Mistrz: nie Płeć: kocur Matka: Zamarznięta Sadzawka [*] Ojciec: Lepszy Rydz niż nic Partner: cisza
Bury lynx point. Z budowy mały, kruchy, jego sylwetka jest zawsze zgarbiona. Ku chwale jego futro daje wrażenie jakby był trochę większy. Jak każdy point, ma niebieskie oczy. Nos jest czarny. Na uszach ma małe pędzelki, a w środku uszu jasne włoski.
Szkoda, że to spotkanie miało skończyć się tak szybko. Morwa bardzo chętnie porozmawiałby z Jaskrem dłużej. Może zdążyliby się zakolegować? Może ich relacja byłaby lepsza niż teraz. A jaka była? Sam nie wiedział jak ma to określić. Rudy chyba go nie polubił, a on jego? Ciężko stwierdzić. Był mu... Obojętny. Miał lekki żal do siebie, że przez jego zachowanie terminator mógł się poczuć urażony. No cóż...
-Pff- prychnął tylko, słysząc słowa tamtego. Jeśli już chciał odejść, to mógł się milej pożegnać. Nie żeby Morwa się przejął jego słowami, czy coś. Był tylko lekko oburzony. -Jak sobie kcesz- dodał, kładąc uszy po sobie. Przez chwilę nawet przeszło mu przez myśl, że może zostać zaatakowany, bo postawa kocura nie wskazywała na nic dobrego. Był nerwowy, machał ogonem i w ogóle wyglądał na jakiegoś wkurzonego. Czy Morwa dałby sobie z nim radę? Nie potrafił tego określić. Nie wiedział jakie tamten ma umiejętności, czy w ogóle jakieś ma. I nie miał zamiaru się nad tym zastanawiać. Było to niepotrzebne, zważając na to, że rudy właśnie się odwrócił, aby odejść.
-No to do zobaczenia- mruknął cicho, za odchodzącym kocurem. Nie czekał aż tamten całkiem zniknie mu z pola widzenia, niemalże od razu odwrócił się i poszedł w swoją stronę. Gdzie? Gdzieś w głąb lasu. Nie ma czego tutaj szukać.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Fala doskonale wiedziała, że powinna wracać do Klanu. Nie mogła się pogodzić z tym, że jej wyprawa zakończyła się takim niepowodzeniem. Chciało jej się płakać, ale nie wiedziała czy jest sens. Miała znaleźć Algę, ale nic z tego. Płomykówka dobrze mówiła, że to nie ma sensu. A ona się jej nie posłuchała. Księżyc szukała w pobliżu legowiska Ludwika - nic. Księżyc szukała przy Łanie Rzepaku - nic. Księżyc szukała przy graniach Klanów - nic. Trzeci księżyc jej pobytu poza Klanem dobijał, a ona nie zrobiła nic pożytecznego. Za pewne w Klanie uznają ją za zmarłą albo zaginioną. Czy kiedy wróci do Klanu, to ją przyjmą? Czy zostanie wyrzucona? Jak ona sobie poradzi jako samotnik? W zasadzie już nim jest. Pachnie jak samotnik, poluje kiedy chce, robi co chce. Zachowuje się jak samotnik od trzech księżyców. Czy nim nie jest? Czy samotnik powinien nosić imię Fala? To wszystko przerastała trójkolorową. Wiedziała, że musi wracać. Chodziła teraz po lesie, mając nadzieję, że mignie jej gdzieś piaskowe futro brata. Miała również oko na granicę Klanu Cienia. Swoją drogą była blisko granicy. Czekała na patrol, który zawoła przywódczynię, która wpuści ją do Klanu. Czy chciała już wracać? Co miało jej udowodnić, że Alga nie żyje. Chciała dowodu, który da jej spokój raz na zawsze.
//Niknąca Łapa :
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
Kotka oczekiwała na patrol, a zamiast tego dostała chuderlawego i jeszcze świeżego terminatora. Czy to dobry zamiennik? Przynajmniej będzie miała pewność, że taki młodzieniec jej nie pobije, a najwyżej to ugryzie czy coś... Kocur dzisiaj wybrał się zdecydowanie za daleko. Pokonał jakoś rzekę, szukając najpłytszego miejsca i udał się... gdzieś dalej. Granice już znał prawie na pamięć, a to co znajdywało za nimi, niesamowicie przyciągało. Nie miał zakazu opuszczania granic, więc czym miałby się przejmować? Nigdy nie spotkał drapieżnika, samotnika też. Nie były to najmądrzejsze wyprawy, ale hej zawsze wracał żywy i nikt o nich nie wiedział!
Choć wciąż gdzieś za uszami był lekki strach, który mówił, by jednak się wycofać i powrócić do bezpiecznego obozu, ale całkowicie go ignorował, po prostu idąc dalej i... cóż do jego nozdrzy doszedł zapach kota nie z jego klanu. Samotnik? Zdrowy rozsądek mówił, by się wycofać, a ciekawość... Mówiła, by chociaż zobaczyć kto to. Po cichu chowając się w leśnej ściółce, szedł w stronę źródła zapachu, a z każdym krokiem wyczuwał w tym coś dziwnego. Słabą, ale jednak wciąż wyczuwalną woń kota z jego klanu. Zapach szczególnie się nasilił, gdy doszedł tak blisko kotki, aż mógł ją dostrzec. Czarno-ruda z białymi znaczeniami, średnio ją kojarzył, choć może... Teraz to już był całkowicie zdezorientowany. Po krótkim namyśle postanowił jednak spróbować nawiązać kontakt i rozwiązać tę zagadkę.
- Kto ty? Pachniesz jak samotnik, choć... nie do końca... - Zapytał dość niepewny, stając wyprostowany za kotką. Samotniczka mogła również dostrzec, jego jeszcze wilgotne futro na łapach i brzuchu po przebyciu rzeczki. Czuł, jakby mu serce za chwile miało wyskoczyć z piersi, a mimo to jego twarz wciąż wydawała się obojętna na wszystko. Nie mógł zepsuć pierwszego wrażenia...
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Fala nie spodziewała się, że ktoś do niej podjedzie. Nie spodziewała się, że na tej części granicy pojawi się ktokolwiek, a jednak. Nie był to jednak patrol, nie był to wojownik, a terminator. A może wojownik? Kocur był duży, ale w jego wieku terminatorów nie braknie. Kojarzyła nawet koty, które miały trzydzieści księżyców i dalej był terminatorami. Sądziła, że nieznajomy przestraszy się jej i sobie pójdzie, albo pogrozi jej łapą z pazurami, ale nic takiego się nie stało. Kocur do niej podszedł i się odezwał.
- Um, tak - wymruczała jednie. Nie była pewna co powiedzieć. Kim ona była? Samotnikiem? Klanowiczem? Każdym po trochu? - Chyba jestem samotnikiem. Mów mi Fala - wymruczała. Przedstawiła się swoim kocięcym imieniem. Takie imie powinna mieć, jeśli jest samotnikiem. Wybierająca Fala była imieniem wojowniczymy, a nie samotniczymy. - A ty jak masz na imię? - spytała uprzejmie. Dawno z nikim nie rozmawiała. W końcu nie miała nikogo, żadnego przyjaciela. Rozmawiała z Ludwikiem, ale to nie wystarczy. Ona musi mieć przyjaciół, partnera. Musi mieć kocięta, założyć rodzinę... Chcę mieć normalne życie. Jednak czy Gwiezdni jej na to pozwolą? W końcu sprawiali jej przykrość tyle razy...
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
Duży? Może nie do końca. Wyglądał zdecydowanie niczym przerośnięty kociak albo wychudzona młoda kotka niż prawdziwy wojownik. Chociaż był duży, jeśli chodzi o wiek. Czternaście księżyców to trochę sporo. Niektóre koty w tym wieku są mianowani na wojowników, ale on nie był z nim. Została mu tylko denerwująca zazdrość, za koty, które tak łatwo przyswajają wiedzę, czy mają idealnie zbudowane ciało do walki, czy polowania. Czemu ci gwiezdni są tacy niesprawiedliwi?
- Okej... Dym - odpowiedział krótko. Chyba? Co miało znaczyć chyba? Mogła być równie dobrze pieszczochem, kotem z innego klanu, klanowiczem. Wiele opcji nie było, więc jakim cudem była chyba samotnikiem? Nie chciał już pytać, bo może za tym stała jakaś dziwna długa historia, która go średnio go interesowała. Bardziej go interesowało natomiast...
- Powiedz... Jak wygląda życie bez klanu - Od długiego czasu interesowało go, jak to samotnicy mogą przetrwać, śpiąc w niebezpiecznym lesie, bez ziół czy innych kotów, które mogą uleczyć rany. Nie wspominając już o braku organizacji i zdawaniu się tylko i wyłącznie na siebie Może wolność była bardzo przyjemna, ale za jakim kosztem?
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Niesprawiedliwość Gwiezdnych! Widocznie nie tylko Falę dotknęła ta okropna przypadłość. Jest tyle idealnych kotów, tyle radosnych rodzin, a co ona ma? Nie ma nic. Rodziny, przyjaciół, klanu... Niczego, co koty mieć powinny. Czemu akurat jej się to przytrafiło? Jest tyle kotów w lesie i poza nim. Dlaczego to na nią padło? Może jest jakaś wyjątkowa? Jeżeli tak, to chyba w tym złym sensie.
- Um... - Fala nie miała pojęcia co odpowiedzieć. Naprawdę nie należała do żadnego Klanu? Prosiła o wiele? Widocznie tak. Kocur tylko potwierdził jej obawy. Była samotnikiem, jak jej ojciec przed dołączeniem do Klanu. I po wyrzuceniu z niego. - Jakoś sobie radzę. Poluję, wstaję i robię co chcę i kiedy chce. Nikt mi nie rozkazuje, jestem wolna od wszystkiego - wymruczała zgodnie z prawdą. Nie była na to pytanie w stanie odpowiedzieć. Nie była dokładnym samotnikiem. Ciągle gdzieś wędrowała, szukała, robiła wszystko aby znaleźć Algę. Przekopała i poznała wszystkie granice Klanów i terenów dwunożnych, ale nie była w stanie nic zrobić. Algi jak nie było, tak nie ma. - Minusem jest to, że nie mam przyjaciół i rodziny. Czasami chce się z kimś pogadać - wymruczała nie do końca wiedząc czemu.
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
- Nie spotkałam jeszcze żadnego, a bardziej z żadnym nie rozmawiałam przez dłuższy czas z żadnym, więc nie nawiązałam dobrych i stabilnych relacji. Ale może powinnam to zmienić, masz rację - wymruczała w odpowiedzi. Poznała Ludwika i parę innych kotów po drodze, ale zaraz po usłyszeniu odpowiedzi znikała, ponieważ musiała znaleźć Algę. Teraz ten cel jakoś przymarł i po prostu włóczyła się po terenach niedalekich do czterech Klanów. Nie żyło się jej tak źle. Może zdołałaby się przyzwyczaić i zostawić życie klanowe za sobą, zacząć od nowa? Nie brzmiało to tak źle, a nawet kusząco. Tylko czy jako samotnik nazywałaby się Wzbierająca Fala? To imię, nawet sama Fala niezbyt do niej pasowało. Może powinna je zmienić? Tylko... Na jakie? Może Kora? Tak po mamie? Nie, lepiej wybrać coś innego, niezwiązanego z rodziną. Cóż, po zakończeniu rozmowy z kocurem poszuka sobie czegoś fajnego, od czego mogłaby zaczerpnąć pomysł na imię. Właśnie, może nosić imię od lasu, a każdy wie, że w lesie jest tyle ładnych rzeczy! Na razie jednak powinna skupić się na rozmowie. Wiedziała, że rozmawia z Dymem, tylko czy ten oto kocur był wojownikiem, czy może terminatorem. Wydawał się być młody i drobny, zdecydowanie podobniejszy do terminatora, ale to tylko posutra, która zawsze mogła mylić.
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
Nie nawiązała z żadnym relacji ani z żadnym nie rozmawiała przez dłuższy czas, to... brzmiało smutno. Wątpił, by wojownicy mogli ot, tak porozmawiać z każdym napotkanym samotnikiem, więc obstawiał, że kotka tym bardziej nie miała znajomych w czterech klanach.
- A co z innymi klanami? Rozmawiałaś kiedyś z jakimiś klanowiczami? - Średnio go interesowało życie prywatne kotki. Jak to ona dobyła się tej rangi, czy to wyszła z klanu, czy została wywalona na zbity pysk. Bardziej natomiast interesował się informacjami, które może zdobyć od takiego samotnika... To czy kotka pochodziła z jego rodzimego klanu, czy też przybyła z bardzo daleka, było tylko i wyłącznie jej sprawą. Brzmiało to w głowie kocura może trochę samolubnie i chciwo, ale hej. Przecież ma przed sobą skarbnicę wiedzy z przynajmniej kilkuksiężycowym doświadczeniem. Jaki kot chcący się więcej dowiedzieć o wygnańcach przepuściłby tę okazję? Oczywiście interesował się odrobinę samą rozmówczynią, ale chciał pierw wydobyć jak najwięcej wiedzy, bo kto wie, czy za chwile z krzaka obok nie wyskoczy lis i przerwie tę miłą pogawędkę zostawiając kocura z niesmakiem...
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Czy ona znała się z innymi kotami? Tak, i to z iloma! Chyba znała kota z każdego Klanu. No, znała, bo każdy w zasadzie odszedł, więc i oni to zrobili. Albo o niej zapomnieli. Na jedno by wyszło. W Klanie Wichru chyba kiedyś poznała kocura, z Gromu kojarzyła tą kotkę, co dość dawno-niedawno ją poznała, chyba Błękitną Toń, a z Rzeki... Och ile ona miała znajomych z Rzeki! Wcześniej Wschód, teraz Sztorm... Rzeczniacy byli fajni. Ciekawe, czy jeszcze żyją i ją pamiętają. Może powinna się przejść na granicę i spytać się o nich? A czy wtedy im nie zaszkodzi? Może lepiej nie, może powinna czekać aż oni sami pojawi się na patrolu i porozmawiają? Wtedy nie powinno być problemów. A najbardziej to powinna wrócić do domu...
- Znam parę kotów w innych Klanach, ale poznałam ich dość dawno więc pewnie mnie nie pamiętają, albo nie żyją... - rzuciła jednie.
Mistrz: bezdomni Płeć: kocur Matka: Sagiko [NPC] Ojciec: Giorgio [NPC] Partner: [wheeze] Trwałe urazy: Brak palca w przedniej, prawej łapie.
Wielka, czarno-srebrna pręgowana tygrysio kula o zielonych oczach. Na pysku, brzuchu i lapach ma przebarwione futro do bieli. Jego plecy i brzuch w czasie zimy, obrasta warstwa grubego, jaśniejszego futra. Latem jest ono gładsze i ciemniejsze. Charakterystycznym dla kocura jest brak palca w przedniej lewej łapie. Jego prawe ucho jest delikatnie naderwane. Często śmierdzi podobnie do psa, bo ma z jednym kontakt niemal każdego dnia. Pod grubym futrem ma czerwoną obróżkę, której szczerze powiedziawszy nie widać, chyba że z całych sił stara się przedostać przez jego sierść do szyi.
Spokojny, posłuszny, ale jak trzeba to będzie walczył. W prawdzie nie lubi się bić, ani nawet się głupio przegadywać, ale jak ktoś go do tego zmusza, to nie będzie przecież stał i gapił się jak głupi w ser. Towarzyski, rozmowny, ciekawski, który toleruje niemal wszystko i każdego. A poza tym, wielbiciel psów.
Wężowy Błysk [KG]
Minął bodajże piąty dzień, odkąd Ahab był zupełnie sam. Mogło minąć więcej dni, przestał liczyć w momencie gdy samotność doskwierała coraz mocniej. Pech, co nie? Że jak kiedyś miał jeszcze dom, właściciela i w ogóle luksusy, to wszystko było spoko, zawsze na kogoś trafił, a teraz... niekoniecznie. Błąkał się od miejsca do miejsca, szukając uporczywie Osy, czy też dobrego Klanowego znajomego, jakim był Niknąca Łapa, ale nie było mu pisanym znaleźć kogokolwiek. Przez ten czas zdecydowanie schudł, bo choć polowania szły mu w miarę dobrze, przez ciągły smutek i brak kogokolwiek wokół nie był w stanie jeść normalnie. Ot, złapał doła i wolał jeść mniej, niż cieszyć się posiłkiem bez nikogo.
Niemniej, dziś miał być dniem wyjątkowym. Po pobudce nie czuł się co prawda specjalnie w żadnym stopniu, ani nie spodziewał się niczego wielkiego. Dopiero na spacerze, gdy w oddali uwidział czyjąś sylwetkę, sam się ożywił w zupełności i z dzikością, jakiej od dawna w sobie nie miał, popędził w stronę kota, by... się zawieść. Choć nie do końca, bo nawet jak nie był to nikt znajomy, nadal był to ktokolwiek z kim może pogadać. Sytuacja jednak teraz mogła być dziwna, bo wpierw szarżował na nieznajomego, a w końcu zwolnił i po prostu podszedł jak gdyby nigdy nic. Czy on się przejął? Nie. W ogóle, kroczył ciężko, ale zdecydowanie wyglądał jakby cała akcja jednak miała się wydarzyć i nie wyglądać głupio. - Gdzie wszyscy? Jeszcze jakiś czas temu niemal w całym lesie ktoś był... Coś się stało? - oczywiście, to chciał wiedzieć jak najprędzej. To było najważniejsze, bo jeśli coś się stało jego znajomym to przez własną nieuwagę nawet nie zdążyłby się z nimi pożegnać. Mogło to być przez stan wody, tak. Nawet jak przechodził jedynie w okolicy granicy Cienia, zauważył podniesiony stan wody. Roztopy mogły wygonić wszystkich, ale nie musiały... więc może obcy coś wie. - A, no. Dzień dobry swoją drogą. Skądś jest? Nie wyglądasz na byle kruche chucherko, a widziałem takie kiedyś! Z Cienia, dobry chłopak. Tęskno za nim. Ty też? Z Cienia?
Przysiadł. Topniejący śnieg niewiele mu zrobi, i tak był poczochrany, brudny i nie wiadomo co jeszcze. Po co miał o siebie dbać, skoro był sam? Nonsens. Teraz przynajmniej wygląda jak prawdziwy przybłęda i może nie zostanie zbesztany o dziwny zapach, który nadal mógł od niego się wydzielać. Mógł, nie musiał - sam nie wiedział czy pachnie domem, czy już przyjął leśny zapach!
Płeć: kocur Trwałe urazy: drobne blizny na całym ciele
Jest to mlecznobiały orientalny kocur o pysku, uszach, ogonie i łapach pokrytych ciepłą szarością, która rozlewa się również na boki w okolicy ud. Sierść pokrywająca ciało jest krótka i gładka, a pod nią liczne stare i nowe blizny, które sprawiają, że miejscami nie przylega tak idealnie jak powinna. Kazo jest bardzo wysoki, niewiele brakuje mu do osiągnięcia limitu kociego wzrostu. Przy tym jego sylwetka jest bardzo smukła, choć wiszący na podbrzuszu luźny fałd skóry nieco ową smukłość zaburza. Jego łapy, choć chude, nie sprawiają wrażenia delikatnych dzięki mocnemu, wyraźnemu umięśnieniu, które pokrywa również resztę kota. Pysk oprószony siwizną, przyozdobiony jest długimi, białymi wąsami oraz ciemnym, lawendowo-różowym nosem; wyżej znajdują się wąskie, skośne kobaltowe ślepia o bystrym wyrazie. Profil twarzy ma prosty, zaś jego ogon jest bardzo długi i biczowaty.
Stanowczy, wymagający kocur o stoickim usposobieniu. Nigdy nie unosi się gniewem bez poważnego powodu. Najczęściej robi za cień Rojsta, wypełniając jego polecenia. Wobec swoich podwładnych jest zdecydowanie mniej surowy niż ryży przywódca, brak też w jego postawie przejmującego chłodu. Trudno powiedzieć o nim więcej, gdyż nawet w obrębie klanu trzyma się na uboczu, skupiony na swojej misji. Tylko czasem, gdy nikt nie patrzy, na szare oblicze wstępuje tęsknota, którą kieruje ku gwiazdom. Wykorzystuje ją jako motywację do działania, by osiągnąć swój cel i - wreszcie - móc spocząć ze spokojem i świadomością, że dokonał wspaniałej rzeczy.
Złoty Język[KP]; Mak[KRz]; Księżycowy Pył[GK]
Poruszył uszami, gdy usłyszał tupot łap o ziemię. Natychmiast odwrócił głowę w kierunku źródła dźwięku - wielkiego kota o bujnym futrze. Zmarszczył lekko brwi i zgrabnym ruchem odwrócił się frontem ku niemu, bez chwili zawahania szykując się do uniknięcia ciosu lub zadania własnego, choć nie spinał się przesadnie, jakby szarżujący na niego kot nie był niczym niecodziennym czy zaskakującym. Zaraz jednak ten zwolnił, aż podszedł do niego wolnym krokiem. Brwi Kazo powędrowały nieco w górę. Nie rezygnował z czujności, ale nie wykazywał chęci do ataku.
- Wszyscy? - zapytał, unosząc brwi trochę wyżej. - Nic mi o tym nie wiadomo.
O ile nieznajomy nie zaskoczył liliowego pointa swoją szarżą, tak z całą pewnością dokonał tego swoją nadmierną gadatliwością. Na "dzień dobry" skinął mu głową, jednak jeszcze się nie odzywał, dając mu się wygadać. Dopiero jak zamknął pysk Kazo odetchnął dyskretnie.
- Mieszkam w okolicy, jednak nie należę do Klanu Cienia. Ty zaś wydajesz się lokalnym włóczęgą. Czy się mylę? - odparł spokojnie, bez nadmiernego okazywania emocji.
Nie spotkał jeszcze samotnika, który mieszkałby w okolicy zajętych przez nich terenów, ale nigdy nic nie wiadomo.
<br><center><div class="calosc"><img src="https://i.imgur.com/3gRXngj.png"><div class="teksttlo"><span class="linia1">soldier keep on marching on</span>
head down till the work is done
<span class="linia3">waiting on the morning sun</span>
<font class="linia4">soldier keep on marching on</font></div></div></center>
Mistrz: bezdomni Płeć: kocur Matka: Sagiko [NPC] Ojciec: Giorgio [NPC] Partner: [wheeze] Trwałe urazy: Brak palca w przedniej, prawej łapie.
Wielka, czarno-srebrna pręgowana tygrysio kula o zielonych oczach. Na pysku, brzuchu i lapach ma przebarwione futro do bieli. Jego plecy i brzuch w czasie zimy, obrasta warstwa grubego, jaśniejszego futra. Latem jest ono gładsze i ciemniejsze. Charakterystycznym dla kocura jest brak palca w przedniej lewej łapie. Jego prawe ucho jest delikatnie naderwane. Często śmierdzi podobnie do psa, bo ma z jednym kontakt niemal każdego dnia. Pod grubym futrem ma czerwoną obróżkę, której szczerze powiedziawszy nie widać, chyba że z całych sił stara się przedostać przez jego sierść do szyi.
Spokojny, posłuszny, ale jak trzeba to będzie walczył. W prawdzie nie lubi się bić, ani nawet się głupio przegadywać, ale jak ktoś go do tego zmusza, to nie będzie przecież stał i gapił się jak głupi w ser. Towarzyski, rozmowny, ciekawski, który toleruje niemal wszystko i każdego. A poza tym, wielbiciel psów.
Wężowy Błysk [KG]
- Wszyscy. Chodzę sobie od świtu do świtu i co? I nic. Jakby coś zeżarło każdego - był nieco zawiedziony, że osobnik przed nim o niczym nie wie. Nie miał mu za złe, że nie ma o losie innych pojęcia, aczkolwiek było to poniekąd przykre i martwiące. Skomentował to wszystko jedynie westchnięciem, potem nad tym pomyśli, będzie miał na to na pewno znowu sporo czasu. - Och... no, tak, tak! Już tak. Nowy nabytek lasu. Miło mi... Z kim mam przyjemność?
Nie było się co rozdrabniać, chyba. Skoro mieszka "w okolicy", na chłopski rozum wziął go za samotnika typu Osy. Póki nie dojdą w rozmowie do tego, że jest inaczej, nie będzie miał chyba nawet cienia możliwości się domyślić, że jest z jakiegokolwiek Klanu.
Płeć: kocur Trwałe urazy: drobne blizny na całym ciele
Jest to mlecznobiały orientalny kocur o pysku, uszach, ogonie i łapach pokrytych ciepłą szarością, która rozlewa się również na boki w okolicy ud. Sierść pokrywająca ciało jest krótka i gładka, a pod nią liczne stare i nowe blizny, które sprawiają, że miejscami nie przylega tak idealnie jak powinna. Kazo jest bardzo wysoki, niewiele brakuje mu do osiągnięcia limitu kociego wzrostu. Przy tym jego sylwetka jest bardzo smukła, choć wiszący na podbrzuszu luźny fałd skóry nieco ową smukłość zaburza. Jego łapy, choć chude, nie sprawiają wrażenia delikatnych dzięki mocnemu, wyraźnemu umięśnieniu, które pokrywa również resztę kota. Pysk oprószony siwizną, przyozdobiony jest długimi, białymi wąsami oraz ciemnym, lawendowo-różowym nosem; wyżej znajdują się wąskie, skośne kobaltowe ślepia o bystrym wyrazie. Profil twarzy ma prosty, zaś jego ogon jest bardzo długi i biczowaty.
Stanowczy, wymagający kocur o stoickim usposobieniu. Nigdy nie unosi się gniewem bez poważnego powodu. Najczęściej robi za cień Rojsta, wypełniając jego polecenia. Wobec swoich podwładnych jest zdecydowanie mniej surowy niż ryży przywódca, brak też w jego postawie przejmującego chłodu. Trudno powiedzieć o nim więcej, gdyż nawet w obrębie klanu trzyma się na uboczu, skupiony na swojej misji. Tylko czasem, gdy nikt nie patrzy, na szare oblicze wstępuje tęsknota, którą kieruje ku gwiazdom. Wykorzystuje ją jako motywację do działania, by osiągnąć swój cel i - wreszcie - móc spocząć ze spokojem i świadomością, że dokonał wspaniałej rzeczy.
Złoty Język[KP]; Mak[KRz]; Księżycowy Pył[GK]
- Być może to wina powodzi, które nawiedzają okolicę. Przebywam tu ze swoją grupą od niedawna i nie spotkałem innych samotników niż ciebie, jedynie parę klanowych kotów po ich stronie granicy - skwitował.
Mógł tylko spekulować, ale nie potrafił nic poradzić kocurowi. Być może za krótko tu przebywał, by natrafić na innych samotników. Nieznajomy, w rzeczy samej, był pierwszym takim kotem.
Prawa brew starego kocura drgnęła. "Już tak"? Interesujące. Być może należał wcześniej do któregoś z klanów, tak jak parę nowszych nabytków Pożogi. Trudno powiedzieć. Zastępca Rojsta wciąż nie był zbyt dobrze zorientowany w kwestii zapachów, gdyż miał w tej chwili na głowie zajmowanie się klanem pod nieobecność ryżego przywódcy.
- Kazo - przedstawił się krótko. - Nowy nabytek? Żyłeś może wcześniej w którymś z klanów? - zapytał, przyglądając się kotu nieco uważniej.
<br><center><div class="calosc"><img src="https://i.imgur.com/3gRXngj.png"><div class="teksttlo"><span class="linia1">soldier keep on marching on</span>
head down till the work is done
<span class="linia3">waiting on the morning sun</span>
<font class="linia4">soldier keep on marching on</font></div></div></center>
Mistrz: bezdomni Płeć: kocur Matka: Sagiko [NPC] Ojciec: Giorgio [NPC] Partner: [wheeze] Trwałe urazy: Brak palca w przedniej, prawej łapie.
Wielka, czarno-srebrna pręgowana tygrysio kula o zielonych oczach. Na pysku, brzuchu i lapach ma przebarwione futro do bieli. Jego plecy i brzuch w czasie zimy, obrasta warstwa grubego, jaśniejszego futra. Latem jest ono gładsze i ciemniejsze. Charakterystycznym dla kocura jest brak palca w przedniej lewej łapie. Jego prawe ucho jest delikatnie naderwane. Często śmierdzi podobnie do psa, bo ma z jednym kontakt niemal każdego dnia. Pod grubym futrem ma czerwoną obróżkę, której szczerze powiedziawszy nie widać, chyba że z całych sił stara się przedostać przez jego sierść do szyi.
Spokojny, posłuszny, ale jak trzeba to będzie walczył. W prawdzie nie lubi się bić, ani nawet się głupio przegadywać, ale jak ktoś go do tego zmusza, to nie będzie przecież stał i gapił się jak głupi w ser. Towarzyski, rozmowny, ciekawski, który toleruje niemal wszystko i każdego. A poza tym, wielbiciel psów.
Wężowy Błysk [KG]
- Ah! Klanowi. Ci też są mili. Cień, Cień jest cudowny. Mam tam przyjaciela, jaki z niego dobry chłop! Mówiłem już o nim, ale zapewniam, jak go poznasz to będziesz miał takie samo zdanie. Dziwne, że Samotników wywiało. Takie to nie w ich stylu... A dosłownie jakiś czas temu w okolicy poznałem takiego przybłędę, chyba Kapsel miał na imię. Nic specjalnego, ale miły do pogadania - o Niknącej Łapie mógł mówić... bardzo dużo. Z pierwszych wycieczek do lasu, tego kota pamiętał najbardziej i do niego pajał największą sympatią. Dałoby się pomyśleć, że właściwie dla niego w końcu porzucił domowe życie, bo zaczął tęsknić za Klanowiczem. - Przybywasz? Z grupą?
Uniósł brew do góry, z zaciekawieniem przyglądając się starszemu kotu. No, kimkolwiek on i jego grupa nie byli, to zdecydowanie chciał o nich posłuchać. Głównie z ciekawości. - A, no, miło poznać! Ja tam właściwie nie mam imienia. To jest, jasne że mam, mam dużo imion. Ale nie takie jedno konkretne. Ahab głównie o sobie mówię - odparł z serdecznym uśmiechem na pysku. Rozwinąłby to, ale wpierw musiał odpowiedzieć na inne ważniejsze rzeczy... przez co kwestia wielu imion ostatecznie wyleciała mu z głowy. - Nie, jeszcze nie byłem w żadnym. Jeszcze! Kiedyś będę. Znaczy, mam zamiar... ale co z tego wyjdzie to nie wiem. Z osiedla jestem, to tam, dalej trochę.
Wskazał pyskiem, skąd mniej-więcej przyszedł. Czy warto wspominać o pieszczochowej przeszłości? Nie... póki nie dopyta. Różne reakcje go spotkały i chyba nie chciał ryzykować spłoszeniem kota, tylko dlatego że bywał w domu raz na jakiś czas.