Kimkolwiek była Krzyk przed nim, już nie przypominała jego mistrzyni, którą jako kociak oskarżył o zjadanie ślimaków. Była zupełnie inna, a on nie do końca wiedział jak się z tym faktem czuć. Nie bał się, choć widział jej wysunięte pazury. Dopóki jednak nie robiła z nich użytku, mógł się ograniczyć do ostrożności. Nie chciał się bić ze starą znajomą, nawet jeśli co do jej intencji nie mógł być taki pewny.
— Może jednak lepiej nie — odparł. Prawdopodobnie powinien milczeć, jeśli chciał ją trochę uspokoić. Z reguły potrafił ugryźć się w język, jeśli sytuacja tego wymagała, ale... Nie zawsze, jak widać. Nadal miał w sobie coś ze starego Gniewosza. Krzyk jednak zdawała się odrobinę uspokoić, co przyjął z ulgą. Podejrzliwość za to postanowił zepchnąć w swojej głowie gdzieś na bok, by przynajmniej udawać przed sobą, że ich spotkanie było milsze niż rzeczywiście na to wyglądało. — Wróciłem tu przypadkiem. Długo nie byłem w sstanie odnaleźć drogi do domu, aż tu nagle... Dom odnalazł mnie ssam — czy aby na pewno? To miejsce było mu prawie obce. Nawet sposób, w jaki wymawiał słowo dom brzmiał w jego uszach dziwnie. Nie do końca właściwie. — Ale... nie wiem. Chyba nie. Nie uciekłem na włassne życzenie, tak dla twojej informacji... ale po takim czassie trochę wątpię, by było dla mnie miejssce w klanie. Zbyt dużo czassu minęło. Czym dłużej jesstem w tej okolicy, tym bardziej zdaje ssobie ssprawę, że byłbym tam obcym. To już chyba nie dla mnie. Na pewno radzicie ssobie wyśśmienicie bez dodatkowego ssamotnika na karku.
LVL 4 140 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W