Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
I poszli, razem, wreszcie. Tylko, że odejście nie było takie jakiego oczekiwał. Od razu praktycznie dała znać, że sobie idzie i... i tyle? A co z ich umową?! Przecież miała mu oddać zwierzynę i... Co za paskudna... Moment stał wbity w miejsce, po prostu patrząc za nią, jak ta sobie odchodzi. Był z jednej strony bardzo zły, z drugiej niespecjalnie się przejmował. Po prostu przy następnym spotkaniu omówi sobie tą sprawę. Co zaś ze szturchnięciem? Drgnął, gdy go tknęła, ale chyba szok nie pozwolił mu na to by zareagował jak zwykle. Trudno. Rzucił za nią głośnym "żegnaj" i odszedł w swoją stronę.
Ogromna | czarna z białymi znaczeniami | błękitne oczy ||| Pierwsze, co rzuca się w oczy, to ogrom kotki. Mruk fizycznie jest wielka, przewyższa wiele kotów, a długa, rozwichrzona sierść tylko dodaje jej gabarytów. Nie jest w stanie ułożyć włosów na płasko, dlatego też siedząc, często wygląda jak włochata, duża piłka. Z daleka kilka zbitych pasm grubej sierści przypomina bardziej kolce niż faktyczne kępy futra, odstające głównie z jej szyi i karku.
Duży łeb okraszony jest raczej niewielkimi oczami o jasnej, błękitnej barwie. Sierść jest koloru gładkiej (bez pręg) czerni z białymi znaczeniami na brodzie, ciągnącymi się przez gardło i kawałek szyi, a kolejne na całej szerokości klatki piersiowej, które kończą się pomiędzy przednimi nogami, tuż na samym początku. Posiada również białą, podłużną plamę na karku. Lewe ucho ma odgryzioną końcówkę, a prawe, zakończone pędzelkiem, nieco oklapnięte na końcu.
Mruk to indywidualistka. Chodzi swoimi własnymi drogami, które często okazują się być dłuższe i cięższe, ale hej! Przynajmniej nie jest taka jak inni. Stawia na swoim, rzadko zmienia zdanie i uparcie trzyma się swoich przekonań. Ciężko zdobyć jej zaufanie, szczególnie samcom, do których jest uprzedzona i od początku traktuje ich z góry. Chyba, że nie gadają albo są w stanie mówić na tyle sensownie, że ich egzystencja jej nie denerwuje.
Jej metody wychowawcze są dalekie od poprawnych. Nie potrafi okazywać uczuć, a przynajmniej nie tych pozytywnych. Ciężko jej zaimponować, nie umie podbijać morali (prędzej dobijać), bywa zgryźliwa. Do tego nie zna się na żartach, łatwo potrafi przejść z niezrozumienia humoru do wyzwisk w stronę opowiadającego.
Twardo stąpa po ziemi, jest realistką i każdą sytuację analizuje w taki sposób, by dobrać odpowiednie rozwiązanie. Stara się nie działać pochopnie, o ile w grę nie wchodzą interakcje społeczne, z którymi sobie nie radzi. Oddałaby życie za swoich najbliższych, choć na odchodne rzuciłaby pasywno-agresywny komentarz, byleby pokazać, że nie jest zadowolona z takiego obrotu spraw. Uwielbia ‘a nie mówiłam’.
Świt [KW] Bezimienny [S]
Był to po raz kolejny jak zgubiła dziecko. Nie, wróć. Był to kolejny raz, gdy dziecko nie posłuchało wyraźnego rozkazu siedzenia na czterech literach w jednym miejscu. Frustracja Mruk pogłębiała się z każdym kolejnym razem, jak musiała zostawić młodzika samego, a ten bardzo ochoczo opuszczał wyznaczoną kryjówkę. Szczerze rozważała pozostawienie go samemu sobie. To nie tak, że bezpośrednio przyczyniła się do jego śmierci. Robiła co mogła, a że dziecko jest niewychowane, to już nie jej wina. Takie znalazła. Albo raczej ono znalazło ją.
Wsunęła się do nory na tyle, na ile się zmieściła, rozkopując nieco dół. Rozejrzała się uważnie, pociągnęła zapach, który prawie na pewno należał do jej podopiecznego. Jego tu jednak nie było. Wyściubiła łeb z leża, uważnie lustrując otoczenie. - Ziemniaczek - wyrzekła głośniej, z nadzieją, że łaciaty ją usłyszy i przyjdzie.
/onyks ♥
The woman is wild, a she-cat tamed by the purr of a Jaguar
Money's the matter
If you're in it for love You ain't gonna get too far
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxTypowy dzień, który spędzała na swoich terenach, a raczej na terenach, które już stały się dla niej tak znajomej, że nie mogła inaczej ich nazywać. Nie przywiązała się jakoś bardzo, ale na pewno przyjemniej było siedzieć w jednym miejscu, gdy miało się powód; nie mogła jednak się nigdy przyznać, że jej powodem jest czekanie na Kukułkę. Przyjaciółka nie miała nigdy wolności, więc nie doświadczyła bieganie w jedną i w drugą bez zastanowienia, a czarna piękność nie była tym nawet tak zainteresowana, jedynie co chciała to, by długowłosa do niej wracała. xxxxZawsze była czujna, dlatego nagły dźwięk, który rozszedł się po okolicy zwrócił jej uwagę, samo słowo było dosyć mało informujące, ale mogła się domyślić, że ktoś kogoś szukał… a ona była zainteresowana kto i czemu. Z własnych pobudek, bez większych chęci pomocy po prostu może były to kłopoty dla danego Ziemniaczka, a wtedy mogłaby skorzystać i zabawić się czyimś kosztem. Może i stała się lepszą wersją siebie, ale nadal lubiła sprawiać kłopoty. Wychylając się zza jednego z drzew, do którego podeszła skradając się zauważyła ogromną i… niczego sobie kocicę - znaczyło to tyle, że pora wyjść i się wesoło przywitać. xxxx– Czyżby coś się stało? – zapytała po chwili siadając w miejscu gdzie przed chwilą się kryła, ale tym razem pokazywała całą swoją umięśnioną sylwetkę z ułożonym włosiem, a wzrok miała szaleńczo wbity w stworzenie, chociaż bił z nich spokój z lekkim zainteresowaniem.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Ogromna | czarna z białymi znaczeniami | błękitne oczy ||| Pierwsze, co rzuca się w oczy, to ogrom kotki. Mruk fizycznie jest wielka, przewyższa wiele kotów, a długa, rozwichrzona sierść tylko dodaje jej gabarytów. Nie jest w stanie ułożyć włosów na płasko, dlatego też siedząc, często wygląda jak włochata, duża piłka. Z daleka kilka zbitych pasm grubej sierści przypomina bardziej kolce niż faktyczne kępy futra, odstające głównie z jej szyi i karku.
Duży łeb okraszony jest raczej niewielkimi oczami o jasnej, błękitnej barwie. Sierść jest koloru gładkiej (bez pręg) czerni z białymi znaczeniami na brodzie, ciągnącymi się przez gardło i kawałek szyi, a kolejne na całej szerokości klatki piersiowej, które kończą się pomiędzy przednimi nogami, tuż na samym początku. Posiada również białą, podłużną plamę na karku. Lewe ucho ma odgryzioną końcówkę, a prawe, zakończone pędzelkiem, nieco oklapnięte na końcu.
Mruk to indywidualistka. Chodzi swoimi własnymi drogami, które często okazują się być dłuższe i cięższe, ale hej! Przynajmniej nie jest taka jak inni. Stawia na swoim, rzadko zmienia zdanie i uparcie trzyma się swoich przekonań. Ciężko zdobyć jej zaufanie, szczególnie samcom, do których jest uprzedzona i od początku traktuje ich z góry. Chyba, że nie gadają albo są w stanie mówić na tyle sensownie, że ich egzystencja jej nie denerwuje.
Jej metody wychowawcze są dalekie od poprawnych. Nie potrafi okazywać uczuć, a przynajmniej nie tych pozytywnych. Ciężko jej zaimponować, nie umie podbijać morali (prędzej dobijać), bywa zgryźliwa. Do tego nie zna się na żartach, łatwo potrafi przejść z niezrozumienia humoru do wyzwisk w stronę opowiadającego.
Twardo stąpa po ziemi, jest realistką i każdą sytuację analizuje w taki sposób, by dobrać odpowiednie rozwiązanie. Stara się nie działać pochopnie, o ile w grę nie wchodzą interakcje społeczne, z którymi sobie nie radzi. Oddałaby życie za swoich najbliższych, choć na odchodne rzuciłaby pasywno-agresywny komentarz, byleby pokazać, że nie jest zadowolona z takiego obrotu spraw. Uwielbia ‘a nie mówiłam’.
Świt [KW] Bezimienny [S]
Nie zjawił się na zawołanie. Mogło to znaczyć tyle, że albo go tu nie było albo był martwy. Jeśli faktycznie ją usłyszał, ale nie przyszedł specjalnie, to byłoby lepiej dla niego, gdyby był martwy. Miała zamiar już odejść, pójść przed siebie i szukać dalej. Oczywiście, nie priorytezując dziecka, ponieważ jego ucieczka, znowu, powinna zostać ukarana. Niech pogłoduje chwilę, zmarznie, zmęczy łapy. Wtedy dopiero łaskawie się przy nim zjawi.
Całe szczęście, że na miejscu pojawiła się obca, czarna kotka o nietuzinkowym wyglądzie, może zajmie jej chwilę czasu. Problemem jedynie było to, że faktycznie trzeba było wysilić się na jakiekolwiek uspołecznianie się, które nie będzie męczące. - Nie - rzuciła krótko i zrobiła krok do przodu, mechanicznie pozwalając ciału przejąć kontrolę. Zatrzymała się jednak, wzdychając ciężko. - Widziałaś kociaka? Mały, głupi, czarno biały.
The woman is wild, a she-cat tamed by the purr of a Jaguar
Money's the matter
If you're in it for love You ain't gonna get too far
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxReakcja stworzenia była co najmniej zabawna, ale czarnowłosa nie dała po sobie poznać, że ją to rozbawiło utrzymując poważny i spokojny wyraz pyska, który nie wyrażał większych emocji. Najpierw twierdziła, że nic się nie stało, ale jednak… coś się stało, czyżby mamusia zgubiła dzieciaka? Ale coś nie mogła uwierzyć, że byli chociaż spokrewnieni, spokój i obojętność niebieskookiej były wręcz przerażająco lodowate w stosunku do tej sytuacji, a coś kojarzyła, że zazwyczaj inaczej się reagowało na zgubione dzieci w marketach. W dziczy tym bardziej. xxxx– Nie widziałam, ale jeśli chcesz mogę pomóc Ci go poszukać… Jesteś siostrą tego… kociaka?
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Ogromna | czarna z białymi znaczeniami | błękitne oczy ||| Pierwsze, co rzuca się w oczy, to ogrom kotki. Mruk fizycznie jest wielka, przewyższa wiele kotów, a długa, rozwichrzona sierść tylko dodaje jej gabarytów. Nie jest w stanie ułożyć włosów na płasko, dlatego też siedząc, często wygląda jak włochata, duża piłka. Z daleka kilka zbitych pasm grubej sierści przypomina bardziej kolce niż faktyczne kępy futra, odstające głównie z jej szyi i karku.
Duży łeb okraszony jest raczej niewielkimi oczami o jasnej, błękitnej barwie. Sierść jest koloru gładkiej (bez pręg) czerni z białymi znaczeniami na brodzie, ciągnącymi się przez gardło i kawałek szyi, a kolejne na całej szerokości klatki piersiowej, które kończą się pomiędzy przednimi nogami, tuż na samym początku. Posiada również białą, podłużną plamę na karku. Lewe ucho ma odgryzioną końcówkę, a prawe, zakończone pędzelkiem, nieco oklapnięte na końcu.
Mruk to indywidualistka. Chodzi swoimi własnymi drogami, które często okazują się być dłuższe i cięższe, ale hej! Przynajmniej nie jest taka jak inni. Stawia na swoim, rzadko zmienia zdanie i uparcie trzyma się swoich przekonań. Ciężko zdobyć jej zaufanie, szczególnie samcom, do których jest uprzedzona i od początku traktuje ich z góry. Chyba, że nie gadają albo są w stanie mówić na tyle sensownie, że ich egzystencja jej nie denerwuje.
Jej metody wychowawcze są dalekie od poprawnych. Nie potrafi okazywać uczuć, a przynajmniej nie tych pozytywnych. Ciężko jej zaimponować, nie umie podbijać morali (prędzej dobijać), bywa zgryźliwa. Do tego nie zna się na żartach, łatwo potrafi przejść z niezrozumienia humoru do wyzwisk w stronę opowiadającego.
Twardo stąpa po ziemi, jest realistką i każdą sytuację analizuje w taki sposób, by dobrać odpowiednie rozwiązanie. Stara się nie działać pochopnie, o ile w grę nie wchodzą interakcje społeczne, z którymi sobie nie radzi. Oddałaby życie za swoich najbliższych, choć na odchodne rzuciłaby pasywno-agresywny komentarz, byleby pokazać, że nie jest zadowolona z takiego obrotu spraw. Uwielbia ‘a nie mówiłam’.
Świt [KW] Bezimienny [S]
Samo pytanie było głupie. Całkowicie obca kotka nie wiedziała, że nie są spokrewnieni? Jasne, brzmiało to logicznie. Nie zmieniało to faktu, że Mruk na samą myśl o byciu spokrewnioną z Ziemniaczkiem, wyciągnęła pazury i przejechała nimi powoli po ziemi, starając się nie wybuchnąć. Pytanie było proste, zwyczajne, dość typowe dla normalnych pogaduszek z normalnymi kotami. Problem był taki, że Mruk nie była normalna. Albo nie chciała być normalna. Relacje międzykocie były niezręczne, wymuszone i nie czuła potrzeby żeby w nich uczestniczyć.
- Nie, jestem... - zawahała się. Tak naprawdę nie była nikim dla niego. Chociaż nie, prędzej on był nikim dla niej. - Przypałętał się kilka księżyców temu. Czekam aż będzie mógł żyć na własną łapę i będę mogła go zostawić.
The woman is wild, a she-cat tamed by the purr of a Jaguar
Money's the matter
If you're in it for love You ain't gonna get too far
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxReakcja wielkiego stworzenia nie była normalna, ale Onyks nie ruszyła się nawet o krok, a jedynie delikatnie napięła mięśnie, gdyby była jakaś potrzeba na unik, czy rzucenie piachem po oczach. Pazury długofutrej zostały jednak tylko w ziemi, nie wylądowały na pysku czarnej piękności, a ona nawet nie wykrzyczała jej w pysk jakichś obelg - czyli miała w sobie jakieś hamulce, mimo wszystko. xxxx– Mhm – mruknęła lekko grobowo, a zielone ślepia wbiła prosto w lodowe towarzyszki. Chyba kocica nie bardzo wiedziała jak głupio brzmiała jej odpowiedź. Orientalna widziała w tym brak chęci na przywiązanie się do kociaka, ale gdyby naprawdę nie obchodził ją dzieciak to by go zostawiła. Ona by tak zrobiła. Chyba. Ostatnio coraz mniej czuła się sobą, a bardziej odczuwała wpływ jaki miała na nią Kukułka samą swoją osobą, nie znaczyło to że była kompletnie pozbawiona swoich złych cech, wszystkie były na miejscu. Lekko tylko zmiękła, bo czuła się szczęśliwa. – Czyli mogłabym Ci się jednak do czegoś przydać. Chociaż wolałabym w innej sytuacji krzyczeć, ale kociaka też mogę poszukać – cmoknęła wstając z miejsca i powolnie podchodząc do piękności, chłodnej jak jej własny wzrok.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Ogromna | czarna z białymi znaczeniami | błękitne oczy ||| Pierwsze, co rzuca się w oczy, to ogrom kotki. Mruk fizycznie jest wielka, przewyższa wiele kotów, a długa, rozwichrzona sierść tylko dodaje jej gabarytów. Nie jest w stanie ułożyć włosów na płasko, dlatego też siedząc, często wygląda jak włochata, duża piłka. Z daleka kilka zbitych pasm grubej sierści przypomina bardziej kolce niż faktyczne kępy futra, odstające głównie z jej szyi i karku.
Duży łeb okraszony jest raczej niewielkimi oczami o jasnej, błękitnej barwie. Sierść jest koloru gładkiej (bez pręg) czerni z białymi znaczeniami na brodzie, ciągnącymi się przez gardło i kawałek szyi, a kolejne na całej szerokości klatki piersiowej, które kończą się pomiędzy przednimi nogami, tuż na samym początku. Posiada również białą, podłużną plamę na karku. Lewe ucho ma odgryzioną końcówkę, a prawe, zakończone pędzelkiem, nieco oklapnięte na końcu.
Mruk to indywidualistka. Chodzi swoimi własnymi drogami, które często okazują się być dłuższe i cięższe, ale hej! Przynajmniej nie jest taka jak inni. Stawia na swoim, rzadko zmienia zdanie i uparcie trzyma się swoich przekonań. Ciężko zdobyć jej zaufanie, szczególnie samcom, do których jest uprzedzona i od początku traktuje ich z góry. Chyba, że nie gadają albo są w stanie mówić na tyle sensownie, że ich egzystencja jej nie denerwuje.
Jej metody wychowawcze są dalekie od poprawnych. Nie potrafi okazywać uczuć, a przynajmniej nie tych pozytywnych. Ciężko jej zaimponować, nie umie podbijać morali (prędzej dobijać), bywa zgryźliwa. Do tego nie zna się na żartach, łatwo potrafi przejść z niezrozumienia humoru do wyzwisk w stronę opowiadającego.
Twardo stąpa po ziemi, jest realistką i każdą sytuację analizuje w taki sposób, by dobrać odpowiednie rozwiązanie. Stara się nie działać pochopnie, o ile w grę nie wchodzą interakcje społeczne, z którymi sobie nie radzi. Oddałaby życie za swoich najbliższych, choć na odchodne rzuciłaby pasywno-agresywny komentarz, byleby pokazać, że nie jest zadowolona z takiego obrotu spraw. Uwielbia ‘a nie mówiłam’.
Świt [KW] Bezimienny [S]
Mhm? Kotka zakłóciła jej spokój, zaczepiła i mówiła rzeczy, żeby teraz się komunikować przez mruknięcia? Nie żeby to jakoś bardzo odstawało od zachowania samej Mruk, ale ta bez powodu nie zaczepiała innych kotów. I ona robiła to przecież w inny sposób. Lepszy, mądrzejszy, ciekawszy. - Ta, mhm - odparła, odwracając wzrok. Patrzenie się prosto w oczy czarnej orientalki wcale jej nie peszyło, nie czuła się onieśmielona czy zdominowana. Chciała w ten sposób zaznaczyć znudzenie, które powodowała rozmowa z nieznajomą. Za nic nie sądziła, że z początku taka tajemnicza kotka jest w stanie być tak nudna i nieciekawa. Już z Ziemniaczkiem jest w stanie nawiązać lepszą rozmowę.
- Niekoniecznie, szukanie kociaka to żadna sztuka - wzruszyła barkami. Ba, dla niej to był chleb powszedni w przypadku podopiecznego. - Nie zamierzam cię jednak wyganiać. Chcesz, to szukaj.
The woman is wild, a she-cat tamed by the purr of a Jaguar
Money's the matter
If you're in it for love You ain't gonna get too far
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Nie zatrzymał się and na chwilę od walki z samotniczką. Już w pełni zaczął czuć wszystkie zadane przez nią rany, nawet jeśli przynajmniej krew z nich leciała coraz wolniej. A teraz miał wrażenie, że towarzysząca jego kaszlowi od pewnego czasu gorączka również zaczęła wzrastać. Czy może to też jedynie jakiś efekt otrzymanych ran? Nie był pewny. Właściwie, trudno było powiedzieć, by myślał w tym momencie o czymkolwiek, wręcz automatycznie stawiał kolejne kroki przed siebie, byleby iść dalej, nie przewrócić się na środku lasu, prosto w śnieg, z którego już się nie podniesie.
Aż w końcu coś przykuło jego wzrok. Nora. Wyglądała na opuszczoną. Czy naprawdę taka była? Nie miał siły teraz się upewniać, byleby właściciela akurat nie było w środku, bo wtedy pewnie nie wyjdzie z niej już żywy. Jednak teraz, nie widząc dla siebie żadnego lepszego rozwiązania, ostatkiem sił wszedł do jej środka, by skulić się w środku i zasnąć. Tylko trochę odpocznie, odzyska siły, a potem pójdzie poszukać Szpona… Musiał to zrobić, nie miał innej opcji. Tak samo jak wszystkie inne rzeczy, które musiał uczynić. Gdyby nie one, nie miałby już po co stąd wstawać.
• rana 2 stopnia: rozległe ślady pazurów na brzuchu, krwawi, -3hp w następnej turze, -2hp do końca walki
• rana 1 stopnia: rozcięty nos, krwawi, -1hp do końca walki
• rana 1 stopnia: ślady kłów na poliku, krwawi, -1hp do końca walki
• rana 1 stopnia: pogryziona szyja, krwawi, -1hp do końca walki
• rana 0 stopnia: ślady kłów na prawej przedniej łapie
• rana 0 stopnia: zadrapanie na lewym łuku brwiowym
• rana 0 stopnia: ślady kłów na lewym łuku brwiowym
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
Bobrzy Bór odkąd znalazł całkiem duże pokłady różnych ziół w pobliżu gniazd dwunogów zapuszczał się nieco dalej raz na jakiś czas w poszukiwaniu czegoś nowego. Tak miało być i tego dnia... ale gdy tylko przekroczył rzekę płynącą przy cienistej granicy wyczuł krew. Na dodatek kocią, więc zaalarmowany zapachem ruszył za nim nieco ostrożnie, nasłuchując, rozglądając się i węsząc za potencjalnym zagrożeniem.
Już raz spotkał raną samotniczkę, więc i tym razem mogło być podobnie, prawda? - Przepraszam? Jest tu ktoś? Jestem medykiem, mogę jakoś pomóc? - zawołał w głąb nory, z której biła cisza i odór ran, który jako medyk Bobrzy Bór znał bardzo dobrze. Jednak najpierw musiał zaczekać czy nieznajomy na pewno będzie chciał pomocy, więc lisi ogon od wejścia do kryjówki niebieskooki usiadł spinając wszystkie mięśnie, żeby w razie problemów móc jak najszybciej stąd zwiać.
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Nie miał pojęcia ile czasu spędził leżąc w norze. Jedynie ból płynący z ran, szczególnie tej na brzuchu, upewniał go, że jeszcze żył, a głos, który dotarł do jego uszu nie był jeszcze Gwiezdnym wzywającym go do dołączenia do swojego klanu. - …Przyszedłeś mnie zabić? – spytał w pierwszym momencie, otwierając oczy, słysząc obecność innego kota w pobliżu. Nie, gdyby przybył tu po to mógłby to zrobić od razu, nie miałby po co zdradzać swojej obecności i tym bardziej wymyślać jakichś kłamstw o byciu medykiem. Jednak czemu miałby chcieć mu pomóc? Nie rozumiał, ale w tym momencie nie miał siły się nad tym zastanawiać.
Postarał się wstać i podejść kawałek, by sprawdzić, z kim w rzeczywistości miał do czynienia. Po drodze zatrzymując się jeszcze na moment, w którym z jego płuc wydobyła się kolejna fala kaszlu. - Jestem ranny. I chory. – stwierdził, co było rzeczami raczej oczywistymi teraz, gdy obcy kocur mógł go już zobaczyć. Co jednak mógł jeszcze powiedzieć. Zakaszlał znowu, odpluwając białą wydzielinę z pyska, po czym usiadł, nie mając w tym momencie siły ustać zbyt długo. Nie mógł zrobić nic innego, jak tylko zdać się na łaskę tego obcego kocura - Dlaczego chciałbyś mi pomóc?
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
- To ostatnie co mógłbym chcieć zrobić... no chyba, że ty próbowałbyś zabić mnie... - powiedział z uśmiechem chociaż ostatnie dwa słowa powiedział nieco ostrożniej spoglądając na wyłaniającą się sylwetkę samotnika. Słyszał kaszel, czuł krew, spodziewał się, że no obcy będzie ledwo żywy, a tu niespodzianka! Kocur zdawał się nawet nawet chodzić i trzymać. Bobrzy Bór był już przekonany, że to nic z czym by sobie nie poradził. Widział gorsze rzeczy, a on... on był zwyczajnie lekko sponiewierany. - Widzę, słyszę i czuję, ale nie martw się. Jak tak patrzę to wyliżesz się z tego w chwilę moment - mówiąc to przyjrzał się kocurowi dokładniej, po czym cofnął się o dwa kroki w kierunku swoich terenów, nie było czasu do stracenia - Bo to lubię, a kodeks medyka mnie do tego zobowiązuje. Poczekaj tutaj, za niedługo wrócę z ziołami! Za ten czas spróbuj dokładnie wymyć rany! - z każdym słowem był o krok dalej od szaro czarnego... a gdy skończył mówić ruszył biegiem.
Bobrzy Bór wrócił... tak szybko jak tylko mógł z czteroma liśćmi łopianu, czteroma pajęczynami i listkiem gwiazdnicy. Dość pokaźny pakunek ziół, jednak mógł sobie na to chyba pozwolić. - Wróciłem! Zjedz ten liść - powiedział podając mu listek gwiazdnicy - To gwiazdnica na biały i zielony kaszel, znajdziesz ją praktycznie wszędzie gdybyś potrzebował. A to to łopian, na rany, zwalcza też infekcje, więc można go stosować zawsze i... występuje też chyba wszędzie - mówiąc o łopianie położył go obok siebie, po czym przejechał językiem szybko po ranach aby mieć pewność że na pewno zostały dokładnie wyczyszczone. Zaraz po tym wziął wszystkie cztery liście łopianu do pyska i zmielił na maść, aby później dokładnie wmasować ją w każdą ranę - na nos, policzek, szyję a na koniec brzuch. Gdy pozbył się całej papki wziął w pysk pajęczynę no i zaczął owijać nią każdą jedną ranę - Skończone. Pajęczyna... nią zabezpieczasz opatrunki, wiesz, żebyś nie zabrudził przypadkiem, żeby nie odleciało, ani nie krwawiło, przy małych zadrapaniach można pominąć, ale raczej bym tego nie polecał - i skończył faktycznie z delikatnym uśmiechem na pysku - Wiesz, rozumiem , że możesz nie czuć się najlepiej, dlatego jeśli chcesz to mogę trochę z tobą zostać, jednak najpóźniej jutro musiałbym wrócić.
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Czy to wszystko było jakimś snem? Wydawało się to opcją bardziej prawdopodobną niż gdyby miała to być rzeczywistość, takie rzeczy się nie działy, jedyne, na co mógł liczyć, to spotkanie z kolejnym samotnikiem, który spróbuje go zabić. Mimo wszystko, nawet jeśli nie wierzył w to, że kocur rzeczywiście wróci, zaczął oczyszczać wszystkie swoje rany. Najpierw te największe, z niedawnej walki, a później i wszystkie mniejsze, których pochodzenia dokładnie nie pamiętał – te, które powstały podczas przemierzania okolicznych terenów przez zbyt wiele godzin, jak i te, które powstały przez jego własne kły. A następnie siedział, wpatrując się w horyzont, zza którego powinien powrócić cienisty kot. Jeśli rzeczywiście istniał.
- Dlaczego mi pomagasz? – Jego wybawca, który jak mógł się domyślić, musiał być medykiem klanu Cienia, nie miał przecież żadnego powodu, by to robić. Z jego perspektywy musiał wyglądać jak zwykły samotnik, kogoś takiego rzeczywiście lepiej było dobić nim dostanie się na tereny klanu, więc dlaczego, zamiast tego opatrywał jego rany? Do tego robił to ktoś, pochodzący z miejsca, które według słów samotniczki z którą stoczył walkę powinno być najgorszym w całym lesie. Co to wszystko oznaczało? Czuł, że musiało być w tym coś więcej, ale jego zmęczony umysł nie był w stanie połączyć jeszcze wszystkich faktów.
Przyjmował wszystkie otrzymywane medykamenty bez żadnego sprzeciwu, nawet gdyby okazało się, że to wszystko był plan, by go otruć, co innego miałby zrobić? W tym momencie był wyjątkowo pogodzony ze wszystkim, co się wokół niego działo.
Nawet jeśli wciąż zupełnie nie rozumiał, co musiało się wydarzyć, by Gwiezdny Klan zdecydował się jednak zesłać na jego drogę kogoś, kto chciał mu pomóc. Może i nigdy nie był kotem szczególnie garnącym się do towarzystwa innych, ale zdecydowanie potrzebował klanu. I gdyby nie wiedział tego wcześniej, ten niezbyt długi, spędzony poza Rzeką czas zdołałby mu to skutecznie uświadomić. Nie mógł przeżyć całkiem sam. Jego życie nie miało sensu, gdy nie był częścią czegoś większego. - Dam sobie radę. Nie musisz tu zostawać. – zapewnił w odpowiedzi kocura. Na pewno miał ważniejsze zajęcia w swoim klanie, nie powinien tu siedzieć, gdy tam czekały na niego prawdziwe obowiązki. Jemu samemu wystarczy trochę odpocząć i tak otrzymał już zdecydowanie lepszą opiekę niż kiedykolwiek by się spodziewał. A później będzie musiał poszukać Szpona. Co stało się z jego bratem? Martwił się o niego mieli spotkać się już jakiś czas temu, czy coś przeszkodziło mu w przyjściu? Czy zrezygnował jednak ze znalezienia go i pozostał w klanie? Nie, na pewno nie. Ale nad tym, co się z nim stało też będzie musiał pomyśleć później. - Dziękuję. – dodał, chociaż jak to mogło wystarczyć? Potrzebował zrobić coś zdecydowanie większego, by odwdzięczyć się za otrzymaną pomoc. W tym momencie jednak nie miał na to siły.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Główną zaletą obecnego stylu życia Zguby był fakt, że miało mnóstwo wolnego czasu. Cały ten słoneczny dzień mogło poświęcić na włóczenie się po lesie. Wędrowało więc, ciesząc się z każdej chwili, gdy gęste gałęzie drzew ocieniały ich, kryjąc przed lejącym się z nieba żarem, strzygąc uszami na śpiewy ptaków - i stale zastanawiając się nad spotkaniem sprzed kilku wschodów słońca.
Skaliste Zbocze odszedł z Klanu Rzeki. Jednocześnie niemal zaczął toczyć pianę z pyska, gdy zorientował się, że jego rodzeństwo żyje jako samotnik, więc albo był hipokrytą, albo między nim a Klanem Rzeki wydarzyło się coś naprawdę dziwnego, coś, co oczywiście nie było problemem Zguby, ale co mimo wszystko bardzo ich zmartwiło. Co więcej - bało się, zwyczajnie bało się. Logicznie wiedziało, że kocur prawie na pewno nie zrobi im krzywdy, ale niepokój pozostał, całkiem jak zaraz po opuszczeniu Osiedla, kiedy z przerażeniem obracało się przez ramię na byle głos.
W każdym razie chyba teraz już wiedziało, jak się sprawy miały, czyli: nie tak, jak widziała to Płotkowy Potok. Klan, nawet gdyby poszło błagać ich o pomoc, wcale ich nie chciał. Było tylko samotnikiem, błędem w systemie, czarną owcą w silnej, potężnej rodzinie - tym, które odeszło i nie wróciło, choć na pierwszy rzut oka nic ich nie powstrzymywało.
I akurat to nie przepełniało ich żadnym smutkiem.
// Noc
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Czas aby zrobić to, co odkładałem w czasie zdecydowanie zbyt długo. Pora poszukać Skały. Nie było go zdecydowanie zbyt długo i wiem, że będę spał spokojniej z myślą, że próbowałem coś zrobić. Miałem nadzieję, że pójście na osiedle nie będzie konieczne. To była wycieczka długa i daleka, bardzo dużo mogło pójść po drodze nie tak. Chciałem znaleźć brata, ale nie mogłem przy tym ryzykować opuszczenia klanu, rodziny, która w ostatnim czasie sporo się rozrosła. Mimo to znalazłem się całkiem daleko, bo na Leśnych Ostępach. Nigdzie jednak nie było ani śladu po Skale. Był za to jakiś samotnik, który mógł go widzieć. Podszedłem spokojnie, chcąc samą postawą pokazać, że przychodzę w pokoju.
- Dzień dobry. Wybacz, że przeszkadzam, ale szukam brata. Długie, czarne futro ze srebrzystymi przebłyskami. Żółte oczy. Mógł się przedstawić jako Skała lub Skaliste Zbocze. Czy jest szansa... że go widziałeś?
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku