Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Ostatnim czego mógłby się spodziewać, to to że nagle ktoś w niego dobije i się przewróci. Samo zderzenie nawet nie było wielce bolesne; bądźmy szczerzy - ile razy oberwał znacznie mocniej, do tego stopnia, że nie był w stanie się ruszać przez wschód czy dwa? Ból nie był mu obcy. Obcym była mu taka sytuacja w każdym bądź razie.
Naturalnie, obruszył się, lekko podskoczył, a kłak na moment się mu zjerzył. Chwilę potem opadł znów na ziemię, włos się mu uprostował, a wraz z nim uszy osunęły się na boki, gdy oriental zaczął go tak głośno przepraszać. Skrzywił się pod nosem, gdy chwilę później znów zakrzyczał - a dopiero potem przeprosił normalnie. - Spodziewałbym się tego, że od kopnięcia może mi się złamać kość, ale nie że ogłuchnę - skarcił go, jedną łapę przekładając na drugą. Tak ze skrzyżowanymi łapami leżał, lekko podrygując końcówką ogona.
Orientale były wyjątkowo interesujacymi kotami. Co jeden, to inny. Orion będący ideałem piękna, Wąż jako skończony kretyn, a ten tutaj darł się bez powodu, jakby zaraz miał go ktoś pobić. - Łomot ci ktoś kiedyś spuścił, żeś taki przerażony potknięcia? - dopytał chwilę potem, wzrok skupiając na nim, na jego łapach. Żeby to się krzykacz zaraz nie przemienił w łamacza kości tak na serio... bo ostatnim co Askeladd miał w głowie, to bicie się, tak na start. Tak tutaj, tuż po powrocie.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- Nooo, to rrraczej ja bym był z złamaną kością, nie ty, ale widzisz! Życie takie niespodziewane, nawet nie wiesz od czego możesz strrracić słuch - zaśmiał się, może nieco nerwowo, patrząc na kocura. Pomyślał, że jak rozluźni atmosferę, to na pewno będzie lepiej. Rudy nie wydawał się agresywny, tylko trochę rozdrażniony, ale akurat Cis irytował wszystkich bardzo szybko - już przestał się przejmować. - Nie no nie, właśnie jeszcze się nie zdarrrzyło. I wolałbym, żeby tak zostało, mimo wszystko cenię sobie to, że mogę zrrrobić O TAK - wziął głęboki wdech. - I TAK - wydech. [b]- Niezła sztuczka, obym umiał ją jak najdłużej.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
- Owszem. Ostatnim czego bym się spodziewał, to od drugiego kota - a przynajmniej takiego. Może to dość niemiłe określenie, ale Cis nie wyglądał jak ktoś, kto były jakiś... do zabierania komuś rzeczy typu słuch, czy po prostu zdrowie. Zdawał się być tak kruchy, że jednym uderzeniem łapy mógłby go zmieść z planszy.
Potem... po prostu go obserwował. Liczył na jakiś niesamowity występ, fikołka czy inne skakanie na przednich łapach, ale ten wziął tylko głęboki wdech i wydech. To było... hm, zawodzące? Tak, coś w ten deseń. - Nieźle - skłamał, wzruszając lekko barkiem. - Co tu robisz, patyczku? Skoroś taki przestraszony...
Bo wolał się trzymać tej opcji, chwilę wcześniej krzyczał przeprosiny jakby faktycznie każdy był na niego co najmniej wściekły. - Nie powinieneś siedzieć gdzieś bliżej swojej norki? - czy innego, gdzie by spędzał czas. Nie pytał go w każdym razie prześmiewczo... ale jak to brzmiało z boku, kto go tam wie.
Nie, żeby się Askeladd tym przejmował.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- No nie, że prrrrzestraszony, po prrrostu się nie spodziewałem! Już mi tak nie wypominaj - pokręcił głową, na znak, że rudzielec już mógł sobie odpuścić naśmiewanie się z niego, po prostu go nie zauważył i tyle! A on mu to będzie wypominał i wypominał... - Nie no, wiesz co! Tak sobie wyszedłem, miałem nadzieję, że znajdę tu kamienie. Inne, niż już mam, bo znajduje CAŁY CZAS takie same, masakrra co? No bo co ja mam zrobić z takimi samymi kamieniami? Jeden mi totalnie wystarrrczy, w sensie jeden o jednym wzorrrku, rrreszte bym chciał inną, więc tak szukam i szukam. I nie umiem znaleźć! Widziałeś może jakieś kamienie? Mega byś mi ułatwił rrrobotę, serrrio - paplał, no bo co innego miał robić? Zapytał go, to odpowiadał, a to akurat była szczera odpowiedź - faktycznie szukał kamieni, bo miał wrażeni, że w obozie przez te siedemdziesiąt księżycy znalazł już absolutnie każdy typ skały.
Czarna srebrna szylkretka z bielą z prawą łapą białą, a lewą rudą, z białymi skarpetkami. Futro krótkie, karbowane. Bardzo wątła, chuda i mizerna, o płaskiej głowie i miodowo-złotych oczach
w trakcie aktualizacji!
Krucza Łapa [Cień], Paszcza [Samotnicy]
Stare śmiecie.
Zwinna westchnęła, a jej podobny do szczurzego ogon przemknął w powietrzu. Poczuła, że wraz z docierającym do niej zapachem czterech klanów, jej mięśnie napinają się. Ta okolica wydawała się tak znajoma, a jednocześnie obca, jakby widziała ją do tej pory tylko we śnie a nie w żywych, świeżych wspomnieniach. Sama podjęłaś tę decyzję. Jesteś tu, bo tego chcesz, powtórzyła sobie kilka razy, bez jakiegoś większego powodu obdarzonego logiką. Po prostu przypominała sobie, dlaczego tu jest. Czy naprawdę była gotowa zmierzyć się z przeszłością, która zdawała się wisieć nad nią jak cień? Odetchnęła krótko i zrobiła krok do przodu. Każdy kolejny przypominał jej, jak wiele już przeszła, ile poświęciła, aby stanąć na tej ziemi ponownie. Nie zamierzała iść na tereny klanu Wichru tego dnia. Nie spieszyła się, nie było żadnego przymusu. Mogła zrobić to dokładnie wtedy, kiedy będzie gotowa. Tak. Tak zrobi. Ale gdzieś w głębi serca wiedziała, że im dłużej będzie zwlekać, tym trudniej będzie ostatecznie to zrobić. Mniejsza, na pewno nie dzisiaj.
Spojrzała przelotnie na brzęczącą konstrukcję z drewna i wzdrygnęła się od dreszczu, który ją przeszedł.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Duchota nie była Brzózce lubianą porą - jej ludzi też. Dlatego pora, zahaczająca o późne popołudnie była jak z nieba, gdyż wtedy duchota przechodziła, ustępując już tylko ciepłu słońca.
Dwunodzy zabrali Brzózkę na swoją wycieczke do Łani Rzepaku. Brzózka niezbyt lubił takie wypady w tym kierunku - on, jako kot jeszcze by sobie poradził na terenie ludzkim prywatnym, a jego właściciele?
Poszli cykać foty, Oczywiście.
Brzózka odskoczyła, kierując się w kierunku starych uli - ot może znajdzie coś ciekawego.
No i oczy Brzózki ujrzały postać dość...Chuderlawą. O futrze jak jej ulubione chipsy, a mordce podobnej do tej Brzózkowej - no, tylko chudszej i ładniejszej.
Pieszczoch o różowych butkach, obroży i chustce w ciapki, miauknął spokojnie. Hej, może to klanowy kot?
-D-dzień dobry- Jestem Brzoza- - Głos się załamuje. Oh, oby tylko się nie zbłaźnił na pierwszym rzucie.
-Zgubiłeś się? Jesteś z klanów? -
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Czarna srebrna szylkretka z bielą z prawą łapą białą, a lewą rudą, z białymi skarpetkami. Futro krótkie, karbowane. Bardzo wątła, chuda i mizerna, o płaskiej głowie i miodowo-złotych oczach
w trakcie aktualizacji!
Krucza Łapa [Cień], Paszcza [Samotnicy]
Pieszczoch? Samotnik? A może najpierw kocur? Kotka? Niczego nie była w stanie stwierdzić, nawet po kilkukrotnym wciągnięciu do płuc zapachu tego osobnika. Dziwne, naprawdę. Nie spotkała się dotąd z nikim takim. Zmarszczyła brwi, nie przestając mu się przyglądać. Czuła, jak niepewność tego spotkania wzmaga jej czujność. W końcu, każdy nieznajomy mógł stanowić zagrożenie, nawet jeśli wyglądał na przyjaznego. Dlaczego zwrócił się do niej jak do kocura? Czy nie wyglądała i nie pachniała, jak kotka? Nieprzyjemnie było zostać źle nazwanym w ten sposób. Trzepnęła ogonem, lekko poirytowana.
- Nie zgubiłam - powiedziała nieco sztywno, wciąż czując pewien dyskomfort z powodu bycia wziętą za nie tę płeć. Jej słowa były nieco ostre, może nie tak ostre, by skaleczyć, ale na tyle, by sprawić dyskomfort i lekki ból. - A co do klanów to… i tak i nie. - zwięzła odpowiedź była tym, co na jakiś czas musiało Brzozie wystarczyć. Zwinna nie była szczególnie skryta, nie to było powodem, że nie udzieliła pełnej odpowiedzi. Mogła to zrobić, jednak w tamtej chwili były rzeczy, które miały dla niej większy priorytet.
- A ty? Jesteś pieszczoszkiem, prawda? I… kocurem, czy kotką? - bezpośrednia jak zawsze córka Owcy niczego się nie wstydziła. Nie bała i nie wahała zapytać. Może był to dla tego kota drażliwy temat, a może nie. Zwinna jednak wiedziała, że szczerość, choć czasem bolesna, była najlepszą drogą do zrozumienia. Jeżeli go urazi, to trudno, najwyżej przeprosi. Tak już miała.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Cisza na kilka uderzeń serca była dla Brzozy niekomfortowa.
Może wielokolorowy nie rozumiał? Może nie chciał odpowiadać? Ah, Brzoza znów była tym głupim, że chciała się przywitać i poznać. No i co matko? Tyle z twojej charyzmy przeszło dalej.
Trzepnał uchem, już miał iść, lecz nieznajomy odezwał się. Oh!
Brzózka uradowała się w duchu, lecz kamienny pysk nie odzwierciedlał jej emocji.
Nie zgubiłam - Oh, czyli kotka! Nos Brzozy znów zagrał sobie w swoje gierki.
Położył Brzoza swoje uszy po czaszce na jej ton. Zrobił cod nie tak? Tylko się przywitał..?
-A-aha. -
Przełknął ślinę, lecz szybko dodał, odpowiadając na pytanie.
-Pieszczoch to za duże słowo.... Lubie sie nazywać domownikiem, lecz, no, jestem. - Wzruszył barkami.
-Oh, żebym ja sam wiedział, ale w papierach mam kotkę, więc możesz tak się zwracać. Brzoza jestem. -
Gdyby miał doczynienia z innym kotem u ludzi, może wysunął by łapę na przywitanie. Tak, zapewne byłoby to źle odebrane. Huh?
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Czarna srebrna szylkretka z bielą z prawą łapą białą, a lewą rudą, z białymi skarpetkami. Futro krótkie, karbowane. Bardzo wątła, chuda i mizerna, o płaskiej głowie i miodowo-złotych oczach
w trakcie aktualizacji!
Krucza Łapa [Cień], Paszcza [Samotnicy]
Czy Brzoza zrobił coś nie tak? W zasadzie oprócz zwrócenia się do Zwinnej, jak do kocura i trafienia na nią z kilkoma muchami w nosie, nic. Raczej nie należała do mściwych czy chowających urazę kotek, więc nie wszystko było jeszcze stracone. Wciąż mogła wyniknąć z tego całkiem miła rozmowa. Byle tylko się nie poddał po pierwszej małej porażce
- Jasne - powiedziała krótko i na informację o byciu kotką i domownikiem. Informację o tym, że kotkę Brzoza ma “w papierach”, Zwinna puściła mimo uszu, nie zamierzając się tym przejmować. - To co taka domowniczka robi poza domem? - podjęła temat, rzeczywiście lekko zaskoczona spotkaniem pieszczoszka dwunogów tak daleko od jakichkolwiek gwiazd dwunogów.
- Zwinna - przedstawiła się krótko z lekkim skinieniem głowy, które wykonała zupełnie nieświadomie. Dopiero teraz przyjrzała się kotu uważniej. Uznała, że ma całkiem ciekawy kolor futra i że kot klanowy, czy nowoświtowy, nigdy nie mógłby być tak gruby. Takie dwie refleksje miała w głowie córka Owcy.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Oh, czy to pytanie będzie towarzyszyć mu zawsze, jak się tu w las zapuści?
-Ym, Nie jesteś pierwszym kotem który sie mnie pyta. - Odpowiada neutralnie.
-Z moimi ludźmi...Uh jak wy to nazywacie...dwunogami, jestem. Ale nie martw się, nie porwą cię czy coś. - Wzrusza barkami - codzienność, której nie można było ukryć. Brzoza lubi swoich ludzi, niemniej jednak dzikie koty miały to do siebie, że ich zakłopotanie ludzkim światem było dość urocze w oczach Brzozy.
Czego mieli się bać? Nie to, żeby te całe klany wprowadziły kapitalizm!
Przynajmniej Brzoza jeszcze nie zauważył takich objawów. Fair enough.
-Tam gdzie oni, tam ja. - Dodaje po namyśle.
Skinęła Brzozia niezręcznie na introdukcję...Zwinnej. Brzoza tylko zanotował, że pewnie kotka miała aktywne życie, by tak się zwać.
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Czarna srebrna szylkretka z bielą z prawą łapą białą, a lewą rudą, z białymi skarpetkami. Futro krótkie, karbowane. Bardzo wątła, chuda i mizerna, o płaskiej głowie i miodowo-złotych oczach
w trakcie aktualizacji!
Krucza Łapa [Cień], Paszcza [Samotnicy]
Nie była w stanie pohamować od odruchowego rozejrzenia się dookoła, kiedy pieszczoszka wspomniała, że jest w okolicy ze swoimi dwunogami. Brzoza nie mogła tego nie zauważyć. Co oni tu robili? Właściwie… to nie były tereny klanów, dwunogi mogły chodzić sobie w tych okolicach swobodnie. Mimo tego, po grzbiecie Zwinnej przebiegł dreszcz. Mimo tego wszystkiego, co o nich słyszała od Piotrusia, mimo zapewnień Brzozy w tym momencie, nie czuła się komfortowo ze znajomością, że te stworzenia były gdzieś w pobliżu.
Kiedy się rozglądała, poczuła na czole kilka pierwszych kropel deszczu. Trzepnęła ogonem. Przeklęta bezdomność.
- Znalazłaś tu coś ciekawego? - padło pytanie ze strony samotniczki. Odpowiedź na nie ciekawiła ją tylko w niewielkim stopniu. Nie to, że Brzoza jej nie interesowała, tylko… Zwinna była już dość poirytowana nazwaniem ją kocurem i deszczem, który rozpoczął się ledwie kilka sekund wcześniej. Dodatkowo, była zwyczajnie bardzo słaba w rozpoczynanie rozmów i pogawędki.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Brzózka westchnął niezręcznie na widok rozglądającego się dookoła kota. Ah, no ta...
Brzózka kichnął, gdy kropla wody uderzyła go w nosek, a wzdryga, gdy inna kropla spadła na ucho.
-Eh, nic. Te ule też dupy nie urywają. -
Wzruszyła beżowa kreatura barkami szerokimi i podrapała się tylną nogą za ogonem.
Krople zaczęły coraz to bardziej spadać, a Brzózka mruknęła.
-Mhm. Chyba chmure rozerwało i sika. -
Na pysku pieszczocha pojawia się grymas niesmaku.
-Chyba musze wracać, a ty? Wracasz do klanu? -
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Leniwy dzień w opór. Pantera leżał, przeciągał się, ziewał, przewracał na drugi bok... i robił to samo. Nie miał ani planów, ani specjalnej ochoty robić czegokolwiek, poza takim ogólnym istnieniem. W głowie czasem pojawiała mu się jakaś iskierka myśli, która szybko pryskała, a później znów zastępowała ją ciemna pustka. Innymi słowy - znak, że w ogóle nie powinien był myśleć.
Przewrócił się na bok znowu. Jęknął przeciągle, zmarszczył brwi. - Ryyybaaaa - rzucił głośno. - Nuuuudzę sięęęę.
Podczas, gdy Pantera się lenił, Ryba przyglądała się dwóm niedużym imiennikom, którzy zostali im jako ostatni posiłek dnia. Trochę ją to martwiło, że znów z samego rana będzie musiała iść polować, choć starała się nie dzielić każdymi wieściami z przyjacielem. Najważniejsze, żeby dotarli do celu.
- Wrzucałeś dzisiaj łuski do rzeki? - spytała, odwracając głowę by spojrzeć na kocurka. Czynność była dla niej o tyle ważna, że według niej przynosiła szczęście, a tego im nigdy za wiele. - Może byś się nie nudził, gdybyś wrzucił. Co byś chciał porobić?
Odsunął uszy do tyłu. Oboje. Potem się skrzywił, capnął znów na bok, jęknął przeciągle - męczeńsko wręcz. - Jeszcze nie. Jakbym wrzucił, to też bym się nudził! Chyba, że wypłynąłby wielki rybiarz, złapał mnie, a ja... bym mu na grzbiet usiadł i odpłynął w stronę zachodzącego słońca. Wtedy byłby czadzik. Yyyy... ale potem też bym się nudził, bo ciebie by nie było, nie? - a to istotne - bez Rybci nie ma zabawy. Żadna inna, faktyczna, ryba jej nie zastąpi. - Sam nie wiem co bym chciał. Coś fajnego. Możemy... właściwie nie wiem. Ja to bym chyba... hm.
Co by chciał, no? - Umiesz może na drzewa się wspinać? Możemy się wspiąć i pluć na przech... A, no, ale nikogo nie ma z nami - skrzywił się. - Bić się? Polować? Patrzeć na chmury? COKOLWIEK.