Logo Artemidy
Skałki Nawałki
Pytanie kotki sprawiło, że uniósł wyżej brwi. Najwyraźniej ją również wybiło to z rytmu – zatrzymała się na krótki moment z wyczekującym spojrzeniem.
– Bo twierdzisz, że mam na łapach krew twojej siostry. Ja wiem, że jej nie mam. Myślisz, że masz powód by atakować akurat mnie, ja wiem, że to błędne założenie – wyjaśnił, dbając o jak najbardziej skondensowaną formę. Ich obecna sytuacja nie sprzyjała obszerniejszym wykładom. Chociaż może i na to nie było teraz miejsca. Jeśli Orion miałby zgadywać (przy założeniu że szylkretka nie oskarżała go już o morderstwo), potrzebę walki związałby z szukaniem wystarczająco mocnych bodźców by wyjść ze swojej głowy. Chęcią wyładowania piętrzących się emocji – chociaż czy i to nie było ucieczką ze swojego wnętrza?
Nie zależało mu na odpowiedziach na tyle by rzeczywiście bić się z małolatą. Jeśli potrzebowała się wyżyć, mógł rozważyć dalsze uskakiwanie. Ale nie mógł zaoferować jej tego o co prosiła (czego żądała), jeśli miał utrzymać dotychczasowy stan braku krwi tej rodziny na cynamonowych łapach.
– Może to i uczciwy układ – zgodził się w tym jednym aspekcie. – Ale unikam bicia dzieci – uzupełnił, widząc że kotka już znowu się na niego rzuca. Spóźnił się o pół kroku w tym tańcu, chcąc usunąć się z toru lotu Gromiaczki. Odczuł na swojej skórze prześlizgujące się łapy i mógł jedynie pogratulować sobie, że postanowił umknąć w bok, zamiast się cofnąć – wówczas zderzenie byłoby dużo gorsze, nawet jeśli nie z pełnym impetem.
W świetle ich dyskusji, grzechem byłoby nie skorzystać, że rozmówczyni znajdowała się tak blisko. I nie spróbować pchnąć jej mocniej barkiem w bok, może bliżej jej własnego barku. – Chcesz prawdziwej walki? Szukaj dalej.

Rolling 1d10+8: 3 +8 = 11
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  Twierdziła? Pewnie tak. Sama już nie wiedziała o co jej chodziło, pierwszy raz spotkała się z taką ilością sprzecznych myśli i uczuć; odkrywała siebie poza terenami Gromu, odkrywała kim mogła być, ale zarazem trzymała się w ryzach, nie mogła za bardzo przekroczyć linii, nie mogła kompletnie przejść wszystkimi czterema łapami na Ziemie Niczyje; serce nadal siedziało w Gromie, jej głowa nadal była pełna myśli, że jest zdrajcą.
  Nie skomentowała słów orientala, ponownie zostając niemową; najgorsze co mogła zrobić to przyznać się, że nie miała racji – znowu. Zresztą czy kocur w ogóle wiedział, że nie mówiła o Pustynnej Róży? Wątpiła. Tamta… żyła i miała się dobrze. Namieszało jej jednak w głowie jej imię… jakby poczuła się zdradzona, że mistrzyni ukrywa przed nią tyle rzeczy, ale zarazem czy nie robiła tego samego? No właśnie. Nie zmieniało to faktu, że to przez wojowcznikę wpadła w jeszcze większy szał, że nagle rzuciła się na staruszka i że chciała poczuć coś innego, niż ból, niż niezrozumienie, niż poczucie zdrady. Pustynna Róża mówiła jej żeby nie była okrutna, co jednak jeśli to płynęło w jej żyłach? Jeśli nie było nic innego w niej, niż okrucieństwo?
  — Dzieci — prychnęła. — Nie jestem dzieckiem już od dawna — powiedziała beznamiętnie, a oczy wyrażały jedynie znużenie. Kiedy ona w ogóle była dzieckiem? Klan Gromu zawsze był na jej barkach. Zawsze pięła do zmiany, zawsze robiła to do czego pchała ją matka, została dyplomatką od kołyski, a jej głowa zawsze była wypełniana zdaniami i opiniami matki; Wschód nie znała swoich własnych słów. Może dlatego jak się odzywała to brzmiała tak obco? Jej pysk przecież nigdy nie wypowiadał tego co myślała. Zawsze w każdym słowie słyszała Gardłowy Ryk. Teraz nawet wykonała słaby atak tylko dlatego, że w jej głowie znowu pojawiła się matka, znowu zajmowała jej głowę.
  Kocur chyba nie spodziewał się, że Wschód nie zamierzała walczyć, zamierzała poczuć ból, a kiedy zobaczyła jak ciało orientala leci w jej stronę – rozluźniła wszystkie mięśnie i dała się popchnąć. Żeby polecieć parę kamyczków niżej trzeba się postarać… albo chcieć polecieć. I kiedy obiła sobie łokcie, a potem kawałek tylnej łapy poczuła się w końcu żywiej. Poczuła ból, którego szukała. Coś się w niej zresetowało. Jedyna rzecz, która zawsze miała sens – ból. Zawsze ten sam.
  — Pustynna Róża ma się dobrze. — Chłodny ton, powoli podnoszące się ciało. — Nie jest też moją siostrą. — Zgarbiona postawa, podniesiona lewa tylna łapa, bolało. — Moja siostra zginęła przez kogoś kompletnie innego, masz rację. Nie oznacza to, że nie jesteś jego znajomym. Patrząc po prawdopodobnych jego zamiarach. — O ile to w ogóle był on. Nie miała pewności, że kocur atakujący Rzekę był również odpowiedzialny za śmierć Rybołów, ale nie mogła przecież nie spróbować, nie mogła uznać tego za winę Gwiezdnych, kiedy mogła obwiniać Nocną Gwiazdę.
  Otrzepała się z pozostałości bólu i spojrzała ponownie na kocura stojącego dwa kamienie wyżej od niej. Nie miała już w sobie chęci walki, ale widziała możliwość oberwania jeśli dobrze się postara. Dlatego też postawiła obolałą kończynę na podłożu i weszła wyżej, zacisnęła zęby, a potem wyskoczyła znowu celując w orientala, ponownie w jego klatkę piersiową.

Rolling 1d10+3: 6 +3 = 9
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie wychodzi się z tylu starć z lisami i jastrzębiami bez żadnego uszczerbku, jeśli jest się obojętnym na detale – krótkie spojrzenie przed skokiem, nieznaczne ugięcie łap. Rozluźnienie w postawie szylkretki tuż przed ciosem zostało odnotowane. I niestety dla głównej zainteresowanej, szanse na walkę spadły z bliskich zera na ujemne. Mimo że moralność samotnika od dawna już butwiała, jej rdzeń pozostawał w jednym, solidnym kawałku.
W przeciwieństwie do Gromiaczki. Może nie urwało jej żadnej z kończyn, a w kolejnym podmuchu wiatru brakowało metalicznego akcentu, jednakże każdy jej ruch zdradzał najbardziej obite miejsca. Czy oriental jej współczuł? Nie, wyglądało na to, że znalazła się dokładnie tam gdzie chciała.
Uniósł prawą brew na informację dotyczącą Pustynnej Róży. Nim w pełni uformował wniosek, kotka potwierdziła jego myśli. Kolejne słowa były już mniej interesujące – początek zawiesił poprzeczkę za wysoko.
– Nie jest? – zapytał z przerysowanym zdziwieniem, choć jeszcze nie karykaturalnym. – A dałbym sobie łapę odgryźć, że jest. Jesteście takie podobne. Z temperamentu, rzecz jasna. Ale jak nie siostra to kto? Ciotka? Matka? Mistrzyni? – wyliczał kolejne opcje, które pasowały mu do jego wyobrażenia relacji kotek. Chociaż poniekąd to były dwie prawdy i jedno kłamstwo. Wciąż nie wyobrażał sobie Pustynnej w roli matki. Obserwował jak szylkretka przymierzała się do powrotu na skałkę. – Mówisz, że nie jesteś dzieckiem. Ale nie jesteś też dorosła i logikę masz kocięcą. Jak coś wygląda jak kaczka i chodzi jak kaczka... rzadko kiedy okazuje się łabędziem – wrócił do pominiętego wcześniej komentarza.
A kotka wróciła na skałki by znowu skoczyć w stronę samotnika. Mając w pamięci jak ostatnio poleciała w dół, Orion chciał umknąć w bok, rozminąć się z napastniczką. I przy okazji stopniowo zacząć schodzić na grunt, jeśli dalej będzie napierać.


Rolling 1d10+8: 7 +8 = 15
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  Słyszała pytania i słyszała zaciekawienie jej połączeniami z temperamentnym kotem jakim była Pustynna Róża; nie wiedziała tylko czy zamierzała na to odpowiadać skoro niczego konkretnego się nie dowiedziała. Skoro on też chciał informacji, dlaczego nie chciał dać żadnych dla niej? Był jednak winny? Może. Skąd miała wiedzieć? Nic nie wiedziała. Nie trafiła również w uciekającego co chwila samotnika i tak też skończyła, ponownie, odrobinę za daleko od niego, bo ten ponownie uskoczył jak sarenka. Łapa ją zabolała. Syknęła. A mimo to płomienne oczy zostały na sylwetce starego kocura, który… może jednak mogła się wymienić informacją za informację.
  — Nie jest. Uczyła mnie jeszcze do niedawna. Teraz to już formalność. Więc tak – mistrzyni. — Potwierdziła, chociaż nie wiedziała czy powinna; może najpierw powinna wymagać? — Kaczki są prostym pożywieniem, łabędzia zaś tak łatwo nie podejdziesz. Nie jestem głupia, jeśli do tego zmierzasz — odpowiedziała spokojnie i chłodnym spojrzeniem prześledziła sylwetkę kocura oraz to czy jeśli skoczy obok niego, a nie na niego to sam zleci parę skałek w dół. W końcu nie trzeba było trafić kota by zrobić mu krzywdę. — Skąd wiesz tyle o klanach? Pracujesz z tym kto zabił moją siostrę? — Proste pytanie. — Nie wydajesz się zarazem… chociaż pewności nie mam. Zabójcom jesteś jednak słabym — Jeszcze szybsza konkluzja. I zaraz po tym skok. Ulokowany zaraz obok orientalnego ciała, ale na tyle blisko by zmusić go do potknięcia się, może poruszenia łapą i stracenia równowagi. Wystarczy, że zleci kamyczek w dół. Uzna to za sukces.

Rolling 1d10+3: 7 +3 = 10
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Hm, szkoda, że już tylko formalność – skwitował w zamyśleniu, chociaż niewiele miało to wspólnego z jego rzeczywistą opinią. – Nie, akurat nie uważam byś była głupia. Ale mogę wymienić inne cechy, które dały się do tej pory zauważyć, jeśli reflektujesz – zaoferował uprzejmie.
Tym razem to szylkretka zadała swoje pytania. Zabawne, bo wciąż mierzyła go spojrzeniem, w bursztynowych oczach odbijały się intensywne kalkulacje. Zaś pytania... niemal luźne, choć nie doczekały się natychmiastowej odpowiedzi. Wraz z krótkim komentarzem nastąpiło lekkie ugięcie łap. Samotnik nie zamierzał więc zostawać w swoim dotychczasowym miejscu – skoczył w dół, jeszcze jeden sus i wrócą na sypki grunt. Albo przynajmniej on.
– Hm, jeśli to Gwiezdny Nurt zabiła to jasne, pracuję. Chociaż zawsze zdawało mi się, że w jej fachu chodzi o coś przeciwnego – wrócił do pytań, gdy już czterema łapami znalazł się na niższej skałce. Niezależnie od tego czy lądowanie miał nienaganne, czy szylkretka przyczyniła się do drobnego potknięcia. Nie zamierzał się do tego odnosić. – Więc odpowiadając, wiem, bo wasza medyczka, wtedy jeszcze Nurtowa Łapa, bardzo lubiła zachwalać klany. Ona jedyna, reszta raczej psioczyła. W tym jej rodzony brat. Zresztą, jak żyjesz obok czegoś dłuższy czas, zaczynasz tym przesiąkać. Bardziej zaskakujące by było, gdybym nic nie wiedział.

Rolling 1d10+8: 6 +8 = 14
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  Czy szkoda? Nie wiedziała, nie potrafiła ocenić. A właściwie to kłamała. Nie tyle co było szkoda jej końca uczenia się rzeczy, które matka i tak w wolnym czasie ciągle jej powtarzała i ją wypytywała. Szkoda było jej spędzać coraz mniej czasu z pieszczoszką, która wyglądała jakby coraz mniej się nią interesowała. Może. Nie umiała ocenić. A właściwie to kłamała. Znała swoją wersję.
  — Z pyska samotnika? Nic bardziej przyjemnego. — Ironia. Nie obchodziło ją to jakoś bardzo… ale zarazem pierwszy raz ktoś mógł powiedzieć jej prawdę. Chyba? Nie żeby ufała słowom pierwszego spotkanego samotnika, ale z jakiegoś powodu uważała, że mogła usłyszeć coś prawdziwego; Grom nigdy nie zdawał się oceniać ją inaczej, niż najgorsze stworzenie na świecie. On widział ją jako dziecko. Było to odrobinę dziwne. — Kontynuuj.
  Tak samo jak ona kontynuowała obserwowanie poczynań orientala. Nie była przekonana czy się potknął, ale na pewno coś zwróciło jej uwagę; zamierzała to wykorzystać. Słuchała jednak, dosyć uważnie, szczególnie kiedy nagle pojawiło się imię ich najstarszej Medyczki; Gwiezdny Nurt? Głupi żarcik odrzuciła poprzez strzepnięcie uchem, niech przejdzie do sedna.
  — Ciężko przyznać, że nie masz racji z tym ostatnim — przyznała z zaciekawieniem. — Fakt jednak, że znasz Gwiezdny Nurt… tu akurat ciężko uwierzyć, a jednak nie mogę nic powiedzieć. Oprócz moich rodziców ona jedyna była na tyle inteligentna i wierząca by kazać Zmierzchającej Gwieździe iść spotkać Gwiezdnych… więc musisz ją jakoś znać. — Westchnęła, a następnie kopnęła kamyczek, który leżał obok niej, chciała wycelować w pysk kocura. Oczywiście jeśli by się uchylił to by nie dostał, ale zamierzała również w tym samym czasie znowu doskoczyć obok niego; odwrócenie uwagi i efekt zaskoczenia, może spadnie. Ona? Wykrzywiła się jedynie w bólu.

Rolling 1d10+3: 4 +3 = 7
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Prychnął lekko – na pierwszy komentarz – i rozciągnął wargi w rozbawieniu – na prośbę (rozkaz?) kontynuacji – choć w praktyce składało się to we wspólną reakcję na całokształt. Młoda Gromiaczka była dość zabawną osobistością. I tak jak upierała się, że jest dorosła, tak właśnie takie chwile jawnie podkopywały jej zarzekanie się. Nurt też była dzieckiem, mimo że miała ledwie cztery księżyce mniej od niego. Wciąż nie potrafił w pełni zacząć wymagać od niej jak od dorosłej.
– Wedle życzenia – zgodził się z delikatnym ukłonem, któremu bliżej było do skinięcia łbem. – Każdy kto zamierza przeżyć w lesie powinien być chociaż odrobinę nieufny. U ciebie ta cecha dużo bardziej rzuca się w oczy, ponieważ koliduje z twoją ciekawością. Nie powiem, że lubisz nowe, ale jesteś ciekawa nowego. Do tego stopnia, że na krótki moment zapominasz trzymać gardę i przebija się ta czysta, kocięca ciekawość. Kocięca nie dlatego że niedojrzała, a dlatego że zdaje być motywowana po prostu chęcią odkrywania nieznanego, posiadania wiedzy. – Nie zamierzał jej jedynie słodzić. – Jesteś impulsywna, pozwalasz by to emocje tobą kierowały, a nie ty nimi. Nie radzisz sobie, gdy nabierają na sile, nie słuchasz wtedy rozsądku, uparcie brniesz dalej. Ale może jesteś uparta też na co dzień, trudno powiedzieć. Te emocje są jak wielka fala. Zbierają swoje żniwo w kilka uderzeń serca i ustępują, zostawiając po sobie jedynie ślady. Ale lepiej dla ciebie, takie emocje są wykańczające. Swoją drogą, jak z twoim przyznawaniem się do błędów? Co dalej... nie sprawiasz wrażenia duszy towarzystwa, ale to nie do końca to. Może nawet pragniesz normalnych relacji z innymi kotami, ale nie wiesz jak do nich dążyć. Zgaduję, że od najmłodszych księżyców miałaś inne priorytety niż zdobywanie przyjaciół? – zapytał, choć nie oczekiwał odpowiedzi. Żeby to był pierwszy taki przypadek... – Jeśli mogę teoretyzować bardziej, dalej, pokusiłbym się o stwierdzenie, że doskwiera ci przez to samotność. Albo zaczyna. Z jakiegoś powodu próbowałaś zacząć dzisiaj od normalnej, zwyczajnej rozmowy. Jeśli byś jedynie szukała mordercy siostry, nie bawiłabyś się w coś takiego. Sądząc po tym jak szybko skoczyłaś z pazurami, nie miałabyś oporów przed próbą wyciągnięcia informacji siłą, więc tak. Nie musiałabyś się bawić w takie podchody. I na koniec. Myślę, że przejmujesz się tym jak widzą ciebie inni, skoro jednak chciałaś moje spostrzeżenia. Ale może to znowu jedynie ciekawość – zakończył z asymetrycznym uśmiechem i błyskiem w oczach, które jasno sugerowały, że alternatywne wytłumaczenie dodał jedynie z grzeczności.
Czy faktycznie podzielił się jedynie spostrzeżeniami? Nie do końca, miejscami chciał ją po prostu wziąć pod włos. Najwyżej pójdzie za to do Ciemnego Lasu, wielkie rzeczy.
Bardzo chętnie kontynuowałby temat Gwiezdnego Nurtu, szczególnie, że szylkretka zaoferowała większy wgląd w sytuację niż popielata kotka, choćby i przypadkiem. Nie było mu to jednak dane, bo wraz z ostatnim słowem ten cwany szczeniak kopnął kamyczek. Orion zanurkował głową, by uchronić swój ceglasty nosek. Intuicja mu mówiła, że na tej drobnej złośliwości się nie skończy i miała rację – kotka skoczyła w jego stronę. Znowu nie na niego, ale obok, jak wywnioskował na pierwszy (i ostatni) rzut oka. Jednak na tyle blisko by zostawanie w miejscu było proszeniem się o nieszczęście, więc pozostawało mu jedynie ratować się skokiem na stały grunt. Oby nie za późnym.
– Ach i byłbym zapomniał. Obserwujesz. Wyciągasz wnioski. A, wbrew pozorom, nie jest to aż tak częsta cecha wśród kotów – uzupełnił, gdy czterema łapami już stał na glebie. Niezależnie od tego czy za sprawą podniesienia po upadku, czy nienagannego lądowania. – Ale wracając. Nie musisz mi wierzyć już teraz, możesz wstępnie założyć, że to prawda i zweryfikować ją po powrocie do obozu. Spytaj Nurt o Oriona. I nie daj się przekonać, że powinnaś jej opowiedzieć o spotkaniu, nie musi wiedzieć wszystkiego – wzruszył lekko barkami. – Wiesz, imię poniekąd zobowiązuje Gwiezdny Nurt do wiary. Ale nie powiem, ciężko sobie wyobrazić aż taki brak rozwagi wśród klanowych kotów. Sama rozumiesz, Gwiezdni stworzyli klany, dali kodeks, wskazali kierunek. Usłyszeć, że na cały klan jedynie trzy koty, może kilka więcej, rozumiały dlaczego przewodnictwo przodków jest istotne? Co takiego Gwiezdni musieli zrobić, by zasłużyć sobie na tak niskie poparcie? Jeśli to zwykła śmierć tradycji to trochę... szkoda słów – zakończył stwierdzeniem, do którego sam nigdy się nie stosował. Nigdy nie żałował słów, istniały po to by ich używać. Nawet jeśli tkał z nich wypowiedzi, w które nie wierzył. Cel jednak uświęcał środki.
Ale też... był ciekaw. Nie kłamał mówiąc, że nie uważał szylkretki za głupią. Więc chciał się przekonać co zrobi, postawiona przed wypowiedzią, którą – jego zdaniem – mogła chcieć usłyszeć. Czy wygra nieufność? Czy coś sprawi, że kotka zatrzyma się i zastanowi? Czy zgoda przyćmi rozsądek?

Rolling 1d10+8: 4 +8 = 12
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  Nie starała się rozbawić kocura, ale fakt że jej się udało, był dość dziwnie… przyjemny. Zazwyczaj czuła takie coś tylko przy Błyskawicy, pewnie też dlatego, że jeszcze wtedy nie odgrywała aż tak poważnej roli; poczuła się jednak jakby potrafiła czasem rozmawiać z kotami. Kąciki ust jej drgnęły, ale nie chciała tego pokazać. Ugryzła się we wnętrze policzka.

  Czy naprawdę tak łatwo było ją odczytać? Pysk wykrzywiał jej się w grymasie z każdym następnym słowem orientala, a ona nie mogła uwierzyć, że została rozszyfrowana w tak krótkim czasie, wszystko, wszystko po kolei. Uszy położyły jej się wzdłuż czaszki, a ona poczuła jak ciężar upada jej z barków, jakby nie było nawet potrzeby próbować ukrywać dalej wszystkiego; na te pół uderzenia serca poczuła się wolna, a potem spadła na nią realizacja. Czy koty widziały kim była? Jaka była? Tak jak ten kocur przed nią?
    Niestabilna. Niestabilna. Niestabilna. Niestabilna. Niestabilna.
  Miała ochotę zwrócić wszystko co zjadła tego dnia i poprzedniego, a nawet tego następnego. Impulsywna, nie słuchająca rozsądku… ona? Jak mogła. Jak? Nie wierzyła tym słowom, prawda? A mimo wszystko, nie słyszała prawdziwszego obrazu siebie, niż tego który został właśnie przedstawiony przez kogoś kto nie powinien o niej wiedzieć nic. Samotność? Nie było dnia. Nie było dnia kiedy nie czuła się samotna. Intruz. Próbowała również podejść samotnika, tak… tak żeby dowiedzieć się więcej, prawda? A nie dlatego, że chciała udawać kogoś kim nie była… a może kim właśnie była? Zbierało jej się na wymioty, a mimo to patrzyła tylko z żalem, z wielkim zranieniem wymalowanym na pysku. Jakby nie było gorszych słów, które kocur mógł jej powiedzieć.
  Czy przejmowała się jak widzieli ją inni? Zawsze. Perfekcja. Powinna być jak słońce, zawsze wschodzące na wschodzie i zachodzące na zachodzie. Ale słońce czasami zmienia moment, w którym wschodzi, tak jej mówiła Błyskawica. Miała rację. Tylko wszystko miało swój powód, a ona działała popsuta. Była popsuta. Przylizała sierść na klatce piersiowej. A chwilę później poczuła odrobinę lepiej, przeniosła myśli na następny ruch, który miała zamiar wykonać.
  Obserwowała i wyciągała wnioski, a jej wnioskiem było, że kocur właśnie padł ofiarą jej planu, mimo iż nie padł dosłownie to uśmiechnęła się delikatnie, oczy zabłysnęły jej z rozbawienia; całe ciało miała jednak nadal spięte i jej postawa wskazywała na triumf, co również i na ból. Zachwiał się zeskakując na ziemię. Była konsekwentna w działaniach, zapomniał o tym wspomnieć.
  — Jesteś mądry. Za mądry na kota, który pracuje z idiotą zabijającym innych. Szczególnie, że szukał on informacji o obozach, patrolach. Ty nie oczekiwałbyś odpowiedzi. Obserwowałbyś, znalazł dobry moment na przebrniecie w głąb terenów. — Patrole miały to do siebie, że były bardzo proste do wyśledzenia. Dlatego w obozie zawsze byli potrzebni wojownicy. Niezależnie od sprawdzanych granic. — Nie mogę się też nie zgodzić z ostatnimi słowami, chociaż dziwi mnie słyszeć to od samotnika. Nie brzmisz… nie brzmisz jak samotnik. — Ogon zawirował jej w powietrzu. — Ale tak, jest to śmierć tradycji, której Grom się nie może dopuścić, a z byle kim nie da się jej odbudować… Zapytam o Oriona. Może. Nie potrzebuję by każdy wiedział, że rozmawiam z byle kim. Ciężko jednak nazwać cię byle kim. Jesteś dziwny. — Nie starała się go analizować. Zamilkła na dłuższy czas. Czekała na zebranie myśli, przewertowanie słów, które o niej wypowiedział. — Od dziecka moim priorytetem było zostanie wojownikiem, nie miałam czasu na nic innego, jak ćwiczenia. Błędy… akurat umiem przyznać się do błędu. Nie trafiłeś. — Wzruszyła ramionami i poczuła jak grunt jej się osuwa. Ktoś ją odkrył, ktoś ją widział. Czuła się… źle. Potrząsnęła głową. Ugryzła się we wnętrze policzka. Spojrzała w niebo.
  — Orion. Czym jest Orion? Brzmi jak wiatr.
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie miał wglądu we wnętrze kotki, w burzliwe myśli, które przetaczały się przez nakrapianą głowę. Widział jednak wszystkie emocje odbijające się w pomarańczowych oczach. Widział moment, w którym przypominała bardziej zastygłą sarnę na szosie niż kota. Lepszy ze scenariuszy. Mogła przypominać szczura zapędzonego w kąt. Mogła wybuchnąć ze zbyteczną agresją, zakrawającą o przemoc. Zamiast tego przylizała znowu ten sam kłaczek. Jak te dzieci szybko rosły.
Z grzeczności nie zaprzeczył, gdy wydała swój najnowszy werdykt. Nie pochwalił jej również za tok myślowy i nie podziękował za komplement – szczególnie, że już chwilę później padła obelga, która w oczach Gromiaczki pewnie nawet nią nie była. Spodziewana zresztą, skoro kocur dopiero co oferował klanowe frazesy, by sprawdzić dokąd ich to zaprowadzi. Jedynie wspomnienie, że był dziwny spotkało się z lakonicznym uśmiechem i kiwnięciem łba.
– To przede wszystkim dość ryzykowna śmierć tradycji. Oprócz reakcji samych Gwiezdnych należy spodziewać się również odpowiedzi ze strony pozostałych klanów, gdy dotrą do nich wieści, że jeden z sąsiadów odsunął się od przodków – zaczął od tematu, na który wiedział najmniej, jednak obecna rozmowa pozwalała mu stworzyć dość konkretny obraz sytuacji. Wystarczająco klarowny by mógł się po nim poruszać bez obijania łap o wystające krawędzie. – I owszem. Obserwacja przyniosłaby lepsze skutki. Przede wszystkim, w przeciwieństwie do idioty-mordercy, spodziewałbym się, że po takim wyskoku zwiększy się liczba patroli. Nawet samo wypytywanie o obóz pewnie przyczyniłoby się do wzrostu ostrożności w klanie. Znalezienie tego kota będzie albo dziecinnie łatwe, albo niemal niemożliwe. Nawet jeśli ma jakiś cel, nie zdziwię się jeśli nie ma planu. Ale jeśli dalej zależy mu na dowiedzeniu się, gdzie znajduje się obóz, pewnie sam wróci na granice, gdy tylko uzna, że jest spokojniej z patrolami i łatwiej trafić na samotnego kota. – Nie miał najmniejszego interesu w prowadzeniu szylkretki za łapę przez jej prywatną vendettę, jednak skoro sama poniekąd dostrzegła lukę w rozumowaniu poszukiwanego, mógł jej podsunąć kamyczek od siebie. Co z tego zbuduje, było już jej sprawą. Po chwili wrócił do jeszcze jednego tematu, choć rozsądniej byłoby przemilczeć. – Jest powód, dla którego nie brzmię jak samotnik. A raczej był, bo teraz zostały po nim jedynie kości, wspomnienia i świadomość, że poświęciłem mu znaczącą część życia. Ale klanowe obowiązki, bycie częścią grupy? To tylko pożyczony czas, by spędzić go więcej z nim. Nieważne, że na patrolach. – Każda informacja powinna dokądś zmierzać, mieć określony cel. Ta dryfowała w przestrzeni, a Orion nie był nawet pewien czy była kompletna. Nie wyglądała na kompletną.
Polemizowałby z chybionym wnioskiem, ale – tak po prawdzie – z czym by nie polemizował? Hobbystyczne podważanie słów rozmówcy było połową jego persony, choć akurat w tym momencie to ta druga połowa miała okazję zalśnić. Udowadnianie, że przyznawanie się do błędu szmat czasu po zorientowaniu się o swojej pomyłce nie można było w pełni uznać za sukces z jej strony, mogło poczekać. Mogło też trafić do jednej z zapomnianych szuflad, w których lądowały mniej interesujące rzeczy.
– Cóż, nie można zawsze trafiać. Uważasz, że było warto? Inwestować cały czas w ćwiczenia? – zapytał luźno, decydując się na bardziej neutralny kierunek. Chociaż droga tuż obok wciąż kusiła. Drobne uzupełnienie pytania – czy żałowała, że nie spędziła więcej czasu z zamordowaną siostrą, zamiast recytować kodeks? Czy dzisiejsze poszukiwania faktycznie wynikały z pragnienia zemsty, czy miały uciszyć sumienie?
– Hmm, może być i wiatr – zgodził się w zamyśleniu. – Gdybyś miała możliwość zadać to pytanie obiegi pór temu, usłyszałabyś pewnie, że jest górskim kwiatkiem, który kwitnie na ośnieżonych szczytach, tam gdzie koty się nie zapuszczają, a kozice noszą na grzbietach gwiezdny pył. Nieco później, choć wciąż przynajmniej dwa, trzy obiegi pór temu, mógłbym opowiedzieć ci o motylach, których skrzydła przypominają nocne niebo, ale tylko z jednej strony. Jednak pytasz dzisiaj, prawda? Dzisiaj jest niczym. Może być wszystkim, ale nie oznacza nic. Orion jest jedynie mną – zakończył tłumaczenia z melancholijnym uśmiechem. To wszystko, prawda? Cała historia jego imienia, którą znały okoliczne drzewa. Brakowało jednak genezy, która nigdy nie wybrzmiała nigdzie poza jednym z domków na Osiedlu. Oriental nie miałby nic przeciwko zabraniu tej części historii ze sobą do grobu. Może robaczki by ją z niego wyszarpały, może nie byłyby nią zainteresowane. Ale może mógł ją zaoferować kotce, której dopiero co odebrał komfort bycia niezauważoną. – A przynajmniej takie jest moje zdanie. Jednak nie tylko w klanach to matki nadają imiona swoim kociętom i moja nie była pod tym względem wyjątkiem. Twierdziła, że Orion to jedna z konstelacji na nocnym niebie. Wiesz, kilku gwiazd układających się w konkretny wzór. Nigdy jednak nie udało mi się znaleźć Oriona patrząc w górę, stąd też nikomu raczej nie wspominałem o oryginalnym znaczeniu.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  Nazwanie kocura dziwnym było jednak kłamstwem. Styl bycia i to jak się kreował był tak daleki od miernego określenia “dziwny”, że mentalnie musiała zrobić krok w tył i przemyśleć jakim sposobem w ogóle skończyła rozmawiając z samotnikiem o tradycjach klanów. Potrafił łapać ją za język, a ona rozplątywała go i najwyraźniej prowadziła z nim konwersację, było to niekomfortowe, a zarazem nie mogła się nie zgodzić z tym co mówił; nie była nawet pewna czy mówił to jak wyćwiczone słowa, zasłyszane nie raz czy może swoją własną opinię. Rozszyfrowanie kocura było dla niej niemożliwe. W pewnym sensie ją to zafascynowało, ale kazało również uważać, był niebezpieczny samym swoim byciem; zdążyła już zobaczyć, że nie wybierał ścieżki przestępstw, a mimo to pilnowanie się przy kimś takim powinno być dla niej priorytetem… Nie było. Pewna znajomość ich relacji już dawno zasiadła wokół niej; nie ufała mu, czuła dyskomfort, ale samo w sobie to wszystko było na tyle logiczne w tej nielogicznej wymianie zdań – i całej sytuacji – że nie brała na nic poprawek, po prostu słuchała i analizowała.
  — Byłeś w klanie. — Wywnioskowała? Stwierdziła? Nie wiedziała sama. Był w klanie dla kogoś, nie dla siebie samego; połowicznie rozumiała to za dobrze. Urodziła się w klanie, a miała wrażenie, że była w nim tylko dla matki… mimo to jego historia brzmiała równie melancholijnie, równie… uwiązanie, jakby żałował, że dokonał tego dla kogoś, a nie dla siebie. Nie wiedziała czy miała rację, nie rozumiała kocura, ale zarazem z jakiegoś dziwnego powodu chciała się widzieć w nim. — Przykro mi. — Za co? Sama nie wiedziała. Za śmierć kota, o którym mówił? A może śmierć relacji? Nie była przekonana jak powinna rozumieć jego… zbyt wyszukane słowa do opisywania niezwykle prostych rzeczy. Nie była w tym dobra, nie potrafiła tak teoretyzować, ale nie była też na tyle głupia by nie umieć się doszukać ich znaczenia. — Co do śmierci tradycji… to sam już powiedziałeś wystarczająco. Oprócz tego przodkowie nie po to wszystko nam zostawili by odrzucić to w jeden obieg pór, bo koty upadły na głowę. — Wzruszyła barkami, ale to chyba tyle z jej rozmowy na ten temat, mimo wszystko nie zamierzała omawiać problemów klanowych z kimś obcym, może… kiedyś by się otworzyła na tyle, ale nie chciała. Nie potrzebowała czuć się jak zdrajca.
  Strzepnęła uchem na pytanie i zacisnęła mocniej szczękę.
  — Nie. — Pierwsza odpowiedź. — Tak. — Druga odpowiedź. — Może. — Trzecia odpowiedź. Wróciła wzrokiem na pysk starszego kocura i wyszukała emocji, które mogły wywołać wszystkie jej odpowiedzi. Zamilkła jednak, nie odpowiadając jednoznacznie i cóż… skupiła się na następnych jego słowach, bo Orion miał dar do wyolbrzymiania wszystkiego co mówił; rzeczowość nie była jego cechą, a wręcz przeciwnie cały czas wydawało się, że rozdrabniał wszystko na drobinki piasku. Wschód wywróciła oczami, ale nie była kompletnie nie zaciekawiona, wręcz przeciwnie – fascynowało ją to właśnie. Nie mówił bez sensu, może dlatego nie denerwował jej jak Atak? Przechodził ostatecznie do sedna… a może po prostu patrzyła na niego inaczej, bo był czymś nowym i nieznajomy, czymś co powinna nienawidzić, przeganiać i zabijać.
  Wspomnienie o matce podniosło jej sierść na karku, a brwi delikatnie drgnęły w konsternacji na jego słowa – matka nadała mu imię. Takie zwykłe, logiczne, normalne. A mimo to nigdy nie patrzyła na obcych jak na czyjeś dzieci, byli miernymi problemami, intruzami; gardło jej zaschło, a w pysku poczuła gorycz. — Nie wiem czy było warto… inwestować czas. Nic z tego nie mam tak naprawdę. Ani szacunku, ani imienia, ani osiągnięć, mierne księżyce spędzane w pocie czoła. Nawet nie mam już po co przestawać – też nic się wtedy nie wydarzy. Nic nie zmieni. Więc może nie było… a może dzięki temu coś się jednak zmieni, staram się nad tym nie zastanawiać. — Słowa kompletnie niezwiązane z tym co powiedział kocur. Poczuła jednak, że mogła mu powiedzieć… to czego nie powiedziała. Nie było w tym większego sensu, jej wzrok był pusty, ale barki opadnięte, była zagubiona, mimo iż dobrze znała swój los; ironia. — Mnie matka nazwała Wschód – zaczęła nagle i odwróciła wzrok — słońce zawsze wschodzi i zachodzi idealnie. Tak jak powinno. Moja nie-martwa siostra to Zachód — powiedziała krzywiąc się przy tym. Niektórzy byli nazywani od gwiazd na niebie, a inni od tego co było idealne.
xx
| Oh! Forgive me Lord |
| Oh! A minor chord |
> You < put me in this h o u s e
⋆⁺₊⋆ ━━━━⊱༒︎ • ༒︎⊰━━━━ ⋆⁺₊⋆
I had to claw right out
  
  
  
I never knew { another way } of life
My [ BABY BRAIN ] collected all the s t r i f e
{ My mother } TOLD me "Gotta j u s t survive"
You > drink > [the poison] > gotta P A Y ❤︎ the price‬❤︎
xx
Run, rabbit, run, rabid
(Run, run, run, run, run, run)
  
▶ Walls padded, drinking acid‬ ◀
  
What { does } not >KILL< y o u
Never ‪‪ ❤︎‬ repairs ❤︎‬
What [ does ] not k i l l >YOU<
_Gives_ you never-ending nightmares!‬

        
Run, rabbit, run, rabid
  
  
  
  
  
  
  
  
| Gift granted‬ |
you've gone rancid
(Rancid, rancid, rancid)‬
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości