Obawiała się, że kocur zaraz zniknie. Kiedy ten polizał ją po policzku, delikatnie zamknęła oczy. Czy tak robili przyjaciele? Lubiła ten gest był taki... Dla kotów które sobie ufają. Ona mu ufała, więc i on jej? Czyżby miała prawdziwego, prawdziwego przyjaciela? - Nie znikniesz jak reszta, prawda? - westchnęła zmartwiona. Nie chciała, aby ten jak reszta odwrócił się i odszedł, raz na zawsze. Wiedziała, że miał Klan... Ale czasem mógłby wyjść na granice, pogadać ze swoją starą przyjaciółką, prawda? Zwłaszcza, że teraz nie ma Krogulczej Gwiazdy...
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Płomyk nie miał ostatnio po co kłamać. Jakoś nie miał takiej potrzeby. Mówił szczerze a nawet szczerą prawdę która może zaboleć.
Zawszę współczuł kotom które przeszły trudne chwilę. Bo w końcu wiedział jak to boli. Rozumiał ich ból.
Na jej słowa jedynie pokiwał głową i delikatnie się uśmiechnął. Zrozumiał to co chciała przekazać mimo iż za bardzo jej to nie wyszło.
Zaczął jej dalej słuchać i delikatnie kiwał głową co jakiś czas. To dobrze, że teraz starała się żyć i jakoś nadrobić stracone księżyce. Na pewno będzie lepiej niż było jeżeli tylko Fala będzie uważać i dobrze podejmie swoje decyzję. No i będzie musiała dobrać sobie odpowiednie towarzystwo.
A jeżeli chodzi o Płomyka to on nie wstydził się i często okazywał innym przeróżne gesty. Nie miał blokady tak jak niektórzy i po prostu działał impulsywnie. Więc dla niego liźnięcie w policzek było normalne. Zwłaszcza jak się chciało kogoś pocieszyć na duchu.
Na pytanie szylkretki, kocur uśmiechnął się dziarsko. - Jako samotnik nic mnie nie zjadło to teraz tym bardziej. - zaśmiał się a następnie dodał. - Nie zniknę, mogę Ci to obiecać. Pewnie niedługo znów do Ciebie zajrzę jak tylko będę mieć dłuższą chwilę wolną. Teraz jednak muszę się powoli zbierać. Za niedługo nam kolejny patrol. Nie chce zaniedbać swoich obowiązków. - mruknął do niej łagodnie a następnie delikatnie się odsunął. Chwycił łapą jej łapę a następnie polizał wierzch szylkretowej łapki.
Uśmiechnął się niewinnie a następnie mruknął. - Nie martw się. Niedługo znów pogadamy. Nie chcę też zaniedbać naszej przyjaźni. - czuł pewnego rodzaju satysfakcję, że jakoś udawało mi się z kimś zaprzyjaźnić. Chciał naprawić relacje i zdobyć więcej kotów, które będą go lubieć. Wtedy jakoś łatwiej będzie mu odbudować reputację. Mimo iż Fala nie należała już do klanu to i tak miło było wiedzieć, że nawet poza nim ma koty, które czuły w jego kierunku sympatię.
Wstał a następnie puścił Fali oczko. - Do zobaczenia wkrótce Falo. Trzymaj się! - pożegnał się a następnie potruchtał w kierunku klanu Cienia.
/z.t
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Fala sama delikatnie zachichotała, kiedy kocur odezwał się. Uśmiechnęła się również po zapewnieniu, że nie zniknie. Odetchnęła z ulgą. Dobrze było wiedzieć, że ma do kogo wracać. Ba, w razie czego, kiedy sytuacja byłaby naprawdę krytyczna, ona mogłaby nawet wrócić do Cienia. CO prawda, żeby to zrobić, musiałaby być poważnie, śmiertelnie poważnie ranna, lub Płomyk pilnie potrzebowałby jej obok siebie.
- Jasne, nie martw się o mnie - chciała, aby ktoś się o nią martwił. Chciała, aby ktoś głowił się w każdej wolnej chwili, czy nic jej nie jest, czy może nie wyruszyć w ryzykowną podróż, aby sprawdzić, czy jej serce bije prawidłowo. - Będę co jakiś czas sprawdzać granicę, czy nie ma cię na patrolu. Znajdziemy się - założyła odgórnie. Nawet jeśli poszłaby daleko, wracała by raz na księżyc czy raz na porę, tylko po to, aby zobaczyć się z ów kocurem. Teraz, kiedy wiedziała, że ma prawdziwego przyjaciela, będzie walczyła zajadle o życie, będzie kroczyła niedaleko granic Cienia, aby dojrzeć płomienne futro kocura.
- Ja też nie. Do zobaczenia! - wrzasnęła za nim energicznie, tak energicznie, że nigdy chyba tak nie krzyknęła. Już za nim tęskniła.
Już.
//zt.
Dreptała przed siebie. Dreptała, radosnym, wręcz tanecznym krokiem między drzewami. Łapy ją niosły naprzód, a wibrysy wesoło powiewały na cieplutkim wietrzyku, zaraz nad uśmiechniętą mordką. Gdzie zmierzała? Gdziekolwiek. Uwielbiała wędrówki, spacerki i podróże. Kilka razy tu była, albo stąd zawracała z powrotem, albo to miejsce omijała, albo zatrzymywała się tu na moment, aby zapolować. Dzisiaj jednak takiej potrzeby nie potrzebowała. Słomiaki dzisiaj postanowiły jej dać coś do jedzenia, więc była najedzona i pełna energii.
Najbardziej to by chciała kogoś poznać i pogadać. Może się pobawić, może pobiegać, cokolwiek! Potrzebowała w końcu trochę towarzystwa, bo dość dawno z nikim poza paroma okolicznymi Szlajakami nie rozmawiała. A co dopiero nie z Klanowymi kotami!
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
A Niknący Płomień szedł podirytowany, z opuszczoną głową i uszami, jakby ktoś przed chwilą stanął mu na ogon. Po prostu miał... Naprawdę popsuty humor. Niedawna walka z Malwą może nie skończyła się totalnym ochrzanem w stronę niebieskiego kocura, jednak wciąż ta cała akcja przysporzyła mu kłopotów i kilku nieprzyjemnych obić. Choć on nie powinien się skarżyć, czarna kocica wylądowała u medyka na kilkanaście wschodów słońca, a mu prócz kilku siniaków nic nie było.
Odwołał dzisiejszy trening z Trutniem i zyskał calutką dobę odpoczynku, a jego łapy poprowadziły go instynktownie na granice przy zielonym wgłębieniu. Nie było sensu tu co chwilę przychodzić, w końcu minęło tyle księżyców, jednak... Wciąż liczył na ten drobny, srebrny cud, który zgodnie z obietnicą przyjdzie i zaprowadzi go gdzieś dalej by pokazać mu kawałek świata. No ale... Nic nie spotkał, tak więc wojownik po prostu zaczął iść dalej, gdzieś gdzie będzie mógł odpocząć i na chwilę zapomnieć o wszystkim.
Patrzył na swoje łapy, na wpół nieznane mu trawy rosnące pod nim, nie przed siebie. Nie miał celu... po prostu szedł, oczyszczając się z tych nieprzyjemnych emocji. No ale taka prosta czynność chyba była aż zbyt... spokojna, bo nagle z delikatnym powiewem wiatru do jego nosa dotarł znajomy mu zapach, samotnika. Wojownik podniósł łeb, a z dwie długości lisa przed nim ukazała się kotka, ciekawie umalowana kotka. Nie pachnąca i czysta jak pieszczoch, jednak równie pulchna i wesoła co one. Więc... Chyba nie wpadł na kogoś niebezpiecznego? - Hej - Rzucił byle co, próbując przerwać te dziwną ciszę, czy po prostu zwrócić na siebie uwagę, gdyby kotka go nie zauważyła. Nie była srebrnym kocurem, ale może... może pozwoli temu chuderlawemu wojownikowi pogadać?
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
Ojej! Ojeej! Faktycznie na kogoś natrafiła! Ta cicha i samotna wędrówka trochę ją denerwowała, zwłaszcza, że już chwilę przed siebie dreptała, ale... Jednak jej wyszło to na dobre! Chyyba. Bo kot który do niej de facto pierwszy zagadał... Nie wygladał na niemiłego. Więc chyba właśnie wyszło jej na dobre! Bo nie lubiła niemiłych kotów. Znaczy, zależy jak bardzo są niemiłe! Jeśli bardzo bardzo, to niezbyt! Ale jeżeli tylko trochę, to też może polubić!
- O! Cześć~! - Miauknęła uradowanym głosem, zaprzestając pieszej wędrówki i w końcu stojąc w miejscu. Jej łapki mogły odpocząć. Nie żeby była jakoś wielce zmęczona, ale mogły mimo wszystko odpocząć.
- Rzadko kiedy ktoś stąd się do mnie od razu odzywa, awwa, cieszę się. Uh, może nawet nie zauważają mnie od razu, więc się nie witają...? Możliwe. W każdym razie! Jestem Kłoda! - Uśmiechnęła się na przywitanie, po czym poczłapała odrobinę bliżej granicy, zatrzymując się jednak blisko niej. Co prawda jej zmysł węchu był momentami... Nienajlepszy, ale jednak coś wyczuła. I to coś ją zatrzymało. Wolała nie przekraczać żadnych granic. Eh, nawet niektórzy szlajacy, ba, czasami i hodowlańcy mieli jakieś swoje Tereny. Wolała już nie wywoływać złości u nowo poznanej osoby.
- A Ty?
Wyjątkowo niewielki, drobno zbudowany kociak. Krótkie nóżki, drobna postura i oklapnięte uszy nadają kruszynce pocieszny wygląd, a komiczny ruch i piskliwy głosik tylko potęgują to wrażenie. Długie, szylkretowe futro, zwykle starannie ułożone i czyste, w większości występuje w kolorze białym, tj. na brzuchu, piersi i całej długości łap, biel widnieje także w postaci niewielkich plam na grzbiecie, ogonie i dolnej części pyska. Czekoladowe i rude plamy obficie pokrywają jej grzbiet, głowę oraz ogon. Nos kotki w całości zabarwiony jest na czarno, zaś jej oczka połyskują błękitem, który w przyszłości przebarwi się na wyrazisty odcień bursztynu.
Mimo paru księżyców, które spędziła w klanie Gromu nadal nie czuje się częścią społeczności. Nieliczne niemiłe spojrzenia i usłyszane nieprzyjemne komentarze w jej stronę całkowicie zmieniły jej pogląd na świat - choć w większości to sobie wmówiła, zdaje się jej, że każdy traktuje ją jak obcą, więc tak też się zachowuje. Przy bliskiej rodzinie i kilku osobach, które zdążyła poznać zachowuje się tak samo jak wcześniej - jest rozmowna i całkiem optymistyczna. Trudno jest jej jednak zawrzeć nowe znajomości i przy nieznajomych zdaje się być zupełnie inną osobą - odnosi się do nich z dystansem, bywa nieuprzejma i wręcz złośliwa. Nadal pozostała tak uparta co wcześniej, ale jej samoocena uległa mocnemu zachwianiu, w przeciwieństwie do jej dumy - mieszanka tych dwóch zmian sprawia, że przy nieznajomych udaje oschłego narcyza. Stała się dużo bardziej wrażliwa i wszystko bierze do siebie, ale stara się tego po sobie nie pokazywać - co wychodzi jej niemal perfekcyjnie, bo tuszowanie emocji opanowała wzorowo. Stale porównuje się do innych, a jej perfekcjonizm przerodził się w fanatyzm - nie pokazuje się bez idealnie ułożonego futra i przykłada się do wszystkiego całym sercem, aby nie dać nikomu więcej powodów do wytykania pazurami
Barwny Płomień [KG], Wrzos [KW], Cardan [NKT]
Zdecydowanie nie powinno jej tu być. Przyjście tu było najgłupszym pomysłem, na jaki mogła w ogóle wpaść, ale nijak jej to nie obchodziło. Jej trening stał w miejscu, mistrzyni nie nauczyła jej jeszcze niemal niczego pożytecznego i to było jedynym powodem, który powstrzymywał ją przed opuszczeniem klanu Gromu. Normalnie zrobiłaby to już dawno, nawet kiedy była jeszcze kocięciem - ale w tej niemądrej, trochę naburmuszonej główce zostało jeszcze trochę rozsądku, a jej do grobu nie było spieszno. Cóż, widać że owego rozsądku nie starczyło, aby powstrzymać ją przed opuszczeniem terenów, nawet jeśli tylko na trochę. Dziś zrobiła to pierwszy raz i choć gdzieś z tyłu łba tliła jej się obawa, całkowicie zaćmiło ją dziecinne podekscytowanie i chęć, aby nigdy stąd nie wrócić. Jak tu było ciekawie! Dziwne pnie z pszczołami, których do tej pory nawet nie widziała na oczy. Co było dziwne, bo przecież dostała po jednej imię. Na niczyich było stokroć razy lepiej, niż w Gromie! Ciekawiej, luźniej... i co najważniejsze, była całkiem SAMA. Nikogo tu nie było, z nikim nie musiała rozmawiać, nikt niczego od niej nie oczekiwał ani jej nie oceniał. Bycie samotnikiem musi być super.