Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
- Masz terminatorów? To świetnie! - odparła trójkolorowa. Ucieszyła się widząc uśmiech na twarzy Wschodzika.- Cóż u mnie nie ma w Klanie nie ma aż tak wiele szczęścia. Wielu wojowników nam umarło. - powiedziała smutniejsza głosem.- Ale tak poza tym to wszystko dobrze. - odparłam córka Jesionowej Kory. - Ja razie nie dostałam jeszcze żadnego Terminator. Ale to pewnie kwestia czasu. -. Jak dobrze słyszeć, że u Wschoda wszystko dobrze. Szkoda że nie mogłam tego powiedzieć o swoim Klanie...- Mój pseudo wujek ma kociaki. Całą ósemkę. - mruknęła z rozbawieniem. - A ile masz terminatorów? - zapytała. Z pewnością jednego, ale któż to wie? Następnie wojownik podszedł do niej. Było to coś nowego ale i przyjemnego.
W Cieniu umarło wielu wojowników? Ciekawe kto. Pstrokata, mów dalej! Mimo, że Wschód powinien współczuć, jednak takie było życie. Rzeka też straciła trochę kotów, choć za żadne skarby by nie wyznał, że do tego doszło. A słyszeć o tym, że inny klan osłabia swoją siłę... Czuł się prawie źle z tym, że mu to nie przeszkadzało.
- Nie dostałaś terminatora? Czyli jesteś już wojowniczką? - zapytał. Ostatnio chyba była jeszcze terminatorem, jak kojarzył. - I co, jakie imię nadał ci przywódca? - niby zainteresowany, Wschód jednak wdział w tym szansę poznania na nowo imienia kotki, którego nie pamiętał, a że wyszło to tak naturalnie, to się tylko mógł cieszyć.
- Moja przyjaciółka też ma kociaki, wspaniałą piątkę. - dodał, słysząc o małych szczurkach. A raczej Kukułka miała wspaniałą czwórkę i dziwaka Kaczorka, ale cóż, jedno musiało wdać się w głupiego ojczulka. - A terminatora mam na razie jednego, ale mam niedługo dostać następnego. - pochwalił się choć nie miał czym, bo nie wiedział, że czeka go nauczanie jeszcze jednej kluseczki.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Dopiero teraz zaczęła się zastanawiać czy Wschód nie powie tej informacji dla przywódcy. Mogą ich zaatakować i nawet się ucieszy kiedy zabjią Olchę. Więc, idź Wschodzi i atakuj obóz klanu Cienia - Yhm, jestem Wzbierającą Falą. - wymruczała. Mimo iż mocno nie narzekała na swoje imię, nadal uważała, że imię Bursztynowego Wschoda jest o wiele, wiele lepsze niż jej. No ale cóż, pretensję to może mieć tylko do Węża i Matki, że oni nadali jej takie imię. - Ale nie mogę tez marudzić, kociarnia niedługo będzie przetłoczona. -. Wschód powiedział, że jego znajoma ma kluski. Nic ciekawego.
Przykro mi, pstrokata, Wschód nie był aż tak głupi, by od razu atakować Klan Cienia. Czerwona Gwiazda pewnie by tego nawet nie pochwaliła. Gdyby z Cieniem mieli wspólną granicę, pewnie zaproponowałby stopniową ekspansję terenów na rzeczną korzyść, jednak to niestety ich nie dzieliło. A mimo wszystko czuł jakąś mroczną satysfakcję na myśl, że klan jest osłabiony, chociaż podejrzewał, że do Pory Nagich Drzew podniesie się na łapy.
- Wzbierająca Fala. - wymruczał. Imię brzmiało dość wodniście, niczym jak u kogoś z Rzeki. Cóż to podkusiło Wężową Gwiazdę o nadanie takiego imienia swojej wojowniczce? Cóż, w sumie w jego klanie też nie wszyscy mieli imiona związane z wodą, na przykład on sam. Może i inni przywódcy aż tak do tego wagi nie przywiązują.
- Skoro jest przetłoczona, to pewnie jakieś kociaki niedługo zostaną terminatorami i na pewno kogoś dostaniesz. - rzucił lekko, delikatnie machając ogonem. Co on robił, czemu pocieszał pstrokatą, sam nie wiedział, ale słowo się rzekło.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Ponownie - Cztery Dęby. Ulubione miejsce w które zabierała ją Okoniowy Ogon podczas patroli czy polowań oraz chwil, w których sobie spokojnie rozmawiały, plotkowały i śmiały się z wielu błahych rzeczy, a jednak tak ważnych dla czarno-białej kotki. Okolica Czerech Dębów była dla Śliwki znajoma. Chyba to jedno z częściej odwiedzanych przez nią miejsc, co..było w sumie dość niepokojące. Wizja wchodzenia na ziemie, nienależące do żadnego z czterech klanów po których może poruszać się każdy; było zwyczajnie interesujące kręciło Śliwkową Łapę. Kto jak kto, ale pod powierzchnią perfekcjonistki którą bez dwóch zdań się stała za sprawą treningu, krył się lekkoduch i kot, którego ostatnią rzeczą jaką może obchodzić to konsekwencje. Ta część jej natury na całe szczęście jeszcze nie wyszła do końca, bowiem zdrowy rozsądek zdaje się ją skutecznie tłamsić. Na całe szczęście! Jednak bez większego wahania, białe łapki terminatorki przekroczyły granice z Czterema Dębami. Nie odeszła zbyt daleko, bo już po chwili zdołała dojrzeć bardzo ciekawy obiekt, będący kamieniem otoczony bujną trawą. No cóż, nie musiał ten długo czekać, aż niska terminatorka wskoczy na niego i z zapartym tchem rozejrzy się po okolicy pomrukując z zadowolenia. Promienie światła przyjemnie nagrzały szarą, płaską powierzchnie samotnego kamlota. Jakby sama prosiła się o to, by ktoś się na niej położył i zaczął drzemać. Oczywiście Owocówka nie zrobiła tego od razu. Nie nie! Najpierw rozejrzała się wokoło, niuchając czy aby na pewno nie ma tu towarzystwa. Niby wpadło do jej nozdrzy kilka niepokojących zapachów kotów z innych klanów czy nawet chyba puchacza - ale były one zwietrzałe a nie tak daleko stąd znajdowała się Granica z Klanem Wichru, dlatego zapach kotów z innego klanu, był łatwy do wytłumaczenia. Po chwilowym sprawdzaniu własnego bezpieczeństwa, czarno-białe ciałko koteczki położyło się na wygrzanym przyjemnie kamieniu, pozwalając promieniom słońca na ogrzewaniu ciemnego futerka, w niektórych miejscach naznaczonego bielą. Nie minęło dużo czasu, kiedy to Owocówka przeciągnęła się z wesołym i odprężonym pomrukiem odsłaniając bialutki brzuch.
Co ty wyprawiasz!
Głos rozsądku został stłumiony przez relaks, który teraz kotka zażywała. Kto by takim pogardził? W razie zagrożenia, szybko się podniesie i czmychnie na tereny klanu. Ledwo wykroczyła poza granice, dwa susy i jest z powrotem u siebie! Więc nie powinno być z tym żadnego problemu. A tak przynajmniej tłumaczyła sobie zielonooka. Kto by miał ją tutaj zaatakować? Mimo wszystko nadal była po części czujna a dzięki wysokiej roślinności wokół płaskiego kamienia, mogła zostać przez przechodzących niezauważona. Idealnie!
//Wronie Serce
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Wrona kręcił się w okolicy. Przeważnie, gdy wychodził z obozu, szedł właśnie do Czterech Dębów, bo to tam czuł się najbezpieczniej. Cztery Dęby są miejscem w którym można spotkać koty z innych klanów, ale jednocześnie można szybko uciec na swoje tereny, bo miejsca zbyt wiele tam nie ma. Jedyny minus jest taki, że nawet tam nie może ukryć się przed rzeczniakami. Spotykanie kotów jest fajne, ale jeśli liczy się na spotkanie przy czterech dębach, trzeba się liczyć z tym, że można natrafić i na znienawidzony klan. To znaczy... Nie chodzi o to, że dymek nienawidzi klanu Rzeki. Po prostu... Obawia się gniewu byłej partnerki? Powiedziała, że go zniszczy, czy coś w tym stylu. Jak na razie w ogóle jej nie wiedział. Cisza przed burzą? Czasami zastanawiał się czy zginie z jej łap, czy może uda mu się przeżyć. A może ona kłamała i nie ma zamiaru w ogóle się do niego zbliżać? Miał taką nadzieję. Kiedy dotarł do Czterech Dębów, nikogo tam nie było. To znaczy tak myślał. Nie widział nikogo, ale w pewnym momencie wyczuł mocniejszy zapach kota z innego klanu. Akurat z TEGO klanu. Rzeka. Zatrzymał się nagle i rozejrzał ostrożnie. Ten ktoś jest ukryty. Albo... Sekundę temu tutaj był, ale poszedł na swoje tereny. Nieee, był pewny, że ten ktoś tu jest. Gdy po dłuższych obserwacjach i nasłuchiwaniu różnych odgłosów nic nie znalazł, postanowił odpuścić. Może to już obłęd? Może jest przewrażliwiony. Ruszył pewnie do Samotnego Kamienia, na którym zdarzało mu się kilka razy leżeć, ignorując zapach klanu Rzeki. Przeszedł przez wysokie trawy, a gdy dotarł do skały, mimowolnie się zatrzymał. A jednak! Rzeczniak! Na górze leżała czarno-biała kocica, niezbyt wielka, podejrzewał, że jest młoda terminatorką. Najbardziej zdziwiło go jednak, że nie chowała brzucha. Po prostu... Wystawiła go dla drapieżników lub wrogich kotów. Przecież to skrajnie nieodpowiedzialne! Dobrze, że trafiła na Wronę, a nie na innego złego typa, który na pewno by to wykorzystał.
Kocur ustawił się pod wiatr i po cichutku zaczął się skradać do kamienia. Sam nie wiedział co wyprawia, może lepiej będzie ją wystraszyć niż ostrzec normalnie? Musi to zapamiętać na przyszłość, aby nie popełniać tego samego błędu. Gdy był wystarczająco blisko skały, bezszelestnie skoczył na nią, po czym stanął obok kocicy. Specjalnie zasłonił jej słońce, aby otworzyła oczy i go zobaczyła. Dobrze, że jest na tyle duży, że bez problemu może mu się to udać.
-powinnaś bardzie uważać, drapieżniki są wszędzie- powiedział typowym dla siebie obojętnym głosem, czekając aż terminatorka zorientuje się, że ktoś przyszedł.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Spokojny odpoczynek w promieniach słońca jednak został zachwiany. Nie, żaden drapieżnik nie postanowił rozerwać Śliwki na strzępy, czy coś równie okropnego. Spokój został zmącony niczym woda w jeziorze przez wrzucenie do niej kamienia. Nagły, zimny cień spadł na czarno-białe ciałko, które leżało wywalając brzuch do góry w geście odpoczynku. Nikogo nie miało tutaj być, skąd też ten głos i cień? Jak oparzona, koteczka zerwała się i o mały włos nie spadając z kamienia, robiąc sobie przy tym krzywdę. Z szybko bijącym sercem i szeroko otwartymi, zielono-żółtymi ślepiami wpatrywała się w rosłą sylwetkę wichrowego wojownika który...coś do niej powiedział? Podkuliła pod siebie ogon, gotowa już uciekać, jednak...Nie wyglądał, jakby chciał ją zaatakować. Gdyby chciał, zrobiłby to już wtedy, kiedy odsłaniając swój najczulszy punkt leżała rozwalona na kamieniu. Położyła uszy płasko po czaszce i odsunęła się prawie na sam kraniec płaskiej skały, nie spuszczając spojrzenia z nieznajomego, a koniuszek jej ogona w przerażeniu obijał się o jej kostki. Sierść na karku i grzbiecie postawiła się ostrzegawczo, jakby jednak dymny kocur planował zrobić jej krzywdę. Co tu robił? Dlaczego podjął się podejścia do niej? Jakie miał zamiary?
Ma trochę racji, rozwaliłaś się jak zgnieciony ślimak bez skorupki. To nie było najmądrzejsze posunięcie
Musiała kocurowi przyznać racje To, co zrobiła było lekkomyślne i głupie jednak...takie typowe. Czasem zdawało się, że rozum Śliwki uciekał gdzieś poza jej głowę, dając upust jej lekkomyślnej i rządnej przygód naturze, powoli tłumionej zarówno przez matkę jak i Sokolą Łapę, który jasno mówił czarno-białej co myśli o samotnym opuszczaniu obozu. A co teraz zrobiła? Siedziała na granicy, całkiem sama a wraz z nią starszy, Wichrowy wojownik jak poznała po woni osiadłej na jego futerku. Zastanawiało ją, co też go sprowadziło do Rzecznej Granicy. Wiedziała, że znajdują się bardzo blisko granicy z klanem Wichru jednak...czemu pojawił się akurat tutaj? Czarna sierść na karku i linii kręgosłupa opadła, jednak Śliwkowa Łapa zachowała stosowny dystans. xx- W-wiem... - wymamrotała ostatecznie, cicho i delikatnie tak jak zawsze miała w zwyczaju. Jej głos nie zmienił się prawie w ogóle od kocięcia. Nadal był delikatny jak świeże gałązki wyrastające z drzew w Porze Młodych Liści. - Po-po prostu po-poczułam się tu..bezpiecznie - wydukała kolejne słowa, nieco zniżając łeb, nie spuszczając jednak z dymnego swojego wzroku. Była gotowa do ucieczki, gdyby ten okazał się zły. Źrenice Głogówny zmniejszyły się, jednak ta zdołała wypowiedzieć jeszcze jedno, ostatnie zdanie, niewidocznie zaczynając się prostować. xx- Je-jestem Śli-Śliwkowa Łapa, a ty...?
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Wrona spodziewał się takiej reakcji. Kocica niemalże natychmiast podniosła się, bardzo wystarszona. Widział strach w jej oczach, no i nie sposób byłoby go nie wyczuć. Rozumiał, że się wystarszyła, przecież to niecodzienna sytuacja. Ale no cóż... Kto leży z odkrytym brzuchem, ten kończy tak. Albo gorzej. W tym przypadku Śliweczka miała szczęście, bo wojownik nie miał zamiaru jej atakować. Skuliła ogon, położyła uszy po sobie i cofnęła się w tył skały. To chyba cud, że jeszcze nie spadła. Czy będzie teraz uciekać? Był tego pewny. Ale postanowiła zostać. Przemówiła do niego cichym, delikatnym głosem. Zbyt delikatnym nawet jak na rzeczniaka. A właśnie... Dlaczego tu był? Ona jest z klanu Rzeki, powinien dawno się jej stąd pozbyć. Wiedział, że nie może, z resztą nie jest w stanie tego zrobić. Nie może krzywdzić innych kotów ze względu na tego jednego. Wiadomo o kogo chodzi. Wracając do jej słów... Nie tego dymek się spodziewał... Był pewny, że powie mu coś w stylu "wiem na co powinnam uważać" albo zwykłe "odwal się". A tu takie zaskoczenie. No... Spodziewał się wszystkiego, ale nie tego, że zacznie się mu tłumaczyć! On nigdy tego nie robił, gdy nie było takiej potrzeby. Ale może rzeczniacy są tak uczeni? Nie no, na pewno nie są gorsi. Dlaczego tak myśli?
-Tak naprawdę nigdzie nie możesz czuć się bezpiecznie. Szczególnie poza terenami swojego klanu. W obozie... Hm... Zawsze istnieje jakaś szansa, że samotnicy na niego napadną albo wpadanie tam jakiś drapieżnik, prawda?- powiedział. Oczywiście nie chodziło mu o dodatkowe przestraszenie kotki. Nie chciał aby uznała, że robi to specjalnie, aby ją odstraszyć czy oduczyć wychodzenia poza granicę. Niech robi co chce, to tylko rzeczniaczka. Nie należy do jego klanu, nie są w żadnym stopniu spokrewnieni, ani nie znają się bliżej. Chciał ją po prostu uświadomić, żeby uważała, co zagrożenie czyha wszędzie. Ale czy w ogóle ktoś słuchałby kota z innego klanu? Co z tego, że jest wojownikiem, pewnie dla niej nie ma to znaczenia.
Jeszcze bardziej go zdziwiło, gdy czarno-biała się mu przedstawiła. Przedstawiać się w takiej chwili? Może chciała podtrzymać rozmowę? Kto wie. W każdym bądź razie nie chciał być gorszy i jej nie odpowiedzieć, czy coś.
-Nazywam się Wronie Serce, z klanu Wichru. Ale to pewnie wiesz- rzekł, przyglądając się jej. A jednak terminatorka. Czyli tak jak myślał. Śliwkowa Łapa było pomysłowym imieniem, całkiem ładnym, ale nic poza tym. Nie będzie znowu pakował się w to samo bagno, w które wciągnęła go Zachód. Tak, to jej wina, bo ona zapytała go o związek i potem to ona z nim zerwała. No i co? Nic, bo teraz już nie może nic zrobić. Trzeba iść dalej, nawet jeśli wszystkie (nie wszystkie) jego plany i marzenia się zburzyły. Chyba, że kogoś sobie znowu znajdzie. W klanie Wichru. Nie ma innej opcji.
-Co tak właściwie robisz poza obozem?- spytał, podnosząc brew do góry. Nie zdziwiłby się, gdyby powiedziała mu, że nie potrafi walczyć, ani się bronić. Przygotował się na to. A w przeciwnym razie? Też był przygotowany.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Z każdym kolejnym słowem Wrony, Śliwka czuła się coraz gorzej. Nigdy tak właściwie nie patrzyła na kwestie bezpieczeństwa pod takim kątem. Dla niej obóz był fortecą nie do zdobycia, bezpiecznym gniazdkiem w którym zawsze mogła się ukryć przed złem tak jak kocię pod ogonem troskliwej matki. Słowa wojownika nieco to zamazały, jednak nie na tyle by w to zwątpić - pojawiły się jedynie wątpliwości. xx— N-no masz racje — przyznała cicho, szurając ogonem przyciśniętym do swojego boku z lekkim zrezygnowaniem. Było w tym dużo racji i koteczka na pewno weźmie do siebie jego ostrzeżenia - następnym razem nie będzie tak śmiało przeciągała się na terenie, który nie należy do jej klanu. A nawet jak należy; będzie robić to ostrożnie. Tu skończyło się dobrze, jednak dyby trafiła na nieodpowiedniego kota, mogłaby być już w Gwiezdnym Klanie.
Właśnie, rybi móżdżek!
Następne słowa były o wiele bardziej pozytywne - w końcu się przedstawił. Skinęła mu delikatnie czarno-białym łebkiem i uśmiechnęła się nieśmiało, pragnąc rozładować atmosferę między nimi. Nie była ona przyjemna. Była ciężka, można powiedzieć, że strasznie sztuczna i to nie pasowało Owocówce. Obejrzała się pośpiesznie za siebie, jakby oceniając szanse ucieczki, jednak po chwili jej wzrok wrócił na sylwetkę większego i starszego kocura, bowiem ten zadał jej pytanie. Co tu robi?. Zastanowiła się chwile nad odpowiedzią, by nie zabrzmieć źle. Przyszła tu, dlaczego? Chciała powspominać? Pobyć chwile samej? Zaryzykować i zwiedzić coś...więcej? xx— Wybrałam się na...spacer — odparła po chwili, poruszając niepewnie uszami, jakby obawiała się nadal ataku, chociaż Wronie Serce pokazał, że nie chce zrobić jej krzywdy. Miał przecież do tego idealna okazje! A jej nie wykorzystał...Dlaczego miałby to robić teraz? — Ogólnie nie wychodzę sama, tak..jakoś naszła mnie ochota na wypad w te strony. D-dobre wspomnienia z nimi mam. A ty? J-jeżeli oczywiście mogę zapytać -
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Wrona czuł jaka kotka jest zestresowana. Wygląda na to, że należy do tych niepewnych i strachliwych... Dopiero wtedy zrozumiał, że mówienie jej o bezpieczeństwie w obozie nie było dobrym pomysłem. Pewnie tylko ją przestraszył. Kurcze, jak ma teraz odwołać te słowa? Nie chciał, aby przez niego rzeczniaczka czuła się źle i niekomfortowo w obozie. Lecz czy dodanie jeszcze czegoś nie pogorszy sprawy? Właśnie tego się obawiał. Nie chciał jeszcze bardziej zrazić jej do siebie... Poznawanie nowych kotów jest czymś... Ekscytującym, jeśli będzie ich do siebie zniechęcał, to nic z tego nie wyjdzie.
-Spokojnie, to nie zdarza się często- zapewnił, gdy przyznała mu rację. Jej głos był cichy, co upewniło go, że za bardzo ją przestraszył. Co miał teraz zrobić? Przeprosić? Przecież to byłoby dziwne... Powiedział tylko prawdę i tyle. Trzeba być szczerym, nawet jeśli prawda jest bolesna. I tego Wrona się trzymał. Chociaż jak wiadomo nie w każdym przypadku mu się udało. Czasami po prostu nie mógł powiedzieć prawdy i tyle.
On się przedstawił, a ona? Ona tylko pokiwała głową. Miał nadzieję, że również zdradzi mu swe imię, ale najwidoczniej się mylił... No cóż, może po prostu chciała zostać anonimowa? Lub nie pomyślała o tym, aby się przedstawić, bo o to nie poprosił? W każdym bądź razie zrozumiał to i nie miał zamiaru nalegać. Lecz jeszcze nie jest za późno! Przecież może przedstawić się w trakcie rozmowy, a on na pewno się za to nie obrazi. Lepiej późno niż wcale, prawda?
-A ja... Hm... Można powiedzieć, że również wyszedłem na spacer. - odpowiedział, po chwili zastanowienia. Miło było słyszeć, że kocica wyszła tylko na spacer, a nie uciekała przed problemami klanu Rzeki. Co prawda dymek nie był pewny, czy takie w ogóle istnieją, ale ostatnia rozmowa z pewną rzeczniaczką trochę dała mu do myślenia. Czy powinien się martwić? Nie, bo przecież z klan Rzeki nie jest jego klanem. Zachód nie jest już jego dziewczyną, sama z nim zerwała, a więc co go interesuje jej klan? No właśnie... W pewnym stopniu był ciekawy co się tam dzieje, ale z drugiej nie miał zamiaru się w to mieszać. O tak, najlepiej pozostać przy swoim klanie.
-A co ciekawego w klanie Rzeki słychać? Czy Czerwona Gwiazda ma się dobrze?- spytał. Oczywiście nie chciał niczego wyciągać od kocicy, pytanie, które zadał wynikło z czystej ciekawości. Gdyby ona spytała go o to samo, to też by odpowiedział. Skoro Wiewiórczy Skok nie chciała mu zbyt wiele powiedzieć, to może ta kotka to zrobi?
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Najwyraźniej ryzykowanie aby poznać coś więcej nie było tak dobrym pomysłem jak sądziła Śliwkowa Łapa. Owszem, poznanie nowego kota było bardzo ekscytujące, jednak i kosztowało ją mnóstwo energii i samozaparcia aby nie uciec jak przestraszone kocię. Może to przez aparycje swojego rozmówcy i fakt, że był od niej dużo starszy i wyższy rangą? Na pewno jakby Wrona był trochę mniejszy, Głogówna nie bałaby się go tak jak przed chwilą. Jej młode serduszko jeszcze chwile biło jak oszalałe na wizję ataku drapieżników na obóz swojego klanu, ale widząc zmieniająca się ekspresje na pyszczku wojownika - nieco się uspokoiła. Westchnęła i skinęła mu łebkiem na próbę rozwiania jej niepokojów. Jak żyje, jeszcze nic nie zaatakowało obozu klanu Rzeki. Owszem, koty niestety ginęły w starciach z borsukami czy innymi gałęziami i chorobami, jednak żeby tak jakiś drapieżnik napadł na obóz? Nie...to przecież było nie możliwe.
Powiedział, że rzadko się zdarza, więc jednak coś takiego miało miejsce. Może na obóz Klanu Wichru napadły lisy?
Nie była to ciekawa wizja, jednak Śliwka nie odważyła się o niej wspomnieć. Zresztą samo ostrzeżenie powoli przyjęła jako bardziej przyjazną radę niż próbę pouczenia. Chociaż..tym to pewnie też było. Odetchnęła z lekką ulgą kiedy temat się zmienił i przeszli do tego, kto i co tutaj robi. Okazało się że dymny kochanek Zachodzącej Łapy również wybrał się tutaj na spacer. Trójkątne uszy terminatorki poruszyły się z zaciekawieniem. Czyżby i on chciał poznać nowe miejsca? Chociaż..pewnie znal te tereny lepiej niż Śliweczka. Był starszy i pewnie widział nie jedno ciekawe miejsce na tym świecie. xx— O, t-to fajnie. L-lubisz tu...przychodzić? No wiesz...na Cz-Cztery Dęby? — nadal się jąkała, jednak na całe szczęście bez większych błędów ze składnią. Ale by sobie narobiła wstydu brakiem umiejętności mowy! Już wystarczy jej to, że mówi cicho a jej głos zdaje się gotowy do ciągłego załamywania. Samo to, że dała się zaskoczyć i podejść ukazując przez dymnym strach wylał na nią wiadro wstydu. Cóż, najwyraźniej zarówno Kaczorek jak i Chaber mieli racje; powinna być o wiele bardziej pewna siebie. Na kolejne pytanie również zareagowała zaciekawieniem. Dlaczego miałby pytać o zdrowie babci? Może myśli, że w Klanie Rzeki doszło do jakiś zmian? Jedna taka dążyła prawie do obalenia Czerwonej Gwiazdy... xx— Czerwona Gwiazda czuje się dobrze, jest silna i dobrze przewodzi Klanowi Rzeki. — zaczęła już nieco pewniej nawet się lekko uśmiechając w kierunku wichrowego wojownika. — A jak tam Malinowa Gwia- urwała nagle, słysząc szelest krzaków za sobą i o mały włos serce nie podskoczyło jej do gardła. Zaraz za nią wyłoniły się dwie wojowniczki; Kolczasta Mordka i...Pierzaste Serce! Czarno-biała widząc wzrok babci który aż parzył od niezadowolenia, westchnęła i przełknęła ciężko ślinę, wracając wzrokiem do dymnego. xx— Muszę...iść! Mam nadzieje, że kiedyś jeszcze porozmawiamy, Wronie Serce. Niech Gwiezdny Klan rozjaśnia twoje ścieżki! — pożegnała się i delikatnie skinęła wojownikowi łebkiem zeskakując z kamienia i podchodząc do dwójki kotek. Kolczasta Mordka spiorunowała spojrzeniem Wronę i po chwili we trójkę zniknęły na Rzecznych terenach.
[zt, wybacz ale no....wygasła i czaso :((]
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Wrona cały czas dążył do tego, aby koteczka przestała się go bać, czy czuć jakikolwiek niepokój. W pewnym momencie myślał, że mu się to udało, bowiem kiwnęła mu głową, gdy ją uspokajał. Miał nadzieję, że po tym będzie trochę bardziej śmiała i może ona zarzuci jakiś temat do rozmowy? Jednak się pomylił, bo od razu w uszy rzuciło się mu, że Śliwka dalej się jąka. No cóż, może to nie ze względu na stres, a po prostu na jakąś wadę wymowy. Może mówi tak od urodzenia? Sam nie wiedział, a pytanie o to byłoby niekulturalne i na pewno zestresowałoby ja jeszcze bardziej, bo pewnie starałaby się nie jąkać. A trudno to okiełznać, sam dobrze o tym wiedział. Ostatecznie udało się jej go o coś zapytać, a on o dziwo zrozumiał pytanie. Ale... Nie wiedział jak ma na nie odpowiedzieć. Czy lubił przychodzić do Czterech Dębów. Sam nie wiedział. Z jednej strony było tu dosyć przytulnie i przyjaźnie, ale z drugiej to miejsce kojarzyło się mu z Zachód i z mocnymi spotkaniami. Pewnie jeszcze długo będzie przez to cierpiał, bo raczej już nie zapomni o ich relacji. Ciekawe co czekoladowa robi teraz... Czy w ogóle żyje, dawno jej nie widział.
-Tak. Może i nie przychodzę tu często, ale za to lubię tu być- odpowiedział po chwili milczenia. Miał nadzieję, że nie wzbudzi przez to jakichś podejrzeń u rzeczniaczki. W sumie o co mogłaby go podejrzewać? Przecież nagle nie wpadnie na to, że dymek mógł spotykać się z kimś z klanu Rzeki. Chyba...
Słysząc jak się ma Czerwona Gwiazda lekko się uśmiechnął. Uwierzył terminatorce, bo jej słowa brzmiały szczerze, a w dodatku przestała się jąkać. Jak dobrze słyszeć, że z klanem Rzeki wszystko w porządku. W końcu ktoś rozwiał jego obawy. Lecz wiadomym było, że skoro Wrona zapytał o rzeczna gwiazdę, to ona zapyta o wichrową. Ale nie zdążyła. Była bliska wypowiedzenia jej imienia, kiedy z krzaków wyszły dwie wojowniczki klanu Rzeki, których dymek nie znał. Spojrzał na nie i kiwnął im serdecznie głową, po czym zwrócił się do Śliweczki.
-Jasne, miło było cię poznać, do zobaczenia.- odpowiedział z uśmiechem, patrząc jak kocica idzie do starszych wojowniczek. W oczy rzuciło mu się, że jedna z nich spiorunowała go wzrokiem, ale on nic sobie z tego nie zrobił. Posłał jej tyko promienny uśmiech, po czym ruszył w kierunku swoich ziem. Fajnie było kogoś nowego poznać, lecz trzeba wrócic w końcu do siebie, prawda?
Mistrz: Sensei Szkarłatka Forewa! :'( (Szkarłatny Zachód) -> Sensei Ćma... (Ćmi Zmierzch) Płeć: kocur Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Partner: Już się nie spełni...
Urósł? To na pewno! Tygrysiopręgi terminator o krótkim kremowym futrze stał się dość duży, mimo iż jak się urodził to wszyscy go przewyższali. Ba! Nawet jest praktycznie we wzroście swojego nienawidzącego go brata, Burzowej Łapy! Jego oczy stały się dość duże i przybrały intensywną barwę mieszaniny żółto-zieleni. Jego łapy stały się grubsze, ale nie oznacza to, że przybrał na wadze. Wręcz przeciwnie! Właściwie, to zrobił się dość chudy, ale również stał się bardziej masywny, niż ktokolwiek by przypuszczał.
Czy z charakteru się zmienił? Nie za bardzo... dalej jest tym nieśmiałym i strachliwym kotem, jakim był podczas ostatnich, minionych księżyców. Jego osobowość na pewno się jeszcze kształtuje, a z pomocą jego mentorki, Szkarłatnego Zachodu, na pewno uda mu się zmienić w odważniejszego, dumnego członka Klanu Rzeki. Jednak co z niego wyrośnie? Tylko Gwiezdny Klan o tym wie...
Przechodził spokojnym i powolnym krokiem przez Rzeczne Tereny, rozglądając się za jakimś miejscem do odpoczynku. Coraz lepiej oswajał się z ziemiami poza obozem. Mimo, że było ryzyko, że zostanie zaatakowany przez jakiegoś drapieżnika bądź wpadnie w walkę, to ten się tym nie przejmował. Czuł się... bezpiecznie. Spodobało mu się wychodzenie poza obóz. Nie wiedział, jakim cudem wcześniej tak bardzo się bał wyjścia z obozu. A z legowiska? Trochę nie rozumiał dawnego siebie. Właśnie był w okolicy Czterech Dębów. Zazwyczaj wychodził na zwyczajną przechadzkę, jednak dzisiaj, postanowił trochę poprzypominać sobie granic. Co chwila delikatnie się krzywił, kiedy tylko postawił łapę na zimnym, topniejącym śniegu. Dzień był dość ciepły, jak na Porę Nagich Drzew, a więc był teraz dobry czas na odpoczynek. Słoneczko delikatnie grzało, a na niebie nie było za dużo chmur, które mogłyby przysłonić świecącą kulę. Przeciągnął się przy jakimś kamieniu, a następnie przejechał raz czy dwa razy językiem po łapie.
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
I kolejny spacer. Zaczęła spędzać więcej czasu poza obozem, niż w nim. Cóż, przynajmniej poznawała tereny; orientowała się, co jest gdzie, w jakim kierunku. Taki dodatkowy trening. No, i miała lepszą kondycję od takiego chodzenia, nie męczyła się tak na dłuższych dystansach. Akurat spadło trochę śniegu, ale i tak świeciło słońce i wszystko mieszało się z obrzydliwym błotem. Przeszła przez Wilgotne Skałki ostrożnie, by nie spaść do wody - była mokra, brudna, a Bratek nie umiała pływać. Szła drogą do Czterech Dębów; standardowo Piaszczysta Mielizna, Zielony Pagórek i znalazła się przy czterech drzewkach. Zwykle kierowała się do Bażanciego Gniazda, ale tym razem zdecydowała się na inną trasę. Dokładniej: całkiem wysoki kamień otoczony równie wysoką trawą. Rzecz w tym, że...leżał przy nim jakiś kremowy kocur, którego kojarzyła z obozu. Mhm.
Przysiadła się obok, nie wiedząc w sumie, czy jeszcze ją zauważył.
— Cześ — mruknęła, również decydując się na szybką toaletę; wylizała jakoś minimalnie łapy, bo nie chciała dotykać językiem tego obrzydliwego błota. Potem może wymyć je w wodzie...jak bardzo nie byłoby to nieprzyjemne.
Mistrz: Sensei Szkarłatka Forewa! :'( (Szkarłatny Zachód) -> Sensei Ćma... (Ćmi Zmierzch) Płeć: kocur Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Partner: Już się nie spełni...
Urósł? To na pewno! Tygrysiopręgi terminator o krótkim kremowym futrze stał się dość duży, mimo iż jak się urodził to wszyscy go przewyższali. Ba! Nawet jest praktycznie we wzroście swojego nienawidzącego go brata, Burzowej Łapy! Jego oczy stały się dość duże i przybrały intensywną barwę mieszaniny żółto-zieleni. Jego łapy stały się grubsze, ale nie oznacza to, że przybrał na wadze. Wręcz przeciwnie! Właściwie, to zrobił się dość chudy, ale również stał się bardziej masywny, niż ktokolwiek by przypuszczał.
Czy z charakteru się zmienił? Nie za bardzo... dalej jest tym nieśmiałym i strachliwym kotem, jakim był podczas ostatnich, minionych księżyców. Jego osobowość na pewno się jeszcze kształtuje, a z pomocą jego mentorki, Szkarłatnego Zachodu, na pewno uda mu się zmienić w odważniejszego, dumnego członka Klanu Rzeki. Jednak co z niego wyrośnie? Tylko Gwiezdny Klan o tym wie...
Obserwował. Obserwował tereny rozciągające się przed nim i splótł ogon wokół łap. Coraz lepiej mu szło zapamiętywanie granic i punktów ich ziem. Na przykład taka... Błotnista Wysepka albo Bobrowa Tama. Chociaż to drugie to nie było takie trudne do rozpoznania. Tak się zapatrzył w okolicę, że praktycznie nie zauważył współklanowiczki gdy ta przysiadła się obok niego. -C-cześ-ść- Przynajmniej potrafi się przywitać. Eh... gdyby mógł, to by wyrzucił z siebie ten głupi strach i zamienił go na odwagę. W ogóle, na coś lepszego niż lęk. -J-ja-ak ma-asz na-a im-mię?- Zapytał i posłał kotce słaby uśmiech. Przynajmniej na to go stać. Spojrzał na rozmówce nieśmiałym wzrokiem, czekając na odpowiedź.