Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
Chciał zamknąć swoje oczy, a nagle się ktoś obok niego pojawił. O.
Podniósł łeb i spojrzał się na pstrokatą kotkę. Zamruczał ciepło, posyłając jej szeroki uśmiech. No dobra, mógł też po prostu porozmawiać z kotem, dlaczego nie, ha. Wstał powoli, otrzepał futro i usiadł na ziemi.
- Nie przeszkadzasz, spokojnie. Piękny dzień, to prawda. Mam na imię Sol, a ty?
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Na pierwszy rzut oka: z Lasem nie ma nic wspólnego. Na drugi: do lasu jej daleko, ależ jaka to gratka dla oka! Mgławica, w przeciwieństwie do brata, jest filigranowej budowy, osadzona na długich, cienkich łapkach, lecz to dopiero początek różnic między nimi. Istotnie: została obdarzona nie lada urodą: wysublimowaną, finezyjną, wręcz egzotyczną, niespotykaną i tak dalej... Lśniące, starannie wypielęgnowane i gładko przylegające do wysmukłego ciała srebrne futerko - zdaje się - odbija słoneczne promienie lepiej od wodnej tafli. Przyozdobione jest zaś licznymi czarnymi rozetami o regularnym, acz iście fantazyjnym kształcie - zachowując przy tym pełnię harmonii. Urodziwy pysk o prostym nosie (zawsze uniesionym wysoko) w ceglastej barwie, a do pary - para oczu o migdałowatym kształcie, nie mniej niespotykanych, co ich właścicielka. Lewemu - w kolorze jadeitu, towarzyszy drugie błękitne, coby jednak nie było zbyt zwyczajnie - przyprószone jest ono zielonkawymi plamami (heterochromia sektoralna). Jej wysmukła, łabędzia wręcz szyja przyozdobiona jest zaś turkusową obróżką - niezwykle gustowną zresztą! Z kolei subtelność jej kroku jest idealnym wręcz dopełnieniem całej elegancji jej postaci. W dużym skrócie: mieszanka fikuśnych cech tworząca zwięzłą, poukładaną całość. I to jakiej klasy!
Damulka. Pełna egzaltacji panienka z dobrego domu. Kotka z zauważalnie wyższych sfer o nienagannych manierach, o ile wszystko dzieje się zgodnie z jej wolą. Posługuje się nad wyraz wyrafinowanym, wyszukanym słownictwem. Jak zadziera nosa - to najwyżej jak tylko potrafi. Nie stroni od pełnych uprzejmości i frazesów pogawędek, czy niewinnego plotkowania. Imponuje jej piękno, które to samo w sobie jest jej celem; tym, czym jest ona sama i czym się otacza. Ulotna i nieuchwytna. Tylko trochę kapryśna i wcale nienadmiernie próżna. Uosobienie klasy i szukająca podobnego, godnego jej towarzystwa. Swą niezwykłość lubi eksponować i posługiwać się nią na własną korzyść - najlepiej tak, by nie ubrudzić sobie przy tym łapek, czy oleiście połyskującego futerka. Obraca się tylko w godnym jej towarzystwie osiedlowej elity. Bywa nieco histeryczna i cóż, ma skłonności do dramatyzowania, ale jakże łatwo jej to wybaczyć! Mimo wszystko nie można odmówić jej sprytu, czy zaradności. Jest bystra i ciekawa otaczającego ją świata (nierzadko na tyle ciekawska, by wściubiać nos w nieswoje sprawy...). Żyje w swoim własnym, pięknym i wyidealizowanym świecie. Świecie skrojonym pod nią - perfekcyjnym pod każdym względem i może tylko trochę plastikowym. Arystokratka a pełną gębą - nawet jeśli dotyczyłoby to tylko jej osiedla!
Bażancia Łapa, Psia Gwiazda, Zimno [Cień]
Kocur sprawiał wrażenie kogoś w istocie porządnego.
Srebrzysta Łuna z łatwością potrafiła dostrzec takie koty i równie prędko je sklasyfikować. Ach, jasna sprawa, niebieski nie miał na czole wypisanej całej swej przeszłości, za to znacznie różnił się od wielu samotników, z którymi przyszło jej dyskutować i wymieniać punkty widzenia. Zadbane, lśniące futro, błysk w oku - były pieszczoch albo... ktoś o dobrym, wysublimowanym guście. W każdym razie - dobry kompan do rozmowy.
- Srebrzysta Łuna, miło mi. - uśmiechnęła się - Może być również Mgławica... do wyboru. W pewnych kręgach lepiej przedstawiać się tym prawdziwym, od razu jasne staje się, z kim ma się do czynienia... z kimś o wysokiej klasie, oczywiście!
Z kimś, kto zasmakował życia poza gęstwiną Lasu. Z kimś jej podobnym.
- Spacer...? - zagaiła - Czy może szczególnego rodzaju poszukiwania, hm?
Cóż bowiem wędrowiec robiłby w okolicy Klanów, niedaleko samego Klanu Cienia? To, z całą pewnością, zdawało się nader interesujące.
Chaberek zwany Solem się nie zmienił za bardzo od swoich kocięcych dni. Dalej jest długim i wysokim kotem, o podłużnych i chudych nogach oraz długim ogonem. Jest kocurem smukłym, z trójkątnym łbem i dużymi, migdałowymi oczami o zielonym kolorycie. Jego futro jest niebieskie, błyszczące, ładnie pachnące oraz krótkie. Jest bardzo zadbany i widać, że dba o swoje futro. Jest kotem schludnym. Patrząc na jego futro, można by było przysiąc, że każda woda, która jakimś cudem trafi na Sola, po prostu z niego spłynie. Na jego pyszczku zawsze znajduje się delikatny, szarmancki uśmieszek. Na jego ciele nie znajdują się żadne blizny, a kocur jest zadbany. Nosek i skóra w uszach koloru szarego.
Sol, czy Chaber, niespecjalnie wiele się zmienił. Dalej czuje się księciem i u władzy, tym bardziej swojego życia. Wierzy w to, że to on sam może manipulować swoim życiem, i tylko on. Jest to bardzo roszczeniowy kocur, pewny siebie. Upiera się na swojej racji, przy swoich pomysłach i nie zamierza z nich się ruszyć ani centymetr. Należy mu się od wszystko od łapy... może z minimalnym, minimalnym!, wkładem jego pracy. Czarujący kocur, niewierny, lecący na wiele frontów. Niedojrzały. Szacunek czuje tylko wobec siebie, do nikogo innego.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowa Łapa, Skra [KC], Wiewiórcza Łapa, Jesionowa Łapa [KRz] | Nawałnicowy Ryk i inni [GK]
Uśmiechnął się do Mgławicy. Piękne imię, a na jej pytanie westchnął.
- Po prostu tutaj trafiłem, akurat - wędrował, gdzie chciał i gdzie tylko mógł. Nic takiego się nie stało, prawda. Nie był na jakimś terytorium Klanu. Po prostu egzystował, tylko trochę obok.
Miał już otworzyć pyszczek, ale jego słowa zostały przerwane przez pobliski grzmot.
- Moja droga, zbliża się burza. Musisz wracać do bezpiecznego obozu. Do zobaczenia kiedyś - pożegnał się, po czym sam pognał w bezpieczne miejsce.
zt
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
Na pierwszy rzut oka: z Lasem nie ma nic wspólnego. Na drugi: do lasu jej daleko, ależ jaka to gratka dla oka! Mgławica, w przeciwieństwie do brata, jest filigranowej budowy, osadzona na długich, cienkich łapkach, lecz to dopiero początek różnic między nimi. Istotnie: została obdarzona nie lada urodą: wysublimowaną, finezyjną, wręcz egzotyczną, niespotykaną i tak dalej... Lśniące, starannie wypielęgnowane i gładko przylegające do wysmukłego ciała srebrne futerko - zdaje się - odbija słoneczne promienie lepiej od wodnej tafli. Przyozdobione jest zaś licznymi czarnymi rozetami o regularnym, acz iście fantazyjnym kształcie - zachowując przy tym pełnię harmonii. Urodziwy pysk o prostym nosie (zawsze uniesionym wysoko) w ceglastej barwie, a do pary - para oczu o migdałowatym kształcie, nie mniej niespotykanych, co ich właścicielka. Lewemu - w kolorze jadeitu, towarzyszy drugie błękitne, coby jednak nie było zbyt zwyczajnie - przyprószone jest ono zielonkawymi plamami (heterochromia sektoralna). Jej wysmukła, łabędzia wręcz szyja przyozdobiona jest zaś turkusową obróżką - niezwykle gustowną zresztą! Z kolei subtelność jej kroku jest idealnym wręcz dopełnieniem całej elegancji jej postaci. W dużym skrócie: mieszanka fikuśnych cech tworząca zwięzłą, poukładaną całość. I to jakiej klasy!
Damulka. Pełna egzaltacji panienka z dobrego domu. Kotka z zauważalnie wyższych sfer o nienagannych manierach, o ile wszystko dzieje się zgodnie z jej wolą. Posługuje się nad wyraz wyrafinowanym, wyszukanym słownictwem. Jak zadziera nosa - to najwyżej jak tylko potrafi. Nie stroni od pełnych uprzejmości i frazesów pogawędek, czy niewinnego plotkowania. Imponuje jej piękno, które to samo w sobie jest jej celem; tym, czym jest ona sama i czym się otacza. Ulotna i nieuchwytna. Tylko trochę kapryśna i wcale nienadmiernie próżna. Uosobienie klasy i szukająca podobnego, godnego jej towarzystwa. Swą niezwykłość lubi eksponować i posługiwać się nią na własną korzyść - najlepiej tak, by nie ubrudzić sobie przy tym łapek, czy oleiście połyskującego futerka. Obraca się tylko w godnym jej towarzystwie osiedlowej elity. Bywa nieco histeryczna i cóż, ma skłonności do dramatyzowania, ale jakże łatwo jej to wybaczyć! Mimo wszystko nie można odmówić jej sprytu, czy zaradności. Jest bystra i ciekawa otaczającego ją świata (nierzadko na tyle ciekawska, by wściubiać nos w nieswoje sprawy...). Żyje w swoim własnym, pięknym i wyidealizowanym świecie. Świecie skrojonym pod nią - perfekcyjnym pod każdym względem i może tylko trochę plastikowym. Arystokratka a pełną gębą - nawet jeśli dotyczyłoby to tylko jej osiedla!
Bażancia Łapa, Psia Gwiazda, Zimno [Cień]
- Ach tak? - uśmiechnęła się - Niektórzy mówią, iż nie ma przypadków... nie mogę się oprzeć wrażeniu, iż mogą mieć rację.
Każdego napotkanego kota uważała bowiem za dobrą okazję - do rozmowy, wymiany zdań, zdobycia mniej lub bardziej cennych informacji i niezobowiązujących nowinek. Tego spodziewała się także po niebieskim kocurze, jednak ten w zupełności ją zaskoczył.
Swą nieuchwytnością.
- Kiedyś... - powtórzyła - Do widzenia!
Sama zaś udała się w kierunku cienistego obozu. Nieszczególnie gustowała w burzowej pogodzie.
Księżyce: 98 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Wierzba [poza grą] Trwałe urazy: sześć drobnych blizn wokół lewej łopatki, niewidoczne pod futrem
standardowa budowa, długie futerko, bury pręgowany klasycznie; brązowy nos, żółte oczy, czarne poduszeczki łap
Ten starszy pan w sklepowej kolejce który wpuści ciebie przed siebie widząc że kupujesz tylko jedną rzecz, jednocześnie opowiadając ci o pogodzie i życząc miłego dnia
Mrówczy Szlak [KW], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Minęły dwa księżyce od kiedy wyruszył z domu. Pięć dni od kiedy znowu ich widział. Nie chciał tu wracać.
Pozytywne wieści były takie, że wszyscy żyją i radzą sobie z grubsza dobrze. Wyglądali dobrze. A przynajmniej tak jak zawsze, więc nie było na co narzekać. Pozostali jakoś zadomowili się na swoich nowych terenach i dawali sobie radę, nawet na tyle, że każdemu z nich udało się zebrać trochę ziół przed zimą. Trawa wylizała go po czole i obdarowała dodatkową pajęczyną na później, jakbyś potrzebował. Nie mógł odmówić, oczywiście. Żadne z nich nie rozpoznało tych nęcąco pachnących liści które zebrał na osiedlu.
Babie Lato wycelował i wskoczył na jeden z pszczelich domów. O tej porze były ciche, jakby martwe. Za to dalej stanowiły całkiem porządny punkt obserwacyjny. Jakieś jedzenie w pobliżu, coś?
Senna Mara nieśpiesznie szła w stronę Siedliska Koni. Z daleka od klanu, od rutyny. Czułą się tam tak zamknięta, nawet jeśli całe noce przesiadywała w towarzystwie Mętnej Wody przy Księżycowym Jeziorze. Ostatnio też nie spotykali się często, co Sen zwaliła na klanowe obowiązki. Coraz więcej kotów znikało z klanu, przez co było więcej roboty. A spacer poza granicę brzmiał dobrze.
Dla Babiego Lata żadnego jedzenia w pobliżu nie było. Jedynie mógł zobaczyć niebieską kotkę o długość drzewa od niego.
Księżyce: 98 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Wierzba [poza grą] Trwałe urazy: sześć drobnych blizn wokół lewej łopatki, niewidoczne pod futrem
standardowa budowa, długie futerko, bury pręgowany klasycznie; brązowy nos, żółte oczy, czarne poduszeczki łap
Ten starszy pan w sklepowej kolejce który wpuści ciebie przed siebie widząc że kupujesz tylko jedną rzecz, jednocześnie opowiadając ci o pogodzie i życząc miłego dnia
Mrówczy Szlak [KW], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Westchnął, ze swojego punktu obserwacyjnego nie widząc nic zjadliwego, może poza stadem kruków przelatujących wysoko, wysoko nad jego głową. To i tak słaby obiekt polowań, bo niezbyt widziało mu się walczenie z taką ilością dziobów i pazurów jednocześnie. Za to w jego stronę przemieszczał się szary kot, a znając życie, kotka. Żadne z rodzeństwa nie chciało mu uwierzyć, że tutaj, na południu, prawie nie ma kocurów. A jednak. Niech przyjdą to się przekonają że mówił prawdę. Jak tylko znajdzie jakieś przytulne miejsce do osiedlenia się, to jest.
— Witaj — zagaił rozmowę ze swojego pszczelego domku, obserwując uważnie reakcję przybysza. Trochę zbyt daleko żeby dokładnie ocenić wiek, ale na pewno nie miał już do czynienia z kocięciem, więc zawsze lepiej mieć się na baczności. Za to nadarzyła się wspaniała okazja żeby zaciągnąć nieco języka. Szkoda by było nie skorzystać. — Wiesz może gdzie w tej okolicy najłatwiej trafić na krwiściąg?
Na dźwięk głosu kotka zatrzymała się w półkroku. Spojrzała spode łba na kocura siedzącego na jakimś drewnianym pudle. Wypuściła powietrze z pyska, mrugnęła i wyprostowała się.
- Nie jestem medykiem, nie znam się na ziołach - mruknęła mimochodem. Miała już do czynienia z samotnikami, tymi bardziej nachalnymi, którzy jakimś cudem znaleźli się na cienistym terenie. Ta sytuacja była inna. Sen nie była u siebie. Nikt jej nie pomoże z nadętym samotnikiem, czy też pieszczochem. Ten jednak zadał jej zwykłe pytanie. Jej ogon poruszył się w oczekiwaniu.
Księżyce: 98 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Wierzba [poza grą] Trwałe urazy: sześć drobnych blizn wokół lewej łopatki, niewidoczne pod futrem
standardowa budowa, długie futerko, bury pręgowany klasycznie; brązowy nos, żółte oczy, czarne poduszeczki łap
Ten starszy pan w sklepowej kolejce który wpuści ciebie przed siebie widząc że kupujesz tylko jedną rzecz, jednocześnie opowiadając ci o pogodzie i życząc miłego dnia
Mrówczy Szlak [KW], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Zmarszczył nieco brwi. Skoro tak zareagowała na zwykłe pytanie prawdopodobnie miał rację mając się na baczności. Pewnie kończyło się jego szczęście początkującego i passa samych przyjaznych kotów w tej okolicy.
— Nie? Duża strata. — Uśmiechnął się pod nosem. Ciekawe czy to jeden z tych klanowych które nie przepadają za samotnikami? Musiał być blisko ich terenów, skoro trafił już na kolejnego z rzędu klanowca. Pozostało mieć nadzieję, że jeśli kiedyś przez przypadek napatoczy się na granicę to będzie wyraźnie oznaczona. Sądząc po ich nastawieniu, raczej będzie. Wypuścił powietrze nosem.
— To co klanowy kot robi poza waszymi terenami, hm? — Wpatrywał się w chyba-kotkę, machając na boki końcówką ogona zwisającą za krawędzią ula. Najprawdopodobniej polowała, ale kto ją tam wie. Czemu robiła to sama i nie na swoim terenie pozostawało tajemnicą. Może było już na tyle chłodno, że klan dawno zjadł całą zwierzynę w okolicach ich domu i wędrowali teraz coraz dalej. Brzmiało znajomo.
Może Senna Mara nie była z tych przyjaznych kotów, ale jeszcze nie syczała na niego i nie atakowała pazurami, jak pewnie niektórzy by robili. Trzepnęła uchem na jego uśmiech.
- Od tego mam kogoś innego - powiedziała, wzruszając ramionami. Była wszak wojownikiem, nie medykiem. Nawet jeśli trochę ciekawiło ją życie medyka, ale po wszystkim, co się stało... Wolała, by było tak, jak jest.
- Spacer - odpowiedziała. - A co taki kocur robi w takim miejscu, blisko klanów, hm? - postanowiła zadać pytanie tym samym tonem, co on.
Księżyce: 98 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Wierzba [poza grą] Trwałe urazy: sześć drobnych blizn wokół lewej łopatki, niewidoczne pod futrem
standardowa budowa, długie futerko, bury pręgowany klasycznie; brązowy nos, żółte oczy, czarne poduszeczki łap
Ten starszy pan w sklepowej kolejce który wpuści ciebie przed siebie widząc że kupujesz tylko jedną rzecz, jednocześnie opowiadając ci o pogodzie i życząc miłego dnia
Mrówczy Szlak [KW], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
— I tak sobie żyjecie, powierzając zdrowie i życie w ręce medyka? No no. — Poruszył wąsami, cały czas uśmiechając się lekko. Dalej uważał, że to w najlepszym wypadku głupie, w najgorszym... cóż, klany jeszcze nie wymarły, więc jakoś to działało, ale mimo wszystko wolałby nie ufać aż tak innemu kotu. — To czym się zajmują nie-medycy, hm? Oprócz spacerowania? — Odpowiedział jej pytaniem na pytanie, przyglądając się kotce dokładniej. Mierząc swoje szanse, jakby jednak postanowiła zaatakować. Jak na razie na jego korzyść grała jedynie wysokość pszczelego domku. Blisko klanów, hm? Czy zawędrował aż pod samą granicę? Chyba niemożliwe, pewnie już dawno upolowałaby go jakaś grupka kotów.
— Spacer. — Odpowiedział, nie mogąc się powstrzymać przed tą śmieszną grą pozorów, którą właśnie tu mieli. Nie minął się za wiele z prawdą, wszak spacerował tutaj. Od jakichś trzech księżyców. — Zwiedzam teren, może się tu osiedlę, skoro to taka miła okolica i nawet sąsiedzi przychodzą powitać nowoprzybyłych. A czemu pytasz? Nie wolno blisko klanów, takiemu kocurowi? — Wrócił do machania ogonem, obserwując jej reakcję na taką wiadomość.
Przewróciła oczami. Fakt, powierzając własne zdrowie w czyjeś łapy, w szczególności po ostatnich wydarzeniach w cienistym klanie było głupie. Ale co mogła począć? Nie znała żadnych medykamentów. Jedynie z drobnych obserwacji, co medyk podawał jej, ale na tym się kończyło. Nie bała się jednak tej śmierci. W końcu dawno temu miała umrzeć.
Uśmiechnęła się.
- Polujemy, patrolujemy, szkolimy - odpowiedziała. - I przeganiamy samotników jak ty. Ciesz się, że nie jesteś na naszym terenie, bo już musiałbyś znaleźć coś na rany - kłapnęła zębami prezentacyjnie. Słuchała go jednak dalej, skoro już zagadał. Wzruszyła ramionami. - A tak sobie. Wolno, ale klany są terytorialne, tak jak mówiłam. Strzeż się zapachu, będziesz wtedy wiedział, że tam nie jesteś mile widziany.
Księżyce: 98 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Wierzba [poza grą] Trwałe urazy: sześć drobnych blizn wokół lewej łopatki, niewidoczne pod futrem
standardowa budowa, długie futerko, bury pręgowany klasycznie; brązowy nos, żółte oczy, czarne poduszeczki łap
Ten starszy pan w sklepowej kolejce który wpuści ciebie przed siebie widząc że kupujesz tylko jedną rzecz, jednocześnie opowiadając ci o pogodzie i życząc miłego dnia
Mrówczy Szlak [KW], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
— Bez obawy, mam zapasy. — Mrugnął do niej jednym okiem, a delikatny uśmiech cały czas błądził po jego pyszczku. Uśmiechnęła się w końcu, to już dobry znak. Być może dzisiejszy dzień jednak obędzie się bez żadnych potyczek z innymi kotami. Poza tymi słownymi, ale takich przynajmniej nie trzeba było potem obwiązywać pajęczyną.
— Dobrze wiedzieć że granica jest wyraźnie oznaczona. Jak już zamierzacie mnie pobić, to chociaż chciałbym wiedzieć w którym momencie spaceru. — Wyszczerzył się trochę bardziej, demonstrując żółte kły w odpowiedzi na kłapnięcie. — Skąd taka nienawiść do wędrowców?
Ostatecznie to dodatkowa para łap do polowania i zbierania ziół, czyż nie? No i bronienia granic, skoro tak bardzo im na tym zależy.
Hah, gdyby wiedział, że to przykrywka, pewnie nie chciałby z nią rozmawiać. Plus miał szczęście, że to nie były tereny klanów i nie miała najmniejszej ochoty nikogo stąd przeganiać.
Zaśmiała się krótko na jego słowa.
- Klany żyją tu od dziesiątek albo nawet i więcej księżyców. Wpuszczanie wędrowców, którzy będą kraść zwierzynę, zioła i przez to zaburzać klanowe życie, gdy przebywają na terenach klanów z innych pobudek, zaburza porządek w lesie. Kodeks nakazuje nam przeganiać każdego, w szczególności koty, jak ty, czyli takie, które są wyjęte spod kodeksu - odparła. Próbując jakkolwiek mu to wytłumaczyć.
Księżyce: 98 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Wierzba [poza grą] Trwałe urazy: sześć drobnych blizn wokół lewej łopatki, niewidoczne pod futrem
standardowa budowa, długie futerko, bury pręgowany klasycznie; brązowy nos, żółte oczy, czarne poduszeczki łap
Ten starszy pan w sklepowej kolejce który wpuści ciebie przed siebie widząc że kupujesz tylko jedną rzecz, jednocześnie opowiadając ci o pogodzie i życząc miłego dnia
Mrówczy Szlak [KW], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
— Kodeks? — To nowość. Jeśli dobrze pamiętał, Oleander nie wspominała nic o żadnym kodeksie. Życie klanowe najwyraźniej podlegało większej ilości zunifikowanych zasad niż mu się początkowo wydawało. Czy to dobrze czy źle, na razie nie mógł stwierdzić, ale kolejny raz dochodził do wniosku, że chyba jakoś to działało, skoro rzekomo przeżyli tu tak długo. Zresztą, skoro rodzina Oleander pochodziła z klanu, to musiały istnieć przynajmniej tak długo, jak żył on sam. Więc, jak dotąd, tłumaczenia szarej kotki trzymały się kupy.
— Dużo was jest w takim klanie? — Ułożył się wygodniej na pochyłym daszku ula. Krawędź trochę wbijała mu się w brzuch, ale na szczęście grube futro amortyzowało ukłucia. — I dużo tych klanów tu krąży tak ogółem?