Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Ostrożnie i możliwie bezszelestnie ruszył tropem Białej Burzy, niosąc w pysku futro, zakrwawiony mech oraz trochę gałązek i trawy, uważając, by absolutnie niczego nie upuścić. Szedł też tak, by nie zahaczać o żadne krzewy ani drzewa i nie zostawić nigdzie swojego własnego futra, bo to by było niemożliwą nieostrożnością. Delikatnie stawiał łapy, starając się możliwie iść po kamieniach albo fragmentach drzew, by zostawiać za sobą jak najmniej tropów. Patrzył też, czy cokolwiek nie zostaje po Zimnie, i gdyby gdziekolwiek na ziemię, trawę lub krzewy spadła jakaś kropla krwi, albo kotka zostawiła zbyt znaczący odcisk lub kłębek futra, to idąc uprzątnąłby to albo wziął ze sobą. Jego umysł pracował tak intensywnie jak chyba jeszcze nigdy w całym jego życiu, gdy był stuprocentowo skupiony na tym, co robi. W takim momencie jakakolwiek pomyłka mogłaby kosztować głowę nie tylko jego ale także Białej Burzy, a na to nie mógł sobie pozwolić, bo jeszcze pal sześć jego samego, ale kotka nie mogła dostać w pysk konsekwencjami czegoś, co w zasadzie wcale nie było jej winą i na czego konsekwencje nie zasługiwała.
Wojowniczka skupiła się na wykopywaniu grobu w osłoniętym miejscu, dlatego on musiał znaleźć jakieś miejsce na zakopanie dowodów. Były one dużo mniejsze niż truchło Wietrznego Wąsa, dlatego nie powinien mieć takiego problemu, ale nie zamierzał też bagatelizować swojego zadania. Pokręcił się trochę po okolicy aż znalazł kilka drzew w zagajniku które miały liczne, gęste korzenie. Zaczął między nimi kopać, ostrożnie rozgrzebując grunt by nie narobić zbytniego syfu i by móc to potem skutecznie zasypać. Wykopał dziurę możliwie jak najgłębszą, po czym położył na jej dole mech, gałązki, trawę i futro. Po czym zaczął zasypywać, dokładnie zbierając ziemię wokół siebie, by nie było widać, że coś było tu robione. Zajęło mu to chwilę, przez to, jak ostrożnie to robił, ale nie miał wyjścia, jeśli nie chciał, by wyglądało to podejrzanie. Ziemia między korzeniami z natury wyglądała na nieco... "niespokojną", więc miejsce, w którym zakopał dowody, nie powinno przyciągać uwagi. Usypał jeszcze na tym trochę liści i odsunął się, by spojrzeć na to z daleka i upewnić się, że wszystko gra. Następnie poszedł w miejsce, w którym Biała Burza kończyła zakopywać ciała wojownika.
Powoli podszedł do kotki spoglądając na nią uważnym i zmartwionym wzrokiem. Niepokoił się, jak to wszystko na nią wpłynie i czy sobie z tym poradzi. Zacisnął zęby i stanął obok, gotów na cokolwiek, co miało go spotkać, łącznie z linczem. Był jednak dziwnie... spokojny. Pozbyli się zagrożenia. Nic już jej ani żadnej innej kotce nie groziło. Nic nie będzie go brzydzić podczas spotkań Klanowych i nie będzie miał świadomości, że obok w Jałowcowym Gąszczu mieszka kot, który może skrzywdzić swoich towarzyszy. Zimnu już nic nie groziło. Pomyślał też o Świetlikowym Zagajniku. Było mu przykro, że straciła partnera, ale może to i lepiej. Może lepiej, że nigdy się nie dowie, co robił za jej plecami. Niech żyje w przeświadczeniu, że był dobry i wierny, a nie, że był obrzydliwym prześladowcą.
Miał jednak wrażenie, że teraz Białej Burzy przyda się wsparcie bardziej niż kiedykolwiek. Wiedział, jak ciężko mieć sekrety i nieść je samemu na swoich barkach. A Zimno miała teraz to szczęście, że nawet, jeśli miała okropny sekret, który nigdy nie będzie mógł ujrzeć światła dziennego, to... nie była w tym sama.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Zwróciła spojrzenie ku nadchodzącym krokom, nerwowo się upewniając, iże jest to Pożar, a nie ktoś wyjątkowo w zaistniałej sytuacji nieproszony. Nie dopuści do tego, aby mieli jakichkolwiek świadków, a każdego węszącego delikwenta, który zajdzie za daleko, będzie trzeba szybko zutylizować, czego świadomość posłała wzdłuż jej kręgosłupa zimne dreszcze. Na podjęcie kolejnych takich radykalnych środków nie była gotowa i bynajmniej nie chciała tego powtarzać, jako że jej sumienie było już wystarczająco obciążone i najbliższe księżyce zadecydują o tym czy się pod nim ugnie, czy też je udźwignie. Na całe szczęście nie była w tym sama, co znacząco podnosiło ją na duchu, jako że bez Pożaru obok już dawno zaczęłaby się zatracać w samej sobie, nie odnajdując ani usprawiedliwienia, ani tym bardziej powodu do brnięcia w to dalej.
⠀⠀⠀Kiedy zasypała dół pod niskim, kładącym się na glebę krzewem, dla niepoznaki nasunęła jeszcze kilka jego lisków i gałązek w to miejsce, poprawiając również znajdujące się tu paprocie. Uważała, aby nie pozostawić nigdzie swojego długiego futra, toteż wykonywała powolne i ostrożne ruchy, nim nie stwierdziła, że gotowe i cofnęła się o kilka kroków. Patrzyła pusto w miejsce to przez kilka długich uderzeń serca, pustkę czując również na dnie swojego żołądka, w sercu i w głowie. Miała wrażenie, że nie czuła nic i że przez dłuższą chwilę pozbawiona była jakichkolwiek uczuć, nim znowu pod jej gęstym futrem rozbiegły się nerwy i stres. Westchnęła.
⠀⠀⠀Zerknęła na swoje własne łapy, już nie takie białe, ale brudne od ziemi i zakrzepłej krwi, nim przesunęła spojrzenie na palce Pożaru, a dalej powiodła nim przez jego kończyny, pierś i pysk, docierając do oczu. Owszem, był dziwnie spokojny i nawet to zauważyła, a świadomość jego pewności siebie uderzyła ją w tył głowy niewytłumaczalnym niepokojem. Nie wiedziała już co o tym wszystkim myśleć, jednakże mieli sobie coś do wyjaśnienia. Lubiła spłacać długi w trybie natychmiastowym, a teraz syn Mysiego Kroku musiał dostać to, na co sobie zasłużył, bowiem jeśli sądził, że odejdą stąd bez słowa to może i miał rację. Ściągnąwszy brwi podeszła bliżej, nim przymknęła ślepia i bez ostrzeżenia wtuliła się łbem w jego szyję. Powiodła pyskiem przez policzek, na którym mógł poczuć gorąc jej języka, nim osunęła się po szyi i oparła podbródek o szerokie, bure łopatki. Mógł to potraktować jako podziękowanie.
⠀⠀⠀Wciągnąwszy jego zapach do płuc poczuła, jak wszystkie negatywne emocje gromadzą się w jej żołądku, a zaraz spływają do drżących łap i uchodzą głęboko w glebę. Uświadomiła sobie, że potrzebowała teraz tej bliskości i, co ważniejsze, potrzebowała jego, jako że właśnie zamienił się w podtrzymujący jej sumienie filar. Rozpływający się po jej ciele spokój był kojący, nawet jeśli wilgotny wiatr dął ją w bok, szargając futrem. Uniosła spojrzenie ku niebu, chcąc zobaczyć pierwsze gwiazdy, pojawiające się na coraz ciemniejszym niebie, lecz to w dalszym ciągu było zakryte gęstymi chmurami, posępnie wiszącymi nad ich głowami jak zły omen. Zapowiadało się na deszczową noc i nic zresztą dziwnego, biorąc pod uwagę fakt, iże odkąd tylko opuściła obóz pogoda była niespokojna i nie zwiastowała poprawy. Nie było to istotne. Równie dobrze z nieba mógł sypnąć śnieg.
⠀⠀⠀W dalszym ciągu musieli jeszcze doprowadzić do porządku samych siebie, lecz nie miała ochoty na szorowanie swojego futra językiem przez całą noc, jako że mogłaby się okazać na to za krótka. Postąpiwszy kilka kroków do przodu zaczepiła ogonem o szyję kocura, jakoby pociągając go za sobą. Nieopodal, zaraz za wrzosowiskiem, było jezioro, które uznała za odpowiednie do pozbycia się resztek czerwonej farbki z ich sierści, chyba że Pożar miał jakiś lepszy pomysł. Zerknęła na niego przez bark, z niemym zapytaniem, wymalowanym na pysku.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Pożar też nie chciał tego powtarzać. Wiedział, że mogło to być konieczne dla ich własnego bezpieczeństwa, ale to, że nie czuł wyrzutów sumienia z powodu śmierci kogoś takiego, jak Wietrzny Wąs, wcale nie znaczyło, że chciał dalej mordować, zwłaszcza niewinne koty które mogły przez przypadek znaleźć się w złym miejscu o złym czasie. Rudy kocur to było co innego, on w mniemaniu burasa był zagrożeniem, czymś, czego trzeba było się pozbyć dla ogólnego dobra i bezpieczeństwa kotów, które miał wokół siebie. Niewinny świadek nie byłby kimś takim. Nie chciał nikogo zabijać za głupi przypadek, nie mówiąc już o tym, że mogli wpaść na kogoś dużo silniejszego od syna Ostowego Kolca i mieć problem, by się z nim rozprawić tak samo szybko i sprawnie. A każda rana, każde uszkodzenie, każda chwila mogły kosztować ich... w zasadzie wszystko.
On sam natomiast niczego od Białej Burzy nie oczekiwał. Żadnego podziękowania ani niczego innego, nie uważał, by cokolwiek była ma dłużna. Zrobił tylko to, co uważał za słuszne, a przynajmniej co do tego był przekonany i tego się kurczowo trzymał dla własnego zdrowia psychicznego. Gdy kotka wtuliła się w niego pyskiem on sam też się lekko otarł o nią policzkiem, a gdy jej głowa spoczęła na chwilę na jego barkach, to Pożar oparł swoją na wierzchu jej głowy, wtulając ją na krótki moment w siebie. Chciał jej powiedzieć, że wszystko będzie w porządku, ale słowa jakoś nie chciały mu przejść przez gardło. Podświadomie czuł, że nawet, jeśli to nie wyjdzie na światło dzienne, to już nigdy może nie być w porządku. Zastanawiał się, czy widmo tego, co się stało, kiedykolwiek przestanie nad nimi wisieć i czy w ogóle będzie mógł spojrzeć w pyski Świetlikowego Zagajnika i jej kociąt. Oni nie wiedzieli jaki był Wietrzny Wąs, a przynajmniej tak zakładał Pożar. Oni nie wiedzieli, że kocur zginął dla bezpieczeństwa, zginął na swoje winy. Oni po prostu stracili członka swojej rodziny, i, jeśli cokolwiek ciążyło mu na sercu, to właśnie to, bo na pewno nie los rudego kocura, który zasługiwał na miejsce, w którym się znalazł, czyli głęboko pod ziemią.
Zimno chyba miała jakiś pomysł, bo skierowała się w stronę jeziorka, które znajdowało się niedaleko, jednocześnie dając mu znak, żeby szedł też, co uznał za w zasadzie świetny pomysł. Nawet myślał, o pozbyciu się zapachów wodą, ale tak, jak już wcześniej wspomniał, nie chciał robić niczego bez Białej Burzy. A sytuacja za bardzo... nie zachęcała do faktycznej rozmowy. Kotka na razie się nie odzywała, a i jemu słowa jakoś nie bardzo chciały wypłynąć z pyska, zatrzymując się gdzieś na poziomie gardła i tworząc tam nieprzyjemną gulę. Nawet, jeśli miał wrażenie, że kotka zasługuje na jakiekolwiek wytłumaczenie, że powinna usłyszeć o tym, co widział podczas ceremonii gdy ta już się zmyła oraz podczas pogrzebu. gdy była skupiona na ciele Rudej Łapy a nie swoich "plecach". Może... może chłodna woda otrzeźwi trochę jego umysł i wreszcie pozwoli mu na to, by wydobyć z siebie jakiekolwiek dźwięki.
Ruszył za kotką w stronę znajdującego się niedaleko jeziorka, ciesząc się, że jego ciało, mimo wszystko, funkcjonowało prawidłowo. Łapy działały i niosły go bez zawahania przez zagajnik, nie miał drgawek ani żadnego sztywnienia. Czuł się i tak... lepiej, niż sądził, że będzie się czuł. Może dlatego, że cała jego uwaga była skupiona na Białej Burzy, gdy wpatrywał się w jej powiewający ogon i srebrzysty grzbiet. Musiał być twardy nie tylko dla siebie ale też dla niej i to utrzymywało go w spokoju i, jak na razie, o zdrowych zmysłach. Miał dzięki temu cel, jasny i dokładnie wytyczony, logiczny i trudny do pominięcia, który nie pozwalał mu na jakiekolwiek wątpliwości.
Gdy dotarli do jeziorka spojrzał w ciemną, mętną taflę, która odbijała nocne niebo i część koron otaczających i drzew. Ledwo zobaczył w niej jakikolwiek zarys samego siebie przez to, że zaczął ogarniać ich mrok, ale... ale może to i dobrze. Zanurzył najpierw przednie łapy w wodzie, czując, jak przyjemnie orzeźwia go jej chłód. Przyklejone do niego błoto zaczęło powoli się roztapiać i barwić ciecz wokół jego kończyn na lekko brązowo-czerwony kolor, a on czuł, jakby zmywał z siebie wątpliwości, wyrzuty sumienia i swój ciężar. Zrobił krok do przodu, wchodząc nieco dalej, i obracając głowę, by spojrzeć na Białą Burzę.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Tak właściwie to coraz mniej chciała słyszeć jego głos, toteż była wdzięczna, że jeszcze go nie podjął. Z każdym kolejnym krokiem oddalali się od miejsca pochowania dowodów, a tym samym czas od popełnionej zbrodni przemijał. Chciała, aby wraz z tym przeminęło również wspomnienie i aby wszystko wróciło do normy. Wolała do tego nie wracać i wolała nie myśleć o tym za dużo, toteż po chwili uznała, iże pragnęła nie słyszeć wyjaśnień Pożaru. Nie chciała znać genezy. Miała już głęboko w nosie dlaczego i po co. Stało się i nic tego nie zmieni, a poprzez świadomość na pewno nie będzie jej lepiej. Z drugiej strony po prostu się bała. Bałą się powracać do sytuacji, która dopiero co miała miejsce. Liczyła na to, iże ignorując fakt jej zaistnienia szrama na sumieniu się zasklepi, a blizna pojawi bardzo szybko, choć mogło to być myślenie błędne. Mimo wszystko nie przejmowała się losem Wietrznego Wąsa. Go nie żałowała. Żałowała natomiast jego kociąt, które następnego świtu nie zobaczą pyska swojego ojca i już więcej nie zasłyszą jego głosu. Zawsze najbardziej cierpiała przez wzgląd na najmłodszych, lecz ci wkrótce dorosną i z pewnością nie będzie czuła tego tak mocno, jak teraz. Swego czasu wszystkim było szkoda miotu Mysiego Kroku, a czy teraz ktokolwiek pamiętał o ich stracie? Nie. I ona z czasem również o tym zapomni, bowiem, bądź co bądź, wszyscy kogoś stracili. Ona praktycznie całą rodzinę, Pożar matkę... być może Świetlikowy Zagajnik była po prostu zbyt szczęśliwa, żeby mogło to tak długo trwać, lecz nią się Zimno nie przejmowała. Wojowniczka była silna i na pewno sobie poradzi. Musiała. I ona również.
⠀⠀⠀Podmuchy wiatru koiły jej szalejące myśli, kiedy razem z Pożarem przemierzała wrzosowisko w milczeniu i o ile porzucała w niepamięć niedaleką przeszłość, tak teraz zaczęła myśleć o przyszłości. Tutaj czuła się bezpiecznie. Nie miała na swoim gardle ostrych kłów klanu i kotów, które mogły zacząć zadawać niewygodne pytania, tudzież rzucać dwuznaczne spojrzenia. Nie miała na sobie kajdan kodeksu i nie musiała o nim pamiętać, lecz kiedy tylko przekroczą granicę Klanu Rzeki wszystko może okazać się dużo trudniejsze, niż na pierwszy rzut oka się wydawało. Właściwie to cała sytuacja wyolbrzymiała się tylko i wyłącznie w jej głowie, lecz tak było zawsze. Zawsze za dużo myślała i zawsze zbyt pesymistycznie. Koty ginęły każdego dnia, podobnie jak i jej bracia o których słuch zaginął i których nikt nie szukał. Wietrzny Wąs również zaginął, tak po prostu. Musiała to sobie wbić do głowy, a we wmawianiu sobie różnych rzeczy, czy to prawdziwych, czy też nie, była najlepszą z najlepszych. Zastanawiała się również czy będzie między nimi, nią a Pożarem, normalnie, czy też piętno niesionego sekretu wyniszczy i jedno i drugie. Zacisnęła drżącą szczękę i ściągnęła wargi w cienką kreskę, wbijając otępiałe spojrzenie w ziemię.
⠀⠀⠀Czuła, że wszystko dobiega końca, kiedy rozpostarło się przed nimi czarne jezioro, którego tafla odbijała mdłą łunę księżyca, raz po raz przebijającego się spośród gęstych, deszczowych chmur. Kolejne jej kroki zatapiały się delikatnie w sypkim piasku, lecz już po chwili, kiedy wilgoć sięgnęła jej palców, przystanęła w miejscu i o mało nie przegryzła sobie języka. Zamiast ruszyć za wojownikiem po prostu powiodła za nim spojrzeniem i zaczęła się zastanawiać, a im dłużej się zastanawiała, tym bardziej piekły ją oczy. Zaciśnięte jak imadło gardło nie chciało wypuścić z siebie żadnych dźwięków, kiedy ona musiała zapytać o to, co właśnie truło jej umysł. Wiedziała, że myśli miała irracjonalne i na każde pytanie mogła odpowiedzieć sobie sama, bez mieszania osób postronnych, lecz czuła, że noce będzie miała niespokojne, jeśli nie usłyszy tego głośno i wyraźnie.
⠀ - Pożar... - powiedziała półszeptem, głosem przełamanym na pół, ale już nawet na niego nie patrzyła, nieporadnie przesuwając łapą po spokojnej tafli jeziora, dzięki czemu burzyła swój ledwie zarysowany w wodzie kontur. Zrobiło jej się gorąco. Niepotrzebnie w ogóle zaczynała, kiedy mogła w dalszym ciągu siedzieć cicho. Przymknęła zmęczone oczy, ciężko przełykając ślinę przez obolałe gardło. - ... w sumie to... j-już nic. Nieważne. - Skubnąwszy wnętrze policzka odwróciła spojrzenie i wkroczyła powoli do jeziora, którego woda była wyjątkowo ciepła i już po chwili zmętniała nie tylko od błota oraz krwi, ale także od pierwszych kropel siąpiącej na ich łby mżawki, która szeleściła okoliczną roślinnością i stukotała o taflę w charakterystyczny sposób, niwecząc ciszę, która zamieniła się w niekomfortową. Teraz czeka ich tylko szybka kąpiel i mogą spadać, najlepiej drogą nieco okrężną. Mogła nadłożyć drogi, co by przedrzeć się przez Łany Rzepaku i skręcić dopiero przy Grzmiącej Rzece, nieopodal Bobrowej Tamy - najmniejszy problem tego pokręconego dnia.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Wszedł do wody jako pierwszy, niemalże zanurzając się aż po pierś w jeziorze i czując, jak letnia woda obmywa jego ciało. Było to uczucie... przyjemne, uspokajające, łagodzące jego nerwy. Poczuł się odrobinę lepiej. Przymknął na moment oczy delektując się nagłą swobodą, jaką zastał w mętnej cieczy. Nienawidził bycia ograniczonym, uwiązanym, zatrzymywanym przez cokolwiek, nawet, jeśli to były jego własne myśli, a tak było przed chwilą. Czuł się zamknięty w klatce, jakby każdy błędny ruch lub słowo mogło go kosztować życie, wolność i szczęście. A gdy wszedł do wody to zmywała ona z niego tak dowody zbrodni jak i stres oraz poczucie beznadziejności, przywracając mu wolność i spokój ducha. Rozwarł powieki i obrócił głowę, zerkając na kotkę, która zaczęła wchodzić do jeziora chwilę po nim. Nie wyglądała najgorzej. Mogła być w o wiele, wiele gorszym stanie po tym, co się wydarzyło, ale chyba się jakoś trzymała. A nawet, jeśli udawała, to przynajmniej miała wystarczająco energii i samoopanowania, by udawać, a to było dobrze. Jeśli by się całkowicie rozsypała to mieliby problem.. plus Pożar nie chciał oglądać jej w tak złym stanie. Musiał tu być dla niej, podeprzeć ją, w razie, jakby się potknęła.
W końcu to ona sama przerwała ciszę, wypowiadając cicho jego imię. Obrócił w wodzie nie tylko głowę ale i ciało, stając zwrócony do niej, i czekając na kolejne słowa, które miały potoczyć się w jego stronę... ale nic takiego się nie wydarzyło. Spodziewał się... w zasadzie czegokolwiek. To mogły być pytania, to mógł być osąd, to mogło być polecenie, to mogła być prośba to mogło być wyznanie, jednakże cokolwiek kocica miała w głowie, zdecydowała się jednak tego nie mówiąc, zatrzymując to dla siebie. Wbił w nią łagodny, uspokajający wzrok. xxx - Spokojnie. Cokolwiek chcesz mi powiedzieć, powiesz, jak będziesz gotowa. Poczekam. O ile w ogóle kiedykolwiek zechcesz - odpowiedział jej równie cichym tonem wpatrując się w stojącą na mieliźnie Białą Burzę. Byli do połowy zanurzeni w mętnej cieczy a pozostałe połowy otulała gęsta ciemność nocy, a jednak tak dokładnie ją widział. Całą i zdrową.
Zanurzył się głębiej w wodzie i odepchnął łapami, przepływając kawałek wokół, pozbywając się w ten sposób resztek błota, pyłu i krwi które osadziły mu się na futrze i skórze. Zanurzył się na tyle, by woda opatuliła także jego grzbiet i kark aż do czubka głowy, bo nie chciał zignorować ani jednego miejsca na swoim ciele. Po czym znów stanął w jeziorze i zaczął ocierać pod wodą łapą o łapę oraz o bok i brzuch, tak, jeszcze dla pewność. Nawet, jeśli na jego futrze już nic nie zostało, to czuł się, jakby wciąż był od stóp do głów uwalony krwią Wietrznego Wąsa i błotem płytkiego grobu. Zastanawiał się, czy to uczucie kiedykolwiek zniknie oraz czy kiedykolwiek w swoim życiu przestanie czuć unoszący się wokół niego odór rudego wojownika.
Spojrzał jeszcze raz na kocicę, sprawdzając, czy jej futro jest w równym stopniu czyste, co jego. Powinni wracać. Powinni w końcu... zmierzyć się z tym wszystkim. Nie mogli zostać tu na wieczność, czekał ich powrót do obozu i zderzenie się z rzeczywistością. Nową rzeczywistością w której teraz będą musieli żyć.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Nie sądziła, że jeszcze kiedykolwiek do tego dojdzie, aczkolwiek nagle i niespodziewanie uśmiechnęła się delikatnie, sama do siebie, a zaraz później kąciki jej pyszczka uniosły się jeszcze wyżej, sięgając promieniejących oczu, aż nie musiała przygryźć wargi w ramach opanowania gestu, który i tak nie był szczególnie widoczny w głębokich cieniach. Coś w słowach Pożaru ją rozbawiło i nawet sama nie była w stanie jasno określić co, lecz... było to dobrą oznaką. Świeżą. Zdrową. Poczuła się nagle dużo lepiej, zupełnie jakby zaczerpnęła haustu świeżego powietrza po długim dniu spędzonym pod powierzchnią wody, a i otrzymała przy tym odpowiedź na swoje kłębiące się z tyłu głowy pytanie. Poniekąd. Podeszła do wojownika, brodząc łapami w wodzie, która pięła się coraz wyżej po jej ciele, aż nie przystanęła milimetry różowym nosem od ciemnego, co by kłapnąć zębiskami z zadziornie-zalotnym błyskiem w zielonych, z lekka przymrużonych ślepiach. Może nie będzie wcale tak źle... nie, na pewno nie będzie. Wszystko będzie dobrze i wszystko się ułoży, tak sobie wmawiała, kiedy zagłębiała się w ciemne jezioro, którego letnia woda poruszała jej futrem, z każdym kolejnym uderzeniem serca jaśniejącym coraz bardziej, będąc obmywanym z win.
⠀⠀⠀Odepchnęła się od dna i bezwładnie posunęła w czarną toń, strzygąc uszyskami na dźwięki coraz to głośniej i intensywniej kapiącego deszczu, aż po prostu nie wygięła grzbietu i nie zanurzyła łba pod powierzchnię, podążając za nim całym ciałem. Srebrzysto-białe futro poruszało się gładko, jakoby w spowolnionym tempie, falując w rytm jej ruchów. Pod taflą otworzyła ślepia, cokolwiek widząc tylko nad sobą, toteż dzięki silnemu ruchowi łap na powrót ruszyła ku górze, aby wynurzyć się i otrzepać łeb oraz szyję z wilgoci. Często bywała w okolicach rzeki ze swoją matką, niekiedy również i ojcem, aczkolwiek teraz uznała, iże powinna spędzać jeszcze więcej czasu nad wodą, a już w szczególności w niej, choć nieprzewidywalna rzeka o humorzastych nurtach nie nadawała się do tego tak, jak spokojnie śpiące jezioro.
⠀⠀⠀Przysunęła się do Pożaru, poruszając żwawo łapkami, co by jedną z nich przerzucić przez jego grzbiet i rozewrzeć zębatą paszczę, która zamknęła się lekko na jego białym karku, a zaraz później jego zmierzwioną sierść wygładziła językiem, nim po prostu pchnęła go pod wodę i zanurzyła się zaraz za nim. Kilka minut w tę czy w tę ich nie zbawi, zwłaszcza że, co uświadomiła sobie właśnie teraz, wcale nie miała ochoty wracać, aczkolwiek była na to najwyższa pora. Kiedy uznała, że jest już nieskazitelnie czysta poprawiła jedynie ułożenie swojego przemoczonego futra i ewentualnie pomogła Pożarowi z ułożeniem jego w tych miejscach, do których nie sięgał, prosząc o to samo, chociaż lejący z nieba deszcz i tak wszystko zepsuje, pomagając im tylko w jednym - z pewnością już zmył zapachy oraz pozostałości śladów, a także zamaskuje te, które zostawią podczas drogi powrotnej, a wracać miała zamiar, jak już postanowiła, od strony Łanów Rzepaku, co by wejść tyłem obozu i resztę nocy spędzić w skalnej szczelinie, jaką znalazła wśród Błyszczących Głazów, daleko poza spojrzeniami klanowiczów.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Kocicy najwyraźniej wcale się aż tak bardzo nie spieszyło, a Pożar nie mógł jej za to winić. On sam też wiedział, że powinien wrócić w stronę obozu, ale tak po prawdzie to wcale nie miał ochoty opuszczać jeziora w którym dryfowali wraz z Białą Burzą. Czuł się tu tak błogo i... spokojnie, jakby chociaż na moment uciekł od problemów. Byli w tym momencie gdzieś pomiędzy. Pomiędzy wszystkim. Pomiędzy zabiciem Wietrznego Wąsa, pomiędzy pogrzebem Rudej Łapy, pomiędzy ich codziennymi problemami, pomiędzy powrotem do obozu, pomiędzy stanięciem pysk w pysk ze Świetlikowym Zagajnikiem i jej dziećmi, pomiędzy powrotem do codziennej rutyny obowiązków i pomiędzy ciążąca na nich winą za śmierć Wietrznego Wąsa. Byli po tym wszystkim, byli przed tym wszystkim, ale na pewno nie byli w trakcie. Na ten jeden, krótki moment, uciekli.
Gdy Zimno zbliżyła się do niego i kłapnęła mu lekko paszczą przed pyskiem uśmiechnął się nieco i wysunął język w zaczepnym geście, po czym obserwował, jak kocica pozbywa się krwi i błota z futra oraz dryfuje po jeziorku wokół niego. Sam również powoli sunął do przodu, chcąc czuć na sobie orzeźwiający ruch mętnej cieczy. W końcu kocica do niego podpłynęła i zarzuciła ma niego łapę, co spotkało się z jego uważnym wzrokiem, oceniającym, co też za sztuczkę za zamierza wykonać. I wciągnęła go pod wodę, a ten z uciechą sam również objął ją łapą i spróbował, mimo sprzeciwiającej się mu wody, dotknąć ją nosem w bok albo bark.
Tutaj coś powinno być, ale graczka czuje się jak zdeptany balonik i totalnie ma pustkę w głowie. Tak czy inaczej, Pożar przyłączył się do dzielenia języków wraz z Zimnem, dokładnie układając tak swoje jak i jej futro. Byli po spotkaniu tak z deszczem, jak i jeziorem jak i swoimi językami, więc w jego mniemaniu powinno być w porządku. Przejechał jej też uspokajająco i z czułością językiem po czole między uszami, chcąc ją w ten sposób zapewnić, że da z siebie wszystko, by było dobrze.
Koniec końców wrócił wraz z nią na tereny Klanu Rzeki, przemykając od strony Łanów Rzepaku.
//sry za taki gniot ale jezu czuję się strasznie
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Ilość nor za Wrzosowiskiem sugerowałaby królikarnie, jednak Pozytywka nie widział ani śladu jakiegokolwiek królika, zająca czy innego stworzenia. Rozglądał się. Kroczył po terenie który, kiedyś, być może, był zamieszkany, teraz jednak świecił pustkami. Zaglądał od nory do nory, pewnie głupio i nieostrożnie narażając się na atak jakiegokolwiek drapieżnika, ale wtedy o tym nie myślał.
Pierwszy raz był aż tak daleko od domu.
- Ciekawe kto tu mieszkał - miauknął cicho sam do siebie, wciskając białe lico do największej, najgłębszej nory i wciągając w nozdrza zapach suchej, zbutwiałej ziemi. Ani jednej żywej duszy w okolicy, ale ktoś na pewno kiedyś tutaj mieszkał. Drapieżnik, zwierzyna, albo jakiś kot - tego już nie wiedział.
Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
- Też bym to chciała wiedzieć, młody.
Odpowiada głos, tuż tuż. Jednak z dystansu.
Brudna Stopa. Staruszka Klanu rzeki wyszła na spacer.
Nie była więźniem klanu - a najważniejsza zasada? Wrócić na kolacje.
Tak znalazła się po raz kolejny w swoich przygodach na terenach niczyich - jednak z innej strony, bo za grzmiącą ścieżką.
Wyglądała kościście, choć dumnie. Troche kwadratowo. Jej uszy opadły końcówkami, a jej wzrok wędrował po skupisku nor i dziur. Niedaleko były dzikie plaże, wrzosowiska...ich zapachu staruszka nie zapomniała.
Ale zapachu młodzika nie kojarzyła. Jej szary ze starości nos zadrapał się o jeden z kamieni.
-Nie znamy się, jestem Brudna Stopa! A ciebie co lub kto przywiał tutaj mały?
Złoty wzrok chwile wędrował i wędrował, jakby coś znalazł.
-Ej a nie widziałeś może...kocurka podobnego do mnie w tych rejonach? Syna szukam.
Błotnista Łapa....Niedawno Brudna Łapa pożegnała Kropelke, która zniknęła. Jak i jej druga córkę. Lepką Łapę, a jednak....Staruszka chciała wierzyć, że maluchy gdzieś były.
Pozytywka podskoczył w miejscu, uderzając głową o strop nory, zaskoczony nagłym odzewem. Zaskoczony tym, że nie był tutaj sam; szybko i niezgrabnie, jak kulawy borsuk, wyczołgał się z nory i obkręcił na pięcie tak, aby móc namierzyć źródło dźwięku. Oczy miał szeroko otwarte, sierść na karku lekko mu się zjeżyła, ale nie wyglądał na wielce przerażonego i gotowego do ucieczki.
Kocica która przed nim stała miała siwy pysk, była kanciasta, koścista i odrobinę przypominała prababcię Tundrę, ale była od niej... chyba nawet starsza? I wyższa. O rany. Pozytywka chwilę milczał, przyglądając się staruszce, w końcu jednak zebrał przysłowiowo szczękę z ziemi i nawet się uśmiechnął. - Dzień dobry, Brudna Stopo! Ja mam na imię Pozytywka. Przywiały mnie tu... własne łapy, na to wygląda! - zadeklarował radośnie. - Zwiedzam okolicę, to tyle. Ty... pochodzisz z któregoś z Klanów, tak? Jeśli tak, to co robisz poza ziemiami Klanów?
Pozytywka przekrzywił głowę najpierw w prawo, potem w lewo, jak ciekawski szczeniak i jeszcze raz dokładnie przyjrzał się starej kocicy. - Wybacz mi, Brudna Stopo, ale nie kojarzę nikogo kto wyglądałby tak jak ty... jak ma na imię twój syn? Jak wrócę z powrotem do domu mogę spytać, czy ktoś go nie kojarzy, moje stado jest całkiem liczne i wiele widzieli, moja prababcia zna wieeele kotów!
Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
Staruszka wypuściła z pyska małe 'sorki', gdy zauważyła, jak o wiele mniejszy panicz od niej napusza się jak przerażone kocie....Bo w sumie nim był!
Staruszka zamrugała pare razy.
Staruszka nie wiedziała, co młodzikowi w czaszce gra. Widać było jednak po jego oczach, że jakieś trybiki grają. Jakby coś mu stara, wysoka i orientalna budowa przypominała. A tego jeszcze nie grali!
Nie podchodziła, nie chciała jeszcze stawiać takiego kroku ku bądź co bądź przyjaznemu nieznanemu!
Uśmiechnęła się równie ciepło.
-Pozytywka? A cóż to takiego? Ja znam tylko kebab i ringo! -
Była ciekawa świata, i tyle.
-Własne łapy?! A to witam w klubie. - Ciało staruszki zadygotało. - Podróżnicza dusza! Tylko żebyś rodzinie nie uciekł! - Trzepnęła uchem.
Na pytanie malca, staruszka podrapała się po zwisającym uchu.
-Jestem z klanu rzecznego, żyjącego nad rzeczką, a to prawda. Ja sama zwiedzam, tak jak ty! Od dawna dawna DAWNA nie byłam dalej niż obóz, więc chciałam poruszyć łapami! A co robie? No, odpoczywam! Starcze siedzenie bywa męczące. A z wojownikami ustaliłam, że mam wrócić przed zachodem słońca, więc podziwiam widoki na emeryturę.
- Oparła się o jednen kopiec ziemi obok.
-Twoje stado? Oho! Witam więc panicza. - Położyła się przednią częścią jakby się kłaniając, ze śmiechem.
Wstała i miauknęła.
- Błotko. Błotnista Łapa. Podobny do mnie ciałem, ma długie futro i ma szare futerko z kasztanowymi prążkami. Ma złote oczy i serce na klacie! Nie takie prawdziwe, te ma schowane! Tylko taką prążke ma! - Odpowiada mile, ciepło.
Staruszka przekrzywia łeb.
-Bo nie ma tak wielu kotów jak ja! Mogą być podobni, ale oryginał jest tylko jeden! - Zaśmiała się.
Wyszedł na spotkanie z Gorejącym Krzewem, tym razem nawet pilnował gdzie dokładnie były granice, prosił też Gwiezdnych żeby nie wydarzyło się nic niebezpiecznego, wątpił że po wszystkim znowu zaproszonoby go do obozu Rzeki. Trochę bał się Nocnej Gwiazdy z tego co udało mu się go zobaczyć i było to raczej kompletnie inne uczucie, niż kiedy widział Łabędzią Gwiazdę. Spotkanie miało być na granicach, więc oczywiście nie był na nic konkretnego przygotowany, może na pogawędkę, może na narzekanie, może wspólny patrol po dwóch stronach granicy? Wszystko mu pasowało.
Wszystko. Naprawdę. Więc co to miało być???
Popiołek nie prosił o nic, nie pytał, raczej tylko sobie smutno marudził, że chciałby się poślizgać po jeziorze albo rzece, ale jak na złość na jego terenach nie istniało nic takiego. Ciekawe patrząc po tym, że byli klanem wodnym. Niby mieli rzekę i byli klanem Rzeki, więc może dało się im to wybaczyć? Ale zarazem Pożarek nie rozumiał jakim sposobem to się wydarzyło.
Niemniej jednak pierwszym pomysłem było pójście nad Szuwary Turzycy, a potem nad Czarny Ogon, ale było to strasznie daleko dla rzecznego wojownika. Pożarek chciał być jednak przydatny, więc zaczął proponować nawet swoje własne jezioro na terenach Wichru z braku lepszego wyjścia sytuacji, aż padło jedno ciężkie słowo… w sumie słowa – za Grzmiącą Ścieżką było jezioro. Tak Popiołek słyszał. I jednak ciężko było się wykłócać. Oboje mieli tam bliżej, niż w jedną stronę dla rzecznego Wojownika, ale zaraz na samą myśl Pożarkowi zaczynało być gorzej, łapy się pod nim uginały i ogólnie żołądek robił fikołki. Męska decyzja, jak na dwa kocury przystało. A raczej na ambicje syna Czarnego Konia, który chciał być przydatny, pomocny i pochwalony jak przez Łabędzią Gwiazdę. Wiedział, że mu to nie zapewni tego, ale to nie było ważne, ważne było że robił coś by czuć się potrzebnym.
Siedzieli przed Grzmiącą Ścieżką… długo. A raczej leżeli jak dwie pary zwłok, cały czas obserwując czy nic nie przebiega. I mogło być cicho cały czas, a mimo to i tak delikatny powiew wiatru sprawiał, że Pożarek nie potrafił odważyć się wstać. Z ciężkim serce jednak w końcu musieli się zdecydować, musieli jeszcze wrócić i wypełnić obowiązki. W pewnym momencie ognistofutry wyskoczył do przodu i popędził, a dosłownie cztery uderzenia serca później oboje leżeli spłakani po drugiej stronie Grzmiącej Ścieżki. Przynajmniej Pożarek. Płakał. Bardzo. Aż go wszystko zabolało jak upadł już w zaspie śniegu.
Popiołek
➡Theycallyoucrybaby⬅xxxxxxxxx 【 CrYbAbY 】xxxxxxxx
xxxxxxxxxxxx
YouS E E M to(replace)your brainwithyour heart xxxYou takethingsso hardand THEN youfall apart xxxxxxYoutry toexplainbut__before__you canSTART xxxxxxxxxTHOSEcry babytears<comeoutofthedark>
-ˋˏ✄┈┈┈┈ Someone'sturningthe handleto│thatf a u c e t│inyoureyes
Youpouritoutwhereeveryonecansee
Y o u rheart'stoo BIGf o r your bodyit's whyIT won't fitinside
//uznajmy, że rzecz dzieje się koło wrzosowisk idk
Poeta nie spał. Nie potrafił. Miał wrażenie, że wraz z opuszczeniem obcych mu terytoriów Klanu Gromu całkowicie stracił na to potrzebę. Nie mógł zmrużyć oczu, gdy działo się to wszystko. Jego siostra została... Wygnana. Fakt, może sama odeszła. Fakt, zrobiła to dla dumy - ale gdyby nie on, gdyby nie on jeden, to.... Wszystko byłoby dobrze.
Nie potrafił znieść tej myśli. Miał burzę myśli w głowie i nie potrafił żadnej uspokoić. Widział przed sobą tylko czerwień, parł do przodu, najbardziej jak mógł, najmocniej, jak potrafił. Kocur skupił się na przestrzeni przed sobą. Przyjął pozycję łowiecką. Powąchał powietrze. Szukał zwierzyny. Jakiejś konkretnej? Oczywiście. Zająca. Szukał zająca. Potrzebował dużej zwierzyny, a to była największa piszczka, jaką kojarzył.
//mg!
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Chudy kociak o buro-białej sierści i brązowych ślepkach.
Biegający gdzie popadnie mały gnom, przy którym ciężko zaznać spokoju. Głośny, natarczywy, głodny wrażeń i nieskory do przestrzegania zasad.
Dziki Czart [KW] | Rzepik [KG]
Niestety na razie na drodze nie stanął mu żaden z szaraków. Kilka długości lisa od niego w trawie widniała za to duża, czarna plama – samotny gawron wyszedł na żer. Oddzielało go od kocura parę kęp niskich zarośli.
Poeta nie zwlekał. Przyjął pozycję łowiecką i pamiętał o tym, by chować się za krzewami, bo ptak mógł go przecież zobaczyć. Korzystając z naturalnej ochrony roślinności, podchodził coraz bliżej i bliżej, aż wreszcie uznał, że był wystarczająco blisko. Napiął mięśnie i skoczył, chcąc skręcić ugryzieniem kark zwierzaka.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek