Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Wszystko poszło prawie że idealnie. Podkradnięcie się do zwierzęcia nie sprawiło kotce żadnych problemów. Atak również, chociaż w tym przypadku kotka nieco minęła się z celem; zamiast trafić w oczy, przeorała po policzku gronostaja. To też było dobre. Spostrzegła krew, więc mogła być z siebie zadowolona.
Teraz sprawa wyglądała nieco gorzej. Przeciwnik już wiedział o jej obecności, a więc z pewnością będzie próbował się bronić. Szylkretka musi się więc bardziej starać! Korzystając z niewielkiej odległości między nią, a gronostajem, postanowiła dobrać się do jego szyi. Tym razem jednak zamierzała posłużyć się szczękami. Planowała zacisnąć je w okolicach jego gardła, a potem szarpnąć. Na pewno zaboli.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Kocica wgryzła się głęboko w gardło gronostaja, zostawiając po sobie wielki, krwawy ślad. Drapieżnik próbował się wyswobodzić, ale na próżno – kocica miała go w garści.
Gronostaj: S: 6 | Zr: 9 | Sz: 7 | Zm: 4 | HP: 29-22-1=6/40 | W: 35-1=34/35
od następnej tury spadek statystyk
rana 1. stopnia: zadrapanie na policzku (-1HP co turę)
rana 2. stopnia: głęboka rana po zębach na gardle (w pierwszej kolejce 5HP, w kolejnych po 3HP aż do końca walki)
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Nie spodziewała się, że zabicie gronostaja przyjdzie jej z taka łatwością... A tym czasem, no proszę, życie umykało z niego niezwykle szybko. Był już prawie że martwy. Ale to jeszcze nie był czas na triumf. Musiała go najpierw dobić. Widząc, że drapieżnik opada z sił, Ślimaczek znów rzuciła się ku jego szyi. Zamierzała ponownie wgryźć się w zadaną mu wcześniej ranę. Dla formalności, by skrócić jego, i tak kończące się, cierpienia.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Gronostaj: S: 3(6) | Zr: 4(9) | Sz: 3(7) | Zm: 2(4) | HP: 6-24=0/40 | W: 34/35
spadek statystyk
rana 1. stopnia: zadrapanie na policzku (-1HP co turę)
rana 2. stopnia: głęboka rana po zębach na gardle (w pierwszej kolejce 5HP, w kolejnych po 3HP aż do końca walki)
rana 2. stopnia: głębokie ugryzienie na szyi (w pierwszej kolejce 5HP, w kolejnych po 3HP aż do końca walki) śmierć
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Szybko poszło. Gronostaj padł, a Ślimaczek oblizała krew, która osiadła na jej brodzie. To co, zwijamy się? Prawdę mówiąc, była już dość zmęczona, więc postanowiła zakończyć polowanie. Ależ to był długi i dziwny dzień.
Księżyce: 58 Mistrz: Łom Płeć: kocur Matka: nie pamięta Ojciec: nie pamięta
Czarny, rasowy kot sfinks - oto kim jest Lucyfer. Szczupła i smukła sylwetka to sama skóra, na której z trudem doszukać się można drobnego, ciemnego meszku. W największych ilościach ciemny meszek osadził się nad nosem. Zaznaczyć można jeszcze, że jest posiadaczem sporych uszu i złotych, w kształcie migdała oczu. Najważniejszym elementem wizerunku Lucyfera są jego ubranka. Kocur niemal zawsze w jakieś zostaje ubrany i to właśnie po owych szatach stał się zwyczajnie rozpoznawalny.
Będąc kotem drobnym trzeba siły szukać w czymś zupełnie innym. Stąd też u Lucyfera rozwinęła się umiejętność rozmowy. Błaha umiejętność, a ułatwiająca nie jedną sytuację. Odczytywanie innych było czymś nad czym pracował sporo czasu, potem dopieszczał wszystko odpowiednimi słowami i ładną gadką. Emocje trzyma na wodzy, przynajmniej do czasu. Bywają momenty, w których daje się ponosić. Nie jest typem samotnika, preferuje towarzystwo, które rzecz jasna ma go szanować. Nie jest w końcu byle kim - uważa się za kota mądrego i rozsądnego, którego należy słuchać. Stąd też jego trudność do zaakceptowania faktu, iż ktoś mógłby mieć inne zdanie na dany temat. Jeśli coś takiego już się zdarza - ten ktoś jest głupcem. Proste.
Halo? Co ten łysy pan robił w takiej okolicy?
Ano… jego ludzie. Ci to wpadali na dziwne pomysły. Teraz brał udział w jednym z nich. Wzięli go ubrali w różowy sweterek, a następnie spakowali do transportera. Lucyfer znał już te rzeczy… szykowała się jakaś podróż. Zupełnie jakby chcieli swojemu kotkowi pokazać świat, nie zdając sobie sprawy, iż ten świat znał jak własną łapę.
Lucek wiedział, iż miał pełną swobodę chodzenia, dopóki wracał na zawołanie swoich ludzi. Dlatego też miał szansę na oddalenie się od nich. — Ech… cholerstwo… — mruknął pod nosem, gdy nagle poczuł ciągnięcie… jego różowy sweterek zaczepił się o suchą gałąź. Musiał teraz się wyswobodzić. Najlepiej z swetrem! Nie chciał go ściągnąć, jeszcze by zamarzł….
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Zazwyczaj nie zapuszczałem się zbyt daleko poza tereny Klanu Cienia. Wolałem trzymać się granic, gdyż tamten teren znałem i wiedziałem, czego się spodziewać. Tereny Niczyje jednak były mi praktycznie obce. Potrzebowałem jednak odetchnąć i tym razem faktycznie pozostać sam ze swoimi myślami.
Senna Mara nadal jednak była w mojej głowie. Słyszałem jej głos, wspominałem jej zapach... Była niezwykła. Zawróciła mi w głowie. Póki co nie zamierzałem z tym jednak nic robić. Nawet nie wiedziałem do końca co, a nie widziało mi się iść pytać Kudłatego Obłoku czy Koziej Skarpy o radę. Oni byli najdziwniejszą rodziną w Klanie Cienia, która... działała. Jakoś. Moi rodzice ledwo ze sobą słowa zamieniali.
I tak wędrowałem ostrożnie, nie chcąc ani w nic uderzyć, ani wpaść w jakąś dziurę. Dosłyszałem po chwili nieznajomy głos. Od razu spiąłem się cały, po czym ruszyłem w stronę głosu. Czułem zapach kota... I dwunożnych.
Pieszczoch.
Podszedłem bliżej, trzymając się jednak nadal pobliskich krzaków. Nie wiedziałem czy okrywają mnie w całości, ale czułem je przy boku. Tyle wystarczyło.
Księżyce: 58 Mistrz: Łom Płeć: kocur Matka: nie pamięta Ojciec: nie pamięta
Czarny, rasowy kot sfinks - oto kim jest Lucyfer. Szczupła i smukła sylwetka to sama skóra, na której z trudem doszukać się można drobnego, ciemnego meszku. W największych ilościach ciemny meszek osadził się nad nosem. Zaznaczyć można jeszcze, że jest posiadaczem sporych uszu i złotych, w kształcie migdała oczu. Najważniejszym elementem wizerunku Lucyfera są jego ubranka. Kocur niemal zawsze w jakieś zostaje ubrany i to właśnie po owych szatach stał się zwyczajnie rozpoznawalny.
Będąc kotem drobnym trzeba siły szukać w czymś zupełnie innym. Stąd też u Lucyfera rozwinęła się umiejętność rozmowy. Błaha umiejętność, a ułatwiająca nie jedną sytuację. Odczytywanie innych było czymś nad czym pracował sporo czasu, potem dopieszczał wszystko odpowiednimi słowami i ładną gadką. Emocje trzyma na wodzy, przynajmniej do czasu. Bywają momenty, w których daje się ponosić. Nie jest typem samotnika, preferuje towarzystwo, które rzecz jasna ma go szanować. Nie jest w końcu byle kim - uważa się za kota mądrego i rozsądnego, którego należy słuchać. Stąd też jego trudność do zaakceptowania faktu, iż ktoś mógłby mieć inne zdanie na dany temat. Jeśli coś takiego już się zdarza - ten ktoś jest głupcem. Proste.
Obracał głowę to w jedną, to w drugą stronę, nie mogąc ustawić się tak, by mieć dobry widok na miejsce, które zahaczyło się o krzaczek. Sweterek na jego grzbiecie się zaplątał, a ten czuł jak przy każdym większym obróceniu się, materiał się naciąga… a niech to. Nie chciał łazić z dziurą na grzbiecie. Spiął się nagle, mrużąc oczy i wbijając wzrok w jakieś miejsce przed sobą. Nie wiedział na co patrzeć, ale coś słyszał! Na pewno… — W smaku nie jestem dobry — rzucił w pustkę, w stronę, po której wyczuwał obecność, od której dotarł do niego szmer. Lucyfer nie ruszał się, w końcu wciąż jego sweterek pozostał zahaczony o pobliską gałązkę. Zaprzestał prób wyswobodzenia ubranka, stał nieruchomo, wypatrując kogoś. Nie wiedział jeszcze kogo, ale kogoś… bo ktoś tu był, nie?
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
Powstrzymałem rozbawione fuknięcie. Po prostu wsłuchiwałem się w otoczenie. Miałem wrażenie, że wcześniej słyszałem szamotaninę - ale nie z drugim kotem. Brzmiało bardziej jak gałęzie.
Dopiero po chwili zdecydowałem się wyjść z ukrycia, podążając co raz bliżej do zapachu nieznajomego. Jednocześnie nadal zachowywałem ostrożność i z rezerwą podchodziłem do nieznajomego terenu, jak i kota.
- Nie gustuje w kotach. - miauknąłem. - Co tu robisz?
Księżyce: 58 Mistrz: Łom Płeć: kocur Matka: nie pamięta Ojciec: nie pamięta
Czarny, rasowy kot sfinks - oto kim jest Lucyfer. Szczupła i smukła sylwetka to sama skóra, na której z trudem doszukać się można drobnego, ciemnego meszku. W największych ilościach ciemny meszek osadził się nad nosem. Zaznaczyć można jeszcze, że jest posiadaczem sporych uszu i złotych, w kształcie migdała oczu. Najważniejszym elementem wizerunku Lucyfera są jego ubranka. Kocur niemal zawsze w jakieś zostaje ubrany i to właśnie po owych szatach stał się zwyczajnie rozpoznawalny.
Będąc kotem drobnym trzeba siły szukać w czymś zupełnie innym. Stąd też u Lucyfera rozwinęła się umiejętność rozmowy. Błaha umiejętność, a ułatwiająca nie jedną sytuację. Odczytywanie innych było czymś nad czym pracował sporo czasu, potem dopieszczał wszystko odpowiednimi słowami i ładną gadką. Emocje trzyma na wodzy, przynajmniej do czasu. Bywają momenty, w których daje się ponosić. Nie jest typem samotnika, preferuje towarzystwo, które rzecz jasna ma go szanować. Nie jest w końcu byle kim - uważa się za kota mądrego i rozsądnego, którego należy słuchać. Stąd też jego trudność do zaakceptowania faktu, iż ktoś mógłby mieć inne zdanie na dany temat. Jeśli coś takiego już się zdarza - ten ktoś jest głupcem. Proste.
— Ta…? — zadarł nieco głowę, badając uważnie kocura przed sobą spojrzeniem. Był… w kropce, w potrzasku. Miał jednak duże mniemanie o swojej osobie i wie, że jak tylko… może nie włos, ale kapelusik mu z głowy spadnie, ten tutaj będzie miał kłopoty! Gang się nim zajmie, znajdą go, a potem odpowiednio wyjaśnią. Lucyfer rozmawiał, oni prali po pyskach.
Dodatkowo nieopodal byli jego ludzi! Może nie aż TAK nieopodal, acz nadal bliżej to niż dalej. — Walczę z gałęzią — poruszył się nieco, by zaprezentować jak to ta zahaczyła o jego sweterek.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
- Ta - skwitowałem, nieco rozbawiony. Słyszałem, że pieszczochy wyjątkowo bały się kotów z lasu, a nawet jeśli się nie bały, to tworzyły niestworzone opowieści. Kto to widział, kot jedzący innego kota! Obrzydliwe. Na samą myśl miałem ochotę zwrócić poprzedni posiłek.
Słyszałem ruch gałęzi, jednakże nadal nie rozumiałem, o co chodzi. Spodziewałem się, że nieznajomy właśnie coś mi pokazuje. Teraz wzrok by mi się przydał jak nigdy.
- Walczysz z gałęzią, ponieważ...? - podszedłem minimalnie bliżej. Zatrzymałem się jednak nadal w wystarczającej odległości - zapach kocura był blisko, ale nie za blisko. W razie ataku miałbym czas na wykonanie uniku... Chociaż wolałem tego nie robić na nieznanym terenie.
Księżyce: 58 Mistrz: Łom Płeć: kocur Matka: nie pamięta Ojciec: nie pamięta
Czarny, rasowy kot sfinks - oto kim jest Lucyfer. Szczupła i smukła sylwetka to sama skóra, na której z trudem doszukać się można drobnego, ciemnego meszku. W największych ilościach ciemny meszek osadził się nad nosem. Zaznaczyć można jeszcze, że jest posiadaczem sporych uszu i złotych, w kształcie migdała oczu. Najważniejszym elementem wizerunku Lucyfera są jego ubranka. Kocur niemal zawsze w jakieś zostaje ubrany i to właśnie po owych szatach stał się zwyczajnie rozpoznawalny.
Będąc kotem drobnym trzeba siły szukać w czymś zupełnie innym. Stąd też u Lucyfera rozwinęła się umiejętność rozmowy. Błaha umiejętność, a ułatwiająca nie jedną sytuację. Odczytywanie innych było czymś nad czym pracował sporo czasu, potem dopieszczał wszystko odpowiednimi słowami i ładną gadką. Emocje trzyma na wodzy, przynajmniej do czasu. Bywają momenty, w których daje się ponosić. Nie jest typem samotnika, preferuje towarzystwo, które rzecz jasna ma go szanować. Nie jest w końcu byle kim - uważa się za kota mądrego i rozsądnego, którego należy słuchać. Stąd też jego trudność do zaakceptowania faktu, iż ktoś mógłby mieć inne zdanie na dany temat. Jeśli coś takiego już się zdarza - ten ktoś jest głupcem. Proste.
On był głupi czy ślepy? …och… to tłumaczyło również brak pytań o aparycję Lucyfera. Brak futra był intrygujący i właśnie to słyszał na początku wszelkich znajomości z kimkolwiek… Pieszczoch przechylił głowę. — Zahaczyłem się o nią — wyjaśnił, przyglądając się jeszcze to uważniej przybyszowi. Jakby połączyli siły… byliby ślepi i łysi.
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
- No to... w czym problem? - stwierdziłem, niecko skonfundowany. - Pociągnij mocniej i powinieneś się uwolnić. Stracisz co najwyżej parę kłaczków. - dodałem, nieco rozbawiony całą sytuacją. Czyżby pieszczoszki naprawdę nie potrafiły poradzić sobie z myślą, że mogą pozbawić się paru strzępek futra? Przecież odrośnie - a pod opieką dwunożnych, możliwe, że nawet nieco szybciej.
- Chyba, że zahaczyłeś tym... No. Co wam zakładają na szyję podobno. Takie pnącze. - dodałem jeszcze, zastanawiając się, czy to może nie o to właśnie chodziło.
Księżyce: 58 Mistrz: Łom Płeć: kocur Matka: nie pamięta Ojciec: nie pamięta
Czarny, rasowy kot sfinks - oto kim jest Lucyfer. Szczupła i smukła sylwetka to sama skóra, na której z trudem doszukać się można drobnego, ciemnego meszku. W największych ilościach ciemny meszek osadził się nad nosem. Zaznaczyć można jeszcze, że jest posiadaczem sporych uszu i złotych, w kształcie migdała oczu. Najważniejszym elementem wizerunku Lucyfera są jego ubranka. Kocur niemal zawsze w jakieś zostaje ubrany i to właśnie po owych szatach stał się zwyczajnie rozpoznawalny.
Będąc kotem drobnym trzeba siły szukać w czymś zupełnie innym. Stąd też u Lucyfera rozwinęła się umiejętność rozmowy. Błaha umiejętność, a ułatwiająca nie jedną sytuację. Odczytywanie innych było czymś nad czym pracował sporo czasu, potem dopieszczał wszystko odpowiednimi słowami i ładną gadką. Emocje trzyma na wodzy, przynajmniej do czasu. Bywają momenty, w których daje się ponosić. Nie jest typem samotnika, preferuje towarzystwo, które rzecz jasna ma go szanować. Nie jest w końcu byle kim - uważa się za kota mądrego i rozsądnego, którego należy słuchać. Stąd też jego trudność do zaakceptowania faktu, iż ktoś mógłby mieć inne zdanie na dany temat. Jeśli coś takiego już się zdarza - ten ktoś jest głupcem. Proste.
Rzeczywiście miał przed sobą ślepca. Najprawdziwszego ślepca. — Ciężko żyć w lesie, nie widząc, nie? — patrzył uważnie na reakcję rudzielca. Chciał wyczuć granice rozmówcy, bowiem każdy jakieś miał. Inni mieli takowe bardzo blisko, z kolei drudzy odległe. No i zależało jakie tematy się poruszało. Przykładowo — Lucyfera nie dało się urazić mówiąc o jego łysinie. Podobnie i o jego ubrankach. Tyle czasu, tyle przytyków i uodpornił się na owe teksty. — Że obrożę? Nie… to co innego — wpuścił na pysk półuśmiech — Tobie brakuje wzroku, mi brakuje za to czegoś innego… możesz zgadywać —
sporych rozmiarów kociak, dwie cynamonowo dymne plamki na pyszczku oraz cynamonowo dymny ogon, reszta ciała biała, długowłosy, matowe, ślepe oczy
Kociak potrzebujący uwagi. Z powodu swojej wady Zawieja zdecydowanie nie była skłonna do niepotrzebnego zawracania sobie głowy popsutym dzieckiem. Maluszek właśnie z tego powodu zaczął symulować choroby albo wymyślając niestworzone historie na swój temat - tylko i wyłącznie po to, aby rodzice i rodzeństwo zwrócili na niego uwagę. Bardzo często potrafiłby podejść do kogokolwiek i zacząć opowiadać o tym, jak to pokonał lisa, albo, że widział... znaczy słyszał! że wielkie orły latają nad obozem i porywają kociaki, jednemu nawet urwał szpona!
Niezdolny do podejmowania samodzielnych decyzji, potrzebujący ciągłej aprobaty... kogokolwiek. Jeśli będzie chciał coś zrobić, to najpierw będzie potrzebował z kimś o tym porozmawiać. A gdy już będzie zmuszony do samodzielnego myślenia to czuje wyrzuty sumienia. Szybko zmieniający zdanie, aby tylko dopasować się do towarzystwa - nawet jeśli to nie było zgodne z nim samym.
Zdecydowanie nie potrafi panować nad własnymi emocjami - wybuchy złości, krzyki.... Dąb ma problem z wyrażaniem emocji, nie potrafi rozmawiać o nich w normalny sposób, a jeśli ktoś próbuje z nim porozmawiać to musi być gotowy na złość i obrażone fuknięcia.
- Nie jest źle. Minął pełen obieg pór, odkąd się urodziłem i jak widać, żyję. - nie za bardzo chciałem się tłumaczyć przed nieznajomym z tego, jak wyglądało moje życie. Za kociaka obijałem się po ścianach w obozie, potem, gdy runęło Martwe Drzewo, co chwilę wpadałem w jego porozrzucane gałęzie. Czułem się niepewnie na nowym terenie, ale niepewnie czułby się każdy. A ja nie byłem gorszy od reszty.
- Huh? - mruknąłem nieco zdziwiony. Nie spodziewałem się takiego pytania, ani podobnego obrotu sprawy. Wiedziałem jednak, że nie była to ta cała obroża.
- Łapy?