Mistrz: Sensei Szkarłatka Forewa! :'( (Szkarłatny Zachód) -> Sensei Ćma... (Ćmi Zmierzch) Płeć: kocur Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Partner: Już się nie spełni...
Urósł? To na pewno! Tygrysiopręgi terminator o krótkim kremowym futrze stał się dość duży, mimo iż jak się urodził to wszyscy go przewyższali. Ba! Nawet jest praktycznie we wzroście swojego nienawidzącego go brata, Burzowej Łapy! Jego oczy stały się dość duże i przybrały intensywną barwę mieszaniny żółto-zieleni. Jego łapy stały się grubsze, ale nie oznacza to, że przybrał na wadze. Wręcz przeciwnie! Właściwie, to zrobił się dość chudy, ale również stał się bardziej masywny, niż ktokolwiek by przypuszczał.
Czy z charakteru się zmienił? Nie za bardzo... dalej jest tym nieśmiałym i strachliwym kotem, jakim był podczas ostatnich, minionych księżyców. Jego osobowość na pewno się jeszcze kształtuje, a z pomocą jego mentorki, Szkarłatnego Zachodu, na pewno uda mu się zmienić w odważniejszego, dumnego członka Klanu Rzeki. Jednak co z niego wyrośnie? Tylko Gwiezdny Klan o tym wie...
Ciemno... rzeczywiście zaczęło się ściemniać. A co za tym, trzeba się już zbierać. Kremus czuł, że jego łapy nie chcą z nim współpracować. Tak bardzo nie chciał stąd odchodzić... a jednak musiał. Jego wąsy delikatnie zadrżały, a odpowiedź na pytanie kocura nie wydostawała się mu z pyska przez kilka chwil. Miał zamknięte ślepia, a jego kremowy bok unosił się i opadał tak wolno, że na pierwszy rzut oka możnaby stwierdzić, że zasnął. W rzeczywistości tak jednak nie było. -Z-za par-rę wschod-dów słońca, mo-oże?- Mruknął półszeptem, a następnie podniósł łeb, spoglądając na ciemniejące niebo. Pojedynczy wojownicy Gwiezdnego Klanu pojawili się już na jasno-granatowym paśmie. -Do zob-baczenia- Jeszcze przed tym jak kremus wstał, szybko przejechał językiem po policzku Promiennej Łapy, a następnie zerwał się gwałtownie i z zawstydzoną miną, pobiegł sprintem w stronę swoich terenów, nie mogąc uwierzyć, co właśnie zrobił. Ale ma szczerą nadzieję, że spotka się jeszcze z białowłosym, Cienistym terminatorem.
Mistrz: Pszczeli Jad > Płonący Las > Mknąca Zawierucha Płeć: nonbinary (zapach kocura) Matka: Modliszkowy Zagainik Ojciec: Świergot Partner: problemy i deszcz
Nie dba o siebie. Jego futro to była katastrofa. No w miarę. Nadal jest długie i na ogół nie takie złe, gdyby nie to, że nie jest tak jakoś puchate. Jego włosie opada na dół bez kompletnego szału. Tak smutne jak jego wnętrze. Oczy nadal niby tak kolorowe jak wcześniej, bo żółte i błękitne, ale bez blasku. Małym dzieciom nadal będą zapierać dech w piersiach, bo O MATKO DWA KOLORY, ale na ogół smutne takie te ślepia. Bez siły. Gdy ktoś ma okazję widzieć ich białka to z łatwością zauważy lekką czerwień. Jak duży był tak i jest. Kwadratowy i chudy. Czy to to się komuś spodoba? No nie za bardzo. Jego barki i ogólnie wszystko jest takie kościste i ostre. Uwaga nie pokłóć się. Ale w miarę maskuje to futerko na szczęście. Łapy ma spore i bardzo takie miziu miziu. Przy opuszkach ma gęste kłębki futerka, które czasem potrafią irytować, ale lubi to. Jego ogon jak miotłą był tak jest. Długi i strasznie puchaty. Kocięta mogą się w nim chować do woli, tylko właściciel dostanie zawału. (kp)
Czy problemy się skończyły? Absolutnie nie. Więc co zatem jest inaczej hmm? Pan Promyk nadal jest smutny, nadal nie umie odnaleźć się w społeczeństwie i tyle. Emocjonalne wybuchy się skończyły co prawda i biały terminator jest trochę uspokoił, ale hm. Może trochę bardziej uchyla swoją maskę. Nie potrafił wytrzymać hamując wszystko, więc wypuszcza poszczególne cechy, w konkretnym momencie. Nie potrafi jednak tak jak sobie obiecał otworzyć się do końca. Jedno się nie zmieniło. Jest duchem tak jak zawsze. Smutnym i zmęczonym. Częściej przebywa teraz z kociętami i próbuje się do nich przyzwyczaić. Nie jest aż tak źle, ale nie najlepiej. Martwi się o wszystko. O przyjaciela z Klanu Rzeki, o siostrę, o matkę, o wszystkich mu bliskich w jakimś sensie... Lubi deszcz. Uspokaja go. Wtedy czuje się lepiej. Jakby świat też płakał, też się stresował, też przeżywał...
Jasna Kropla (KC) Żurawinowy Nos (KG) Mysia Łapa (KW) Rybka (KRZ) | Bogatka (S)
Też bolała mnie rozłąka. Tyle możnaby było jeszcze gadać i w ogóle. No i było tak przyjemnie i miło. Ciepło w środku... Rudy był wyjątkowy i nie zamieram już nigdy go nie widzieć. Był moim promieniem nadziei, że będzie lepiej i się zmienię. Na pewno wiele mnie jeszcze nauczy. - Do.. do zobaczenia!- uśmiechnąłem się ostatni raz patrząc w jego cudowne ciepło-zielone oczy.
Czułem jak moje wnętrzności walą mi w klatce piersiowej gdy przyjaciel przejechał po mym policzku. Czy to zauroczenie czy ta cała miłość? Nie mam zielonego pojęcia, ale to było wspaniałe. Nie chciałem nigdy go tracić, ale Klany nas rozdzielają. Patrzyłem jeszcze długą chwilę w stronę terenów Rzeki, a potem cały w ciepłych emocjach wracałem do siebie.
//zt :*
Mistrz: Słonecznikowa Pestka Płeć: Kotka Matka: Lniane Fute'ko Ojciec: Zółtooki Partner: Trzeba by pomyśleć
Smukła, wysoka o czarnej, krótkiej sierści. Ma oliwkowe oczy.
Zmieniła się, nie łatwo rzec czy na dobre, czy na złe.spontaniczność całkiem z niej uszła, improwizuje tylko gdy jest do tego zmuszona. Większość czasu poświęca na obserwacje kotów, wychwytywanie ich zalet, słabych stron, kompleksów, czy też wstydliwych zdarzeń, ze świadomością że może kiedyś się jej przydadzą. Jest niepokojąco? To dopiero początek. Jedyna osoba która budzi w niej cokolwiek, nie szczęście, nie smutek- to brat, Czermień. Tylko przy nim ma w sobie jakiś płomyczek, promień, iskrę. Jej największą zaletą jest uroda- oraz to że jest inteligentna na tyle by umieć czerpać z niej zyski.
Czarna kotka lubiła wędrówki- głównie dlatego iż mogła wtedy poczuć cokolwiek, przynajmniej fizycznie. Mroźny piekący wiatr, szum gałęzi, czasami piski myszowatych gryzoni- ale przede wszystkim: pełna harmonia i spokój. W takich momentach nawet Modliszka nie zawracała sobie głowy przemyśleniami- po prostu kroczyła do przodu, starając się wyłapać jakiś impuls, cokolwiek. Tą małą drobinkę spełnienia, zwłoki, albo kota z innego klanu. Jeśli już chciała by koty miały o niej dobre zdanie musiała zrobić rozmach. Nikogo do siebie nie przekona, jeśli będzie siedzieć na tyłach. Jeśli rozpoczęła maraton musi go ukończyć.
Węszyła tu i ówdzie, starając sobie zająć jakoś czas, a może szukając ostatnich śladów po jej słabym bracie? Co jak co, ale gdyby znalazła szkielet chyba autentycznie padłaby ze śmiechu. To było na prawdę zabawne, jak kiedyś oddałaby za niego życie, a teraz drwiłaby z jego zwłok.
Dobra z niej siostra, nie ma co.
Nigdy wcześniej nie myślała iż to zajdzie tak daleko- że dla niemożliwego poczucia spełnienia będzie błąkać się po granicach, by zaprzyjaźnić się z kotem który najpewniej niczego nie zmieni. Ale w końcu to jednostki budują społeczeństwo
// ktokolwiek
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Syn Olchowego Szeptu wziął sobie do serca rady Kąsającej Łapy i tak jak ona zdecydował postawić na cierpliwość w dążeniu do wielkości i bycia kimś. Nadal szukał odpowiedniego planu jak zabłysnąć w Klanie i przekonać do siebie koty. Starał się być bardziej miły i nawet zmienił nastawienie do wymieniania mchu w legowisku starszyzny. Już nie okazywał takiego niezadowolenia, tylko tłumił je w sobie starając się być uprzejmym, co było dla niego ogromnym wyzwaniem. Rozmyślając nad strategią jak zostać wartościowym kotem łapy same prowadziły go w kierunku Czterech Dębów. Zanim się zorientował był już na Ziemiach Niczyich i nadal nie miał żadnych pomysłów, ale jak mawiała Kąsająca Łapa Cierpliwości Zawiejo!. Syn Ciemnej Toni rozejrzał się dookoła i dostrzegł czarną kotkę. Stwierdził, że to idealna okazja, aby się trochę rozerwać i skierować myśli na inne tory. Podszedł dumnym, majestatycznym krokiem z lekką uniesioną głową do kotki. Chciał godnie się prezentować i wywrzeć wrażenie na nieznajomej. Rozpoznał po zapachu, że należy do Klanu Wichru, o czym musiał napomknąć. - No proszę! Kogo my tu mamy? Ścigaczka królików!- powiedział lekką kpiącym głosem. W sumie chciał poznać kotkę, jednak nie potrafił zapanować nad poczuciem wyższości i gardzenia innymi. - Zwiedzasz okolice?- zapytał bardziej przyjaznym tonem.
Mistrz: Słonecznikowa Pestka Płeć: Kotka Matka: Lniane Fute'ko Ojciec: Zółtooki Partner: Trzeba by pomyśleć
Smukła, wysoka o czarnej, krótkiej sierści. Ma oliwkowe oczy.
Zmieniła się, nie łatwo rzec czy na dobre, czy na złe.spontaniczność całkiem z niej uszła, improwizuje tylko gdy jest do tego zmuszona. Większość czasu poświęca na obserwacje kotów, wychwytywanie ich zalet, słabych stron, kompleksów, czy też wstydliwych zdarzeń, ze świadomością że może kiedyś się jej przydadzą. Jest niepokojąco? To dopiero początek. Jedyna osoba która budzi w niej cokolwiek, nie szczęście, nie smutek- to brat, Czermień. Tylko przy nim ma w sobie jakiś płomyczek, promień, iskrę. Jej największą zaletą jest uroda- oraz to że jest inteligentna na tyle by umieć czerpać z niej zyski.
Nie czekała długo- już po kilku chwilach w zasięgu wzroku wysokiej kocicy pojawił się dobrze zbudowany buras. Jego odór świadczył o tym iż należał do klanu Cienia, który mocno odbiegał od trawiastego aromatu wichrzaków, co oczywiście nie było dla Modliszki problemem.
Kocur był zapewne starszym uczniem, ewentualnie młodym wojownikiem- oczywiście nie starszym od panny Larwy, która nadal nie miała okazji zakończyć treningu. Gdy był w odpowiedniej odległości z jego pyska wyrwało się kilka słów na które młoda kotka posłała ironiczny uśmiech.
-Chciałeś powiedzieć '' najlepsza ścigaczka k`ólików''- odparła rozbawionym tonem, zadzierając łeb ku górze. Pręgus zdawał się kimś raczej wyluzowanym, także nie najlepszym krokiem było by obranie maski osoby szczególnie poważnej. Nie polubiłby jej.
-Swoją d`ogą k`. óliki wydają mi się smaczniejsze od żab - zamruczała puszczając oczko młodszemu kotu. Mimo iż zdawała się być całkowicie rozluźniona, w jej głowie trwały kalkulacje na temat tego co mówić a co pominąć- plan przede wszystkim.
-Taak. Szczerze nie jest to szczególnie ciekawe zajęcie- zaśmiała się, nawiązując kontakt wzrokowy z synem Olchowego Szeptu.
-Jestem La`wia Łapa. Jak ty się nazywasz, bagienniku?- spytała melodyjnym tonem, idealnie naśladując realia. Gdyby nie zależało jej na opinii nawet by tutaj nie przychodziła- nie potrzebowała by tego, bo wszystko jest jej obojętne. Syn Toni wydawał się natomiast przesycony emocjami do kości.
Ciekawe jak to jest.
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Od razu po pierwszej odpowiedzi czarna kotka wydawała się całkiem spoko. Nie obraziła się i potrafiła obrócić obelgę w żart, co zapunktowało w oczach Zawiei. Stwierdził, że chętnie poświęci swój cenny czas na pogawędkę, zwłaszcza, że zapowiada się ona ciekawie. Tnąca Łapa wzruszył tylko barkami, gdyż rozdawanie pochwał nie leżało w jego naturze, więc w życiu by nie powiedział, że jest najlepsza. Za to przy kolejnej wypowiedzi zmrużył lekko oczy. Ha! Czyli za pierwszym razem się nie przesłyszał! Kotka ma wadę wymowy i nie potrafi wymówić ,,r''. Dla syna Olchowego Szeptu wydawało się to zabawne, że w wieku terminatorskim nie umie się poprawnie wypowiadać. - To na pewno! I na pewno są dużo lepsze niż ryby! Nie wiem jak te rybojady mogą je jeść! - podchwycił temat. Z tym, że zwiedzanie okolic nie jest ciekawe, jak najbardziej się zgadzał. On sam najchętniej to większość czasu spędziłby w Obozie. Rzadko chce mu się wyjść gdzieś dalej, dlatego dzisiejszy dzień to święto. - W pełni się z tobą zgadzam!- powiedział i nawet zdobył się na szczery uśmiech. Może w końcu spotkał kogoś podobnego do niego? Wszystko się okaże jak się lepiej poznają. Fajnie będzie mieć jakąś bratnią duszę, tylko szkoda, że z innego Klanu!
Bagienniku? Czy ona śmiała go nazwać bagiennikiem? Zawieja spojrzał momentalnie gniewnym wzrokiem jeżąc futro. Zacisnął wargi i wysunął pazury. Miał ochotę za to przezwisko uderzyć Larwią Łapę, jednak po kilku uderzeniach serca zaczął się opanowywać. Skoro córka Lnianego Futerka potrafiła odwrócić jego słowa w żart to on też spróbuje. Tnąca Łapa schował pazury,ogarnął futerko a jego wzrok złagodniał. - Tnąca Łapa- przedstawił się ze spokojem. Był na siebie zły za ten momentalny wybuch złości i, że nie potrafił go zdusić w sobie. Dobrze, że koniec końców się ogarnął. - Skoro wspomniałaś, że jesteś najlepszą ścigaczką to trenujecie jakieś bieganie na treningu?- zapytał, aby odwrócić uwagę od swojego niepoprawnego zachowania na początku.
Mistrz: Słonecznikowa Pestka Płeć: Kotka Matka: Lniane Fute'ko Ojciec: Zółtooki Partner: Trzeba by pomyśleć
Smukła, wysoka o czarnej, krótkiej sierści. Ma oliwkowe oczy.
Zmieniła się, nie łatwo rzec czy na dobre, czy na złe.spontaniczność całkiem z niej uszła, improwizuje tylko gdy jest do tego zmuszona. Większość czasu poświęca na obserwacje kotów, wychwytywanie ich zalet, słabych stron, kompleksów, czy też wstydliwych zdarzeń, ze świadomością że może kiedyś się jej przydadzą. Jest niepokojąco? To dopiero początek. Jedyna osoba która budzi w niej cokolwiek, nie szczęście, nie smutek- to brat, Czermień. Tylko przy nim ma w sobie jakiś płomyczek, promień, iskrę. Jej największą zaletą jest uroda- oraz to że jest inteligentna na tyle by umieć czerpać z niej zyski.
Na wzruszenie brakami kotka tylko cicho zachihotała, mrużąc jaskrawo zielone ślepia. Syn cienistego szlachcica zdawał się być kimś otwartym jak księga- nie chował w sobie odczuć ani emocji, co tylko ułatwiało czarnej owinięcie go sobie w okół łapy. Wbrew pozorom koty które mówiły najwięcej i nie kryły się ze swoją opinią zdawały się tymi z których najłatwiej wyciągnąć informację.
Wada wymowy natomiast była chyba największym przekleństwem wysokiej kotki. Mogła wypowiadać się z powagą, lekceważeniem, ale nigdy nie mogła wyraźnie wymówić tej jednej litery. Cóż, zdarza się i to, przynajmniej może kogoś rozbawi.
- Śliskie, mokre i słone, chole`a by je wzięła. Chociaż w sumie koty z rzeki też są zapewne mok`e obślizgłe i.. słone. Żadnego z powyrzszych bym nie p`óbowała- zaśmiała się, kiwając głową na ''tak'' gdy młodszy kocur wyraził swoją aprobatę. Na gwiezdnych, uwielbiała mieć poparcie. To była jedna z niewielu rzeczy które sprawiały jej przyjemność intelektualną. A tych rzeczy było mało, przy czym żadne z nich nie miały żadnego związku z emocjami. Pozycja, pochwały i poparcie. Tyle jej wystarczyło, jednak mimo tych rzeczy i tak czułaby pustkę.
Psychika jest ciekawa.
-Ale t`udno bez tego zdobyć potrzebną wiedzę, i tak dalej i tak dalej. Me`ytoryczny bełkot, niestety bywa t`ochę słuszny.- rzuciła, stylizując wypowiedź na przyjazną i lekceważącą do wspomnianych bełkotów.
Jej towarzysz wyraźnie zdenerwował się gdy ta nazwała go bagiennikiem. Gdy tamten wyciągnął pazury, ona zrobiła to samo. Wiedziała że ten hipokryta niczego jej nie zrobi, warto jednak jest pokazać to iż nie zawachałaby się oddać. Rzuciła kocurowi lekko znużone spojrzenie, odchylając łeb gdy ten się uspokoił i przedstawił.
Na następne pytanie lekko parsknęła.
-Cóż, wydaje mi się że po p`ostu w pewnym sensie mam to we k`wi. Wieesz, długie łapy, szczupła sylwetka i te sp`awy. Uważam się za najlepszą bo zazwyczaj wyg`ywałam okazjonalne ''wyścigi''- powiedziała, zdobywając się na ironię w słowie ''wyścigi''
Chyba nie szło jej najgorzej.
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Tnąca Łapa nie za bardzo rozumiał poczucia humoru Larwiej Łapy. Co prawda nigdy nie widział przedstawiciela Klanu Rzeki to jednak wiedział, że na pewno nie mają łusek zamiast futra, więc nie są oni obślizgli... Są tacy sami jak cieniści, wichrowcy czy gromiacy! -Em... Też nie... W ogóle nie wyobrażam sobie jeść jakiekolwiek kota! - powiedział szeroko otwierając oczy. Coś ten temat rozmowy podąża w dziwnym kierunku. Jeszcze o kanibalizmie z nikim nie rozmawiał, to będzie dziwne doświadczenie. - No niby tak. Podczas takich spacerów można kogoś poznać, dowiedzieć się czegoś od niego. Obserwować jak się zmienia przyroda i takie tam. Mimo wszystko i tak za tym nie przepadam-odparł. Może i spacery mają mnóstwo korzyści, jednak nie przekonują one Tnącą Łapę do wędrówek. Owszem, raz kiedyś się wybierze, żeby nie było, że tylko przesiaduje w Obozie. Zresztą jego rodzinie nigdy nie da się dogodzić. Raz narzekają, że nie wystawia nosa z kociarni, a teraz, że z Obozu i ogólnie, że jest mało towarzyski, ale przecież się stara!
Gdy Larwia Łapa udzielała odpowiedzi, syn Olchowego Szeptu mierzył ją wzrokiem. Rzeczywiście była taka jak się opisywała i dawało jej to predyspozycję do bycia szybką. On za to jest krępy z masywnymi łapami i grubiutkim korpusem, co na starcie dyskwalifikuje go w byciu mistrzem prędkości. Chyba że by potrenował, ale nigdy nie będzie miał tak smukłej sylwetki. - Czyli takim trzeba się urodzić. Szkoda. Myślałem, że da się to jakoś wytrenować- odpowiedział zrezygnowanym tonem głosu. A już liczył, że może jak zdobędzie wiedzę jak stać się szybkim to się jakoś wyróżni na tle rodzeństwa.
Mistrz: Słonecznikowa Pestka Płeć: Kotka Matka: Lniane Fute'ko Ojciec: Zółtooki Partner: Trzeba by pomyśleć
Smukła, wysoka o czarnej, krótkiej sierści. Ma oliwkowe oczy.
Zmieniła się, nie łatwo rzec czy na dobre, czy na złe.spontaniczność całkiem z niej uszła, improwizuje tylko gdy jest do tego zmuszona. Większość czasu poświęca na obserwacje kotów, wychwytywanie ich zalet, słabych stron, kompleksów, czy też wstydliwych zdarzeń, ze świadomością że może kiedyś się jej przydadzą. Jest niepokojąco? To dopiero początek. Jedyna osoba która budzi w niej cokolwiek, nie szczęście, nie smutek- to brat, Czermień. Tylko przy nim ma w sobie jakiś płomyczek, promień, iskrę. Jej największą zaletą jest uroda- oraz to że jest inteligentna na tyle by umieć czerpać z niej zyski.
Tnący najwyraźniej wyróżniał się zbyt małą wyobraźnią, albo to Larwa przegięła- cóż, na jedno wychodzi. Buras najwyraźniej nie tylko nie panował nad sobą, ale i nie przepadał za żartami do których potrzeba milczenia.
Wielka szkoda.
Czarna zmora nie lubowała się w żadnym humorze- głównie dlatego że nic jej zbytnio nie rusza, nie miała nigdy okazji się zaśmiać.
Pracowała- może nie zawsze efektywnie, ale bez przerwy. Krok po kroku. Byleby nigdy nie musieć niczego poprawić.
Gdyby nie miała tych kilku ambicji najpewniej by już wykorkowała- Z racji że było jej wszystko jedno nawet by się nie odzywała, aż w końcu koty z gwiazd przyszły by po jej duszę.
-Ja też nie. To był `aczej ża`t, niezbyt t`afiony, ale jednak!- zaśmiała się, chyba mniej więcej ratując sytuację. Nie było by ciekawie gdyby syn Toni rozpowiedział po swoim klanie że pewna wysoka, czarna kocica z wichru wykazuje zachowania kanibalskie. Wtedy najpewniej postarała się wzbudzić kanibalskie żądze u Żbi- wróć, Żbik uciekła. Idiotka. No, po prostu kogoś by podłożyła, bez wyrzutów sumienia.
-Różne są gusta- zamruczała cicho, posyłając kocurowi uśmieszek. Chyba wpadła na dobry pomysł (na pewno lepszy od rozmowy o kanibaliźmie), więc postanowiła spytać, ot: prosto z mostu. Szkoda że cienias jej przeszkodził.
Ten kłak był chaosem. Bałaganem. Idiotą.
Ile kotów zdaniem Larwy zasłużyło na to ostatnie miano? Sporo, coraz częściej puszczały innym nerwy. Nie podobało jej się to.
-Zakładam że dla chcącego nic t`udnego, ale dobrze jest mieć p`edyspozycje..- miauknęła, ziewając cicho i zerkając na Tnącą Łapę, i zbliżając się na odległość ogona.
-Nie nudzi ci się ta `ozmowa? Mi tak. I zap`oponowałabym.. spa`ing.- rzuciła z uśmiechem na pysku, odskakując od członka innego klanu i stając przed nim. Może się zgodzi? Warto ćwiczyć umiejętności, a Modliszka sporo pamiętała z nauk.
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Znowu nie za bardzo wiedział, co tak rozbawiło Larwią Łapę. Rozumiał, że to miał być żart, tylko dlaczego teraz znowu się śmieje? Chyba nie nadąża za czarną kotką. Sam nie za bardzo wiedział jak uratować tę nietypową sytuację, więc uśmiechnął się ciepło i pokiwał potakująco głową. Na kolejną wypowiedź Modliszki również pokiwał głową, gdyż w tej kwestii nie miał nic do powodzenia, a kolejny raz słowne przyznanie racji nie wchodziło w grę. Co za dużo to niezdrowo! Zawieja raczej nie przepada, żeby cały czas się z kimś zgadzać. Lubi od czasu do czasu wywołać w ramach rozrywki małą sprzeczkę i intensywną wymianę zdań. -Hm... Może spróbuje potrenować... Kiedyś...- odpowiedział. Prawdę mówiąc zupełnie nie miał ochoty codziennie poświęcać czasu na bieganie i na męczenie się. Dlaczego takie coś nie chce przyjść samo? Bez kiwania palcem? Nagle Larwia Łapa zbliżyła się do niego. Bury kocur poczuł się bardzo nieswojo, aż wstrzymał oddech. Zupełnie nie miał pojęcia o co może chodzić. Po uderzeniu serca wszystko było jasne. Nareszcie córka Lnianego Futerka zaczęła mówić z sensem! Sparing, to coś za czym Tnąca Łapa przepada! - Wchodzę w to!- zareagował zdecydowanym tonem głosu i napiął wszystkie mięśnie w oczekiwaniu na pierwszy ruch ze strony Larwiej Łapy.
Mistrz: Słonecznikowa Pestka Płeć: Kotka Matka: Lniane Fute'ko Ojciec: Zółtooki Partner: Trzeba by pomyśleć
Smukła, wysoka o czarnej, krótkiej sierści. Ma oliwkowe oczy.
Zmieniła się, nie łatwo rzec czy na dobre, czy na złe.spontaniczność całkiem z niej uszła, improwizuje tylko gdy jest do tego zmuszona. Większość czasu poświęca na obserwacje kotów, wychwytywanie ich zalet, słabych stron, kompleksów, czy też wstydliwych zdarzeń, ze świadomością że może kiedyś się jej przydadzą. Jest niepokojąco? To dopiero początek. Jedyna osoba która budzi w niej cokolwiek, nie szczęście, nie smutek- to brat, Czermień. Tylko przy nim ma w sobie jakiś płomyczek, promień, iskrę. Jej największą zaletą jest uroda- oraz to że jest inteligentna na tyle by umieć czerpać z niej zyski.
Larwa posłała w stronę nowo poznanego zadowolone z obrotu spraw spojrzenie, i również napięła mięśnie. Została jednak jeszcze jedna kwestia. I to nawet ważna, jakby nie patrzeć.
-Wydaje mi się że jesteśmy na tyle odpowiedzialni że nie musimy chować pazó`ów. Posta`ajmy się jednak zadawać w mia`ę płytkie `any, żeby nie było potem p`oblemów. Zgoda?- spytała pośpiesznie, wyciągając pazury i delikatnie stukając nimi w ziemię. Jeśli cienisty uczeń zbyt się zagalopuje, nie będzie miała niczego przeciwko wsunięcia mu ich w gardło.
Ciekawiło ją jak to jest. Patrzeć komuś w oczy, przeprowadzić pojedynek, i w końcu z zimną krwią pozbawić go żywotu. Podobno wiele kotów skąpanych w krwi nie trafiło do gwiazd, a do Ciemnego Lasu. Modliszka przez cały czas czekała w napięciu na następny ruch przeciwnika, jego zgodę na jej warunki.
bez uprzedzeń przeskoczyła w prawo, w ten sposób by promienie słoneczne padały wprost na ślepia Zawieji. Miała pierwszą okazję od żłobka by kogoś sprać, i teraz raczej nic nie powinno tego popsuć- socjopatyczna zachcianka zostanie spełniona.
//MG po moim następnym odpisie, okej?
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Robi się coraz bardziej emocjonującą. Najpierw propozycja sparingu, a teraz jeszcze dodatkowe zasady i to jeszcze jakie! Zawieja poczuł przez moment ucisk w gardle. To oznacza, że istnieje pewne prawdopodobieństwo, że odniesie rany i kto wie czy nie będzie musiał iść wtedy do Medyka. A co jeśli potem będzie skazany, aby przez jakiś czas przebywać w lecznicy z opatrunkami? Wtedy jego trening się znów opóźni! Mimo swoich obaw Tnąca Łapa wyprostował się dumnie. - Zgoda!- odparł stanowczo. W życiu nie stchórzy! Nawet jeśli ten sparing zajdzie trochę za daleko i Ciernisty Kwiat bądź Szczypiąca Łapa będą go składać to kupy to i tak warto było walczyć!
Zawieja obserwował uważnie kotkę. Na razie tylko zmieniła swoją lokalizację i on też się poruszył, aby być do niej przodem. Od razu wiedział, co czarna kotka wykombinowała. Słabe promienie słońca raziły go, toteż zmrużył oczy. Cóż, jest w gorszej sytuacji, co na pewno wpłynie na pierwsze chwilę walki, ale i tak nie będzie się poddawał. Postanowił jako pierwszy wykonać konkretny ruch i zaatakować. Napiął wszystkie mięśnie i dał sobie w myślach znak do ataku. Skoczył w kierunku Larwiej Łapy z zamierem wylądowania na jej grzbiecie i ugryzieniu w kark.
Mistrz: Słonecznikowa Pestka Płeć: Kotka Matka: Lniane Fute'ko Ojciec: Zółtooki Partner: Trzeba by pomyśleć
Smukła, wysoka o czarnej, krótkiej sierści. Ma oliwkowe oczy.
Zmieniła się, nie łatwo rzec czy na dobre, czy na złe.spontaniczność całkiem z niej uszła, improwizuje tylko gdy jest do tego zmuszona. Większość czasu poświęca na obserwacje kotów, wychwytywanie ich zalet, słabych stron, kompleksów, czy też wstydliwych zdarzeń, ze świadomością że może kiedyś się jej przydadzą. Jest niepokojąco? To dopiero początek. Jedyna osoba która budzi w niej cokolwiek, nie szczęście, nie smutek- to brat, Czermień. Tylko przy nim ma w sobie jakiś płomyczek, promień, iskrę. Jej największą zaletą jest uroda- oraz to że jest inteligentna na tyle by umieć czerpać z niej zyski.
Larwa analizowała podniecenie i dumę burego pręgusa. Na jej pysk wpłynął pełen satysfakcji uśmiech, a ona sama wciągnęła powietrze w płuca. Była niemal pewna że się wachał. Propozycja sparingu z nieznajomym, i to z odsłonionymi pazurami? Na granicy oddalonej od obozu? Zawsze mógł trafić na kogoś kto okaże się mistrzem walki.
Na swoje szczęście trafił tylko na najlepszego uciekniera.
Modliszka analizowała każdą odległość, każdy możliwy ruch. Jej wzrok delikatnie jak pióro badał położenie obiektów, i to jak może z nich skorzystać. W punkcie jej wzroku spoczywał przede wszystkim cienisty terminator, któremu postanowiła pozwolić na pierwszy ruch. Miała plan, przynajmniej jego zamysł. Mogła zdziałać wiele, wybrała jednak najprostszą drogę. Zgarnęłą w łapę nieco żwiru który akurat spoczywał na ziemi i przesuwając się w lewo spróbowała cisnąć nim w oczy nowego kolegi.
Miała wielką nadzieję że jej się uda. Była to sprawa.. honoru?
To tylko ćwiczenia zyskania respektu moi drodzy.
//lecę po mg
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Atak Tnącej Łapy: Słaby! (50%) [(16 + 7) - (8 + 6)]*0.5 = 4 Larwia Łapa, brak reakcji
Zaczęło się! Adrenalina i ekscytacja sięgnęła zenitu na tyle szybko, że terminatorzy lekkomyślnie podjęli się walki na pazury gdzieś na terenie Czterech Dębów. Było w tym coś ryzykownego, jednak pewnie i tak tylko i wyłącznie podsycało to całą zaistniałą sytuacje. Jako pierwszy postanowił zaatakować syn Olchowego Szeptu, słabo wybijając się złap z zamiarem wskoczenia na grzbiet kotki i wgryzienia się w jej kark. Kocurowi jednak udało się jedynie doskoczyć do czarnej kotki i wyrwać z jej karku kupkę, czarnej sierści zalegającej mu teraz w pysku. To co jednak postanowiła zrobić Larwia Łapa było...co najmniej głupie, aczkolwiek skuteczne! Postanowiła oślepić przeciwnika żwirkiem, co sprawiło, że do oczu kocura wpadły drażniące drobinki podrzucone z ziemi. Poza tym, pomimo pazurów ta dwójka nic na razie sobie nie zrobiła.
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Tnąca Łapa wyskoczył w górę. Już widział grzebiet Larwiej Łapy i z triumfem miał ugryźć ją w kark, gdy coś poszło nie tak. Skończyło się na tym, że wylądował z kępką jej futra w pyszczku. Szybko wypluł tę okropną sierść i zrobił grymas, po czym oberwał żwirkiem. Nic nie widział, a jego oczy były mocno podrażnione. Cały sfrustrowany sytuacją postanowił uderzyć czarną kotkę. Wziął zamach i zamierzał ją po prostu trafić gdziekolwiek, bo i tak mało, co widział.